utworzone przez Justyna Nater | gru 6, 2015 | Artykuły
Jakiś czas temu zapanowała „moda” na brwi wyskubane do zera, a następnie narysowane kredką… Zjawisko przyznam dość fascynujące, na szczęście szybko zaczęto bojkotować pomysł i promować naturalny wygląd brwi. Niestety nie każda kobieta do niego wróciła.
Bez względu jednak na to, jaki kształt i forma brwi jest w danym sezonie „modna”, warto zwrócić uwagę na ich prawdziwą funkcję, poza tą oczywistą, która wpływa na nasz wygląd. (Spróbujcie z resztą z któregoś swojego zdjęcia usunąć całkowicie własne brwi – możecie nie poznać człowieka, którego zobaczycie.)
Dlaczego więc natura zaopatrzyła człowieka w brwi?

Brwi są nam bardzo potrzebne!
Dlaczego?
Pełnią (mam na myśli te naturalne) funkcję ochronną naszych oczu. I to jest ich najważniejsze zadanie. Kształt czoła i brwi oraz powieki i rzęsy są niezwykle istotne dla prawidłowego funkcjonowania wzroku.
Te krótkie włoski, które rosną na łuku brwiowym (z resztą jako pierwsze włoski wyrastające na naszym ciele – już w 3 miesiącu ciąży) mają za zadanie chronić oczy przed kurzem lub potem spływającym z czoła.
Brwi definiują nasz wygląd, ale drogie Panie… czy wyrwane do zera, a następnie namalowane kredką, eyelinerem… mazakiem! czy farbą… naprawdę wyglądają dobrze?
Sama nie okazuję wiele uwagi swoim brwiom, szczerze mówiąc naprawdę nie znoszę ich regulować, ale nastały takie czasy, że „nie wypada” tego nie robić.
Dodatkowo nieumiejętne wyrywanie włosków z brwi może skutkować zapaleniem mieszków włosowych, co prowadzi często do poważnych stanów zapalnych skóry, które nigdy nie są bezpieczne dla oczu.
Brwi brwiami… a co z rzęsami?
Przedłużamy!

Drogie Panie…
Mamy dzisiaj dostęp do takich metod przedłużania i zagęszczania rzęs, że różnica pomiędzy naszymi, a sztucznymi rzęsami jest praktycznie niezauważalna. Stąd zapewne taka popularność zabiegu przedłużania i zagęszczania rzęs. Niestety coraz częściej popularność ta skutkuje pojawianiem się w gabinetach okulistycznych pacjentek ze stanem zapalnym w okolicach oczu.
Dlaczego?
Rzęsy przykleja się za pomocą specjalistycznego kleju kosmetycznego.
Zwykle jego bazą jest formaldehyd lub inny klej biologiczny.
Wszystko kończy się zwykle dobrze, w gabinecie w którym pracuje kosmetolog stosujący produkty wysokiej jakości, który wie jak prawidłowo zabezpieczyć oczy oraz powieki, aby pacjentce nie stało się nic złego. Sytuacja robi się niebezpieczna, kiedy mamy do czynienia z nieprofesjonalnym wykonaniem tego zabiegu, poza salonem, przez „specjalistę” po kursie, który nie przestrzega zasad dezynfekcji i higieny oraz używa tańszych produktów, dzięki czemu cena zabiegu jest również bardziej atrakcyjna. Ale czy warto?

Niestety nawet najlepsze kleje wywołać mogą silne reakcje alergiczne, tak samo jak wywołać je mogą środki, jakimi sztuczne rzęsy są usuwane. O tych gorszej jakości nie wspominam….
Wyżej wymienione substancje mogą powodować podrażnienie spojówki, czy rogówki, infekcje, zapalenia, a nawet utratę naturalnych rzęs.
Może również dojść do infekcji grzybiczej lub bakteryjnej. Jeśli zabieg wykonywany jest w niewłaściwy sposób, a osoba go wykonująca nie przestrzega zasad higieny oraz dezynfekcji.
Same rzęsy nieprawidłowo przechowywane przed zastosowaniem, również mogą być źródłem niewidocznych gołym okiem bakterii, które w późniejszym czasie mogą spowodować podrażnienie, a następnie infekcję.
Kolejny nowoczesny trend – przyklejanie ozdób na rzęsy lub na brzegi powiek. Koraliki, cekinki, brokat… (Tym bardziej, że zbliża się noc Sylwestrowa oraz karnawał!)


Nie trzeba być okulistą, ani innym specjalistą, żeby przewidzieć jakie konsekwencje mogą mieć nieprawidłowo zaaplikowane ozdoby tego typu.
Pamiętajcie proszę, że skóra wokół oczu jest bardzo wrażliwa, brzegi powiek są bardzo delikatne. Niewłaściwa higiena oka, mechaniczne uszkodzenia, to wszystko może nieść za sobą bardzo poważne dla Was konsekwencje.
Wracając do przyklejanych rzęs.
Jeśli nie cierpicie na chorobę skutkującą brakiem rzęs lub ich wypadaniem, wydaje mi się, że swobodnie tusz do rzęs powinien wystarczyć w podkreślaniu Waszej urody.
O makijażu kiedyś już pisałam, jednak jeszcze w tym tekście wspomnę o paru rzeczach.

Używając ulubionej maskary do rzęs, pamiętajcie aby:
– myć ręce przed jej nakładaniem,
– systematycznie, najlepiej raz na 3 miesiące wymieniać tusz na nowy,
– nie pożyczać maskary koleżankom (nawet jeśli bardzo proszą, bo przed wyjściem na imprezę okazuje się, że zgubiły swoją),
– jeśli tusz wyschnie w pojemniczku absolutnie nie dodawajcie do niego wody! Taki tusz wyrzućcie, ponieważ rozcieńczanie go wodą z kranu nie przedłuży terminu jego ważności, może tylko niekorzystnie „wzbogacić” jego skład,
– wiem, że to będzie bardzo kontrowersyjny podpunkt, ale… korzystanie z tuszy do rzęs na stoiskach, na których wiele osób może pomalować się tym samym produktem, również jest niebezpieczne dla oczu. Jeśli chcecie wykonać sobie makijaż profesjonalny to warto w tym celu użyć własnej maskary, a nie takiej, która „wymalowała” już wiele pań przed nami.
Podsumowując…
Jeśli już nie możecie żyć bez przedłużonych, czy pogrubionych sztucznie rzęs, koniecznie przed skorzystaniem z usług danej kosmetyczki upewnijcie się, że posiada ona odpowiednie kwalifikacje w zakresie wykonywania tego zabiegu. Zwracajcie uwagę na poziom higieny i czystości gabinetu, na sposób przechowywania rzęs, na atesty używanych produktów.
Dbajcie o wzrok, dbajcie o oczy i bądźcie NATURALNE :)

Źródła:
http://uroda.wieszjak.polki.pl/piekna-twarz/318740,Wszystko-o-regulacji-brwi–metody-najczestsze-bledy-i-trendy.html
http://sunflower.com.pl/project/sunflower/upload/download/BEFORE_AFTER_MAXI_LASHES.jpg
http://www.beautybroadcast.net/2009/01/caring-for-your-false-eyelashes.html
https://pl.pinterest.com/pin/493918284111024860/
http://optykpolski.feniksmedia.pl/przedluzanie-rzes-niebezpieczna-moda/
utworzone przez Justyna Nater | paź 20, 2015 | Artykuły
Najgorsze jest to, że sama jutro tego kaca będę miała.
Nie, nie piję.
Nie, ani kropelki.
Nawet syropku na gardło.
Tak się to właśnie kończy, kiedy człowiek pomimo zmęczenia, chciałby coś jeszcze napisać, a oczy już odmawiają posłuszeństwa.
Kac oczny. Tak moi Drodzy. W dzisiejszej rozwiniętej elektronicznie cywilizacji, nasze oczy częściej miewają kaca niż miewa go pozostała część organizmu.
Pieczenie, swędzenie, ból, zaczerwienienie, piasek pod powiekami, to wszystko świadczy o zmęczeniu oczu. Ale to nie jedyne objawy.
Z czym się kojarzy kac?
Oczywiście z bólem głowy.
Ból głowy może mieć całe mnóstwo przyczyn.
Na co powinniśmy zwracać uwagę, kiedy boli głowa?
Przede wszystkim jakiego rodzaju jest to ból, o jakim natężeniu, jak często występuje oraz jak długo trwa. Istotne jest jego zlokalizowanie, gdzie dokładnie boli i czy zawsze jest to dokładnie to samo miejsce. Ważna jest również informacja o tym, w jakich sytuacjach się pojawia. Poza tym warto spróbować sobie przypomnieć, kiedy pojawił się po raz pierwszy (ten konkretny rodzaj bólu, w tym konkretnym miejscu, jeśli za każdym razem jest taki sam lub bardzo podobny).
Ból głowy związany z przemęczeniem oczu może się pojawić od razu. W trakcie pracy wzrokowej, w trakcie czytania książki, w trakcie przesiadywania przed komputerem, telewizorem etc. Może się jednak pojawić również dnia następnego (stąd porównanie do kaca). Zwykle zlokalizowany jest w okolicy brwi lub sprawia wrażenie występowania dookoła oczu bądź gdzieś za nimi.
Czasem rozwiązaniem problemu jest po prostu zmiana nawyków w życiu codziennym i zadbanie o higienę pracy wzrokowej w domu, w pracy, czy na uczelni.
Żeby dowiedzieć się, czy ból głowy spowodowany jest przemęczeniem oczu, wystarczy zaobserwować sytuacje, w jakich się pojawia i spróbować znaleźć pomiędzy nimi zależność, a następnie podjąć próbę zmiany niewłaściwych przyzwyczajeń.
Jeśli wiadomo, że boli nas głowa po tym, jak dzień wcześniej x godzin spędziliśmy wyłącznie przed komputerem, bez przerw na zrelaksowanie wzroku i całego ciała, należy w pierwszej kolejności sprawdzić, czy te dwie sytuacje mają ze sobą coś wspólnego. Może warto, zamiast łykać kolejne przeciwbólowe medykamenty, spróbować wprowadzić do pracy ćwiczenia relaksacyjne lub chociaż ustalić sobie stały czas pracy wzrokowej, po której następuje zasłużona dla oczu przerwa (na kawę, na spacer, na cokolwiek).
Jeśli ból przestanie się pojawiać lub będzie znacznie mniej uciążliwy – może to być odpowiedź na zadane pytanie.
Bardzo często w gabinetach optometrycznych pojawiają się pacjenci skarżący się na ból głowy. Czasem zdają sobie sprawę z tego, że powodem występowania bólu może być problem ze wzrokiem, a czasami są tą informacją zaskoczeni.
W wielu przypadkach problem rozwiązuje się, kiedy okazuje się, że pacjent nie miał pojęcia o występującej w jego oczach wadzie wzroku. Nawet małej, która wydawałoby się na co dzień nie przeszkadza w funkcjonowaniu, bo przecież wszystko widzi ostro i wyraźnie. Tylko ta głowa tak bardzo boli!
W gabinecie przyczynę bólu głowy można ustalić już podczas wywiadu z pacjentem (każde prawidłowo przeprowadzane badanie powinno zaczynać się od wywiadu z pacjentem – rzetelnego wywiadu, nie takiego, który trwa minutę).
Ból głowy, który spowodowany jest nieskorygowaną wadą wzroku lub jej błędną korekcją charakteryzuje się uczuciem ciężkości w głowie i występuje regularnie razem ze zmęczeniem oczu i typowymi dla niego objawami.
Jeśli pacjent do tej pory nie nosił korekcji okularowej, a w badaniu optometrycznym pojawia się informacja o występującej małej wadzie wzroku, warto spróbować tej nawet najmniejszej korekcji i sprawdzić, czy bóle głowy ustaną. Bez względu na to, czy pacjent bez okularów nie ma większych problemów z ostrością wzroku. Jeśli okulary w dłuższym użytkowaniu niczego nie zmieniają, a bóle głowy nie ustają lub nie słabną, należy znaleźć inne rozwiązanie problemu, a być może nawet pokierować pacjenta na dalsze badania, nie tylko okulistyczne, ale również neurologiczne i inne…
Należy jednak pamiętać, że oczy męczą się tak, jak całe nasze ciało.
Jeśli nawet jesteś sportowcem, który trenuje kilka razy tygodniowo, po kilka godzin dziennie – to i tak w trakcie ćwiczeń robisz przerwy między powtórzeniami. Oczy też ich potrzebują.
Nie zapominajmy więc, że jeśli na przykład wracamy z pracy o 19, a do północy siedzimy wpatrzeni w ekran komputera, zapominając nawet o korzystaniu z toalety, a potem zasypiając z komputerem w łóżku – oczy prędzej, czy później upomną się o swoje.
Do poważnych problemów powodujących ból głowy oraz oczu należy zapalenie błony naczyniowej. Objawia się ona nie tylko wspomnianym bólem, ale także złym widzeniem, a nawet wzrostem ciśnienia wewnątrzgałkowego.
Często zapalenie błony naczyniowej dotyka pacjentów z problemami stomatologicznymi – na przykład ze zmianami chorobowymi przy korzeniach zębów. Jest to również schorzenie typowe dla osób chorych na reumatyzm i inne problemy stawowe. Błona naczyniowa w oku zostaje zaatakowana przez bakterie, które w związku z obniżoną odpornością organizmu przenikają do krwi.
Ból oka połączony z bólem w okolicy czoła lub skroni, występujący wraz z łzawieniem i pogorszeniem ostrości wzroku może być objawem zapalenia tęczówki, która z tego powodu może nawet zmienić kolor i spowodować zmianę kształtu źrenicy.
Wyżej wymienione dolegliwości, mogą świadczyć również o podwyższonym ciśnieniu wewnątrzgałkowym i o występowaniu jaskry. Napadowy, ostry i świdrujący ból oka, który obejmuje oczodół, a nawet głowę, może oznaczać jej ostry atak. Towarzyszy mu znaczne pogorszenie widzenia, poszerzona źrenica, ostry światłowstręt wraz ze łzawieniem oraz przekrwieniem oka.
Tak czy inaczej, po pierwsze – ból głowy (każdego pochodzenia) powinien być zdiagnozowany lub przynajmniej kontrolowany. Po drugie warto pamiętać, że czasem sami się prosimy o tego niskopromilowego kaca, więc warto przemyśleć swoje zachowanie i zadbać o swoje oczy, a co za tym idzie o dobre samopoczucie. Po trzecie – lepiej nie lekceważyć bólu głowy, zwłaszcza tego, który wiąże się z bólem oczu. Być może rozwiązaniem problemu jest po prostu zmiana trybu życia, może poprawnie dobrana korekcja okularowa (nawet ta najdrobniejsza), a może problem jest poważniejszy i konieczne jest podjęcie konkretniejszych kroków w celu ustalenia, co tak naprawdę się dzieje z naszym organizmem, czy narządem wzroku.
Dlatego dbaj o siebie. Dbaj o wzrok.
A kaca nie polecam.

Źródła zdjęć:
https://g1teenficdisorder.wordpress.com/2012/11/22/is-too-much-reading-bad-for-you/
https://ashkristen.files.wordpress.com/2013/01/7_readingsick_187eks8-187elid.jpg?w=450&h=340&crop=1
http://bonavita.pl/zespol-dnia-nastepnego-czyli-jak-uniknac-kaca
utworzone przez Justyna Nater | lip 6, 2015 | Artykuły
Niedzielny ciepły wieczór… Wiecie co w tej chwili dzieje się pod naszym balkonem?
Dzieci graja w piłkę.
Super!
Ruch, zabawa na świeżym powietrzu.., dokładnie to, o czym mówią specjaliści – im więcej czasu dzieci spędzają na świeżym powietrzu, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia krótkowzroczności.
Dzieci na podwórku jest czworo– trzy dziewczynki i chłopiec.
W piłkę gra tylko on i dwie z dziewczynek… co robi ta trzecia?
Siedzi na trawie… z tabletem.
Właśnie usiadła koło niej druga i robią sobie „selfie“.
I nie sądzę żebym się myliła, że mają maksymalnie 8-9 lat, chociaż ta pierwsza wygląda na jeszcze mniej…
Bardzo szkoda, naprawdę bardzo szkoda, że te urządzenia w dzisiejszych czasach są dla dzieci bardziej interesujace od grania w piłkę.
Ale właściwie co robimy my? Siedzimy z komputerami na balkonie, ja piszę dla Was, a mój M. pracuje… Komputery, wszędzie komputery…

https://gigaom.com/2014/09/01/what-is-the-blue-light-from-our-screens-really-doing-to-our-eyes/
[Zabawa nie trwała długo… Właśnie skończyło się granie w piłkę, dzieci usiadły na ławce i nagrywają film tabletem…]
W pracy komputer, w domu komputer… „na trawie tablet“, w samochodzie smartfon. Chciałabym kiedyś, chociaż przez miesiąc zupełnie nie musieć korzystać z żadnego z tych urządzeń.
Naszymi oczami poruszają mięśnie. Akomodacja w oczach też występuje dzięki mięśniom ( a nie tylko dzięki soczewce). I tak jak mięśnie naszego ciała, mięśnie oczu też pod koniec dnia są zmęczone. Zwłaszcza te odpowiedzialne za akomodację.
Są takie objawy, które mogą świadczyć o problemach z akomodacją:
jeśli oczy szybko się męczą podczas pracy przy komputerze, podczas czytania książek, lub jeśli trudno się na takich czynnościach skoncentrować.
Nie są to jednak jedyne objawy, należą do nich również problematyczne bóle głowy lub rozmywanie się tekstu – wrażenie mniej więcej takie, jak w aparacie fotograficznym, którego autofocus nie może złapać ostrości. Szczypanie oczu i łzawienie to kolejne z dolegliwości, nie muszą one zawsze świadczyć o znanym chyba większości syndromie suchego oka.
Weźcie do ręki książkę i przeczytajcie dwa dowolnie wybrane zdania.

http://www.futurity.org/blue-light-eye-790422/
A teraz odłóżcie książkę i przeczytajcie pierwsze lepsze informacje z Waszego smartfona (lub zwykłego telefonu) i oceńcie sami – czy odległość w jakiej trzymaliście książkę była taka sama? W większości przypadków nie jest. Zwykle książkę, czy tekst na papierze czyta się z dalszej odległości niż tekst w telefonie.
Jakość ekranów telewizorów, komputerów, smartfonów (…) ciągle się poprawia.
Co jednak jest bardzo istotną informacją, emitują one tak zwane światło niebieskie, które w znacznym stopniu zaburza naturalny rytm dobowy naszego organizmu.
Dlaczego?
Melatonina – to ona odpowiada między innymi za dobry, głęboki i relaksujący sen.
Światło niebieskie reguluje jej wydzielanie w ciagu dnia.
Dawniej nasi przodkowie takich problemów nie mieli…
Dla nas jest to dość oczywiste, że w nocy nadal mamy światło – jeśli tylko chcemy. Telewizor można przecież oglądać całą noc, w biurze można siedzieć do późnych godzin wieczornych. W domu wszystkie żarówki powymieniane na energooczszędne.
I właśnie w nocy, światło niebieskie, to samo, które jest częścią spektrum światła słonecznego w ciągu dnia, to samo, które odpowiada za dobre samopoczucie -jest dla nas najgorsze po zmroku.
Komputery, telewizory, smartfony, żarówki energooszczędne – to problem dla naszych oczu i całego naszego organizmu.
Niebieskie światło przekazuje do naszego organizmu informację –
JEST ŚRODEK DNIA.
I nieważne, czy masz super wygodne łóżko, super dopasowaną poduszkę, czy masz super dźwiękoszczelne ściany i nie kapie Ci woda z kranu, a po strychu nie biegają szczury, które mogłyby Cię obudzić. Nie wyśpisz się, bo zanim zamknąłeś oczy – przeglądałeś Facebook’a, albo czytałeś wiadomości ze świata i Twój organizm jest pewny, że jest ten koszmarny środek dnia i nie poszedłeś spać. Należy koniecznie pozostać w trybie „czuwania“.
A dodatkowo?
Poza tym, że budzisz się rano niewyspany – będą Cię piekły oczy, będziesz czuł piasek pod powiekami, a spojówki będą zaczerwienione i będziesz wyglądał jakbyś nie zmrużył oka. (Ja zwykle mówię, że wyglądam jak zombie.)
Zmęczenie oczu spowodowane Twoimi ulubionymi urządzeniami ma swoją nazwę – jest to po prostu Cyfrowe Zmęczenie Wzroku.
Niestety w dzisiejszych czasach już się raczej nie da wyeliminować z życia „po zmroku“ niebieskiego światła. Można się pilnować, aby na mniej więcej dwie godziny przed spaniem odstawić już wszelkie urządzenia je emitujące i wyłączyć zarówki energooszczędne, ale to by oznaczało dwie romantyczne godziny przy świecach każdego wieczoru.
Chyba niewykonalne… (chociaż och! Bardzo bym chciała żeby to było możliwe!)
Są takie soczewki okularowe, które posiadają specjalną powłokę neutralizującą niebieskie światło. Znacznie zwiększają komfort użytkowania urządzeń cyfrowych i zapobiegają cyfrowemu zmęczeniu oczu.
Jednak żadne soczewki nie zastąpią spaceru na świeżym powietrzu, lub relaksującego wieczoru spędzonego na balkonie (bez komputera!…).
Kilka krótkich porad dla „pracoholików“ , „facebookoholików“, „kinomaniaków“ i innych osob, którym cyfrowe urządzenia są niezbędne do szczęścia.
(Ostanio często zazdroszczę ludziom żyjącym poza nowoczesną cywilizacją, którzy nie mają tego wszystkiego, ale mają czas, który mogą podarować bliskim.)
Pamiętajcie, aby:
-utrzymywać odpowiednią odległość oczu od ekranów (wszelkich),
-światło główne w pomieszczeniu, w którym pracujecie przyciemnić, a poziom jasności ekranu zmniejszyć na tyle, na ile się da i jesteście w stanie pracować (osobiście mam wszystkie urządzenia przyciemnione do granic możliwości i wszyscy pytają jak to robię, że cokolwiek na nich widzę…)
-mam nadzieję, że o tym pamiętacie – zasada 10/10/10 – róbcie regularne przerwy, podczas których oczy mogą odpocząć od ekranu
-nie zapominajcie o MRUGANIU.
A jeśli już naprawdę nie możecie się powstrzymać i po prostu MUSICIE korzystać ze smartfona, czy tableta tuż przed spaniem, korzystajcie proszę chociaż z aplikacji, stworzonych zarówno na Androida jak i na IPhone’a, które filtrują światło niebieskie, zmniejszając w ten sposób jego szkodliwe oddziaływanie na oczy i na cały organizm.
Dajcie sobie porządnie odpocząć! Od tego jest noc.
Dbajcie o wzrok, dbajcie o siebie i…
śpijcie dobrze!

imgfave.com
utworzone przez Justyna Nater | cze 18, 2015 | Artykuły
Oto historia o Angelice i pewnym alergiku bez happy endu. Tak naprawdę to happy end jednak był, z tego względu, że koniec końców problemowi udało się zaradzić przepisując odpowiednie i (co należy podkreślić) SILNE leki oraz podając pacjentowi kroplówkę.
Dlaczego historia o Angelice, o tym za chwilę.
Historia dotyczy bowiem również pewnego alergika i pewnego pajęczaka.
Z racji występującej ostatnio popularnie “arachnofobii” nie zamieszczę tutaj zdjęcia tego ostatniego (tego przedostatniego z resztą też nie, zachowajmy jego anonimowość). Chciałabym żeby każdy się z tą historią zapoznał i nie wyłączył tekstu przez strach przed “pajęczakiem”.
Pajęczak o którym mowa jest mikroskopijnej wielkości i należy do rodzaju roztoczy. Pewnie już kojarzycie, skąd w historii postać alergika.
Roztocze – alergik, jesteśmy w domu. Dosłownie.
A mowa o NUŻEŃCU – robaczkowaty kształt i malutkie odnóża.
Główne jego pożywienie to lipidy, więc chętnie pomieszkuje sobie w gruczołach, w których znajduje się cała lipidowa uczta, w gruczołach łojowych skóry.
A co nużeniec ma wspólnego z okiem? Ano właśnie jak już się do “ofiary” przyczepi to najchętniej przesiaduje w brwiach, mieszkach włosowych rzęs, a jego krótsza odmiana (są dwie : nużeniec ludzki oraz nużeniec krótki) w powiekowych gruczołach Meiboma.
O nużeńcu słychać coraz więcej, pojawiają się publikacje, trwają badania…
Okazuje się, że występuje nie tylko u osób cierpiących na łojotokowe zapalenie skóry, ale również może być przyczynkiem do przewlekłego zapalenia brzegów powiek i zespołu suchego oka.
A najgorsze jest to, że “złapać” nużeńca (bynajmniej za nogi) nie jest wcale trudno. Kurz jest wszędzie, a zarażenie od osoby, która już nużeńca przygarnęła, może nastąpić przez kontakt z jej ręcznikiem, poduszką, pościelą itp…
objawy?
– często niestety ich brak
ale jeśli są…
– przewlekłe zapalenie brzegów powiek
– świąd
– wypadanie rzęs
– dysfunkcja gruczołów Meiboma
– zespół suchego oka
– częste zakażenia skóry, gradówki i jęczmienie (ponieważ osłabia on bariery ochronne).
Teraz kilka słów o naszym alergiku. Alergiku z chronicznie czerwonymi oczami.
Oczywiście, że alergik, że czerwone oczy, no to oczywiste, że podrażnienie spowodowane alergią. Masło maślane.
Wizyty u alergologów i okulistów kończą się wypisaniem recepty jednej, drugiej, dziesiątej itd. Czyli tak zwane leczenie objawowe – łagodzenie świądu, zaczerwienienia, podrażnienia…
Przemysł farmakologiczny zaciera rączki, bo powstają kolejne leki i kosmetyki na każdą możliwą przypadłość.
Podrażnienie spowodowane nużeńcami bardzo często mylnie traktuje się jako reakcję alergiczną i nie rozpoznaje prawidłowo. A wystarczyłoby zalecić bardzo proste badanie laboratoryjne, którego materiałem jest kilka rzęs pobranych z powieki pacjenta i obejrzanych pod mikroskopem w poszukiwaniu osobników nużeńca.
Diagnostyka bardzo prosta, ale terapia im później rozpoczęta tym trudniejsza, tym bardziej, że preparaty na tego pasożyta dopiero zaczynają pojawiać się na rynku, a nużeniec jest ogólnie dość odporny na leczenie.
I tu zaczyna się tytułowa historia.
Alergik z czerwonymi oczami. Nie pomagają leki, nie pomagają sterydy, nic przepisanego przez dermatologa i okulistę “na alergię” nie pomaga.
Któregoś dnia alergik dostaje próbkę preparatu w postaci mokrej chusteczki, do stosowania w przypadku występowania nużeńców. Próbuje i okazuje się, że przynosi minimalną ulgę. Ale to jednak tylko próbka, więc trzeba się zaopatrzyć w kolejne.
Alergik zatem dowiaduje się o innym preparacie, również produkowanym pod kątem terapii nużeńca. Kupuje opakowanie, stosuje środek ten na noc i …
Budzi się w środku nocy z ustami wyglądającymi jak po nieudanym botoksie.
Wybaczcie obrazowość.
Ostatecznie ląduje w szpitalu pod kroplówką.
Historia o tyle niebezpieczna, że zwróćcie uwagę na to, o kogo chodzi.
Alergik czyli osoba, która jest podatna na występowanie nużeńca. Kupuje preparat na tego pasożyta i dostaje reakcji alergicznej. Tylko na co?
Jest na rynku w tej chwili pewien środek (nazwy wymeniać nie będę, zainteresowani na pewno szybciutko zapytają Wujka Googla), który pięknie opakowany ma pomagać osobom, które padły ofiarą nużeńców.
Problem polega tylko na tym, że spora część tych osób to przecież alergicy.
Skąd więc ta Angelika w tytule tekstu?
Czy mówi Wam coś nazwa Angelica Archangelika?
A może… Dzięgiel litwor? (taka wesoła polska nazwa tej samej… rośliny)
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że została ujęta w składzie tego preparatu na nużeńca o którym mowa powyżej – “Angelika Archangelika root extract”.
Nauczka na przyszłość – sumienne czytanie składu wszystkich preparatów, które mają nam w czymkolwiek pomóc, lub nas wyleczyć.
Na opakowaniu nie ma ani słowa o alergikach, nie ma nawet ulotki z opisanymi środkami ostrożności.
Tymczasem
Angelika Archangelika root extract to ekstrakt z korzenia rośliny z gatunku
SELEROWATYCH.
Alergia na seler jest niesamowicie popularna u osób dorosłych. Pech chciał, że ten alergik również na nią cierpiał.
Chorzy reagują na każdy rodzaj tego warzywa. Alergia może spowodować wystąpienie pokrzywki, zmiany skórne najczęściej w okolicy ust, a nawet wstrząs anafilaktyczny. Ani słowa w ulotce. Z resztą zero ulotki.
Na opakowaniu pięknie nazwany składnik, na który w pierwszej chwili nikt nie zwraca uwagi. Lekarz okulista przepisując preparat wziął pod uwagę wyłącznie nużeńca, a nie fakt, że może wystąpić reakcja alergiczna, jak na alergika przystało.
Uwierzcie mi, widok tej reakcji alergicznej nie jest przyjemny nie mówiąc już o tym, co dzieje się z biednym pacjentem.
Apeluję zatem do Was – czytajcie ulotki, czytajcie skład preparatów. Naaaawet jeśli zapisze je Wam lekarz, zwłaszcza jeśli nie przeprowadzi z Wami pełnego wywiadu.
Kto by pomyślał, że Angelika Archangelika – Dzięgiel litwor to po prostu… seler?
Wracając do nużeńca – nie lekceważcie dolegliwości. Zaniedbanie ich może prowadzić do nieodwracalnych zmian w oczach. Nie wystarczy usunąć nużeńca z brzegów powiek, należy wyleczyć również zmiany, które spowodował, a leczenie może trwać miesiącami, a nawet latami.
Dbajcie o wzrok, nie dajcie się nużeńcom!
Selerom również :)
Skoro już wszyscy przeczytali – oto nużeniec :) teraz możecie szybciutko wylączyć ten artykuł :)
utworzone przez Justyna Nater | cze 11, 2015 | Artykuły
Brzmi to chyba logicznie, że eyeliner nakładany na wewnętrzną część powieki zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze wzrokiem. Ale to, że brzmi logicznie nie znaczy, że zapada w pamięci, a szkoda…
Drogie Panie… Panowie? nie nie… może jednak nie wchodźmy w ten temat…
Drogie Panie :)
Otóż naukowcy ostatnimi czasy poświęcają coraz więcej czasu na badania wpływu stosowania kosmetyków do makijażu na stan zdrowia naszych oczu.
Przyznam szczerze, że sama od czytania wszystkich wyników i wniosków tych prac coraz rzadziej się maluję.
Ostatnie z wyników dowodzą, że używanie eyelinerów oraz kredek do oczu po wewnętrznej stronie powieki, na tak zwanej linii wodnej, zwiększa ryzyko wystąpienia infekcji oczu oraz zaburzeń widzenia.
Niby oczywiste, ale kto by o tym pamiętał, kiedy wymalowane oczy są takie piękne?
W jednych z badań obserwowano przemieszczanie się fragmentów eyelinera na pięć minut oraz dwie godziny po jego aplikacji i udowodniono, że nakładany na linię wodną powieki, dużo bardziej zanieczyszcza i zmienia skład łez w oku. A to może prowadzić do odczuwania dyskomfortu oraz chorób, szczególnie u użytkowników soczewek kontaktowych lub osób z chronicznie suchymi i wrażliwymi oczami.
Okazało się, co i bez badań można by było przewidzieć, że w ciągu pięciu minut od nałożenia, do filmu łzowego dostało się aż o jedną trzecią więcej cząsteczek eyelinera w przypadku, gdy był on nałożony na linię wodną powieki, niż w sytuacji malowania kreski od zewnętrznej strony.
Po dwóch godzinach stwierdzono, że cząsteczki zniknęły z filmu łzowego, co sugeruje, że mogły przemieścić się w inne miejsce do wewnątrz oka lub zostały z niego usunięte.
Zastanówmy się zatem – kosmetyki do makijażu składają się z cząsteczek różnych wosków, olejów, silikonów i gum, właśnie po to, aby nie „spłynęły” z oka w ciągu dnia.
Są więc, dla naturalnego procesu oczyszczania oczu przez łzy, bardzo trudne do usunięcia.
Przy czym pamiętajmy o sposobie usuwania łez przez oko!
Czyli?
Część zanieczyszczeń wpływa do kanalików łzowych. Wyobraźmy sobie ilość cząsteczek chemicznych, jakie trafiają tam wraz ze łzami.
Ta konkretna grupa naukowców nie zbadała przemieszczania się do oka bakterii występujących na eyelinerze – ale warto wspomnieć że, jest to istotna kwestia ponieważ wiadomo, że im starszy kosmetyk tym więcej bakterii może zawierać.
Bardzo często zapominamy, że kosmetyki też mają swoją datę przydatności. Należy zwracać szczególną uwagę na terminy umieszczone na opakowaniach, ponieważ po tym czasie kosmetyki mogą wywoływać reakcje uczuleniowe i zapalne.
Również bardzo istotne jest odłożenie kosmetyków na kilka dni, podczas trwania takich procesów zapalnych/ chorobowych, ponieważ już nawet po wyleczeniu oczu można ponownie wprowadzić zakażenie nawet szczoteczką od mascary do rzęs.
Nie ma co się oszukiwać – pomalowane oczy wyglądają naprawdę ładnie – warto się więc zmotywować do przestrzegania zasad prawidłowego użytkowania – np. w przypadku niektórych eyelinerów można przed ponownym użyciem pozbyć się zewnętrznej warstwy po jego poprzednim nakładaniu, co zmniejszy ryzyko wystąpienia infekcji. Ponadto ZAWSZE należy pamiętać, aby zmyć makijaż przed pójściem spać. Nie ma od tego wyjątków.
Nie tłumaczcie się proszę, że późny powrót do domu, że zmęczenie itd… Wasze oczy tak jak Wy zasługują na naturalny – niechemiczny odpoczynek. Nie fundujcie im nocnej tablicy mendelejewa.
A teraz 10/10/10 i mrugamy! :)
źródło informacji o przeprowadzonych badaniach:
http://www.sciencealert.com/eyeliner-in-your-inner-eyelid-increases-risk-of-contamination-and-vision-problems