utworzone przez Justyna Nater | cze 2, 2016 | Artykuły
Jakiś czas temu pacjentka wchodząc do gabinetu zapytała mnie, czy będzie miała wykonane komputerowe badanie wzroku.
Bardzo jej na nim zależało, właściwie mówiła, że jeśli nie ma możliwości go wykonać to ona nie wie, czy jest sens ją badać.
Zapytałam dlaczego tak bardzo jej na nim zależy.
Odpowiedziała mi, że do tej pory badano ją tylko w takich miejscach, gdzie komputerowe badanie było wykonywane. Ostatnio okazało się, że nosi w okularach zupełnie coś innego niż to, co wyszło właśnie w komputerze dlatego nie zdecydowała się na wykonanie nowej korekcji. Uważa bowiem, że komputer jest dokładniejszy i skoro osobie badającej wyszedł inny wynik, to znaczy, że badanie zostało przeprowadzone niedokładnie.
Takie sytuacje zdarzają się bardzo często. Ponieważ dzisiaj wszystko, co „komputerowe” jest w rozumieniu wielu osób bardziej dokładne niż to, co „ludzkie”.
Pisałam ostatnio na szybko post na Facebooku
„Pamiętajcie proszę, że wydruk z badania komputerowego (autorefraktometrem) nie jest receptą okularową. Jest to badanie poglądowe, przesiewowe, wstępne do pełnego badania wzroku. Nie można wykonywać okularów korekcyjnych wyłącznie na podstawie takiego ‘paragonu’.”

Zazwyczaj staram się tłumaczyć pacjentom wszystko, czego nie rozumieją lub czego chcieliby się dowiedzieć. Kończy się to tym, że sam wywiad i rozmowa przed badaniem potrafi trwać nawet 15-20 minut. Nadal jednak uważam, że warto.
Słyszałam kiedyś od innej osoby badającej, że pacjenta i tak nie interesuje „co my z nim robimy”, on chce po prostu wyjść z gabinetu z receptą na okulary, czy soczewki,
a wszystko poza tym ma lekko mówiąc w nosie.
Są owszem pacjenci, którzy się spieszą, po których od wejścia do gabinetu widać, że chcą szybciutko zrobić badanie i jak najprędzej wyjść. Choć już i takie osoby udawało mi się zainteresować, zadając kilka pytań, które nagle prowokowały rozmowę i pewne wspólne przemyślenia.
Słyszałam również, że my optometryści rozwlekamy badanie i przedłużamy je
w czasie, bo „ubzduraliśmy sobie”, że musi ono trwać długo, żeby było dokładne.
To nie tak.
To nie chodzi o to, żeby wszystko przeciągać i po prostu trzymać pacjenta długo
w gabinecie. Sam wywiad przed badaniem potrafi trwać długo, a w wywiadzie można się dowiedzieć wielu rzeczy, które mają naprawdę istotny wpływ na wynik badania. Ale przechodząc do badania, chcąc je wykonać dokładnie i poprawnie, w przypadku prostych wad nie zajmuje to wiele czasu – w przypadku wad bardziej złożonych, aby uzyskać pełny komfort w dobranej korekcji, warto ze spokojem poświęcić pacjentowi więcej czasu.
Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek miał do mnie pretensje, które dotyczyłyby zbyt długiego czasu badania.
Wręcz przeciwnie.
Z reguły wygląda to tak, że co jakiś czas słyszę, że nigdy nikt nie poświęcił tej osobie tyle czasu, nie zbadał tak dokładnie i nie wyjaśnił tylu istotnych rzeczy.
Jeśli trzeba wyciągam notes, rysuję, omawiam i tłumaczę.
I szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie robić tego inaczej.
W związku z tym, że zaczęłam od badania komputerowego, a tytuł odnosi się do foroptera, po tym długim wstępie przejdę w końcu do rzeczy.
Ponad połowa pacjentów, którym pokazuję foropter i pytam, czy byli kiedykolwiek badani na tym urządzeniu, twierdzi, że albo widzi go po raz pierwszy, albo że widziała, ale nie przypomina sobie, żeby badanie było wykonywane za jego pomocą.
Wtedy pokazuję foropter od strony, którą podczas badania widzę ja.
FOROPTER MANUALNY
Foropter został wymyślony przez Henry’ego DeZeng’a w pierwszej dekadzie XX wieku, a opatentowany został w roku 1921 przez DeZeng Standard of New Jersey.
Patent ten kupił następnie American Optical of Massachusetts w roku 1925.
Dzisiaj wiele firm produkuje i sprzedaje foroptery. Nie tylko manualne, ale także elektroniczne. Osobiście nie raz powtarzałam, że do elektronicznych jeszcze nikt nie był w stanie mnie przekonać. Być może kiedyś to się zmieni, ale na razie uważam, że to foropter manualny ma duszę i swój charakter i dodaje gabinetowi optometrysty wiele uroku i profesjonalizmu.
Foropter manualny wygląda jak maszyna z filmu science fiction; w zależności od producenta czasem różni się kolorem i delikatnie budową oraz ‘zawartością’.
W rzeczywistości wygląda na bardziej skomplikowany niż jest w użyciu.

Służy specjaliście do doboru właściwej korekcji okularowej z wbudowanych zestawów szkieł, możliwych do szybkiej wymiany za pomocą kilku pokręteł.
Pierwsze, co zwykle mówię pacjentowi – „to są po prostu duże okulary”.
Przez te okulary pacjent ma za zadanie patrzeć na wyświetlane optotypy, czy też testy
i odpowiadać jedynie na zadane przez optometrystę pytania.
Ważne jest jednak, aby te pytania zadawane były w sposób jasny i zrozumiały dla pacjenta. Bez odpowiedniej komunikacji pomiędzy badającym i badanym, nie pomoże nawet najlepszy kosmiczny sprzęt.
Komputerowe badanie wzroku może wyświetlić nam kilka wyników (po wykonaniu kilku pomiarów przez komputer), a następnie wynik ostateczny uśrednić.
Badanie refrakcji powinno doprecyzować występującą wadę wzroku, a finalny dobór korekcji powinien brać pod uwagę również widzenie obuoczne.
Za pomocą foroptera można dobrać korekcję dla krótkowzroczności, nadwzroczności oraz astygmatyzmu. Można też wykonać testy oraz korekcję w problemach
i zaburzeniach widzenia obuocznego.

Foropter zawiera zestaw soczewek sferycznych ujemnych i dodatnich, do korekcji wad takich jak krótkowzroczność i nadwzroczność oraz zestaw soczewek cylindrycznych do korekcji astygmatyzmu (wraz z pokrętłem do ustawienia odpowiedniej osi cylindra). Ponadto w foropterze znajduje się cylinder skrzyżowany Jacksona (cross cylinder), którego używa się aby uściślić moc i doprecyzować oś cylindra.
Jest to również „ulubione” badanie pacjentów na teście wyglądającym jak wieczko solniczki, z pytaniem: „Który obraz lepszy: Pierwszy, czy drugi? Pierwszy, czy drugi? Pierwszy, czy drugi?”.
Dodatkowo w foropterze dostępne są różnego rodzaju filtry (takie jak czerwony, zielony, polaryzacyjny), akcesoria do testów (takie jak pinhol, Maddox…), oraz pryzmaty do badań ortoptycznych.
Badanie jest wykonywane osobno dla obojga oczu, natomiast na koniec doprecyzowanie powinno odbyć się już obuocznie. Dodatkowo po zakończonym badaniu najlepszym rozwiązaniem jest wstawienie danej korekcji z kasety okulistycznej w oprawę próbną i jeśli to możliwe pozwolenie pacjentowi na wyrażenie swoich odczuć, kiedy wykona kilka kroków bądź porozgląda się po gabinecie lub salonie.
Nie taki diabeł straszny, jak go malują.
Tak naprawdę podczas badania nie musicie znać dokładnie wszystkich testów, ani nawet rozumieć do czego służą. Natomiast jeśli jesteście tego ciekawi, pamiętajcie, że zawsze można o to w gabinecie zapytać.
utworzone przez Justyna Nater | maj 15, 2016 | Artykuły
W dniach 22-24 kwietnia we Wrocławiu, odbyła się Konferencja Optometria 2016, organizowana przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki oraz Polskie Stowarzyszenie Soczewek Kontaktowych.
Głównymi tematami konferencji były:
– terapia widzenia,
– optometria kliniczna,
– optometria pediatryczna,
– soczewki kontaktowe,
– nowoczesne rozwiązania optyczne.
Konferencja trwała trzy dni, wzięło w niej udział 360 uczestników.
Z zakresu terapii widzenia odbyło się wiele ciekawych wykładów, począwszy od samych podstaw prowadzenia terapii, które ubogacone były również warsztatami i ćwiczeniami, do tematyki obejmującej zaburzenia występujące w przypadku zezów porażennych. Poprowadzony został wykład mówiący o metodach pomiaru forii oraz inny dotyczący diagnostyki i terapii akomodacji wraz z ćwiczeniami.
Wykład oraz warsztaty z zaburzeń i terapii akomodacji poprowadził mgr Paweł Nawrot – sama brałam udział w tych zajęciach i uważam, że miały ogromną wartość.
Bardzo często do gabinetu trafiają pacjenci, którzy mają problemy z nieprawidłowo działającą akomodacją, nawet nie zdając sobie sprawy dlaczego odczuwają różnego rodzaju dyskomfort podczas pracy wzrokowej i codziennych czynności. Najciekawszy efekt mojego udziału w tych zajęciach był taki, że sama jestem przykładem człowieka z tak zwanym „spazmem akomodacji” i po warsztatach mogłam opracować kilka ćwiczeń sama dla siebie.
Tematyka wykładów z optometrii klinicznej dotyczyła między innymi zaćmy – zarówno procedur kwalifikujących do zabiegu jej usunięcia, samego jej rozpoznania, skierowania na zabieg, jak i opieki nad pacjentem przed i po zabiegu.
Odbyły się wykłady dotyczące możliwej suplementacji w zespole suchego oka, które przedstawiały rolę kwasów tłuszczowych OMEGA 3 i OMEGA 6 stosowanych w jego leczeniu oraz wykład odnośnie stożka rogówki wraz z metodami jego korekcji lub ewentualnymi możliwościami postępowania w przypadku jego wystąpienia.
Omówiono także sposoby wykonywania badania pola widzenia, warunki w jakich badanie powinno być przeprowadzane oraz najczęściej popełniane podczas pomiaru błędy.
Zostały zorganizowane warsztaty dotyczące badania oczu pacjenta w lampie szczelinowej. Rozdzielono je na badania przedniego oraz tylnego odcinka oka.
Poruszono również temat zwyrodnienia plamki AMD – istotny ze względu na to, że ilość osób chorujących wzrasta, a bardzo często pacjenci nie są świadomi istoty profilaktyki badań wzroku.
Wykłady z optometrii pediatrycznej dotyczyły:
-badania wzroku za pomocą skiaskopu,
-skiaskopii statycznej,
-prawnych aspektów badania dzieci,
-korekcji wad wzroku w okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym,
-rozwoju układu wzrokowego i ostrości wzroku u dziecka,
-diagnostyki niemowląt i małych dzieci,
-roli rodzica w procesie rehabilitacji i leczenia dzieci,
-istoty rozmowy z małym pacjentem w gabinecie.
Kolejną tematyką konferencji były soczewki kontaktowe.
Przedstawiciele firm proponujących różne rodzaje soczewek omawiali między innymi zastosowanie ortokeratologii u pacjentów krótkowzrocznych oraz podstawy teorii i praktyki aplikacji twardych soczewek kontaktowych. Podczas warsztatów omówiono podstawy aplikacji miękkich indywidualizowanych soczewek kontaktowych.
Zaprezentowano także możliwości korekcji za pomocą soczewek skleralnych oraz hybrydowych. Poruszony został również temat postępowania w problematycznych sytuacjach, przy dyskomforcie oraz powikłaniach po użytkowaniu miękkich soczewek kontaktowych.
Ostatnia grupa wykładów dotyczyła nowoczesnych rozwiązań optycznych. Wykłady przedstawiły tematykę z różnego rodzaju rozwiązań soczewek okularowych z technologią FreeForm, soczewek z wysokimi addycjami do bliży lub z górnymi segmentami do dali. Odbył się też warsztat z doboru pomocy dla słabowidzących.
Na koniec konferencji poprowadzono wykład na temat pomiarów forii przy nowoczesnych rozwiązaniach optycznych. Kończąc tematykę nowoczesności w optometrii, opowiedziano w dyskusji o problemach jakie występują w heteroforiach i heterotropiach w połączeniu z okularami wieloogniskowymi.
Podczas Konferencji Optometria 2016 miały równolegle miejsce wykłady głównych sponsorów. Sponsorami złotymi konferencji były firmy Alcon, CooperVision, Johnson&Johnson oraz Valeant Bausch&Lomb. Srebrnym sponsorem konferencji została firma Hoya.
Odbyła się także wystawa, w której udział wzięły firmy: Aqua-Lens, ATS, Eschenbach, Hecht, Lacridea, Optopol, Optometria.pl, Ophtalmica Nowakowski, Optotech Medical, Poland Optical, Rodenstock oraz Swiss Lens i Ursapharm.
Jak widzicie zakres tematów był dosyć rozległy i bardzo wartościowy. Konferencja skierowana była głównie do optometrystów, ale udział w niej wzięli również okuliści, ortoptyści, optycy oraz studenci.
Warto brać udział w takich wydarzeniach. To kilka dni ogromnej dawki wiedzy, która z pewnością poprawia jakość badania pacjenta w gabinecie. Warto pamiętać, że dobry specjalista to taki, który nieustannie się dokształca.
Pacjenci powinni zwracać uwagę na to, do jakiego specjalisty są skierowani i umówieni na badanie. W czasach, kiedy wiele informacji można znaleźć w internecie, warto szukać i dowiadywać się zawczasu, w czyich rękach nasze oczy będą naprawdę bezpieczne i kto odpowiednio o nie zadba.
To był naprawdę owocny weekend.
utworzone przez Justyna Nater | kwi 19, 2016 | Artykuły
Często już w trakcie oczekiwania na przyjście na świat nowego członka rodziny, rodzice zaopatrują się w zabawki i niezbędne do wychowywania maluszka przedmioty.
W ciągu kilku kolejnych lat w domu pojawiają się wciąż nowe i nowe przedmioty.
Dobrze jest jednak pamiętać, że o ile sami, dorośli, jesteśmy w stanie przewidzieć różne sytuacje, które mogą się wydarzyć podczas uprawiania sportu, czy codziennych czynności, dziecko nie posiada tak wypracowanego instynktu samozachowawczego.
W związku z tym warto, pomimo ogromnej radości z kupowanych swoim pociechom przedmiotów, pamiętać, że to głównie od nas, w czasie rozwoju dziecka, zależy jego bezpieczeństwo.
Nie tylko poza domem, nie tylko w szkole, nie tylko na spacerze, ale również w domu. Podczas zabawy.

Kilka podstawowych informacji dotyczących zabawek:
– sprzedawane legalnie w Unii Europejskiej zabawki muszą posiadać znak CE – oznacza on, że zabawka spełnia normy i wymogi dotyczące bezpieczeństwa użytkowania;
- na opakowaniu zabawki powinna znajdować się nazwa i adres jej producenta;
- zabawka powinna posiadać instrukcję obsługi oraz informacje o jej przeznaczeniu;
- NAJWAŻNIEJSZE są jednak, poza znakiem CE, ostrzeżenia – informujące o tym, jaki jest wymagany wiek dziecka, mającego bawić się danym przedmiotem oraz o wszelkich niebezpieczeństwach dotyczących na przykład małych części zabawki.

Pamiętajmy, że o ile instynkt samozachowawczy dzieci mają jeszcze niewypracowany, to mogą mieć zdecydowanie bardziej od nas bujną wyobraźnię. Możemy się nawet nie spodziewać tego, co dziecko zamierza zrobić z zabawką i w jaki sposób próbować się nią bawić. Trzeba więc przewidzieć każdą możliwą sytuację.
Wracając do ostrzeżeń umieszczanych na opakowaniach zabawek.
Jeśli znajdziecie takie ostrzeżenie pamiętajcie, że nie jest ono bezpodstawne.
Zwracajcie uwagę na informacje takie jak „zawiera małe elementy” , „ryzyko uduszenia”.

Zabawy i kontakt z rodzicem stymulują rozwój wzroku dziecka. A wszyscy rodzice na pewno wiedzą, że dzieci poznają przedmioty nie tylko za pomocą zmysłu wzroku i dotyku, ale każdym innym zmysłem również – dotyczy to także zmysłu smaku.
Zabawki w rękach maluchów często więc wędrują w okolice twarzy, buzi i oczu.
Warto zatem zwrócić uwagę, czy dany przedmiot nie jest na przykład pokryty brokatem, który może dostać się do oczka, lub czy z uroczego mięciutkiego misia nie wychodzi futerko, które może pozostać na policzku lub na rzęsach. Dorośli z pewnością nie raz doświadczają takich sytuacji na przykład zimą, podczas noszenia ciepłych szalików, czy kurtek z futerkowym kapturem.
O ile ciemne włoski być może wypatrzycie gdzieś w pobliżu oka, czy pod powieką dziecka, o tyle jasne futerko może narobić sporych problemów zarówno dziecku jak i Wam.

Często, kiedy coś się pruje, przypalamy końcówkę – na przykład w sznurówkach. Niestety takie końcówki są bardzo ostre i mogą spowodować zadrapanie. To samo dotyczy zabawek z ostrymi rogami i końcówkami, albo takich, które są niedokładnie wykonane i pewne plastikowe elementy są ostre z powodu niewłaściwego ich odlania.
Dzieci często zadrapią się po policzku, czy czole, nawet własnymi paznokciami. Jednak jeśli dojdzie do zadrapania rogówki po wsadzeniu sobie zabawki, czy innego przedmiotu do oka, może to prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, nawet trwałego uszkodzenia wzroku.
Wszelkie zabawki zapachowe i smakowe również mogą być niebezpieczne. O kosmetykach nie wspominając. Bardzo popularne w sklepach z zabawkami płyny do kąpieli z butelką w kształcie samochodu, czy księżniczki być może pomagają w namówieniu malucha na kąpiel, ale do takiej butelki zdecydowanie lepiej jest po prostu przelać przetestowany wcześniej bezpieczny płyn, który nie spowoduje alergii i nie podrażni oczek, kiedy spłynie z główki, lub kiedy dziecko zacznie chlapać wodą.
Starsze dzieci, które lubią bawić się pistoletami na kulki, czy innymi strzelającymi przedmiotami, powinny to robić zawsze pod opieką rodziców. Nie wspominając już o tych młodzieńcach, którzy już w młodych latach lubią pomajsterkować z użyciem zabawek podobnych do tych prawdziwych lub już ekstremalnie z prawdziwymi narzędziami.
Nie dopuszczajcie nigdy do tego, żeby dziecko bawiło się w ten sposób samo, bez waszej opieki.
Każdy rodzic wie, że przy wychowywaniu maluszka trzeba mieć oczy i uszy dookoła głowy.
Pamiętajcie, że bezpieczeństwo dzieci w większości przypadków zależy od was.
Jeśli cokolwiek zrani, czy zadrapie oczko waszej pociechy, lub jeśli coś do niego wpadnie, nie bagatelizujcie sytuacji. Nawet błahe z początku podrażnienie oka może prowadzić do bardzo nieprzyjemnych konsekwencji, a nawet do utraty widzenia, jeśli dojdzie do zakażenia.

Źródła zdjęć:
10 Ways to Make Sure Your Child’s Toys Are Safe
http://www.rospa.com/home-safety/advice/product/toy-safety/
Have a Happier Holiday During National Safe Toy and Gift Month
http://lifehacker.com/safe-donates-old-toys-to-kids-in-need-1749252305
http://ottawakent.com/how-can-i-be-sure-toys-are-safe/
http://all4desktop.com/4240060-child.html
utworzone przez Justyna Nater | kwi 4, 2016 | Artykuły
Moja pierwsza myśl, kiedy zobaczyłam oprawy Niebagatela? „wow” po prostu.
To słowo idealnie oddaje odczucia, jakie pojawiły się we mnie na widok drewnianych okularów. Każdy model wygląda oryginalnie, a jednocześnie posiada klasyczny fason i elegancję.

Oprawa drewniana – model Telimena
Niebagatela jest marką polską – oferuje ręcznie tworzone drewniane oprawy okularowe dla osób, które mają ochotę na alternatywę dla popularnych obecnie opraw z tworzywa sztucznego.
Oczarowana wykonywaną przez Niego pracą, rozmawiałam z Łukaszem Marzeckim – założycielem manufaktury drewnianych opraw okularowych NIEBAGATELA.
Czym się zajmowałeś zanim rozpoczęła się Twoja przygoda z oprawami okularowymi?
Pracowałem w logistyce, ale ostatnie 2 lata już marzyłem o rzeźbieniu drewnianych opraw…

A co w takim razie skłoniło Cię do zmiany wykonywanego zawodu?
Z całą pewnością chęć stworzenia czegoś własnego… W otaczającym nas świecie korporacji wszystko jest wielkie… i nie ma w nim miejsca na poświęcenie chwili czemuś wyjątkowemu… Chciałem stworzyć coś wyjątkowego w połączeniu z naturą, ale również coś co umożliwi relację twórcy z odbiorcą. Spotykasz się z kimś, rozmawiasz i tworzysz coś specjalnie dla niego… Jest to relacja, o której współczesny świat chińskiego produktu już zapomniał.


Jak na Twoją decyzję zareagowali Twoi bliscy?
Również ze mną wzdychali do samego pomysłu, ale kiedy powiedziałem, że faktycznie to zrobię, jedni polecali „zejść na ziemię”, a drudzy oferowali swoją pomoc.
Gdzie znajduje się manufaktura Twoich okularów?
Jest to pracownia ogrodnicza po moim dziadku. W międzyczasie było to biuro mojego taty, więc to miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie i duszę.
Oprawy tworzysz z drewna, jakiego rodzaju drewna używasz do ich produkcji?
Głównie są to egzotyki z uwagi na ich niebywały urok. Osobiście najbardziej lubię palisander, ale teraz odkryłem czerwony padouk i on skradł moje fantazje.
Moda się zmienia, jakość cały czas się poprawia, to czasem się ze sobą kłóci, a czasem pomaga.

Co masz na myśli?
Na przykład kiedyś robiłem wizualnie grube oprawy, później opanowałem nowe technologie i mogę wykonać ultra lekkie i cienkie oprawy, a pojawiają się głosy
„ale dlaczego one są takie cienki, ja chcę żeby tu było widać drewno!” … :)
Ile czasu zajmuje zaprojektowanie i stworzenie jednej takiej oprawy okularowej?
To bardzo skomplikowany proces fizyczny i psychologiczny. Sam projekt zajmuje od kilku godzin do kilkunastu dni. Czasem, gdy już go skończę, chodzi za mną kilka dni chęć jakiejś małej zmiany, czy poprawki…
A skąd czerpiesz pomysły na nowe modele opraw?
Inspiracji jest mnóstwo! W ostatnim czasie tworzę sporo opraw na zamówienie. Ktoś opowiada mi, bądź pokazuje, jakie lubi kształty i wtedy proponuję mu coś podobnego, np. oprawy dla fana BMW nawiązujące kształtem do charakterystycznych nerek BMW. Czasem są to geometryczne kształty. Sporo zależy również od chwili i nastroju.

Jak właściwie dba się o drewniane okulary?
Oprawy Niebagatela są specjalnie wzmocnione włóknem szklanym, są więc bardzo wytrzymałe. Oprawy z tworzywa są tylko polerowane, Niebagatelne oprawy są poddawane tygodniowemu procesowi lakierowania wieloma warstwami specjalnego lakieru, a do tego są polerowane, więc warunki atmosferyczne, pot itd. nie są im groźne. Przy należytym użytkowaniu na długo zachowają swój urok i urzekający głęboki połysk.
Czy po tych kilku latach uważasz, że warto otwierać własny biznes?
Bardzo chciałbym, aby nasze rodzime produkty wpływały na nasza świadomość, że warto jest nosić krajowe produkty i wspierać lokalne marki, czy lokalny rodowód.
Trochę irytujące jest natomiast to, że lwia część producentów podpisuje się handmade’owym produktem i chwali się pasją tworzenia… a ich jedyną pracą nad samą oprawą jest klikniecie na e-bay’u, jakie modele mają im wysłać zza oceanu za kilka $. Niestety idąc dalej, ten kto to zrobił dostał pewnie miskę ryżu… bardzo przykre zjawisko.


Jakie masz plany na dalszy rozwój manufaktury?
Mam wiele pomysłów na nowe modele, nowe okulary, nowe rozwiązania…
Jednak główna zaleta tych opraw, czyli „handmade”, to mnóstwo serca, pracy, a przede wszystkim czasu, jaki zostaje poświęcony na stworzenie jednej oprawy. Stąd wynikają pewne ograniczenia, ale dzięki temu produkt ma swoją duszę.



Łukasz zaprosił mnie do manufaktury opraw Niebagatela. Obiecuję Wam pełną fotorelację z wyjazdu.
Jeśli tak jak ja, jesteście pod wrażeniem wykonywanej przez Niego pracy, zachęcam do odwiedzenia strony niebagatela.pl lub facebook.com/Niebagatela.

utworzone przez Justyna Nater | mar 18, 2016 | Artykuły
Na razie nie robię żadnych statystyk, może kiedyś zacznę.
Być może najlepszym dla mnie rozwiązaniem byłaby jednak jakaś terapia u psychologa. Taka terapia, która nauczyłaby mnie nie przeżywać cudzych problemów i braku odpowiedzialności. Chociaż zdaje mi się, że to niemożliwe.
Niezmiennie wszystkim pacjentom, podczas wywiadu przed badaniem, zadaję pytanie:
-Kiedy był pan/ była pani po raz ostatni na badaniu wzroku?
Tu zwykle doprecyzowuję i pytam jeszcze o rozróżnienie, kiedy odbyło się badanie z doborem okularów, a kiedy takie z rozszerzeniem źrenic i sprawdzeniem stanu dna oka.
Naprawdę rozumiem, że w dzisiejszych czasach wszyscy mamy problem z czasem wolnym, że może nawet wszystko jest oparte na ograniczonym zaufaniu do lekarzy, bo często słyszę, że „każdy specjalista mówi co innego”. Dzięki temu pacjent odpuszcza, co wcale nie jest dziwne (przynajmniej według mnie).
Rozumiem, że są kolejki do lekarzy, że w dodatku do okulisty trzeba teraz mieć skierowanie…
Postaram się Was jednak przekonać, że warto.
„Warto się rozszerzać”.
Jest grupa pacjentów, którzy regularnie zmieniają okulary i przy tej okazji wykonują kontrolne badanie wady refrakcji. Zwykle mówią wtedy – „badam wzrok systematycznie, wszystko jest w porządku”.
Ale z drugiej strony – czy to wystarczy?
Bo kiedy kontynuuję temat i pytam o to całe badanie dna oka, są zdziwieni, że nikt im nie zasugerował wykonania takiego badania.
Faktem jest, że jeśli pacjent nie zgłasza żadnych niepokojących objawów podczas procedury doboru okularów, jeśli nie ma problemów z ich doborem i jeśli nic nie wskazuje na jakieś problemy ze wzrokiem, być może faktycznie nie ma pilnej potrzeby wykonywania badania dna oka.
BYĆ MOŻE.
Uważam jednak, że badanie dna oka powinno być częściej polecane przez specjalistów.
Powinno się je wykonywać minimum co dwa lata, a w przypadkach podwyższonego ryzyka wystąpienia takich chorób jak np. jaskra, nawet raz w roku i częściej – według zaleceń lekarza.
Pytanie o to, jak dawno wykonywane było badanie dna oka powinno padać zawsze w wywiadzie, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie ocenić, czy należy o nim przypomnieć pacjentowi, czy wystarczy mu pogratulować systematyczności.
Wiecie jakie są najczęstsze odpowiedzi wśród moich pacjentów?
Mało kto odpowiada, że badanie było wykonane w ciągu ostatnich dwóch lat.
W większości jest to czas od 5 lat do NAWET 15…
Odpowiedź „nigdy” pojawia się tak często, że łapię się za głowę z niedowierzaniem, że jest to w ogóle możliwe.
Zdaję sobie jednak sprawę z tego, jak wygląda rzeczywistość.
Ja również (do czasu studiów) nie miałam bladego pojęcia o profilaktyce i badaniach oczu.
Raz kiedyś okulista w Świnoujściu dobrał mi jakieś okulary, które kiedy zmierzyłam po latach, postawiły mi włosy na rękach na baczność i wywołały solidną reakcję nerwową. W każdym razie od tamtej chwili, od tych felernych okularów (których i tak koniec końców nie nosiłam, bo źle w nich widziałam i pamiętam doskonale jak bardzo mnie denerwowały) nie byłam u okulisty do czasu, aż rozpoczęły nam się na studiach zajęcia z okulistyki…
Żeby nie pisać tylko o moich przemyśleniach na ten temat, mam dla Was film. Krótki i treściwy. W języku angielskim, ale jego sedno opisałam po polsku poniżej, więc można sobie najpierw przeczytać opis, a następnie obejrzeć film. Animacja przedstawia badanie dna oka z rozszerzeniem źrenic, wraz z przykładami tego, co na dnie oka może się wydarzyć w przypadku wystąpienia różnych chorób.
[wpdevart_youtube]M6IlOKXlCqs[/wpdevart_youtube]
[Z racji, że poniższa treść jest prawie dokładnym tłumaczeniem wypowiadanego w filmie tekstu, umieszczam ją w cudzysłowie, natomiast podkreślam, że znalazły się tam również zdania dorzucone przeze mnie.]
„W trakcie tego badania, pacjentowi podawane są do oczu specjalne krople, powodujące rozszerzenie źrenicy – hamują one odpowiedź mięśnia zwieracza źrenicy i dlatego, źrenica się rozszerza- stan ten to tak zwana mydriaza. Rozszerzenie źrenic (utrzymuje się kilka godzin) skutkuje również pogorszeniem widzenia ze względu na porażenie mięśnia rzęskowego, odpowiedzialnego za akomodację soczewki wewnątrzgałkowej).
Okulista może w ten sposób ocenić, czy na siatkówce nie ma żadnych objawów występowania chorób prowadzących do utraty wzroku, takich jak jaskra, retinopatia cukrzycowa oraz starcze zwyrodnienie plamki (AMD).
Dzięki rozszerzeniu źrenicy lekarz może dokładnie zaobserwować stan zdrowia siatkówki, nerw wzrokowy oraz plamkę żółtą (miejsce widzenia centralnego na siatkówce).
W tarczy nerwu wzrokowego możliwe jest zdiagnozowanie występowania jaskry. Na przykładowym filmie początkowo pokazana jest zdrowa tarcza nerwu wzrokowego, następnie wskazywane są syndromy oznaczające zmiany jaskrowe – zmiany kształtu, koloru nerwu wzrokowego i tarczy oraz jej powiększenie.
Ryzyko wystąpienia jaskry jest większe u osób, u których w rodzinie występowała / występuje ta choroba oraz u osób po 60 roku życia.
Spoglądając na siatkówkę przy rozszerzeniu źrenic, lekarz może również spostrzec zmiany wskazujące na występowanie retinopatii cukrzycowej. Wczesne oznaki rozpoczynają się od małych czerwonych kropek, które mogą się rozrastać i powodować ścieńczenia siatkówki. Tworzenie się nowych naczyń krwionośnych może skutkować utratą wzroku.
Jeśli masz cukrzycę ryzyko występowania retinopatii cukrzycowej jest podwyższone.
Na dnie oka lekarz sprawdza również, czy nie ma oznak AMD. Jeśli takie występują można zaobserwować żółte plamy – druzy na siatkówce. AMD powoduje utratę widzenia. A ponieważ jest to zwyrodnienie plamki, ubytki w polu widzenia pojawiają się w jego centralnej części.
(W przypadku jaskry pole widzenia zawęża się od zewnątrz, powodując tak zwane widzenie lunetowe, a w konsekwencji również utratę wzroku).
Badanie dna oka po 60 roku życia powinno być wykonywane raz w roku. W przypadku osób, które znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka, badanie powinno być wykonywane tak często, jak to zaleci lekarz.
Należy pamiętać, że powyższe badanie to jedyny sposób na zdiagnozowanie wczesnych stadiów chorobowych.
Jaskra, retinopatia cukrzycowa i AMD mogą we wczesnym okresie nie dawać żadnych objawów.”
Być może ten film Was przekonał, być może nie. Tak naprawdę jesteście odpowiedzialni sami za siebie. Ale…
Mnie osobiście, bardzo kolokwialnie mówiąc, dołuje, kiedy słyszę, że (przykład z zeszłego tygodnia) pacjentka 15 lat temu miała podejrzenie jaskry, bolą ją oczy, często ma popękane naczynka, dobór okularów jest praktycznie niemożliwy, a dodatkowo kiedy pokazuję pani Test Amslera to w lewym oku obraz w centralnej części wykrzywia się niemiłosiernie w każdym kierunku, faluje i skacze… i taki odbiór obrazu ogólnie w lewym oku pani ma na co dzień. Ale nie była od 15 lat u okulisty…
Uwierzcie mi, kilka takich osób w ciągu dnia i wracam do domu z depresją. Bo kompletnie tego nie rozumiem.
Taka puenta na koniec…
Jeśli przez kilka lat nie pójdziecie na wizytę kontrolną do dentysty, może (oczywiście nie musi, ale MOŻE) się okazać, że przytrafi się jakiś stan zapalny, dziura, czy inny problem i ząb zacznie Was boleć.
Oczy nie dają takich oczywistych objawów. A przynajmniej nie zawsze. Wiele poważnych chorób nie boli, wiele chorób nie daje o sobie znać. Zorientujecie się dopiero wtedy, kiedy zaczną się pojawiać ubytki w polu widzenia albo zniekształcenia obrazu, czy zmiany w odbiorze kolorów. Na pewnym jednak etapie, zmiany, które zajdą w oczach, mogą być już zmianami NIEODWRACALNYMI lub bardzo trudnymi do wyleczenia.
Dbajcie o wzrok…
Źródła:
http://milburneyecenter.com/resources/comprehensive-eye-exam/
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1022585664441070&set=pb.100000689381011.-2207520000.1458324906.&type=3&theater
http://www.eyecandoit.org/team/yearly-eye-exam/
Eye Dilation