utworzone przez Justyna Nater | cze 3, 2017 | Artykuły
Festiwal Kolorów Holi – ” hinduistyczne święto radości i wiosny (…) kojarzone z kolorowymi proszkami do obrzucania przyjaciół. To święto obchodzi się przede wszystkim w Indiach, Nepalu i innych regionach świata z populacji Hindusów lub osób pochodzenia indyjskiego. Festiwal, w ostatnich czasach, rozprzestrzenił się w częściach Europy i Ameryki Północnej jako święto miłości i kolorów wiosny.” (wikipedia)
Festiwal Kolorów obchodzony jest również w Polsce.
Wiecie zatem o czym będzie ten tekst?
Nie, zupełnie nie o tym, czy ja jestem za, czy przeciw festiwalom, które mają indyjskie (czy inne) pochodzenie. Dla mnie wszystko, co kolorowe i przyjemne dla oczu jest fantastyczne i nie mam z tym problemu, jeśli ktoś w ten sposób chce spędzać czas z przyjaciółmi i śmiać się, aż rozboli go brzuch.
Tak, ja sobie po prostu znowu odrobinę pomarudzę o bezpieczeństwie Waszych oczu.

Kolorowy proszek
Na stronie, przez którą można zamówić kolorowy proszek na nasze „polskie” festiwale kolorów, nie ma ani słowa o bezpieczeństwie oczu. Jedynie informacja, że proszek nie powoduje podrażnień i nie uczula. Zakładam, że autor tekstu mówi tu o reakcji skórnej.W zeszłym roku na Tajwanie podczas festiwalu doszło do poparzenia prawie 500 osób, właśnie takim rozrzuconym proszkiem. Proszek ten składał się w 97% z mąki kukurydzianej w i 3% z kolorantu. Na opakowaniach proszku producent ostrzegał, aby produkt trzymać z dala od ognia. Pył mączny może być łatwopalny, a nawet wybuchowy.
„Mąka składa się z węglowodanów, które wykazują dużą palność. Gdy jednak występuje ona w postaci zbitego proszku trudno ją zapalić. Spowodowane jest to tym, że cząsteczkom tlenu trudno jest dotrzeć w głąb substancji i spowodować równomierne jej spalanie. Wystarczy jednak umożliwić cząsteczkom tlenu dotarcie do każdej drobinki mąki, a gwałtowne spalanie będzie mogło się odbyć bez problemu. Najłatwiej zrobić to poprzez rozpylenie proszku, co powoduje, że każda cząstka mąki otoczona zostanie odpowiednią ilością tlenu. (…) Okazuje się, że nie tylko mąka jest substancją mogącą spowodować wybuch. Podobny efekt mogą również dawać sproszkowany cynamon, drobno zmielona kawa, kakao, lub cukier puder.” fiztaszki.pl
Ale to tylko taka dygresja, bo przecież ja tu miałam o oczach, więc wracamy do tematu oczu. Ich bezpieczeństwa.
Dawne kolory Holi były tworzone z kwiatów, ziół, barwników naturalnych. Miały nawet działanie korzystne dla skóry i zdrowia.
Niestety z biegiem lat naturalne barwniki zastąpiono sztucznymi, syntetycznymi.
I jak ktoś pisze, że nie wywołują alergii to ja jestem podejrzliwa.
Sytuacja – proszek, który zawiera barwnik wpada do oka.
Powiecie, że mamy aparat ochronny w postaci brwi, rzęs, łez… że wystarczy potem oczy umyć i wszystko będzie dobrze.
Tego Wam życzę. A jeśli nie będzie?
Uczestnicy festiwalu kupują kolorowe proszki z różnych źródeł.
Tańsze proszki mogą zawierać substancje drażniące.

Proszki, które dodatkowo błyszczą i połyskują mogą zawierać sproszkowane szkło (powdered glass) i wiele innych toksycznych dodatków.
Jak taka mieszanka dostanie się do oka…

Pamiętam, jak pisałam o mamie, która sprzątała z dzieckiem brokat po pracy na plastykę. Brokat dostał się do oka, mama oko po wielu operacjach straciła, a ktoś w komentarzu napisał „nie przesadzajmy”.
Ale w sytuacji festiwalu, podczas którego główną atrakcją jest obrzucanie się proszkiem, to ja chyba mogę Was prosić, żebyście jednak zwrócili uwagę na swoje oczy?
Po prostu załóżcie okulary. Swoje korekcyjne, przeciwsłoneczne lub w tym przypadku chociaż te „bazarkowe” za 10 zł, które zwykle odradzam i przeklinam.
Innym rozwiązaniem może być też czapka lub kapelusz, ale tu już pył rzucony od dołu poradzi sobie bez problemu.
Możecie też zaopatrzyć się w sól fizjologiczną do przepłukania oczu.

JEŚLI NOSICIE SOCZEWKI KONTAKTOWE
Ponieważ powinniście je ściągnąć jak tylko choćby odrobina proszku dostanie się do oczu, najlepiej w ogóle ich nie zakładać na czas festiwalu. Jeśli pył dostanie się do oczu i pod soczewkę kontaktową, a ona przytrzyma go na powierzchni oka, może to doprowadzić do stanów zapalnych i silnych podrażnień rogówki.
Jeśli będziecie odczuwać dyskomfort, ból pieczenie oczu po festiwalowych atrakcjach i przyjemnościach – natychmiast udajcie się do okulisty i przedstawcie mu sytuację.
Przyjemności przyjemnościami, impreza imprezą. Bawcie się! Ale macie jedną parę oczu i warto o nich pamiętać.

Źródła zdjęć:
http://www.abc.net.au/news/2017-03-13/holi-festival-brisbane/8347186
http://www.dailymail.co.uk/indiahome/indianews/article-4304934/Holi-festival-s-brief-history-Colours-chemicals.html
https://www.thesun.co.uk/living/1595963/holi-festival-2017-hindu-colour/
http://ingrid.zcubes.com/zcommunity/v.aspx?mid=390160&title=festival-of-colours
http://www.weekendnotes.com/wyndham-holi-festival-of-colours/
utworzone przez Justyna Nater | maj 22, 2017 | Artykuły
Dzisiaj zamiast tekstu – lista lektur szkolnych. „Pozycji studenckich”… Jak zwał, tak zwał.
Publikuję ją, ponieważ sporo osób pisze do mnie w tej sprawie, a w piątek rano pod zdjęciem na Instagramie dziewczyny potwierdziły, że taka lista byłaby dla nich przydatna.
I oto jest:
Lista tytułów książek, z których korzystałam podczas studiów z optyki okularowej i optometrii.
Oczywiście, pamiętajcie proszę – poza tymi tytułami, notatki, notatki, notatki.
Nie ma nic lepszego, niż Wasze własne notatki z wykładów i zajęć.
I moja osobista porada – piszcie to, co słyszycie, nie tylko to, co wyświetla się na slajdach osób prowadzących wykłady. Często najciekawsze informacje i „perełki wiedzy” prowadzących, dorzucane są między slajdem 34 a 35, kiedy wszyscy już są tak zmęczeni przepisywaniem treści, że nikogo nie interesuje trzymanie długopisu w dłoni.
Studia z optometrii w moim przypadku zostały poprzedzone studiami z optyki okularowej, dlatego dorzucam również pozycje z tego zakresu. Zaznaczam jednak, że w mojej opinii (różni specjaliści mogą się ze mną zgadzać lub nie) optometrysta powinien mieć wiedzę również z optyki okularowej. Musi znać podstawowe prawa optyki, różnego rodzaju rozwiązania optyczne oraz produkty dostępne obecnie na rynku, które może rekomendować pacjentom po wykonaniu badania.
Nie oszukujmy się – nie ma optometrii bez optyki okularowej. Amen.
Są zatem dwa działy, pierwszym z nich jest OPTYKA OKULAROWA, a drugim OPTOMETRIA.
Wymieniam tu jedynie pozycje w języku polskim, jednak serdecznie polecam bardziej dociekliwym korzystanie z takiego dobra danego nam przez Wujka Google jak Scholar Google. Publikacji z zakresu optometrii i okulistyki jest całe mnóstwo i naprawdę warto z nich korzystać.
Uprzedzając możliwe komentarze – podkreślam, że nie są to wszystkie tytuły dostępne na rynku. To są te książki, z których sama korzystałam. Więc jeśli tylko macie ochotę, możecie w komentarzu do tekstu dopisać coś od siebie, a ja mogę Wasze propozycje dodawać skrupulatnie pod moją listą.
Może nawet uda nam się stworzyć jedną konkretną bazę wiedzy… Moim zdaniem byłoby to coś fantastycznego. Wiele bym dała, żeby mieć dostęp do takiej listy na początku mojej przygody z optyką te… no 9 lat temu.
Żeby nie przedłużać, przejdźmy do rzeczy:
OPTYKA OKULAROWA
- „Wstęp do optyki„, J.R. Meyer-Arendt, PWN

- „Optyka – kurs elementarny” J. Nowak, M. Zając, Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej
Książka zawiera wszystko, czego potrzebujecie, aby poznać podstawy optyki. Przestrzegam jednak, aby bardzo pilnować wzorów do rysunków. Zdarzają się drobne „nieścisłości” w minusach i plusach. Im bardziej będziecie tego pilnować, tym lepiej się tych wzorów nauczycie.
- „Odwzorowanie w układach optycznych„, J. Nowak, M. Zając, Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej

- „Instrumenty optyczne„, F. Ratajczyk, Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej

- „Optyka okularowa„, M. Zając, Dolnośląskie Wydawnictwo Edukacyjne
Bardzo treściwa pozycja, która jednak w niektórych miejscach wymaga drobnych poprawek, na pewno jednak przyda się przed niejednym egzaminem. Tajemnicy związanej z okładką Wam nie sprzedam, autor na pewno chętnie się nią z Wami podzieli :)
- „Optyka w zadaniach dla optometrystów„, M. Zając, Dolnośląskie Wydawnictwo Edukacyjne
I znowu pieski, ale nic nie mówię :)
Świetny zbiór zadań do rozwiązywania, naprawdę polecam. Bardzo pomocne są zadania rozwiązane przez autorów krok po kroku. Naprawdę warto mieć. Najlepiej swoją, nie z biblioteki, żeby sobie robić notatki. Pewnie osoby, które nie uznają mazania po książkach, chętnie by mnie w tym miejscu ubiły, ale uważam, że zbiór zadań jest po to, żeby sobie w nim pisać. Potraktujcie tę książkę jako „zbiór ćwiczeń”, jak w gimnazjum. Niech Wam będzie po prostu wygodnie.

OPTOMETRIA
- „Optometria„, T. Grosvenor, Elsevier, Urban&Partner
O tej księdze mogłabym pisać kilka dni. Ilość jej zalet jest wprost proporcjonalna do jej wagi i wielkości. To jest po prostu wielka encyklopedia optometrii, która w moim odczuciu jest obowiązkowym tytułem, który powinien się znaleźć na półce każdego studenta, myślącego poważnie o swoim zawodzie. To książka, którą można trzymać w swoim gabinecie, żeby zawsze mieć ją pod ręką. Do kieszeni się nie zmieści, ale uwierzcie mi, znajdziecie w niej 95% informacji potrzebnych do zdobycia wykształcenia. Tylko nie zrozummy się źle – to nie tak, że ona jedna Wam wystarczy na całe studia. Nie. Ale jak weźmiecie ją do ręki po raz pierwszy, to na pewno zrozumiecie skąd moja fascynacja tym tytułem. Kolokwialnie nazywana przez studentów „cegłą optometrii” – musicie ją mieć.

- „Korekcja wad wzroku – procedury badania refrakcji”, A. Styszyński, AlfaMedica Press
Procedury badania wzroku w jednym miejscu – czytelnie, jasno, zrozumiale z wieloma rysunkami. Koniecznie wydanie II. Polecam bardzo gorąco.

- „Badanie w lampie szczelinowej„, J.K. Ledford, V. Sanders, Górnicki Wydawnictwo Medyczne

- „Anatomia i fizjologia narządu wzroku„, A. Lens, S.C. Nemeth, J.K. Ledford, Górnicki Wydawnictwo Medyczne

- „Soczewki kontaktowe. Praktyczny przewodnik właściwego dopasowania”, A. Gasson, J.A. Morris, Elsevier Urban&Partner
Kolejna lektura obowiązkowa.

- „Praktyczne zasady doboru soczewek kontaktowych”, J. Veys, J. Meyler, I. Davies, J&J The Vision Care Institute

- „Zez”, E. Oleszczyńska – Prost, Elsevier Urban&Partner
Rozwój widzenia u dzieci, problemy obuoczne, ćwiczenia wzrokowe, zdjęcia z operacji zeza itp. Książka wydana naprawdę z głową i bardzo przydatna do nauki o widzeniu obuocznym i problemów z nim związanych.
Uwaga wrażliwcy – zdjęcia z operacji na mięśniach zewnątrzgałkowych.

- „Choroba zezowa. Rozpoznanie i leczenie”, K. Krzystkowa, A. Kubatko-Zielińska, J. Pająkowa, H. Nowak-Brygowa, Wydanie II, Wydawnictwo Lekarskie PZWL
- „Funkcjonowanie wzrokowe małych dzieci słabowidzących”, M. Walkiewicz-Krutak, Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej

- „Wybrane aspekty rozwoju małego dziecka z niepełnosprawnością wzroku”, pod redakcją K. Czerwińskiej, Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej

- „Badania obrazowe w okulistyce”, J. Wolffsohn, Górnicki Wydawnictwo Medyczne
Polecam bardzo.

- „Techniki chirurgiczne w okulistyce. Chirurgia refrakcyjna.”, F. Hampton Roy, Elsevier, Urban&Partner

- „Diagnostyka kliniczna w okulistyce”, J.J. Kański, Elsevier, Urban&Partner
Tu dwie sprawy – dużo zdjęć naprawdę ostrych przypadków, dla wrażliwych – średnio przyjemnych.
Zazwyczaj większość tego typu problemów trafia od razu do okulistów, ale jako atlas przypadków naprawdę polecam. Zwłaszcza optometrystom, którzy pracują w klinikach, szpitalach, asystują lekarzom w różnych sytuacjach. Warto to mieć. Poza tym przydaje się również w gabinecie kontaktologicznym, do pacjentów noszących soczewki kontaktowe.

- „Kliniczna farmakologia okulistyczna”, M. E. Prost, R. Jachowicz, J.Z. Nowak, Elsevier, Urban&Partner
Wydanie drugie – poprawione, pierwsze miało niebieską okładkę.
Optometryści co prawda nie mogą podawać środków farmakologicznych, a przynajmniej nie bez wiedzy i obecności lekarza okulisty (bo jeśli współpracujecie z okulistą, to już jest kwestia umowna między Wami i Wasza własna odpowiedzialność), ALE dobrze jest znać środki stosowane w okulistyce. Zwłaszcza dlatego, że pacjenci często przyjmują różne leki lub o nie pytają. Oczywiście, jeśli nie czujecie się na siłach, odsyłacie takiego pacjenta do lekarza, ale znajomość środków farmakologicznych wpływa również na zaufanie Waszego pacjenta do Was, a często również na przebieg badania. Może się okazać, że przyjmowane przez pacjenta leki okulistyczne wpływają na jego ostrość widzenia… Długo by pisać uzasadnienie, po prostu warto tę pozycję mieć, albo przynajmniej się z nią zapoznać.

-
„
Słownik okulistyczny angielsko-polski, polsko-angielski”,
E. Morris, I. Gout, T. Fytche, Górnicki Wydawnictwo Medyczne
Wiem, że mamy Google Translator, ale nawet Wujek Google miewa ograniczone słownictwo. Nie jest to zbyt obszerny słownik, ale przydaje się.

______
Jak wspominałam wcześniej – to nie wszystko, z czego powinniście korzystać. Artykuły i pozycje zagraniczne są bardzo konieczne. Plus te notatki, o których już wspomniałam. Nie wymieniłam powyżej książek typowo sprecyzowanych, takich jak tytuły dotyczące tematyki OCT, czy diagnostyki siatkówki, soczewki itp. Wydaje mi się jednak, że to, co powyżej to jest takie nieco poszerzone minimum, niezbędne na studiach z optyki okularowej i optometrii. Jeśli chcecie dodać coś od siebie, proszę ponownie – wrzućcie w komentarzu. Jeśli macie pytania, śmiało.
Mam nadzieję, że „Ciąg Dalszy Nastąpi”… Pomożecie? :)
utworzone przez Justyna Nater | kwi 30, 2017 | Lifestyle
Bardzo często mówimy „oczy by jadły, ale…” dokończcie wedle uznania.
„Je się również oczami. W obecnych czasach przywiązuje się dużą wagę do wyglądu posiłków. Na podstawową estetykę stołu składają się dwa czynniki: przyjemny wygląd samej potrawy oraz dekoracja stołu. Eleganckie nakrycie zachęca nie tylko do jedzenia, ale i do rozmowy m.in. o staraniach gospodarza, by posiłek prezentował się wspaniale. Współcześnie producenci wychodzą naprzeciw potrzebie estetycznej żywności. W krajach zachodnich coraz częściej projektuje się jedzenie. Oznacza to, że przed walorem smakowym danego produktu stawia się jego wygląd. Na podstawie badań marketingowych, firmy spożywcze kreują swoje produkty, począwszy od koloru, smaku, kształtu i dźwięku, a skończywszy na opakowaniu. Te zmienne są podstawowymi wyznacznikami estetyczności jedzenia.” Magazyn Pepper, marzec 2014
Od 21 do 30 kwietnia w Polsce odbywał się Restaurant Week, który właśnie dzisiaj się zakończył.
Restaurant Week to Festiwal Najlepszych Restauracji, trwający przez cały tydzień. W centrum zainteresowania są oczywiście restauracje biorące w nim udział, ale dodatkowo towarzyszą mu również warsztaty kulinarne, pokazy, spotkania, rozmowy i spektakle – słowem jest to wydarzenie kulinarne, bardzo wartościowe również pod względem kulturowym.
Podczas Restaurant Week możemy zarezerwować stolik dla wybranej ilości osób w jednej z restauracji biorących udział w wydarzeniu i zamówić menu festiwalowe w równie festiwalowej cenie. Za tegoroczne menu składające się z 3 dań: przystawki, dania głównego oraz deseru zapłaciliśmy 39zł!
W wybranym przez nas miejscu możemy przebywać 90 minut. Jest kilka wariantów czasowych na zarezerwowanie stolika tak, aby jak najwięcej gości mogło spróbować smaków kuchni danej restauracji. Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie – dzięki temu nie ma sytuacji, w których wszystkie stoliki są zajęte, a goście po skończonej kolacji przesiadują w restauracji przez cały wieczór z kieliszkiem wina lub kawą. 90 minut to idealny czas na przyjemny relaks i zaspokojenie kubków smakowych.
Udział w tym Festiwalu po raz pierwszy zaproponował mi mój M. rok temu, kiedy mieszkałam jeszcze w Trójmieście. Zabrał mnie wtedy do bardzo klimatycznej restauracji Panorama w Gdyni. Przysięgam, że nigdy nie zapomnę smaku kremu kukurydzianego, który wtedy podano nam na przystawkę oraz pięknego widoku na morze w Gdyni, rozciągającego się z okien. Wszystkim odwiedzającym Trójmiasto serdecznie polecam to miejsce.
Przechodząc do tegorocznego Festiwalu – ponownie przypomniał mi o nim mój M. i zabrał na pierwszą romantyczną kolację w Warszawie. Skoro już wiedziałam, że wydarzenie trwa przez cały tydzień, postanowiłam wykorzystać go możliwie maksymalnie. Odwiedziłam cztery restauracje. Ostatnią kolację zjadłam… dzisiaj.
FOCACCIA RISTORANTE
Restauracją, od której rozpoczęliśmy Restaurant Week była Focaccia Ristorante przy ulicy Senatorskiej 13/15.
Jak zapewne się domyślacie jest to restauracja włoska. Szefem kuchni jest w niej Michał Rajewski.
Ponieważ pojawiliśmy się pół godziny za wcześnie, obawiałam się, że będziemy skazani na spacer, a pogoda naprawdę temu nie sprzyjała – było bardzo deszczowo. Ku naszemu zaskoczeniu, przemiły Pan Kelner poprosił o chwilę cierpliwości i przygotował nam stolik przed czasem, a kiedy restaurację opuścili pierwsi goście, pozwolił nam zmienić miejsce na bliższe kuchni, w której kucharze przygotowywali potrawy.
Wybraliśmy Menu numer 2
Przystawka
Crema di pomidori rosa – Krem z pomidorów malinowych, bazylią fioletową, dymką i ogórecznikiem
Danie główne
Spaghetti all’aglio orsino – Spaghetti z Pesto z czosnkiem niedźwiedzim i parmezanem
Deser
Gelato di yogusrt al. Raparbaro – Rabarbarowe marshmallow z lodami jogurtowo – rabarbarowymi i różą damasceńską
Krem z pomidorów był ogromnym zaskoczeniem. Kelner poinformował nas, że ze względu na dodanie truskawki i wykorzystanie wielu rodzajów pomidorów, temperatura zupy jest nieco niższa niż zazwyczaj w przypadku kremów. Oczy jadły – jak widzicie po zdjęciach, a jej smak? Coś nieprawdopodobnego. Miałam wrażenie, że każdy składnik był wyczuwany osobno, temperatura dania dla mnie była wprost idealna. A podanie bardzo eleganckie.

Wykonanie prawdziwego włoskiego makaronu to nie lada wyzwanie. I tu niskie ukłony dla kucharzy restauracji – spaghetti było idealne. Przez chwilę przed podaniem zastanawiałam się, czy wybór menu był dobry, ze względu na potrawę mięsną w pierwszej opcji, ale jak tylko zobaczyłam danie, nie mówiąc już o chwili, kiedy go spróbowałam, wszelkie wątpliwości minęły. Pesto z czosnkiem niedźwiedzim było pyszne, delikatne, zbalansowane, ale nie nudne. Czasami w różnych miejscach porcje makaronu są tak duże, a dodatki tak nijakie, że kończąc jedzenie nie delektujemy się już smakiem i czujemy się przejedzeni. Tu było dokładnie odwrotnie, smak był wyśmienity do samego końca, porcja była idealna, a podanie… Sami oceńcie.

Największym zaskoczeniem był deser. Obawiałam się o marshmallow w jego składzie, ponieważ nie umiałam sobie wyobrazić tego połączenia i bałam się również zbyt intensywnej słodyczy.
Jeśli mówimy, że „oczy jedzą” to zdecydowanie w tej sytuacji najadły się do syta. Lody jogurtowe z kruszonką pod pyszną pianką, ozdobioną jadalną różą damasceńską oraz otoczoną syropem rabarbarowym – oczy w niebie, kubki smakowe w niebie, wszystko w niebie. Słodkie, kruche, ciepłe, zimne, kwaśne – efekt wspólny – niesamowity.

Kolację w Focaccia Ristorante można opisać krótko w ten sposób – Uczta dla oczu, uczta dla ciała, uczta dla ducha. Przepyszne dania, bardzo ciepła i przyjemna atmosfera, bardzo życzliwa obsługa oraz, co najważniejsze, włoskie smaki podane w eleganckim nowoczesnym stylu.
Wtrącenie
Jeszcze tego nie napisałam, ale… na cztery miejsca, które odwiedziłam, trzy z nich były restauracjami włoskimi. Musicie mi to wybaczyć. Może powiecie, że od tego jest Restaurant Week, aby poznawać inne smaki i kuchnię innych kultur, ALE… jestem absolutnie zakochana we Włoszech i Włoskim jedzeniu.
We Włoszech byłam już wiele razy, a do kolejnego wyjazdu został już niespełna miesiąc!
3 lata temu zrobiłam sobie prezent na urodziny i wyjechałam całkiem sama na ponad tydzień do Toskanii.
Mieszkałam w pokoju typu B&B u przesympatycznego Włocha, zjeździłam pociągiem najbardziej popularne toskańskie miasteczka, spacerowałam słuchając włoskiej muzyki i… jadłam.
Dlatego proszę o wyrozumiałość, mój Restaurant Week był po prostu Italian Restaurant Week’iem.
TRATTORIA MURANO
Na kolejną włoską kolację wybrałam się z przyjaciółką. Szefem kuchni w restauracji Trattoria Murano jest Jakub Bondziul, a lokal znajduje się w bardzo nowoczesnej i biznesowej lokalizacji, przy ulicy Pokornej 2.
Przy dokonywaniu rezerwacji poprosiłam o stolik przy oknie i taki też otrzymałyśmy.
Wystrój restauracji jest dosyć nietypowy, jak na restaurację włoską – dość minimalistyczny. Duże wrażenie robi oświetlenie lokalu. To, co od razu zwróciło naszą uwagę to cudowna włoska muzyka, która wprawiała w naprawdę włoski nastrój.
Wybrałyśmy z przyjaciółką menu drugie
Przystawka
Świeże pomidory, soja, mozzarella di bufala, ciabatta, dressing bazyliowy
Danie główne
Chrupiące udko z kurczaka, batat, rozmaryn, jarmuż, białe wino
Deser
Pudding ryżowy, lody o smaku solonego karmelu, kruszonka, orzechy
Przystawka na pierwszy rzut oka? Pomidory, mozzarella… Wyobrażałam sobie, że zaserwowana zostanie Caprese. A tymczasem? Bardzo pozytywne zaskoczenie, choć w składzie podanym w menu nie było groszku cukrowego oraz oliwek, a obu składników było w tej przystawce całkiem sporo. Muszę jednak przyznać, że to było naprawdę, naprawdę bardzo smaczne danie. Choć wydaje mi się, że jednak zostało odrobinę zmodyfikowane w porównaniu do tego, które było podane na stronie przy rezerwacji stolika.


Danie główne było, powiedziałabym szczerze, dosyć „skromne” jeśli chodzi o jego ilość. Gdybym była bardzo głodna prawdopodobnie bym się nie najadła, co nie jest raczej cechą charakterystyczną dla klimatów włoskich. Sałatka z jarmużu była całkiem smaczna, ale kwaśna i moje kubki smakowe miały spory problem, żeby jej smak połączyć z delikatnym kurczakiem i kremem z batata. Skórka kurczaka była cudownie chrupiąca i gdyby nie to, że porcja była mała to naprawdę kurczak był wyśmienity, poza tym, że jego smak został przyćmiony przez rozmaryn, którego w jego połowie było bardzo dużo.
Czyli podsumowując ten pyszny i idealnie przygotowany kurczak byłby naprawdę świetny, gdyby nie mała porcja dodatkowo podzielona na pół ze względu na zabijający smak rozmaryn w jednej jego części. Co nie znaczy, że całość mnie zawiodła. Nie. Danie było przyjemne, ale następnym razem zamówię raczej podobną przystawkę niż danie główne.


Za to deser! O tak. Kubki smakowe były w niebie. Pudding ryżowy z kruszonką i orzechami, a do tego lody o smaku solonego karmelu! Ten deser naprawdę bardzo chętnie zjadłabym jeszcze niejeden raz!

Dodatkowo ogromny plus za lemoniadę – prawdziwa kwaśna, powiedziałabym wręcz, że… maksymalnie kwaśna, z dużą ilością cytryny – ale to jest właśnie taka lemoniada, jaką ja naprawdę uwielbiam.
Trochę mi było przykro, że kelner nie opowiadał o daniach tak, jak w poprzednim miejscu. Wyglądał na bardzo zmęczonego i mało optymistycznego, ale był kulturalny i obsługa była naprawdę bardzo płynna i na wysokim poziomie.
Podsumowując – kolacja bardzo smaczna, chętnie w przyszłości odwiedzę jeszcze raz to miejsce i Was również zachęcam.
SZKLARNIA
Na dzień przed zakończeniem Festiwalu, wybrałam restaurację znajdującą się w Soho Factory przy ulicy Mińskiej 25. Szefem kuchni jest tam Natalia Huzarewicz. Tym razem zarezerwowałam stolik dla siebie i Męża i wybrałam obie wersje menu – dla spróbowania, ponieważ obie były interesujące, a wiecie jak to jest – z Mężem zawsze można się powymieniać…
Na kilka godzin przed wyjściem do restauracji, zadzwoniliśmy z pytaniem, czy możemy przyprowadzić ze sobą dodatkową osobę, która zamawiać będzie po prostu dania z karty, a nie dania festiwalowe. Uzyskaliśmy informację, że możemy przyjść we troje i tak też zrobiliśmy.
Opis obu menu:
Menu 1
Przystawka
Pasztet z zająca na grzance z oliwą rozmarynową, korzenny mus wiśniowy z chilli
Danie główne
Pierś z kurczaka kukurydzianego z pomidorowym tagliatelle, sosem serowym i salsą z pomidorów malinowych
Deser
Beza z kremem waniliowym i truskawkami
Menu 2
Przystawka
Krem z brukwi z oliwą chili, mascarpone i chipsami jabłkowymi
Danie główne
Gnocchi z czosnkiem niedźwiedzim z pieczoną brukselką, orzechami i konfitowanym żółtkiem
Deser
Sernik nowojorski z polewą mango
W tym przypadku zacznę trochę od tyłu. Od dwóch deserów. Sernik nowojorski z polewą mango był absolutnie pyszny. Nie wiem, czy jest pieczony na miejscu, czy dostarczany przez cukiernika, ale naprawdę – smak perfekcyjny, a polewa mango idealna.

Jeśli chodzi o bezę – bardzo klasyczny deser i równie klasycznie można go popsuć. Nie był popsuty w tym przypadku, ale nie był również idealny, beza była odrobinę gumowa, ale naprawdę odrobinę. Biorąc pod uwagę odległość w jakiej w stosunku do Szklarni znajduje się restauracja, w której podają bezy wprost idealne, warto postarać się o perfekcyjne wykonanie deseru albo go po prostu nie podawać. A ponieważ chciałabym, żeby opinia była szczera, to szczerze przyznaję, że beza mimo dobrego smaku, idealna nie była.

Nasze dwie przystawki to krem z brukwi oraz pasztet z zająca. Pasztetu było bardzo mało, ale był smaczny, choć na co dzień nie jem takich wynalazków – smak był niezły, natomiast grzanka była bardzo tłusta. Krem dla mnie był za ostry, więc oddałam go mojemu M., ale smak był ciekawy i naprawdę dobry.


I w tym momencie niestety kończą się już pozytywne słowa na temat wieczoru spędzonego w Szklarni.
Przyznaję – jestem zawiedziona. Ponieważ często bywam na terenie Soho Factory w innej restauracji, jakiej – pewnie się domyślacie, ale jeszcze tu o niej wspomnę – przechodziłam wielokrotnie obok Szklarni i bardzo często zwracałam uwagę na ich czarujący, urokliwy ogródek i zachęcający neon wiszący nad wejściem. Restauracja została wyróżniona w Żółtym Przewodniku Gault&Millau2016, tym większe było moje zaskoczenie.
Pierwsza sprawa – przyjaciółka, która z nami poszła, chciała zamówić z karty lokalu pomidorowe tagliatelle z kurczakiem. Kelner przekazał informację, że ze względu na Restaurant Week makaron się skończył i może podać jej to danie, ale ze zwykłym spaghetti – zgodziła się.
Dopiero teraz rozmawiamy z M. na temat naszego dania w menu festiwalowym. U nas też miało być pomidorowe tagliatelle, a było pomidorowe ravioli i tego nikt nam nie powiedział – ani, że makaronu nie ma również dla osób biorących udział w festiwalu, ani o tym, czym zostanie on zastąpiony. Było to dosyć dziwne, ponieważ każda restauracja zna ilość rezerwacji, a nasza była zapisana na godzinę 19:30, więc ktoś po prostu nie sprawdził tego dnia, czy wystarczy makaronu do podania. Trudno.
Problem polegał na tym, że pomidorowe ravioli, które było w sumie całkiem niezłe, podano z kurczakiem i tu po prostu katastrofa – kurczak był niesamowicie wysuszony – nie tylko było to czuć, ale także widać. Dziwna była również różnica w wielkości dania głównego – ravioli z kurczakiem było porcją małą, a danie główne z drugiego menu – gnocchi z brukselką – porcją bardzo dużą. Gdybyśmy zamówili dwa zestawy tego samego menu, nikt by tej różnicy nie zauważył, ale dania zostały podane w tym samym momencie i ta różnica była znacząca i dla nas niezrozumiała. Zgłosiłam kelnerowi, że kurczak był suchy, na co usłyszałam, że zostanie to przekazane do kucharza, jednak żadnej odpowiedzi się nie doczekałam.


Powinnam oceniać menu festiwalowe, które poza kurczakiem było smaczne, ale nie wyjątkowe. Pozwolę sobie jednak opowiedzieć Wam, co przytrafiło się równolegle naszej koleżance, która ostatecznie zamówiła danie, które chciała, jednak na zwykłym spaghetti. W opisie dania nie było ani słowa o cebuli, której w daniu było bardzo, ale naprawdę bardzo dużo. Niestety K. nie lubi cebuli. Zjadła więc danie tak, jak mogła, oddzielając jej możliwie dużo i było wtedy widać, jak wiele jej było. Sprawdziła ponownie skład dania w karcie, faktycznie nie było słowa o cebuli, dlatego zgłosiła to kelnerowi i zapytała dlaczego nie podano prawidłowego składu dania. Kelner nie umiał sam udzielić odpowiedzi – poszedł zapytać kucharzy i… nie wrócił przez ponad 10 minut mimo, że lokal nie jest lokalem dużym i nie było w nim tłoczno.
Kiedy kelner wrócił powiedział, że cebula jest bazą do sosów (w takiej ilości i tak dużych kawałkach to raczej nieprawdziwe wytłumaczenie), powiedział jednak coś gorszego – że w karcie jest informacja o tym, że powinno się zgłaszać kelnerowi ewentualne alergie. Jak się zapewne domyślacie – sam nie znalazł tej informacji w karcie, którą przeglądał przy nas. Bez pytania przyniósł darmowy deser – ogromny kawał ciasta czekoladowego. Niestety sytuacja wyglądała trochę na zasadzie – daj pani darmowy deser i nie będzie miała pretensji. Trafiło jednak na osobę, która łatwo nie odpuszcza, a czytanie wszystkich informacji pisanych drobnym druczkiem to jej specjalność i zawodowe zboczenie.
Ostatecznie nie zapłaciła za danie, ale atmosfera nie była przyjemna.
Kelner zachowywał się bardzo nieprofesjonalnie, często kiedy odchodził od nas i przechodził do baru, opierał się o niego z telefonem i nie przejmował się tym, co dzieje się na sali. Zachowanie było tym bardziej zaskakujące, że kiedy już wiedział, że wydarzyło się coś, co pozostawić może nam kiepskie wspomnienia z pobytu, nie zrobił nic, aby chociaż trochę poprawić ogólne wrażenie.
Mam mieszane uczucia… Staram się nigdy niczego, ani nikogo nie skreślać po pierwszym negatywnym wrażeniu, ale nie wiem, kiedy zdecyduję się na ponowne odwiedziny w tym miejscu. A szkoda, ogródek był naprawdę zachęcający… Być może latem, kawa z sernikiem nowojorskim w tym ogródku będzie przyjemnym doświadczeniem, ale biorąc pod uwagę fakt, że obok znajduje się wspaniała restauracja Mateusza Gesslera – Warszawa Wschodnia, raczej wybiorę ten drugi ogródek.

Również wczoraj po kolacji w Szklarni szybko przeszliśmy zatrzeć negatywne emocje do lokalu obok, gdzie zjadłam absolutnie przepyszne szparagi po polsku i gdzie po prostu zawsze czuję się wspaniale.

Słowem – jeśli Soho Factory to zdecydowanie Warszawa Wschodnia Mateusza Gesslera.
Jeśli Szklarnia to latem, w ogrodzie. Dań z menu festiwalowego nie zauważyłam w codziennym menu lokalu, więc trudno mi powiedzieć, czy mieliśmy pecha, czy jakość jedzenia i obsługi za każdym razem jest na takim poziomie. Może kiedyś wybiorę się tam ponownie, aby zweryfikować te informacje.

CHIANTI
Na zakończenie Festiwalowych WŁOSKICH rozkoszy podniebienia, ostatni WŁOSKI akcent. Adres? Foksal 17. Szef kuchni – Marzena Gromelska. Restauratorzy – Agnieszka i Marcin Kręgliccy.
Byliśmy tam dzisiaj.
Kochani – to było NAJLEPSZE zakończenie Restaurant Week, jakie mogliśmy sobie wyobrazić.
Chianti – to jest PRAWDZIWIE włoska restauracja.
Tam WSZYSTKO się zgadza.
Cudowna włoska muzyka, urokliwy i przytulny wystrój, wspaniała obsługa. Żywe kwiaty, ściana z cegieł, drewno… to wszystko sprawia, że przenosimy się z Warszawy do Włoch. Na ścianie wisi obraz przedstawiający panoramę Florencji – mojego ukochanego miasta w Toskanii. Wygodna kanapa pozwala na siedzenie z Mężem blisko siebie… Sielanka.

Tym razem ponownie wybraliśmy obie wersje menu, w tym jednak wypadku różniły się one tylko daniem głównym.
Przystawka
Krem z zielonego groszku z jadalnymi bratkami
Deser
Karmelowa panna cotta na musie z czerwonej porzeczki
Danie główne 1
Domowe, wyrabiane na miejscu ravioli z salsiccią na pomidorowo – paprykowej salsie
Danie główne 2
Domowe, wyrabiane na miejscu gnocchi z fioletowych ziemniaków w sosie z czterech serów
Krem z zielonego groszku – wyobraźcie sobie, że smakował osobie, która naprawdę nie przepada za samym groszkiem. Mój M. za to może jeść groszek łyżkami – był zachwycony i… ja również! Smak delikatny, ale wyraźny, idealna temperatura, piękne podanie.


Ravioli i gnocchi w Chianti to dania, które sprawiają, że człowiekowi wydaje się, że kiedy wyjdzie z lokalu znajdzie się na ulicy toskańskiego miasteczka, a nie Warszawy. Smak tych dwóch dań (spróbowaliśmy po połowie) – obłędny. Paprykowa salsa pod ravioli przepyszna, sos z czterech serów pod gnocchi z fioletowych ziemniaków wyśmienity. I co ważne – wielkość porcji – to były dania, którymi można się najeść. Nie za mało, nie za dużo, ale DUŻO. W sam raz. Wracając do jedzenia oczami – one najchętniej zjadłyby jeszcze trzy dodatkowe porcje.



Ale największy problem z jedzeniem oczami był przy deserze. Panna cotta na musie z czerwonej porzeczki – chyba brakuje mi słownictwa, które mogłoby opisać, jakie to było pyszne. Idealne. Włoskie. Wspaniałe. Nie do podrobienia.

Pani Kelnerka była po prostu przemiła. W restauracji przebywali goście, a wśród nich mała dziewczynka, którą obsługa wspaniale i troskliwie się zajęła – to było naprawdę urocze!
To była jedyna restauracja, z której szczerze nie chciałam wychodzić. Chciałam tylko przytulić się do M. i tak zostać i kontemplować i przeżywać i słuchać tej cudownej włoskiej muzyki.

Być może pamiętacie, że mam problem z wrażliwością oczu na ostre światło – stąd również przebywanie w restauracji Chianti było dla mnie bardzo przyjemne, ponieważ światło jest tam bardzo ciepłe i przygaszone.
Cóż mogę powiedzieć o tej kolacji… Najchętniej wróciłabym tam jutro, pojutrze i codziennie, gdyby tylko było to możliwe… Z pewnością będę częstym gościem. Zachęcam Was bardzo, bardzo, bardzo, abyście przekonali się na własne oczy i języki, że to naprawdę Włochy w sercu Warszawy.
Pomyślałam, że zrobię taki swój prywatny ranking miejsc, w których byłam.
Przedstawia się następująco – przy czym pomiędzy pierwszym i drugim miejscem jest mniejsza różnica, niż pomiędzy dwoma kolejnymi. A o to i podium:
Restaurant Week dobiegł końca, ale wspomnienia, zarówno te smakowe, jak i te wzrokowe pozostaną w pamięci na dłużej.
Jeśli dotrwaliście do tego momentu chylę czoła, tekst wyszedł bardzo długi, ale nie chciałam go dzielić na części.
Każda z włoskich restauracji, w których byliśmy warta jest odwiedzenia – i mówię to zupełnie szczerze, nie tylko po to, aby napisać wyłącznie pozytywną opinię. Każde z tych miejsc jest inne. Każda z trzech włoskich restauracji ma swój własny, a wciąż włoski styl. Bardzo żałuję, że Festiwal nie odbywa się częściej. Już czekam na jego kolejną edycję!

utworzone przez Justyna Nater | kwi 26, 2017 | Artykuły

Według Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, EAACI:
– 150 mln Europejczyków cierpi na przewlekłe choroby alergiczne,
– 100 mln Europejczyków cierpi na pyłkowicę (katar sienny i alergiczny),
– 70 mln Europejczyków cierpi na astmę,
– 17 mln Europejczyków żyje z alergią pokarmową, a u 8% występuje ryzyko ostrej, zagrażającej życiu reakcji anafilaktycznej
(3,5 mln dzieci cierpi na alergie pokarmowe).
– u 45% chorych nigdy nie postawiono rozpoznania alergii,
– szacuje się, że do 2025 roku ponad 50% wszystkich Europejczyków będzie cierpieć na przynajmniej jeden typ alergii.1
Co wywołuje alergie oczne?
Jak widzicie z powyższych danych, alergia staje się chorobą cywilizacyjną.
Problem chorób o podłożu alergicznym stale narasta, zwłaszcza w krajach wysoko uprzemysłowionych.
Oczy, tak jak inne nasze narządy, również narażone są na występowanie zarówno sezonowych jak i ostrych oraz przewlekłych problemów alergicznych.
Czy sami doświadczyliście kiedyś alergii? Reakcji alergicznej?
Jeśli tak, na pewno pamiętacie, że jej objawy zwykle są bardzo dokuczliwe.
W przypadku alergii ocznej nawet bardziej niż w pozostałych jej wariantach.
Najczęstszym miejscem odczynu alergicznego w oczach jest spojówka, z oczywistego powodu – ma ona bezpośredni kontakt z alergenem, pochodzącym ze środowiska zewnętrznego, jest bogato unaczyniona, co powoduje szybkie występowanie objawów zapalenia po kontakcie z alergenem. Posiada funkcję immunologiczną, ochronną oka.
Najczęstszą przyczyną alergii ocznej są alergeny znajdujące się na przykład w:
kosmetykach,
środkach do higieny takich jak mydło, żele, czy szampony,
pyłkach roślin,
sierści zwierząt,
a NAWET w konserwantach znajdujących się w kroplach do oczu oraz płynach do soczewek kontaktowych.
Najpopularniejsze alergiczne choroby oczu
Alergiczne choroby oczu zwykle nie występują samodzielnie. Najczęściej są jednym z problemów w całym procesie alergicznym występującym w naszym organizmie. Bardzo często towarzyszą im również takie dolegliwości jak np. katar sienny.
Najważniejsze w leczeniu alergii jest unikanie kontaktu z alergenem oraz zastosowanie leków przepisanych przez lekarza.
Najbardziej popularne problemy alergiczne w przypadku oczu to:
– alergiczne zapalenie spojówek (sezonowe, ostre, przewlekłe),
– atopowe zapalenie spojówek,
– atopowe zapalenie rogówki,
– olbrzymiobrodawkowe zapalenie spojówek,
– kontaktowe zapalenie skóry powiek i spojówek,
– zapalenie wypryskowe.
Alergiczne zapalenie spojówek
– dolegliwość najpopularniejsza w naszej populacji,
– powstaje pod wpływem kontaktu roztoczami kurzu, pyłkami roślin, sierścią zwierząt.
Odmiany:
ostre zapalenie (trwa do 48 godzin),
sezonowe zapalenie (pojawia się wtedy, gdy pylą uczulające rośliny),
całoroczne / przewlekłe zapalenie (występuje wtedy, gdy pyłki rośliny powodującej alergię utrzymują się w powietrzu przez cały rok).3
Ostre alergiczne zapalenie spojówek
– bezpośrednia reakcja na „bliski kontakt” z alergenem, np. po pogłaskaniu kotka, użyciu nowego kosmetyku lub leku,
– trwa krótko,
– ustępuje po eliminacji czynnika ją wywołującego (proszę nie eliminować kotków).
Sezonowe zapalenie spojówek
– prosta diagnoza,
– poza objawami ocznymi również katar i problemy z układem oddechowym,
– nasilone objawy w okresie wzmożonego stężenia alergenów w środowisku zewnętrznym.
Przewlekłe alergiczne zapalenie spojówek
– trudniejsza diagnostyka,
– wiele dolegliwości,
– często mylone z innymi chorobami i leczone z zastosowaniem nieodpowiednich leków,
– występuje z powodu ciągłego kontaktu z alergenem, np. kurz, pleśń, klimatyzacja, farby, lakiery itp.
– świąd, pieczenie, łzawienie i obrzęk utrzymują się na stałe.
Atopowe zapalenie spojówek i rogówki
– uogólniona nadwrażliwość,
– często występujące jednocześnie zmiany skórne na powiekach (są popękane, pokryte strupkami, często występuje zapalenie brzegów powiek),
– najgroźniejszym powikłaniem jest owrzodzenie rogówki, które może doprowadzić do trwałego upośledzenia widzenia.
Olbrzymiobrodawkowe zapalenie spojówek
– dotyczy tarczki powieki górnej,
– głównie u atopowych dorosłych i osób noszących soczewki kontaktowe,
– spowodowane stałym kontaktem z czynnikiem drażniącym,
– wydzielina w worku spojówkowym i przerost brodawek spojówki powieki górnej.
Niestety wszystko to, co dzieje się na powierzchni rogówki, jest bardzo niebezpieczne dla naszego widzenia.
Każdy stan zapalny rogówki może spowodować jej uszkodzenie, pozostawienie blizn lub w najgorszym scenariuszu nawet konieczność jej transplantacji.
Lekarz okulista, do którego udamy się na badanie w związku z wystąpieniem alergii oczu, powinien przed wystawieniem diagnozy wykluczyć inne powody silnego podrażnienia.
Na przykład:
– infekcyjne zapalenie spojówki i rogówki,
– choroby powiek niezwiązane z alergią,
– zespół suchego oka,
– obecność ciała obcego,
– zmiany w oczach podczas przebiegu ogólnych chorób takich jak np. trądzik różowaty,
– zapalenie innych struktur oka takich jak np. zapalenie twardówki, czy tęczówki
itp.
Charakterystyczne dolegliwości w przypadku alergicznych stanów zapalnych:
– świąd,
– zaczerwienienie,
– łzawienie,
– obrzęk spojówek oraz powiek,
– obecność lepkiej wydzieliny w oku,
– światłowstręt,
– uczucie ciała obcego.
Objawy alergii ocznej mogą dawać cały szereg objawów zmiennych w czasie. Zdarza się, że bywają mylnie rozpoznane i leczone. Zawsze jednak konieczne jest wykluczenie innych schorzeń narządu wzroku, potencjalnie groźnych dla funkcji widzenia, które mogą symulować alergię.
Leczenie alergii oczu
Aby poprawnie zdiagnozować i zastosować odpowiednie leczenie chorób alergicznych oczu, często niezbędna jest współpraca wielu lekarzy – różnych specjalistów – oprócz lekarza okulisty również: alergologa, dermatologa, laryngologa oraz pulmonologa.
W leczeniu alergicznych chorób oczu miejscowo stosuje się na przykład3:
– leki antyhistaminowe,
– leki zwężające naczynia krwionośne,
– niesterydowe leki przeciwzapalne,
– sterydy,
– leki immunosupresyjne.
Bardzo ważne jest W KAŻDEJ ALERGII OCZU, aby zachować higienę i starać się usuwać alergeny z worka spojówkowego, przepłukując oczy solą fizjologiczną oraz dbać o czystość powiek i twarzy.
Warto jednak pamiętać, że podawane miejscowo leki nie zadziałają prawidłowo i nie utrzymają się przez odpowiednią ilość czasu w worku spojówkowym, jeżeli stan filmu łzowego będzie nieprawidłowy. Jeśli mamy do czynienia z zaburzeniami w produkcji łez i z ich niestabilnością, może to spowodować zbyt szybkie wypłukanie podanego leku i skrócenie czasu jego działania – a wynikiem tego może być nawrót objawów alergii.
Stąd do leków typowo antyalergicznych powinno stosować się również preparaty nawilżające – sztuczne łzy, ponieważ może to znacząco wpłynąć na korzystny efekt leczenia.
W przypadku każdej choroby alergicznej najważniejsze dla skuteczności leczenia jest wyeliminowanie czynnika uczulającego – alergenu z otoczenia.
Ale przeważnie bardzo ciężko jest odizolować alergików od wpływów środowiska zewnętrznego – na przykład od alergenów pyłkowych.
Dlatego alergicy wymagają zachowawczego leczenia przewlekłego.
Także osoby z atopią i chorobami alergicznymi oczu muszą pozostawać pod stałą kontrolą okulistyczną i przewlekle przyjmować leki miejscowe, a często także ogólne.
Szybki teoretyczny test alergiczny
(!uwaga! nie zastąpi on testów alergicznych wykonywanych na zlecenie lekarzy!)
Odpowiedz na poniższe pytania i sprawdź, czy możesz mieć problem z alergiami ocznymi.
Pamiętaj, żeby zawsze skonsultować się z lekarzem okulistą, jeśli zauważysz jakiekolwiek niepokojące objawy.
Czy w Twojej rodzinie są alergicy?
Czy zazwyczaj podczas sezonu alergicznego odczuwasz swędzenie/łzawienie/pieczenie oczu?
Czy jesteś uczulony na zwierzęta?
Czy zażywasz leki antyalergiczne, aby kontrolować katar, kaszel i inne objawy tego typu?
Czy Twoje oczy stają się czerwone po wyjściu na dwór lub po wejściu do konkretnych pomieszczeń?
Czy Twoje oczy zaczynają łzawić i być podrażnione po użyciu różnych kosmetyków takich jak balsamy, kremy, fluidy, perfumy?
Jeśli na większość pytań odpowiedziałeś twierdząco, być może masz problem z alergią oczną.
Dlatego umów się proszę na wizytę do lekarza okulisty i powiedz mu o wszystkich występujących u Ciebie objawach alergii.
Kilka krótkich porad dla alergików:
1. Umów się na wizytę u okulisty przed rozpoczęciem sezonu alergicznego, a nie dopiero w sytuacji wystąpienia problemów. Zapytaj jak możesz zminimalizować ryzyko wystąpienia alergii. Możesz również poprosić o wcześniejsze przepisanie kropli łagodzących tego typu podrażnienia, aby zastosować je od razu po pojawieniu się objawów alergii, a nie dopiero po kilku dniach jej trwania.
2. Postaraj się przewidywać możliwość wystąpienia alergii – oraz unikać albo zminimalizować kontakt z czynnikami ją wywołującymi. Na przykład wiosną i latem oczywistym jest, że trawy i drzewa pylą, możesz się do tego przygotować i odpowiednio zabezpieczyć. Dotyczy to również sierści zwierząt oraz zakurzonych pomieszczeń.
3. Dobrze sprawdzają się okulary przeciwsłoneczne z pełniejszą, bardziej „zabudowaną” oprawą. Ograniczają one w dużym stopniu możliwość dostania się pyłków do wrażliwych oczu.
4. Pamiętaj, aby nigdy nie trzeć oczu! To tylko pogorszy sytuację. Staraj się raczej używać kropli antyalergicznych albo nawilżających, aby przepłukiwać spojówki. Pocierając oczy, które swędzą, podrażniasz je znacznie bardziej i efekt jest odwrotny do zamierzonego.
5. Używaj kropli nawilżających, ale najlepiej zapytaj lekarza, które z nich będą dla Ciebie najbardziej właściwe w sezonie alergicznym!
6. Alergeny mogą gromadzić się na Twoich soczewkach kontaktowych. Postaraj się zmienić ich tryb noszenia na jednodniowy lub na okres, w którym masz największe problemy z alergią spróbuj wrócić do okularów. W celu ustalenia optymalnego rozwiązania skontaktuj się ze swoim kontaktologiem!
7. Pamiętaj o prawidłowej i dokładnej higienie powiek, na których mogą się gromadzić alergeny (np. pyłki czy kurz). Koniecznie zadbaj o czystość oczu przed położeniem się spać.
8. Rozważ zakup oczyszczacza powietrza z filtrem do domu – naprawdę warto.
I jeszcze jedno. Wspomnę o tym ponownie, ponieważ przypuszczalnie wielu z Was nie czytało tekstu o płynie do powiek użytym przez mojego M. Jeśli chcecie przeczytać całą historię, zapraszam TUTAJ.
A w skrócie – jeżeli jesteście alergikami, uważajcie na skład produktów, które wydawać by się mogło, powinny być z zasady bezpieczne. W przypadku tamtego płynu, chodziło o składnik, który nazywał się elegancko Angelica Archangelica Root Extract.. a okazał się być rośliną z rodziny selerowatych. Mój M. dostał wstrząsu anafilaktycznego i wylądował pod kroplówką, a płyn do oczu miał służyć przemywaniu powiek rano i wieczorem w celu zachowania higieny ich brzegów…
Drodzy Alergicy, bądźcie po prostu bardzo czujni, uważni i ostrożni.
Lepiej przecież zapobiegać, niż leczyć.
_________________________
- http://www.zawszeokrokprzedastma.org/eaaci-alergia-raport/
- All about vision
- http://www.alergia.org.pl/lek.arch1/archiwum/02_02/alergie_oczne.html
utworzone przez Justyna Nater | kwi 20, 2017 | Artykuły
Odświeżam dzisiaj temat poruszany już dawno temu na blogu, dotyczący standardu badania optometrycznego.
Z dwóch tekstów zrobiłam jeden, do którego dopiszę jeszcze kolejną część (jedną lub więcej). Treść jest ważna, dlatego myślę, że warto co jakiś czas o niej przypominać.
JAK powinno wyglądać prawidłowe BADANIE WZROKU.

Standard badania optometrycznego (schemat w podpunktach) znajduje się na stronie www.ptoo.pl/standard-badania
„Czynności wykonane w badaniu optometrycznym mają dostarczyć wystarczającej wiedzy o procesie widzenia pacjenta, by podjąć właściwe decyzje co do zalecanych pomocy optycznych, ćwiczeń wzrokowych czy profilaktyki narządu wzroku.”
Badanie powinno składać się z kilku podstawowych etapów. Specjalista zobowiązany jest do określenia:
-stanu zdrowia pacjenta, zwracając uwagę zwłaszcza na układ wzrokowy,
-stanu refrakcji,
-stanu akomodacji,
-stanu widzenia obuocznego.
Nie chcę się skupiać na specjalistycznym precyzowaniu poszczególnych czynności, ponieważ jest to tekst dla pacjentów, a nie dla specjalistów. Mamy swoje specjalistycznie napisane książki, a ja postaram się tu opowiedzieć wszystko jak najprościej to możliwe.
Standard badania optometrycznego dotyczy, jak sama nazwa wskazuje, badania wzroku wykonywanego przez optometrystę.
Niestety w wielu salonach, czy placówkach, „badania optometrycznego” nie wykonuje optometrysta, bo dane miejsce po prostu nie zatrudnia takiego specjalisty.
Potem pacjenci opowiadają:
„Wykonano mi badanie optometryczne, miało być takie super bo ta optometria taka super i ci optometryści tacy wykwalifikowani i co… i dalej mam źle dobrane okulary.”
Nie dajcie się na to nabrać.
Badanie optometryczne wykonuje OPTOMETRYSTA.
Zawód optometrysty nie jest niestety jeszcze w Polsce zawodem regulowanym. Jednak optometrystą może nazywać się jedynie osoba, która ukończyła studia z zakresu optometrii.
Jednym ze sposobów na zweryfikowanie umiejętności i wykształcenia specjalisty jest poproszenie o Numer Optometrysty, który posiada już dzisiaj wielu z nas.
Listę optometrystów z przyznanym NO możecie sprawdzić na stronie Polskiego Towarzystwa Optometrii i Optyki.
Optometrystą NIE JEST osoba, która skończyła weekendowy „kurs refrakcji”.
Jeśli zauważycie jakiekolwiek nieścisłości, a specjalista nie będzie potrafił lub chciał udzielić Wam informacji dotyczącej swojego wykształcenia, warto zastanowić się nad zmianą miejsca badania wzroku.
Pełne prawidłowe badanie optometryczne zajmuje minimum pół godziny.
Przypomnijcie sobie swoją ostatnią wizytę u specjalisty (optometrysty/okulisty/gdziekolwiek byliście).
Od czego się zaczęła?
A od czego powinno zacząć się prawidłowe badanie optometryczne?
To jak z budową domu – od fundamentów.
Fundamenty w tym przypadku to oczywiście dane osobowe, ale dalej również wymagania wzrokowe pacjenta.
Jeśli optometrysta pyta Was o wykonywany zawód, Wasze hobby, pracę, czy prowadzenie samochodu lub inne tego typu rzeczy, NIE traktujcie go jak wścibskiego człowieka, który po prostu lubi sobie dużo pogadać, zamiast „wziąć się do roboty” bo w końcu przyszliście się zbadać, a nie poplotkować o swoim życiu prywatnym.
Wszystkie informacje, dotyczące codziennych czynności jakie wykonujecie, są niezbędne do wstępnego określenia potrzeb wzrokowych oraz ewentualnych powodów występowania różnego rodzaju problemów i dyskomfortu widzenia.
Jeśli jesteście stałym pacjentem i pojawiacie się na badaniu wzroku regularnie, to prawdopodobnie Wasz specjalista prowadzi historię Waszej korekcji. Jeśli jednak przychodzicie pierwszy raz, to powinno zostać zadane pytanie o poprzednie okulary/ soczewki/ historię korekcji Waszych oczu.
Optometrysta powinien znać się nie tylko na wykonaniu samego badania, ale również na wstępnym diagnozowaniu chorób układu wzrokowego. Powinien wiedzieć jakie konsekwencje dla wzroku niosą za sobą choroby ogólne, czy przyjmowane leki.
Mówcie o wszystkich dolegliwościach. Zwłaszcza tych związanych bezpośrednio ze wzrokiem. Nie tylko o tym, że widzicie zamazany obraz albo, że zdarza się, że coś się Wam dwoi.
Jeśli bolą Was oczy, czy głowa lub niepokoi Was jeszcze coś innego, na przykład zauważyliście, że zmieniło Wam się pole widzenia, albo zdarza się, że patrząc na przedmioty, zaczyna się Wam krzywić obraz – mówcie. To wszystko jest naprawdę ważne.
Po tym również poznacie dobrego specjalistę, jeśli nie będzie Was ignorował, a będzie słuchał, notował i dopytywał – to znaczy, że zależy mu na postawieniu odpowiedniej WSTĘPNEJ diagnozy.
Po wszystkich rozmowach i opowieściach przychodzi moment, kiedy zaczyna się badanie.
Często zanim specjalista posadzi Was na fotelu, zbada Wasze oczy za pomocą autorefraktometru (o którym pisałam w tekście o komputerowym badaniu wzroku).
Mam nadzieję, że pamiętacie, że powinno to być wyłącznie badanie poglądowe, służące do dalszego sprecyzowania istniejącej wady, a nie do wypisania recepty na okulary!
Badanie wzroku specjalista może wykonać za pomocą foroptera lub kasety ze szkłami próbnymi, które wkłada się w oprawę próbną.
Może również na początku użyć foroptera, a po skończonym badaniu nałożyć pacjentowi oprawę próbną z dobraną korekcją i pozwolić przejść się po gabinecie (czy nawet gdzieś dalej, salon, schody itd.), żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
Taki szybki test dobranej korekcji w oprawie próbnej jest szczególnie ważny, gdy mamy do czynienia z astygmatyzmem lub innymi bardziej skomplikowanymi problemami wzrokowymi.

Specjalista powinien zbadać ostrość wzroku pacjenta przy patrzeniu w dal (zachowując odpowiednią odległość badania) bez korekcji oraz w ostatnio używanej korekcji. To samo w przypadku ostrości wzroku do widzenia z bliska.
Służą ku temu tablice tak zwanych optotypów, czyli literek, cyferek, obrazków, pierścieni itp.

Tu mała uwaga – podczas badania każdego oka z osobna, możecie widzieć gorzej, niż w przypadku badania i odczytywania tablic obuocznie.
Najlepiej, jeśli tablice te są wyświetlane, a specjalista może zmieniać je w trakcie wykonywania badania. Niestety nie każdy gabinet posiada sprzęt do wyświetlania optotypów co skutkuje tym, że pacjenci próbują oszukiwać i uczą się na pamięć tego, co jest na wiszącej na drzwiach, czy na ścianie tablicy.
I pamiętajcie proszę – „oszukując” podczas badania wzroku robicie krzywdę wyłącznie sobie.
(Mała dygresja w temacie oszukiwania – uwielbiam ten kabaret i polecam serdecznie Michael McIntyre)
To nie konkurs na odgadywanie znaczków, ani kalambury. Nie dostaniecie nagrody za zero pomyłek. Wręcz przeciwnie. Wprowadzając specjalistę w błąd podczas tego badania, marnujecie czas i jego i Wasz własny. Postarajcie się również nie zgadywać. Mówcie głośno za każdym razem, kiedy nie jesteście pewni – „zgaduję”, „domyślam się, że jest to 3”. To naprawdę ważne.
Po badaniu ostrości wzroku optometrysta dobierze kolejno dla każdego oka po kolei najpierw korekcję sferyczną, a następnie, jeśli będzie to konieczne, korekcję cylindryczną.
Ważne jest, żeby przed doborem korekcji wykonano Wam również pomiar rozstawu źrenic.

To bardzo istotne wielkości, które mogą różnić się dla każdego z oczu.
Rozstaw źrenic to odległość pomiędzy środkami źrenic Waszych oczu.
Nazywa się ją PD (z angielskiego źrenica – pupil / pupillary distance) i mierzy w milimetrach za pomocą specjalnej linijki lub małego urządzenia – tak zwanego pupilometru.
Zwracajcie uwagę na sposób zapisania tej wartości na Waszej recepcie okularowej.
Specjaliści nie zdający sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania, często zapisują PD jako jedną wartość. Potem optyk dostaje zlecenie na wykonanie okularów z zapisanej recepty i co robi?
Nie ma wyjścia.
Dzieli tę wartość na pół. Często wprowadza to zmiany w korekcji okularowej i powoduje niechciany „efekt pryzmatyczny”.., zaczynają się bóle głowy, oczu, mdłości, ogólnie rzecz biorąc można naprawdę skrzywdzić pacjenta.
Dlatego pamiętajcie – PD powinno być zapisane osobno dla każdego z oczu. Zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z dużą wadą wzroku.
Dobór korekcji sferycznej wykonuje się na tablicach służących do badania ostrości wzroku.
W przypadku astygmatyzmu używa się tak zwanej „figury promienistej”, która przypomina zegar. Jeśli astygmatyzm ma dużą wartość, badanie można wykonać na samej tej figurze (optometrysta wprowadza przed oko soczewkę okularową, która „rozmazuje” obraz i wtedy pyta, czy któraś z linii jest wyraźniejsza od pozostałych, następnie dobiera korekcję tak, aby wszystkie linie były widziane jednakowo wyraźnie).
W przypadku mniejszych wartości astygmatyzmu (lub w sytuacji, gdy optometrysta chce doprecyzować wartość cylindra oraz oś) pojawia się tablica z czarnymi kropkami, przypominającymi solniczkę.

I wtedy zaczyna się zabawa w pytania:
„w której pozycji widzi pan/pani lepiej – w pierwszej, czy w drugiej?”.
To właśnie to badanie przeważnie zajmuje najwięcej czasu… jeśli zostanie wykonane.
Z moich rozmów z wieloma osobami wynika jednak, że spora część z nich, pomimo występującego astygmatyzmu, nigdy nie przechodziła podobnego badania.
Tu zwracam się do czytelników – widzieliście kiedyś solniczkę? : )
Korekcja sferyczna potrzebna jest dla krótkowzroczności i dalekowzroczności, natomiast cylindryczna dla astygmatyzmu.
Recepta okularowa dla jednego oka wygląda schematycznie tak:
wartość sfery / wartość cylindra x oś astygmatyzmu.
Na przykład -2,5 / -1,0 x 45o
Po uściśleniu korekcji powinno zostać przeprowadzone ponowne badanie ostrości wzroku, a do tego, jak napisałam powyżej, warto pospacerować „po okolicy” w oprawie próbnej z dopasowanymi do naszych oczu szkłami. Wtedy też jest czas na zgłaszanie ewentualnych niekomfortowych odczuć w nowych „okularach”.
Bóle głowy, oczu, zawroty, zapalenia spojówek, czy nawet mdłości to nie są objawy, które miną, kiedy oczy „przyzwyczają się do okularów”.
Dobrze dobrana korekcja sprawia, że czujesz się komfortowo i nie masz problemów z codziennym funkcjonowaniem.
Jedynie w przypadku zmian wartości lub osi cylindra (a także pierwszej w życiu korekcji astygmatyzmu) lub soczewek progresywnych może występować pewne uczucie dyskomfortu, o którym należy koniecznie porozmawiać ze specjalistą. Ten oceni, czy jest to dyskomfort, który minie po krótkim czasie, czy należy jednak zmienić wartość dobranej korekcji.
Pamiętajcie – podczas badania, rozmowa ze specjalistą jest bardzo istotna.
Widzenie stereoskopowe
Z czym się wiąże? Najprościej mówiąc: jest to widzenie obuoczne, dzięki któremu jesteśmy w stanie określić odległości pomiędzy obserwowanymi przedmiotami, umożliwia obserwowanie głębi obrazu oraz otaczającej nas przestrzeni.
Każde z oczu odbiera inny obraz, to nasz mózg łączy oba z nich w jedną całość.
Nie skupiajmy się jednak w tej chwili na samym mechanizmie widzenia stereoskopowego, bo to rozległy temat.
Badanie istniejących problemów z widzeniem obuocznym / stereoskopowym wykonuje się w dobranej korekcji (lub bez korekcji jeśli nie występuje wada refrakcji) na przykład za pomocą Testu MUCHY.

Widzenie barw
Badanie widzenia barw również powinno być częścią dobrze przeprowadzonego badania optometrycznego.
Jeśli na wizyty kontrolne chodzimy stale do jednego specjalisty, nie trzeba go wykonywać za każdym razem. Dobrze jednak, jeśli badający ma historię naszej korekcji i stanu zdrowia oczu, dzięki czemu części badań nie musi wykonywać każdorazowo, a jedynie kontrolnie lub w razie nagłych sytuacji.
U dzieci można wykryć wrodzone wady spostrzegania barw, u dorosłych, którzy nie mieli takich problemów w dzieciństwie, mogą wystąpić nabyte nieprawidłowości tego widzenia.
Jest wiele testów do badania anomalii widzenia barwnego.
Jeden z najbardziej popularnych to pseudoizochromatyczne tablice Ishihary, które mam nadzieję, każdy z Was już w życiu miał okazję odczytywać.

Test ma formę książeczki, która zawiera zestaw tablic, z których odczytuje się liczby lub cyfry. Na niektórych z nich znajdują się kręte linie. Każdy napis składa się z wielu gęsto ułożonych kolorowych kropek, które różnią się barwą i jasnością od tła, na którym się znajdują.
Osoby posiadające anomalie widzenia barwnego, mają trudności w odczytaniu konkretnych tablic, w zależności od rodzaju występujących anomalii.
Co ważne – testy te należy przeprowadzać przy świetle dziennym (naturalnym lub sztucznym, zbliżonym do światła naturalnego, pochodzącym ze specjalnie do tego przystosowanych lamp).
Testy widzenia obuocznego
Powinny być wykonywane przed badaniem widzenia stereoskopowego oraz widzenia barwnego.
Do testów na tym etapie należy między innymi test przesłaniania, nazywany przez specjalistów COVER TEST.
Można wykonać zarówno test jednostronnego jak i naprzemiennego zasłaniania.
Dzięki nim wykrywa się tropie i forie, czyli po prostu zezy (jawne lub ukryte).
Do tego badania wykorzystuje się przesłonkę oraz (w celu pomiaru wielkości zeza) tak zwane listwy pryzmatyczne.

Test Amslera
To badanie powinno być wykonane zawsze wtedy, gdy pacjent zgłasza obniżenie ostrości wzroku lub zniekształcanie widzenia w centralnej części obrazu.

Istnieje siedem tablic, którymi można wykonać Test Amslera.
Standardowa składa się z białej kratownicy na czarnym tle z punktem fiksacji (czyli punktem, na który powinien podczas badania patrzeć pacjent) pośrodku. Specjalista prosi pacjenta o patrzenie cały czas na punkt w środku kratownicy i zadaje pytania, dotyczące spostrzegania testu.
Jeśli występują anomalie widzenia, pacjent widzi różnego rodzaju zniekształcenia w sieci, dziury, plamy lub zamazany obraz. W takich przypadkach w celu uściślenia rodzaju problemów można zastosować pozostałe z tablic Testu Amslera.
Ciśnienie wewnątrzgałkowe
Nie każdy specjalista ma w gabinecie tonometr. Nie zawsze więc to badanie będzie możliwe do wykonania.
W salonach optycznych zwykle spotkać można na przykład tonometry bezdotykowe, badające ciśnienie za pomocą strumienia powietrza.

Tam, gdzie badają okuliści dostępne są czasem tonometry aplanacyjne, czyli takie, które dotykają przedniej powierzchni rogówki (przy wcześniejszym znieczuleniu oka).
Prawidłowa wartość ciśnienia wewnątrzgałkowego nie powinna przekraczać wartości 21 mm Hg. Podwyższone ciśnienie może być sygnałem wskazującym na ryzyko wystąpienia lub występowanie jaskry.
Specjalista wykonać może także badanie refleksu rogówkowego, punktu bliskiego konwergencji oraz punktu bliskiego akomodacji.
O tych trzech krótkich i prostych badaniach napiszę w kolejnym tekście dotyczącym standardu badania optometrycznego.
Na koniec chciałabym raz jeszcze podkreślić, że powyższe badania to tylko część badań możliwych do wykonania w gabinecie.
W zależności od podejścia specjalisty do pacjenta, wyposażenia gabinetu oraz wykrycia ewentualnych nieprawidłowości w narządzie wzroku badanego, testów i pomiarów może być więcej lub mniej.
Wizyty kontrolne
Ważne aby pamiętać, że konieczne jest umawianie się na wizyty kontrolne. To najlepszy sposób, aby dbać o swój wzrok.
Pamiętajcie o tym, o czym pisałam na początku…
Warto wybrać się na badanie do optometrysty.
Wybór specjalisty należy do Was…
Jeśli jednak zauważycie coś niepokojącego w relacjach z badającym, lub nie będziecie się dobrze czuć w dobranej przez niego korekcji, wybierzcie się kontrolnie do innego specjalisty. Unikajcie również w miarę możliwości miejsc, w których pacjenci traktowani są hurtowo, a im więcej na godzinę, tym lepiej dla właścicieli salonu.
Zapraszam Was ponownie do obejrzenia filmu o optometrii i optometrystach.
Film zobaczycie, klikając w poniższe zdjęcie.
