utworzone przez Justyna Nater | paź 23, 2016 | Lifestyle
Przy okazji tego wpisu chciałabym Wam pokazać mój najcudowniejszy na świecie tort urodzinowy, wykonany przez Agnieszkę Duszyńską.
Duszka – niesamowite torty – strona www oraz fanpage :)
Tort był przepyszny, o smaku Red Velvet :)
___________
Co jakiś czas widzę wpisy urodzinowe na innych blogach, pomyślałam sobie – ja też taki napiszę, a co!
W końcu mam urodziny, to mogę, prawda?
A poza tym od jakiegoś czasu, poza pytaniami o wzrok, zadajecie również pytania o moje inne hobby, zwyczaje, ulubione książki itp.
Zatem proszę, 27 ciekawostek o mnie (niektórych nie znają nawet najbliższe mi osoby).
1. Kiedy byłam mała, kochałam się w Zorro. – Nie żartuję, naprawdę. Nawet pisałam do niego listy (i odpisywał!). Dopiero w późniejszych latach dotarło do mnie, że charakter jego pisma jest identyczny z charakterem pisma mojej Mamy, więc… no cóż. Skończyło się tak, jak ze świątecznym Mikołajem…
Zorro był jednak na naszym weselu, o czym możecie przeczytać u Niepoprawnej Panny Młodej, jeśli tylko macie ochotę!
2. Tańczę odkąd pamiętam. I odkąd nie pamiętam podobno też. – Mama nie mogła słuchać muzyki w ciąży, bo kopałam jak wariatka. Nie ma w domu takiego nagrania z dzieciństwa, na którym bym nie tańczyła i nie śpiewała, chociaż przez chwilę.
3. Nie zawsze miałam krzywy nos. – Pewnego dnia zaliczyłam po prostu bliskie spotkanie z kaloryferem, zresztą z powodu opisanego w punkcie powyżej. Tańczyłam, tańczyłam i zniknęłam z pola widzenia.
4. Nie zawsze też chciałam być optometrystą, na przykład jako mały karaluch chciałam pracować w sklepie rybnym i nakładać ręką śledzie przez woreczek. – Nie umiem tego skomentować.
5. Kiedy w Domowym Przedszkolu 6 grudnia Mikołaj rozdawał prezenty, stawałam przed telewizorem z zamkniętymi oczami i wyciągałam ręce. – Prezenty dostawały niby tylko grzeczne dzieci, więc do tej pory nie rozumiem dlaczego, ale zawsze coś mi się udało z tego telewizora wyciągnąć.
6. Nigdy nie wagarowałam w szkole (zaznaczam, że nie mam na myśli studiów). – Wiecie jak to jest w szkole, jak cała grupa idzie, a jedna menda się wyłamie. Wszyscy się na nią wściekają, że lizus i te sprawy. No nie szłam i koniec. W środku w Czesiu trochę mi było żal, że kosztem sympatii rówieśników, ale z drugiej strony asertywność warto ćwiczyć od małego, no nie? A prawda jest taka, że byłam po prostu grzecznym dzieckiem :D (Rodzice pewnie mają odmienne zdanie) i wiedziałam, że nie wolno mi wagarować i kropka. (Żebyście mi teraz nie wytknęli punktu 5 – czasy Mikołaja w Domowym Przedszkolu i czasy szkolne to kilka lat różnicy, żeby nie było, że zaprzeczam sama sobie). Byłam grzeczna! No nie mówcie, że nigdy niczego sobie nie wmawialiście.
7. Pisałam smsy w kieszeni. – Kiedy jeszcze telefony nie były dotykowe, kiedy trzeba było każdą literę wpisywać osobno i kilka razy klikać jeden przycisk, żeby wybrać odpowiednią. Pisałam w kieszeni. I jakimś cudem NIGDY się nie pomyliłam. Potrafiłam nawet wysłać smsa do odpowiedniej osoby, pamiętając kolejność wszystkich czynności i znając listę kontaktów na pamięć.
8. Maniakalnie grałam na maszynach z maskotkami. – Na promenadzie w Świnoujściu było ich mnóstwo, kiedy byłam dzieckiem. Potrafiłam przynosić do domu całe siaty maskotek, które do dzisiaj mam w kartonach i trzymam dla potomstwa. O ile nic ich jeszcze nie zjadło.
9. Zanim skończyłam 18 lat marzyłam o pójściu do kasyna, takiego z prawdziwego zdarzenia. – Obiecywałam sobie, że jak tylko będę pełnoletnia pójdę sobie pograć. Potem wyznaczyłam sobie 21. urodziny na kolejny deadline. Do dzisiaj nie byłam. Pomijając kasyno na Bahamach, w którym przegrałam całe 3 dolary.
9. Tu nie będzie zaskoczenia – uwielbiałam grać w Super Mario Bros. – No nic dziwnego. Ale… kiedy grałam z przyjaciółką, musiała biedna poczekać sporą ilość czasu, aż na jednym życiu skończę grę i uratuję księżniczkę. Trening czyni mistrza, cnie?
10. Każdy rok szkolny kończyłam świadectwem z paskiem, więc chyba miałam łatkę kujona. – Prawda jest niestety taka (i aż głupio to przyznać), że wcale nie wkuwałam jak wariatka, dla dobrych ocen. Wyglądało to raczej dokładnie odwrotnie – siedziałam w kącie pokoju z książką na kolanach, więc kiedy zaglądali do mnie Rodzice, bardzo pilnie się uczyłam, a przed książką trzymałam takie cudo szare, plastikowe, wiecie jakie… po prostu tłukłam w Tetrisa. No naprawdę.
11. Najgorzej było, kiedy… mówiłam, że nie umiem, a dostawałam dobrą ocenę. – Przypuszczam, że każdy kiedyś przeżył wściekłość na kogoś innego z tego powodu. Odczułam to nie raz na studiach, kiedy takie sytuacje przytrafiały się znajomym (mi już znacznie rzadziej). Był nawet w gimnazjum taki sprawdzian z fizyki… wróciłam do domu ZAPŁAKANA, że poszło mi tragicznie, że pozapominałam wzorów i jestem beznadziejna. Okazało się, że wzór, którego nie pamiętałam, to było coś w stylu X= AxB, a ja wyprowadziłam sobie inny (zajęło mi to dwie strony A5), taki do którego byłam w stanie podstawić dane… okazało się, że też zadziałało. I co? Wróciłam z oceną celującą. Ze sprawdzianu, który „skopałam”. I przysięgam Wam, że pamiętam to tak dobrze do dzisiaj, bo naprawdę nie wiem, jak to się wtedy stało.
12. Cztery lata temu rozchorowałam się dosłownie godzinę przed północą w Sylwestra. – Kiedy strzelały fajerwerki, siedziałam w taksówce i jechałam do domu z gorączką 39 stopni. Od tamtego felernego Sylwestra nie było miesiąca, w którym nie byłabym w podróży. Łącznie z trasą
Świnoujście-Wrocław-Debrzno-Świnoujście-Wrocław-Zamość-Wrocław-Stambuł-Wrocław, która była absolutnym szaleństwem i trwała ! 14 dni (bo w Zamościu było wesele, a w Turcji spędziłam trzy dni z nich).
13. W liceum pisałam smutne wiersze. – Pewnego dnia oddałam ich kilkanaście mojej nauczycielce, ponieważ chyba chciała wybrać coś na konkurs. Wiecie jak to się skończyło? Nie… konkursem nie. Chciała mnie zaprowadzić do szkolnego psychologa i zapewniała, że jak będę potrzebowała porozmawiać, to mam koniecznie dać znać. No cóż.
14. Teraz będzie pikantnie! Zdarzyło mi się popracować kilka, może kilkanaście dni w klubie gogo. Nie, nie, aż tak roztańczona nie byłam, roznosiłam drinki. Byłam kelnerką i jedyną ubraną dziewczyną w klubie. Szczerze mówiąc moja psychika tego nie udźwignęła. Odeszłam pod jakimś tam pretekstem, bo… no nawet nie ma sensu tłumaczyć.
15. Nie lubię czytać książek w telefonie, komputerze, czytniku, czymkolwiek. – Jestem dinozaurem z epoki kamienia łupanego (nie wiem, czy wtedy były dinozaury, chyba nie…) i jeśli mam czytać książkę, to tylko papierową. Na studiach potrafiłam drukować setki stron, kupować wszystkie możliwe pozycje potrzebne do nauki, byle tylko nie musieć uczyć się lub czytać z elektronicznego ekranu. Nieśmieszne. Taki tam poważny podpunkt.
16. Kolejny nieśmieszny podpunkt. Podczas studiów brałam suplementy diety na usuwanie wody z organizmu. – Od zawsze prawie nie piję wody. Nie piję, nie dlatego, że nie lubię, po prostu nie umiem wypić tyle płynu, ile trzeba. Więc nie dość, że nie piłam, to jeszcze specjalnie i celowo się odwadniałam. Brawo ja. Efekt? Odwarstwienie ciała szklistego w obu oczach. (Kiedyś Wam o tym opowiem.)
17. Nie cierpię piwa! – Powtarzano mi, że nauczę się je pić na studiach. Nic z tego. Fu i koniec. Za to wino w każdych ilościach. (Nic nie mówiłam.)
18. Kiedy byłam mała, lubiłam bawić się w kuchni. – W kucharza też, ale to nie o to chodzi. Lubiłam ludziom spuszczać różne rzeczy na głowę z okna. (Może nie powinnam tego głośno mówić?) Nikogo w każdym razie nie zabiłam. Zmarnowałam Mamie tylko trochę mleka, mąki… same lekkie rzeczy. Ot wielka afera.
19. Mąż mnie udusi, ale muszę. Zaręczyliśmy się po tygodniu związku i po miesiącu znajomości. – Poważnie. Pochodzimy z M. z jednego miasta, ale tylko On uważa, że się tam kiedyś poznaliśmy. Ja tego nie pamiętam. Poszliśmy razem na koncert 19 sierpnia, 5 września byliśmy razem, 13 miałam pierścionek na palcu. 1,5 roku później został moim mężem. I żyli długo i szczęśliwie. Taki przynajmniej mają zamiar. I proszę mi nie wytykać, że wyprowadziłam się po czterech miesiącach od ślubu do innego miasta! Za chlebem pojechałam. Jestem usprawiedliwiona.
20. Największa ortograficzna wpadka w szkole? Miałam uzasadnić, dlaczego piszemy
„w górze” … dlaczego? Przecież to oczywiste! „W górze, bo w dole!”
Chodziło o ‘rz’ ? A to sorry, myślałam, że o ‘ó’.
21. Mam wizje katastroficzne. – Na przykład, kiedy widzę, że kelnerka idzie z tacą, na której niesie kieliszki, wyobrażam sobie jakby to było, gdyby się przewróciła i co by się stało z jej twarzą. Psychiatra potrzebny od zaraz.
22. Boję się ciszy i ciemności. – Prawie dwa lata mieszkałam sama we Wrocławiu podczas studiów i autentycznie chodziłam wiecznie niewyspana. Potrafiłam dzwonić do ludzi po nocach i rozmawiać z nimi do 4 rano. Kiedy zaczęłam już rozmawiać z meblami, postanowiłam sprawić sobie kota.
23. Śpi ze mną kot. Ale nie ten z punktu 22. Pluszowy. W sumie to już chyba nawet nie pluszowy. – Chodziłam jako dziecko do szkoły muzycznej i przez jakiś miesiąc patrzyłam na niego, leżącego tak smutno w samotności za szybą sklepową. Zawsze obiecywałam mu, że zabiorę go w końcu do domu. Zabrałam. Wygrałam konkurs w tej szkole muzycznej, a nagrodą było chyba 40 niemieckich marek (taaak, to było tak dawno!). Zabrałam go do domu i śpi ze mną do dzisiaj. Pies przyjaciółki chciał mu wygryźć oko i przypaliłam mu głowę, bo zapomniałam, że leży pod włączoną lampką nocną. Uratowałam go, kiedy już leciał mu z tej główki dymek. Przeżył sporo, ale ma się dobrze. Chyba. I jest ze mną.
24. Zabiję każdego kwiatka. – Nawet sztucznego. Nigdy nie kupujcie mi kwiatków. Poza tym, że nie lubię ciętych (wyjątkiem są goździki), doniczkowe żyją przy mnie maksymalnie miesiąc. Choć zawsze staram się z nimi rozmawiać i przekonywać, że o nie bardzo dbam.
25. Przez dwa lata biegałam od czwartku do niedzieli z aparatem po wrocławskich klubach – Poznałam niesamowicie pozytywnych ludzi i pomimo ogromnego zmęczenia, nie żałuję ani minuty spędzonej w tamtej pracy. Pomijając jeden wieczór, kiedy jechałam samochodem podczas strasznej burzy / oberwania chmury, chyba przerysowałam zaparkowany samochód (nie wiem, bo nie było nic widać) i prawie urwałam drzwi na ostrym zakręcie (mój samochód był dowcipny, wsiadać musiałam zwykle przez bagażnik, bo drzwi nie chciały się otworzyć… ale otwierały się w trakcie jazdy. Tak. Wsiadałam przez bagażnik. Jeśli to można nazwać „wsiadaniem”.)
26. Dwa powyższe lata studiowałam również zaocznie realizację dźwięku. – Może dlatego, że nudziło mi się na Politechnice? Nie… Nie dlatego, chociaż faktycznie dołożyłam sobie trochę zajęć. Skończyło się to w ten sposób, że miałam studia stacjonarne, co dwa tygodnie studia zaoczne, pracę po nocach od czwartku do niedzieli i… miałam 10kg mniej. A poza tym byłam jedną z chyba czterech? dziewczyn na roku i rewelacyjnie się bawiłam. To były zdecydowanie najlepsze lata studiów. Pozdrawiam wszystkich kolegów realizatorów! Szkoda, że tych czasów nie da się tak po prostu powtórzyć.
27. Co by tu na koniec… Może jakoś tak na poważnie, żeby nie było. – Mam tatuaż. – Zrobiła mi go koleżanka, na Islandii. Taki tam napis „Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”, po angielsku. Pompatycznie, no nie? Ale to naprawdę działa. Polecam. Nie tatuaż. Motto.
———
28. Obiecuję nie robić takich wpisów co roku!
utworzone przez Justyna Nater | paź 12, 2016 | Artykuły
Światowy Dzień Wzroku (World Sight Day / WSD) obchodzony jest co roku w drugi czwartek października, aby w skali globalnej zwrócić uwagę na problemy wzrokowe na świecie.
W tym roku Światowy Dzień Wzroku obchodzimy 13 października.

Rok 2016 jest już czwartym z kolei podczas trwającej akcji WHO Global Action Plan.
Główne cele Światowego Dnia Wzroku to:
– podnoszenie wiedzy społeczeństwa na temat upośledzenia widzenia i rosnącej skali problemu dotyczącego całkowitej utraty widzenia,
– wpływ na rządy / polityków / ministerstwa zdrowia w krajach na całym świecie, aby przyłączyły się do akcji ratowania wzroku społeczeństwa za pomocą dofinansowań, przekazywania funduszy na badania i odpowiednią opiekę medyczną (w tym operacje) oraz aby dołączyły do międzynarodowego programu zapobiegania utraty wzroku ludzi na świecie
– edukacja społeczeństwa na temat konieczności prawidłowego dbania o wzrok, zgodnie z intencją programu VISION 2020

Najważniejsze informacje dla całego społeczeństwa:
– Szacunkowo około 285 MILIONÓW ludzi na całym świecie jest słabowidzących lub całkowicie utraciło wzrok,
– 90% osób niewidomych żyje w krajach najbiedniejszych,
– wciąż – 80% problemów ze wzrokiem naprawdę można uniknąć, ponieważ są to problemy uleczalne lub można po prostu im zapobiec,
– w ciągu ostatnich 20 lat udało się znacznie zredukować liczbę osób niewidomych, ze względu na wcześniejsze niewyleczone infekcje,
– 19 MILIONÓW dzieci jest niedowidzących…,
– około 65% osób z upośledzeniem widzenia, to osoby powyżej 50 roku życia, kiedy tak naprawdę ta grupa wiekowa stanowi zaledwie 20% populacji świata.

utworzone przez Justyna Nater | paź 9, 2016 | Artykuły
Są tacy “specjaliści”, którzy twierdzą, że wywiad i rozmowa z pacjentem przed rozpoczęciem badania wzroku nie ma sensu. Z reguły argumenty są dwa:
– bo pacjent nie ma czasu i chce być obsłużony jak najszybciej,
– bo wszystko i tak wyjdzie podczas badania.

BZDURY.
Po pierwsze – pacjent nie ma czasu? Czy specjalista nie ma czasu? To dwie różne kwestie. Wydaje mi się, że odpowiednio zmotywowany i zachęcony pacjent na pewno znajdzie czas na prawidłowe i kompleksowe badanie wzroku. Czy pacjent chce być obsłużony jak najszybciej? A czy to warzywniak? Stoimy w kolejce po ziemniaki? Spieszy nam się na tramwaj?
Po drugie – wyjść to pacjent może z gabinetu. Nie wszystko “wyjdzie” podczas samego badania. Historia przebiegu chorób, urazów i innych problemów, jest naprawdę bardzo istotna przed rozpoczęciem pomiarów.
Twoje problemy są również moimi, poradzimy sobie z nimi wspólnie…
Pamiętaj – nie ma głupich pytań.
Pytaj o wszystko, masz prawo znać odpowiedzi na każde pytanie.
Oczywiście specjalista powie Ci, jaka jest diagnoza i prawdopodobnie również powie, co należy zrobić w tej sprawie. Możesz jednak zadać dodatkowe pytania:
– czy to, co się dzieje obecnie z Twoim wzrokiem, będzie miało wpływ na widzenie w przyszłości?
– czy powinieneś zwracać uwagę na jakieś konkretne objawy i zgłaszać ich pojawienie się w przyszłości?
– czy w związku z diagnozą, powinieneś zmienić jakieś nawyki w życiu?
Wydaje się banalne? Oczywiście. Ale okazuje się, że w gabinecie już takie nie jest. Mam wrażenie, że pacjenci boją się pytać. Nie rozumieją, co tak naprawdę dzieje się z ich oczami, ale nie proszą o wyjaśnienie problemu.
Nawet nie wiecie jak często w gabinecie podczas wywiadu słyszę podobne zdania:
– Kilka lat temu coś mi tam mówili, że mam jakieś problemy… chyba z zaćmą? Czy z jaskrą… Nie pamiętam. Coś mówili, że mam inne oczy niż powinienem mieć…
– A był pan/ była pani na kontroli w tej sprawie?
– Nie, bo nic się nie dzieje…
I rób co chcesz w takiej sytuacji… Stopień ignorancji tego tematu zawsze był dla mnie najbardziej fascynujący. Tylko ja później przeżywam za pacjentów.
Nie raz zdarzało mi się wracać do domu w koszmarnym nastroju, bo np. miałam pacjentkę, której kieeedyś dawno temu podejrzewali zwyrodnienie siatkówki, a ona później jeszcze urodziła dziecko i poczuła, że wzrok jej mocno „siadł”.
Myślicie, że była z tym u lekarza? A w życiu! Przyszła do mnie i podczas badania przyznała się, że już zawęziło jej się pole widzenia w jednym oku, a kiedy pokazywałam jej siatkę prostopadłych linii (nazywaną Testem Amslera), widziała zamiast niej fale, kropki i inne ciekawe rzeczy…
Ta kobieta ogólnie była bardzo ciepłą i sympatyczną osobą. Dlatego tak bardzo dobiła mnie jej sytuacja, ale do dzisiaj nie potrafię zrozumieć, jak można w ten sposób podchodzić do sprawy (zwłaszcza, jeśli ma się dzieci i chciałoby się być przy nich jak najdłużej i widzieć je jak najdłużej…).
No dobrze, ale kontynuując…
Masz problem i co dalej?
Jeśli Twój problem wymaga leczenia, na pewno zostaną Ci przepisane leki. Możesz jednak zapytać również o to, kiedy to, co przepisał lekarz zacznie działać i jaka jest jego skuteczność.
Pamiętaj jednak, że poza czytaniem ulotki (jeśli w ogóle ją czytasz), lekarz może Ci powiedzieć z własnego doświadczenia, jakie ryzyko występuje podczas stosowania danego środka albo czy są jakieś produkty spożywcze, inne leki, aktywności itp. których powinieneś unikać podczas stosowania przepisanych medykamentów.
Warto spytać również o pomijanie dawki, czyli co zrobić w sytuacji, kiedy zaśpisz, zapomnisz itd.
Co dla Ciebie może zrobić specjalista?
Specjalista powinien z Tobą rozmawiać. Jeśli nie chcesz wiedzieć, co i w jaki sposób tak naprawdę bada w temacie Twojego wzroku, wystarczy, że cierpliwie przejdziesz badanie – nikt nie każe Ci znać testów do badania i rozumieć na czym polegają. Ale ponownie powtarzam – MOŻESZ chcieć to wiedzieć, dlatego PYTAJ.
Bywają osoby, które myślą, że szybkie komputerowe badanie jest najbardziej precyzyjne… Już o tym pisałam TUTAJ.
Nie podchodź w ten sposób do sprawy… Nie tędy droga. (Przeczytaj tekst, który przed chwilą podlinkowałam, a zrozumiesz dlaczego.)
Ponownie… O co możesz zapytać w gabinecie?
– Jakie testy zostaną wykonane i czy można w prosty sposób wyjaśnić, czego się spodziewać po ich wyniku?
Myślisz sobie, że nie zrozumiesz? A chcesz się “na szybko” przekonać?
Dwa krótkie przykłady:
1) Siedzisz sobie przy tym kosmicznym urządzeniu, które wygląda jak ufo, terminator, statek kosmiczny… Przyczepione jest do ramienia, z możliwością dopasowania do Twojej twarzy. Patrzysz przez to urządzenie na testy.
Po pierwsze – czy musisz znać nazwę – foropter? Nie musisz. To są po prostu duże, ciężkie okulary z ogromnymi możliwościami doboru potrzebnej Ci korekcji.
KONIEC. To nie statek kosmiczny, nie odlecisz na Księżyc.

2) Siadasz przy kolejnym urządzeniu, które ma Ci zmierzyć ciśnienie. Wiesz dlaczego ono dmucha w oczy? Jest to nieprzyjemne, ale oka Ci nie wybije. Powietrze w tym krótkim podmuchu ma za zadanie odbić się od przedniej powierzchni Twojego oka. Pod wpływem tego podmuchu Twoja rogówka (właśnie przednia powierzchnia oka) leciutko się ugnie, a aparat zmierzy w jakim stopniu się ugięła.
Wyobraź sobie malutki okrągły balonik z wodą. Im więcej będzie w nim wody, tym trudniej będzie Ci nacisnąć na jego powierzchnię. Tak samo jest z okiem. Jeśli Ciśnienie w oku będzie wysokie, przednia powierzchnia nie ugnie się tak mocno, jak w przypadku niskiego ciśnienia. Aparat to mierzy, podaje wynik. I tyle.
Proste, prawda?
W gabinecie naprawdę nie stanie Ci się krzywda. Wszystko, co specjalista wykonuje w ramach diagnostyki jest zrozumiałe i w większości przypadków, można o tym opowiedzieć prostym językiem.
Odpowiednie przygotowanie się do badania wzroku, również jest bardzo istotne.
Zapytaj więc (najlepiej jeszcze przed wizytą, na przykład telefonicznie)
– Czy powinienem się w jakiś sposób przygotować do badania? (przykładowo, czy wskazane jest okresowe przerwanie użytkowania soczewek kontaktowych przed przyjściem do gabinetu).
Przede wszystkim ZROZUMIENIE
Zapamiętaj – jeśli nie rozumiesz, co mówi Twój specjalista, zadawaj mu pytania tak długo, aż w końcu zrozumiesz. To Twoje oczy i naprawdę musisz wiedzieć co się z nimi dzieje. Tym bardziej, że przeważnie wszystko da się wytłumaczyć lub nawet schematycznie narysować.
Poproś specjalistę, aby opisał dla Ciebie diagnozę lub instrukcje dalszego postępowania – pamięć mamy dobrą, ale krótką…
(Żaden specjalista nie powinien się tłumaczyć, że nie ma na to czasu… Jest. Znam dobrze świetnych okulistów, którzy na koniec wizyty wypisują pacjentowi kartkę A4 z wynikiem badania. Wszystko się da. Wystarczy chcieć.
Nie trzeba tego przecież pisać ręcznie.)
A NAWET, jeśli pomimo wielu prób tłumaczenia przez specjalistę różnych kwestii związanych z układem wzrokowym, NADAL nie do końca rozumiecie w czym rzecz, zapytajcie o możliwe źródła lub miejsca, z których sami będziecie mieli możliwość dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Nie ignorujcie proszę tematu. TO WASZE OCZY.
utworzone przez Justyna Nater | paź 2, 2016 | Artykuły
Przez bardzo długi okres czasu nie piłam prawdziwej kawy. Przekonałam się nawet w pewnym momencie do zbożowej. I wtedy, kiedy faktycznie nie pijałam kawy, nie zdarzało mi się drżenie powiek. Ani razu. Naprawdę.
Kilka dni temu kupiłam sobie kawę rozpuszczalną… od wczoraj chodzę poddenerwowana, bo dolna powieka lewego oka drga mi jak szalona. Chyba się ze mną zgodzicie, że jest to jedna z bardziej irytujących dolegliwości.
A co tak naprawdę może oznaczać drganie powieki? Jak sobie z tym radzić?
W wywiadzie przed badaniem wzroku, kiedy pytam, czy pacjent ma jakieś problemy z oczami, najczęściej pojawiają się dwa : zapalenia spojówek albo właśnie częste drgania powiek.
Drganie powieki to nic innego jak mikro skurcze mięśni, odpowiedzialnych za prawidłową pracę powiek. Ich przyczyną jest najczęściej po prostu niedobór magnezu, ale powodować je może również stres i zmęczenie, suchość oczu oraz alergie.
Niedobór magnezu

Kofeina i alkohol wypłukują magnez z organizmu.
Jeśli pijemy dużo kawy, najlepiej byłoby ją trochę ograniczyć (o alkoholu nie wspomnę). Magnez bierze udział w przewodnictwie nerwowym i kurczliwości mięśni. Jest to kation wewnątrzkomórkowy odgrywający bardzo istotną rolę w organizmie.
Stres
Nie jest to tekst o tym „jak się zrelaksować”, ale jeśli masz tendencje do drgających powiek i zdajesz sobie sprawę z tego, że w ostatnim czasie, albo systematycznie, jesteś narażony na sytuacje stresowe, postaraj się odpuścić trochę samemu sobie.
Dobrym rozwiązaniem może się okazać joga, spacery, spotkania ze znajomymi… zresztą sam wiesz najlepiej, co cię relaksuje.
Zmęczenie – nie wymaga dłuższego komentarza. Postaraj się odespać. Jeśli nie przesypiasz odpowiedniej ilości godzin w nocy, spróbuj kilkunastominutowych drzemek w ciągu dnia (pamiętaj o ściąganiu soczewek kontaktowych).
Zmęczenie wzroku – wymaga komentarza. Jeśli masz nieskorygowaną lub błędnie skorygowaną wadę wzroku, jeśli powinieneś nosić okulary do czytania, a nadal nie możesz się pogodzić z faktem, że to już najwyższa pora na korekcję do bliży (jest to kwestia naturalna i biologiczna i niestety nic na to nie poradzisz), oczy męczą się dużo bardziej. To również może powodować drganie powiek.

Wracając do niedoboru magnezu
Nie bagatelizuj problemu. Pierwszym objawem może być drżenie powieki, ale duże niedobory mogą doprowadzić do zawrotów głowy, bezsenności, pobudliwości mięśniowej, a nawet do depresji.
Trudno jest przedawkować magnez. Nie powinno się go jednak spożywać w zbyt dużej ilości, jeśli występują problemy z nerkami, ponieważ nadmiar magnezu może nasilić wydalanie wapnia z organizmu.
I skąd ten magnez?
Przypuszczalnie pierwsze, co przychodzi ci na myśl to czekolada, ale nie biorę odpowiedzialności za zjadanie kilku jej tabliczek pod pretekstem spożywania magnezu, żeby powieka nie drgała. Tak naprawdę nie sama czekolada, a kakao ma największą ilość magnezu, więc lepiej wypić prawdziwe kakao, przyrządzone w ulubiony sposób, niż wcinać nieskończoną ilość czekolady (chyba, że to będzie taka prawdziwa „wysokoprocentowa”).
Poza tym kasza gryczana, orzechy, ciemne pieczywo… w mniejszych ilościach w warzywach i owocach.
Drganie powieki może trwać chwilę, ale może dzień, dwa, kilka dni… Nie jest to przyjemny objaw, ale pamiętaj – organizm wysyła ci sygnał. Ogranicz spożywanie kawy, alkoholu, zredukuj stres, wyśpij się i wypij smaczne kakao, czytając ulubioną książkę. – Perspektywa idealna na jesienne wieczory.

utworzone przez Justyna Nater | wrz 27, 2016 | Artykuły
Od razu uprzedzam wrażliwe osoby, że zdjęcia tu umieszczone do przyjemnych nie należą, więc jeśli wiecie, że powoduje to u Was jakieś przykre reakcje, mdłości, czy nawet omdlenia –nie oglądajcie fotografii.
Historia dotyczy pewnej kobiety, która straciła oko, po tym, jak dostał się do niego… brokat. Taki wiecie, do dekoracji…
Erica Diaz opisywała swoją historię krok po kroku na stronie Imgur (minimonster1437). Stąd zdjęcia i przebieg całej sytuacji śledzić mogło wiele osób.
Niestety nie była to opowieść zakończona happy endem.
Wszystko zaczęło się bardzo niepozornie. Erica pomagała córce posprzątać po pracy nad projektem do szkoły.
W trakcie sprzątania brokat, którego używała córka, dostał się do oka kobiety…
Brokat uszkodził jej rogówkę, wdało się zakażenie.
Nie pomogło kilka operacji, nie pomogły leki, nie pomogły dwa przeszczepy rogówki, crosslinking i inne zabiegi. Okazało się, że zakażenie uszkodziło również wnętrze oka i z opisów kobiety wynikało, że rozwinął się grzyb, który zagrażał nie tylko oku, ale i całemu organizmowi. Dodatkowo Erica uczulona była na niektóre leki, które należałoby podać, a które w tej sytuacji musiano zastąpić innymi. Koniec końców oko zostało usunięte.
„Nic nie było w stanie uratować oka. Dwa nieudane przeszczepy rogówki, iniekcje, krople, leki itd… Nic nie było w stanie zatrzymać infekcji. Moje widzenie pogarszało się, na koniec nie miałam już nawet poczucia światła. […] Gdyby grzyb dostał się do krwioobiegu, mógłby wywołać sepsę. F*****g (głupi) brokat mógł mnie zabić.”
Uwaga, zdjęcia…


Wiecie, co powiedziała Erica na koniec tej historii??
„Wygląda na to, że potencjalnie zagrażająca życiu sytuacja z brokatem, motywuje do pewnych życiowych przemyśleń.
Czy uważam, że używanie brokatu powinno być zabronione?
Nie. Ale warto nosić okulary ochronne i rękawiczki, kiedy używamy takich rzeczy. Żeby nic nie dostało się do oczu, nawet spod paznokci, kiedy przypadkowo potrzemy palcem okolice oczu… F*ck glitter bombs, tho.”
Na poniższym zdjęciu lewe oko to już niestety tylko proteza…

IMGUR: MINIMONSTER1437
Czasami mówicie „Gdyby człowiek miał tak wszystkiemu zapobiegać, nie wychodziłby z domu.”
Ale wsiadając do samochodu, raczej zapinacie pasy bezpieczeństwa, prawda?
Pomyślcie o okularach ochronnych. Nieduży wydatek, a może uratować wzrok.
___________________________________
Jeśli chcielibyście poczytać o tej historii krok po kroku:
https://www.gofundme.com/ndkox4
Co robić, kiedy ciało obce dostanie się nam do oka? Przeczytacie tutaj.