Oczy jedzą – potrawy wigilijne

Oczy jedzą – potrawy wigilijne

Każdego roku mniej więcej o tej porze zaczynałam wmawiać sobie, że w tym roku już na pewno dam radę powstrzymywać się przed jedzeniem bez opamiętania podczas Świąt Bożego Narodzenia.
W tym roku odpuszczam.
W tym roku chciałabym cieszyć się z obecności Rodziny, czerpać przyjemność z czasu spędzanego przy świątecznym stole i…
jeść !!
I dlatego zamiast pisać Wam o tym, jak niezdrowe są ilości świątecznego jedzenia, opowiem Wam ile dobroci stoi na wigilijnym stole i dlaczego warto jeść ze smakiem – nie tylko oczami.

Po pierwsze – najważniejsze jest spożywanie produktów, które zawierają substancje hamujące powstawanie wolnych rodników (głównie zielone warzywa – czyli brokuły, brukselka, kapusta, szpinak itd…).

Na proces neutralizowania wolnych rodników wpływają witaminy  A, E oraz C.

Na pewno słyszeliście o „kurzej ślepocie” – spowodowana jest ona właśnie niedoborem witaminy A, której utlenianiu zapobiega witamina E, hamująca również tworzenie toksycznych substancji uszkadzających naczynia krwionośne.
Witamina C działa międzykomórkowo i również unieszkodliwia powstające w reakcji z witaminą E wolne rodniki.

tangerines-1721590_1280
Dlatego właśnie najkorzystniej dla organizmu działa dostarczanie odpowiedniej dawki wszystkich trzech powyżej wymienionych witamin, które nawzajem perfekcyjnie się uzupełniają.
A gdzie znaleźć witaminę C, jak nie w cytrusach? Pomarańcze i mandarynki królują na świątecznych stołach!

Dla wzroku, dla zdrowia siatkówki i plamki żółtej, której z wiekiem może grozić degeneracja, (czyli AMD) niezwykle ważne jest dostarczanie pokarmu obfitego w luteinę, zeaksantynę oraz kwasy omega-3 – a ponieważ na stołach świątecznych królują ryby – pokuszę się o stwierdzenie, że nasze oczy uwielbiają Święta.
oil-315528_1280(Nie tylko dlatego, że to właśnie nasz wzrok w pierwszej kolejności pożera wszystko co stoi na stole podczas Wigilii.)

Zróbmy zatem krótkie podsumowanie świątecznych potraw stawianych na wigilijnych stołach!

1.BARSZCZ CZERWONY
eating-78222_1280
W moim rodzinnym domu pierwszym daniem stawianym na stole jest czerwony barszcz z uszkami.
Jego kaloryczność zależy głównie właśnie od ilości pływających w nim uszek. Sam barszcz jednak, dzięki burakom jest bardzo zdrowy. Barwę nadaje mu betanina, która jest silnym przeciwutleniaczem, a zatem działa antybakteryjnie. Buraki zawierają bardzo dużo kwasu foliowego (drogocennego dla układu nerwowego) oraz witaminy C, która jak wspomniałam wyżej bardzo korzystnie wpływa na wzrok.
(Zresztą witamina C wpływa pozytywnie na wszystko.)

2.ZUPA GRZYBOWA
mushroom_385x385

U nas nie ma tradycji jedzenia zupy grzybowej i szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić zamiany barszczu właśnie na nią, ale zapewne wielu z Was to właśnie tę zupę podaje w pierwszej kolejności, dlatego przeanalizujmy jej wartości odżywcze.

Tu podobnie jak w przypadku barszczu – jeśli dodacie do grzybowej makaron i śmietankę to ilość kalorii wzrośnie i to zdecydowanie.

A co z samymi grzybami?

Właściwie często powtarza się, że grzyby spożywa się dla walorów smakowo-zapachowych, a ich wartość odżywcza jest niewielka. Niewielka ilość witamin i minerałów, trochę błonnika pokarmowego, trochę białka.

Ostatnio jednak coraz więcej badań potwierdza przeciwnowotworowe oraz przeciwmiażdżycowe właściwości grzybów. Obniżają one poziom cukru we krwi, wyrównują poziom lipidów. Są jednak bardzo ciężkostrawne – zwłaszcza pieczarki i borowiki. Dlatego nie powinny ich spożywać dzieci oraz osoby w starszym wieku.

 

3.PIEROGI

empanadas-592300_1280
Pierogi z białej mąki – wiadomo. Ta sama sytuacja, co w przypadku uszek w barszczu. Kalorii co nie miara, wartość odżywcza żadna. Ale pytanie, czym pierogi są nadziane? Jeśli grzybami – to jak wyżej. Jeśli kapustą – to zaraz opowiem.

Dwa lata temu moja Mama po raz pierwszy podała nam do spróbowania pierogi z kaszą gryczaną – polecam gorąco – są przepyszne! A kasza gryczana? Nie dość, że naprawdę rewelacyjnie smakuje, to jest wzorcowym źródłem rutyny, która uszczelnia i wzmacnia naczynia krwionośne. Jest bogata w witaminy B1, B2, P i PP (rewelacyjne dla układu nerwowego), zawiera również wapń, magnez, fosfor, żelazo, nikiel, kobalt, miedź, cynk bor oraz jod. Lista jest imponująca, prawda?

4.KAPUSTA
green-juice-769129_1280

Kapusta z grochem jest bardziej kaloryczna od kapusty z grzybami i to (jak podaje literatura) praktycznie dwukrotnie bardziej.
Ale kapusta jest idealna na odporność, zawiera bowiem spore ilości witaminy C. Jest również źródłem kwasu foliowego, witaminy E, magnezu, żelaza oraz beta karotenu.
W kiszonej kapuście znajdują się bakterie, ułatwiające trawienie (idealne bakterie na świąteczny czas).
Bakterie kwasu mlekowego to naturalne probiotyki, wspomagające odporność, obniżające poziom cukru we krwi. Mają również działanie przeciwmiażdżycowe.
Prawda jest jednak taka, że kaloryczność zasmażanej kapusty wigilijnej, czyli tej z grzybami, czy grochem zależy od sposobu ich przyrządzania. Tak czy inaczej jest to ciężkostrawne danie, ale zupełnie inaczej zostanie przyjęte przez żołądek, jeśli zostanie przygotowane z mniejszą ilością tłuszczu, a większą ilością przypraw wspomagających trawienie (majeranek, koperek, kminek).

5.SAŁATKA JARZYNOWA
salatka-warzywna-tradycyjna-f
Możliwy skład: jajka, ogórki kiszone, groszek/kukurydza/jedno i drugie, gotowana marchewka, ziemniaki, pietruszka, por, majonez, musztarda, osobisty dodatek smakowy.
Warzywa – wiadomo – zdrowie, witaminy, wartości odżywcze – słowem MNIAM.
Schody zaczynają się przy majonezie.
Majonez jest bardzo kaloryczny. Pytanie, czy robimy go w domu, czy kupujemy w sklepie.
Ten domowy pomimo kaloryczności, jeśli powstanie z oleju dobrej jakości, będzie źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki zaś obecności tłuszczów roślinnych majonez jest źródłem witamin A,E i K oraz w niewielkich ilościach również witaminy D.

6.RYBY
Na wigilijnym stole w przypadku ryb każdy znajdzie coś dla siebie.
I serdecznie Wam tego zazdroszczę.
Takie ze mnie dziecko szczęścia, że urodzona i wychowana w Świnoujściu – jestem uczulona na ryby. I mogę je jeść tylko wtedy, kiedy naprawdę czuję, że mam ochotę, że organizm sam się upomina, ale tylko w niesamowicie ograniczonych ilościach i wyłącznie niektóre ich rodzaje.
Jest to swojego rodzaju żywieniowa katastrofa, ponieważ ryby są źródłem dobrze przyswajalnego białka o bardzo wysokiej wartości odżywczej. Są źródłem jodu oraz witamin z grupy B (ryby tłuste także witamin D i A).

6.1.KARP
Karpia lepiej piec niż smażyć w panierce – ze względu na kaloryczność.
Karp nie jest tak zdrową rybą jak ryby tłuste typu łosoś, makrela, czy śledź. Jest jednak źródłem białka i dostarcza do organizmu witaminę D. Jest oczywiście źródłem kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych (w mniejszym stopniu niż wyżej wymienione tłuste ryby, ale jednak). Poza tym mięso karpia zawiera witaminy z grupy B, magnes, cynk, selen oraz potas.

6.2.ŚLEDZIE
Najczęstszy sposób podawania śledzia podczas Świąt – śledź w śmietanie lub śledź w oleju.
Same śledzie kaloryczne nie są, ale dodatek w postaci oleju robi z nich kaloryczną bombę.
Śledź to bardzo zdrowa ryba, zdrowsza nawet od sztandarowego karpia. Jako morska ryba tłusta zawiera bardzo dużo kwasów omega 3. Zawiera również więcej witamin i minerałów niż karp. Dostarcza witaminy E, D, potas, wapń, żelazo i selen.
Pod kątem kalorii i diety, lepiej wybrać śledzia w jogurcie lub w occie niż tego w oleju.

6.3.RYBA PO GRECKU
Nie dość, że ryba, to jeszcze dużo warzyw!
Jej kaloryczność podwyższa olej, na którym smaży się rybę, no i panierka z mąki…
Sama ryba i warzywa to oczywiście składniki bardzo niskokaloryczne.
Rybka rybką, wiadomo jak dobrym i wartościowym odżywczo składnikiem jest. W rybie po grecku (która z Grekami za wiele wspólnego nie ma) znajdziemy spore ilości marchewki, która zawiera beta karoten oraz witaminę A, niezbędną (jak wspomniałam we wstępie) w profilaktyce zwyrodnienia plamki żółtej i zaćmy.
Marchew zawiera również barwnik o nazwie rodopsyna. Niedobór tego składnika powoduje, że źle widzimy w słabym oświetleniu.
7. KOMPOT Z SUSZONYCH OWOCÓW
kompot-z-suszu-805897_w1000
Osobiście BARDZO nie lubię ani jego smaku, ani zapachu.
Co roku Rodzice próbują mnie do niego przekonać, ale nawet na wdechu nie jestem w stanie zaakceptować tego charakterystycznego posmaku.
Jest to napój dosyć kaloryczny, choć zależy to głównie od dodanej substancji słodzącej – czy jest to cukier, miód, czy może stewia.
Jak się zapewne domyślacie – z kompotu najzdrowsze są owoce, zawierają błonnik pokarmowy, przeciwutleniacze chroniące przed powstawaniem wolnych rodników i ułatwiają trawienie. Jest to skoncentrowana zawartość witamin (między innymi tiaminy, witaminy C i beta karotenu).
Poza tym kwasy owocowe utrzymują prawidłową mikroflorę w jelitach.

8. KUTIA 
makowki-77592_1280
To jedna z najbardziej kalorycznych wigilijnych potraw, na którą przepisów można znaleźć bardzo dużo, ale ta najpopularniejsza wersja to kutia z pszenicą, makiem, miodem, mlekiem, orzechami i bakaliami.
Mieszanka kaloryczna pierwsza klasa. 100 gram kutii to nawet 300kcal.
O orzechach i maku poniżej

9.ORZECHY
walnuts-1213008_1280Najbardziej wartościowe odżywczo ze wszystkich dostępnych bakalii. To fakt, że zawierają dużo kalorii i tłuszczu, ale to jest ten dobry tłuszcz- nienasycone kwasy tłuszczowe, które zmniejszają ryzyko chorób serca. Orzechy zawierają bardzo dużo witamin z grupy B i oraz witaminę E, dzięki temu wpływają dobrze na zdrowie skóry i prawidłową pracę mózgu.

10.MAKOWIEC
christmas-cakes-1107927_1280
Makowiec to bardzo kaloryczne ciasto. Kawałek 100 gram to około 350kcal. Ale wbrew pozorom to nie ciasto drożdżowe, czy biszkoptowe zawiera tyle kalorii, a właśnie główny składnik, czyli masa makowa z bakaliami.

Ale mak to kolejna historia o nienasyconych kwasach tłuszczonych, o których już tu w tekście mowa była i nie będę powtarzać jak dobre są one dla naszego zdrowia.
Mak wpływa również na prawidłowy poziom cholesterolu właśnie ze względu na występowanie w nim powyższych kwasów. Zawiera także witaminy A, D, E, witaminy z grupy B oraz wapń.
Podsumowując

Potrawy świąteczne można przygotować na sposób lżejszy i zdrowszy.
Zmniejszyć ilość panierek do mięs i ryb, zmodyfikować farsz w pierogach na taki z bogatszymi odżywczo składnikami, a może zmienić rodzaj mąki, z której przyrządzone zostanie ciasto.
Tak czy inaczej – w Święta nie martwcie się o dietę.
Nie przejadajcie się (sama się postaram, obiecuję), ale też nie odmawiajcie sobie przyjemności w gronie rodzinnym.
Cieszcie się, uśmiechajcie, odpoczywajcie, wyłączcie komputery i telefony – zadbajcie tym samym o odpoczynek dla Waszych oczu.

Smacznego!candy-cane-1908024_1280

 

Źródła informacji:
Instytut Żywności i Żywienia

http://www.mojdietetyk.pl/artykuly/kalorycznosc-wigilijnych-potraw.html

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/dania-wigilijne/ile-kalorii-maja-potrawy-wigilijne_42167.html
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/56,101460,13066696,Potrawy_wigilijne___ile_w_nich_kalorii__ile_zdrowia_.html

P jak przerażenie, P jak PREZBIOPIA

P jak przerażenie, P jak PREZBIOPIA

Zastanówmy się przez chwilę, jakich informacji dzisiaj jest najwięcej w internecie.
O czym mówią media? Poza polityką oczywiście…
O lekach i o bankach. Jasne, że nie tylko, ale… najczęściej.
Czyli jaką pożyczkę, na co pożyczka, kredyt, lokata itd.
Jaki lek, na co lek, profilaktyka, suplementy, zdrowie…
Zabezpieczenia i fundusze na przyszłość, na wypadek raka, nagłej poważnej choroby / śmierci…
Suplementy diety na odchudzanie, zdrowe odżywianie, ćwiczenia…

Ludzie szukają informacji dotyczących swojego zdrowia w internecie. Wujek Google przecież wie najwięcej. Łatwiej jest wpisać hasło w wyszukiwarkę, niż zapisać się do lekarza, do którego trzeba czekać kilka, a czasem kilkanaście miesięcy. Mało tego – mam wrażenie, że dzisiaj często nie ufa się lekarzom. Sama miewam ten problem.
Ale nie o tym dzisiaj…

Zastanówmy się, ile w mediach mówi się o wzroku?

A czy uważacie, że powinno się mówić o tym, co czeka KAŻDEGO z nas?

Badania pokazują, że wydłuża się czas ludzkiego życia. Co oznacza jednocześnie, że ilość osób po czterdziestym roku życia również wzrasta. Co się dzieje ze wzrokiem w tym wieku?

Czy wiecie, czym jest PREZBIOPIA?

Nie, to nie choroba. I nie prowadzi do utraty wzroku.
Choć to właściwie zależy co dla kogo znaczy „utrata wzroku”.
O utracie wzroku możemy mówić wtedy, kiedy faktycznie nasze pole widzenia zaczyna być ograniczone, jeśli nie chodzi o ostrość widzenia, ale o pojawiające się w polu widzenia plamy. Tego widzenia nie da się już odzyskać i w miarę postępowania choroby powodującej jego utratę, jest go coraz mniej, aż w pewnym momencie nie mamy nawet poczucia światła.

Prezbiopii nie powinniśmy określać jako „utraty widzenia”. Tracimy bowiem tylko jego ostrość. Tylko albo aż, ale biorąc pod uwagę, że stan ten można zmienić, używając po prostu odpowiedniej korekcji, nie powinien być tak przerażający, jak czasem widać, że jest.

Po czterdziestym roku życia znaczna większość osób doświadcza problemów z widzeniem podczas postrzegania tego świata znajdującego się w „bliskich odległościach”.
Ludzie się martwią, że na starość będą mieli zmarszczki, problemy z pamięcią, ze zdrowiem…
Z jednej strony nie mówi się o tym, co się dzieje z wiekiem ze wzrokiem, a z drugiej perspektywa konieczności założenia okularów budzi w niektórych większy strach niż konieczność przyjmowania jakiś poważniejszych leków w związku z występującymi chorobami przewlekłymi.
A w ogóle to już nie raz słyszałam od pacjentów:
„Po co mi okulary do czytania, ja nie czytam, nie lubię czytać…”

Zastanawialiście się kiedyś nad tym w jakiej odległości od oczu trzymacie smartfona?
A kiedy jesteście w sklepie, jak często musicie odczytać informacje na etykiecie, cenę produktu?
A popisywanie rachunku z karty kredytowej?
Podpisywanie dokumentów?
Czytanie ulotek leków?
Nakładanie makijażu? Malowanie oczu?
Kupujecie bilet na pociąg na dworcu i chcecie sprawdzić, czy pani w okienku prawidłowo wpisała trasę lub godzinę odjazdu…
Wypisujecie kartkę urodzinową dla Babci.
Pracujecie na komputerze.

W jakiej to wszystko odbywa się odległości?

book-1716308_1280
Nieważne, że nie lubisz czytać książek.
Problemy z widzeniem w tych sytuacjach na pewno zaczną się w końcu pojawiać.

Nie warto się denerwować z powodu potrzeby noszenia okularów – nawet jeśli nie były nam potrzebne nigdy wcześniej.
Z reguły najbardziej przeżywają to osoby, które okularów nigdy nosić nie musiały i uważają, że wzrok im się na starość „zepsuł” albo jeszcze lepiej – że dopóki nie noszą okularów to oczy jeszcze jakoś pracują, a kiedy kupią pierwszą parę, oczy się rozleniwią i wada będzie postępować.

Prawda jest taka, że większość osób po prostu nie rozumie czym jest PREZBIOPIA.

Na obrazku widzicie schematyczną budowę oka i zaznaczoną w niej soczewkę.

budowa-oka1

Soczewka i mięśnie nią poruszające są odpowiedzialne za proces, który nazywa się akomodacją. Najprościej mówiąc – soczewka ma zdolność podobną do funkcji autofokusa w aparacie fotograficznym – potrafi „ustawić” ostrość na przedmiotach znajdujących się w różnych odległościach. Zmienia w tym celu swoją grubość, zmieniając jednocześnie moc optyczną.
Od góry i od dołu „trzymają ją” malutkie mięśnie, które odpowiadają za tę właśnie zmianę grubości, a tym samym mocy.

Ale jak wiadomo całe nasze ciało się starzeje. Oczy też.
Osłabiają się mięśnie – również te w oczach – między innymi te, o których wspomniałam przed chwilą.
Soczewka z wiekiem staje się coraz mniej elastyczna, coraz bardziej sztywna. Mięśnie nie mogą już płynnie pracować, bo coraz trudniej im „manipulować” soczewką.
(Staram się nie pisać tego w sposób specjalistyczny, ale obrazowy… Muszę pomyśleć nad filmami, które będą wszystkie te procesy zachodzące w oczach przedstawiać, ale zanim to nastąpi, sam opis niestety musi wystarczyć.
Wyobraźcie sobie może dwa małe baloniki wypełnione powietrzem. Jeden tak bardzo, że jest bardzo sztywny, a drugi tak tylko trochę, że spokojnie można go ścisnąć w dłoni. Jak myślicie, który z nich będzie bardziej podatny na rozciągnięcie, jeśli chwycimy dwa jego końce? Balonika maksymalnie wypełnionego powietrzem można porównać do takiej starszej soczewki o dużej gęstości, która stopniowo staje się coraz bardziej sztywna. Mam nadzieję, że to „widzicie”. Więc tej gęstej, sztywnej soczewki mięśnie już nie dają rady rozciągać. Dlatego nie zmienia grubości i mocy, i dlatego oko nie może uzyskać ostrego obrazu obiektów znajdujących się blisko.)
Bardzo częstym objawem występowania prezbiopii jest odsuwanie przedmiotów z odległości bliskich do pośrednich. Czasem pacjenci określają to problemem „za krótkiej ręki”. Ja żartuję wtedy, że to przecież do tego został stworzony selfie stick.

Najszybciej problemy z widzeniem bliży dotykają osoby nadwzroczne (czyli takie, które już od wczesnych lat noszą okulary z wartościami dodatnimi) lub osoby z nadwzrocznością ukrytą (kiedy pomimo występującej wady wzroku, akomodacja soczewki jest tak silna, że potrafi tę wadę wyrównać do wartości niezbędnej dla prawidłowego widzenia). Z powodu stałego napięcia soczewki, stale napiętej akomodacji, problemy z widzeniem bliży pojawiają się znacznie szybciej.
Wiem co mówię, sama już je mam, a czterdziestki jeszcze nie.
Obiecałam Wam kiedyś historię swoich oczu, ale że z nimi ostatnio nie jest najlepiej, chyba sama staram się nie robić sobie takiego podsumowania, żeby sobie nie psuć nastroju.

Wracając do tematu.

Najgorsze jest to, że po pierwsze wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest prezbiopia, a po drugie nie zna możliwych sposobów jej korekcji, a w dzisiejszych czasach dostępnych jest ich naprawdę wiele.

Niezbędne są regularne badania wzroku, których wielu Polaków po prostu nie wykonuje.

Z drugiej jednak strony często w gabinecie nie rozmawia się z pacjentem i nie tłumaczy wielu rzeczy, bo przecież szkoda na to czasu. I potem są sytuacje, że osoba nosząca od urodzenia korekcję ujemną z powodu krótkowzroczności w ogóle nie ma pojęcia dlaczego tej korekcji potrzebuje.

A ja bym chciała żebyście wszyscy wiedzieli co, jak, z czym, dlaczego i kiedy.
Bo to WASZE oczy, WASZ wzrok.

Nieregularne badanie wzroku jest problemem nie tylko ze względu na prezbiopię. Byłoby pięknie, gdyby był to nasz jedyny problem związany ze starzejącym się układem wzrokowym.
Badanie wzroku nie powinno mieć na celu jedynie wypisania recepty na korekcję. Powinno zawierać również omówienie problemu z widzeniem.

Soczewka wewnątrzgałkowa może nie tylko stracić zdolność do akomodacji. Może również zmętnieć, może wystąpić zaćma. Trzeba badać wzrok. Mówię Wam – trzeba.

Okulary do czytania to naprawdę nic złego, to nie koniec świata. Nie bądźcie tacy surowi dla swoich oczu. One starzeją się tak samo, jak całe nasze ciało. Nie ma wyjścia.

Prezbiopia jest niewygodna, to fakt, ale jest masa sposobów radzenia sobie z nią. Specjalista zawsze powinien dobrać najkorzystniejsze dla Was rozwiązanie.

A poza tym w tej chwili mamy tyle przepięknych opraw okularowych, że aż żal nosić je tylko do czytania. Jedna podstawowa sprawa – NIE KUPUJEMY GOTOWYCH okularów do czytania. W aptece, w drogerii, w spożywczym. Nie kupujemy.

14606380_1031893400263647_7457998617706030290_n

Okulary te mogą spowodować problemy z widzeniem obuocznym, bóle głowy, bóle oczu, a nawet ogólne zmęczenie organizmu.
I jeszcze jedno – coś bardzo dobrze znanego i niestety powszechnego – NIE POŻYCZAMY sobie okularów. (Najczęściej zdarza się to w małżeństwach… Wiem, że w małżeństwie wiele rzeczy jest wspólnych i skoro karta bankowa może być, to dlaczego nie okulary?)
OKULARY NIE MOGĄ być wspólne. NIGDY.

No dobrze, mamy osobę, która nigdy nie nosiła i nie potrzebuje korekcji okularowej do dali. Takiej osobie najtrudniej jest pogodzić się z potrzebą noszenia okularów, ALE… pomyślmy o tym, jak o przyjemności. Okulary dzisiaj są wykonywane z lekkich materiałów, soczewki okularowe mają tak zaawansowane konstrukcje, że nawet przy dużej korekcji mogą być cieniutkie i estetyczne.
Okulary można potraktować jako modny dodatek, pomagający stworzyć nasz wizerunek.

Jeśli na co dzień używa się okularów i w pewnym momencie pojawia się potrzeba innej wartości korekcji do bliży można spróbować soczewek dwuogniskowych lub soczewek progresywnych – czyli takich, które w różnej części swojej konstrukcji mają inną korekcję i które pozwalają na wyraźne widzenie obiektów w każdej odległości – bez konieczności zmiany okularów.

Dostępne są również soczewki kontaktowe zarówno multifokalne (czyli jak w przypadku progresów, umożliwiające widzenie w różnych odległościach), a także bifokalne (z wyraźnym widzeniem bliży i dali). Niektórzy również rozwiązują ten problem nosząc soczewki kontaktowe z korekcją do dali, a okulary tylko do bliży…
Można też wypróbować monowizję. Brzmi poważnie, a chodzi po prostu o to, że jedną soczewkę dopasowuje się jej wartością do czytania, a soczewka na drugie oko jest dopasowana do dali.
(Lewe oko skorygowane do bliży, prawe do dali lub odwrotnie.)
Są osoby, które bardzo lubią i chwalą sobie monowizję.
Na pewno się da tak funkcjonować, choć przyznaję szczerze, że mi osobiście ciężko to sobie wyobrazić. Szczerze.

Rozwiązań jest zatem wiele, w zależności od rodzaju i wielkości wady.

Moim zdaniem najważniejsze jest zrozumienie prezbiopii.
Rozumienie z czego ona wynika uspokaja, bo wiadomo wtedy, że jest to naturalny proces, nie choroba, która ma poważne konsekwencje.

glasses-1246611_1280
Musimy zrozumieć, że konieczność noszenia korekcji do bliży jest prawie nieunikniona, ale nie jest niczym złym. Biorąc pod uwagę inne poważniejsze problemy, które mogą nas spotkać – choćby problemy ze stawami, problemy z pamięcią, z krążeniem, z cukrzycą czy cholesterolem – naprawdę… OKULARY DO CZYTANIA to nic strasznego. Wystarczy wybrać piękną oprawę, w której będziemy się czuć atrakcyjnie lub soczewki kontaktowe, które pozwolą nam na wykonywanie wszystkich czynności jak do tej pory, bez przejmowania się koniecznością zakładania okularów.

I wracamy do stałego tematu – dbajcie o wzrok.
Naprawdę warto znaleźć jednego dobrego specjalistę i zaprzyjaźnić się z nim na dłużej.

Soczewki kontaktowe – co warto wiedzieć? Część 2

Soczewki kontaktowe – co warto wiedzieć? Część 2

W części pierwszej pisałam o tym, że nie wolno dobierać sobie soczewek kontaktowych na własną rękę oraz o tym, jakie informacje powinniśmy przekazać  specjaliście podczas wywiadu przed badaniem.
Tak naprawdę zaczęłam trochę od tyłu, ponieważ zanim w ogóle trafisz na badanie z doborem soczewek kontaktowych, powinieneś przecież znać ich wady i zalety.
Inaczej w ogóle nie zjawisz się w gabinecie, prawda?

Zacznijmy więc od przyjemności – czyli od ZALET soczewek kontaktowych.

Jeden z głównych argumentów to na pewno komfort. Nie każdy lubi, kiedy o nos i o uszy opierają mu się okulary. Dobrze dopasowanych soczewek kontaktowych praktycznie nie widać i nie czuć.
Nie trzeba się zastanawiać, czy kolor oprawy pasuje do naszego stroju w danym dniu.
Nie ma problemu pod tytułem „Gdzie to ja położyłem/położyłam okulary??”.
Nie ma także sytuacji takich jak alergia na materiał, z którego wykonana jest oprawa.
Czy jednak tylko komfort ma znacznie?
Nie.
Również pole widzenia jest większe w soczewkach niż w okularach. Nic nam go nie ogranicza, nie widzimy oprawy okularowej „kątem oka”. Przy patrzeniu w różnych kierunkach nie pojawiają się zniekształcenia obrazu – co często ma miejsce w soczewkach okularowych, jeśli nie wybieramy zaawansowanych konstrukcji.

Jeśli mamy dużą różnowzroczność – czyli wielkość wady w jednym i w drugim oku znacząco się różni, soczewki kontaktowe są zdecydowanie bardziej komfortowe i nie powodują wrażenia pomniejszania lub powiększania oczu (w tym przypadku niesymetrycznego).

Soczewki okularowe wymagają uszlachetnień dodatkowymi powłokami, na przykład antyrefleksem, który niweluje odbicia od ich powierzchni – w soczewkach kontaktowych nie trzeba się o to martwić.
To samo dotyczy problemów związanych z pogodą – chyba każdy okularnik wie, co to znaczy wejść zimą do ciepłego pomieszczenia lub zapomnieć parasola w deszczowy dzień.
Zaawansowane konstrukcje soczewek okularowych pozwalają już na pozbycie się wyżej wymienionych komplikacji, natomiast w soczewkach kontaktowych nie trzeba się nimi w ogóle przejmować.

To, że używanie okularów podczas uprawiania sportów jest bardzo niewygodne, a często wręcz niemożliwe, jest dosyć oczywiste. Mniej oczywiste jest jednak to, że nie w każdym zawodzie można nosić okulary i wtedy jedynym rozwiązaniem stają się soczewki kontaktowe (chyba, że dany zawód w ogóle nie dopuszcza możliwości występowania wady wzroku).

Poza tym soczewki kontaktowe zapewniają poprawę ostrości widzenia w sytuacji, kiedy występuje nieregularność rogówki, na przykład przy stożku rogówki lub po urazie, przeszczepie, czy chirurgii refrakcyjnej. Znajdują także zastosowanie terapeutyczne i kosmetyczne.
soczewka kontaktowa
A wady? Czy soczewki mają wady?
Mają. Zwłaszcza jeśli użytkownik je ma. I mówię to całkiem poważnie.
Im więcej wad ma użytkownik, tym więcej wad będą miały soczewki. W niektórych przypadkach byłabym skłonna powiedzieć, że ktoś kto ma dużo wad w ogóle nie powinien ich nosić.
Dlaczego?

Dlatego, że jeśli ktoś jest leniwy, niesystematyczny, ignorujący zalecenia, to nawet najlepsze soczewki kontaktowe najwyższej klasy w pewnym momencie zaczną sprawiać problemy.

Trzeba wziąć pod uwagę, że w przypadku pierwszej aplikacji soczewek kontaktowych potrzebny jest czas na dopasowanie i adaptację. Pacjent musi mieć umiejętność manipulowania soczewkami – zakładania, zdejmowania, odpowiedniego dbania o nie…
Tego wszystkiego powinien nauczyć się w gabinecie – od swojego specjalisty.

Bardzo ważna uwaga – czas noszenia soczewek jest ograniczony!
(I na pewno krótszy niż czas noszenia jednej pary okularów)
Jakość soczewek pogarsza się wraz z czasem ich użytkowania oraz ich wiekiem.

Soczewki wymagają pielęgnacji, staranności i systematyczności.
ALE…
Mogą być jednak idealnym rozwiązaniem w przypadku występującej różnowzroczności, czy wysokiej krótkowzroczności, a także afakii.
Mogą pełnić funkcję:
– kosmetyczną – na przykład w przypadku bliznowaceń po urazach,
– opatrunkową po różnego rodzaju zabiegach chirurgicznych,
– a także terapeutyczną.

Dzisiejsze materiały, z których produkowane są soczewki kontaktowe oraz ich konstrukcja i jakość są na tak wysokim poziomie, że pacjent stosujący się do zaleceń specjalisty nie powinien odczuwać żadnego dyskomfortu. Należy jednak BEZWZGLĘDNIE pamiętać o przestrzeganiu zasad higieny i użytkowania i mieć na uwadze, że w dalszym ciągu jest to CIAŁO OBCE, które nakłada się bezpośrednio na bardzo delikatną i wrażliwą powierzchnię oka.

W części trzeciej przedstawię Wam schematycznie procedurę doboru soczewek kontaktowych. Jak powinno wyglądać prawidłowe badanie oraz wizyty kontrolne.

Halloweenowy koszmar – kolorowe soczewki kontaktowe

Halloweenowy koszmar – kolorowe soczewki kontaktowe

Nie ma drugiego takiego “święta” w roku.
Osobiście kompletnie nie rozumiem fenomenu przebierania się za wampiry i zakrwawione zombie.
Nie mnie jednak oceniać co kto lubi, więc powiedzmy to otwarcie – ten tekst nie powstał po to, aby krytykować przebieranki.
Jeśli chcecie, żeby Wasza twarz podczas imprezy Halloweenowej wyglądała na przykład jak po spotkaniu z kombajnem i zrobicie sobie super trójwymiarowy make up – nie ma problemu.
ALE…
Ostrzegam, że nieodpowiedzialne stosowanie kolorowych soczewek kontaktowych może spowodować, że kombajn przejedzie Wam nie tylko po twarzy, ale i po oczach.

Tego Wam nie życzę i na to się nie zgadzam, więc bardzo Was proszę przeczytajcie ten tekst i nie zachowujcie się lekkomyślnie.

halloween-193531_1280
Może się wydawać, że skoro kolorowe soczewki kontaktowe są tak łatwo dostępne, nie mogą przecież być niebezpieczne. Weszłam właśnie z ciekawości na Ceneo – ceny przystępne, jedno kliknięcie i bach. Kurier przywiezie nam świecące w ciemności „oczy” ze źrenicą o kształcie jak u jaszczurki.

OCZY SĄ NAPRAWDĘ BARDZO DELIKATNE

Aż trudno mi pojąć, że są osoby, którym trudno w to uwierzyć.
Stań przed lustrem – popatrz sam/a sobie w oczy. Czy wyglądają na kuloodporne? Wydaje Ci się, że możesz bez konsekwencji traktować je jak Ci się podoba i naprawdę niemożliwe, że to co piszę to prawda, bo przecież skoro w mieście może Cię na ulicy przejechać samochód to nie znaczy, że masz zupełnie nie wychodzić z domu?

Już kiedyś używałam takiego argumentu, ale mogę go użyć ponownie – zamknij oczy i wyobraź sobie, że ta ciemność, którą widzisz już nigdy się nie zmieni. Żyjesz, oddychasz, mówisz, słyszysz… Ale już nigdy więcej nie zobaczysz swoich rodziców, rodzeństwa, żony / męża, psa….
Już nigdy!
Przyjemne uczucie? Nie sądzę. No, ale tak typowo Halloweenowo w sumie, nie?
Miało być przecież przerażająco.

A teraz wyobraź sobie, że jednocześnie będziesz miał świadomość, że straciłeś widzenie, bo postanowiłeś/łaś podczas imprezy Halloweenowej zaskoczyć znajomych i wyglądać jak zakrwawiony zombie, ale sam strój przecież na nikim już nie zrobiłby wrażenia.
Wrażenie… takie ważne w dzisiejszych czasach. Kto by się przejmował jakimś tam wzrokiem… oczami… przecież wrażenie! Wygląd! Trzeba mieć jakieś prioritety, nie?

Dobra, już się upokajam… do rzeczy.

eyes-1143661_1920

KOLOROWE SOCZEWKI KONTAKTOWE

NIGDY nie kupuj / nie zamawiaj soczewek kontaktowych niedopasowanych przez specjalistę.

NIE ISTNIEJE jeden uniwersalny rozmiar soczewek, który pasuje wszystkim.

NIE KUPUJ soczewek nieznanych producentów!

Podzielić się możesz czekoladą. Pożyczyć możesz książkę.
ZAPOMNIJ o takim podejściu do soczewek kontaktowych.

Jeśli zauważysz zaczerwienienie oczu, poczujesz ból, czy pieczenie i dyskomfort w trakcie użytkowania soczewek kontaktowych – natychmiast je zdejmij i umów się na kontrolną wizytę u specjalisty w celu zweryfikowania niepokojących objawów.
W Polsce mamy samowolkę.
Wszystkie soczewki – i korekcyjne, i kolorowe – bez problemu dostępne są
w internecie,
w drogeriach,
na stacjach benzynowych,
w papierniczych,
w meblowych
i w warzywniakach.

(Że wyolbrzymiam? Przepraszam, to z irytacji.)

Za granicą w wielu krajach nie ma takiego problemu. Sprzedaż internetowa takich produktów jest nielegalna i można ją zgłaszać na policję.

Po pierwsze – kształt soczewki

Może się wydawać, że poza kolorem tęczówki, nasze oczy się w ogóle od siebie nie różnią. To nieprawda.
Gdybyśmy wszyscy mieli taką samą topografię rogówki, to jaki sens miałoby jej badanie, pomiar, wykonywanie map?
Soczewki kontaktowe mają różne średnice, różne promienie krzywizny.
Nie istnieje soczewka o uniwersalnym rozmiarze, nawet jeśli to soczewka Edwarda Nożycorękiego.
To po prostu niemożliwe.

I uwierzcie mi, zdjęcie z oka soczewki, która przyssie się do jego powierzchni ze względu na nieodpowiedni kształt, naprawdę nie należy do przyjemnych czynności.
Spróbujcie odkleić od ściany dobrze zassany przylepiec. A teraz wyobraźcie sobie, że przylepiec to soczewka a ściana to oko. Znowu wyolbrzymiam, bo wiadomo, że nie o takie siły chodzi, ale chciałabym jak najbardziej obrazowo.

Rogówka potrzebuje tlenu, tak samo jak Wy.
Wyobraźcie sobie, że ktoś zakłada Wam na buzię i nos gruby materiał, przez który ledwo możecie oddychać. Oddychacie, ale z ogromnym trudem.
Serio, wyobraźcie to sobie. Jak długo wytrzymacie?
A czemu rogówka musi to wytrzymywać, bo Wy tak chcecie? Bo stylówa na zombie?

Rozumiem, że jak wchodzimy do sklepu/wypożyczalni z przebraniami/strojami okolicznościowymi i widzimy, że na ladzie obok pani kasjerki stoją sobie pudełeczka z kolorowymi soczewkami, może się nam wydawać, że takie soczewki są bezpieczniejsze niż te korekcyjne, o które trzeba dbać, wymieniać je, czyścić itd. Itd… Przecież „to tylko na jedną noc, na kilka godzin, nic się nie stanie”.

A najgorsze, że takie soczewki kupują zwykle osoby, które na co dzień z soczewkami nie mają nic wspólnego i zasady ich bezpiecznego użytkowania to dla nich czarna magia.

Soczewka kontaktowa, JAKKOLWIEK WYGLĄDA, jest produktem medycznym. Noszenie soczewek bez konsultacji ze specjalistą może doprowadzić NAWET do utraty wzroku.

I błagam nie wierzcie w cudowne hasła umieszczane na stronach w stylu „rozmiar uniwersalny” albo „bezpieczne dla oczu” lub „nie ma potrzeby wizyty u specjalisty”.

Nawet instrukcja obsługi nie zwalnia z wizyty dotyczącej prawidłowego dopasowania. No NIE I KONIEC.

Czytam sobie zakładkę POMOC jednej z firm oferujących soczewki kolorowe online…

„Czy mogę nosić soczewki kolorowe, czy najpierw powinnam/powinienem zgłosić się do lekarza? – Oczywiście możesz nosić soczewki kolorowe. Wizyta u lekarza jest konieczna jeśli pogarsza nam się wzrok i okulista musi wtedy najpierw określić wadę wzroku, na podstawie której można dobrać soczewki z odpowiednią mocą. Większość naszych modeli to soczewki z mocą 0, więc przy ich zakupie nie ma konieczności wcześniejszej wizyty u lekarza.”
NO CUDOWNIE. GRATULUJĘ AUTOROM POMYSŁOWOŚCI. KASA PRZECIEŻ MUSI SIĘ ZGADZAĆ.

W dalszej części przeczytacie jeszcze coś takiego :

„Jak długo mogę korzystać z soczewek? – To zależy od konkretnego modelu, okres przydatności jest zawsze wskazany w opisie poszczególnego modelu. Większość naszych modeli to modele 12-sto miesięczne. Oznacza to, że jeśli będziemy dbać odpowiednio o nasze soczewki (zachowana odpowiednia higiena oraz nawilżanie) to od momentu otworzenia pojemniczków i pierwszego wyciągnięcia soczewek, będziemy mogli z nich korzystać nawet rok.”
ROK. CZUJECIE?
NIE DZIEŃ, NIE TYDZIEŃ, NIE MIESIĄC. ROK.
BEZ WIZYT U SPECJALISTY, BEZ ODPOWIEDNIEGO PRZESZKOLENIA W ZAKRESIE HIGIENY I PIELĘGNACJI. ROK. ŻYCZĘ POWODZENIA.

Jeśli już naprawdę musisz zmienić swoje spojrzenie na kocie lub świecące w ciemności, umów się do specjalisty, który pomoże w wyborze produktu i przede wszystkim sprawdzi też stan Twoich oczu oceniając, czy możesz w ogóle bezpiecznie takie soczewki założyć – nawet na kilka godzin.

CO MOŻE SIĘ STAĆ Z OCZAMI? – konkrety / i uwaga dla wrażliwych !! zdjęcia

– zapalenie rogówki
– abrazja rogówki
– owrzodzenie rogówki
– olbrzymiobrodawkowe zapalenie spojówki

A w konsekwencji
– przeszczep rogówki
– usunięcie gałki ocznej / utrata widzenia

anigif

Jeśli chcesz kupić „szalone” soczewki kontaktowe:

– umów się do specjalisty na badanie / nawet jeśli na co dzień Twoje widzenie jest dobre i nie nosisz żadnej korekcji;
– poproś o dopasowanie kształtu i rodzaju soczewki, indywidualnie do parametrów Twojego oka;
– kup soczewki z zaufanego źródła – najlepiej zamów przez salon optyczny, absolutnie nie od nieznanego producenta;
– koniecznie zastosuj się do zaleceń specjalisty dotyczących higieny i zasad użytkowania soczewek kontaktowych – nawet jeśli zamierzasz je włożyć tylko na kilka godzin.

Dlaczego badanie jest takie ważne?

Specjalista wykonuje pomiary parametrów niezbędnych dla prawidłowego dopasowania soczewek. Ocenia również, czy w ogóle jesteś dobrym kandydatem do ich noszenia. Jeśli miewasz częste infekcje, zapalenia spojówek, alergie, suche oko itp. specjalista może odradzić kupno soczewek.
Ponieważ często soczewki dekoracyjne, kolorowe są ze względu na swoją konstrukcję grubsze niż soczewki korekcyjne, dostęp tlenu do rogówki jest jeszcze mniejszy. Specjalista MUSI ocenić, czy taki typ soczewek będzie bezpieczny dla Twoich oczu.
Podczas wizyty dowiesz się również jak prawidłowo je zakładać i ściągać, żeby nie zrobić sobie krzywdy, a także jak długo możesz je zostawić na powierzchni oczu.
U jednego to będą 4 godziny, a u innego może kilka godzin dłużej lub jeszcze krócej.

Ustalmy na koniec jedną rzecz… „żeby nie było”.

NIE JESTEM przeciwnikiem kolorowych soczewek, ALE TYLKO WTEDY, kiedy są użytkowane odpowiedzialnie (a to już zależy od Ciebie).
Jeśli będziesz to miał, że się tak wyrażę – w poważaniu – staną się produktem niebezpiecznym.
One naprawdę mogą spowodować utratę widzenia. Nie bagatelizuj problemu.

DBAJ O WZROK. RÓWNIEŻ PODCZAS HALLOWEEN!

Optometrysta od kuchni – wpis urodzinowy

Optometrysta od kuchni – wpis urodzinowy

Przy okazji tego wpisu chciałabym Wam pokazać mój najcudowniejszy na świecie tort urodzinowy, wykonany przez Agnieszkę Duszyńską.
optometrist birthdayDuszka – niesamowite torty – strona www oraz fanpage :)
Tort był przepyszny, o smaku Red Velvet :)
___________

Co jakiś czas widzę wpisy urodzinowe na innych blogach, pomyślałam sobie – ja też taki napiszę, a co!
W końcu mam urodziny, to mogę, prawda?

A poza tym od jakiegoś czasu, poza pytaniami o wzrok, zadajecie również pytania o moje inne hobby, zwyczaje, ulubione książki itp.
Zatem proszę, 27 ciekawostek o mnie (niektórych nie znają nawet najbliższe mi osoby).

1. Kiedy byłam mała, kochałam się w Zorro. – Nie żartuję, naprawdę. Nawet pisałam do niego listy (i odpisywał!). Dopiero w późniejszych latach dotarło do mnie, że charakter jego pisma jest identyczny z charakterem pisma mojej Mamy, więc… no cóż. Skończyło się tak, jak ze świątecznym Mikołajem…
Zorro był jednak na naszym weselu, o czym możecie przeczytać u Niepoprawnej Panny Młodej, jeśli tylko macie ochotę!

2. Tańczę odkąd pamiętam. I odkąd nie pamiętam podobno też. – Mama nie mogła słuchać muzyki w ciąży, bo kopałam jak wariatka. Nie ma w domu takiego nagrania z dzieciństwa, na którym bym nie tańczyła i nie śpiewała, chociaż przez chwilę.

3. Nie zawsze miałam krzywy nos. – Pewnego dnia zaliczyłam po prostu bliskie spotkanie z kaloryferem, zresztą z powodu opisanego w punkcie powyżej. Tańczyłam, tańczyłam i zniknęłam z pola widzenia.

4. Nie zawsze też chciałam być optometrystą, na przykład jako mały karaluch chciałam pracować w sklepie rybnym i nakładać ręką śledzie przez woreczek. – Nie umiem tego skomentować.

5. Kiedy w Domowym Przedszkolu 6 grudnia Mikołaj rozdawał prezenty, stawałam przed telewizorem z zamkniętymi oczami i wyciągałam ręce. – Prezenty dostawały niby tylko grzeczne dzieci, więc do tej pory nie rozumiem dlaczego, ale zawsze coś mi się udało z tego telewizora wyciągnąć.

6. Nigdy nie wagarowałam w szkole (zaznaczam, że nie mam na myśli studiów). – Wiecie jak to jest w szkole, jak cała grupa idzie, a jedna menda się wyłamie. Wszyscy się na nią wściekają, że lizus i te sprawy. No nie szłam i koniec. W środku w Czesiu trochę mi było żal, że kosztem sympatii rówieśników, ale z drugiej strony asertywność warto ćwiczyć od małego, no nie? A prawda jest taka, że byłam po prostu grzecznym dzieckiem :D (Rodzice pewnie mają odmienne zdanie) i wiedziałam, że nie wolno mi wagarować i kropka. (Żebyście mi teraz nie wytknęli punktu 5 – czasy Mikołaja w Domowym Przedszkolu i czasy szkolne to kilka lat różnicy, żeby nie było, że zaprzeczam sama sobie). Byłam grzeczna! No nie mówcie, że nigdy niczego sobie nie wmawialiście.

7. Pisałam smsy w kieszeni. – Kiedy jeszcze telefony nie były dotykowe, kiedy trzeba było każdą literę wpisywać osobno i kilka razy klikać jeden przycisk, żeby wybrać odpowiednią. Pisałam w kieszeni. I jakimś cudem NIGDY się nie pomyliłam. Potrafiłam nawet wysłać smsa do odpowiedniej osoby, pamiętając kolejność wszystkich czynności i znając listę kontaktów na pamięć.

8. Maniakalnie grałam na maszynach z maskotkami. – Na promenadzie w Świnoujściu było ich mnóstwo, kiedy byłam dzieckiem. Potrafiłam przynosić do domu całe siaty maskotek, które do dzisiaj mam w kartonach i trzymam dla potomstwa. O ile nic ich jeszcze nie zjadło.

9. Zanim skończyłam 18 lat marzyłam o pójściu do kasyna, takiego z prawdziwego zdarzenia. – Obiecywałam sobie, że jak tylko będę pełnoletnia pójdę sobie pograć. Potem wyznaczyłam sobie 21. urodziny na kolejny deadline. Do dzisiaj nie byłam. Pomijając kasyno na Bahamach, w którym przegrałam całe 3 dolary.

9. Tu nie będzie zaskoczenia – uwielbiałam grać w Super Mario Bros. – No nic dziwnego. Ale… kiedy grałam z przyjaciółką, musiała biedna poczekać sporą ilość czasu, aż na jednym życiu skończę grę i uratuję księżniczkę. Trening czyni mistrza, cnie?

10. Każdy rok szkolny kończyłam świadectwem z paskiem, więc chyba miałam łatkę kujona. – Prawda jest niestety taka (i aż głupio to przyznać), że wcale nie wkuwałam jak wariatka, dla dobrych ocen. Wyglądało to raczej dokładnie odwrotnie – siedziałam w kącie pokoju z książką na kolanach, więc kiedy zaglądali do mnie Rodzice, bardzo pilnie się uczyłam, a przed książką trzymałam takie cudo szare, plastikowe, wiecie jakie… po prostu tłukłam w Tetrisa. No naprawdę.

11. Najgorzej było, kiedy… mówiłam, że nie umiem, a dostawałam dobrą ocenę. – Przypuszczam, że każdy kiedyś przeżył wściekłość na kogoś innego z tego powodu. Odczułam to nie raz na studiach, kiedy takie sytuacje przytrafiały się znajomym (mi już znacznie rzadziej). Był nawet w gimnazjum taki sprawdzian z fizyki… wróciłam do domu ZAPŁAKANA, że poszło mi tragicznie, że pozapominałam wzorów i jestem beznadziejna. Okazało się, że wzór, którego nie pamiętałam, to było coś w stylu X= AxB, a ja wyprowadziłam sobie inny (zajęło mi to dwie strony A5), taki do którego byłam w stanie podstawić dane… okazało się, że też zadziałało. I co? Wróciłam z oceną celującą. Ze sprawdzianu, który „skopałam”. I przysięgam Wam, że pamiętam to tak dobrze do dzisiaj, bo naprawdę nie wiem, jak to się wtedy stało.

12. Cztery lata temu rozchorowałam się dosłownie godzinę przed północą w Sylwestra. – Kiedy strzelały fajerwerki, siedziałam w taksówce i jechałam do domu z gorączką 39 stopni. Od tamtego felernego Sylwestra nie było miesiąca, w którym nie byłabym w podróży. Łącznie z trasą
Świnoujście-Wrocław-Debrzno-Świnoujście-Wrocław-Zamość-Wrocław-Stambuł-Wrocław, która była absolutnym szaleństwem i trwała ! 14 dni (bo w Zamościu było wesele, a w Turcji spędziłam trzy dni z nich).

13. W liceum pisałam smutne wiersze. – Pewnego dnia oddałam ich kilkanaście mojej nauczycielce, ponieważ chyba chciała wybrać coś na konkurs. Wiecie jak to się skończyło? Nie… konkursem nie. Chciała mnie zaprowadzić do szkolnego psychologa i zapewniała, że jak będę potrzebowała porozmawiać, to mam koniecznie dać znać. No cóż.

14. Teraz będzie pikantnie! Zdarzyło mi się popracować kilka, może kilkanaście dni w klubie gogo. Nie, nie, aż tak roztańczona nie byłam, roznosiłam drinki. Byłam kelnerką i jedyną ubraną dziewczyną w klubie. Szczerze mówiąc moja psychika tego nie udźwignęła. Odeszłam pod jakimś tam pretekstem, bo… no nawet nie ma sensu tłumaczyć.

15. Nie lubię czytać książek w telefonie, komputerze, czytniku, czymkolwiek. – Jestem dinozaurem z epoki kamienia łupanego (nie wiem, czy wtedy były dinozaury, chyba nie…) i jeśli mam czytać książkę, to tylko papierową. Na studiach potrafiłam drukować setki stron, kupować wszystkie możliwe pozycje potrzebne do nauki, byle tylko nie musieć uczyć się lub czytać z elektronicznego ekranu. Nieśmieszne. Taki tam poważny podpunkt.

16. Kolejny nieśmieszny podpunkt. Podczas studiów brałam suplementy diety na usuwanie wody z organizmu. – Od zawsze prawie nie piję wody. Nie piję, nie dlatego, że nie lubię, po prostu nie umiem wypić tyle płynu, ile trzeba. Więc nie dość, że nie piłam, to jeszcze specjalnie i celowo się odwadniałam. Brawo ja. Efekt? Odwarstwienie ciała szklistego w obu oczach. (Kiedyś Wam o tym opowiem.)

17. Nie cierpię piwa! – Powtarzano mi, że nauczę się je pić na studiach. Nic z tego. Fu i koniec. Za to wino w każdych ilościach. (Nic nie mówiłam.)

18. Kiedy byłam mała, lubiłam bawić się w kuchni. – W kucharza też, ale to nie o to chodzi. Lubiłam ludziom spuszczać różne rzeczy na głowę z okna. (Może nie powinnam tego głośno mówić?) Nikogo w każdym razie nie zabiłam. Zmarnowałam Mamie tylko trochę mleka, mąki… same lekkie rzeczy. Ot wielka afera.

19. Mąż mnie udusi, ale muszę. Zaręczyliśmy się po tygodniu związku i po miesiącu znajomości. – Poważnie. Pochodzimy z M. z jednego miasta, ale tylko On uważa, że się tam kiedyś poznaliśmy. Ja tego nie pamiętam. Poszliśmy razem na koncert 19 sierpnia, 5 września byliśmy razem, 13 miałam pierścionek na palcu. 1,5 roku później został moim mężem. I żyli długo i szczęśliwie. Taki przynajmniej mają zamiar. I proszę mi nie wytykać, że wyprowadziłam się po czterech miesiącach od ślubu do innego miasta! Za chlebem pojechałam. Jestem usprawiedliwiona.

20. Największa ortograficzna wpadka w szkole? Miałam uzasadnić, dlaczego piszemy
„w górze” … dlaczego? Przecież to oczywiste! „W górze, bo w dole!”
Chodziło o ‘rz’ ? A to sorry, myślałam, że o ‘ó’.

21. Mam wizje katastroficzne. – Na przykład, kiedy widzę, że kelnerka idzie z tacą, na której niesie kieliszki, wyobrażam sobie jakby to było, gdyby się przewróciła i co by się stało z jej twarzą. Psychiatra potrzebny od zaraz.

22. Boję się ciszy i ciemności. – Prawie dwa lata mieszkałam sama we Wrocławiu podczas studiów i autentycznie chodziłam wiecznie niewyspana. Potrafiłam dzwonić do ludzi po nocach i rozmawiać z nimi do 4 rano. Kiedy zaczęłam już rozmawiać z meblami, postanowiłam sprawić sobie kota.

23. Śpi ze mną kot. Ale nie ten z punktu 22. Pluszowy. W sumie to już chyba nawet nie pluszowy. – Chodziłam jako dziecko do szkoły muzycznej i przez jakiś miesiąc patrzyłam na niego, leżącego tak smutno w samotności za szybą sklepową. Zawsze obiecywałam mu, że zabiorę go w końcu do domu. Zabrałam. Wygrałam konkurs w tej szkole muzycznej, a nagrodą było chyba 40 niemieckich marek (taaak, to było tak dawno!). Zabrałam go do domu i śpi ze mną do dzisiaj. Pies przyjaciółki chciał mu wygryźć oko i przypaliłam mu głowę, bo zapomniałam, że leży pod włączoną lampką nocną. Uratowałam go, kiedy już leciał mu z tej główki dymek. Przeżył sporo, ale ma się dobrze. Chyba. I jest ze mną.

24. Zabiję każdego kwiatka. – Nawet sztucznego. Nigdy nie kupujcie mi kwiatków. Poza tym, że nie lubię ciętych (wyjątkiem są goździki), doniczkowe żyją przy mnie maksymalnie miesiąc. Choć zawsze staram się z nimi rozmawiać i przekonywać, że o nie bardzo dbam.

25. Przez dwa lata biegałam od czwartku do niedzieli z aparatem po wrocławskich klubach – Poznałam niesamowicie pozytywnych ludzi i pomimo ogromnego zmęczenia, nie żałuję ani minuty spędzonej w tamtej pracy. Pomijając jeden wieczór, kiedy jechałam samochodem podczas strasznej burzy / oberwania chmury, chyba przerysowałam zaparkowany samochód (nie wiem, bo nie było nic widać) i prawie urwałam drzwi na ostrym zakręcie (mój samochód był dowcipny, wsiadać musiałam zwykle przez bagażnik, bo drzwi nie chciały się otworzyć… ale otwierały się w trakcie jazdy. Tak. Wsiadałam przez bagażnik. Jeśli to można nazwać „wsiadaniem”.)

26. Dwa powyższe lata studiowałam również zaocznie realizację dźwięku. – Może dlatego, że nudziło mi się na Politechnice? Nie… Nie dlatego, chociaż faktycznie dołożyłam sobie trochę zajęć. Skończyło się to w ten sposób, że miałam studia stacjonarne, co dwa tygodnie studia zaoczne, pracę po nocach od czwartku do niedzieli i… miałam 10kg mniej. A poza tym byłam jedną z chyba czterech? dziewczyn na roku i rewelacyjnie się bawiłam. To były zdecydowanie najlepsze lata studiów. Pozdrawiam wszystkich kolegów realizatorów! Szkoda, że tych czasów nie da się tak po prostu powtórzyć.

27. Co by tu na koniec… Może jakoś tak na poważnie, żeby nie było. – Mam tatuaż. – Zrobiła mi go koleżanka, na Islandii. Taki tam napis „Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”, po angielsku. Pompatycznie, no nie? Ale to naprawdę działa. Polecam. Nie tatuaż. Motto.

———

28. Obiecuję nie robić takich wpisów co roku!