utworzone przez Justyna Nater | paź 28, 2017 | Artykuły, Lifestyle
Zmiana czasu nie stanowi zagrożenia zdrowia, choć u części ludzi powoduje spory dyskomfort – mówią eksperci w rozmowie z PAP. Zamiast dwa razy w roku przestawiać swoje cykle dobowe o godzinę – lepiej naturalnie synchronizować się z tym, co dzieje się na zewnątrz.
Rezygnację ze zmiany czasu na letni i zimowy zakłada projekt ustawy autorstwa PSL, jednogłośnie poparty w środę 11 października przez sejmową komisję administracji i spraw wewnętrznych. Ustawodawca proponuje w nim, by od 1 października 2018 r. w naszym kraju przez cały rok obowiązywał czas letni.
O tym, jak reagujemy na zmiany czasu – i czy mogą być one obciążeniem dla ludzkiego organizmu – mówią w rozmowie z PAP eksperci, biolog i psychiatra.
Według prof. Elżbiety Pyzy z Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego lepiej by było, gdybyśmy nie musieli na wiosnę i zimą przestawiać zegarków, tylko przez cały czas funkcjonować w zgodności ze wskazaniami zegara wewnętrznego, zsynchronizowanego z dobowymi zmianami warunków, które panują środowisku zewnętrznym.
„Najbardziej właściwą strefą czasową dla naszego organizmu jest ta, która wynika z naszego położenia geograficznego. Najgorsza jest sytuacja, w której te zmiany się często powtarzają: gdy ktoś często lata samolotami lub pracuje na trzy zmiany przez długi okres czasu. Te sytuacje są niebezpieczne dlatego, że zegar wewnętrzny nie ma czasu na to, by zsynchronizować się z tymi nowymi warunkami zewnętrznymi” – powiedziała.
Jak zauważa prof. Pyza, podstawową funkcją tego mechanizmu jest przestawianie działania naszego organizmu z trybu nocnego na tryb dzienny. – „Nasz zegar wewnętrzny funkcjonuje po to, aby zanim jeszcze wstaniemy i zanim zobaczymy światło dzienne, nasz organizm już był przystosowany do działania” – mówi.
„Osobiście uważam, że wprowadzenie jednolitego czasu letniego przez cały rok byłoby dobre, z uwagi na to, że dłuższy dzień jest korzystny. Ktoś wcześnie wstający mógłby jednak woleć, aby jasno było wcześniej – to są kwestie indywidualne” – zaznacza.
„To, w jakim stopniu co pół roku odczuwamy konsekwencje zmiany czasu, wynika przede wszystkim ze stopnia naszej wrażliwości na takie zmiany” – stwierdza prof. Pyza. – „Jedni ludzie odczuwają to jako dużą dolegliwość, inni jako mniejszą. Teoretycznie jeden dzień powinien wystarczyć, żeby zegar wewnętrzny mógł się przystosować do jednogodzinnej zmiany czasu. Ale nie wszyscy reagują w ten sposób; niektórzy do nowych warunków przyzwyczajają się nie przez jedną dobę, ale np. przez cały tydzień”.
„Mechanizm zegara okołodobowego reguluje rytm organizmu niezależnie, ale musi się też dostosować do warunków zewnętrznych” – mówi PAP prof. Pyza. Dlatego zmiany w tym trybie mają swoje konsekwencje – prowadzą do desynchronizacji pomiędzy tym, co się dzieje na zewnątrz – a wskazaniami zegara wewnętrznego.
Najbardziej drastycznie objawia się to w podróżach międzykontynentalnych, znanych jako tzw. jet lag. „Gdy szybko zmieniamy wiele stref czasowych, nasz zegar biologiczny usiłuje zsynchronizować się z nowymi warunkami środowiska, ale nie odbywa się to zaraz po przylocie tylko trwa kilka dni, w zależności różnicy czasowej pomiędzy miejscem pobytu a miejscem docelowym. Właśnie wtedy pojawiają się takie dolegliwości, jak kłopoty z zasypianiem, zmęczenie w ciągu dnia, ból mięśni i stawów czy problemy trawienne” – wylicza prof. Pyza.
Zmiana czasu o jedną godzinę nie powoduje aż tak drastycznych konsekwencji – zaznacza ekspertka. Zazwyczaj dają one o sobie znać jako problemy ze snem. „Ponieważ nie czujemy się senni o zwykłej porze, to zwykle później też kładziemy się spać. To z kolei powoduje, że ze wstawaniem rano może być różnie” – mówi.
„Zmiana czasu najbardziej dotyka ludzi, którzy mają problemy ze snem lub mają zaburzony rytm okołodobowy” – potwierdza dr Michał Skalski z Poradni Leczenia Zaburzeń Snu przy Klinice Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jak zaznacza, u ludzi w pełni zdrowych godzina różnicy pomiędzy czasem letnim a zimowym nie powinna odgrywać większej różnicy. „Problemy z samopoczuciem przy zmianie czasu nie wynikają z tego, że człowiek śpi krócej czy dłużej. U pacjentów, którzy mają problemy z rytmem okołodobowym, każda zmiana czasu, nawet niewielka, powoduje rozregulowanie; jest to symptom znacznie poważniejszego problemu”.
„Główne zagrożenie związane z zaburzeniami snu nie wynika tylko z tego, że zasypiam godzinę wcześniej czy godzinę później. Chodzi o to, że kiedy źle śpię w nocy, to rośnie mi ciśnienie, tętno, cukru – czyli zwiększa się ryzyko innych dolegliwości” – tłumaczy dr Skalski.
Choć sama zmiana czasu nie jest główną przyczyną problemów zdrowotnych u niektórych osób, to rezygnacja z niej może oznaczać pozytywne konsekwencje – stwierdza ekspert. „Podział na czas letni i zimowy to jeden z wielu czynników zewnętrznych wpływających na jakość ludzkiego życia” – mówi dr Skalski. – „Jeśli więc podział ten nie ma już uzasadnienia ekonomicznego, to jego zniesienie wyeliminuje z naszego życia jeden z nieprawidłowych, stresogennych czynników”.
Rozróżnienie na czas zimowy i letni stosuje się w blisko 70 krajach na całym świecie. Obowiązuje we wszystkich krajach europejskich z wyjątkiem Islandii i Białorusi. W 2014 r. na stałe na czas zimowy przeszła Rosja.
W Polsce zmiana czasu została wprowadzona w okresie międzywojennym, następnie w latach 1946-1949 i 1957-1964; obecnie obowiązuje nieprzerwanie od 1977 r. (PAP)
_______________________
autor: Katarzyna Florencka
edytor: Anna Ślązak
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
utworzone przez Justyna Nater | paź 20, 2017 | Artykuły
Halloween… „Święto”, które przywędrowało do nas zza oceanu… Według Wikipedii w Polsce pojawiło się w latach 90.
Pisałam już o nim w zeszłym roku. Ten tekst jest jedynie odświeżeniem tematu.
Po raz drugi podkreślam – osobiście nie obchodzę Halloween i nie rozumiem fenomenu przebierania się za wampiry i zakrwawione zombie. Nie mnie jednak oceniać co kto lubi, dlatego ten tekst nie powstał po to, aby krytykować przebieranki.
Jeśli chcecie, żeby Wasza twarz podczas imprezy Halloweenowej wyglądała na przykład jak po spotkaniu z kombajnem i zrobicie sobie super trójwymiarowy make up – nie ma problemu.
ALE…
Ostrzegam, że nieodpowiedzialne stosowanie kolorowych soczewek kontaktowych może spowodować, że kombajn przejedzie Wam nie tylko po twarzy, ale i po oczach.
Może się wydawać, że skoro kolorowe soczewki kontaktowe są tak łatwo dostępne, nie mogą przecież być niebezpieczne.
Czy na pewno?
OCZY SĄ BARDZO DELIKATNE
Aż trudno mi pojąć, że są osoby, którym trudno w to uwierzyć.
Bardzo często wykorzystuję takie drobne doświadczenie, zróbmy to więc ponownie – zamknij oczy i wyobraź sobie, że ta ciemność, którą widzisz już nigdy się nie zmieni. Żyjesz, oddychasz, mówisz, słyszysz… Ale już nigdy więcej nie zobaczysz swoich rodziców, rodzeństwa, żony / męża, psa….
Już nigdy!
Przyjemne uczucie? Tak typowo „Halloweenowo” w sumie, prawda?
Miało być przecież przerażająco.
A teraz wyobraź sobie, że jednocześnie będziesz miał świadomość, że straciłeś widzenie, bo postanowiłeś/łaś podczas imprezy Halloweenowej zaskoczyć znajomych i wyglądać jak zakrwawiony zombie, ale sam strój przecież na nikim już nie zrobiłby wrażenia.
Wrażenie… takie ważne w dzisiejszych czasach. Kto by się przejmował jakimś tam wzrokiem… oczami… przecież wrażenie! Wygląd! Trzeba mieć jakieś priorytety! Prawda?
Do rzeczy.
KOLOROWE SOCZEWKI KONTAKTOWE
NIGDY nie kupuj / nie zamawiaj soczewek kontaktowych niedopasowanych przez specjalistę.
NIE ISTNIEJE jeden uniwersalny rozmiar soczewek, który pasuje wszystkim.
NIE KUPUJ soczewek nieznanych producentów!
Podzielić się możesz czekoladą. Pożyczyć możesz książkę.
ZAPOMNIJ o takim podejściu do soczewek kontaktowych.
NIE POŻYCZAJ soczewek znajomym, nawet rodzeństwu!
Jeśli zauważysz zaczerwienienie oczu, poczujesz ból, czy pieczenie i dyskomfort w trakcie użytkowania soczewek kontaktowych – natychmiast je zdejmij i umów się na kontrolną wizytę u specjalisty w celu zweryfikowania niepokojących objawów.
W Polsce mamy samowolkę.
Wszystkie soczewki – i korekcyjne, i kolorowe – bez problemu dostępne są
w internecie,
w drogeriach,
…
na stacjach benzynowych,
w papierniczych,
w meblowych
i w warzywniakach.
…
Za granicą w wielu krajach nie ma takiego problemu. Sprzedaż internetowa takich produktów jest nielegalna i można ją zgłaszać na policję.
Po pierwsze – kształt soczewki
Może się wydawać, że poza kolorem tęczówki, nasze oczy się w ogóle od siebie nie różnią. To nieprawda.
Gdybyśmy wszyscy mieli taką samą topografię rogówki, to jaki sens miałoby jej badanie, pomiar, wykonywanie map?
Soczewki kontaktowe mają różne średnice, różne promienie krzywizny.
Nie istnieje soczewka o uniwersalnym rozmiarze, nawet jeśli to soczewka Edwarda Nożycorękiego.
To po prostu niemożliwe.
I uwierzcie mi, zdjęcie z oka soczewki, która przyssie się do jego powierzchni ze względu na nieodpowiedni kształt, naprawdę nie należy do przyjemnych czynności.
Spróbujcie odkleić od ściany dobrze zassany przylepiec. A teraz wyobraźcie sobie, że przylepiec to soczewka a ściana to oko.
Rogówka potrzebuje tlenu, tak samo jak Wy.
Wyobraźcie sobie, że ktoś zakłada Wam na buzię i nos gruby materiał, przez który ledwo możecie oddychać. Oddychacie, ale z ogromnym trudem.
Serio, wyobraźcie to sobie. Jak długo wytrzymacie?
A czemu rogówka musi to wytrzymywać, bo Wy tak chcecie? Bo „stylówa na zombie”?
Rozumiem, że jak wchodzimy do sklepu/wypożyczalni z przebraniami/strojami okolicznościowymi i widzimy, że na ladzie obok pani kasjerki stoją sobie pudełeczka z kolorowymi soczewkami, może się nam wydawać, że takie soczewki są bezpieczniejsze niż te korekcyjne, o które trzeba dbać, wymieniać je, czyścić itd. Itd… Przecież „to tylko na jedną noc, na kilka godzin, nic się nie stanie”.
A najgorsze, że takie soczewki kupują zwykle osoby, które na co dzień z soczewkami nie mają nic wspólnego i zasady ich bezpiecznego użytkowania to dla nich czarna magia.
Soczewka kontaktowa, JAKKOLWIEK WYGLĄDA, jest produktem medycznym. Noszenie soczewek bez konsultacji ze specjalistą może doprowadzić NAWET do utraty wzroku.
I błagam nie wierzcie w cudowne hasła umieszczane na stronach w stylu „rozmiar uniwersalny” albo „bezpieczne dla oczu” lub „nie ma potrzeby wizyty u specjalisty”.
Nawet instrukcja obsługi nie zwalnia z wizyty dotyczącej prawidłowego dopasowania. No NIE I KONIEC.
Czytam sobie zakładkę POMOC jednej z firm oferujących soczewki kolorowe online…
„Czy mogę nosić soczewki kolorowe, czy najpierw powinnam/powinienem zgłosić się do lekarza? – Oczywiście możesz nosić soczewki kolorowe. Wizyta u lekarza jest konieczna jeśli pogarsza nam się wzrok i okulista musi wtedy najpierw określić wadę wzroku, na podstawie której można dobrać soczewki z odpowiednią mocą. Większość naszych modeli to soczewki z mocą 0, więc przy ich zakupie nie ma konieczności wcześniejszej wizyty u lekarza.”
NO CUDOWNIE. GRATULUJĘ AUTOROM POMYSŁOWOŚCI. KASA PRZECIEŻ MUSI SIĘ ZGADZAĆ.
W dalszej części przeczytacie jeszcze coś takiego :
„Jak długo mogę korzystać z soczewek? – To zależy od konkretnego modelu, okres przydatności jest zawsze wskazany w opisie poszczególnego modelu. Większość naszych modeli to modele 12-sto miesięczne. Oznacza to, że jeśli będziemy dbać odpowiednio o nasze soczewki (zachowana odpowiednia higiena oraz nawilżanie) to od momentu otworzenia pojemniczków i pierwszego wyciągnięcia soczewek, będziemy mogli z nich korzystać nawet rok.”
ROK!?
NIE DZIEŃ, NIE TYDZIEŃ, NIE MIESIĄC. ROK.
BEZ WIZYT U SPECJALISTY, BEZ ODPOWIEDNIEGO PRZESZKOLENIA W ZAKRESIE HIGIENY I PIELĘGNACJI. ROK. ŻYCZĘ POWODZENIA.
Jeśli już naprawdę musisz zmienić swoje spojrzenie na kocie lub świecące w ciemności, umów się do specjalisty, który pomoże w wyborze produktu i przede wszystkim sprawdzi też stan Twoich oczu oceniając, czy możesz w ogóle bezpiecznie takie soczewki założyć – nawet na kilka godzin.
CO MOŻE SIĘ STAĆ Z OCZAMI?
– zapalenie rogówki
– abrazja rogówki
– owrzodzenie rogówki
– olbrzymiobrodawkowe zapalenie spojówki
A w konsekwencji
– przeszczep rogówki
– usunięcie gałki ocznej / utrata widzenia
Jeśli chcesz kupić „szalone” soczewki kontaktowe:
– umów się do specjalisty na badanie / nawet jeśli na co dzień Twoje widzenie jest dobre i nie nosisz żadnej korekcji;
– poproś o dopasowanie kształtu i rodzaju soczewki, indywidualnie do parametrów Twojego oka;
– kup soczewki z zaufanego źródła – najlepiej zamów przez salon optyczny, absolutnie nie od nieznanego producenta;
– koniecznie zastosuj się do zaleceń specjalisty dotyczących higieny i zasad użytkowania soczewek kontaktowych – nawet jeśli zamierzasz je włożyć tylko na kilka godzin.
Dlaczego badanie jest takie ważne?
Specjalista wykonuje pomiary parametrów niezbędnych dla prawidłowego dopasowania soczewek. Ocenia również, czy w ogóle jesteś dobrym kandydatem do ich noszenia. Jeśli miewasz częste infekcje, zapalenia spojówek, alergie, suche oko itp. specjalista może odradzić kupno soczewek.
Ponieważ często soczewki dekoracyjne, kolorowe są ze względu na swoją konstrukcję grubsze niż soczewki korekcyjne, dostęp tlenu do rogówki jest jeszcze mniejszy. Specjalista MUSI ocenić, czy taki typ soczewek będzie bezpieczny dla Twoich oczu.
Podczas wizyty dowiesz się również jak prawidłowo je zakładać i ściągać, żeby nie zrobić sobie krzywdy, a także jak długo możesz je zostawić na powierzchni oczu.
U jednego to będą 4 godziny, a u innego może kilka godzin dłużej lub jeszcze krócej.
Ustalmy na koniec jedną rzecz… „żeby nie było”.
NIE JESTEM przeciwnikiem kolorowych soczewek, ALE TYLKO WTEDY, kiedy są użytkowane odpowiedzialnie (a to już zależy od Ciebie).
Jeśli będziesz to miał, że się tak wyrażę – w poważaniu – staną się produktem niebezpiecznym.
One naprawdę mogą spowodować utratę widzenia. Nie bagatelizuj problemu.
DBAJ O WZROK. RÓWNIEŻ PODCZAS HALLOWEEN!

utworzone przez Justyna Nater | paź 16, 2017 | Artykuły
Kiedy napiszę „zamknij oczy”, nie będziesz mógł przeczytać dalszej części tekstu, dlatego najpierw przeczytaj co chciałabym żebyś zrobił, a dopiero później… rzeczywiście zamknij oczy.
Kiedy je zamkniesz, zastanów się co widzisz… Poczekaj kilka sekund, przeanalizuj ten obraz…
Następnie spróbuj wyobrazić sobie, że to, co widzisz to jedyny obraz, jaki będziesz w stanie oglądać do końca życia… Tak, jakbyś nie mógł już otworzyć oczu… Możesz dodatkowo zgasić światło w pomieszczeniu, w którym się znajdujesz i zrobić dokładnie to samo.
Zastanów się, jak się czujesz… Wyobraź sobie, że musisz wyjść z domu, zejść po schodach, wyjść na ulicę, zadzwonić do mamy, wsiąść do autobusu, spotkać się ze znajomymi, zrobić sobie kawę…
To jest ten moment – zamknij oczy. Na kilka minut. Zastanów się nad tym, co właśnie przeczytałeś, wyobraź sobie to wszystko… Wróć za chwilę do tego tekstu…

Jak było?
Jak się czujesz?
Udało Ci się wczuć w sytuację?
Domyślam się, że nie do końca.
Wiesz dlaczego? Dlatego, że masz świadomość, że możesz otworzyć oczy. Masz pewność, czujesz się bezpiecznie. Przecież zamykasz oczy każdego dnia wieczorem, kiedy kładziesz się spać.
Być może pamiętacie moją relację z wystawy Lazy Eye (części pracy magisterskiej Aleksandry Stodulskiej). Jeśli nie, zapraszam do przeczytania (TUTAJ). Miałam to niesamowite szczęście, które faktycznie czasem mi towarzyszy w życiu, że wybrałam się na tę wystawę dokładnie tego dnia i o tej godzinie, o której powinnam. Dzięki temu tam na miejscu poznałam Łukasza.
Łukasz Słowik – niedowidzący, przewodnik na Niewidzialnej wystawie, autor inicjatywy Opisujemy na rzecz dostępności grafik w sieci (więcej o tej inicjatywie na blogu już za kilka dni) oraz opiekun największej społeczności w Polsce Niewidomi i Niedowidzący: Bądźmy razem! Oprócz tego działa w ramach lub kieruje innymi pomniejszymi akcjami. Żywo zainteresowany dostępnością przestrzeni publicznej, urodzony optymista i aktywista. W wolnym czasie kolejowy podróżnik.
Niewidzialna Wystawa, znajdująca się w Warszawie, obok Placu Zawiszy, to miejsce szczególne… bardzo wyjątkowe. To interaktywna podróż po niewidzialnym świecie. Świecie, który dla części naszego społeczeństwa jest codziennością.
Nie musisz zamykać oczu, wszystko co musisz zrobić to… zaufać Twojemu przewodnikowi. Przewodnicy po Niewidzialnej Wystawie to osoby niedowidzące lub niewidome. Oprowadzając Cię po wystawie, przedstawiają Ci swój własny świat.
Możesz mi wierzyć – ta wystawa zmieni Twoje podejście do życia.
Być może wiesz o tym, że 80% informacji o otaczającym nas świecie uzyskujemy za pomocą zmysłu wzroku. Oczywiście w przypadku prawidłowego widzenia, kiedy mózg potrafi widzieć oczami i kiedy z tymi oczami wszystko jest w porządku.
Gdybyś jednak był osobą niewidomą, te 80% informacji musiałoby zostać wypełnione przez inne zmysły. Słuch, dotyk, czy węch…
Na Niewidzialnej Wystawie przez godzinę będziesz osobą niewidomą, osobą, która do odbioru otaczających ją warunków używa wszystkich innych zmysłów, poza zmysłem wzroku.
Byłam tam… prowadził mnie ciepły, kojący i bardzo uspokajający głos Łukasza… Na co dzień niesamowicie boję się ciemności. Jest to tak paraliżujący strach, że kiedy jestem sama w mieszkaniu w nocy, muszę mieć włączony telewizor w salonie, zamknięte drzwi do sypialni i jakieś choćby najmniejsze światełko w pokoju…
Ja, osoba, która reaguje paraliżem całego ciała na bezwzględną ciemność, poszłam zwiedzić Niewidzialną Wystawę.
Emocje jakie mi towarzyszyły bardzo trudno opisać… Nie mogę Wam zdradzić, czego możecie się tam spodziewać. Dlatego, że wystawa i Wasze jej przeżywanie, straciłyby wtedy sens. Oczywiście nie jest to żaden dom strachu – nikt Was nie będzie łapał niespodziewanie za szyję, nikt nie będzie wyskakiwał zza rogu z wyszczerzonymi zębami.
Dla mnie wystawa była tak emocjonalna, że mogę się teraz przyznać do tego, czego tam na miejscu nikt nie widział… Były momenty, kiedy łzy leciały mi ciurkiem.
Najważniejsze jest to, aby możliwie jak najbardziej wczuć się w sytuację. Zastanowić się nad swoim zachowaniem, nad wrażeniami, nad pewnością siebie, nad otoczeniem…
Wystawa ma pokazać codzienne życie osób niewidomych, ma nam uświadomić jak „patrzą” na świat, ma nas nauczyć jak postępować, kiedy jesteśmy im potrzebni, kiedy naprawdę możemy pomóc, a kiedy w rzeczywistości tej pomocy od nas nie oczekują.
Na Niewidzialną Wystawę można udać się z dziećmi. Przeznaczona jest ona dla maluchów powyżej 8 roku życia. Uważam, że w życiu dziecka tego typu doświadczenie przydaje się bardzo. Uwrażliwia, ale również przestrzega. Uczy pewnych zachowań. Uczy emocji i empatii.
Jeśli mieszkacie w Warszawie, a jeszcze tam nie byliście – koniecznie, naprawdę koniecznie się tam udajcie. Niech to będzie plan na najbliższy weekend.
Jeśli nie mieszkacie w stolicy to postarajcie się zaplanować wizytę w tym miejscu przy najbliższej okazji. Naprawdę.
Tym bardziej, że w życiu dzieją się różne sytuacje. Być może kiedyś ktoś z Waszej rodziny, czy najbliższego otoczenia stanie się osobą niedowidzącą lub niewidomą. Czasami nie mamy wpływu na rozwój choroby lub nieszczęśliwe losowe wydarzenia.
W tym momencie również przypomnę Wam, że wiele zależy również od Was. Są choroby wzroku, które nie bolą, a które, jeśli nie zostaną wykryte w odpowiednim momencie, mogą spowodować pełną lub częściową utratę wzroku. Dlatego właśnie warto regularnie go badać. Warto o niego dbać.
Warto wybrać się na Niewidzialną Wystawę…
Ja z pewnością powtórzę to doświadczenie. Jestem pewna, że za drugim razem będę zwracać uwagę na kolejne, inne aspekty, na które nie potrafiłam jej zwrócić ze względu na ilość towarzyszących mi za pierwszym razem emocji…
utworzone przez Justyna Nater | paź 12, 2017 | Artykuły
Dzisiaj obchodzimy najważniejsze święto w roku!
Najważniejsze dla wszystkich specjalistów ochrony wzroku.
Tegoroczna edycja przebiega pod hasłem
„Make Vision Count”.
W Polsce „Sprawmy, aby widzenie miało znaczenie”.
Z tej okazji wielki OGÓLNOPOLSKI APEL!
Zróbcie dzisiaj coś dla swoich bliskich.
Umówcie ich na badanie wzroku!
Przekonajcie ich, że trzeba o niego dbać.
Powtarzam prawie w każdym tekście, że mamy jedną parę oczu, że 80% informacji z otaczającego nas świata trafia do nas za pośrednictwem zmysłu wzroku.
Dajcie z siebie wszystko, razem możemy więcej!
Choroby oczu, które powolutku ograniczają widzenie, które powoli mogą je odbierać, NIE bolą!
Ich wczesne wykrycie jest konieczne dla zachowania prawidłowych funkcji wzrokowych, dla zachowania pełnego pola widzenia.
Zbadajcie wzrok! Dzisiaj! Jutro! W ciągu najbliższego tygodnia!
Namówcie chociaż jedną osobę, aby zrobiła to samo.
utworzone przez Justyna Nater | paź 4, 2017 | Artykuły
Okulary korekcyjne coraz częściej dostępne są już nie tylko w aptekach (gdzie choć odrobinę mogą jeszcze kojarzyć się z wyrobem medycznym, którym SĄ), ale również w drogeriach, sklepach odzieżowych, sklepach „wszystko po 5 zł”… i oczywiście w internecie.
Czy okulary można dobierać na oko?
Dlaczego nie powinniśmy kupować okularów korekcyjnych i przeciwsłonecznych na bazarach i w przypadkowych miejscach?
Chcemy o siebie dbać, uprawiamy różnego rodzaju sporty, jemy zdrową ekologiczną żywność, a okulary przeciwsłoneczne kupujemy wchodząc na plażę, od pana Gienka stojącego ze stojakiem po prawej stronie od wejścia. Zakup okularów przez internet, w aptece, czy w sklepie oferującym konewki, spinacze i kapcie, tłumaczymy ograniczonym budżetem…
Dlaczego oszczędzamy właśnie na wzroku?
Czy nie byłoby bezpieczniej oszczędzić na nowej parze spodni lub innej przyjemności, a zainwestować w zdrowe widzenie?
„Komputerowe badanie wzroku” kusi z wielu witryn i plakatów. Z jego wyniku, który otrzymujemy na kawałku papieru, wyglądającym jak paragon, nie wolno jednak wykonywać okularów ani tym bardziej kupować na jego podstawie soczewek kontaktowych.
Wiem, że w dzisiejszych czasach wszystko co „komputerowe” wydaje się być bardziej zaufane, dokładne, profesjonalne itd., ale nie w tym przypadku.
Są też osoby, którym się wydaje, że jeśli na podstawie jednej i tej samej recepty okularowej, wymieniają okulary co dwa lata na nowe, prawidłowo dbają o wzrok… Figa z makiem. Niestety nie.
Mamy trzech głównych specjalistów ochrony wzroku, których powinniśmy odwiedzać możliwie regularnie, najlepiej minimum raz na dwa lata i raz na rok po 60-tym roku życia.
Kim oni są?
Okulista – lekarz o specjalizacji w zakresie okulistyki. Zajmuje się rozpoznawaniem schorzeń, diagnostyką, leczeniem oczu, wykonuje zabiegi… Należy się do niego udać przynajmniej raz na dwa lata w celu kontrolnego badania wzroku – zawierającego badanie dna oka. Również swoje kroki skierujmy do niego w sytuacji podrażnienia oczu, pojawienia się niepokojącej wydzieliny z oka, opuchniętych powiek, bólu oczu i innych tego typu dolegliwości.
Optometrysta – specjalista, który ukończył studia z zakresu optometrii. Zajmuje się prawidłowym doborem korekcji okularowej oraz soczewkowej. Jest to zawód medyczny, niestety jeszcze w Polsce nieuregulowany, ale należący do systemu ochrony zdrowia. Kwalifikacje optometrysty możemy zweryfikować na przykład za pomocą Numeru Optometrysty, przyznawanego przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki, jedynie tym optometrystom, którzy uzyskali dyplom potwierdzający posiadanie odpowiednich kwalifikacji. Optometrysta nie jest lekarzem i nie leczy schorzeń układu wzrokowego, JEDNAK może wstępnie ocenić zdrowie narządu wzroku i w razie potrzeby wskazać na konieczność udania się do okulisty na dodatkowe badania. Specjalista ten pomoże również dobrać pomoce dla osób słabowidzących oraz zaplanuje i przeprowadzi terapię widzenia w przypadku problemów z widzeniem obuocznym.
Optyk – pomoże dobrać i wykona odpowiednie dla nas okulary, na podstawie recepty okularowej, przepisanej nam przez optometrystę. Zamówi on odpowiednie soczewki okularowe oraz zamontuje je w wybranych przez nas oprawach. Optyk pomoże również dobrać samą oprawę okularową i dopasować ją do kształtu naszej twarzy. Zwróci uwagę na odległość między soczewką i okiem, skontroluje ułożenie okularów na twarzy. Dobre salony optyczne współpracują zarówno z optometrystami, jak i okulistami, aby zapewnić klientom pełną profesjonalną opiekę oraz obsługę na najwyższym poziomie.
Zakup okularów z nieznanego źródła – a nieznane źródło to również sklep z odzieżą, czy taki w którym możemy kupić notesy, poduszki, przyprawy i inne „gadżety” – jest niebezpieczny dla naszego wzroku. Okulary oraz soczewki kontaktowe to wyroby medyczne, które powinny być odpowiednio dobierane, dopasowywane i sprzedawane pod kontrolą specjalistów ochrony wzroku.
Zwróćmy uwagę choćby na rozstaw naszych źrenic…
Twoje źrenice mogą być ustawione zarówno w różnej odległości od nosa, jak i na różnej wysokości. Czy myślisz, że gotowe okulary uwzględniają takie parametry?
Oczywiście, że nie. Gotowe okulary to masówka. Wszystkie wyprodukowane są dla takiego samego rozstawu źrenic, który nieprawidłowo dobrany może wywołać problemy z widzeniem obuocznym, a w konsekwencji bóle głowy, zmęczenie i poważne problemy ze wzrokiem, które trzeba później wyprowadzać różnego rodzaju ćwiczeniami pod okiem specjalisty, a ostatecznie i tak jedynym prawidłowym rozwiązaniem jest zakupienie prawidłowo dobranych okularów korekcyjnych w salonie optycznym.
Poza rozstawem źrenic mamy także ważny temat jakości wykonania soczewek, wszelkich zniekształceń obrazu (nawet tych niewidocznych na pierwszy rzut oka), które pojawiają się w gotowych okularach, nie wspominając o alergiach, jakie może wywołać materiał, z którego wykonana jest oprawa okularowa.
(P.S. Widziałam już panią z twarzą zafarbowaną na zielono od zamszowych zielonych oprawek – kupionych w bardzo dobrze znanym sklepie pewnej sieci, które puściły kolor podczas ulewnego deszczu… nie polecam.)
Pamiętaj – okulary nie są jedynie dodatkiem do codziennego wyglądu. Okulary to przede wszystkim pomoc dla Twojego układu wzrokowego. Na pierwszym miejscu zawsze stawiaj swoje zdrowie.
Podsumowując:
Okulista – leczenie / recepta na leki
Optometrysta – pomiary / recepta okularowa
Optyk – wykonanie okularów / gwarancja jakości
NIE KUPUJ GOTOWYCH OKULARÓW.
Twój wzrok przekazuje Ci 80% informacji z Twojego otoczenia. Zadbaj o niego we właściwy sposób. Nie bagatelizuj tematu.
Dla własnego dobra.
FILM
utworzone przez Justyna Nater | wrz 11, 2017 | Artykuły
Naukowcy z Uniwersytetu Ulster (założonego przez Elżbietę II w roku 1968) w Wielkiej Brytanii, opublikowali wyniki badań na grupie 54 młodych osób, dowodząc, że istnieje zależność pomiędzy poziomem hormonu snu – melatoniny a krótkowzrocznością.
Krótka podpowiedź dotycząca tematu:
melatonina – tak zwany hormon snu, koordynuje pracę naszego zegara biologicznego, reguluje rytm dobowy – snu i czuwania,
krótkowzroczność – wada wzroku, która polega na nieprawidłowym ogniskowaniu promieni światła wpadających do oka przez źrenicę – w oku miarowym promienie te skupiają się na siatkówce, natomiast w oku krótkowzrocznym przed siatkówką, co powoduje brak możliwości ostrego widzenia przedmiotów znajdujących się w dali.

Poziom melatoniny był mierzony na czczo przez 18 miesięcy, pomiędzy godziną 8:30 i 10:00. Wyniki pomiarów wykazały, że osoby krótkowzroczne miały trzykrotnie wyższy poziom hormonu snu niż osoby nie posiadające tej wady wzroku.
Kierownikiem grupy badawczej jest profesor Kathryn Saunders, która podkreśla, że nasz obecny styl życia ma znaczący wpływ na jakość naszego widzenia. Osoby krótkowzroczne są bardziej narażone na problemy z siatkówką i degeneracją plamki żółtej w przyszłości.
Krótkowzroczność może być u dzieci dziedziczona po rodzicach. Jest bardzo prawdopodobne, że dziecko rodziców krótkowzrocznych również będzie miało tę wadę wzroku. Jednak biorąc pod uwagę ilość dzieci, które coraz częściej stają się krótkowidzami, niezależnie od genów, wnioskuje się, że jest znacznie więcej czynników wpływających na rozwój tej wady wzroku.
Wyniki badań sugerują, że rytm dobowy osób krótkowzrocznych jest inny niż osób nie mających tej wady wzroku. Wniosek ten jest o tyle ekscytujący, że jeśli potwierdzi się go również w przypadku małych pacjentów, możliwe będzie lepsze zrozumienie wpływu obecnego trybu życia na rozwój krótkowzroczności u dzieci.
Poprzednie wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Ulster dowiodły, że dzieci, które spędzają mniej czasu na świeżym powietrzu są bardziej narażone na wystąpienie i rozwój krótkowzroczności. Obecnie w samej Wielkiej Brytanii jest ponad dwa razy więcej maluchów krótkowzrocznych niż było ich około 60 lat temu.

Z publikacją zawierającą wyniki powyższych badań możecie zapoznać się TUTAJ.
źródło informacji:
Ulster University
Optometry Today