utworzone przez Justyna Nater | kwi 19, 2016 | Artykuły
Często już w trakcie oczekiwania na przyjście na świat nowego członka rodziny, rodzice zaopatrują się w zabawki i niezbędne do wychowywania maluszka przedmioty.
W ciągu kilku kolejnych lat w domu pojawiają się wciąż nowe i nowe przedmioty.
Dobrze jest jednak pamiętać, że o ile sami, dorośli, jesteśmy w stanie przewidzieć różne sytuacje, które mogą się wydarzyć podczas uprawiania sportu, czy codziennych czynności, dziecko nie posiada tak wypracowanego instynktu samozachowawczego.
W związku z tym warto, pomimo ogromnej radości z kupowanych swoim pociechom przedmiotów, pamiętać, że to głównie od nas, w czasie rozwoju dziecka, zależy jego bezpieczeństwo.
Nie tylko poza domem, nie tylko w szkole, nie tylko na spacerze, ale również w domu. Podczas zabawy.

Kilka podstawowych informacji dotyczących zabawek:
– sprzedawane legalnie w Unii Europejskiej zabawki muszą posiadać znak CE – oznacza on, że zabawka spełnia normy i wymogi dotyczące bezpieczeństwa użytkowania;
- na opakowaniu zabawki powinna znajdować się nazwa i adres jej producenta;
- zabawka powinna posiadać instrukcję obsługi oraz informacje o jej przeznaczeniu;
- NAJWAŻNIEJSZE są jednak, poza znakiem CE, ostrzeżenia – informujące o tym, jaki jest wymagany wiek dziecka, mającego bawić się danym przedmiotem oraz o wszelkich niebezpieczeństwach dotyczących na przykład małych części zabawki.

Pamiętajmy, że o ile instynkt samozachowawczy dzieci mają jeszcze niewypracowany, to mogą mieć zdecydowanie bardziej od nas bujną wyobraźnię. Możemy się nawet nie spodziewać tego, co dziecko zamierza zrobić z zabawką i w jaki sposób próbować się nią bawić. Trzeba więc przewidzieć każdą możliwą sytuację.
Wracając do ostrzeżeń umieszczanych na opakowaniach zabawek.
Jeśli znajdziecie takie ostrzeżenie pamiętajcie, że nie jest ono bezpodstawne.
Zwracajcie uwagę na informacje takie jak „zawiera małe elementy” , „ryzyko uduszenia”.

Zabawy i kontakt z rodzicem stymulują rozwój wzroku dziecka. A wszyscy rodzice na pewno wiedzą, że dzieci poznają przedmioty nie tylko za pomocą zmysłu wzroku i dotyku, ale każdym innym zmysłem również – dotyczy to także zmysłu smaku.
Zabawki w rękach maluchów często więc wędrują w okolice twarzy, buzi i oczu.
Warto zatem zwrócić uwagę, czy dany przedmiot nie jest na przykład pokryty brokatem, który może dostać się do oczka, lub czy z uroczego mięciutkiego misia nie wychodzi futerko, które może pozostać na policzku lub na rzęsach. Dorośli z pewnością nie raz doświadczają takich sytuacji na przykład zimą, podczas noszenia ciepłych szalików, czy kurtek z futerkowym kapturem.
O ile ciemne włoski być może wypatrzycie gdzieś w pobliżu oka, czy pod powieką dziecka, o tyle jasne futerko może narobić sporych problemów zarówno dziecku jak i Wam.

Często, kiedy coś się pruje, przypalamy końcówkę – na przykład w sznurówkach. Niestety takie końcówki są bardzo ostre i mogą spowodować zadrapanie. To samo dotyczy zabawek z ostrymi rogami i końcówkami, albo takich, które są niedokładnie wykonane i pewne plastikowe elementy są ostre z powodu niewłaściwego ich odlania.
Dzieci często zadrapią się po policzku, czy czole, nawet własnymi paznokciami. Jednak jeśli dojdzie do zadrapania rogówki po wsadzeniu sobie zabawki, czy innego przedmiotu do oka, może to prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, nawet trwałego uszkodzenia wzroku.
Wszelkie zabawki zapachowe i smakowe również mogą być niebezpieczne. O kosmetykach nie wspominając. Bardzo popularne w sklepach z zabawkami płyny do kąpieli z butelką w kształcie samochodu, czy księżniczki być może pomagają w namówieniu malucha na kąpiel, ale do takiej butelki zdecydowanie lepiej jest po prostu przelać przetestowany wcześniej bezpieczny płyn, który nie spowoduje alergii i nie podrażni oczek, kiedy spłynie z główki, lub kiedy dziecko zacznie chlapać wodą.
Starsze dzieci, które lubią bawić się pistoletami na kulki, czy innymi strzelającymi przedmiotami, powinny to robić zawsze pod opieką rodziców. Nie wspominając już o tych młodzieńcach, którzy już w młodych latach lubią pomajsterkować z użyciem zabawek podobnych do tych prawdziwych lub już ekstremalnie z prawdziwymi narzędziami.
Nie dopuszczajcie nigdy do tego, żeby dziecko bawiło się w ten sposób samo, bez waszej opieki.
Każdy rodzic wie, że przy wychowywaniu maluszka trzeba mieć oczy i uszy dookoła głowy.
Pamiętajcie, że bezpieczeństwo dzieci w większości przypadków zależy od was.
Jeśli cokolwiek zrani, czy zadrapie oczko waszej pociechy, lub jeśli coś do niego wpadnie, nie bagatelizujcie sytuacji. Nawet błahe z początku podrażnienie oka może prowadzić do bardzo nieprzyjemnych konsekwencji, a nawet do utraty widzenia, jeśli dojdzie do zakażenia.

Źródła zdjęć:
10 Ways to Make Sure Your Child’s Toys Are Safe
http://www.rospa.com/home-safety/advice/product/toy-safety/
Have a Happier Holiday During National Safe Toy and Gift Month
http://lifehacker.com/safe-donates-old-toys-to-kids-in-need-1749252305
http://ottawakent.com/how-can-i-be-sure-toys-are-safe/
http://all4desktop.com/4240060-child.html
utworzone przez Justyna Nater | kwi 4, 2016 | Artykuły
Moja pierwsza myśl, kiedy zobaczyłam oprawy Niebagatela? „wow” po prostu.
To słowo idealnie oddaje odczucia, jakie pojawiły się we mnie na widok drewnianych okularów. Każdy model wygląda oryginalnie, a jednocześnie posiada klasyczny fason i elegancję.

Oprawa drewniana – model Telimena
Niebagatela jest marką polską – oferuje ręcznie tworzone drewniane oprawy okularowe dla osób, które mają ochotę na alternatywę dla popularnych obecnie opraw z tworzywa sztucznego.
Oczarowana wykonywaną przez Niego pracą, rozmawiałam z Łukaszem Marzeckim – założycielem manufaktury drewnianych opraw okularowych NIEBAGATELA.
Czym się zajmowałeś zanim rozpoczęła się Twoja przygoda z oprawami okularowymi?
Pracowałem w logistyce, ale ostatnie 2 lata już marzyłem o rzeźbieniu drewnianych opraw…

A co w takim razie skłoniło Cię do zmiany wykonywanego zawodu?
Z całą pewnością chęć stworzenia czegoś własnego… W otaczającym nas świecie korporacji wszystko jest wielkie… i nie ma w nim miejsca na poświęcenie chwili czemuś wyjątkowemu… Chciałem stworzyć coś wyjątkowego w połączeniu z naturą, ale również coś co umożliwi relację twórcy z odbiorcą. Spotykasz się z kimś, rozmawiasz i tworzysz coś specjalnie dla niego… Jest to relacja, o której współczesny świat chińskiego produktu już zapomniał.


Jak na Twoją decyzję zareagowali Twoi bliscy?
Również ze mną wzdychali do samego pomysłu, ale kiedy powiedziałem, że faktycznie to zrobię, jedni polecali „zejść na ziemię”, a drudzy oferowali swoją pomoc.
Gdzie znajduje się manufaktura Twoich okularów?
Jest to pracownia ogrodnicza po moim dziadku. W międzyczasie było to biuro mojego taty, więc to miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie i duszę.
Oprawy tworzysz z drewna, jakiego rodzaju drewna używasz do ich produkcji?
Głównie są to egzotyki z uwagi na ich niebywały urok. Osobiście najbardziej lubię palisander, ale teraz odkryłem czerwony padouk i on skradł moje fantazje.
Moda się zmienia, jakość cały czas się poprawia, to czasem się ze sobą kłóci, a czasem pomaga.

Co masz na myśli?
Na przykład kiedyś robiłem wizualnie grube oprawy, później opanowałem nowe technologie i mogę wykonać ultra lekkie i cienkie oprawy, a pojawiają się głosy
„ale dlaczego one są takie cienki, ja chcę żeby tu było widać drewno!” … :)
Ile czasu zajmuje zaprojektowanie i stworzenie jednej takiej oprawy okularowej?
To bardzo skomplikowany proces fizyczny i psychologiczny. Sam projekt zajmuje od kilku godzin do kilkunastu dni. Czasem, gdy już go skończę, chodzi za mną kilka dni chęć jakiejś małej zmiany, czy poprawki…
A skąd czerpiesz pomysły na nowe modele opraw?
Inspiracji jest mnóstwo! W ostatnim czasie tworzę sporo opraw na zamówienie. Ktoś opowiada mi, bądź pokazuje, jakie lubi kształty i wtedy proponuję mu coś podobnego, np. oprawy dla fana BMW nawiązujące kształtem do charakterystycznych nerek BMW. Czasem są to geometryczne kształty. Sporo zależy również od chwili i nastroju.

Jak właściwie dba się o drewniane okulary?
Oprawy Niebagatela są specjalnie wzmocnione włóknem szklanym, są więc bardzo wytrzymałe. Oprawy z tworzywa są tylko polerowane, Niebagatelne oprawy są poddawane tygodniowemu procesowi lakierowania wieloma warstwami specjalnego lakieru, a do tego są polerowane, więc warunki atmosferyczne, pot itd. nie są im groźne. Przy należytym użytkowaniu na długo zachowają swój urok i urzekający głęboki połysk.
Czy po tych kilku latach uważasz, że warto otwierać własny biznes?
Bardzo chciałbym, aby nasze rodzime produkty wpływały na nasza świadomość, że warto jest nosić krajowe produkty i wspierać lokalne marki, czy lokalny rodowód.
Trochę irytujące jest natomiast to, że lwia część producentów podpisuje się handmade’owym produktem i chwali się pasją tworzenia… a ich jedyną pracą nad samą oprawą jest klikniecie na e-bay’u, jakie modele mają im wysłać zza oceanu za kilka $. Niestety idąc dalej, ten kto to zrobił dostał pewnie miskę ryżu… bardzo przykre zjawisko.


Jakie masz plany na dalszy rozwój manufaktury?
Mam wiele pomysłów na nowe modele, nowe okulary, nowe rozwiązania…
Jednak główna zaleta tych opraw, czyli „handmade”, to mnóstwo serca, pracy, a przede wszystkim czasu, jaki zostaje poświęcony na stworzenie jednej oprawy. Stąd wynikają pewne ograniczenia, ale dzięki temu produkt ma swoją duszę.



Łukasz zaprosił mnie do manufaktury opraw Niebagatela. Obiecuję Wam pełną fotorelację z wyjazdu.
Jeśli tak jak ja, jesteście pod wrażeniem wykonywanej przez Niego pracy, zachęcam do odwiedzenia strony niebagatela.pl lub facebook.com/Niebagatela.

utworzone przez Justyna Nater | mar 18, 2016 | Artykuły
Na razie nie robię żadnych statystyk, może kiedyś zacznę.
Być może najlepszym dla mnie rozwiązaniem byłaby jednak jakaś terapia u psychologa. Taka terapia, która nauczyłaby mnie nie przeżywać cudzych problemów i braku odpowiedzialności. Chociaż zdaje mi się, że to niemożliwe.
Niezmiennie wszystkim pacjentom, podczas wywiadu przed badaniem, zadaję pytanie:
-Kiedy był pan/ była pani po raz ostatni na badaniu wzroku?
Tu zwykle doprecyzowuję i pytam jeszcze o rozróżnienie, kiedy odbyło się badanie z doborem okularów, a kiedy takie z rozszerzeniem źrenic i sprawdzeniem stanu dna oka.
Naprawdę rozumiem, że w dzisiejszych czasach wszyscy mamy problem z czasem wolnym, że może nawet wszystko jest oparte na ograniczonym zaufaniu do lekarzy, bo często słyszę, że „każdy specjalista mówi co innego”. Dzięki temu pacjent odpuszcza, co wcale nie jest dziwne (przynajmniej według mnie).
Rozumiem, że są kolejki do lekarzy, że w dodatku do okulisty trzeba teraz mieć skierowanie…
Postaram się Was jednak przekonać, że warto.
„Warto się rozszerzać”.
Jest grupa pacjentów, którzy regularnie zmieniają okulary i przy tej okazji wykonują kontrolne badanie wady refrakcji. Zwykle mówią wtedy – „badam wzrok systematycznie, wszystko jest w porządku”.
Ale z drugiej strony – czy to wystarczy?
Bo kiedy kontynuuję temat i pytam o to całe badanie dna oka, są zdziwieni, że nikt im nie zasugerował wykonania takiego badania.
Faktem jest, że jeśli pacjent nie zgłasza żadnych niepokojących objawów podczas procedury doboru okularów, jeśli nie ma problemów z ich doborem i jeśli nic nie wskazuje na jakieś problemy ze wzrokiem, być może faktycznie nie ma pilnej potrzeby wykonywania badania dna oka.
BYĆ MOŻE.
Uważam jednak, że badanie dna oka powinno być częściej polecane przez specjalistów.
Powinno się je wykonywać minimum co dwa lata, a w przypadkach podwyższonego ryzyka wystąpienia takich chorób jak np. jaskra, nawet raz w roku i częściej – według zaleceń lekarza.
Pytanie o to, jak dawno wykonywane było badanie dna oka powinno padać zawsze w wywiadzie, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie ocenić, czy należy o nim przypomnieć pacjentowi, czy wystarczy mu pogratulować systematyczności.
Wiecie jakie są najczęstsze odpowiedzi wśród moich pacjentów?
Mało kto odpowiada, że badanie było wykonane w ciągu ostatnich dwóch lat.
W większości jest to czas od 5 lat do NAWET 15…
Odpowiedź „nigdy” pojawia się tak często, że łapię się za głowę z niedowierzaniem, że jest to w ogóle możliwe.
Zdaję sobie jednak sprawę z tego, jak wygląda rzeczywistość.
Ja również (do czasu studiów) nie miałam bladego pojęcia o profilaktyce i badaniach oczu.
Raz kiedyś okulista w Świnoujściu dobrał mi jakieś okulary, które kiedy zmierzyłam po latach, postawiły mi włosy na rękach na baczność i wywołały solidną reakcję nerwową. W każdym razie od tamtej chwili, od tych felernych okularów (których i tak koniec końców nie nosiłam, bo źle w nich widziałam i pamiętam doskonale jak bardzo mnie denerwowały) nie byłam u okulisty do czasu, aż rozpoczęły nam się na studiach zajęcia z okulistyki…
Żeby nie pisać tylko o moich przemyśleniach na ten temat, mam dla Was film. Krótki i treściwy. W języku angielskim, ale jego sedno opisałam po polsku poniżej, więc można sobie najpierw przeczytać opis, a następnie obejrzeć film. Animacja przedstawia badanie dna oka z rozszerzeniem źrenic, wraz z przykładami tego, co na dnie oka może się wydarzyć w przypadku wystąpienia różnych chorób.
[wpdevart_youtube]M6IlOKXlCqs[/wpdevart_youtube]
[Z racji, że poniższa treść jest prawie dokładnym tłumaczeniem wypowiadanego w filmie tekstu, umieszczam ją w cudzysłowie, natomiast podkreślam, że znalazły się tam również zdania dorzucone przeze mnie.]
„W trakcie tego badania, pacjentowi podawane są do oczu specjalne krople, powodujące rozszerzenie źrenicy – hamują one odpowiedź mięśnia zwieracza źrenicy i dlatego, źrenica się rozszerza- stan ten to tak zwana mydriaza. Rozszerzenie źrenic (utrzymuje się kilka godzin) skutkuje również pogorszeniem widzenia ze względu na porażenie mięśnia rzęskowego, odpowiedzialnego za akomodację soczewki wewnątrzgałkowej).
Okulista może w ten sposób ocenić, czy na siatkówce nie ma żadnych objawów występowania chorób prowadzących do utraty wzroku, takich jak jaskra, retinopatia cukrzycowa oraz starcze zwyrodnienie plamki (AMD).
Dzięki rozszerzeniu źrenicy lekarz może dokładnie zaobserwować stan zdrowia siatkówki, nerw wzrokowy oraz plamkę żółtą (miejsce widzenia centralnego na siatkówce).
W tarczy nerwu wzrokowego możliwe jest zdiagnozowanie występowania jaskry. Na przykładowym filmie początkowo pokazana jest zdrowa tarcza nerwu wzrokowego, następnie wskazywane są syndromy oznaczające zmiany jaskrowe – zmiany kształtu, koloru nerwu wzrokowego i tarczy oraz jej powiększenie.
Ryzyko wystąpienia jaskry jest większe u osób, u których w rodzinie występowała / występuje ta choroba oraz u osób po 60 roku życia.
Spoglądając na siatkówkę przy rozszerzeniu źrenic, lekarz może również spostrzec zmiany wskazujące na występowanie retinopatii cukrzycowej. Wczesne oznaki rozpoczynają się od małych czerwonych kropek, które mogą się rozrastać i powodować ścieńczenia siatkówki. Tworzenie się nowych naczyń krwionośnych może skutkować utratą wzroku.
Jeśli masz cukrzycę ryzyko występowania retinopatii cukrzycowej jest podwyższone.
Na dnie oka lekarz sprawdza również, czy nie ma oznak AMD. Jeśli takie występują można zaobserwować żółte plamy – druzy na siatkówce. AMD powoduje utratę widzenia. A ponieważ jest to zwyrodnienie plamki, ubytki w polu widzenia pojawiają się w jego centralnej części.
(W przypadku jaskry pole widzenia zawęża się od zewnątrz, powodując tak zwane widzenie lunetowe, a w konsekwencji również utratę wzroku).
Badanie dna oka po 60 roku życia powinno być wykonywane raz w roku. W przypadku osób, które znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka, badanie powinno być wykonywane tak często, jak to zaleci lekarz.
Należy pamiętać, że powyższe badanie to jedyny sposób na zdiagnozowanie wczesnych stadiów chorobowych.
Jaskra, retinopatia cukrzycowa i AMD mogą we wczesnym okresie nie dawać żadnych objawów.”
Być może ten film Was przekonał, być może nie. Tak naprawdę jesteście odpowiedzialni sami za siebie. Ale…
Mnie osobiście, bardzo kolokwialnie mówiąc, dołuje, kiedy słyszę, że (przykład z zeszłego tygodnia) pacjentka 15 lat temu miała podejrzenie jaskry, bolą ją oczy, często ma popękane naczynka, dobór okularów jest praktycznie niemożliwy, a dodatkowo kiedy pokazuję pani Test Amslera to w lewym oku obraz w centralnej części wykrzywia się niemiłosiernie w każdym kierunku, faluje i skacze… i taki odbiór obrazu ogólnie w lewym oku pani ma na co dzień. Ale nie była od 15 lat u okulisty…
Uwierzcie mi, kilka takich osób w ciągu dnia i wracam do domu z depresją. Bo kompletnie tego nie rozumiem.
Taka puenta na koniec…
Jeśli przez kilka lat nie pójdziecie na wizytę kontrolną do dentysty, może (oczywiście nie musi, ale MOŻE) się okazać, że przytrafi się jakiś stan zapalny, dziura, czy inny problem i ząb zacznie Was boleć.
Oczy nie dają takich oczywistych objawów. A przynajmniej nie zawsze. Wiele poważnych chorób nie boli, wiele chorób nie daje o sobie znać. Zorientujecie się dopiero wtedy, kiedy zaczną się pojawiać ubytki w polu widzenia albo zniekształcenia obrazu, czy zmiany w odbiorze kolorów. Na pewnym jednak etapie, zmiany, które zajdą w oczach, mogą być już zmianami NIEODWRACALNYMI lub bardzo trudnymi do wyleczenia.
Dbajcie o wzrok…
Źródła:
http://milburneyecenter.com/resources/comprehensive-eye-exam/
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1022585664441070&set=pb.100000689381011.-2207520000.1458324906.&type=3&theater
http://www.eyecandoit.org/team/yearly-eye-exam/
Eye Dilation
utworzone przez Justyna Nater | mar 8, 2016 | Artykuły
Ze względu na to, że od dawien dawna śledzę w internecie i na portalach społecznościowych poczynania różnych firm, gabinetów, klinik i innych branżowych miejsc, zupełnie niechcący kilkanaście dni temu trafiłam w kilku miejscach na teksty mojego autorstwa.
Co ciekawe, było to zaledwie kilka zdań, bardzo łatwych do napisania własnymi słowami. Wystarczyło je przeredagować, ponieważ nie było to nic wymyślnego, ani skomplikowanego. Jedyna różnica pomiędzy tamtymi tekstami, a moim oryginalnym była taka, że ostatnie słowa mojego wpisu odsyłały linkiem na moją stronę.
Osobom, które posłużyły się magicznym ctrl c – ctrl v ostatnie zdanie nie pasowało, bo byłoby reklamą innego miejsca niż ich własne.
I do tej pory zastanawiam się jak to jest… czy to lenistwo, czy niedopatrzenie, czy celowe posunięcie..?
Dzisiaj postanowiłam napisać tekst w nieco innym stylu. Właściwie będzie to garść osobistych przemyśleń.
Na podstawie obserwacji choćby z mojego rodzinnego Świnoujścia stwierdzam, że w ostatnich czasach, jeśli ma się w mieście coś otworzyć to będzie to apteka, bank, kebab, optyk lub monopolowy.
Zauważyliście może coś podobnego, czy ze mną coś nie w porządku?
Konkurencja, konkurencja, wszędzie konkurencja, bo przecież zabraknie nam w końcu pacjentów.
I znany wszystkim prywatnym salonom problem z sieciami optycznymi, wprowadzającymi ceny okularów progresywnych jak za chleb w piekarni.
Radzą sobie ci, którzy zainwestują w marketing, którzy mają pomysł na siebie, którzy starają się odbiegać stylem, rodzajem usług i zaopatrzeniem salonu od reszty…
Pomysł na biznes to definicja sukcesu –
„Jeśli nie będziesz realizował swoich marzeń, ktoś inny zatrudni cię, żebyś spełniał jego”
jakoś tak to leciało, prawda?
O tym, że moim marzeniem było pisanie, już kilka razy Wam mówiłam.
A to, że to marzenie zostało spełnione w ciągu jednego dnia, zawdzięczam mojemu M., który zawsze staje na głowie, żebym była szczęśliwa.
Więc jestem, piszę i cieszę się z tego bardzo, choć dwa miejsca pracy i ciągłe wyjazdy nie zawsze pozwalają na systematykę w pisaniu. Tym bardziej, że jak wiecie, skoro piszę o tym jak dbać o wzrok, sama czasem muszę o niego zadbać i zrobić sobie przerwę od komputera i pracy wzrokowej.
Marzy mi się jednak, co pewnie jest dość oczywiste, własny gabinet. Miejsce takie, do którego pacjenci będą wchodzić z zaufaniem, że zostaną wysłuchani oraz prawidłowo zbadani i obsłużeni.
Tylko zastanawia mnie wciąż co z tym biznesem, skoro taka konkurencja w branży?
Ile jest osób, które otwierają swój biznes z wielką motywacją, pomysłem, pięknym planem działania i pasją do wykonywanego zawodu, a potem, dzięki konkurencji kończą z nerwicą lub innym paskudztwem i kompletną demotywacją do wykonywania ukochanego zawodu?
A co tak naprawdę powinno być najważniejsze dla specjalisty takiego jak optometrysta, okulista, optyk itd. ?
-Wdzięczność pacjenta za jak najlepiej wykonaną pracę.
-Utrzymywanie dobrych i stałych relacji z pacjentami.
-Dbanie o zaufanie ze strony pacjentów.
-Wiara pacjentów, że są w dobrych rękach, że trafili do profesjonalistów.
-DOBRE RELACJE z pozostałymi specjalistami oraz szacunek do nich i do wykonywanej przez nich pracy.
Osobiście uwielbiam rozmawiać z pacjentami. Poza tym, że mam istnego „fioła” na punkcie foroptera manualnego i wciąż nikt nie potrafi mnie przekonać do foroptera elektronicznego, który dla mnie nie ma „tego czegoś”, ulubioną częścią badania jest dla mnie właśnie wywiad z pacjentem.
Może trochę dlatego, że ogólnie lubię rozmawiać z ludźmi. Chociaż podczas wywiadu to raczej pacjenci mówią, a ja zadaję pytania.
Uwielbiam jednak, kiedy po wywiadzie, po badaniu i po wspólnych wnioskach, pacjent wychodzi uśmiechnięty i mówi, że rozwiało się dzisiaj wiele z jego wątpliwości i wie więcej na temat wzroku i tego, co może dla siebie w tym temacie zrobić. To naprawdę wiele znaczy.
Uwierzcie – nie ma nic lepszego od uśmiechu na twarzy pacjenta. No nie ma.
Może dzisiaj wiem tylko jak być optometrystą, a nie biznesmenem.
Ale bycie biznesmenem nie musi oznaczać prowadzenia ostrej rywalizacji ze wszystkim, co branżowe w promieniu 100 kilometrów.
Będziemy to wałkować w nieskończoność, ale to bardzo istotny temat…
Gdybyśmy umieli podzielić się obowiązkami, wszystkim byłoby znacznie łatwiej.
-Optometrysta dobiera okulary, soczewki, mierzy – wykonuje badania na sprzęcie diagnostycznym, może prowadzić terapię widzenia, może dobierać pomoce dla słabowidzących…
-Okulista leczy i należy odwiedzać go systematycznie przynajmniej raz na dwa lata, żeby profilaktycznie wykonał badanie z rozszerzeniem źrenic i sprawdził ogólny stan zdrowia oczu. Zapalenie spojówek i wszelkie inne poważniejsze stany chorobowe – z tym wszystkim udajemy się do okulisty.
-W końcu (ale wcale NIE najmniej ważni) są też optycy, którzy wykonują okulary, dobierają oprawy do kształtu naszej twarzy i indywidualnych potrzeb, służą zawsze dobrą radą i pomocą. To właśnie ich możecie zapytać o konstrukcje soczewek okularowych, o powłoki takie jak antyrefleks, dodatkowe utwardzenia (jeśli macie tendencje do znęcania się nad okularami), czy te odcinające światło niebieskie z monitorów i ekranów.
[Specjalistów od ochrony narządu wzroku jest znacznie więcej (np. ortoptyści, czy strabolodzy), ale podałam powyżej ten najbardziej podstawowy podział.]
Drodzy Specjaliści…
MUSIMY nauczyć się współpracy. Profesjonalnej współpracy.
Pacjent, który trafia z gabinetu do gabinetu, w każdym słysząc inną historię na temat oczu, w jednym słuchając jak to optometrysta nie może tego i tamtego, a w drugim, że okulista nie umie tego czy tamtego; koniec końców wychodzi z gabinetu tak totalnie skołowany, że już nie wie co ma ze sobą zrobić, jest rozżalony i zdenerwowany. I nie dziwcie mu się.
Nie jest wstydem ani ujmą, przyznać się przed pacjentem, że nie umie się dobrać danej korekcji i odesłać go do innego specjalisty, zamiast dobrać cokolwiek i wmawiać pacjentowi, że tak ma być.
Nie jest wstydem powiedzieć, że się czegoś nie wie i nie umie pomóc, a następnie skierować pacjenta w inne miejsce.
Dla pacjenta nasze relacje i nasza współpraca to klucz do spokoju i do zaufania nam jako specjalistom.
Dbajmy o naszych pacjentów. Jeśli umawialiśmy się, że stawią się na kontrolę w określonym czasie, a tego nie robią – wykonajmy krótki telefon żeby im o tym przypomnieć. Jeśli szukają gabinetu bliżej domu, bo na nas trafili przypadkowo i przejazdem, spróbujmy pomóc im w odnalezieniu dobrego specjalisty w ich okolicy – nie zostawiajmy pacjenta samemu sobie.
Pamiętajmy – to my jesteśmy dla nich, nie odwrotnie.
To ich zdrowe oczy mają być naszym priorytetem.
WSPÓLNYM priorytetem.
Razem dbajmy o ich wzrok.
Źródła:
https://pl.pinterest.com/pin/493496071640455699/
https://pl.pinterest.com/pin/483011128766364656/
utworzone przez Justyna Nater | lut 23, 2016 | Artykuły
W tym roku Blog Roku stał się Galą Twórców 2015.
Rok temu obiecałam sobie, że swojego bloga zgłosiłam do tego konkursu po raz pierwszy i ostatni. Przerażał mnie sposób w jaki odbywało się głosowanie i nie czułam się do końca komfortowo, prosząc o wysyłanie smsów.
Jednak ostatni weekend spędziłam we Wrocławiu, pisałam dla Was nowe teksty i dużo myślałam na temat udziału w całym tym wydarzeniu. Wróciłam do Gdańska w niedzielę wieczorem i postanowiłam zmienić swoje nastawienie. Zgłosiłam Dbaj o wzrok w kategorii blogów specjalistycznych.
Prawdą jest, że w zeszłym roku moja strona istniała zaledwie 3 miesiące, ale traktowałam to wtedy jako dobry impuls na start. W tym roku stwierdziłam, że udział w tym konkursie jest mimo wszystko dobrym sposobem na dotarcie do większej liczby osób i szansą na stworzenie czegoś jeszcze większego.
Moje podejście do strony Dbaj o wzrok zmienia się z każdym dniem.
Zaczęłam pisać z poczuciem, że nawet jeśli moje teksty trafią do kilku osób (takich, które do tej pory nie dbały o oczy, a zaczną to robić) to już będzie sukces.
Nadal tak to odczuwam, ale w ciągu ostatnich miesięcy, okazało się, że zasięg treści jest większy niż się spodziewałam. To sprawia, że mam coraz większą nadzieję na dobre zmiany.
Na zmiany podejścia ludzi do zdrowia swoich oczu.
To może brzmieć dla niektórych bardzo górnolotnie, utopijnie, jak zwał tak zwał…, ale zależy mi na Waszych oczach!
Na tym, żebym nie słyszała od pacjentów, że po czterech wizytach u różnych specjalistów w ciągu jednego miesiąca, z każdego gabinetu wychodzą z inną receptą i nie wiedzą co dalej robić.
Zależy mi na tym, żebyście pamiętali o systematycznych wizytach u okulisty; żebyście dbali o wzrok; żebyście przekonywali do tego swoich bliskich i wszystkich dookoła.
W końcu chciałabym być dla pacjentów OPTOMETRYSTĄ, a nie optometeorologiem, optometodystą, czy ornitologiem.
Chciałabym żeby każdy wiedział, do jakiego specjalisty zgłaszać się z jakim problemem wzrokowym.
Brzmi to prawie jak kampania polityczna.
Ale musiałam się wyspowiadać, trochę przed Wami, trochę przed samą sobą.
Pieniądze z smsów trafią w tym roku na konto Fundacji Dziecięca Fantazja.
“Nie zawsze dzieci mają egzotyczne marzenia, niektóre życzenia są bardzo zwyczajne. Fundacja Dziecięca Fantazja z pomocą ludzi i firm wielkiego serca sprawia, że marzenia tych dzieci stają się rzeczywistością. W Polsce żyją tysiące dzieci nieuleczalnie chorych, ich marzenia są czasem duże,
a czasem całkiem maleńkie, najważniejsze tylko aby zdążyły się spełnić…”
W związku z powyższym, będę Wam ogromnie wdzięczna za każdy oddany
sms E11347 na numer 7124
Jeśli choć raz udostępniliście, czy polubiliście jakiś tekst ze strony Dbaj o wzrok, proszę Was o wsparcie. Pokażmy Polakom, że o oczy trzeba dbać. Nauczmy się wspólnie profilaktyki i dobrego podejścia do tematu.
