utworzone przez Justyna Nater | sie 8, 2017 | Artykuły
#oczyjedzą to projekt, który wymyśliłam, ponieważ w Internecie mnóstwo jest zdjęć marchewek, okraszonych komentarzem – jedz dla zdrowia oczu!
Nie każdy lubi marchewki, a wciąż wydaje się nam, że to jedyne takie warzywo, które ma pozytywny wpływ na zdrowie naszego układu wzrokowego. Nieprawda!
A co ciekawe, można wręcz PRZEDAWKOWAĆ MARCHEWKĘ.
To nie tak, że zrzucam teraz marchew z podium – znajdziecie ją również w poniższym tekście i jednym z dań w menu, ale zadaniem #oczyjedzą będzie pokazać Wam, jak wiele kulinarnych możliwości dają składniki zdrowe dla naszych oczu.
Pierwsze gotowanie w projekcie #oczyjedzą już za nami. Ogromne podziękowania dla Liliany Szczeparskiej, która opracowała menu i nie ma co ukrywać – była rewelacyjnym Szefem Kuchni. Co prawda pasją Lilki są torty i cukiernictwo, ale gotowanie wychodzi jej równie dobrze, co pieczenie i dekorowanie. Wszystkich fanów pięknych i estetycznych zdjęć jedzenia, zapraszam na Jej rozwijające się konta na Instagramie – @lilianaszczeparska oraz @torty_muffiny .
Żeby zachęcić Was do wypróbowania zaproponowanych przez nas dań, przedstawiam składniki w nich wykorzystane, zdrowe dla naszych oczu:
Jajka, szpinak, cytryna, borówki, jeżyny, maliny, olej rzepakowy, pomarańcze, jagody, mięta, rozmaryn, siemię lniane, łosoś wędzony, czosnek, bazylia, pomidor, pietruszka i… marchew!
Powyższe składniki zawierają między innymi:
Witaminę A – beta-karoten – antyoksydant, który zwalcza wolne rodniki; niedobór tej witaminy może prowadzić do tak zwanej „kurzej ślepoty”, czyli pogorszenia jakości widzenia po zmroku; długotrwały niedobór może przyczynić się również do wystąpienia problemów z rogówką oraz suchością prowadzącą do Zespołu Suchego Oka.
Witaminę C – potrzebną w organizmie do syntezy kolagenu. Kolagen zapewnia trwałość naczyń krwionośnych oku, a jego niedobór może być przyczyną wylewów podspojówkowych i krwotoczków.
Witaminę E – dzięki niej lepiej wchłaniany jest beta-karoten; chroni wielonienasycone kwasy tłuszczowe przed utlenianiem, dzięki czemu odpowiada za szczelność błon komórkowych.
Cynk – który bierze udział w wytwarzaniu rodopsyny, dzięki której rozróżniamy odcienie szarości i widzimy po zmierzchu. Potęguje działanie enzymów zwalczających wolne rodniki, umożliwia wykorzystanie wątrobowych zapasów witaminy A.
Luteinę – która nie jest wytwarzana w organizmie człowieka, dlatego powinna być dostarczana w jedzeniu lub suplementach diety. W oku gromadzi się głównie w plamce żółtej (odpowiedzialnej za widzenie centralne). Luteina silnie zwalcza wolne rodniki – chroni naczynia włosowate siatkówki, a także fotoreceptory znajdujące się w plamce żółtej przed uszkodzeniem. Drugim kartenoidem obok luteiny jest zeaksancyna, która ma również właściwości chroniące siatkówkę przed działaniem światła niebieskiego.
Dzisiaj mamy dla Was propozycję prawdziwej uczty dla wszystkich zmysłów – nie tylko zmysłu wzroku.
MENU
Przystawka – bruschetta z pastą jajeczną
Koktajl jagodowo-pomarańczowy
Zupa krem z marchewki i pomidorów we włoskim stylu
Quiche (słona tarta) z wędzonym łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami
Tort szpinakowy
Smacznego!

- Przystawka – bruschetta z pastą jajeczną
Możecie powiedzieć, że niezdrowo, bo białe pieczywo, gluten itd. Oczywiście pastę jajeczną można podać na ciemnym pieczywie lub takim, jakie lubicie. Osobiście jestem wielką fanką pasty jajecznej, którą przyrządza mój M. Zrobił ją i tym razem.
Chyba właściwie nie trzeba pisać w jaki sposób.
Potrzebne są – jajka.
Gotujemy jajka na twardo, po czym rozgniatamy widelcem lub miksujemy – z ulubionymi przyprawami. Szczypiorek do smaku i dekoracji. Pyszna przystawka gotowa!

- Koktajl jeżynowo-borówkowo-pomarańczowy
3 szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy
300 g jeżyn i borówek
Woda lub kostki lodu
Kilka listków mięty (opcjonalnie)
Wszystkie składniki miksujemy w blenderze. Jeśli koktajl jest za gęsty – dodajemy wody lub kruszonego lodu.

- Zupa krem z marchewki i pomidorów we włoskim stylu
1 kg marchwi
Puszka pomidorów
3 ząbki czosnku
1 cebula
1 pietruszka
1 kawałek porcji rosołowej
3 kulki ziela angielskiego
2 liście laurowe
1-2 garstki świeżych listków bazylii
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek
W garnku podsmażamy na łyżce masła pokrojone na kawałki ząbki czosnku i cebulę. Gdy się zarumienią, wrzucamy pokrojoną na kawałki marchew, pietruszkę, porcję rosołową i zalewamy wodą tak, aby przykryć wszystkie składniki. Gotujemy, aż marchew będzie miękka. Następnie dodajemy puszkę pomidorów. Gotujemy jeszcze kilka minut. Po odstawieniu z palnika wyciągamy z zupy ziele angielskie, liście laurowe i porcję rosołową. Następnie wszystko dokładnie miksujemy blenderem z łyżką oliwy z oliwek i doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na końcu wrzucamy garść lub dwie świeżych listków bazylii lub innych ulubionych ziół i blendujemy delikatnie tak, aby było widać cząstki bazylii. Można podawać z grzankami i startym parmezanem.

- Quiche (słona tarta) z wędzonym łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami
Kruchy spód:
¾ kostki masła
1 jajko
Pół łyżeczki soli
Kilka listków rozmarynu
Dwie łyżki siemienia lnianego
Pół łyżeczki proszku do pieczenia
Półtorej szklanki mąki
Farsz:
1 czerwona cebula
3 cebule szalotki
5 pomidorków suszonych
2 garści szpinaku liściastego
Minimum 100 g łososia wędzonego
4 ząbki czosnku
200 ml śmietanki 30 lub 36%
¾ szklanki mleka
3jajka
Sól
Pieprz
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
Świeża bazylia (wedle uznania – my dodaliśmy całą garstkę)
Szpinak myjemy, przelewamy wrzątkiem i odcedzamy. Łososia rwiemy na mniejsze kawałki (jeśli kupiliśmy tackę z plastrami) lub kroimy nożem na plastry (jeśli mamy łososia w kawałku). Do rondelka wlewamy śmietankę i mleko. Wrzucamy pokrojoną w szerokie piórka cebulę i czosnek pokrojony w płatki. Gotujemy. Zdejmujemy z ognia, wbijamy jajka, dodajemy pokrojone w paski pomidorki i resztę składników. Mieszamy z dwiema łyżkami mąki pszennej. Jeśli masa zacznie lekko gęstnieć, to znaczy że ilość dodanej mąki jest dobra. Jeśli nic się nie dzieje, dodajemy jeszcze pół łyżki. Jeśli masa jest za gęsta – dodajemy mleko.
Masło miksujemy mikserem z jajkiem, solą i rozmarynem. Po uzyskaniu gładkiej masy, łączymy z resztą składników i ugniatamy rękami kulkę. Jeśli ciasto będzie zbyt rzadkie, dodajemy więcej mąki. Jeśli zbyt gęste – odrobinę wody. Kulkę wstawiamy do lodówki lub zamrażarki do schłodzenia.
Po schłodzeniu rozwałkowujemy i wykładamy dno i boki tortownicy. Wykonujemy w cieście małe dziurki widelcem. Pieczemy w piekarniku przez 15 minut z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni.
Po podpieczeniu wlewamy farsz, układamy na wierzchu kilka listków bazylii. Pieczemy ponownie ok. 30 minut w 180 stopniach.

- Tort szpinakowy
Torcik, który idealnie pasuje do koncepcji „oczy jedzą” – ze względu na zawartość szpinaku, owoców sezonowych i cytrusów, oraz przez swój efektowny wygląd. Każdy, nawet największy przeciwnik szpinaku skapituluje i przyzna, że szpinak jest faktycznie pyszny. Poniżej przepis na trochę podkręconą wersję – ze słodko-kwaśnym kremem lemon curd. Jest on dosyć czasochłonny w wykonaniu przez konieczność odparowania soku z cytryny, więc jeśli się spieszycie to wybierzcie wersję z samym kremem mascarpone. W zupełności wystarczy aby uzyskać efekt wow!
Składniki :
Biszkopt:
4 jaja
¾ szklanki oleju
2,5 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody
300g świeżego szpinaku liściastego
Pół opakowania cukru z laską wanilii
Krem:
500 g serka mascarpone
Ok. 5 łyżek jogurtu naturalnego
Pół opakowania cukru z laską wanilii
Kilka kropli soku z cytyny
Lemon curd (opcjonalnie):
Sok wyciśnięty z ok. 3-4 cytryn
Pół szklanki cukru
4 łyżki masła
1 żółtko
+ owoce sezonowe do dekoracji (borówki, jeżyny, maliny itp.)
Przygotowanie:
Oddzielić białka od żółtek. Z białek i cukru ubić sztywną pianę, następnie dodawać po jednym żółtku i dalej miksować aż do połączenia. W blenderze zmielić liście szpinaku i olej. Całość wlać do ubitych jajek i wymieszać. W oddzielnym naczyniu wymieszać suche składniki. Następnie wymieszać wszystko i przelać do tortownicy wysmarowanej olejem oraz wyłożonej papierem do pieczenia (wystarczy wyłożyć samo dno).
Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Piec 60-65 minut lub do suchego patyczka. Należy pamiętać, że dzięi szpinakowi ciasto mimo upieczenia będzie dosyć ciężkie i wilgotne, dlatego nie należy się przejmować, że wyszedł nam zakalec! Bo taka natura tego ciasta, że jest dość „mokre”. Biszkopty kroić dopiero po całkowitym ostudzeniu. W tym czasie można się zająć przygotowaniem kremu.
Nasze biszkopty zostały upieczone w dwóch blaszkach o średnicy ok. 16cm. Każdy z biszkoptów został przecięty na dwa blaty. Możesz upiec jeden biszkopt w większej, np.24 cm blaszce i przeciąć wedle uznania – na dwa lub trzy blaty.
Krem:
Zmiksować krótko mascarpone, jogurt, cukier z wanilią i sok z cytryny do połączenia na gładką masę. Jeśli uważasz, że masa jest za gęsta, dodaj jeszcze trochę jogurtu.
Lemon curd:
Zagotuj w rondelku sok z cytryny i cukier. Po zagotowaniu zmniejsz ogień i na minimalnej mocy odparuj ok.1/3 cały czas mieszając. Następnie dodaj masło. Zanurz łyżkę w masie, ostudź i próbuj – jeśli jest zbyt kwaśne- możesz dodać cukru. Sprawdź konsystencję – jeśli na łyżce krem zastyga w konsystencję lekko płynnego karmelu – jest ok. Jeśli nie – odparuj więcej płynu lub dolej trochę soku z cytryny jeśli jest zbyt gęste. Na koniec zdejmij z palnika i po minucie studzenia wbij żółtko i dokładnie wymieszaj. Schłodź w lodówce.
Jak składać:
Na blat rozsmarować krem, pukładać trochę owoców i polać lemon curdem. Zostawić trochę masy na górę tortu, żeby poukładać na wierzchu owoce do dekoracji.
Najlepiej smakuje po długim schłodzeniu w lodówce.
Sami zobaczcie!
I jak? Czujecie się przekonani, że „nie samą marchewką oczy żyją”? :)
#oczyjedzą ! #obalamymitmarchewki !
Smacznego !
utworzone przez Justyna Nater | lip 30, 2017 | Artykuły
Przykazanie 1. – Badaj wzrok!
Możemy zacząć od siebie. Ilekroć pytam pacjentów „kiedy ostatni raz była pani / był pan na badaniu okulistycznym z badaniem dna oka?” większość odpowiedzi brzmi „nigdy” lub „dawno”. Jeden na kilkunastu pacjentów mówi „w zeszłym roku”.
TRZEBA sobie zdawać sprawę, że są takie choroby, które w początkowych stadiach nie dają objawów. Nie czujemy bólu, nic nam nie przeszkadza. A kiedy już zaczną dawać o sobie znać na tyle, że zwrócimy na nie uwagę – są na trudnym do wyleczenia (lub niewyleczalnym) etapie.
Zaplanowałeś swoją wizytę u okulisty? Data badania wpisana do kalendarza? Świetnie! To może rodzice? Siostra? Dziadek? Inny członek rodziny?
A może wszyscy? Może każdemu po kolei przypomnijmy i zmobilizujmy, zmotywujmy do wykonania takich badań?
Przykazanie 2. – Noś okulary przeciwsłoneczne!
Temat tak oczywisty, a wciąż tak mocno ignorowany przez sporą grupę osób.
TRZEBA nosić okulary przeciwsłoneczne. Te PRAWDZIWE, nie te z bazarku.
Te z bazarku nie mają filtrów przeciw szkodliwemu promieniowaniu, a przez to, że ich „szkła” mają przyciemniony kolor, powodują rozszerzenie źrenicy. Faktycznie samego światła dociera do oczu mniej, ale przez szeroką źrenicę do oka może dotrzeć znacznie większa ilość promieni UV.
O okularach nie wolno zapominać zimą, kiedy słońce jest ostre, kiedy znajduje się niżej i kąt padania promieni świetlnych jest inny w stosunku do tego letniego. Poza tym na pewno nie raz widzieliście opalonych turystów wracających z zimowych urlopów spędzonych na nartach. Co innego ich opala, jak nie właśnie słońce?
I znowu – kupiliśmy okulary przeciwsłoneczne? Zaprowadźmy do optyka mamę – zróbmy jej prezent na Dzień Kobiet, Dzień Matki lub urodziny. Warto pokazać jej, że pamiętamy nie tylko o jej dobrym samopoczuciu, spowodowanym skonsumowaniem urodzinowej bombonierki, ale również o jej zdrowiu, zdrowiu jej oczu.

Przykazanie 3. – Daj oczom odpocząć!
Mam ogromną nadzieję, że pamiętacie o zasadzie 10/10/10… Jeśli nie to przypominam: co 10 minut, na 10 sekund odrywamy wzrok od telefonu, tabletu, czy komputera i patrzymy za okno. Co 10 minut… Powiecie, że to bardzo często… Ale 10 sekund to z drugiej strony nie jest bardzo długo. Jeśli nie jesteście w stanie zrobić takiej „skromnej” 10-sekundowej przerwy co 10 minut (na pewno jesteście, ale niech będzie, że nie) to róbcie przerwy chociaż co pół godziny, ale wtedy na przykład na minutę. Oczy potrzebują odpoczynku. Jak każda część ciała. Nie znęcajmy się nad nimi, choć i tak postęp cywilizacyjny nas do tego zmusza. Nie zapominajcie również o MRUGANIU. Oczy rzadziej mrugają, kiedy skupiamy wzrok na wykonywanej pracy.

Przykazanie 4. – Rzuć palenie!
Jeśli palisz, rzuć, natychmiast. Może nie będzie to łatwe do wykonania, ale całe Twoje ciało, A TAKŻE Twoje oczy, będą Ci dozgonnie wdzięczne. Palenie papierosów, poza szkodliwym wpływem na płuca i układ oddechowy, wpływa negatywnie na procesy starzenia się organizmu człowieka – w tym także oczu. Zwiększa ryzyko wystąpienia zaćmy oraz innych chorób, takich jak na przykład zwyrodnienie plamki żółtej.

Przykazanie 5. – Żyj aktywnie!
Przykazanie oczywiste, a najtrudniejsze do realizacji. Bo nie ma czasu, bo tyle pracy, bo zmęczenie, bo trzeba mieć czas na odpoczynek, bo sto tysięcy innych powodów.
Aktywność fizyczna to dla Twojego ciała dużo lepszy odpoczynek niż bierne leżenie na kanapie, wcinanie chipsów i oglądanie kolejnego odcinka ulubionego serialu.
Bądź aktywny! Regularne ćwiczenia mogą spowolnić proces starzenia się komórek całego ciała oraz oddalić w czasie lub całkowicie wyeliminować ryzyko wystąpienia wielu chorób mogących spowodować nawet całkowitą utratę wzroku.

Przykazanie 6. – Pamiętaj o okularach ochronnych!
Ogólnie rzecz biorąc, noszenie okularów ochronnych jest niesamowicie bagatelizowane przez większość osób. Jest to ogromny problem, ponieważ większość z nas nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ignorowania zasad bezpieczeństwa w pracy i poza nią. Zagrożeniem dla naszych oczu mogą być także fajerwerki.
Uważaj na swoje oczy. Noś okulary ochronne wtedy, kiedy to konieczne. Pamiętaj, że masz jedną parę oczu. Kolejnej szansy na ich szanowanie możesz już nie dostać.

Przykazanie 7. – Odżywiaj się zdrowo!
Dużo warzyw, dużo owoców, dużo produktów o wysokiej zawartości omega 3. Dzięki prawidłowej diecie, możesz uniknąć problemów z suchością oczu, a także wystąpienia zaćmy, AMD, retinopatii cukrzycowej oraz innych chorób. A może dołączysz do projektu #oczyjedzą?

Przykazanie 8. – Pij wodę!
Pij dużo wody! Szklanka wody z cytryną po przebudzeniu oraz 1,5-2 litry wody dziennie to klucz do sukcesu. Myślę, że tego podpunktu nie trzeba rozwijać. Woda jest dobra na wszystko.

utworzone przez Justyna Nater | lip 28, 2017 | Lifestyle
Właśnie mija tydzień od rozpoczęcia Festiwalu See Bloggers, który odbywa się w Gdyni już od 5 lat…
Jak to jest, kiedy optometrysta trafia na imprezę dla blogerów?

Rok temu nie potrafiłam się na niej tak do końca odnaleźć. W tym roku było zupełnie inaczej.
W branży optycznej i w okulistyce szalenie dużo mamy konferencji, sympozjów i szkoleń. Od 6 lat staram się uczestniczyć możliwie we wszystkich tych ogólnopolskich wydarzeniach. Tak naprawdę jednak, uczestnicząc w nich, człowiek nie jest w stanie ani na moment się zrelaksować, ze względu oczywiście na ich specjalistyczną tematykę.
Kiedy rok temu trafiłam na SeeBloggers, atmosfera festiwalu była dla mnie tak „egzotyczna”, że kompletnie nie wiedziałam jak sobie z nią poradzić.
W tym roku było ZUPEŁNIE inaczej.
W tym roku nie mogłam się doczekać, w tym roku było mi przykro, że to już koniec.
Organizatorami SeeBloggers są Ania i Jakub Zając, prowadzący bloga Fashionable.com
Dwoje ludzi, których pozytywną energię uwielbiam i podziwiam za to, że udźwignęli organizację tak dużej imprezy.
Do Gdyni specjalnie z tej okazji przyjechało ponad 1000 osób! Wyobrażacie to sobie?

Ten festiwal ma fantastyczną zaletę – można go spędzić na kilka różnych sposobów.
Odbywa się w Pomorskim Parku Naukowo Technologicznym, a więc organizatorzy mają pełne pole do popisu, jeśli chodzi o wykorzystanie dostępnej w nim przestrzeni… Dzięki temu, w tym roku można było na przykład poleżeć ze znajomymi na leżakach w słońcu, posiedzieć w wygodnych ogrodowych fotelach przegryzając owoce, gotować z najlepszymi w strefie cooking, spędzać czas na stoiskach sponsorów i wystawców, brać udział w wielu naprawdę wartościowych i ciekawych warsztatach oraz oczywiście wysłuchiwać prelekcji na salach bocznych i sali głównej.
Niejeden organizator konferencji powinien uczyć się od organizatorów SeeBlogers –
Kochani! Chylę czoła, wspaniała robota!
Ale co ten optometrysta tam wśród tych blogerów?

Jest mnóstwo osób, które wykorzystując okazję, śmieją się pod nosem „bo ty teraz jesteś blogerką…”.
Zaskoczę Was, wśród blogerów całe mnóstwo jest wykształconych specjalistów, którzy prowadzą blogi z miłości do swojego zawodu. Farmaceuci, dietetycy, informatycy, doktoranci uniwersyteccy, specjaliści od marketingu, literaturoznawcy itd. Poważnie.
Wartościowych blogów jest w Polsce naprawdę TAK WIELE, że aż miło!
Podczas tegorocznego SeeBloggers wzięłam udział w trzech warsztatach, w tym dwóch organizowanych przez marki wspierające wydarzenie.
Po pierwsze, sobotni poranek spędziłam w małej grupie osób, wpatrzona w autora kultowej powieści „Samotność w sieci”. Poznałam Janusza Leona Wiśniewskiego. Warsztat organizowany był przez sieć Accor Hotels i miał dotyczyć wskazówek „Jak pisać wartościowe teksty”.
Jak jednak przystało na pisarza, zabrakło mu kolejnych 90 minut na opowiedzenie wszystkiego, o czym chciałby powiedzieć. Wątki poboczne wygrały. Nie wiem jak inny uczestnicy warsztatów, ale zupełnie nie miałam z tym problemu. Wręcz przeciwnie, uwielbiam słuchać ludzi, którzy mają dar do opowiadania. Mój ulubiony fragment tych opowieści dotyczył wykształcenia Pana Wiśniewskiego. Okazuje się bowiem, że on również jest fizykiem, głowa pełna nauk ścisłych. Fantastycznie!
I powiedział coś pięknego:
– Nam, umysłom ścisłym, pisze się znacznie łatwiej niż takim polonistom. Bo ten polonista to się zastanawia nad poprawnością językową i słownictwem, a my nie wiemy, jak to powinno być poprawnie i po prostu piszemy.
Jakże moje serce się radowało po tych słowach!
Janusz Leon Wiśniewski też jest fizykiem!
Po zakończonych, a właściwie przerwanych brutalnie warsztatach (bo prowadzący to chciał tylko krótką przerwę zrobić po 90 minutach) udało mi się z Panem J.L.Wiśniewskim zamienić dwa słowa o tej fizyce i o pisaniu. Accor Hotels przekazało nam też torby, w których była między innymi (to najważniejsze) książka Grand, w której w tej chwili oczywiście widnieje autograf jej autora.
Nie wiem co mówią inni uczestnicy tego warsztatu, ale ja jestem absolutnie zakochana platonicznie w Panu Januszu i mogłabym tam siedzieć i wysłuchiwać jego opowieści przez cały dzień.


Drugi warsztat organizowany przez markę Pharmaceris „O dzieleniu włosa na czworo” kompletnie mnie nie ujął. Wręcz, szczerze mówiąc, odrobinę znużył. Konkurs przeprowadzony w trakcie warsztatu był chaotyczny i pani prowadząca nie mogła sobie z nim poradzić. Niespodzianką jednak było to, że w warsztacie wzięło udział około 100 osób i wszystkie te osoby wrzuciły do misy zgłoszenia na indywidualne badanie trychologiczne skóry głowy, które odbywało się na stoisku Pharmaceris. Na tych około 100 osób było 16 miejsc i co? I wylosowano między innymi mnie.
Ucieszyłam się, bo te moje włosy nigdy nie były zachwycające, a specjalnie na badanie skóry głowy pewnie nigdy bym się nie umówiła. Wbrew temu co myślałam, okazało się, że z moją głową wszystko dobrze – szkoda, że to urządzenie nie mierzy ilości szarych komórek, bo chętnie bym się dowiedziała, czy to tylko skóra w dobrym stanie, czy tam głębiej też jeszcze nie jest tak najgorzej.
Mam tylko takie małe zboczenie zawodowe na punkcie dezynfekcji wszystkiego, co dotyka potencjalnych „pacjentów”, więc owszem, płyn do dezynfekcji na stoisku był, ale psikanie nim po głowie wszystkich delikwentów jakoś nie bardzo mnie przekonywało. Starałabym się raczej czyścić nim również tę głowicę, która miała wbudowaną kamerę, ale może nie będę się tak bardzo czepiać.
Trzecim warsztatem był warsztat z fotografii mobilnej z Natalią Sławek z bloga Jest Rudo.
Minimalny zawód, że nie były to zajęcia praktyczne, na których moglibyśmy faktycznie porobić zdjęcia produktowe pod bacznym okiem Natalii… Ale wykład był bardzo przyjemny.
W każdym razie trudno jest przedstawić taką obszerną tematykę w zaledwie 30 minut, a Natalia świetnie sobie poradziła. W ogóle Natalia jest dla mnie uosobieniem takiej słodyczy, skromności, wielkiego serca… To jest taki typ człowieka, o którym ze spokojnym sumieniem powiedziałabym „muchy by nie skrzywdziła”. Poza tym, że jest śliczna, jest niezwykle pogodna i prowadzi przepięknego bloga, którego warto obserwować, jeśli staramy się robić zdjęcia, ale nie do końca nam to wychodzi.
Jest Rudo to naprawdę baza wartościowej fotograficznej wiedzy (i nie tylko).
W ciągu dnia przeprowadziłam też bardzo sympatyczną rozmowę z przedstawicielką marki Oillan. A ponieważ kosmetyki tej marki są jednymi z moich naprawdę ulubionych kosmetyków i wyglądało na to, że znalazłyśmy nić porozumienia, być może kiedyś będę mogła Wam powiedzieć więcej na temat tej rozmowy. Jak sytuacja się potoczy, zobaczymy.
Nadeszła pora na… uczestników festiwalu.
Najlepsze, co mi się mogło przytrafić w blogowaniu to poznanie tych wszystkich fantastycznych ludzi, a zwłaszcza…
Anki Szatan. Tak, Ona naprawdę ma tak na nazwisko i wiecie co. Charakter chyba się jej dopasował. Nie miał po prostu wyjścia. Dziewczyna wulkan, a jednocześnie bardzo wrażliwe stworzenie. Kiedy wpadła zdyszana na warsztaty Wiśniewskiego, myślałam, że wyzionie ducha. Ale kiedy człowiek ze zmywarką wydzwaniał do niej przez połowę wykładu pomyślałam z kolei, że jej życie jest takie jak ona. Szalone. Kiedy zaczyna z Wami rozmawiać i wymieniać wszystkie nazwiska, autorów i tytuły można wpaść pod ziemię ze wstydu, a jednocześnie chylić czoła, że ma taką wiedzę. KIEDY ONA TO WSZYSTKO PRZECZYTAŁA I OBEJRZAŁA? Czy moja doba jest krótsza od Jej doby o 65 godzin?
Piekielna Strona Popkultury – to blog Anki. Jeśli kochacie czytać książki, oglądać seriale i chodzić do kina – strona obowiązkowa. Na przykład Ania była już 5 razy na Baby Driver i co? Przebijecie to? Bo ja to mogę tylko przybić gwoździa, głową w ścianę.
Szatanku mój kochany – dziękuję, że jesteś i cieszę się, że Cię poznałam (dla niepoinformowanych – nie teraz, już rok temu).
Nie wiem, czy kiedyś Wam o tym mówiłam, ale od dłuższego czasu wszyscy nowi znajomi, chwilę po poznaniu się ze mną, mówią „Ale ty jesteś podobna do Kasi Pakosińskiej!”. Tak bardzo często mi to wmawiają, że powoli zaczynam w to wierzyć, chociaż Kasia jest taką piękną kobietą, że aż mi głupio próbować porównywać się właśnie do niej. Ale ponieważ ją uwielbiam to każde takie porównanie sprawia mi ogromną przyjemność.
Więc uśmiechnęłam się bardzo szeroko, kiedy Kasia Ogórek powiedziała dokładnie to samo.
Kasia Ogórek to jest taka osoba, która potrafi zrobić wszystko z absolutnie niczego. Zamienia beton w kwiatki i drewno w bawełnę. Prowadzi bloga Twoje DIY i niewykluczone, że kojarzycie ją z programów telewizyjnych. Kasia być może nawet nie pamięta, ale w zeszłym roku, kiedy taka zagubiona trafiłam na imprezę wieczorną i udało mi się zamienić z Nią kilka słów, pięknie mnie zmotywowała do pracy i powiedziała, że absolutnie w blogowaniu nie można się nigdy poddawać. A wierzę Jej w tej kwestii bezgranicznie, bo ma znacznie większe doświadczenie od niejednego blogera.
Selfie „Kasi Pakosińskiej”, Szatana i Kasi Ogórek :)

Najbardziej to cieszę się, że udało mi się w tym całym zamieszaniu porozmawiać chociaż chwilę z Jackiem. Jacek Em. – Dizajnuch. Tego człowieka po prostu nie da się nie lubić, a blogerzy lgną do niego jak owocówki do owocków. Ma fantastyczne poczucie humoru, a kim jest z zawodu? Myślę, że możecie się domyślić z nazwy bloga. Zobaczycie, że o jego blogu będzie jeszcze kiedyś naprawdę bardzo głośno.
Jeśli jeszcze nie wiecie, kto ma najszczerszy i najbardziej radosny uśmiech w blogosferze to ja Wam powiem – Karolina Urbaniak. Realizuj.eu to miejsce pełne pozytywnych wibracji, optymizmu i motywacji. Karolinę poznałam podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu i to dzięki Niej nie zginęłam podczas wieczornej imprezy. No i studiuje w moim ukochanym Wrocławiu. Tak bardzo Jej tego zazdroszczę!
Niesamowicie miło mi było, kiedy się okazało, że po uczestnictwie w warsztatach kulinarnych w zeszłym roku pamięta mnie fantastyczny kucharz – Joseph Seeletso. Porozmawialiśmy sobie dłuższą chwilę „o życiu” i gotowaniu :) – bardzo spodobał mu się pomysł na projekt #oczyjedzą. Kto wie? Może kiedyś uda mi się go namówić na wspólne gotowanie!
Udało mi się również, w kolejce po lody, zamienić słówko z Natalią Knopek z Simplife.pl – musicie zobaczyć Jej zdjęcia na Instagramie!
Niesamowicie się cieszę, że miałam okazję poznać Natalię na żywo i bardzo serdecznie polecam Wam tego bloga – jeśli to w ogóle możliwe, że jeszcze go nie znacie.
Nie wymieniłam tu jeszcze wielu osób, takich jak Magda Far – Produktywna.pl, Julita Olszowska – Blondeworld.pl, czy Justyna Marek – Pinkglasses.pl (jak ktoś ma w nazwie okulary to wiadomo, że już z założenia będzie moim ulubieńcem), bo nie jestem w stanie napisać o wszystkich, ale każda z tych osób jest wyjątkowa, każda tworzy coś ciekawego i każda ma pomysł na siebie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku jakimś cudem znajdziemy więcej czasu na dłuższe rozmowy.
Organizatorzy SeeBloggers przygotowali dla uczestników aplikację, w której była agenda i wiele naprawdę przydatnych funkcji. Na początku był też tak zwany „wall” i to dzięki niemu poznałam większą ilość osób.
Biorąc pod uwagę ilość prelekcji, wykładów i aktywności oraz ponad 1000 uczestników po prostu nie sposób było spotkać się z każdym, z którym planowałam. I tak na przykład bardzo żałuję, że nie udało mi się na żywo porozmawiać z :
Olą Rybacką – Hack Your Life – ale Ola dołączy do nas w projekcie #oczyjedzą, więc na pewno będzie jeszcze nie jedna okazja do spotkania, a poza tym na pewno opowiemy Wam wspólnie historię jej oczu, bądźcie czujni!
Justyną Jakubik – Zdrowonajedzeni – mieszka w Warszawie, a ja cierpię na chroniczny brak czasu, ale mam ogromną nadzieję, że po pierwsze uda nam się wyskoczyć na zdrowy koktajl, a po drugie Justynka również dołącza do akcji #oczyjedzą z czego niesamowicie się cieszę!
Kasią Włusek – Mamy sprawy – poznałam Ją w zeszłym roku i niezmiennie podziwiam. Prowadzi bloga parentingowego, więc oprócz tego, że jak każda mama jest urobiona po łokcie to znajduje jeszcze czas na pisanie i wymyślanie nowych tematów i w dodatku jest wiecznie uśmiechnięta. Koniecznie zerknijcie na jej bloga!
Anią Makowską – Doktor Ania – z Anią spotkamy się na pewno wkrótce w Warszawie, a w ogóle to Ania jest z kolei organizatorką konferencji Food&Health Conference, która odbywa się w Trójmieście, a w tym roku w październiku odbędzie się również w Warszawie i już w tym momencie zachęcam Was serdecznie do wzięcia w niej udziału.
OPTOMETRYŚCI, jesteście tutaj? Dobrnęliście do tego momentu? Po pierwsze szacun, bo jak ja się rozpiszę to koniec świata, a po drugie naprawdę – powinniście przyjechać na Food&Health Conference. I do Warszawy, i w przyszłym roku do Trójmiasta.
Podsumowując moje, jak zwykle długie, wywody.
Optometrysta wśród blogerów – czuje się coraz lepiej.
SeeBloggers to naprawdę świetna impreza i mam nadzieję, że za rok też wezmę w niej udział.
Mojego bloga czyta nadal znacznie więcej osób z branży niż z zewnątrz, co bardzo chciałabym zmienić, bo wszystko to, o czym piszę, osoby z branży przecież wiedzą, a to właśnie do pozostałych osób ta wiedza ma trafić. Stąd między innymi pomysł na projekt #oczyjedzą.
Będzie mi bardzo miło, jeśli inni blogerzy się do niego przyłączą.
Dziękuję wszystkim za wspaniały weekend i za solidną dawkę motywacji i pozytywnej energii!
SeeBloggers! Do zobaczenia za rok!



utworzone przez Justyna Nater | lip 26, 2017 | Lifestyle

Idzie nowe!
Będziemy jeść!
Parę miesięcy temu, dokładnie we wpisie wigilijnym, wspominałam, że pojawił się pewien pomysł.
I właśnie nadszedł ten moment!
Działamy!
[Spokojnie, www.dbajowzrok.pl nie zmienia się w blog kulinarny.]
#oczyjedzą to projekt, który ma na celu pokazać, że nie tylko marchewka jest dla naszych oczu zdrowa.
Jeśli lubicie gotować i macie ochotę wziąć w tym projekcie udział, napiszcie do mnie za pomocą formularza lub mailowo na justyna.nater@dbajowzrok.pl
Najbliższe gotowanie już w tę sobotę!
A efekty – wkrótce na blogu.
Przez żołądek do… oczu!
SMACZNEGO!
utworzone przez Justyna Nater | cze 10, 2017 | Artykuły, Lifestyle
Od kilku wpisów na blogu same przyjemności i rozrywka. Może to tak wyglądać… Najpierw Festiwal Kolorów, potem Fidget Spinner, a dzisiaj będzie o… lalkach.
Nie martwcie się, profil strony się nie zmienia. To tylko kilka moich refleksji…
Umieszczam je w zakładce Lifestyle, więc w przyszłości nie znajdziecie ich w zakładce Dbaj o wzrok.
(Gdybyście jeszcze kiedykolwiek szukali.)
Już tłumaczę, skąd taka, a nie inna tematyka tego wpisu.
Firma Mattel, którą zapewne znacie z brandu Barbie, rozpoczęła jakiś czas temu piękną i moim zdaniem również wzruszającą kampanię reklamową, która nie opiera się jedynie na promocji firmy, ale także na czymś znacznie bardziej wartościowym. Kampania ma na celu poruszyć wyobraźnię dziewczynek, dotyczącą ich zawodowej przyszłości.
Do tej pory lalka Barbie kojarzyła się z idealną, pięknie ubraną kobietą w perfekcyjnym makijażu.
Teraz mamy serię Barbie You can be anything – Możesz być kim chcesz.

[Źródła zdjęć: Instagram Barbie]
Dziewczynki bawiące się lalkami, mogą wcielać się w różne życiowe, zawodowe role.
Jedną z lalek w tej serii jest Barbie Eye Doctor.
W zestawie znajdziemy tablicę do badania wzroku, stojak z okularami, a co najważniejsze foropter! Interpretacja dowolna – Barbie okulista, optometrysta – w sumie w tym momencie wszystko jedno – najważniejsze, że dziecko już od małego może pobawić się w lekarza, czy specjalistę wykonującego zawód medyczny.

Może Was to nie ekscytować tak jak mnie. Mnie ta lalka bardzo chwyta za serce.
Uważam, że może ona pomóc w prowadzeniu rozmowy z dzieckiem na temat badań wzroku, może to dziecko przekonać, że wizyty u okulisty, czy optometrysty wcale nie trzeba się bać.
W gabinecie można dziecku pokazać foropter i powiedzieć –
„Pamiętasz? Twoja Barbie też ma takie kosmiczne okulary!”
Oprócz tego lalka trzyma w ręku oftalmoskop / skiaskop. Często dzieci boją się tego, co trzeba zbliżyć im do twarzy i oczu – można już w domu pokazać, jak takie badanie wygląda, a potem zmienić prawdziwe badanie w fascynującą zabawę.
Nie wspominając już o tym, że jeśli sami wykonujecie zawód optometrysty lub okulisty, możecie dziecku pokazać
„Zobacz, tak właśnie pracuje twoja mama! Pomaga pacjentom widzieć wyraźnie świat!”
A może zupełnie nie jesteście związani z zawodami medycznymi, a to Wasza córka zostanie w przyszłości lekarzem?
I teraz dalsza część kampanii…
Piękne jest to, że Mattel odeszło od stereotypu na temat tego, które z rodziców głównie bawi się z dziewczynkami lalkami Barbie.
„Dads who play Barbie”
W ramach tej kampanii nagrano kilka krótkich i jeden dłuższy spot. Filmy pokazują autentycznych, typowych mężczyzn i ich córki.
Jeśli chcecie go zobaczyć, kliknijcie TUTAJ

[Źródło zdjęć: Instagram Barbie]
Celem tej kampanii według wiceprezesa globalnej komunikacji marketingowej marki Barbie – Kristina Duncan’a ma być nowe pozycjonowanie marki. W 2015 roku została wprowadzona kampania, o której pisałam przed chwilą „You can be anything”. Nagrania córek bawiących się lalkami z ojcami to jej kontynuacja.
Oczywiście firma przeprowadziła odpowiednie badania, a analiza wyników tych badań pokazała, że dziewczynki, które już od małego mają dobre relacje z rodzicami, a zwłaszcza z ojcami, są bardziej samodzielne w dorosłym życiu i bardziej pewne siebie już w dzieciństwie. Kampania powstała, aby uświadomić, że zaangażowanie w zabawę z dziećmi przyczynia się do ich emocjonalnego oraz intelektualnego i społecznego rozwoju.
Najpiękniejsze jest hasło, które pojawia się na zakończenie nagranych spotów:
„Czas spędzony w świecie jej wyobraźni to inwestycja w jej realny świat.” [polska wersja filmu]
W zeszłym roku firma wypuściła spot „Imagine The Possibilities”- „Wyobraź sobie możliwości”. I to właśnie ten spot pokazywał, że kreatywna zabawa, w której dzieci przyjmują różne role społeczne, jest ważnym elementem kształtującym przyszłą tożsamość dzieci.

WARTO
Nie piszę tego, żeby Wam zareklamować lalki. Chciałabym podkreślić, że warto poświęcać dzieciom więcej czasu. Warto bawić się z nimi, interesować się nimi, warto poruszać ich wyobraźnię. Zamiast wkładać im w rękę tablet, czy smartfon, zaangażować w swoje codzienne zajęcia. Być może te zajęcia zajmą nam wtedy dwa razy więcej czasu, ale każda minuta spędzona z dzieckiem jest ważna.
A odnosząc się jeszcze do zestawu Barbie, który Wam pokazałam – warto od małego tłumaczyć dzieciom, jak ważny jest wzrok. Powtarzam w wielu tekstach – dzieci nie wiedzą, że widzą źle, bo nie mają pojęcia, jak to jest widzieć prawidłowo. Regularne badania ich wzroku leżą w obowiązku rodziców. Dziecko nauczone systematyczności, dziecko, które wie, jak ważne są badania wzroku, na pewno w przyszłości samo będzie prawidłowo dbało o swoje oczy.
Pomyślcie o tym.
KONKURS
Mam dla Was zestaw Barbie Eye Doctor. Jeśli chcecie go wygrać, w komentarzu do tego wpisu opiszcie swoją ulubioną zabawkę z dzieciństwa. Wygrywa najciekawszy komentarz. Konkurs trwa do środy, 14 czerwca – do końca dnia.
Wyniki w piątek 16 czerwca na fanpage’u Dbaj o wzrok. Powodzenia!
