utworzone przez Justyna Nater | lip 4, 2018 | Artykuły
Dzisiaj rozpoczyna się Open’er Festival.
Co najlepiej zabierać ze sobą na tego typu imprezy plenerowe, jeśli chcemy zadbać o nasze oczy?
Krótko zwięźle i na temat.
Jeśli wybierasz się na festiwal w plenerze, zabierz ze sobą:
– nakrycie głowy,
– okulary przeciwsłoneczne,
– krople nawilżające,
– kilka ampułek soli fizjologicznej,
– chusteczki do higieny powiek,
– soczewki jednodniowe,
– krem z wysokim filtrem,
– żel do dezynfekcji rąk,
– dobry humor! :)
Nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne oraz krem z wysokim filtrem to absolutny „must-have”, kiedy podczas festiwalu jest słoneczna pogoda.
Krople nawilżające i sól fizjologiczna przydadzą się do nawilżania i przepłukiwania oczu. Podczas takiej imprezy, zwłaszcza kiedy jest gorąco i sucho, w powietrzu unosi się dużo kurzu, który może podrażniać spojówki. Nie mówiąc już o tym, że może nam wpaść do oka ziarenko piasku (oby tylko), które bardzo łatwo wypłuczemy właśnie z pomocą soli fizjologicznej. Pamiętaj tylko, aby w miarę możliwości nie trzymać buteleczek i ampułek na słońcu i w wysokiej temperaturze.
Chusteczki do higieny powiek – dostępne w aptece bez recepty, pomogą oczyścić wieczorem powieki z makijażu, a także z pyłu i kurzu, a rano dadzą uczucie świeżości oczu po przebudzeniu. W drogeriach dostępne są również chusteczki do pielęgnacji dziecięcej skóry, które zawierają 99,9% wody – warto zaopatrzyć się w jedną paczkę i oczyszczać nimi nie tylko oczy, ale całą twarz.
Soczewki jednodniowe – Jeśli nosisz soczewki kontaktowe, na tego rodzaju imprezy wybieraj soczewki jednodniowe. Pamiętaj, aby przed każdym założeniem oraz zdjęciem soczewek dokładnie umyć dłonie. Soczewki jednodniowe są znacznie wygodniejsze, ponieważ zakładasz je rano, zdejmujesz po kilku godzinach i nie musisz się przejmować ich czyszczeniem, przechowywaniem, przepłukiwaniem itd..
Żel do dezynfekcji rąk przydaje się na każdej tego typu imprezie, na której nie ma możliwości częstego mycia rąk. Żele tego rodzaju dostępne są w malutkich buteleczkach, więc bez problemu zmieszczą się w damskiej torebce, czy w kieszeni męskich spodni, razem z buteleczką kropli i ampułką soli fizjologicznej.
DOBRY HUMOR jest oczywiście najważniejszy :)
Dbaj o wzrok i baw się dobrze! :)

utworzone przez Justyna Nater | cze 26, 2018 | Artykuły
Jeśli widzisz przed oczami „robaczki”, ciemne chmurki, malutkie pływające punkciki, które potrafią bardzo uprzykrzyć życie, jeśli znajdują się w polu widzenia i przeszkadzają w komfortowym widzeniu, na pewno chciałbyś wiedzieć, czy to groźny objaw, czy można coś zrobić, żeby te wszystkie „atrakcje” przestały Ci urozmaicać życie i przemykać przed oczami.
Opisany powyżej problem dotyczy obecności mętów w ciele szklistym. Mogą one u każdego wyglądać nieco inaczej. Część opisuje je jako „wyglądające jak bakterie pod mikroskopem”, „ciemne chmury pływające przed oczami”, „muszki, robaczki” itp…
Sama dostrzegam męty, więc starałam się na poniższym zdjęciu (wykonanym ostatnio w Świnoujściu) mniej więcej pokazać, jak ten problem może wyglądać. I to jest… dosyć jednak optymistyczna wersja poglądowa.

Może to tak wyglądać, ale nie musi. Mętów może być mniej, więcej, mogą mieć różne kształty…
Zanim jednak przejdziemy do tematu samych mętów i czym tak naprawdę one są, zajmijmy się tematem ciała szlistego.
Ciało szkliste – nazywane również szklistką – to po prostu galaretowata półpłynna przezroczysta substancja, która wypełnia nasze oczy. Oko człowieka dzieli się na dwie części – komorę przednią oraz komorę tylną. Przednia to ta, która znajduje się pomiędzy zewnętrzną warstwą oka – rogówką, a soczewką wewnątrzgałkową. Wypełnia ją ciecz wodnista, odpowiedzialna głównie za ciśnienie wewnątrzgałkowe. Komora tylna rozpoczyna się za soczewką i obejmuje obszar całego oka, aż do jego dna. Wypełniona jest właśnie szklistką, przylegającą do siatkówki.
Uproszczony schemat oka z komorą przednią i tylną oraz ciałem szklistym.
Ciało szkliste składa się niemal w stu procentach z wody, dosłownie kilka procent jego zawartości to kolagen i białka. Z wiekiem, a czasami w wyniku różnych chorób, urazów itp., ciało szkliste może mętnieć.
Większość naszego społeczeństwa obserwuje w swoim polu widzenia męty i o ile jest to możliwe i nie zagraża zdrowiu, stara się je ignorować i jakoś z nimi żyć. Niestety w większości przypadków jest to jedyne rozwiązanie problemu. A właściwie nie rozwiązanie, raczej jego akceptacja.
Czy męty są groźne?
Zmętnienia ciała szklistego rzucają cień na dno oka – na którym znajduje się siatkówka. Mogą, ale nie muszą świadczyć o występowaniu choroby.
Jeśli dostrzegasz w polu widzenia pojedyncze męty, chmurki, „robaczki”, nie powinno być to nic groźnego.
Jeśli natomiast pojawią się one nagle, będzie ich dużo, zauważysz zdecydowanie ciemniejsze plamy, to już wymaga koniecznie konsultacji z lekarzem okulistą. Jeżeli jednak ilość i rodzaj mętów wydaje Ci się być niepokojący, nawet jeśli jest ich niewiele i są prawie niezauważalne – zawsze dobrze jest kontrolnie skonsultować się ze specjalistą – dla własnego spokoju. Jeśli pomimo tego, że sam widzisz męty, lekarz nie dostrzeże ich podczas badania – nie martw się – najwidoczniej są zbyt malutkie i niegroźne dla Twojego zdrowia.
Zastanów się:
- kiedy po raz pierwszy dostrzegłeś męty,
- jaki jest ich kształt,
- czy są ciemne, czy jasne,
- w jakich okolicznościach widzisz ich najwięcej,
- czy przemieszczają się przy zmianie kierunku spojrzenia,
- po której stronie widzisz ich najwięcej…
Odpowiedzi na te pytania będą niezbędne podczas wizyty u lekarza.
Lekarz zbada Twoją ostrość wzroku, zmierzy ciśnienie wewnątrzgałkowe oraz na pewno poda krople rozszerzające źrenicę, aby obejrzeć siatkówkę na dnie Twojego oka. Bardzo możliwe, że podane Ci zostaną również krople, które mają na celu znieczulenie oka, a po których lekarz może do jego powierzchni przyłożyć bezboleśnie tak zwane „trójlustro Goldmanna”, dzięki któremu będzie w stanie ocenić obwodową część siatkówki, czy kąt przesączania, którym odbywa się odpływ cieczy wodnistej (tej, która wypełnia komorę przednią oka) odpowiedzialnej za poziom ciśnienia wewnątrzgałkowego.
W diagnostyce tego rodzaju problemów przydatne są często inne badania takie jak USG (tak, można zrobić USG oka, bo często pytacie o to w prywatnych wiadomościach) lub tomografię, która w przypadku oczu nazywa się Optyczną Koherentną Tomografią – OCT.
Czy mętów można się pozbyć?
Jeśli w Twoim przypadku będzie to możliwe, lekarz na pewno poinformuje Cię o takiej możliwości – dotyczy to oczywiście wyłącznie sytuacji, w której męty nie są związane z występowaniem poważniejszej choroby, problemów z siatkówką itd… Jeśli są one wynikiem choroby, powinno zostać podjęte odpowiednie leczenie.
W Polsce jest kilka ośrodków zajmujących się usuwaniem mętów. Oferują one różnorakie zabiegi, takie jak na przykład witreoliza, czy witrektomia i inne…
Witreoliza to bezbolesny zabieg, który polega na rozbijaniu mętów w ciele szklistym za pomogą lasera – rozszerza się w tym celu maksymalnie źrenicę, znieczula oko kroplami i przez specjalną soczewkę „strzela” w zlokalizowane męty światłem lasera.
(Nie bójcie się, to nie jest taki laser, jak ten czerwony, sprzedawany często na straganach podczas festynów – swoją drogą uważajcie bardzo na niego, bo świecenie takim laserem po oczach, może spowodować poważne uszkodzenia struktur oka, głównie siatkówki. Nie polecam tego jako zabawki dla dzieci, bo przez nieuwagę mogą sobie zrobić naprawdę dużą krzywdę.)
Opinie o witreolizie są różne. Niektórzy są bardzo zadowoleni, inni wspominają, że męty i tak ponownie się pojawiają, a w miejscu starych pozostają małe „blizny”. Najważniejsza jest prawidłowa kwalifikacja do zabiegu, więc zadbajcie o to, aby oddać swoje oczy w naprawdę wykwalifikowane ręce.
Witrektomia jest z kolei dużo bardziej inwazyjnym zabiegiem. Polega ona na usunięciu ciała szklistego z wnętrza oka, które wiąże się jednocześnie z usunięciem obecnych w nim mętów. Witrektomia to jednak zwykle ostateczność, bo niestety często niesie ryzyko wystąpienia powikłań.
Ponieważ jednak jestem optometrystą, a nie lekarzem, nie ma sensu pisać o rodzajach zabiegów i możliwych formach leczenia – z jednego prostego powodu – są pewne rozwiązania na usunięcie mętów, ale o możliwości ich zastosowania i tak MUSI zawsze zadecydować lekarz, po przeprowadzeniu wnikliwego badania.
Ja ze swojej strony powiem Wam jedno – męty w ciele szklistym ma w pewnym wieku prawie każdy. Nie każdy je zauważa, bo nie u każdego umiejscawiają się w polu widzenia. U niektórych jest ich więcej, u innych mniej… I wiem z opowiadań wielu osób, że potrafią mocno uprzykrzać życie. Uważam, że w takich sytuacjach, kiedy nie da się ich już ignorować, bo po prostu przeszkadzają w komfortowym widzeniu, powinno się skonsultować możliwości zabiegowe. Niestety okulary nie rozwiązują tego typu problemów.
Suplementy diety na męty? W konsultacji z lekarzem – ale one ich na pewno nie usuną. Może być ewentualnie tak, że po prostu zahamują tworzenie się nowych lub spowolnią ten proces, ale żaden suplement nie usunie istniejącego już w ciele szklistym zmętnienia.
Pijcie dużo wody, starajcie się nie doprowadzać do odwodnienia organizmu, odżywiajcie się zdrowo. (Cukrzyca może wywołać retinopatię cukrzycową siatkówki, a jej również często towarzyszą męty.)
Jeśli macie „usuwać wodę z organizmu” to tylko i wyłącznie w konsultacji z lekarzem, nie na własną rękę, żeby na przykład schudnąć.
No i niestety trzeba przyznać – w znacznej większości przypadków występowania mętów – trzeba się po prostu nauczyć z nimi żyć.
Sama je mam i pomimo tego, że widzę je głównie w słoneczne dni lub na jasnych powierzchniach, wiem, że mogą bardzo przeszkadzać.
Jeśli liczyliście na złotą poradę „jak usunąć męty”, to niestety nie mam takiej… Polecam za to gorąco nie kombinować, mówiąc kolokwialnie, na własną rękę, ale wyszukać dobrego specjalistę w kraju i udać się na konsultację.
utworzone przez Justyna Nater | cze 9, 2018 | Lifestyle
Jeśli ten tekst będzie dla kogoś zbyt brutalny, to odsyłam na inne blogi, gdzie ptaszki ćwierkają, pieski uśmiechają się do zdjęć, a okulary na tych zdjęciach występują wyłącznie jako element ozdobny, żeby zdjęcie się lepiej „klikało” w souszjal midjach.
Jestem wkurzona i od dzisiaj nie będę kontrowersyjnych wpisów komentować w stylu „Ja bardzo przepraszam, ale chciałam powiedzieć, że bardzo przepraszam, no bo wiem, że możecie się mylić, choć bardzo przepraszam, bo przecież może się nie mylicie, za co też bardzo przepraszam, bo przepraszam, że przepraszam.” Nie. Od dzisiaj przy każdej okazji będę wklejać wszędzie do znudzenia link do tego tekstu i może wreszcie dotrze on do większej ilości osób i nasze społeczeństwo zrozumie, że wieczna wiara w farmaceutyczno-medyczno-lekarsko-jakąkolwiekinną-konspirację jest BEZ SENSU.
Ja wiem, że grawitacja nie istnieje, ziemia jest płaska, nikt nigdy nie był na księżycu i takie tam. Ale jednego jestem pewna – OPTOMETRIA istnieje, nasze oczy istnieją, choroby oczu niestety również, wady wzroku także, a jakby to powiedzieć – zmysł wzroku dostarcza nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. To kurde sporo, prawda? To może jednak warto raz odłożyć konspiracyjne halucynacje na bok i zastanowić się, jakby to było, gdybyśmy teraz musieli zamknąć oczy i już nigdy nie mogli ich otworzyć?
Bo tak to się może skończyć, kiedy zaczniemy ignorować nasz wzrok albo kiedy w ogóle nie zadamy sobie trudu, żeby o niego zadbać i będziemy ślepo (dosłownie ślepo) wierzyć szamanom-oszołomom.
Dlaczego jestem taka zdenerwowana?
Zawsze staram się pisać miło, spokojnie, czasem z lekkim żartem.
Ale dzisiaj wybaczcie – albo i nie wybaczcie, bo miałam już nie przepraszać – puściły mi nerwy i właśnie ten pierwszy raz napiszę oficjalnie, co tak naprawdę o tym wszystkim myślę.
Bo ileż można walić głową w ścianę?
Kilka tygodni temu walczyliśmy po raz drugi z autorem tekstu, który namawiał czytelników do używania wody utlenionej zamiennie z płynem do soczewek.
Czyli rozumiecie, woda utleniona do pojemniczka, soczewka ciach w tę utlenioną, a potem ciach do oka. Strasznie jestem ciekawa, czy znalazł się odważny śmiałek, który wypróbował metodę. Autor gdzieś coś usłyszał, jednym uchem wpadło, drugim wypadło. Coś tam sobie połączył i wyszło mu, że woda utleniona jest zamiennikiem płynu do pielęgnacji, przechowywania i czyszczenia soczewek. Brawo Ty! Geniuszu przezierności rogówki.
Kilka miesięcy temu było pierwsze podejście, a przynajmniej pierwsze, które wyłapaliśmy. Wtedy do akcji włączyły się duże profile takie jak Crazy Nauka, czy To Tylko Teoria. Połowa internetu została zbanowana przez właściciela strony, która te farmazony o wodzie utlenionej publikowała, druga połowa nie zdążyła się zorientować, co się dzieje.
Na drugą połowę przyszedł czas za drugim razem. Nic nie zdziałaliśmy, mimo że walczyło wiele osób. Komentarze skasowano, wszystkich nas zablokowano. Artykuł został, wisi sobie na tamtej stronie, a autor wdzięcznie na jego zakończenie zabezpieczył się dopiskiem, że on za nic nie odpowiada.
Moja koleżanka optometrystka Monika Niklas, napisała chwilę później świetny tekst o wodzie utlenionej, który został tu opublikowany, ale zakładam, że trafił do kilkudziesięciu osób, które go doczytały może do połowy. Jakby ktoś chciał nadrobić teraz, to jest TUTAJ. I pięknie wyjaśnia o co chodzi z tym płynem do soczewek i wodą utlenioną. W którymś kościele dzwoniło, tylko szamani nigdy nie wiedzą w którym.
I sytuacja sprzed kilku dni, która mnie sprowokowała do napisania tego tekstu, która tak mi podniosła ciśnienie, choć wiele osób mówi „Weź się nie przejmuj, to selekcja naturalna”.
Nie umiem się nie przejmować. Ktoś musi. Niby „szkoda nerwów”, ale jak nikt nie będzie reagował na takie rzeczy, to do takich sytuacji będzie dochodziło znacznie częściej!
Już mówię, co się wydarzyło, chociaż osoby, które śledzą relację @dbajowzrok na Instagramie, bardzo dobrze wiedzą, co się wydarzyło. I z tego miejsca bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyłączyli się do bojkotu materiału – transmisji live, opublikowanej przez oszołoma – bo przepraszam, nie jestem w stanie nazwać go inaczej.
Pan z zasięgiem x-dziesiąt tysięcy ludzi wielbiących jego „umiejętności” zrobił live, który zaczął od informacji, że budowy oka uczył się z google i po angielsku, no i w ogóle jakim prawem w polskich materiałach nie ma ani słowa o mięśniu rzęskowym! To najważniejszy mięsień w oku, ale jakoś się go pomija, no właśnie, specjalnie się go pomija! To jest ta konspiracja! Specjaliści nie chcą, żeby ktokolwiek wiedział o jego istnieniu!
Z perspektywy doświadczenia gabinetowego, kiedy czasem tłumaczę pacjentom, gdzie jest rogówka, siatkówka, która to tęczówka i że źrenica to tak naprawdę otwór, a nie czarna plama – i już to wywołuje zdziwienie, a otwór źreniczny często wręcz zaniepokojenie, mogę śmiało powiedzieć, że w podstawowym schemacie budowy oka nie ma potrzeby pisania o mięśniu rzęskowym, utrzymującym soczewkę wewnątrzgałkową. Chociaż sama ZAWSZE mówię o nim przy okazji tłumaczenia konieczności noszenia okularów do czytania po 40. roku życia lub osobom, które mają problemy z akomodacją, za którą te właśnie mięśnie są odpowiedzialne.
Wracając do pana szamana – mówi, że się uczy z internetu, a potem rzuca hasłem „okulary nie są korygujące, okulary są uzależniające”…
Pojawiają się komentarze pierwszych optometrystów i optyków, że opowiada bzdury, na co on mówi w formie 15x kopiuj wklej : „ja zdaję sobie sprawę, co szkoła potrafi zrobić z człowiekiem przez 6 lat studiów (…)” albo „Otwórz umysł”.
Wszystkie tego typu sytuacje mają jeden wspólny mianownik. Ich autorzy próbują przekonać publikę, że osoby komentujące nie mają dobrych intencji, że się boją utraty klientów, problemów zarobkowych, że tak naprawdę chcemy po prostu zarobić na cudzym nieszczęściu, że chcemy zdzierać pieniądze za coś, na co są darmowe / domowe sposoby.
Mam jedno pytanie …
– wiedząc, że tacy szamani mogą zaszkodzić społeczeństwu, że odstawiając okulary korekcyjne możemy doprowadzić do pogłębienia wady wzroku, że stosując ćwiczenia bez konsultacji ze specjalistą, możemy wywołać problemy z widzeniem obuocznym, że nie nosząc okularów przeciwsłonecznych i patrząc w słońce możemy delikatnie mówiąc przysmażyć sobie siatkówkę, że nie chodząc regularnie na badania wzroku, nasze widzenie może być zagrożone przez bezobjawową chorobę np. jaskrę…
Czy widząc to wszystko, nie powinniśmy raczej siedzieć cicho?
Przecież w końcu… im gorzej Wy widzicie, tym więcej my mamy pracy! Czy się mylę?
Wydaje mi się, że w celach zarobkowych to właśnie powinniśmy przyklaskiwać wariatom i zacierać rączki.
Ale nie – mamy wiedzę, OD PODSTAW, nie od Wujka Google tylko wystudiowaną przez wiele lat. Znamy wyniki badań naukowych, przeprowadzanych NA LUDZIACH – gdzie na przykład obserwuje się „zachowanie” wady wzroku w wybranej grupie pacjentów przy określonych czynnikach. I chcemy ją wykorzystać, żeby pomagać, bo LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ!
Oczywiście, że okulary kosztują i optyk zarabia na ich sprzedaży, ale pogarszaniu wzroku naszego społeczeństwa winne jest środowisko, tryb życia, tryb pracy, nasze przylepienie do smartfonów, nasze zaniedbania itd.
Okulary nie są uzależniające.
Autor tej świetnej relacji live mówi, że „jak raz założysz okulary to już ich nie zdejmiesz”. No nie zdejmiesz, bo korygują one wadę wzroku i zapewniają komfortowe widzenie, to po co je ściągać?
Nie lubisz nosić okularów? Wybierz się do kontaktologa na dobór soczewek kontaktowych. Skonsultuj się w sprawie ortokorekcji, laserowej korekcji wzroku, czy chirurgicznej wymiany soczewki wewnątrzgałkowej. Ale nie odkładaj okularów na półkę, bo to Ci NIC NIE DA.
Mało tego – są wyniki WIARYGODNYCH badań naukowych, które potwierdzają, że niewłaściwa (za mocna lub za słaba) korekcja krótkowzroczności lub jej całkowity brak może prowadzić do jej progresji. Ale, co też ważne (bo już pojawiały się komentarze – „Mam od urodzenia -0.5, nie noszę okularów i wada nie postępuje”) – nie każda krótkowzroczność jest postępująca.
Chociaż to dosyć przerażające, kiedy do gabinetu trafia pacjent, mówi, że na badanie przyjechał samochodem, w badaniu wychodzi jakaś …. „ciekawa” powiedzmy delikatnie wada, a on na pytanie jak tu dojechał??? odpowiada „no wie pani… jeżdżę tak od wielu lat, już się przyzwyczaiłem”.
Czy naprawdę chcemy żeby ludzie odłożyli okulary i byli w takim stanie uczestnikami ruchu drogowego? No ja nie chcę. Przestanę wychodzić z domu.
Chcesz ćwiczyć wzrok? Świetnie! Ćwiczenia rozluźniające napięcie mięśni okoruchowych i mięśnia rzęskowego są DOBRE, ale naprawdę powinieneś je wykonywać pod okiem specjalisty, bo nieprawidłowe ich wykonywanie może zaszkodzić i wywołać problemy z widzeniem obuocznym, które później ciężko będzie wyprowadzić.
Nie żyj konspiracyjnym snem.
Wszyscy na nas zarabiają! Na mnie również!
Cokolwiek kupujesz, robisz, gdziekolwiek jedziesz, cokolwiek jesz – ktoś na Tobie zarabia. Specjaliści też. Czy to, że w restauracji ktoś podaje Ci danie za 39 zł, które wykonane jest z takich produktów, że sam zapłaciłbyś za nie kilkanaście zł i nakarmił całą rodzinę, oznacza, że przestaniesz chodzić do restauracji, bo ten okropny właściciel chce na Tobie zarobić?
Czy przestaniesz robić wszystkie rzeczy, dzięki którym ktoś na Tobie zarabia, żeby tylko wredny właściciel nie zarobił na Tobie złamanego grosza?
NIE.
Na mnie też zarabiają lekarze do których chodzę, a uwierz – chodzę do wielu!
Tak długo jak żyję, a oni czuwają nad moim zdrowiem – mogą na mnie zarabiać.
P.S. 1
Wada wzroku to nie choroba. Nie leczymy jej. Korygujemy ją okularami.
P.S. 2
Prezbiopia – potrzeba noszenia okularów do czytania po 40. roku życia – to (a to niespodzianka) też nie choroba!
P.S. 3
Astygmatyzm to wada wzroku, ani oczy, ani nic innego nie krwawi, kiedy występuje astygmatyzm.
P.S. 4
Antyrefleks nie powoduje zwiększenia podatności soczewek okularowych na zabrudzenia. Antyrefleks sprawia, że soczewka przed okiem staje się dla niego „niewidoczna”, bo nie odbija promieni światła. Dlatego może się wydawać, że widać więcej zabrudzeń, których nie zauważylibyśmy w soczewkach bez antyrefleksu.
P.S. 5
Zarysowanych soczewek okularowych nie da się wypolerować pastą do zębów! To znaczy… te powierzchniowe, być może… da się – ale razem ze wszystkimi powłokami, jakie się na nich znajdują. Jeśli nie szkoda nam wydanych pieniędzy, to w sumie śmiało.
P.S. 150
Proooooszę. Weryfikujcie wiedzę „zdobywaną w internecie” oraz wykształcenie osób, które ją przekazują.
Zdjęcie wyróżniające: Data Gogia / Unsplash
utworzone przez Justyna Nater | cze 7, 2018 | Lifestyle
Przyłączam się dzisiaj do bardzo mądrej i potrzebnej akcji Dagmary (Socjopatka) oraz Ani (Blue Kangaroo) – #CoPoMaturze, skierowanej do tegorocznych maturzystów.
Robię to z tym większą radością, że dokładnie w tym roku minęło 10 lat od mojej matury, a wciąż mam wrażenie, jakby to wszystko działo się dosłownie przed chwilą.
Drogi Maturzysto! Jeśli trafiłeś na ten tekst po nitce całej akcji, być może nie wiesz kim jestem, więc szybko się przedstawię.
Jestem optometrystą, optykiem okularowym – absolwentką Politechniki Wrocławskiej, którą ukończyłam 4 lata temu. Prowadzę bloga Dbaj o wzrok, na którym właśnie jesteś, od ponad dwóch lat pracuję w Zarządzie Polskiego Towarzystwa Optometrii i Optyki. Walczę o to, aby przekonać społeczeństwo do regularnych badań wzroku. Przygotowuję ogólnopolską konferencję Eye Care Conference, która odbędzie się jeszcze w tym roku, w Warszawie, w październiku. Prowadzę szkolenia dla firm, piszę artykuły branżowe, a po godzinach jestem żoną wspaniałego człowieka, którego poznałam kilka tygodni przed obroną pracy magisterskiej.
Czy tekst o rozterkach pomaturalnych można zacząć od słów „Kiedy byłam mała…”?
Tak właśnie chciałabym zacząć.
Kiedy byłam mała chciałam być astronautką, chociaż zanim dotarło do mnie, że w ogóle istnieje coś takiego jak kosmos, marzyło mi się zupełnie coś innego – chciałam pracować w sklepie rybnym i nakładać śledzie przez woreczek. No ale myślę, że ten temat dzisiaj możemy pominąć, bo ostatecznie to prawdopodobnie mogłabym to robić i bez matury.
Księżyc był „kołegą”, znałam gwiazdozbiory i chciałam być pierwszą kobietą na Plutonie. Tak było.
Ale pewnego dnia w gimnazjum zaczęliśmy przerabiać optykę, bieg promieni przez soczewki, zwierciadła i rozszczepienie światła. Totalnie odleciałam na tym punkcie. Wiedziałam już, że optyka to kierunek dla mnie, choć po drodze dosyć poważnie rozważałam jeszcze psychologię.
Kiedy dokładnie padła decyzja o studiach z optometrii, szczerze mówiąc nie pamiętam, ale wiem, że na pewno chciałam studiować optometrię już w momencie rozpoczynania studiów pierwszego stopnia z optyki okularowej.
Czy wynik egzaminu maturalnego ma znaczenie?
Drogi maturzysto, który czekasz właśnie na wyniki egzaminu maturalnego… Często w swoim życiu spotkasz się z opinią, że matura to nic takiego, że biorąc pod uwagę egzaminy na studiach to „pryszcz”.
Ja też czasami mówię, że na studiach matura jest co semestr, a studniówka co tydzień, ALE…
Matura jest ważna z jednego bardzo oczywistego powodu – dla osób, które chcą dostać się na wymarzone studia, jest to być albo nie być, ponieważ wyniki z tego egzaminu liczą się podczas rekrutacji.
Nie jest to jednak egzamin, który definiuje Ciebie, jako człowieka. Nie załamuj się, jeśli jego wynik nie będzie satysfakcjonujący. Czasami życie pisze swój własny scenariusz. Na większość spraw mamy wpływ osobiście, ale są też takie sytuacje, na które go nie mamy. Bardzo trywialnym przykładem takiej sytuacji jest po prostu tak zwany „gorszy dzień”, który każdy z nas ma prawo mieć, a który w połączeniu ze stresem, może spowodować, że nawet najlepszy uczeń położy egzamin z przedmiotu, który jest jego konikiem.
Jak mi poszło?
Jeśli mam pisać na podstawie własnych doświadczeń, to powiem otwarcie, że sama nie byłam zadowolona z wyników swojej matury, choć nie były wcale złe. Miałam wtedy problemy z kręgosłupem, siedzenie w ławce dłużej niż pół godziny w jednej pozycji sprawiało, że zaczynały mi po prostu bez kontroli lecieć z bólu łzy i nie do końca byłam w stanie się na wszystkim skupić. Poza tym przeokropnie zjadał mnie stres. Nie byłam zadowolona, bo po prostu czułam, że było mnie stać na więcej.
Dostałam się jednak na wymarzone studia we Wrocławiu na Politechnice Wrocławskiej i szczerze mówiąc, gdybym dzisiaj miała podejmować te wszystkie decyzje jeszcze raz – nie zmieniłabym żadnej.
Czy studia są „obowiązkowe”..?
W moim bliskim otoczeniu jest wiele osób, które nie studiowały wcale lub studiowały, ale z różnych względów nie ukończyły studiów. O jednej z tych osób mogłabym napisać książkę, na temat tego jak bardzo ją podziwiam i jak mi imponuje to, co osiągnęła mimo braku dyplomu.
Nie każdy człowiek, żeby robić to, co w życiu kocha, musi ukończyć kilkuletnie studia. Najważniejsze jest wiedzieć mniej więcej w którą stronę chcemy zmierzać.
Mało tego, uważam z perspektywy czasu, że osoby, które nie potrafią sprecyzować swoich pomysłów na życie od razu po ukończeniu szkoły średniej i po prostu nie wiedzą jaką pójść drogą, nie muszą, a nawet nie powinny podejmować decyzji na siłę.
Jeśli jednak na przykład wiesz, że na pewno chcesz studiować na Politechnice lub na Uniwersytecie, to warto zapisać się na jakiś najmniej dla Ciebie „kłopotliwy” kierunek i przebrnąć chociaż pierwszy rok, a potem spróbować go zmienić. A to dlatego, że wiele przedmiotów na pierwszych semestrach się powtarza, więc okazuje się, że w późniejszym czasie można je z powodzeniem przepisać i nadrobić jakieś przedmioty kierunkowe, o ile takie pojawią się już w pierwszych semestrach.
Czego naprawdę (nie) chcesz…
To może się wydawać dziwne, ale czasem ważniejsze od tego, czego na pewno chcę, jest uświadomienie sobie, czego na pewno nie chcę robić.
Rzadko kiedy na etapie 18 roku życia dokładnie wiemy czego chcemy. Ale za to, przeważnie wiemy, czego na pewno nie.
Jeśli miewasz tego typu wątpliwości lub jesteś całkowicie pogubiony, spróbuj spokojnie usiąść z kartką i długopisem i wypisz na tej kartce przykłady zawodów, czy zajęć, których na pewno nie chcesz wykonywać, a potem spróbuj wyciągnąć z tej listy jakiś wniosek.
Dlaczego optometria?
Dlaczego wybrałam optometrię? Tak jak już pisałam – fascynowała mnie optyka. Optometria po pierwsze brzmiała dla mnie wtedy egzotycznie.. Trudne, ciekawe słowo, którego nikt w moim otoczeniu nie znał (i do tej pory tak jest w 70% przypadków), ale wiedziałam również, że po tych studiach mogę pomagać ludziom, nie będąc lekarzem.
Lekarzem nie mogłam zostać, bo panicznie boję się igieł, rozciętej skóry, źle reaguję na krew i nigdy w życiu moja psychika nie udźwignęłaby zgonu pacjenta.
Okuliści co prawda ze zgonami mają do czynienia (jeśli w ogóle) znacznie rzadziej niż np. chirurdzy, ale mimo wszystko bywają takie zmiany chorobowe w oczach, których po prostu nie byłabym w stanie nawet obserwować w lampie szczelinowej, bo jednak moja psychika jest na to zdecydowanie za słaba.
„Nowe życie”
Studia ogólnie rzecz biorąc to najlepszy czas mojego życia. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, spędziłam z nimi dużo czasu, a poza tym zamieszkałam sama we Wrocławiu, oddalonym od domu rodzinnego Świnoujścia o 500 km. Moja rodzina była przekonana, że umrę z głodu i wrócę do domu po miesiącu, ale nic takiego się nie wydarzyło. Mało tego, od razu po rozpoczęciu pierwszego semestru zaczęłam robić kurs na prawo jazdy kat. A i B, który kilka miesięcy później udało mi się zakończyć egzaminem i dokumentem potwierdzającym jego zaliczenie. Jeśli zapytasz, jak udało mi się to pogodzić z zajęciami i z tym nowym studenckim życiem, od razu odpowiadam – było znacznie łatwiej, niż gdybym miała to zrobić kilka semestrów później, więc uważam, że jeśli nie masz prawa jazdy, a chcesz je mieć i masz możliwości finansowe, to warto pójść za ciosem i zrobić je od razu.
Strach przed wyfrunięciem z gniazda
Jeśli boisz się wyjazdu z domu – a znam osoby, które były z tego powodu niesamowicie przerażone – nie bój się – to Twoja przyszłość, Twoje pierwsze samodzielne kroki, Twoje własne życie. Ja jestem jedynaczką, przed studiami poza domem sama byłam dosłownie kilka razy. Nie wiedziałam, czy odnajdę się w nowej sytuacji, a potem okazało się, że oczywiście tęsknię za rodziną, ale jestem naprawdę szczęśliwa, a dodatkowo samodzielność przynosi niewyobrażalną satysfakcję.
Fascynująca optyka!
Jeśli do dzisiaj nie wiesz jaki kierunek wybrać, polecam optykę. Jako optyk okularowy możesz robić okulary, pracować w salonie optycznym lub w dużej firmie zajmującej się produkcją soczewek okularowych. Poznasz wiele bardzo ciekawych technologii. Będziesz mieć możliwość uczestnictwa w niezwykle inspirujących targach optycznych, na których przedstawiane są nowości w oprawach okularowych, materiałach, urządzeniach, fascynujących technologiach itp. To naprawdę bardzo przyszłościowa branża!
Chcesz pomagać ludziom, dawać im wyraźne i komfortowe widzenie, lubisz kontakt z ludźmi, lubisz się rozwijać? Zachęcam do studiowania optometrii. Satysfakcja gwarantowana!
Twoja własna poprzeczka
Ale pamiętaj – cokolwiek postanowisz – kieruj się tym, czego sam chcesz, nie tym, czego ktokolwiek od Ciebie oczekuje. Spełnianie oczekiwań innych nigdy nie przyniesie Ci stuprocentowej satysfakcji, chyba że te oczekiwania pokrywają się z Twoimi planami i marzeniami.
Stawiaj sobie wysoko poprzeczkę, ale nie bądź dla siebie surowy, jeśli po drodze do niej nie doskoczysz i zaliczysz upadek lub nawet kilka. Najważniejsze jest umieć się podnieść i wytrwale iść dalej do celu.
Powodzenia!
P.S.
Na rozweselenie – maturzystka 2008 :)

Mgr inż. – optometrystka 2018 :) 
Jeśli również chcecie przyłączyć się do akcji #CoPoMaturze, zapraszam na bloga Dagmary Socjopatka lub Ani Blue Kangaroo :)
Zdjęcie wyróżniające: Lacie Slezak / Unsplash
utworzone przez Justyna Nater | maj 21, 2018 | Artykuły
Dbaj o wzrok, bo Twoje oczy są najważniejsze!
Ale dlaczego najważniejsze?
Ponieważ za pośrednictwem zmysłu wzroku otrzymujemy około 85% informacji o otaczającym nas świecie.
Czy pamiętacie niedawne teksty dotyczące jaskry – nazywanej bardzo często „cichą złodziejką wzroku”? Czy pamiętacie dlaczego jest nazywana w taki, a nie inny sposób?
Jaskra bardzo często nie daje żadnych objawów, a kiedy już dochodzi do stopniowej utraty pola widzenia, jest za późno żeby zmiany chorobowe cofnąć lub zatrzymać.
Problemy jaskrowe jak już pewnie wiecie, dotyczą nieprawidłowego ciśnienia wewnątrzgałkowego, które stopniowo uszkadza nerw wzrokowy i struktury oka. Często w kontekście jaskry pada pytanie o ciśnienie ogólnoustrojowe – czy to jest to samo ciśnienie?
Ciśnienie wewnątrzgałkowe (z którym problemy mogą być przyczyną jaskry właśnie), to nie to samo co ciśnienie tętnicze. To pierwsze zależy od ilości cieczy wodnistej w oczach, od jej produkcji oraz prawidłowego odpływu. To drugie jest ciśnieniem wywieranym przez krew przepływającą przez nasze tętnice, na ich ścianki.
Odpowiadając zatem jeszcze raz na poprzednio postawione pytanie – nie – to nie jest to samo ciśnienie.
Mówimy o „cichej złodziejce wzroku”, a czy wiecie jaka choroba nazywana jest „cichym zabójcą”?
NADCIŚNIENIE TĘTNICZE
Analogicznie do jaskry, również nadciśnienie tętnicze często przebiega bezobjawowo. Prowadzić może jednak do naprawdę poważnych schorzeń układu krążenia.
Na nic nam wzrok, jeśli stracimy swoje życie.
Szacuje się, że w 2015 roku około 1,2 mld osób na całym świecie, cierpiało na nadciśnienie tętnicze, a liczba tych osób stale rośnie.
17 maja obchodziliśmy Światowy Dzień Nadciśnienia Tętniczego.
Problem nadciśnienia dotyka ponad 40% osób dorosłych (już po 25 roku życia!), jednak jedynie 20% osób ma świadomość występowania tego problemu.
Międzynarodowe Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego (ISH) stworzyło inicjatywę pod hasłem Maj Miesiącem Mierzenia Ciśnienia Tętniczego. Jest to inicjatywa globalna, która służy uświadamianiu oraz podkreślaniu wagi regularnych badań.
W akcję zaangażowała się francuska firma farmaceutyczna Servier, która we współpracy z wyżej wymienionym ISH, rozpoczęła ogólnoświatową kampanię „BECAUSE I SAY SO” (Bo ja tak mówię), która ma na celu podniesienie społecznej świadomości na temat istoty wykonywania badania ciśnienia tętniczego, które jest jedynym sposobem na postawienie diagnozy oraz wprowadzenie ewentualnego niezbędnego leczenia dla zachowania zdrowia oraz życia.
BECAUSE I SAY SO
Pamiętacie, kiedy jako małe dzieci, musieliśmy słuchać się rodziców, kiedy prosili nas o zrobienie lub nierobienie czegoś, a na nasze pytanie „Dlaczego?” odpowiadali „Bo ja tak mówię?”. Teraz nasza kolej. Wszyscy powinniśmy dbać o swoje zdrowie i o swój wzrok, ale jak pewnie dobrze wiecie znaczna część rodziców o ile lubi nam przypominać o naszym zdrowiu i o nie właśnie się martwić, o tyle sami o siebie często nie martwią się wcale.
„Badanie? Ale jakie badanie! Dziecko, ja jestem zdrowy jak koń, mi się nic nie dzieje! Widzę dobrze, czuję się dobrze, ty lepiej zadbaj o siebie, a nie się rodzicami przejmujesz.”
Bardzo kocham moich rodziców i bardzo się o nich martwię. Zależy mi na tym, żeby byli zdrowi i żyli z nami długo i szczęśliwie. Żebyśmy przeżywali razem święta, żeby bawili się z wnukami, żebyśmy spędzali na pogaduchach długie zimowe wieczory, żebym mogła przez wiele kolejnych lat wybrać numer do Mamy czy Taty i żeby odebrali dzwoniący telefon. Z moimi Rodzicami mamy bardzo bliską i silną więź. Rozmawiam z Nimi naprawdę codziennie i nie wyobrażam sobie, żeby nam Ich zabrakło. A już na pewno nie wybaczyłabym sobie, gdyby tak było z powodu zaniedbań. Dlatego powtarzam moim Rodzicom jak mantrę, że mają się regularnie badać. Czasami się denerwują, mówią, że jestem monotematyczna, że mam zadbać sama o siebie, ale ja nie ustępuję.
„Dlaczego?” – pytają.
„Bo ja tak mówię”.
Jakie konsekwencje dla organizmu może mieć nadciśnienie tętnicze?
Do powikłań nadciśnienia tętniczego należą między innymi:
– niewydolność serca,
– choroba naczyń obwodowych,
– niewydolność nerek,
– nadciśnienie jest też wiodącą przyczyną śmiertelności.
Czy nadciśnienie tętnicze może mieć wpływ na wzrok?
Jak już z powyższej części tekstu wiecie, nadciśnienie tętnicze może długo przebiegać kompletnie bez objawów. Jednak mimo ich braku, ma niewątpliwie negatywny wpływ na większość naszych narządów w tym również na OCZY!
Retinopatia nadciśnieniowa
Typ nadciśnienia tętniczego można zdiagnozować właśnie obserwując dno oka – ponieważ w przebiegu choroby dochodzi tam do zmian w naczyniach siatkówki. Stają się one zdecydowanie bardziej widoczne i na tej podstawie możemy ocenić poziom zaawansowania choroby. Nadciśnienie tętnicze może prowadzić do całkowitej utraty wzroku. Zaburzenie ostrości i jakości widzenia pojawia się dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Pojawiają się zupełnie nowe naczynia siatkówki, a obecne mocno się rozrastają, co prowadzi do krwotoków i obrzęków, powoduje uszkodzenia siatkówki oraz nerwu wzrokowego i w konsekwencji do całkowitej utraty widzenia.
Dlatego właśnie podczas wywiadu z pacjentem okulista lub optometrysta zwykle pyta o problemy z ciśnieniem tętniczym. Jest to dla nas bardzo ważna informacja.
Jak zdiagnozować nadciśnienie tętnicze?
Nadciśnienie tętnicze diagnozuje się w bardzo prosty sposób – najlepiej w gabinecie swojego lekarza lub wybranej aptece na terenie całej Polski. Oczywiście dostępne są również aparaty do mierzenia ciśnienia w warunkach domowych, jednak warto pamiętać o tym, że nic nie zastąpi osobistej wizyty u lekarza specjalisty. Zazwyczaj lekarz korzysta z opaski uciskowej założonej na ramieniu, która odcina dopływ krwi, mierzy on wtedy puls stetoskopem, a następnie ściąga opaskę, aby ucisk ustał. Podczas badania należy siedzieć spokojnie i starać się nie spożywać jedzenia na godzinę przed badaniem. Regularna kontrola ciśnienia może nas uchronić przed ryzykiem wystąpienia udaru, czy zawału serca.
Sama również mierzę ciśnienie!
Kiedy byłam mała moje ciśnienie krwi było tak niskie, że większość lekarzy reagowała cichym westchnięciem podczas pomiaru. Miałam również pewne problemy kardiologiczne, więc wszystko się gdzieś tam ze sobą przeplatało. Teraz jednak często bywam u lekarza z innych powodów, dlatego badanie ciśnienia krwi mam wykonywane naprawdę regularnie. Dbam również o to, aby moi Rodzice o nim pamiętali, tym bardziej, że wszyscy jesteśmy stosunkowo wrażliwi, łatwo ulegamy emocjom. Kiedy dzieje się coś złego „podskakuje nam ciśnienie” i bardzo się stresujemy, a tego typu sytuacje w połączeniu z ewentualnie występującym nadciśnieniem mogłyby doprowadzić na przykład do zawału serca. Pamiętajcie o tym.
To tak jak z regularnym badaniem wzroku!
Zarówno w przypadku chorób oczu, jak i nadciśnienia tętniczego, mamy bezobjawowy przebieg schorzenia, które może być groźne w skutkach.
Badajcie się regularnie i dbajcie o swoich rodziców. To naprawdę nie boli!
Boleć będzie utrata członka rodziny, którego kochamy. Nie mówiąc oczywiście o utracie własnego życia, której w tym przypadku naprawdę można zapobiec.
Więcej informacji o kampanii „Because I Say So” :
➢ Bo ja tak mówię!
➢ International Society of Hypertension

MAMO, TATO, MÓWIĘ CI TO TYLKO DLATEGO, ŻE CIEBIE KOCHAM.
DAJ SOBIE ZMIERZYĆ CIŚNIENIE.
DLACZEGO? #BOJATAKMOWIE

Źródła informacji zawartych w tekście:
1. Chow CK, et al. Prevalence, awareness, treatment, and control of hypertension in rural and urban communities in high-, middle-, and low-income countries. JAMA 2013;310:959-68.
2. Poulter N et al. Lancet. 2015;386(9995): s. 801-812.
3. NCD Risk Factor Collaboration (NCD-RisC). Worldwide trends in blood pressure from 1975 to 2015: a pooled analysis of 1479 population-based measurement studies with 19·1 million participants. Lancet 2017;389: s. 37-55.
4. Servier. Patients are at the heart of our work. https://servier.com/en/our-commitments/patients-at-the-center-of-ourwork/. Data dostępu: listopad 2017 r.
5. ISH. May Measurement Month – get involved now!. http://ish-world.com/news/a/May-Measurement-Month-Get-Involved-Now/. Data dostępu: listopad 2017 r.