utworzone przez Justyna Nater | kwi 9, 2018 | Artykuły
Czy wiecie, że 11 października 2018 roku po raz kolejny obchodzić będziemy na całym świecie największe święto wszystkich specjalistów ochrony widzenia – Światowy Dzień Wzroku, natomiast kilka dni później 15 października – Międzynarodowy Dzień Białej Laski?
Z tej właśnie okazji postanowiłam podjąć się zorganizowania zupełnie nowej konferencji, dotyczącej wzroku, naszego widzenia, a także optometrii i optyki w Polsce.
Zapraszam Was serdecznie do udziału w konferencji Eye Care Conference – Dbaj o wzrok, która odbędzie się w dniach 20-21 października 2018 roku w Warszawie!
Konferencja podzielona została na dwa dni.
> Pierwszy dzień przeznaczony jest dla specjalistów – okulistów, optometrystów, optyków, ortoptystek oraz studentów tych kierunków.
> Drugi dzień zaś dla wszystkich Was, którzy chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat zdrowia oczu, wad wzroku, laserowej korekcji tych wad, soczewek okularowych, soczewek kontaktowych itd. – słowem najważniejsze i najcenniejsze informacje dotyczące wzroku i możliwości jego korekcji oraz najnowszych rozwiązań technologicznych.
Powolutku i stopniowo będziemy przedstawiać Wam naszych prelegentów, gości, patronów edukacyjnych wydarzenia (którzy są naprawdę WYJĄTKOWI) oraz szczegółowy plan konferencji.
Przed nami wiele kolejnych tygodni ciężkiej pracy, ale wiem, że warto, bo robimy to wszystko DLA WAS.
Szczegółowy program konferencji dostępny będzie już wkrótce na stronie
utworzone przez Justyna Nater | mar 8, 2018 | Artykuły
W dniach od 11 do 17 marca obchodzić będziemy Światowy Tydzień Jaskry, który jest międzynarodową inicjatywą lekarzy okulistów, mającą na celu podniesienie świadomości społeczeństwa na temat jaskry oraz zwiększenie jej wykrywalności we wczesnych stadiach zaawansowania.

Apeluję do Was bardzo gorąco!
Umówcie się na badanie wzroku. Nie pozwólcie, aby jaskra odebrała Wam możliwość widzenia świata. Nie bez powodu nazywa się ją „cichą złodziejką wzroku”. Często w początkowym stadium choroby, nie daje żadnych niepokojących nas objawów. Dlatego regularne badania wzroku są tak bardzo istotne.

Przypominam jeszcze grafikę, którą przygotowałam dla Was w styczniu:

utworzone przez Justyna Nater | sie 16, 2017 | Artykuły, Lifestyle
Przenocował w pierwszym pensjonacie, który znalazł. Rano wrócił do Grandu, w pokoju spakował walizkę i zszedł na śniadanie. Na schodach potrącił go jakiś biegnący na oślep mężczyzna. Kiedy zwrócił mu uwagę, krzyknął coś po rosyjsku. Po śniadaniu anulował w recepcji wtorkowy lot powrotny do Sztokholmu. Nie chciał tutaj być aż do wtorku. Pojechał taksówką do Gdyni. Usiadł na ławce w terminalu i czekał na wieczorny prom do Karlskrony… Wszystko miało być inaczej. Zastanawiał się dlaczego takie rzeczy przytrafiają się właśnie jemu. Najpierw jego matka, później żona, ledwo rok temu pochował syna. To miał być prosty zabieg… Miał mu pozwolić na normalne życie, miał ułatwić funkcjonowanie. Badania kwalifikacyjne pół roku temu nie wykazały absolutnie żadnych odstępstw od normy. Wszystko było dobrze. A wczoraj? Wczoraj lekarz oświadczył mu, że żadnego zabiegu nie będzie, że na tęczówce pojawiły się zmiany, które sugerują, co rozwinęło się w tak krótkim czasie w jego organizmie. On te zmiany widział, zauważył je, ale skąd mógł wiedzieć? Dostał skierowanie do kolejnych specjalistów, w celu potwierdzenia wstępnej diagnozy. Chciał wrócić jak najszybciej do domu, choć nikt na niego nie czekał. Ani wczoraj pod gabinetem, ani w domu w Sztokholmie. Cały czas w głowie kłębiły się myśli o beznadziejności sytuacji. O tym, że żadne pieniądze, których przecież mu nie brakuje, nie będą w stanie mu pomóc. O tym, że może być za późno.
– Czeka pan na prom? – usłyszał nagle przed sobą. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że wpatrywał się w przypadkowy punkt, którego tak naprawdę nie widział, a była nim torba kobiety stojącej kilka metrów przed nim. – Halo, przepraszam, płynie pan do… – przerwała, kiedy oprzytomniał i spojrzał jej w oczy – ach to pan! – Nie poznawał jej. Niska brunetka o niebieskich oczach wpatrywała się w niego z nieukrywanym uśmiechem. – Bardzo mi przykro, że wczoraj nie udało się wykonać zabiegu, ale proszę się nie martwić! Na pewno trafi pan na dobrych specjalistów i zaopiekują się panem. Czy pan się dobrze czuje??
Powoli docierało do niego kim jest dziewczyna stojąca naprzeciwko. To chyba ta, która wczoraj wykonywała mu powtórnie kilka badań przed wizytą u lekarza.
– Tak, dobrze się czuję. Co pani tu robi?
– Przyszłam odwiedzić tatę, pracuje na promie. Wie pan, że ma pan jeszcze bardzo dużo czasu? Prom do Karlskrony odpływa za dokładnie siedem godzin. Bo na ten pan czeka prawda? Pamiętam, że przyjechał pan ze Sztokholmu. Myślałam, że ma pan samolot we wtorek.
– Nie chcę tu być. Sama pani rozumie. – odwrócił głowę w stronę okien i ponownie wbił wzrok w martwy punkt.
– Z powodu wyniku badania? – Odpowiedziała i bez pytania usiadła koło niego. – Jadę do Gdańska, może zabiorę pana na obiad?
– Dziękuję, ale – wstał energicznie i ruszył ku drzwiom łazienki – dopiero niedawno zjadłem śniadanie. Poczekam tutaj na prom, a pani spokojnie wróci do domu, bez dodatkowych przystanków. – Kończąc zdanie zniknął w pomieszczeniu, zamknął drzwi i zasunął zamek.
Nie bardzo rozumiał dlaczego nie był dla niej milszy. Nie chciał być opryskliwy, ale nie miał ochoty na dalsze dyskusje. Dziewczyna okazała mu wiele troski i zaangażowania podczas wizyty poprzedniego dnia i badań przed zabiegiem. Zawdzięczał jej nawet to, że zniknęły jego wszelkie obawy, dotyczące laserowego usuwania wady wzroku. Dzięki niej przestało się mu robić słabo na samą myśl o całej procedurze. Była cierpliwa i bardzo dokładna. Starała się wytłumaczyć mu wszystko, krok po kroku. Dlaczego musiał ją spotkać akurat teraz, w tym stanie? Jest w końcu mężczyzną i powinien być silny. Połowa jego rodziny zmarła z powodu nowotworów, to dla niego żadna nowość. A jednak. Tym razem diagnoza dotyczy jego samego. Wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze i miał wrażenie jakby jednocześnie był w zupełnie innym miejscu. Zeszłej nocy prawie nie spał, miał podkrążone oczy. Odkręcił zimną wodę i cztery razy solidnie spłukał nią twarz. Odczekał jeszcze chwilę, chciał mieć pewność, że trwało to wystarczająco długo, żeby zainteresowana jego przypadkiem dziewczyna straciła ochotę na rozmowę. Otworzył drzwi i od razu wiedział, że nic takiego się nie wydarzyło. Siedziała tam, gdzie ją zostawił i ponownie wpatrywała się mu prosto w oczy.
– Widzę, że nie odpuszcza pani łatwo. Przepraszam, nie jestem w nastroju do rozmowy. – Powiedział, kierując się w stronę schodów.
Dziewczyna zerwała się z niebieskiego plastikowego krzesełka i szybkim krokiem podążyła za nim kontynuując rozmowę.
– Panie Adrianie, dobrze pamiętam? Proszę mnie wysłuchać! Wczoraj naprawdę nie wiedziałam, że wyszedł pan od nas w takim stanie, miałam kolejną pacjentkę… – schodziła koło niego po schodach, ramię w ramię, nie odstępując go na krok.
– Pani jest taka uparta. Czy mogę nie chcieć o tym rozmawiać? – zatrzymał się niespodziewanie na schodach. Ona też się zatrzymała i znowu patrzyła mu prosto w oczy, choć musiała mocno zadzierać głowę, bo był od niej znacznie wyższy.
– Oczywiście, że może pan nie chcieć. – Spuściła wzrok i wyjęła telefon z torebki przewieszonej przez ramię. – W takim razie jadę do domu i życzę panu spokojnej podróży. Do widzenia. – Nie podnosząc już wzroku, zeszła szybkim krokiem ze schodów, zostawiając go samego w połowie piętra. Stał nieco zaskoczony, miał wręcz wrażenie, że jego pewność, że ona nie odpuści, była tak duża, że w ogóle nie brał tego pod uwagę. Chwilę stał na schodach, po czym zaczął zbiegać za nią.
– Proszę na mnie poczekać! – krzyknął, kiedy zobaczył końcówkę jej granatowej sukienki, znikającą w drzwiach. – Proszę poczekać!
– Wyskoczył energicznie przez drzwi i wpadł prosto na nią, ponieważ zatrzymała się dokładnie za rogiem, przy ścianie budynku. Znowu się uśmiechała, a delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, co widocznie ją denerwowało, bo nerwowym ruchem odgarniała je z twarzy.
– Ale nie mam ochoty na obiad, może zabiorę panią na kawę?
– Może mnie pan zaprosić, a ja pana zabiorę, skoro jest pan ze Sztokholmu, to może tak będzie wygodniej?
– Oczywiście to dam się zabrać, ale ja zapraszam. – uśmiechnął się po raz pierwszy od wczorajszego przedpołudnia. Ostatni raz uśmiechał się również podczas rozmowy z nią, ale zanim jeszcze dowiedział się o wszystkim od lekarza. Nie widział jej po tej koszmarnej rozmowie z nim. Być może już wczoraj byłaby w stanie go uspokoić. Przyznawał w myślach, że miała do tego dar. Rozmowa z nią poprzedniego dnia, mimo że odbywała się w trakcie wykonywania badań, była kompletnie inna niż wszystkie rozmowy, jakie kiedykolwiek odbył u jakiegokolwiek lekarza.
Udali się razem do jej zaparkowanego przy terminalu samochodu i pojechali w stronę centrum Gdyni. Po drodze rozmawiali ze sobą jak najlepsi znajomi. Opowiadała mu o tym, że rzadko jeździ samochodem, że to właściwie bardziej samochód męża, że poznała męża trzy lata temu, właśnie w Gdańsku, w hotelu Mercure, niedaleko gdańskiej starówki, bo wybierali się razem na koncert. Ona wtedy przyjechała z Wrocławia i on ją z tego właśnie hotelu odbierał. Mówiła również o tym, że początkowo nie lubiła Trójmiasta, ale zdążyła w międzyczasie pracować przez rok w Warszawie i teraz już wie, że Trójmiasto jest cudowne, a to Warszawa nie nadaje się do codziennego życia. W każdym razie nie jej życia.
– To dziwne, jest pani energiczną osobą, wydawać by się mogło, że bardzo pasuje pani charakterem do tej szalonej Warszawy, w której wszyscy biegną za pieniądzem i karierą. – Nie potrafił przestać się jej przyglądać. Miała w sobie niesamowicie dużo optymizmu, była taka uśmiechnięta, jakby w życiu nie miała absolutnie żadnego problemu, zupełnie nie jak on, z tą swoją tęczówką, z podejrzeniem czerniaka. Jak on niby ma się uśmiechać, kiedy usłyszał coś takiego.
– To fakt, staram się robić w życiu tyle, ile mogę i lubię się z niego cieszyć. Mam zawód, który absolutnie kocham i jestem szczęściarą, bo należę do tej grupy osób, które robią w życiu to, co lubią. Choć wymaga to naprawdę wielu poświęceń. Takim poświęceniem między innymi był mój wyjazd do Warszawy. Myślałam, że jadę spełniać marzenia, a tymczasem okazało się, że nie każde spełnienie marzeń naprawdę nim jest. Ale to temat na dłuższą rozmowę. Wróciłam do Trójmiasta i jest mi dobrze tak, jak jest. Przy mężu. Dlatego Warszawa do mnie nie pasuje, bo kariera nie jest dla mnie najważniejsza. Liczy się rodzina, a poza tym… – spojrzała na niego na krótką chwilę, kiedy stanęli na czerwonym świetle – liczą się pacjenci. Przez wyjazd do Warszawy musiałam w znacznej mierze zrezygnować z gabinetu, a to gabinet jest miejscem, w którym czuję się najlepiej.
– Ale nie jest pani lekarzem?
– Nie. Jestem optometrystą. Był jeden pacjent, który po wyjściu ode mnie powiedział córce, że był u ornitologa. Może być. Mogę być kimkolwiek, byleby tylko pacjent otrzymał odpowiednią pomoc. Taką, jakiej jestem mu w stanie udzielić. Dlatego chciałam z panem porozmawiać! Bo widziałam ostateczny wynik badania, domyślam się, że może się pan czuć źle, chociaż zapewne nie potrafię sobie tego dokładnie wyobrazić, ale mi też na pewno zrobiłoby się słabo i na pewno byłabym przerażona. – Kończyła zdanie, parkując na jednym z krawężników przy ulicy Świętojańskiej w Gdyni. – Nie będę pana wywozić do Gdańska, bo będzie pan miał potem kawał drogi do terminala. Wiem, że nie chciał pan jeść obiadu, ale tutaj – powiedziała, wskazując na szyld z nazwą miejsca – w Pasta Miasta i tak zawsze trzeba trochę poczekać. Mąż pokazał mi to miejsce, bo ja to jestem fanką wszystkiego, co ma choć odrobinę włoskiego charakteru. Mam nadzieję, że lubi pan makaron? Kawę też pan tu dostanie!
– Czuję się namówiony, z przyjemnością zjem z panią obiad.
Jej entuzjazm był tak zarażający, że chętnie spędziłby z nią resztę dnia.
Usiedli w małej restauracji, w której stoliki ustawione były tak, żeby na jak najmniejszej powierzchni zmieściło się jak najwięcej osób. Udało im się zająć miejsce przy drewnianym stoliku przy oknie. Wpatrywał się w nią nieustannie. Czuł, że prawdopodobnie wygląda przynajmniej dziwnie, ale nie mógł przestać. Podobne uczucia miał podczas badań wzroku, które wykonywała dzień wcześniej. Z jednej strony słuchał jej monologu, o tym, że tutaj zamówienia składa się przy kasie, o tym, że oni w tej restauracji sami robią makarony, o tym, że ten z cukinią jest absolutnie najsmaczniejszy, ale poleca również na ostro. Z drugiej strony jednak analizował każdy jej ruch, zastanawiał się, jak szczęśliwym człowiekiem musi być na co dzień i żałował, że każdy człowiek, z którym ma w życiu do czynienia, nie ma w sobie tyle tak dobrej, absolutnie uzależniającej energii. Nagle przerwała. Zrobiło się cicho… pomiędzy nimi, ponieważ na sali nadal było gwarno.
– Jak zwykle za dużo mówię. – powiedziała po chwili – Ja bardzo dużo mówię. Staram się z tym walczyć, ale…
– Ale nie ma potrzeby, przyjemnie się tego słucha. – wszedł jej w słowo odzywając się po raz pierwszy od dłuższego czasu. – Pójdę złożyć zamówienie. Rozumiem, że mogę polegać na pani rekomendacjach i nie muszę przeglądać całego menu? – uśmiechnął się serdecznie i zabrał ze stołu karty. Kiedy podszedł do kasy, usłyszał, że czas oczekiwania wynosi około czterdziestu minut. Nie ma problemu. Byłoby w sumie wspaniale, gdyby wynosił trzy razy tyle. To jeszcze dwie lemoniady na początek. Kawa już mu dzisiaj nie jest do niczego potrzebna. Spora dawka kofeiny usiadła z nim przy stoliku. Wrócił na swoje miejsce pod oknem.
– Od kiedy wiedziała pani, co chce robić w życiu? Jeśli można spytać oczywiście.
– Od dłuższego czasu. Na pewno jeszcze długo przed liceum wiedziałam, że chcę studiować optykę i wszystko, co z nią związane, ale jednocześnie ciągnęło mnie do psychologii… – Odpowiedziała i oparła łokcie na stole, odgarniając jednocześnie włosy z czoła.
– Myślę, że mogłaby pani być niezłą terapeutką.
– No właśnie, to może powie mi pan, jak się pan czuje. – Na stole w tym czasie kelner postawił dwie lemoniady. – Myślałam, że chce się pan napić kawy?
– Czuję się na tyle dobrze, że pomimo nieprzespanej nocy, kawa nie jest mi potrzebna. Choć pewnie to, co widziała pani, kiedy spotkaliśmy się na terminalu nie przypominało wyspanego człowieka. Wystarczyła mi… – spojrzał na zegarek – niecała godzina w pani towarzystwie i prawie zapomniałem dlaczego tak się czułem. Chociaż trudno jest zapomnieć o wyroku.
– Panie Adrianie to nie jest żaden wyrok, to są na razie pewne domysły, pewne sugestie. Pan się musi jak najszybciej zbadać i dowiedzieć, czy to jest groźna zmiana, czy może po prostu taka pana uroda. Na pewno nie miał pan tego wcześniej?
– Nie wiem, być może miałem. Ale wcześniej, zanim pojawiłem się u państwa po raz pierwszy, w ogóle nie zwracałem uwagi na oczy. Widziałem. W okularach co prawda, ale widziałem. Raz na kilka lat szedłem do optyka wymienić oprawy okularowe i to wszystko. Nikt mi nigdy nie powiedział o oczach tyle, ile pani powiedziała mi wczoraj. Nie miałem pojęcia, że to jest takie ważne… Często pani miewa takich pacjentów – ignorantów, jak ja? – uśmiech zszedł mu z twarzy, popił lemoniady i wbił wzrok w blat drewnianego stolika.
– Często. Naprawdę. Przykro mi to mówić, ale pod tym względem nie jest pan akurat wyjątkowy. – On podniósł głowę i ponownie zaczął się jej przyglądać. Miała w głosie coś… nieopisanego. Nie był to smutek, ani żal. Był to jakiś rodzaj obawy połączony z troską. Żadnych negatywnych emocji, jedynie niepokój. – Pacjenci, którzy do mnie trafiają, właśnie najczęściej ci, którzy przychodzą tylko po nowe okulary, kompletnie nie mają pojęcia o tym, że z oczami może dziać się coś więcej. Tłumaczenie im, że są choroby, które nie dają objawów dopóki nie są trudne do wyleczenia, czasem nie przynosi żadnych efektów. Nic ich nie boli, więc nie ma problemu. Wie pan co ja wtedy robię? Proszę, żeby zamknęli oczy. Czasem dodatkowo gaszę światło w gabinecie. Pytam, co widzą. Odpowiadają, że ciemność. I potem albo proszę, aby w tej ciemności otworzyli oczy, albo pytam ponownie, co by zrobili, gdyby się okazało, że już nigdy tych oczu nie otworzą. Że nie zobaczą nikogo ze swojej rodziny, swojego dziecka, psa, domu, żony… – przerwała. Spostrzegła, że on znowu zaczynał wyglądać tak, jak jeszcze niedawno, na terminalu – Przepraszam. Ale pan jeszcze nie wie, co będzie dalej. Nie można myśleć negatywnie!
– To nie o to chodzi. Pomyślałem zupełnie w innym kierunku… Pomyślałem, że ja nawet ze zdrowymi oczami nie mam na kogo patrzeć. Mojej matki już nie ma, żony i syna również. Wracam do Sztokholmu, ale nic ani nikt tam na mnie nie czeka. Może wcale nie jest mi potrzebny wzrok?
– Ależ co pan opowiada! Bardzo mi jest przykro z powodu pana rodziny. Bardzo. Gdybym wiedziała, nie opowiadałabym panu tego, ale zapytał pan o pacjentów. Jestem przekonana, że jeszcze wszystko się poukłada w pana życiu! Dlaczego nie mieszka pan w Polsce? – Nieco nieśmiało, delikatnie chwyciła go za przedramię, żeby sprowokować jego spojrzenie, żeby zobaczyć jego oczy. Widziała tę plamkę na tęczówce, której tak się teraz bał.
– Żona chciała wyjechać, oczywiście za pieniędzmi. Matka została tutaj, jej stan się pogorszył z dnia na dzień, nawet nie zdążyłem wrócić. Nie zdążyłem… Potem tam, za granicą, najpierw żona, potem niespodziewanie syn… To wszystko brzmi jak z najgorszego filmowego scenariusza, ale to kilka ostatnich lat mojego życia. I wczoraj ten lekarz powiedział, co powiedział… Nie chciałem tu dłużej być. Byłem nieprzytomny, spałem w jakimś pierwszym lepszym pensjonacie, bo nie do końca umiałem się w tym wszystkim odnaleźć. Dzisiaj rano wróciłem do hotelu i odwołałem lot, a potem spotkaliśmy się na terminalu… Nie wiem co mam teraz robić…
– Przede wszystkim proszę się nie załamywać. Może powinien pan wrócić do kraju? Może będzie panu lepiej? Zostawi pan tam jakąś część wspomnień, zaopiekujemy się pana oczami. Wszystko się ułoży.
– Szanowni państwo! Takie macie szczęście! Inna para zrezygnowała z powodu wydłużonego czasu oczekiwania i akurat zamówili dokładnie to samo, co wy! – aż podskoczyli, kiedy usłyszeli nad sobą donośny i energiczny głos kelnera. Podał im talerze, podziękowali, ale nie zabrali się za jedzenie.
– Przyznam szczerze, że brzmi to chyba znacznie lepiej niż powrót do Sztokholmu. Nic mnie tam nie trzyma. Spróbuję skonsultować swój przypadek tam, znajdę mieszkanie w Polsce i może ma pani rację, może wrócę i zawalczę o swój wzrok… – powoli zaczął przesuwać widelec z makaronem po talerzu, jednak nie kierował jedzenia do ust.
– Dam panu wizytówkę, będziemy walczyć o ten wzrok razem. Nawet pan nie wie ilu moich pacjentów regularnie do mnie dzwoni i opowiada o wynikach badań. Uwielbiam to w swojej pracy. Proszę pamiętać, że to uwielbiam i proszę sobie nie żałować, kiedy tylko będzie pan potrzebował pomocy.
– Skąd się pani wzięła? – popatrzył jej w oczy i znowu uśmiechnął się, jak wtedy, kiedy dogonił ją pod terminalem. – Gdybyśmy tylko mieli na świecie więcej takich zaangażowanych lekarzy…
– Nie jestem lekarzem. Jestem optometrystą. I mamy. Proszę mi uwierzyć, że mamy. Być może wciąż za mało, a może to system powoduje, że człowiek w pewnym momencie nie odczuwa już tej pasji, którą czuł na początku. Sama nie wiem, może za 15 lat będę miała dość i będę chciała odejść. Na razie jednak chciałabym panu pomóc. Smacznego. – rozpromieniła się ponownie i puściła jego rękę. Zaczęli jeść obiad, rozmawiając przy tym o życiu w Szwecji, o swoich innych pasjach, a nawet o pogodzie i o jakości pokoi na promie do Karlskrony. Przesiedzieli w restauracji kolejne dwie godziny, popijając jedną lemoniadę za drugą i nie zwracając uwagi na upływający czas. Kiedy wyszli, zaproponowała mu krótki spacer bulwarem nadmorskim w Gdyni, opowiadała historię swojej przeprowadzki do Trójmiasta, a on przyznał się, że kiedy był młody myślał poważnie o pielęgniarstwie, na które ostatecznie się nie zdecydował ze względu na paniczny strach przed wszelkiego rodzaju igłami. Odwiozła go na terminal dwie godziny przed odpłynięciem jego promu. Wyciągnęła z torebki swoją wizytówkę i poprosiła, aby zadzwonił od razu, jak tylko dowie się czegokolwiek na temat zmiany na tęczówce, która tak zbiła go z nóg dzień wcześniej. Był jej wdzięczny. Wszystko to, co przeżył przez ostatnich kilka godzin było złożone z tak skrajnych emocji, że trudno je było do końca poukładać w głowie. Wiedział jednak, że musi podejść do problemu ze spokojem. Wiedział również, że od tej pory na pewno, cokolwiek się nie wydarzy i bez względu na najbliższą diagnozę, będzie regularnie badał wzrok i będzie do tego namawiał każdego, kogo spotka na swojej drodze. Zostawiła go na terminalu i wróciła do domu.
Zadzwonił trzy tygodnie później. Wraca do Polski. Zmiana na tęczówce okazała się być niegroźną zmianą barwnikową, pozostawioną do obserwacji.
_______
Tekst bierze udział w konkursie AccorHotels
Hotel Mercure Wrocław
utworzone przez Justyna Nater | sie 8, 2017 | Artykuły
#oczyjedzą to projekt, który wymyśliłam, ponieważ w Internecie mnóstwo jest zdjęć marchewek, okraszonych komentarzem – jedz dla zdrowia oczu!
Nie każdy lubi marchewki, a wciąż wydaje się nam, że to jedyne takie warzywo, które ma pozytywny wpływ na zdrowie naszego układu wzrokowego. Nieprawda!
A co ciekawe, można wręcz PRZEDAWKOWAĆ MARCHEWKĘ.
To nie tak, że zrzucam teraz marchew z podium – znajdziecie ją również w poniższym tekście i jednym z dań w menu, ale zadaniem #oczyjedzą będzie pokazać Wam, jak wiele kulinarnych możliwości dają składniki zdrowe dla naszych oczu.
Pierwsze gotowanie w projekcie #oczyjedzą już za nami. Ogromne podziękowania dla Liliany Szczeparskiej, która opracowała menu i nie ma co ukrywać – była rewelacyjnym Szefem Kuchni. Co prawda pasją Lilki są torty i cukiernictwo, ale gotowanie wychodzi jej równie dobrze, co pieczenie i dekorowanie. Wszystkich fanów pięknych i estetycznych zdjęć jedzenia, zapraszam na Jej rozwijające się konta na Instagramie – @lilianaszczeparska oraz @torty_muffiny .
Żeby zachęcić Was do wypróbowania zaproponowanych przez nas dań, przedstawiam składniki w nich wykorzystane, zdrowe dla naszych oczu:
Jajka, szpinak, cytryna, borówki, jeżyny, maliny, olej rzepakowy, pomarańcze, jagody, mięta, rozmaryn, siemię lniane, łosoś wędzony, czosnek, bazylia, pomidor, pietruszka i… marchew!
Powyższe składniki zawierają między innymi:
Witaminę A – beta-karoten – antyoksydant, który zwalcza wolne rodniki; niedobór tej witaminy może prowadzić do tak zwanej „kurzej ślepoty”, czyli pogorszenia jakości widzenia po zmroku; długotrwały niedobór może przyczynić się również do wystąpienia problemów z rogówką oraz suchością prowadzącą do Zespołu Suchego Oka.
Witaminę C – potrzebną w organizmie do syntezy kolagenu. Kolagen zapewnia trwałość naczyń krwionośnych oku, a jego niedobór może być przyczyną wylewów podspojówkowych i krwotoczków.
Witaminę E – dzięki niej lepiej wchłaniany jest beta-karoten; chroni wielonienasycone kwasy tłuszczowe przed utlenianiem, dzięki czemu odpowiada za szczelność błon komórkowych.
Cynk – który bierze udział w wytwarzaniu rodopsyny, dzięki której rozróżniamy odcienie szarości i widzimy po zmierzchu. Potęguje działanie enzymów zwalczających wolne rodniki, umożliwia wykorzystanie wątrobowych zapasów witaminy A.
Luteinę – która nie jest wytwarzana w organizmie człowieka, dlatego powinna być dostarczana w jedzeniu lub suplementach diety. W oku gromadzi się głównie w plamce żółtej (odpowiedzialnej za widzenie centralne). Luteina silnie zwalcza wolne rodniki – chroni naczynia włosowate siatkówki, a także fotoreceptory znajdujące się w plamce żółtej przed uszkodzeniem. Drugim kartenoidem obok luteiny jest zeaksancyna, która ma również właściwości chroniące siatkówkę przed działaniem światła niebieskiego.
Dzisiaj mamy dla Was propozycję prawdziwej uczty dla wszystkich zmysłów – nie tylko zmysłu wzroku.
MENU
Przystawka – bruschetta z pastą jajeczną
Koktajl jagodowo-pomarańczowy
Zupa krem z marchewki i pomidorów we włoskim stylu
Quiche (słona tarta) z wędzonym łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami
Tort szpinakowy
Smacznego!

- Przystawka – bruschetta z pastą jajeczną
Możecie powiedzieć, że niezdrowo, bo białe pieczywo, gluten itd. Oczywiście pastę jajeczną można podać na ciemnym pieczywie lub takim, jakie lubicie. Osobiście jestem wielką fanką pasty jajecznej, którą przyrządza mój M. Zrobił ją i tym razem.
Chyba właściwie nie trzeba pisać w jaki sposób.
Potrzebne są – jajka.
Gotujemy jajka na twardo, po czym rozgniatamy widelcem lub miksujemy – z ulubionymi przyprawami. Szczypiorek do smaku i dekoracji. Pyszna przystawka gotowa!

- Koktajl jeżynowo-borówkowo-pomarańczowy
3 szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy
300 g jeżyn i borówek
Woda lub kostki lodu
Kilka listków mięty (opcjonalnie)
Wszystkie składniki miksujemy w blenderze. Jeśli koktajl jest za gęsty – dodajemy wody lub kruszonego lodu.

- Zupa krem z marchewki i pomidorów we włoskim stylu
1 kg marchwi
Puszka pomidorów
3 ząbki czosnku
1 cebula
1 pietruszka
1 kawałek porcji rosołowej
3 kulki ziela angielskiego
2 liście laurowe
1-2 garstki świeżych listków bazylii
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek
W garnku podsmażamy na łyżce masła pokrojone na kawałki ząbki czosnku i cebulę. Gdy się zarumienią, wrzucamy pokrojoną na kawałki marchew, pietruszkę, porcję rosołową i zalewamy wodą tak, aby przykryć wszystkie składniki. Gotujemy, aż marchew będzie miękka. Następnie dodajemy puszkę pomidorów. Gotujemy jeszcze kilka minut. Po odstawieniu z palnika wyciągamy z zupy ziele angielskie, liście laurowe i porcję rosołową. Następnie wszystko dokładnie miksujemy blenderem z łyżką oliwy z oliwek i doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na końcu wrzucamy garść lub dwie świeżych listków bazylii lub innych ulubionych ziół i blendujemy delikatnie tak, aby było widać cząstki bazylii. Można podawać z grzankami i startym parmezanem.

- Quiche (słona tarta) z wędzonym łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami
Kruchy spód:
¾ kostki masła
1 jajko
Pół łyżeczki soli
Kilka listków rozmarynu
Dwie łyżki siemienia lnianego
Pół łyżeczki proszku do pieczenia
Półtorej szklanki mąki
Farsz:
1 czerwona cebula
3 cebule szalotki
5 pomidorków suszonych
2 garści szpinaku liściastego
Minimum 100 g łososia wędzonego
4 ząbki czosnku
200 ml śmietanki 30 lub 36%
¾ szklanki mleka
3jajka
Sól
Pieprz
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
Świeża bazylia (wedle uznania – my dodaliśmy całą garstkę)
Szpinak myjemy, przelewamy wrzątkiem i odcedzamy. Łososia rwiemy na mniejsze kawałki (jeśli kupiliśmy tackę z plastrami) lub kroimy nożem na plastry (jeśli mamy łososia w kawałku). Do rondelka wlewamy śmietankę i mleko. Wrzucamy pokrojoną w szerokie piórka cebulę i czosnek pokrojony w płatki. Gotujemy. Zdejmujemy z ognia, wbijamy jajka, dodajemy pokrojone w paski pomidorki i resztę składników. Mieszamy z dwiema łyżkami mąki pszennej. Jeśli masa zacznie lekko gęstnieć, to znaczy że ilość dodanej mąki jest dobra. Jeśli nic się nie dzieje, dodajemy jeszcze pół łyżki. Jeśli masa jest za gęsta – dodajemy mleko.
Masło miksujemy mikserem z jajkiem, solą i rozmarynem. Po uzyskaniu gładkiej masy, łączymy z resztą składników i ugniatamy rękami kulkę. Jeśli ciasto będzie zbyt rzadkie, dodajemy więcej mąki. Jeśli zbyt gęste – odrobinę wody. Kulkę wstawiamy do lodówki lub zamrażarki do schłodzenia.
Po schłodzeniu rozwałkowujemy i wykładamy dno i boki tortownicy. Wykonujemy w cieście małe dziurki widelcem. Pieczemy w piekarniku przez 15 minut z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni.
Po podpieczeniu wlewamy farsz, układamy na wierzchu kilka listków bazylii. Pieczemy ponownie ok. 30 minut w 180 stopniach.

- Tort szpinakowy
Torcik, który idealnie pasuje do koncepcji „oczy jedzą” – ze względu na zawartość szpinaku, owoców sezonowych i cytrusów, oraz przez swój efektowny wygląd. Każdy, nawet największy przeciwnik szpinaku skapituluje i przyzna, że szpinak jest faktycznie pyszny. Poniżej przepis na trochę podkręconą wersję – ze słodko-kwaśnym kremem lemon curd. Jest on dosyć czasochłonny w wykonaniu przez konieczność odparowania soku z cytryny, więc jeśli się spieszycie to wybierzcie wersję z samym kremem mascarpone. W zupełności wystarczy aby uzyskać efekt wow!
Składniki :
Biszkopt:
4 jaja
¾ szklanki oleju
2,5 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody
300g świeżego szpinaku liściastego
Pół opakowania cukru z laską wanilii
Krem:
500 g serka mascarpone
Ok. 5 łyżek jogurtu naturalnego
Pół opakowania cukru z laską wanilii
Kilka kropli soku z cytyny
Lemon curd (opcjonalnie):
Sok wyciśnięty z ok. 3-4 cytryn
Pół szklanki cukru
4 łyżki masła
1 żółtko
+ owoce sezonowe do dekoracji (borówki, jeżyny, maliny itp.)
Przygotowanie:
Oddzielić białka od żółtek. Z białek i cukru ubić sztywną pianę, następnie dodawać po jednym żółtku i dalej miksować aż do połączenia. W blenderze zmielić liście szpinaku i olej. Całość wlać do ubitych jajek i wymieszać. W oddzielnym naczyniu wymieszać suche składniki. Następnie wymieszać wszystko i przelać do tortownicy wysmarowanej olejem oraz wyłożonej papierem do pieczenia (wystarczy wyłożyć samo dno).
Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Piec 60-65 minut lub do suchego patyczka. Należy pamiętać, że dzięi szpinakowi ciasto mimo upieczenia będzie dosyć ciężkie i wilgotne, dlatego nie należy się przejmować, że wyszedł nam zakalec! Bo taka natura tego ciasta, że jest dość „mokre”. Biszkopty kroić dopiero po całkowitym ostudzeniu. W tym czasie można się zająć przygotowaniem kremu.
Nasze biszkopty zostały upieczone w dwóch blaszkach o średnicy ok. 16cm. Każdy z biszkoptów został przecięty na dwa blaty. Możesz upiec jeden biszkopt w większej, np.24 cm blaszce i przeciąć wedle uznania – na dwa lub trzy blaty.
Krem:
Zmiksować krótko mascarpone, jogurt, cukier z wanilią i sok z cytryny do połączenia na gładką masę. Jeśli uważasz, że masa jest za gęsta, dodaj jeszcze trochę jogurtu.
Lemon curd:
Zagotuj w rondelku sok z cytryny i cukier. Po zagotowaniu zmniejsz ogień i na minimalnej mocy odparuj ok.1/3 cały czas mieszając. Następnie dodaj masło. Zanurz łyżkę w masie, ostudź i próbuj – jeśli jest zbyt kwaśne- możesz dodać cukru. Sprawdź konsystencję – jeśli na łyżce krem zastyga w konsystencję lekko płynnego karmelu – jest ok. Jeśli nie – odparuj więcej płynu lub dolej trochę soku z cytryny jeśli jest zbyt gęste. Na koniec zdejmij z palnika i po minucie studzenia wbij żółtko i dokładnie wymieszaj. Schłodź w lodówce.
Jak składać:
Na blat rozsmarować krem, pukładać trochę owoców i polać lemon curdem. Zostawić trochę masy na górę tortu, żeby poukładać na wierzchu owoce do dekoracji.
Najlepiej smakuje po długim schłodzeniu w lodówce.
Sami zobaczcie!
I jak? Czujecie się przekonani, że „nie samą marchewką oczy żyją”? :)
#oczyjedzą ! #obalamymitmarchewki !
Smacznego !
utworzone przez Justyna Nater | sty 10, 2017 | Artykuły
Od kilku dni wszystkie portale, strony internetowe, kanały telewizyjne oraz media społecznościowe huczą od informacji na temat zanieczyszczonego powietrza w Polsce. Mieszkańcy Krakowa i Warszawy prześcigają się w ilości wymienionych między sobą zdjęć, opinii i komentarzy… Nic dziwnego, że większość z nas jest, delikatnie mówiąc, przerażona sytuacją.
Smog = smoke + fog.
Czyli dym i mgła.
Smog to nic innego jak nisko zawieszona mgła pełna szkodliwych pyłów.
Stąd ich nazwa – PYŁY ZAWIESZONE.
Ich wysokie stężenie w powietrzu atmosferycznym jest jednym z głównych czynników środowiskowych mających szkodliwy wpływ na nasze zdrowie.
Cząsteczki pyłu zawierają między innymi związki organiczne, siarkę, metale ciężkie i dioksyny, a także alergeny.
Mamy dwa rodzaje pyłu:
– pył PM10, którego cząsteczki mają średnicę mniejszą niż 10 µm,
– pył PM2,5 , zawierający cząsteczki o średnicy do 2,5 µm2-5.
Ten drugi jest pyłem szczególnie niebezpiecznym, ponieważ jest drobniejszy i dociera znacznie głębiej, do pęcherzyków płucnych, a nawet naczyń krwionośnych i dalej do krwioobiegu. Dlatego może wywoływać choroby nie tylko układu oddechowego, ale również krążeniowego.
Pierwszy pył, którego cząsteczki są większe, może podrażniać błony śluzowe nosa i gardła i to właśnie on również wywołać może ZAPALENIE SPOJÓWEK.
I o tym jeszcze za chwilę.

Teraz chwila największych emocji…
NORMY STĘŻEŃ PYŁU ZAWIESZONEGO według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) :
Dla PM10
średnie stężenie dobowe (24h) : 50 µg/m3
średnie stężenie roczne : 20 µg/m3
Dla PM2,5
średnie stężenie dobowe (24h) : 25 µg/m3
średnie stężenie roczne : 10 µg/m3
W tej chwili : godzina 21:15 w Warszawie…
PM10 68.68 µg/m3
PM2,5 59.57 µg/m3
Sami widzicie, że sytuacja jest delikatnie mówiąc… nieciekawa.
Wiele się mówi o tym, że mieszkanie w mieście o tak zanieczyszczonym powietrzu może mieć rezultat podobny do tego, który ma miejsce w przypadku osób palących papierosy.
Czy kiedykolwiek do Waszych oczu dostał się dym papierosowy?
Nie było to przyjemne uczucie, prawda?
Czy zatem smog może mieć wpływ na nasz wzrok?
W tym momencie, kiedy piszę ten tekst (10.10.2017), na stronie WHO na interaktywnej mapie, tak wygląda stan zanieczyszczenia powietrza w Polsce.

Kiedy klikniecie w mapę przejdziecie do strony, na której zobaczycie stan aktualny dla Was – w momencie czytania tego wpisu.
Wspomniałam już kilka linijek wcześniej, że pył tworzący smog może powodować zapalenie spojówek.
SMOG JEST SZKODLIWY nie tylko dla płuc, czy krwioobiegu.
Nasze oczy są bezpośrednio narażone na działanie zanieczyszczonego powietrza, które bardzo wysusza oczy.
W 2003 roku w Paryżu przeprowadzono badania, które miały na celu określić, czy w trakcie pojawienia się najwyższego poziomu zanieczyszczenia powietrza, do okulistów zgłasza się większa ilość pacjentów. Analizowano czego dotyczyły rejestrowane przypadki i wykazano pewną zależność pomiędzy ilością pacjentów w gabinetach okulistycznych, a występowaniem smogu w paryskim powietrzu.
Także w innych miastach borykających się z problemami zanieczyszczeń i smogu takich jak np. słynący już z tego niestety Pekin, prowadzono podobne badania, a ich raporty wskazują na wysoką zależność problemów związanych ze zdrowiem oczu z występowaniem smogu w powietrzu.
WODY, WODY, WODY!
Zanieczyszczone powietrze w znacznym stopniu wysusza oczy!
Nasze oczy potrzebują nawilżenia, tak jak całe nasze ciało.
Odpowiednia ilość spożywanej w ciągu dnia wody ma wpływ na prawidłową produkcję łez, a tym samym właściwe nawilżenie oczu.
Często pacjenci są zdziwieni, kiedy mówi im się, że łzy nie są zwykłą lekko słoną cieczą.
Składają się one z trzech warstw : wodnej, lipidowej i mucynowej, a każda pełni swoją własną funkcję.
Mucyny (śluz) zapewniają rozprowadzenie łez po powierzchni gałki ocznej,
woda (warstwa wewnętrzna) opowiada za nawilżenie oczu,
natomiast warstwa lipidowa (tłuszczowa) za to, aby woda nie odparowywała zbyt szybko.
Zaburzenie którejkolwiek z tych trzech warstw może prowadzić do wystąpienia suchości oczu.
Poważnym stanem wysychania powierzchni oka jest tak zwany
ZESPÓŁ SUCHEGO OKA, który spowodowany może być przez takie czynniki jak:
zaburzenie produkcji łez lub nadmierne ich parowanie / wysychanie.
Objawy suchego oka to między innymi:
– oczywiście samo uczucie suchości oczu,
– zaczerwienienie oczu,
– wrażliwość na wiatr (nadprodukcja łez),
– opuchlizna powiek,
– czasowo zamglone widzenie (często wieczorami),
– wrażliwość na światło (światłowstręt),
– pieczenie lub ból oczu.
Zaniedbany / nieleczony Zespół Suchego Oka może prowadzić do poważnych problemów takich jak silny światłowstręt, ból, problemy z rogówką, nawracające infekcje, a nawet utrata widzenia w konsekwencji występujących zapaleń przedniej powierzchni oczu.
Pamiętajcie, że nie wystarczą krople do oczu.
To pomoc tylko czasowa.
W sytuacji problemów z suchością oczu, także tych, a może dzisiaj powinnam napisać – zwłaszcza tych, spowodowanych występującym w Polsce obecnie silnym zanieczyszczeniem powietrza, przekraczającym dozwolone normy – krople nawilżające nie wystarczą.
Postarajcie się możliwie regularnie nawadniać organizm, pić więcej wody.
Można również robić sobie ciepłe kompresy na powieki. Na brzegach powiek znajdują się bowiem gruczoły Meiboma, których prawidłowe funkcjonowanie warunkuje odpowiednie nawilżenie oczu, ponieważ są to gruczoły łojowe. Ogrzewanie ich ułatwia ich oczyszczanie i umożliwia bezproblemowe funkcjonowanie, niezbędne dla właściwej produkcji oraz składu łez.
JAK CHRONIĆ OCZY PRZED SMOGIEM?
Nie powiem przecież – „Najlepiej nie wychodzić z domu.”
Chociaż to faktycznie byłoby w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie. Niestety nie jest ono możliwe.
Dla oczu najważniejsze jest – prawidłowe nawodnienie organizmu – pijcie dużo wody oraz postarajcie się zakraplać oczy nawilżającymi kroplami – w ten sposób działamy i od wewnątrz, i od zewnątrz.
Przy okazji krople pomogą też szybciej usunąć zanieczyszczenia z powierzchni oczu.
Warto pomyśleć również o okularach, jeśli nie nosicie korekcyjnych.
Przeciwsłoneczne okulary nie służą wyłącznie do ochrony przed szkodliwym promieniowaniem UV. Mogą również zabezpieczyć wzrok przed kurzem i pyłem – oczywiście nie w 100%, ale ograniczą w jakiś sposób dostęp zanieczyszczeń do oczu.
Inna sprawa – skoro niektórzy zaczynają już i w Polsce nosić maseczki na nos i buzię, niczym mieszkańcy Pekinu, jeśli stężenie pyłów w powietrzu przekroczone jest wielokrotnie – warto pomyśleć o okularach ochronnych – zwłaszcza, jeśli musimy wiele godzin przebywać na „świeżym” powietrzu.
Pamiętajcie także o zachowaniu prawidłowej wilgotności powietrza w mieszkaniu. Warto również zainwestować w jego oczyszczacz. Jeśli nie chcecie wydawać zawrotnych sum na nawilżacze, polecam wlać odfiltrowaną wodę do jakiegoś szerokiego naczynia i postawić je przy kaloryferze, woda zniknie w ciągu kilku dni.
Na koniec polecam jeszcze jedno (jako lokalna patriotka urodzona nad morzem) – przeprowadzka na północ może być czasowo najlepszym rozwiązaniem.