Czy smog szkodzi naszym oczom?

Czy smog szkodzi naszym oczom?

Od kilku dni wszystkie portale, strony internetowe, kanały telewizyjne oraz media społecznościowe huczą od informacji na temat zanieczyszczonego powietrza w Polsce. Mieszkańcy Krakowa i Warszawy prześcigają się w ilości wymienionych między sobą zdjęć, opinii i komentarzy… Nic dziwnego, że większość z nas jest, delikatnie mówiąc, przerażona sytuacją.

Smog = smoke + fog.
Czyli dym i mgła.

Smog to nic innego jak nisko zawieszona mgła pełna szkodliwych pyłów.
Stąd ich nazwa – PYŁY ZAWIESZONE.
Ich wysokie stężenie w powietrzu atmosferycznym jest jednym z głównych czynników środowiskowych mających szkodliwy wpływ na nasze zdrowie.

Cząsteczki pyłu zawierają między innymi związki organiczne, siarkę, metale ciężkie i dioksyny, a także alergeny.

Mamy dwa rodzaje pyłu:
– pył PM10, którego cząsteczki mają średnicę mniejszą niż 10 µm,
– pył PM2,5 , zawierający cząsteczki o średnicy do 2,5 µm2-5.

Ten drugi jest pyłem szczególnie niebezpiecznym, ponieważ jest drobniejszy i dociera znacznie głębiej, do pęcherzyków płucnych, a nawet naczyń krwionośnych i dalej do krwioobiegu. Dlatego może wywoływać choroby nie tylko układu oddechowego, ale również krążeniowego.

Pierwszy pył, którego cząsteczki są większe, może podrażniać błony śluzowe nosa i gardła i to właśnie on również wywołać może ZAPALENIE SPOJÓWEK.
I o tym jeszcze za chwilę.

morning-mist-427796_1920
Teraz chwila największych emocji…
NORMY STĘŻEŃ PYŁU ZAWIESZONEGO według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) :

Dla PM10
średnie stężenie dobowe (24h) : 50 µg/m3
średnie stężenie roczne : 20 µg/m3

Dla PM2,5
średnie stężenie dobowe (24h) : 25 µg/m3
średnie stężenie roczne : 10 µg/m3
W tej chwili : godzina 21:15 w Warszawie…

PM10 68.68  µg/m3

PM2,5 59.57 µg/m3

Sami widzicie, że sytuacja jest delikatnie mówiąc… nieciekawa.

Wiele się mówi o tym, że mieszkanie w mieście o tak zanieczyszczonym powietrzu może mieć rezultat podobny do tego, który ma miejsce w przypadku osób palących papierosy.
Czy kiedykolwiek do Waszych oczu dostał się dym papierosowy?
Nie było to przyjemne uczucie, prawda?

Czy zatem smog może mieć wpływ na nasz wzrok?
W tym momencie, kiedy piszę ten tekst (10.10.2017), na stronie WHO na interaktywnej mapie, tak wygląda stan zanieczyszczenia powietrza w Polsce.

mapka
Kiedy klikniecie w mapę przejdziecie do strony, na której zobaczycie stan aktualny dla Was – w momencie czytania tego wpisu.
Wspomniałam już kilka linijek wcześniej, że pył tworzący smog może powodować zapalenie spojówek.
SMOG JEST SZKODLIWY nie tylko dla płuc, czy krwioobiegu.
Nasze oczy są bezpośrednio narażone na działanie zanieczyszczonego powietrza, które bardzo wysusza oczy.

2003 roku w Paryżu przeprowadzono badania, które miały na celu określić, czy w trakcie pojawienia się najwyższego poziomu zanieczyszczenia powietrza, do okulistów zgłasza się większa ilość pacjentów. Analizowano czego dotyczyły rejestrowane przypadki i wykazano pewną zależność pomiędzy ilością pacjentów w gabinetach okulistycznych, a występowaniem smogu w paryskim powietrzu.

Także w innych miastach borykających się z problemami zanieczyszczeń i smogu takich jak np. słynący już z tego niestety Pekin, prowadzono podobne badania, a ich raporty wskazują na wysoką zależność problemów związanych ze zdrowiem oczu z występowaniem smogu w powietrzu.

WODY, WODY, WODY!
Zanieczyszczone powietrze w znacznym stopniu wysusza oczy!
Nasze oczy potrzebują nawilżenia, tak jak całe nasze ciało.

Odpowiednia ilość spożywanej w ciągu dnia wody ma wpływ na prawidłową produkcję łez, a tym samym właściwe nawilżenie oczu.
Często pacjenci są zdziwieni, kiedy mówi im się, że łzy nie są zwykłą lekko słoną cieczą.

Składają się one z trzech warstw : wodnej, lipidowej i mucynowej, a każda pełni swoją własną funkcję.

Mucyny (śluz) zapewniają rozprowadzenie łez po powierzchni gałki ocznej,
woda (warstwa wewnętrzna) opowiada za nawilżenie oczu,
natomiast warstwa lipidowa (tłuszczowa) za to, aby woda nie odparowywała zbyt szybko.

Zaburzenie którejkolwiek z tych trzech warstw może prowadzić do wystąpienia suchości oczu.

Poważnym stanem wysychania powierzchni oka jest tak zwany
ZESPÓŁ SUCHEGO OKA, który spowodowany może być przez takie czynniki jak:
zaburzenie produkcji łez lub nadmierne ich parowanie / wysychanie.

Objawy suchego oka to między innymi:
– oczywiście samo uczucie suchości oczu,
– zaczerwienienie oczu,
– wrażliwość na wiatr (nadprodukcja łez),
– opuchlizna powiek,
– czasowo zamglone widzenie (często wieczorami),
– wrażliwość na światło (światłowstręt),
– pieczenie lub ból oczu.

Zaniedbany / nieleczony Zespół Suchego Oka może prowadzić do poważnych problemów takich jak silny światłowstręt, ból, problemy z rogówką, nawracające infekcje, a nawet utrata widzenia w konsekwencji występujących zapaleń przedniej powierzchni oczu.

Pamiętajcie, że nie wystarczą krople do oczu.
To pomoc tylko czasowa.
W sytuacji problemów z suchością oczu, także tych, a może dzisiaj powinnam napisać – zwłaszcza tych, spowodowanych występującym w Polsce obecnie silnym zanieczyszczeniem powietrza, przekraczającym dozwolone normy – krople nawilżające nie wystarczą.
Postarajcie się możliwie regularnie nawadniać organizm, pić więcej wody.
Można również robić sobie ciepłe kompresy na powieki. Na brzegach powiek znajdują się bowiem gruczoły Meiboma, których prawidłowe funkcjonowanie warunkuje odpowiednie nawilżenie oczu, ponieważ są to gruczoły łojowe. Ogrzewanie ich ułatwia ich oczyszczanie i umożliwia bezproblemowe funkcjonowanie, niezbędne dla właściwej produkcji oraz składu łez.

JAK CHRONIĆ OCZY PRZED SMOGIEM?

Nie powiem przecież – „Najlepiej nie wychodzić z domu.”
Chociaż to faktycznie byłoby w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie. Niestety nie jest ono możliwe.
Dla oczu najważniejsze jest – prawidłowe nawodnienie organizmu – pijcie dużo wody oraz postarajcie się zakraplać oczy nawilżającymi kroplami – w ten sposób działamy i od wewnątrz, i od zewnątrz.
Przy okazji krople pomogą też szybciej usunąć zanieczyszczenia z powierzchni oczu.
Warto pomyśleć również o okularach, jeśli nie nosicie korekcyjnych.
Przeciwsłoneczne okulary nie służą wyłącznie do ochrony przed szkodliwym promieniowaniem UV. Mogą również zabezpieczyć wzrok przed kurzem i pyłem – oczywiście nie w 100%, ale ograniczą w jakiś sposób dostęp zanieczyszczeń do oczu.

Inna sprawa – skoro niektórzy zaczynają już i w Polsce nosić maseczki na nos i buzię, niczym mieszkańcy Pekinu, jeśli stężenie pyłów w powietrzu przekroczone jest wielokrotnie – warto pomyśleć o okularach ochronnych – zwłaszcza, jeśli musimy wiele godzin przebywać na „świeżym” powietrzu.

Pamiętajcie także o zachowaniu prawidłowej wilgotności powietrza w mieszkaniu. Warto również zainwestować w jego oczyszczacz. Jeśli nie chcecie wydawać zawrotnych sum na nawilżacze, polecam wlać odfiltrowaną wodę do jakiegoś szerokiego naczynia i postawić je przy kaloryferze, woda zniknie w ciągu kilku dni.

Na koniec polecam jeszcze jedno (jako lokalna patriotka urodzona nad morzem) – przeprowadzka na północ może być czasowo najlepszym rozwiązaniem.

Nie strzelam w Sylwestra!

Nie strzelam w Sylwestra!

FAJERWERKI.
(Informacja dla osób wrażliwych – kilka linijek niżej znajduje się zdjęcie oka po bliskim spotkaniu z petardą – jeśli takie zdjęcia wywołują u Was negatywne reakcje, jeśli jesteście zbyt wrażliwi na takie obrazki, dla własnego komfortu możecie przewinąć tekst trochę dalej lub, jeśli wolicie, po prostu go wyłączyć.)
Co roku zastanawia mnie fenomen sztucznych ogni. Co roku masa pieniędzy leci w powietrze, nie mówiąc o zanieczyszczaniu środowiska i o biednych zestresowanych z tego powodu zwierzętach.
Jeśli nie możemy sobie wyobrazić Sylwestrowej Nocy bez fajerwerków to może kilka petard, symbolicznie, a resztę pieniędzy warto przeznaczyć na coś bardziej wartościowego? Najgorsze są te paskudne “straszaki”, którymi ludzie rzucają na kilka dni przed i po sylwestrze.
Tego kompletnie nie rozumiem.
W zeszłym roku (2015) byłam pod ogromnym wrażeniem akcji sylwestrowej we Wrocławiu.
wroclaw-nie-strzela
Ale abstrahując od tematu pieniędzy, stresu, hałasu, zanieczyszczeń… Pomówmy o bezpieczeństwie.
Co nieodpowiedzialne używanie fajerwerków oznacza dla naszych oczu?
A no … możecie zobaczyć właśnie na poniższym zdjęciu.

Figure 1aBliskie spotkanie oka z petardą…

A teraz ręka w górę, kto z was kiedykolwiek używał okularów ochronnych podczas pokazów sztucznych ogni? (czyżby uśmiech z nutką ironii?)
No dobrze, a chociaż w sytuacji, w której to Wy odpalaliście takie fajerwerki?
Osobiście nigdy takiej osoby nie widziałam, ale może po prostu mało widziałam w życiu…

Powiecie mi, że się uparłam z tymi okularami ochronnymi… Jak to było ostatnio przy historii utraty oka z powodu sprzątania z córką po projekcie plastycznym, kiedy brokat, który dostał się do oka mamy, wywołał zapalenie, zakażenie i w konsekwencji utratę oka. Pojawił się taki komentarz, że nie można tak przesadzać i się trząść nad wszystkim. No i może nie mówię, żebyście się trzęśli. Ale byli ostrożni – na pewno.

Brokat brokatem. Można mieć pecha, może nie każdemu przyjdzie do głowy, że coś tak niepozornego jak świecąca drobinka może spowodować utratę oka, ale w przypadku fajerwerków chyba nie jest to aż takie nieoczywiste. Prawda?
rocket-583405_1920
Ile razy tak jest, że petarda nie wybuchnie o czasie, a wybucha dopiero wtedy, kiedy ktoś się nad nią nachyli próbując ponownie ją odpalić lub po prostu wymienić na inną…?
A ile razy butelka z petardą przewróci się i petarda poleci w czyimś kierunku…?
Takich pytań łatwiej jest sobie nie zadawać, w końcu te wszystkie sytuacje zdarzają się innym, nie nam.
Kto by zakładał okulary ochronne podczas świetnej i dobrze zakrapianej imprezy sylwestrowej..?
Ni bez przesady, nie?

A jak często zdarza się, że w takich miejscach znajdują się poza nami również dzieci?

Poniżej zdjęcie przedstawiające procentowo, które części ciała najczęściej ulegają okaleczeniom podczas wypadków związanych z fajerwerkami.

by default 2015-12-30 at 11.15.43

36% dłonie i palce.
Z wiadomych powodów.
Jak się wypuszcza petardę z ręki to trudno liczyć na to, żeby zostać z kompletem palców u dłoni…

Zwróćmy jednak uwagę na oczy – 19% wypadków dotyczy właśnie oczu…
Wydaje mi się jednak, że mało kto ma wyobrażenie o skali problemu w praktyce.
O tym jak łatwo o tragedię podczas świetnej zabawy.

Fragmenty petardy uderzając w oko mogą wbić się w powieki, w samą gałkę oczną, mogą przebić rogówkę, mogą doprowadzić do utraty wzroku.
Wielu z nas (również wielu rodziców) myśli, że fajerwerki są bezpieczne. Prawda jest taka, że cała ta “zabawa” to proszenie się o wypadek.
Przyjemność oglądania kolorowych rozbłysków trwa kilka sekund, kilka sekund również może trwać okaleczenie, a całe życie może zająć zastanawianie się nad ignorancją, która spowodowała ślepotę, czy nawet całkowitą utratę gałki ocznej.

Nie ma znaczenia jak małe, czy duże są fajerwerki, powinniśmy stosować okulary ochronne.
I nie wierzę szczerze mówiąc, że ktoś z Was po przeczytaniu tekstu się do tego zastosuje… (Przepraszam, że wrzucam wszystkich do jednego wora, ale nam się wszystkim zawsze wydaje, że różnego rodzaju dla nas „niewiarygodne” sytuacje zdarzają się tylko i wyłącznie w programach telewizyjnych, filmach, a jeśli już w realnym świecie to nie nam, tylko znajomym znajomych kuzyna.)
I taka ignorancja trwa właściwie zwykle do momentu aż nie jesteśmy świadkiem takiej katastrofy, bo jak będziemy tym poszkodowanym to już nie będzie czego ochraniać.

I znowu ktoś może powiedzieć – gdybym miał nie wsiadać do auta po sytuacji, w której jestem świadkiem wypadku, tylko dlatego, że go widziałem, to długo bym nie pojeździł.
A czy ja mówię, żebyś nie wsiadał więcej do auta? No nie. Właśnie nie. Ja mówię o tym, żebyś np. nie wyprzedzał na trzeciego, zmieniał terminowo opony itd. itd.

Najgorsze jest to, że fajerwerki to nie tylko ryzyko bezpośredniego uderzenia w konkretne miejsca na ciele i powbijania się ich fragmentów w skórę, czy w oczy. Fajerwerki zawierają masę palną (przede wszystkim utleniacze, saletry, chlorany, chlorki metali – które nadają im intensywniejsze kolory itd.) Mogą one zatem powodować również różnego stopnia poparzenia.

Postarajcie się zatem:
-przedyskutować ze swoimi dziećmi kwestie ryzyka jakie niesie za sobą odpalanie sztucznych ogni;
-nie pozwalać dzieciom zbliżać się do petard, zwłaszcza tych już odpalonych, tym bardziej jeśli nie wybuchły;
-nigdy nie kierować fajerwerek w stronę innych osób (takie oczywiste, a tak częste do zaobserwowania);
-podczas odpalania petardy NIGDY nie nachylać się bezpośrednio nad nią!;
-zakładać okulary ochronne;
-a najlepiej udać się na pokaz wykonany przez specjalistów, nacieszyć wzrok i wrócić w bezpieczne miejsce.

Jeśli ulegniecie takiemu wypadkowi, jeśli cokolwiek stanie się Waszym oczom, przede wszystkim:
-nie wolno trzeć oczu dłońmi! – w sytuacji, w której gałka oczna będzie naruszona potarcie jej ręką może spowodować dalsze uszkadzanie;
-nie wolno płukać oka wodą ani próbować przepłukać płynem do oczu;
-nie wolno samodzielnie usuwać niczego, co wbiło się w oko;
-nie wolno również bez wiedzy lekarza zażywać żadnych leków;
-natychmiast należy zgłosić się na pogotowie!

Gdyby ktoś miał ochotę na fajerwerki…  Kilkanaście dni temu w Meksyku.

Dlatego najlepiej – dajmy sobie spokój z fajerwerkami. Taniej, zdrowiej, bezpieczniej i przyjemniej dla wszystkich naszych zwierzaków i tych bezpańskich również, a może zwłaszcza.

Uważajcie proszę na siebie podczas nocy sylwestrowej!
Życzę Wam szampańskiej zabawy !

Lazy Eye – interaktywna instalacja pełna emocji

Lazy Eye – interaktywna instalacja pełna emocji

Lazy Eye – czyli leniwe oko, inaczej zwane również amblyopią – jest to medyczne określenie sytuacji, w której widzenie jednego z oczu jest, można powiedzieć „zredukowane” – oko nie współpracuje płynnie z mózgiem, tak jak to drugie.

O amblyopii możecie przeczytać również tutaj.

Lazy Eye – to również nazwa interaktywnej instalacji Aleksandry Stodulskiej, absolwentki Grafiki na Wydziale Sztuki Nowych Mediów w PJATK w Warszawie. Instalacja została zrealizowana w ramach projektu dyplomowego i opiera się na doświadczeniu niedowidzenia jej autorki.

Kiedy pierwszy raz dowiedziałam się o wystawie, pomyślałam, że koniecznie muszę tego doświadczyć osobiście. Muszę to zobaczyć.
Udało mi się dotrzeć na wystawę w ostatnich dniach jej otwarcia.

Instalacja zlokalizowana została w niewielkim pomieszczeniu. Po wejściu do niego byłam lekko zdezorientowana. Mała ciemna sala, po lewej stronie obiekt, który jak się okazało imitował kartkę papieru. Głos mówiący z głośników:

„Niedowidzę. Jedno z moich oczu rejestruje obraz znacznie gorzej niż drugie. W terminologii medycznej to przypadłość nazywana lazy eye, czyli leniwe oko. (…)”

Głos opowiadał historię autorki…
Stałam jak zahipnotyzowana i słuchałam.
Patrzyłam na białą „kartkę” wiszącą przede mną i zastanawiałam się co dalej.
Razem ze mną historii słuchały jeszcze dwie osoby.
Do sali weszła autorka projektu. Poprosiła o podejście do kartki.
Kiedy stanęliśmy w specjalnie wyznaczonym polu, głos umilkł. Na kartce zaczęły się pojawiać słowa, które zostałyby wypowiedziane w dalszym ciągu opowieści.
Z początku słowa były wyraźne i czytelne. Po chwili jednak zaczęły pojawiać się migające ciemne plamy, przelatujące w różnych kierunkach po całej treści. Wywoływały duży dyskomfort i problemy z odczytaniem tekstu.

lazy-eye

Film z wystawy.

W ten sposób Ola spróbowała przekazać odbiorcy, jak widzi jej lazy eye.
I muszę powiedzieć, że dla mnie, dla optometrysty, który nie raz i nie dwa spotykał się w gabinecie z osobami niedowidzącymi, było to bardzo silne przeżycie.
Oczywistym jest, że wrażenia każdego człowieka z niedowidzeniem mogą być różne.
Sam sposób jednak przedstawienia tego problemu był naprawdę… przemawiający. Dosłownie i w przenośni.
Instalacja Oli porusza problem postrzegania świata, ale również dyskryminacji, zagubienia i nadmiaru informacji. Im więcej słów znajdowało się na kartce, tym trudniej było je odczytać.

Po zakończeniu prezentacji całego projektu, miałam okazję i przyjemność porozmawiać osobiście z Aleksandrą Stodulską. Zadałam jej kilka pytań.
Dlaczego zdecydowałaś się na realizację takiej instalacji? Skąd pomysł na temat pracy?
Najpierw pojawił się pomysł / problem, który chciałam w pracy poruszyć.
Mianowicie problem niedowidzenia.
Jest to wada, której w moim przypadku nie można już zaradzić, ponieważ można ją kontrolować na wczesnym etapie rozwoju człowieka, do wykształcenia narządu wzroku. Postanowiłam więc zmierzyć się z problemem w inny sposób, za pomocą innych środków. Praca nad projektem wymagała ode mnie zainteresowania się tematem, zgłębiania wiedzy w tej dziedzinie, dzięki czemu dowiedziałam się i zrozumiałam na czym moja wada polega, pogodziłam się z nią.

Jak instalacja jest odbierana przez osoby odwiedzające, jakie emocje wywołuje?
Czy osoby odwiedzające Twoją wystawę pytają o Twoje problemy z widzeniem, czy bardziej są zainteresowane wykonaniem/prezentacją pracy od strony technicznej?
Instalacja jest odbierana bardzo entuzjastycznie, odbiorcy uświadamiają sobie z czym muszą mierzyć się ludzie z podobną do mojej wadą wzroku. Wielu odnajduje w pracy elementy innych zaburzeń widzenia.
Praca nie jest jednak tylko i wyłącznie suchą próbą zwizualizowania mojego sposobu postrzegania niedowidzącym okiem, ale też projektem mającym bardzo bogatą symbolikę i nawiązującym wizualnie do wielu czołowych artystów. Można dostrzec w niej nawiązania do prac Stanisława Dróżdża, Hiroshiego Sugimoto, czy James’a Turrela. Szczerze mówiąc pytania o technologię są rzadkością, dla mnie to chyba największa nagroda, ponieważ użyta technologia i sposób wykonania pracy, nie przysłonił, jak to się często zdarza, głównej idei projektu.

Ile czasu zajęła praca nad realizacją tego projektu?
Cały proces, od określenia idei, zebrania informacji, moich autobadań, aż do ostatecznej formy prezentacji projektu zajął około 1,5 roku.

Czy pamiętasz jak wyglądała rehabilitacja Twojego Lazy Eye w dzieciństwie?
Rehabilitacja mojego leniwego oka polegała na zasłanianiu drugiego (zdrowego oka) gumową nakładką na okulary, przez co oko niedowidzące było zmuszane do pracy. Na tym polegał trening.

Jak (lub czy w ogóle) niedowidzenie wpływa na Twoje codzienne życie?
Niedowidzenie wpływa w  jakimś stopniu na moje codzienne życie, nie jest to jednak wielki wpływ. Największy problem tkwił w mojej świadomości, zanim pogodziłam się z problemem. Słabsze oko daje mi o sobie znać, kiedy jest bardzo zmęczone, czasami podczas czytania ciągów podobnych znaków, cyfr, itp. muszę zamknąć słabsze oko, bo np. nie jestem w stanie określić ile takich samych cyfr znajduje się obok siebie. W codziennym funkcjonowaniu nie odczuwam problemów związanych z niedowidzeniem.

Czy od początku wiedziałaś, czym jest spowodowane niedowidzenie Twojego oka?
Jak się dowiedziałaś?
Nie, od początku wiedziałam tylko tyle, że jedno z moich oczu jest niedowidzące, nic poza tym. Nie wiedziałam nawet czym właściwie jest niedowidzenie. Później zaczęłam czytać specjalistyczną literaturę, dzięki której dowiedziałam się czegoś na temat niedowidzenia. Zaczęłam obserwować pracę swoich oczu, analizować, porównywać obrazy widziane najpierw jednym, a potem drugim okiem. Któregoś dnia, kiedy natknęłam się w literaturze na możliwe przyczyny powstania niedowidzenia, był tam m.in. zez. Później czytałam o różnego rodzaju testach wzroku, ale również o tym, że zez ma wiele odmian, że poza zezem, który możemy dostrzec na pierwszy rzut oka, istnieje zez ukryty. Skojarzyłam więc fakty, wykonałam test cover uncover i odniosłam wrażenie, że moje niedowidzące oko jakby “ucieka”. Uznałam więc, że to mogła być przyczyna mojego problemu. Jakiś czas później byłam u okulisty, przedstawiłam swoje podejrzenia. Tam, na miejscu wykonano mi test, który wcześniej prowizorycznie sama wykonałam w domu i przyznano mi rację.
Diagnoza brzmiała – zez ukryty.

Czy myślałaś nad realizacją podobnych instalacji interaktywnych, czy to raczej jednorazowy projekt związany z pracą magisterską?
W trakcie procesu pojawił się pomysł zwizualizowania również innych wad wzroku (tam jednak forma miała być zupełnie inna), jednak taki projekt żeby miał sens i był rzetelnie wykonany, wymaga bardzo wielu badań, zgłębienia specjalistycznej wiedzy, wywiadów z osobami cierpiącymi na schorzenia, które miałyby być wizualizowane. Myślę, że nie jest to kwestia zamknięta, byłoby to na pewno ogromne wyzwanie.

 

 

Od siebie powiem tyle – tę wystawę powinien zobaczyć KAŻDY rodzic, nieważne, czy jego dziecko ma, czy nie ma zdiagnozowanych problemów z widzeniem.
To trzeba zobaczyć, żeby uświadomić sobie, czym tak naprawdę może być niedowidzenie i problemy ze wzrokiem.
To są tematy, o których ciężko mówić, czy pisać. Jeśli jest choć minimalna szansa na ich zobaczenie, ponieważ ktoś starał się jak mógł, aby odwzorować to, co widzi z takim problemem wzrokowym, powinno się z tej możliwości skorzystać.

Moim zdaniem instalację powinni zobaczyć również tacy specjaliści jak okuliści, optometryści oraz ortoptystki.
Jeśli angażujecie się w historię i leczenie swoich pacjentów to uwierzcie mi, warto to przeżyć. Osobiście myślałam o tym, co zobaczyłam jeszcze przez kilka dni później.
Instalacja wywołała we mnie naprawdę wiele refleksji.

Wystawa co prawda została już zamknięta, ale nie została zdemontowana. Jeśli jesteście zainteresowani zobaczeniem Lazy Eye skontaktujcie się z autorką projektu – Aleksandrą Stodulską, która może w umówionym wcześniej terminie, umożliwić Wam odwiedzenie instalacji.

strona internetowa projektu: www.aslazyeye.pl/

 

Oczy jedzą – potrawy wigilijne

Oczy jedzą – potrawy wigilijne

Każdego roku mniej więcej o tej porze zaczynałam wmawiać sobie, że w tym roku już na pewno dam radę powstrzymywać się przed jedzeniem bez opamiętania podczas Świąt Bożego Narodzenia.
W tym roku odpuszczam.
W tym roku chciałabym cieszyć się z obecności Rodziny, czerpać przyjemność z czasu spędzanego przy świątecznym stole i…
jeść !!
I dlatego zamiast pisać Wam o tym, jak niezdrowe są ilości świątecznego jedzenia, opowiem Wam ile dobroci stoi na wigilijnym stole i dlaczego warto jeść ze smakiem – nie tylko oczami.

Po pierwsze – najważniejsze jest spożywanie produktów, które zawierają substancje hamujące powstawanie wolnych rodników (głównie zielone warzywa – czyli brokuły, brukselka, kapusta, szpinak itd…).

Na proces neutralizowania wolnych rodników wpływają witaminy  A, E oraz C.

Na pewno słyszeliście o „kurzej ślepocie” – spowodowana jest ona właśnie niedoborem witaminy A, której utlenianiu zapobiega witamina E, hamująca również tworzenie toksycznych substancji uszkadzających naczynia krwionośne.
Witamina C działa międzykomórkowo i również unieszkodliwia powstające w reakcji z witaminą E wolne rodniki.

tangerines-1721590_1280
Dlatego właśnie najkorzystniej dla organizmu działa dostarczanie odpowiedniej dawki wszystkich trzech powyżej wymienionych witamin, które nawzajem perfekcyjnie się uzupełniają.
A gdzie znaleźć witaminę C, jak nie w cytrusach? Pomarańcze i mandarynki królują na świątecznych stołach!

Dla wzroku, dla zdrowia siatkówki i plamki żółtej, której z wiekiem może grozić degeneracja, (czyli AMD) niezwykle ważne jest dostarczanie pokarmu obfitego w luteinę, zeaksantynę oraz kwasy omega-3 – a ponieważ na stołach świątecznych królują ryby – pokuszę się o stwierdzenie, że nasze oczy uwielbiają Święta.
oil-315528_1280(Nie tylko dlatego, że to właśnie nasz wzrok w pierwszej kolejności pożera wszystko co stoi na stole podczas Wigilii.)

Zróbmy zatem krótkie podsumowanie świątecznych potraw stawianych na wigilijnych stołach!

1.BARSZCZ CZERWONY
eating-78222_1280
W moim rodzinnym domu pierwszym daniem stawianym na stole jest czerwony barszcz z uszkami.
Jego kaloryczność zależy głównie właśnie od ilości pływających w nim uszek. Sam barszcz jednak, dzięki burakom jest bardzo zdrowy. Barwę nadaje mu betanina, która jest silnym przeciwutleniaczem, a zatem działa antybakteryjnie. Buraki zawierają bardzo dużo kwasu foliowego (drogocennego dla układu nerwowego) oraz witaminy C, która jak wspomniałam wyżej bardzo korzystnie wpływa na wzrok.
(Zresztą witamina C wpływa pozytywnie na wszystko.)

2.ZUPA GRZYBOWA
mushroom_385x385

U nas nie ma tradycji jedzenia zupy grzybowej i szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić zamiany barszczu właśnie na nią, ale zapewne wielu z Was to właśnie tę zupę podaje w pierwszej kolejności, dlatego przeanalizujmy jej wartości odżywcze.

Tu podobnie jak w przypadku barszczu – jeśli dodacie do grzybowej makaron i śmietankę to ilość kalorii wzrośnie i to zdecydowanie.

A co z samymi grzybami?

Właściwie często powtarza się, że grzyby spożywa się dla walorów smakowo-zapachowych, a ich wartość odżywcza jest niewielka. Niewielka ilość witamin i minerałów, trochę błonnika pokarmowego, trochę białka.

Ostatnio jednak coraz więcej badań potwierdza przeciwnowotworowe oraz przeciwmiażdżycowe właściwości grzybów. Obniżają one poziom cukru we krwi, wyrównują poziom lipidów. Są jednak bardzo ciężkostrawne – zwłaszcza pieczarki i borowiki. Dlatego nie powinny ich spożywać dzieci oraz osoby w starszym wieku.

 

3.PIEROGI

empanadas-592300_1280
Pierogi z białej mąki – wiadomo. Ta sama sytuacja, co w przypadku uszek w barszczu. Kalorii co nie miara, wartość odżywcza żadna. Ale pytanie, czym pierogi są nadziane? Jeśli grzybami – to jak wyżej. Jeśli kapustą – to zaraz opowiem.

Dwa lata temu moja Mama po raz pierwszy podała nam do spróbowania pierogi z kaszą gryczaną – polecam gorąco – są przepyszne! A kasza gryczana? Nie dość, że naprawdę rewelacyjnie smakuje, to jest wzorcowym źródłem rutyny, która uszczelnia i wzmacnia naczynia krwionośne. Jest bogata w witaminy B1, B2, P i PP (rewelacyjne dla układu nerwowego), zawiera również wapń, magnez, fosfor, żelazo, nikiel, kobalt, miedź, cynk bor oraz jod. Lista jest imponująca, prawda?

4.KAPUSTA
green-juice-769129_1280

Kapusta z grochem jest bardziej kaloryczna od kapusty z grzybami i to (jak podaje literatura) praktycznie dwukrotnie bardziej.
Ale kapusta jest idealna na odporność, zawiera bowiem spore ilości witaminy C. Jest również źródłem kwasu foliowego, witaminy E, magnezu, żelaza oraz beta karotenu.
W kiszonej kapuście znajdują się bakterie, ułatwiające trawienie (idealne bakterie na świąteczny czas).
Bakterie kwasu mlekowego to naturalne probiotyki, wspomagające odporność, obniżające poziom cukru we krwi. Mają również działanie przeciwmiażdżycowe.
Prawda jest jednak taka, że kaloryczność zasmażanej kapusty wigilijnej, czyli tej z grzybami, czy grochem zależy od sposobu ich przyrządzania. Tak czy inaczej jest to ciężkostrawne danie, ale zupełnie inaczej zostanie przyjęte przez żołądek, jeśli zostanie przygotowane z mniejszą ilością tłuszczu, a większą ilością przypraw wspomagających trawienie (majeranek, koperek, kminek).

5.SAŁATKA JARZYNOWA
salatka-warzywna-tradycyjna-f
Możliwy skład: jajka, ogórki kiszone, groszek/kukurydza/jedno i drugie, gotowana marchewka, ziemniaki, pietruszka, por, majonez, musztarda, osobisty dodatek smakowy.
Warzywa – wiadomo – zdrowie, witaminy, wartości odżywcze – słowem MNIAM.
Schody zaczynają się przy majonezie.
Majonez jest bardzo kaloryczny. Pytanie, czy robimy go w domu, czy kupujemy w sklepie.
Ten domowy pomimo kaloryczności, jeśli powstanie z oleju dobrej jakości, będzie źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki zaś obecności tłuszczów roślinnych majonez jest źródłem witamin A,E i K oraz w niewielkich ilościach również witaminy D.

6.RYBY
Na wigilijnym stole w przypadku ryb każdy znajdzie coś dla siebie.
I serdecznie Wam tego zazdroszczę.
Takie ze mnie dziecko szczęścia, że urodzona i wychowana w Świnoujściu – jestem uczulona na ryby. I mogę je jeść tylko wtedy, kiedy naprawdę czuję, że mam ochotę, że organizm sam się upomina, ale tylko w niesamowicie ograniczonych ilościach i wyłącznie niektóre ich rodzaje.
Jest to swojego rodzaju żywieniowa katastrofa, ponieważ ryby są źródłem dobrze przyswajalnego białka o bardzo wysokiej wartości odżywczej. Są źródłem jodu oraz witamin z grupy B (ryby tłuste także witamin D i A).

6.1.KARP
Karpia lepiej piec niż smażyć w panierce – ze względu na kaloryczność.
Karp nie jest tak zdrową rybą jak ryby tłuste typu łosoś, makrela, czy śledź. Jest jednak źródłem białka i dostarcza do organizmu witaminę D. Jest oczywiście źródłem kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych (w mniejszym stopniu niż wyżej wymienione tłuste ryby, ale jednak). Poza tym mięso karpia zawiera witaminy z grupy B, magnes, cynk, selen oraz potas.

6.2.ŚLEDZIE
Najczęstszy sposób podawania śledzia podczas Świąt – śledź w śmietanie lub śledź w oleju.
Same śledzie kaloryczne nie są, ale dodatek w postaci oleju robi z nich kaloryczną bombę.
Śledź to bardzo zdrowa ryba, zdrowsza nawet od sztandarowego karpia. Jako morska ryba tłusta zawiera bardzo dużo kwasów omega 3. Zawiera również więcej witamin i minerałów niż karp. Dostarcza witaminy E, D, potas, wapń, żelazo i selen.
Pod kątem kalorii i diety, lepiej wybrać śledzia w jogurcie lub w occie niż tego w oleju.

6.3.RYBA PO GRECKU
Nie dość, że ryba, to jeszcze dużo warzyw!
Jej kaloryczność podwyższa olej, na którym smaży się rybę, no i panierka z mąki…
Sama ryba i warzywa to oczywiście składniki bardzo niskokaloryczne.
Rybka rybką, wiadomo jak dobrym i wartościowym odżywczo składnikiem jest. W rybie po grecku (która z Grekami za wiele wspólnego nie ma) znajdziemy spore ilości marchewki, która zawiera beta karoten oraz witaminę A, niezbędną (jak wspomniałam we wstępie) w profilaktyce zwyrodnienia plamki żółtej i zaćmy.
Marchew zawiera również barwnik o nazwie rodopsyna. Niedobór tego składnika powoduje, że źle widzimy w słabym oświetleniu.
7. KOMPOT Z SUSZONYCH OWOCÓW
kompot-z-suszu-805897_w1000
Osobiście BARDZO nie lubię ani jego smaku, ani zapachu.
Co roku Rodzice próbują mnie do niego przekonać, ale nawet na wdechu nie jestem w stanie zaakceptować tego charakterystycznego posmaku.
Jest to napój dosyć kaloryczny, choć zależy to głównie od dodanej substancji słodzącej – czy jest to cukier, miód, czy może stewia.
Jak się zapewne domyślacie – z kompotu najzdrowsze są owoce, zawierają błonnik pokarmowy, przeciwutleniacze chroniące przed powstawaniem wolnych rodników i ułatwiają trawienie. Jest to skoncentrowana zawartość witamin (między innymi tiaminy, witaminy C i beta karotenu).
Poza tym kwasy owocowe utrzymują prawidłową mikroflorę w jelitach.

8. KUTIA 
makowki-77592_1280
To jedna z najbardziej kalorycznych wigilijnych potraw, na którą przepisów można znaleźć bardzo dużo, ale ta najpopularniejsza wersja to kutia z pszenicą, makiem, miodem, mlekiem, orzechami i bakaliami.
Mieszanka kaloryczna pierwsza klasa. 100 gram kutii to nawet 300kcal.
O orzechach i maku poniżej

9.ORZECHY
walnuts-1213008_1280Najbardziej wartościowe odżywczo ze wszystkich dostępnych bakalii. To fakt, że zawierają dużo kalorii i tłuszczu, ale to jest ten dobry tłuszcz- nienasycone kwasy tłuszczowe, które zmniejszają ryzyko chorób serca. Orzechy zawierają bardzo dużo witamin z grupy B i oraz witaminę E, dzięki temu wpływają dobrze na zdrowie skóry i prawidłową pracę mózgu.

10.MAKOWIEC
christmas-cakes-1107927_1280
Makowiec to bardzo kaloryczne ciasto. Kawałek 100 gram to około 350kcal. Ale wbrew pozorom to nie ciasto drożdżowe, czy biszkoptowe zawiera tyle kalorii, a właśnie główny składnik, czyli masa makowa z bakaliami.

Ale mak to kolejna historia o nienasyconych kwasach tłuszczonych, o których już tu w tekście mowa była i nie będę powtarzać jak dobre są one dla naszego zdrowia.
Mak wpływa również na prawidłowy poziom cholesterolu właśnie ze względu na występowanie w nim powyższych kwasów. Zawiera także witaminy A, D, E, witaminy z grupy B oraz wapń.
Podsumowując

Potrawy świąteczne można przygotować na sposób lżejszy i zdrowszy.
Zmniejszyć ilość panierek do mięs i ryb, zmodyfikować farsz w pierogach na taki z bogatszymi odżywczo składnikami, a może zmienić rodzaj mąki, z której przyrządzone zostanie ciasto.
Tak czy inaczej – w Święta nie martwcie się o dietę.
Nie przejadajcie się (sama się postaram, obiecuję), ale też nie odmawiajcie sobie przyjemności w gronie rodzinnym.
Cieszcie się, uśmiechajcie, odpoczywajcie, wyłączcie komputery i telefony – zadbajcie tym samym o odpoczynek dla Waszych oczu.

Smacznego!candy-cane-1908024_1280

 

Źródła informacji:
Instytut Żywności i Żywienia

http://www.mojdietetyk.pl/artykuly/kalorycznosc-wigilijnych-potraw.html

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/dania-wigilijne/ile-kalorii-maja-potrawy-wigilijne_42167.html
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/56,101460,13066696,Potrawy_wigilijne___ile_w_nich_kalorii__ile_zdrowia_.html

P jak przerażenie, P jak PREZBIOPIA

P jak przerażenie, P jak PREZBIOPIA

Zastanówmy się przez chwilę, jakich informacji dzisiaj jest najwięcej w internecie.
O czym mówią media? Poza polityką oczywiście…
O lekach i o bankach. Jasne, że nie tylko, ale… najczęściej.
Czyli jaką pożyczkę, na co pożyczka, kredyt, lokata itd.
Jaki lek, na co lek, profilaktyka, suplementy, zdrowie…
Zabezpieczenia i fundusze na przyszłość, na wypadek raka, nagłej poważnej choroby / śmierci…
Suplementy diety na odchudzanie, zdrowe odżywianie, ćwiczenia…

Ludzie szukają informacji dotyczących swojego zdrowia w internecie. Wujek Google przecież wie najwięcej. Łatwiej jest wpisać hasło w wyszukiwarkę, niż zapisać się do lekarza, do którego trzeba czekać kilka, a czasem kilkanaście miesięcy. Mało tego – mam wrażenie, że dzisiaj często nie ufa się lekarzom. Sama miewam ten problem.
Ale nie o tym dzisiaj…

Zastanówmy się, ile w mediach mówi się o wzroku?

A czy uważacie, że powinno się mówić o tym, co czeka KAŻDEGO z nas?

Badania pokazują, że wydłuża się czas ludzkiego życia. Co oznacza jednocześnie, że ilość osób po czterdziestym roku życia również wzrasta. Co się dzieje ze wzrokiem w tym wieku?

Czy wiecie, czym jest PREZBIOPIA?

Nie, to nie choroba. I nie prowadzi do utraty wzroku.
Choć to właściwie zależy co dla kogo znaczy „utrata wzroku”.
O utracie wzroku możemy mówić wtedy, kiedy faktycznie nasze pole widzenia zaczyna być ograniczone, jeśli nie chodzi o ostrość widzenia, ale o pojawiające się w polu widzenia plamy. Tego widzenia nie da się już odzyskać i w miarę postępowania choroby powodującej jego utratę, jest go coraz mniej, aż w pewnym momencie nie mamy nawet poczucia światła.

Prezbiopii nie powinniśmy określać jako „utraty widzenia”. Tracimy bowiem tylko jego ostrość. Tylko albo aż, ale biorąc pod uwagę, że stan ten można zmienić, używając po prostu odpowiedniej korekcji, nie powinien być tak przerażający, jak czasem widać, że jest.

Po czterdziestym roku życia znaczna większość osób doświadcza problemów z widzeniem podczas postrzegania tego świata znajdującego się w „bliskich odległościach”.
Ludzie się martwią, że na starość będą mieli zmarszczki, problemy z pamięcią, ze zdrowiem…
Z jednej strony nie mówi się o tym, co się dzieje z wiekiem ze wzrokiem, a z drugiej perspektywa konieczności założenia okularów budzi w niektórych większy strach niż konieczność przyjmowania jakiś poważniejszych leków w związku z występującymi chorobami przewlekłymi.
A w ogóle to już nie raz słyszałam od pacjentów:
„Po co mi okulary do czytania, ja nie czytam, nie lubię czytać…”

Zastanawialiście się kiedyś nad tym w jakiej odległości od oczu trzymacie smartfona?
A kiedy jesteście w sklepie, jak często musicie odczytać informacje na etykiecie, cenę produktu?
A popisywanie rachunku z karty kredytowej?
Podpisywanie dokumentów?
Czytanie ulotek leków?
Nakładanie makijażu? Malowanie oczu?
Kupujecie bilet na pociąg na dworcu i chcecie sprawdzić, czy pani w okienku prawidłowo wpisała trasę lub godzinę odjazdu…
Wypisujecie kartkę urodzinową dla Babci.
Pracujecie na komputerze.

W jakiej to wszystko odbywa się odległości?

book-1716308_1280
Nieważne, że nie lubisz czytać książek.
Problemy z widzeniem w tych sytuacjach na pewno zaczną się w końcu pojawiać.

Nie warto się denerwować z powodu potrzeby noszenia okularów – nawet jeśli nie były nam potrzebne nigdy wcześniej.
Z reguły najbardziej przeżywają to osoby, które okularów nigdy nosić nie musiały i uważają, że wzrok im się na starość „zepsuł” albo jeszcze lepiej – że dopóki nie noszą okularów to oczy jeszcze jakoś pracują, a kiedy kupią pierwszą parę, oczy się rozleniwią i wada będzie postępować.

Prawda jest taka, że większość osób po prostu nie rozumie czym jest PREZBIOPIA.

Na obrazku widzicie schematyczną budowę oka i zaznaczoną w niej soczewkę.

budowa-oka1

Soczewka i mięśnie nią poruszające są odpowiedzialne za proces, który nazywa się akomodacją. Najprościej mówiąc – soczewka ma zdolność podobną do funkcji autofokusa w aparacie fotograficznym – potrafi „ustawić” ostrość na przedmiotach znajdujących się w różnych odległościach. Zmienia w tym celu swoją grubość, zmieniając jednocześnie moc optyczną.
Od góry i od dołu „trzymają ją” malutkie mięśnie, które odpowiadają za tę właśnie zmianę grubości, a tym samym mocy.

Ale jak wiadomo całe nasze ciało się starzeje. Oczy też.
Osłabiają się mięśnie – również te w oczach – między innymi te, o których wspomniałam przed chwilą.
Soczewka z wiekiem staje się coraz mniej elastyczna, coraz bardziej sztywna. Mięśnie nie mogą już płynnie pracować, bo coraz trudniej im „manipulować” soczewką.
(Staram się nie pisać tego w sposób specjalistyczny, ale obrazowy… Muszę pomyśleć nad filmami, które będą wszystkie te procesy zachodzące w oczach przedstawiać, ale zanim to nastąpi, sam opis niestety musi wystarczyć.
Wyobraźcie sobie może dwa małe baloniki wypełnione powietrzem. Jeden tak bardzo, że jest bardzo sztywny, a drugi tak tylko trochę, że spokojnie można go ścisnąć w dłoni. Jak myślicie, który z nich będzie bardziej podatny na rozciągnięcie, jeśli chwycimy dwa jego końce? Balonika maksymalnie wypełnionego powietrzem można porównać do takiej starszej soczewki o dużej gęstości, która stopniowo staje się coraz bardziej sztywna. Mam nadzieję, że to „widzicie”. Więc tej gęstej, sztywnej soczewki mięśnie już nie dają rady rozciągać. Dlatego nie zmienia grubości i mocy, i dlatego oko nie może uzyskać ostrego obrazu obiektów znajdujących się blisko.)
Bardzo częstym objawem występowania prezbiopii jest odsuwanie przedmiotów z odległości bliskich do pośrednich. Czasem pacjenci określają to problemem „za krótkiej ręki”. Ja żartuję wtedy, że to przecież do tego został stworzony selfie stick.

Najszybciej problemy z widzeniem bliży dotykają osoby nadwzroczne (czyli takie, które już od wczesnych lat noszą okulary z wartościami dodatnimi) lub osoby z nadwzrocznością ukrytą (kiedy pomimo występującej wady wzroku, akomodacja soczewki jest tak silna, że potrafi tę wadę wyrównać do wartości niezbędnej dla prawidłowego widzenia). Z powodu stałego napięcia soczewki, stale napiętej akomodacji, problemy z widzeniem bliży pojawiają się znacznie szybciej.
Wiem co mówię, sama już je mam, a czterdziestki jeszcze nie.
Obiecałam Wam kiedyś historię swoich oczu, ale że z nimi ostatnio nie jest najlepiej, chyba sama staram się nie robić sobie takiego podsumowania, żeby sobie nie psuć nastroju.

Wracając do tematu.

Najgorsze jest to, że po pierwsze wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest prezbiopia, a po drugie nie zna możliwych sposobów jej korekcji, a w dzisiejszych czasach dostępnych jest ich naprawdę wiele.

Niezbędne są regularne badania wzroku, których wielu Polaków po prostu nie wykonuje.

Z drugiej jednak strony często w gabinecie nie rozmawia się z pacjentem i nie tłumaczy wielu rzeczy, bo przecież szkoda na to czasu. I potem są sytuacje, że osoba nosząca od urodzenia korekcję ujemną z powodu krótkowzroczności w ogóle nie ma pojęcia dlaczego tej korekcji potrzebuje.

A ja bym chciała żebyście wszyscy wiedzieli co, jak, z czym, dlaczego i kiedy.
Bo to WASZE oczy, WASZ wzrok.

Nieregularne badanie wzroku jest problemem nie tylko ze względu na prezbiopię. Byłoby pięknie, gdyby był to nasz jedyny problem związany ze starzejącym się układem wzrokowym.
Badanie wzroku nie powinno mieć na celu jedynie wypisania recepty na korekcję. Powinno zawierać również omówienie problemu z widzeniem.

Soczewka wewnątrzgałkowa może nie tylko stracić zdolność do akomodacji. Może również zmętnieć, może wystąpić zaćma. Trzeba badać wzrok. Mówię Wam – trzeba.

Okulary do czytania to naprawdę nic złego, to nie koniec świata. Nie bądźcie tacy surowi dla swoich oczu. One starzeją się tak samo, jak całe nasze ciało. Nie ma wyjścia.

Prezbiopia jest niewygodna, to fakt, ale jest masa sposobów radzenia sobie z nią. Specjalista zawsze powinien dobrać najkorzystniejsze dla Was rozwiązanie.

A poza tym w tej chwili mamy tyle przepięknych opraw okularowych, że aż żal nosić je tylko do czytania. Jedna podstawowa sprawa – NIE KUPUJEMY GOTOWYCH okularów do czytania. W aptece, w drogerii, w spożywczym. Nie kupujemy.

14606380_1031893400263647_7457998617706030290_n

Okulary te mogą spowodować problemy z widzeniem obuocznym, bóle głowy, bóle oczu, a nawet ogólne zmęczenie organizmu.
I jeszcze jedno – coś bardzo dobrze znanego i niestety powszechnego – NIE POŻYCZAMY sobie okularów. (Najczęściej zdarza się to w małżeństwach… Wiem, że w małżeństwie wiele rzeczy jest wspólnych i skoro karta bankowa może być, to dlaczego nie okulary?)
OKULARY NIE MOGĄ być wspólne. NIGDY.

No dobrze, mamy osobę, która nigdy nie nosiła i nie potrzebuje korekcji okularowej do dali. Takiej osobie najtrudniej jest pogodzić się z potrzebą noszenia okularów, ALE… pomyślmy o tym, jak o przyjemności. Okulary dzisiaj są wykonywane z lekkich materiałów, soczewki okularowe mają tak zaawansowane konstrukcje, że nawet przy dużej korekcji mogą być cieniutkie i estetyczne.
Okulary można potraktować jako modny dodatek, pomagający stworzyć nasz wizerunek.

Jeśli na co dzień używa się okularów i w pewnym momencie pojawia się potrzeba innej wartości korekcji do bliży można spróbować soczewek dwuogniskowych lub soczewek progresywnych – czyli takich, które w różnej części swojej konstrukcji mają inną korekcję i które pozwalają na wyraźne widzenie obiektów w każdej odległości – bez konieczności zmiany okularów.

Dostępne są również soczewki kontaktowe zarówno multifokalne (czyli jak w przypadku progresów, umożliwiające widzenie w różnych odległościach), a także bifokalne (z wyraźnym widzeniem bliży i dali). Niektórzy również rozwiązują ten problem nosząc soczewki kontaktowe z korekcją do dali, a okulary tylko do bliży…
Można też wypróbować monowizję. Brzmi poważnie, a chodzi po prostu o to, że jedną soczewkę dopasowuje się jej wartością do czytania, a soczewka na drugie oko jest dopasowana do dali.
(Lewe oko skorygowane do bliży, prawe do dali lub odwrotnie.)
Są osoby, które bardzo lubią i chwalą sobie monowizję.
Na pewno się da tak funkcjonować, choć przyznaję szczerze, że mi osobiście ciężko to sobie wyobrazić. Szczerze.

Rozwiązań jest zatem wiele, w zależności od rodzaju i wielkości wady.

Moim zdaniem najważniejsze jest zrozumienie prezbiopii.
Rozumienie z czego ona wynika uspokaja, bo wiadomo wtedy, że jest to naturalny proces, nie choroba, która ma poważne konsekwencje.

glasses-1246611_1280
Musimy zrozumieć, że konieczność noszenia korekcji do bliży jest prawie nieunikniona, ale nie jest niczym złym. Biorąc pod uwagę inne poważniejsze problemy, które mogą nas spotkać – choćby problemy ze stawami, problemy z pamięcią, z krążeniem, z cukrzycą czy cholesterolem – naprawdę… OKULARY DO CZYTANIA to nic strasznego. Wystarczy wybrać piękną oprawę, w której będziemy się czuć atrakcyjnie lub soczewki kontaktowe, które pozwolą nam na wykonywanie wszystkich czynności jak do tej pory, bez przejmowania się koniecznością zakładania okularów.

I wracamy do stałego tematu – dbajcie o wzrok.
Naprawdę warto znaleźć jednego dobrego specjalistę i zaprzyjaźnić się z nim na dłużej.