utworzone przez Justyna Nater | paź 9, 2016 | Artykuły
Są tacy “specjaliści”, którzy twierdzą, że wywiad i rozmowa z pacjentem przed rozpoczęciem badania wzroku nie ma sensu. Z reguły argumenty są dwa:
– bo pacjent nie ma czasu i chce być obsłużony jak najszybciej,
– bo wszystko i tak wyjdzie podczas badania.

BZDURY.
Po pierwsze – pacjent nie ma czasu? Czy specjalista nie ma czasu? To dwie różne kwestie. Wydaje mi się, że odpowiednio zmotywowany i zachęcony pacjent na pewno znajdzie czas na prawidłowe i kompleksowe badanie wzroku. Czy pacjent chce być obsłużony jak najszybciej? A czy to warzywniak? Stoimy w kolejce po ziemniaki? Spieszy nam się na tramwaj?
Po drugie – wyjść to pacjent może z gabinetu. Nie wszystko “wyjdzie” podczas samego badania. Historia przebiegu chorób, urazów i innych problemów, jest naprawdę bardzo istotna przed rozpoczęciem pomiarów.
Twoje problemy są również moimi, poradzimy sobie z nimi wspólnie…
Pamiętaj – nie ma głupich pytań.
Pytaj o wszystko, masz prawo znać odpowiedzi na każde pytanie.
Oczywiście specjalista powie Ci, jaka jest diagnoza i prawdopodobnie również powie, co należy zrobić w tej sprawie. Możesz jednak zadać dodatkowe pytania:
– czy to, co się dzieje obecnie z Twoim wzrokiem, będzie miało wpływ na widzenie w przyszłości?
– czy powinieneś zwracać uwagę na jakieś konkretne objawy i zgłaszać ich pojawienie się w przyszłości?
– czy w związku z diagnozą, powinieneś zmienić jakieś nawyki w życiu?
Wydaje się banalne? Oczywiście. Ale okazuje się, że w gabinecie już takie nie jest. Mam wrażenie, że pacjenci boją się pytać. Nie rozumieją, co tak naprawdę dzieje się z ich oczami, ale nie proszą o wyjaśnienie problemu.
Nawet nie wiecie jak często w gabinecie podczas wywiadu słyszę podobne zdania:
– Kilka lat temu coś mi tam mówili, że mam jakieś problemy… chyba z zaćmą? Czy z jaskrą… Nie pamiętam. Coś mówili, że mam inne oczy niż powinienem mieć…
– A był pan/ była pani na kontroli w tej sprawie?
– Nie, bo nic się nie dzieje…
I rób co chcesz w takiej sytuacji… Stopień ignorancji tego tematu zawsze był dla mnie najbardziej fascynujący. Tylko ja później przeżywam za pacjentów.
Nie raz zdarzało mi się wracać do domu w koszmarnym nastroju, bo np. miałam pacjentkę, której kieeedyś dawno temu podejrzewali zwyrodnienie siatkówki, a ona później jeszcze urodziła dziecko i poczuła, że wzrok jej mocno „siadł”.
Myślicie, że była z tym u lekarza? A w życiu! Przyszła do mnie i podczas badania przyznała się, że już zawęziło jej się pole widzenia w jednym oku, a kiedy pokazywałam jej siatkę prostopadłych linii (nazywaną Testem Amslera), widziała zamiast niej fale, kropki i inne ciekawe rzeczy…
Ta kobieta ogólnie była bardzo ciepłą i sympatyczną osobą. Dlatego tak bardzo dobiła mnie jej sytuacja, ale do dzisiaj nie potrafię zrozumieć, jak można w ten sposób podchodzić do sprawy (zwłaszcza, jeśli ma się dzieci i chciałoby się być przy nich jak najdłużej i widzieć je jak najdłużej…).
No dobrze, ale kontynuując…
Masz problem i co dalej?
Jeśli Twój problem wymaga leczenia, na pewno zostaną Ci przepisane leki. Możesz jednak zapytać również o to, kiedy to, co przepisał lekarz zacznie działać i jaka jest jego skuteczność.
Pamiętaj jednak, że poza czytaniem ulotki (jeśli w ogóle ją czytasz), lekarz może Ci powiedzieć z własnego doświadczenia, jakie ryzyko występuje podczas stosowania danego środka albo czy są jakieś produkty spożywcze, inne leki, aktywności itp. których powinieneś unikać podczas stosowania przepisanych medykamentów.
Warto spytać również o pomijanie dawki, czyli co zrobić w sytuacji, kiedy zaśpisz, zapomnisz itd.
Co dla Ciebie może zrobić specjalista?
Specjalista powinien z Tobą rozmawiać. Jeśli nie chcesz wiedzieć, co i w jaki sposób tak naprawdę bada w temacie Twojego wzroku, wystarczy, że cierpliwie przejdziesz badanie – nikt nie każe Ci znać testów do badania i rozumieć na czym polegają. Ale ponownie powtarzam – MOŻESZ chcieć to wiedzieć, dlatego PYTAJ.
Bywają osoby, które myślą, że szybkie komputerowe badanie jest najbardziej precyzyjne… Już o tym pisałam TUTAJ.
Nie podchodź w ten sposób do sprawy… Nie tędy droga. (Przeczytaj tekst, który przed chwilą podlinkowałam, a zrozumiesz dlaczego.)
Ponownie… O co możesz zapytać w gabinecie?
– Jakie testy zostaną wykonane i czy można w prosty sposób wyjaśnić, czego się spodziewać po ich wyniku?
Myślisz sobie, że nie zrozumiesz? A chcesz się “na szybko” przekonać?
Dwa krótkie przykłady:
1) Siedzisz sobie przy tym kosmicznym urządzeniu, które wygląda jak ufo, terminator, statek kosmiczny… Przyczepione jest do ramienia, z możliwością dopasowania do Twojej twarzy. Patrzysz przez to urządzenie na testy.
Po pierwsze – czy musisz znać nazwę – foropter? Nie musisz. To są po prostu duże, ciężkie okulary z ogromnymi możliwościami doboru potrzebnej Ci korekcji.
KONIEC. To nie statek kosmiczny, nie odlecisz na Księżyc.

2) Siadasz przy kolejnym urządzeniu, które ma Ci zmierzyć ciśnienie. Wiesz dlaczego ono dmucha w oczy? Jest to nieprzyjemne, ale oka Ci nie wybije. Powietrze w tym krótkim podmuchu ma za zadanie odbić się od przedniej powierzchni Twojego oka. Pod wpływem tego podmuchu Twoja rogówka (właśnie przednia powierzchnia oka) leciutko się ugnie, a aparat zmierzy w jakim stopniu się ugięła.
Wyobraź sobie malutki okrągły balonik z wodą. Im więcej będzie w nim wody, tym trudniej będzie Ci nacisnąć na jego powierzchnię. Tak samo jest z okiem. Jeśli Ciśnienie w oku będzie wysokie, przednia powierzchnia nie ugnie się tak mocno, jak w przypadku niskiego ciśnienia. Aparat to mierzy, podaje wynik. I tyle.
Proste, prawda?
W gabinecie naprawdę nie stanie Ci się krzywda. Wszystko, co specjalista wykonuje w ramach diagnostyki jest zrozumiałe i w większości przypadków, można o tym opowiedzieć prostym językiem.
Odpowiednie przygotowanie się do badania wzroku, również jest bardzo istotne.
Zapytaj więc (najlepiej jeszcze przed wizytą, na przykład telefonicznie)
– Czy powinienem się w jakiś sposób przygotować do badania? (przykładowo, czy wskazane jest okresowe przerwanie użytkowania soczewek kontaktowych przed przyjściem do gabinetu).
Przede wszystkim ZROZUMIENIE
Zapamiętaj – jeśli nie rozumiesz, co mówi Twój specjalista, zadawaj mu pytania tak długo, aż w końcu zrozumiesz. To Twoje oczy i naprawdę musisz wiedzieć co się z nimi dzieje. Tym bardziej, że przeważnie wszystko da się wytłumaczyć lub nawet schematycznie narysować.
Poproś specjalistę, aby opisał dla Ciebie diagnozę lub instrukcje dalszego postępowania – pamięć mamy dobrą, ale krótką…
(Żaden specjalista nie powinien się tłumaczyć, że nie ma na to czasu… Jest. Znam dobrze świetnych okulistów, którzy na koniec wizyty wypisują pacjentowi kartkę A4 z wynikiem badania. Wszystko się da. Wystarczy chcieć.
Nie trzeba tego przecież pisać ręcznie.)
A NAWET, jeśli pomimo wielu prób tłumaczenia przez specjalistę różnych kwestii związanych z układem wzrokowym, NADAL nie do końca rozumiecie w czym rzecz, zapytajcie o możliwe źródła lub miejsca, z których sami będziecie mieli możliwość dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Nie ignorujcie proszę tematu. TO WASZE OCZY.
utworzone przez Justyna Nater | paź 2, 2016 | Artykuły
Przez bardzo długi okres czasu nie piłam prawdziwej kawy. Przekonałam się nawet w pewnym momencie do zbożowej. I wtedy, kiedy faktycznie nie pijałam kawy, nie zdarzało mi się drżenie powiek. Ani razu. Naprawdę.
Kilka dni temu kupiłam sobie kawę rozpuszczalną… od wczoraj chodzę poddenerwowana, bo dolna powieka lewego oka drga mi jak szalona. Chyba się ze mną zgodzicie, że jest to jedna z bardziej irytujących dolegliwości.
A co tak naprawdę może oznaczać drganie powieki? Jak sobie z tym radzić?
W wywiadzie przed badaniem wzroku, kiedy pytam, czy pacjent ma jakieś problemy z oczami, najczęściej pojawiają się dwa : zapalenia spojówek albo właśnie częste drgania powiek.
Drganie powieki to nic innego jak mikro skurcze mięśni, odpowiedzialnych za prawidłową pracę powiek. Ich przyczyną jest najczęściej po prostu niedobór magnezu, ale powodować je może również stres i zmęczenie, suchość oczu oraz alergie.
Niedobór magnezu

Kofeina i alkohol wypłukują magnez z organizmu.
Jeśli pijemy dużo kawy, najlepiej byłoby ją trochę ograniczyć (o alkoholu nie wspomnę). Magnez bierze udział w przewodnictwie nerwowym i kurczliwości mięśni. Jest to kation wewnątrzkomórkowy odgrywający bardzo istotną rolę w organizmie.
Stres
Nie jest to tekst o tym „jak się zrelaksować”, ale jeśli masz tendencje do drgających powiek i zdajesz sobie sprawę z tego, że w ostatnim czasie, albo systematycznie, jesteś narażony na sytuacje stresowe, postaraj się odpuścić trochę samemu sobie.
Dobrym rozwiązaniem może się okazać joga, spacery, spotkania ze znajomymi… zresztą sam wiesz najlepiej, co cię relaksuje.
Zmęczenie – nie wymaga dłuższego komentarza. Postaraj się odespać. Jeśli nie przesypiasz odpowiedniej ilości godzin w nocy, spróbuj kilkunastominutowych drzemek w ciągu dnia (pamiętaj o ściąganiu soczewek kontaktowych).
Zmęczenie wzroku – wymaga komentarza. Jeśli masz nieskorygowaną lub błędnie skorygowaną wadę wzroku, jeśli powinieneś nosić okulary do czytania, a nadal nie możesz się pogodzić z faktem, że to już najwyższa pora na korekcję do bliży (jest to kwestia naturalna i biologiczna i niestety nic na to nie poradzisz), oczy męczą się dużo bardziej. To również może powodować drganie powiek.

Wracając do niedoboru magnezu
Nie bagatelizuj problemu. Pierwszym objawem może być drżenie powieki, ale duże niedobory mogą doprowadzić do zawrotów głowy, bezsenności, pobudliwości mięśniowej, a nawet do depresji.
Trudno jest przedawkować magnez. Nie powinno się go jednak spożywać w zbyt dużej ilości, jeśli występują problemy z nerkami, ponieważ nadmiar magnezu może nasilić wydalanie wapnia z organizmu.
I skąd ten magnez?
Przypuszczalnie pierwsze, co przychodzi ci na myśl to czekolada, ale nie biorę odpowiedzialności za zjadanie kilku jej tabliczek pod pretekstem spożywania magnezu, żeby powieka nie drgała. Tak naprawdę nie sama czekolada, a kakao ma największą ilość magnezu, więc lepiej wypić prawdziwe kakao, przyrządzone w ulubiony sposób, niż wcinać nieskończoną ilość czekolady (chyba, że to będzie taka prawdziwa „wysokoprocentowa”).
Poza tym kasza gryczana, orzechy, ciemne pieczywo… w mniejszych ilościach w warzywach i owocach.
Drganie powieki może trwać chwilę, ale może dzień, dwa, kilka dni… Nie jest to przyjemny objaw, ale pamiętaj – organizm wysyła ci sygnał. Ogranicz spożywanie kawy, alkoholu, zredukuj stres, wyśpij się i wypij smaczne kakao, czytając ulubioną książkę. – Perspektywa idealna na jesienne wieczory.

utworzone przez Justyna Nater | wrz 5, 2016 | Artykuły
Zapytaj, kiedy ostatnio spał ze swoimi kontaktami. Nie przyznaje się? Spójrz mu w oczy!
A może to Ty ostatnio spałaś w soczewkach kontaktowych?
Nie rozstajesz się z nimi w dzień i w nocy?
Mąż być może Cię rozgrzeszy, ale Twoje oczy prędzej, czy później podadzą Cię do sądu z powodu przemocy w rodzinie.
Nic dziwnego. Systematycznie je podduszasz.
Pewność siebie i lenistwo zawsze wygrywają w rozmowie z pacjentem, który przyznaje się do przesypiania nocy w soczewkach kontaktowych. Chciałabym jednak, żeby poniższe powody wpłynęły na Wasze dalsze postępowanie. NAWET jeśli nosicie soczewki typu „night and day”, w których FDA (Agencja Żywności i Leków) pozwala spać przez cały miesiąc, przeczytajcie. Może uda mi się zmienić Wasze zdanie.

1. Podczas, kiedy Ty smacznie śpisz, Twoje oczy się duszą.
Rogówka do przetrwania potrzebuje tlenu, im go więcej, tym lepiej. Kiedy soczewka kontaktowa leży sobie na rogówce, mimo tlenoprzepuszczalności w nawet małym stopniu hamuje dopływ tlenu do oka. Powieki w ciągu nocy mają za zadanie chronić rogówkę, oraz oczyścić powierzchnię oka ze wszystkich „śmieci” zebranych w ciągu dnia np. z kurzu. Kiedy na oku założona jest soczewka, powieka nie dotyka rogówki, dotyka jedynie soczewki, a więc rogówka nie jest w stanie odpocząć.

2. Oczy, którym brakuje tlenu robią się czerwone.
Oczy są mądre. Jeśli brakuje tlenu, szukają innego sposobu, aby go sobie dostarczyć. Dlatego powstają nowe naczynka krwionośne, które powiększają się i mają za zadanie doprowadzić tlen do rogówki. Owszem, najnowsze materiały soczewek kontaktowych mają bardzo wysoką tlenoprzepuszczalność, ale mimo wszystko zamknięte powieki trochę komplikują sprawę.
3. Możesz się obudzić z tak zwanym „ostrym czerwonym okiem”.
I mówię serio, to nie będą jedynie nowe naczynka na oku, oczy nie będą wyglądały na podrażnione. To będzie CZERWONE i bolesne oko, a do tego światłowstręt, łzawienie oraz możliwe pogorszenie widzenia.
Czerwone oko to ostra odpowiedź zapalna. Może być reakcją na zakażenie bakteryjne, ale może być spowodowane złogami i patogenami uwiezionymi pod soczewką kontaktową. (Której nie ściągasz z oka).

www.nhs.uk
Spanie w soczewkach kontaktowych może powodować:
-zastój łez,
-zatrzymywanie zanieczyszczeń i patogenów na powierzchni rogówki, pod soczewką,
-brak możliwości odnowy komórek nabłonka rogówki.

Piszę to za każdym razem, napiszę i teraz… Używaj soczewek TYLKO w wyznaczonym dla nich terminie ważności, od pierwszego ich otwarcia. Jeśli nie chce Ci się „bawić” w ściąganie, zakładanie i pielęgnację soczewek kontaktowych, powiedz o tym kontaktologowi na wizycie (pierwszej lub kontrolnej). Lepszym wyborem dla Ciebie będą w takiej sytuacji soczewki jednodniowe.
Jeśli wszystko powyższe nie sprawia Ci problemu – postaraj się przynajmniej regularnie czyścić soczewki i bardzo o nie dbać. Zadbasz w ten sposób również o swój wzrok.
utworzone przez Justyna Nater | sie 31, 2016 | Artykuły
POKEMON GO był niewątpliwym hitem tego lata.
Gra wciągnęła nie tylko dzieci i młodzież, ale także (a według mnie głównie) dorosłych.

To ciekawe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że kiedy w gabinecie prosi się pacjentów, aby więcej czasu spędzali na świeżym powietrzu, zamiast w domu z ekranem komputera, wszyscy mówią o chronicznym braku wolnego czasu. Nikt nie może zrobić sobie kilku minut przerwy, choćby po to, żeby wyjść i zrobić rundkę wokół bloku. Tymczasem, kiedy trzeba złapać Pokemona, siedzącego kilkaset metrów od domu, nagle okazuje się, że nie tylko jest czas na wyjście z domu, ale także na dłuższy spacer w poszukiwaniu kolejnych wirtualnych stworzeń! Wystarczy dobra motywacja, prawda?
I teraz to najciekawsze zjawisko – złapanie Pokemona jest wystarczającą motywacją do wyjścia z domu, a zdrowie oczu i ich odpoczynek to już bardzo lichy powód…
Są dwie grupy ludzi: jedni kochają Pokemony i nie pozwalają na nie złego słowa powiedzieć, inni nie grali, grać nie będą, albo spróbowali i doszli do wniosku, że to nie dla nich. Jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie – Pokemony kręciły mnie lata temu (nawet miałam swojego ulubionego… jak mu tam było… Vulpix, chyba…), a teraz nie dostrzegam w tym żadnej frajdy. O wolnym czasie nie wspomnę, bo go po prostu nie ma.

Żebyśmy się źle nie zrozumieli, bo mnie zaraz zaleje fala krytyki fanów gry – wszystko jest dla ludzi w odpowiednich ilościach. Nie mogę jednak przemilczeć problemu związanego z zagrożeniem dla oczu u osób, które świata poza Pokemonami nie widzą od kilku dobrych tygodni.
W dzisiejszych czasach to jasne, że właściwie bez przerwy korzystamy z telefonów, komputerów i innych wyświetlaczy. Powiecie: „Czepiła się tego Pokemon Go”. Nie czepiam się, ALE…
Uwierzcie mi, że dla naszych oczu ogromnym wyzwaniem jest już wytrwanie kilku – czasem kilkunastu – godzin pracy wzrokowej przy komputerze. Ogólnie rzecz biorąc każda gra w telefonie, która powoduje, że spędzamy kolejne godziny wpatrując się w ekran po pracy, zamiast od niego odpoczywać, jest „niezdrowa”. Tyle tylko, że do tej pory żadna gra nie zrobiła takiego zamieszania i nie osiągnęła takiej niesamowitej popularności, wśród WSZYSTKICH. Gracze mają od kilku do kilkudziesięciu lat.
Gra wymaga ogromnego zaangażowania, wielu godzin „pracy”, niektórzy grają dniami i nocami.

Najgorsze co można zrobić oczom – wyjść z pracy na świeże powietrze, wyjść na spacer i … skupić oczy na ekranie telefonu.
Po pierwsze – światło niebieskie, jakie emitują ekrany. Wpływa ono na rytm dobowy całego naszego ciała, wytwarzanie melatoniny jest zaburzone i nasz organizm mówiąc krótko „głupieje”. Może to powodować bezsenność, chroniczne zmęczenie, problemy z koncentracją, czasem nawet problemy psychologiczne. Długotrwałe działanie światła niebieskiego może także uszkadzać fotoreceptory siatkówki… A konsekwencje tego mogą być już znacznie poważniejsze, niż chroniczne zmęczenie.
Z tym sobie jednak można poradzić. Wystarczy ograniczyć emitowane światło niebieskie, za pomocą ustawień ekranu lub specjalnych aplikacji, zaprojektowanych właśnie w tym celu. Innym sposobem jest wykonanie okularów z powłoką odcinającą światło niebieskie – sama korzystam i gorąco polecam – to naprawdę działa i naprawdę pomaga.
Światło niebieskie to niestety jednak nie jedyne zagrożenie, związane z ekranami urządzeń elektronicznych.
– Zamglone widzenie,
– suche, podrażnione oczy,
– zwiększona wrażliwość na światło / światłowstręt,
– bóle głowy / karku / kręgosłupa,
– problemy z czytaniem / rozmazywanie się tekstu / podwójne widzenie.
Brzmi znajomo?

SYNDROM WIDZENIA KOMPUTEROWEGO (lub cyfrowe zmęczenie wzroku)
– tak to się pięknie nazywa. Nie brzmi groźnie, ale może być, jeśli w odpowiednim momencie nie weźmiecie go pod uwagę.
Czy wiecie, że wpatrując się w ekran urządzenia mrugamy znacznie rzadziej, niż podczas innych czynności takich jak choćby rozmowa ze znajomym?
Spróbujcie kiedyś zrobić test.
Jeśli siedzicie z kimś w pracy, nie mówiąc mu o tym, zwróćcie uwagę jak często mruga, kiedy z Wami rozmawia, a następnie ile razy mrugnie wpatrując się w ekran komputera. Powinniście zauważyć różnicę.
Człowiek mruga po to, aby powieki rozprowadzały łzy po powierzchni oczu. Kiedy tego nie robią, oko wysycha. Jeśli taka sytuacja ma miejsce każdego dnia po kilka godzin w pracy, to pomyślcie sobie, jak bardzo Wasze oczy nie chcą być traktowane w ten sam sposób jeszcze po jej zakończeniu.
Wyobraźcie sobie siebie w jakiś upalny dzień, najlepiej na trasie w górach. Możecie się napić wody w ilości jeden łyk na godzinę. Dacie radę? I tak codziennie. A swoim oczom serwujecie taką przyjemność na co dzień. Dla nich te warunki, które podałam jako przykład, tworzą pomieszczenia klimatyzowane, czy ogrzewane, suche powietrze i praca wzrokowa do bliży.
Oczy są tak samo zmęczone, a Wy im dokładacie. Bo złapanie kilku Pokemonów po pracy jest ważniejsze niż te oczy, które pracują dla Was każdego dnia.
RÓBCIE PRZERWY w pracy wzrokowej.
Wiem, że tego nie czuć, ale oczy naprawdę muszą odpoczywać. Za kilka lat na ten odpoczynek może być za późno. Podwójne widzenie może być wywołane zmęczeniem mięśni poruszających gałkami ocznymi. Tak, okiem poruszają mięśnie. W oczodole poza okiem, mamy mięśnie. Doświadczyliście kiedyś trzęsących nóg lub rąk po dużym wysiłku fizycznym? A co mają powiedzieć mięśnie oczu?
MRUGAJCIE. Nie zapominajcie o tym. Pamiętajcie o tym upalnym dniu w górach i nie znęcajcie się w ten sposób nad swoimi oczami.
W przeciwnym razie godziny spędzone z Pokemonami, zaprowadzą Was prędzej czy później do lekarza.
Wakacje powinny być dla dzieci czasem odpoczynku. Nie tylko ciała i umysłu. Również oczu. A tymczasem wakacje dobiegły końca, a spora część rodziców pozwoliła na to, aby oczy dzieci zupełnie tych wakacji nie odczuły.
Najłatwiej jest w dzisiejszych czasach dać dziecku do ręki telefon, tablet, włączyć grę, czy filmik. Nie przesadzajmy z wyręczaniem się urządzeniami elektronicznymi. Niech nie zastępują dzieciom kontaktu z rówieśnikami i rodziną. Niech się bawią zabawkami, grają w piłkę na świeżym powietrzu, spacerują z rodzicami. Z rodzicami, nie z Pokemonami.
5 prostych sposobów na odciążenie oczu podczas intensywnej pracy wzrokowej:
1. Przerwy – zasada 10/10/10 – co 10 minut, na 10 sekund, patrzymy w dal na przynajmniej 10 metrów. Ale jeśli nie jesteście w stanie robić sobie przerwy co 10 minut, to spróbujcie je po prostu robić, chociaż co pół godziny… To naprawdę nie jest problematyczne, a oczy będą Wam wdzięczne. Dajcie im szansę na krótki relaks, na przykład TERAZ, zanim wrócicie do czytania dalszych podpunktów podsumowania tego tekstu.
2. Dostosowanie wyświetlacza urządzenia – aplikacje, ustawienia ekranu. Warto pomyśleć również o okularach z odpowiednią powłoką do pracy z ekranami emitującymi światło niebieskie. Gwarantuję, że zauważycie różnicę.
3. Mruganie – nie będę się powtarzać – lato, wspinaczka, góry, woda, te sprawy… pamiętajcie – powieki rozprowadzają łzy po powierzchni oczu – trzeba mrugać! Brzmi trywialnie, ale nie jest to wcale takie oczywiste.
4. Odpowiednie oświetlenie – jasność ekranu powinna być dopasowana do oświetlenia w pomieszczeniu, oświetlenie nie powinno być skierowane wprost w stronę oczu. Należy też unikać odbić światła od ekranu, z którym pracujemy.
5. Regularne badanie wzroku – warto powiedzieć specjaliście o swoich nawykach wzrokowych, o rodzaju wykonywanej pracy, warto zapytać o poradę i zbadać oczy. Warto poprosić o pomoc, jeśli czujemy, że nasze oczy są zmęczone. Najważniejsza jest szczerość podczas badania!
Jak widzicie to wszystko, co powyżej, nie jest bardzo skomplikowane, ale dla niektórych bardzo nieoczywiste.
Skoro nastały czasy, kiedy pracy z ekranami uniknąć się po prostu nie da, to chociaż dbajmy o oczy i nie dokładajmy im dodatkowych wrażeń.
(A jeśli już musisz grać w te Pokemony, to… jeden dziennie chyba wystarczy? I co Ci po nim? Za jakiś czas gra Ci się znudzi, odinstalujesz i zapomnisz. No to może dasz radę odpuścić oczom już dzisiaj? Trzymam kciuki!)
utworzone przez Justyna Nater | sie 19, 2016 | Artykuły
Pamiętam ten stres, kiedy publikowałam pierwszy wpis na stronie… Dzisiaj czuję się podobnie.
Wiele godzin pracy, ponad 600 zdjęć i oto jest!
Mój pierwszy film poklatkowy!
Gorąco Was proszę o wyrozumiałość i mam ogromną nadzieję, że pomysł się Wam spodoba, a materiał uznacie za przydatny.
Film miał być schematem, uproszczonym maksymalnie do najbardziej podstawowych informacji.
Zdecydowanie warto oglądać go z dźwiękiem!
Zapraszam :)