Rok szkolny „za pasem”

Rok szkolny „za pasem”

Wygląda na to, że dzieci, które bawiły się ostatnimi czasy u nas pod balkonem, spędzały po prostu wakacje nad morzem. A ponieważ mieszkamy praktycznie przy samej plaży, poza sezonem prawie nie mamy sąsiadów… Więc roześmianych maluchów grających w piłkę i robiących „selfie” nie będzie pewnie przez kolejny rok…

O wzroku dzieci można pisać bardzo dużo, ja dzisiaj chciałabym tylko przypomnieć Rodzicom po raz kolejny – wakacje powoli się kończą i już niedługo Wasze Maluchy pójdą do szkoły.
Na pewno wiecie, co przeczytacie w następnej kolejności…

Czas najwyższy zaprowadzić dziecko na badanie wzroku.

Pamiętajmy, że wady wzroku owszem, obniżają jakość widzenia, ale nie zawsze dziecko zdaje sobie sprawę z faktu, że to jak widzi jest widzeniem niepełnym. Dziecku wydaje się, że widzi tak, jak powinno, nie wie, że można inaczej (w końcu zanim dostanie pierwsze okulary naprawdę nie wie jak może wyglądać wyraźny obraz świata).

Problemy wzrokowe mogą spowalniać proces uczenia się, naukę pisania i czytania, mogą powodować kłopoty w zapamiętywaniu, odtwarzaniu widzianych obrazów oraz ich rozróżnianiu. Mogą ograniczać wyobraźnię, a także orientację w terenie.
Dzieci z niezdiagnozowaną i nieskorygowaną wadą wzroku  są bardzo często błędnie diagnozowane jako nadpobudliwe lub z popularną w dzisiejszych czasach dysleksją (ponieważ  robią błędy w pisowni, przepisywanie tekstu sprawia im trudność, nie potrafią pisać z pamięci, wolno czytają, mylą i opuszczają litery, nie umieją czytać na głos i zgadują wyrazy).
ec79e406fd8dd35111a4a712dc5705c2Dzieci bardzo często obawiają się wizyty u lekarza, może się ona zatem wiązać z niepewnością i stresem. Nie tylko jednak dziecko zastanawia się co je czeka, rodzice również miewają wątpliwości, nie wiedząc jak wygląda badanie optometryczne lub okulistyczne ich dziecka oraz czym różni się od badania pacjenta dorosłego.

Optometrysta posiada kompetencje do pomiaru ostrości wzroku oraz wady refrakcji i ustalenia jej korekcji, wraz z doborem potrzebnych pomocy wzrokowych, czyli na przykład przepisaniem odpowiedniej recepty okularowej. Oczywiście nie muszą to być okulary,  może także dobrać właściwe dla pacjenta soczewki kontaktowe.

 

 

Poza korekcją wady i poprawieniem ostrości wzroku optometrysta może sprawdzić zakres pola widzenia oczu pacjenta  i ciśnienie wewnątrzgałkowe. Ma także uprawnienia do wykonania badania za pomocą lampy szczelinowej, dzięki której oceni stan zdrowia poszczególnych struktur oka, a wykrywając nieprawidłowości udzieli odpowiedniej porady bądź skieruje do lekarza okulisty.

We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z badaniem „nieinwazyjnym”, czyli na przykład bez użycia kropli rozszerzających źrenicę lub tonometrów aplanacyjnych.

Poza wszystkimi wymienionymi powyżej czynnościami optometrysta potrafi także wykryć wady widzenia obuocznego i zaproponować odpowiednią terapię wzrokową.

Podczas każdego badania, czy to optometrycznego, czy okulistycznego, najważniejsza jest rozmowa z małym pacjentem. Odpowiedzi dziecka są bardzo ważne i powinny mieć wpływ na sposób dalszego postępowania. Leczenie wad układu wzrokowego dzieci jest niewykonalne bez ich współpracy ze specjalistą.

W przypadku korekcji okularowej, jak i w sytuacji leczenia niedowidzenia współpraca to kluczowe słowo. Rodzice oczywiście odgrywają tu znaczącą rolę, jednak bez zaangażowania dziecka w noszenie okularów, czy zasłanianie oczka (przy niedowidzeniu), nie ma szans na poprawienie widzenia dziecka.

Stąd też tak istotne są relacje specjalisty z małym pacjentem.

Należy pamiętać o jeszcze jednej bardzo ważnej kwestii.

Oczy dziecka silnie akomodują i z tego powodu są w stanie rozpoznać optotypy (czyli znaki pokazywane przez specjalistę – litery, cyferki, zwierzątka, kształty)  z całej tablicy, pomimo występowania dużej nadwzroczności lub astygmatyzmu. Pewny pomiar może dać badanie przeprowadzone po porażeniu akomodacji specjalnymi kroplami.
Krople porażające akomodację wywołują szczypanie i pieczenie, pogarszają widzenie, a ze względu na porażenie również mięśnia zwieracza źrenicy i jej rozszerzenie, również światłowstręt. Jeśli jednak odpowiednio przygotujemy dziecko do badania, możemy mieć nadzieję, że i ta część badania nie będzie dla niego problematyczna.

Pierwsza korekcja powinna być dobrana przez okulistę, ze względu na wspomnianą powyżej konieczność zakropienia oczu dziecka.Jednak poza badaniem okulistycznym warto dodatkowo wykonać badanie wzroku dziecka u optometrysty.

Nie zapominajmy, że takie badanie nie polega wyłącznie na pomiarze wielkości wady refrakcji. Może dotyczyć również sprawdzenia widzenia obuocznego malucha, czy ruchomości jego oczu wraz z koordynacją oko ruchową. Warto zapamiętać bardzo ważną informację – każde dziecko, nawet takie, po którym nie widać żadnych niepokojących objawów wzrokowych, powinno być bardzo dokładnie zbadanie przez specjalistów narządu wzroku, zanim rodzice puszczą je do szkoły.

child-glasses-300x249Na badanie koniecznie powinno się prowadzić jak najprędzej dzieci, które skarżą się na bóle głowy, nie chcą wykonywać prac wzrokowych typu czytanie, kolorowanie, układanie puzzli…

Nie wolno tracić czujności, kiedy dziecko przychodzi z tak zwanych przesiewowych badań wzroku, wykonanych przez pielęgniarkę w szkole z kartką mówiącą o prawidłowym funkcjonowaniu oczu. Trzeba te informacje zweryfikować w specjalistycznym gabinecie.

 

Nie wolno także nigdy wykonywać okularów dzieciom (dorosłym z resztą też) wyłącznie po komputerowym badaniu wykonanym autorefraktometrem!

Jeśli dziecko wzbrania się przed okularami, pamiętajcie, że jest jeszcze alternatywa w postaci soczewek kontaktowych. Dzieci wielokrotnie są dużo bardziej sumienne i znacznie lepiej dbają o higienę podczas użytkowania soczewek. Jeśli macie okazję oraz możliwość – dajcie im szansę. Nie będą miały problemów z ograniczeniami spowodowanymi noszeniem okularów.

Jedno jest pewne, jeśli macie dzieci, koniecznie badajcie ich oczy.
Swoje też badajcie.
Ale głównie chodzi o to, abyście zdali sobie sprawę z tego, że Wasze dzieci i ich przyszłość w szkole, ich kariera, ich samopoczucie, ich pewność siebie, to wszystko ZALEŻY OD WAS.
Pamiętajcie, aby pilnować ile czasu Wasze dzieci spędzają przed komputerem, telewizorem, czy z telefonem w ręku. Włączenie dziecku gry na tablecie „żeby się czymś zajęło i żeby było spokojne” nie jest najlepszym rozwiązaniem. Takie zabawy zwiększają szansę na pojawienie się krótkowzroczności. Wiadomo, że nie zawsze jest taka możliwość, ale warto jak najwięcej czasu spędzać aktywnie na świeżym powietrzu.

Jest to zdrowe zarówno dla Waszych dzieci jak i dla Was. :)

Dbaj o wzrok – Radio Złote Przeboje

Dbaj o wzrok – Radio Złote Przeboje

Zaproszono mnie niedawno do Radia Złote Przeboje,
na krótką pogawędkę o tym, jak my Polacy dbamy o wzrok…
I czy w ogóle…
Wybaczcie, że znowu na początku wspomniałam o „optometeorologii”, ale lubię to skojarzenie i serdecznie pozdrawiam moją koleżankę, która je wymyśliła : )

Nie ma co opisywać treści rozmowy, posłuchajcie sami.
Czasu nie było za wiele, jednak staraliśmy się poruszyć jak najwięcej tematów.

Zamieszczam dla Was wersję emisyjną, w której znalazły się również pojedyncze wiadomości z regionu, więc jeśli ktoś z Was włączy losową minutę, gdzieś pośrodku nagrania, może nie trafić na to, czego się spodziewa, ale są to jedynie króciutkie przerywniki : )

[soundcloud url=”https://api.soundcloud.com/tracks/202225623″ params=”auto_play=false&hide_related=false&show_comments=true&show_user=true&show_reposts=false&visual=true” width=”100%” height=”450″ iframe=”true” /]

Optometrystą się jest, a nie bywa

Optometrystą się jest, a nie bywa

foropterTytuł tego wpisu zainspirowany jest tekstem z koszulki mojego przyjaciela, który dotyczył strażaków. Właściwie, to że „się jest, a nie bywa” powinno dotyczyć każdego zawodu. Zwłaszcza zawodów zajmujących się dbaniem o nasze zdrowie i życie.

Latem słyszałam opowieść o przesympatycznej pani doktor, która pojechała na wycieczkę grupową zorganizowaną przez miejskie biuro podróży. Pani doktor na co dzień jest lekarzem rodzinnym. Podczas wyjazdu jedna z uczestniczek straciła przytomność.
Nie wchodząc w szczegóły – pani doktor odmówiła udzielenia pomocy, podkreślając, że nie jest w pracy, a na urlopie i ma prawo do odpoczynku. Do dzisiaj uważam, że ktoś wtedy powinien był to zgłosić. Istnieje przecież przysięga Hipokratesa…

Tym wpisem zaczynam cykl tekstów, dotyczących prawidłowego badania wzroku. Prawidłowego podejścia specjalisty do pacjenta, prawidłowego schematu badania oraz doboru korekcji okularowej i soczewek kontaktowych.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele razy była potraktowana „hurtowo” i niedokładnie z tego względu, że nie wiedzą jak powinno wyglądać dobrze wykonane, pełne badanie.

Mam ogromną nadzieję, że informacje zawarte w kilku najbliższych wpisach pozwolą zastanowić się, których „specjalistów” omijać szerokim łukiem.

Jak zwykle zaczynam od opowieści. 

Mój Narzeczony, zanim się poznaliśmy, cztery lata badał wzrok i robił okulary w pewnej dość znanej firmie, której nazwy wymieniać tu nie będę, ze względu na to, że Jego przypadek nie musi świadczyć o tym, że firma ta w ogóle nie zatrudnia dobrych specjalistów. Mógł mieć po prostu sporego pecha.

Kiedy umówiliśmy się po raz pierwszy, moją uwagę zwróciły Jego przeraźliwie czerwone oczy. Wyglądały na bardzo zmęczone. Od słowa do słowa po jakimś czasie dowiedziałam się wreszcie, że obecna korekcja jest dużo silniejsza od poprzedniej.
Kazano Mu się „przyzwyczaić” i myślał, że tak po prostu musi być.
Gdybyście zobaczyli wszystkie Jego recepty okularowe… każda była inna.

Po tym, jak już zrobiliśmy Mu nowe okulary, w których teraz czuje się świetnie, postanowiłam nie odpuszczać i wybrać się do salonu, w którym do tej pory badano Mu oczy.
Kierowniczka powiedziała, że mają wykwalifikowanych specjalistów PO KURSACH. Z naciskiem na WYKWALIFIKOWANYCH.
Powiedziała jeszcze bajeczne :
„Widocznie pana wada wzroku bardzo często się zmienia i skacze”
(miała historię dotychczasowych korekcji… raz większa, raz mniejsza…, oś astygmatyzmu to już była totalna przypadkowość…).
Żeby nie robić większego zamieszania, nie poprawiałam pani kierownik, mówiąc, że po kursach to mogą mieć refrakcjonistów, a nie optometrystów.
Po długiej rozmowie i po jej telefonie do przełożonego powiedziała, że W DRODZE WYJĄTKU, pomimo, że okulary były wykonywane dawno, wstawią do tych samych opraw korekcję, którą przynieśliśmy na obecnej recepcie.
Sukces.
Ale na odchodne i tak podkreśliła, że po prostu jest to problem „skaczącej” wielkości wady. …

Ciekawe, kiedy teraz  ta Jego wada zacznie „podskakiwać” : )

Jeszcze lepiej wyglądała wizyta u okulisty kilka dni później. Trwała 12 minut, z zegarkiem w ręku. Siedziałam pod gabinetem i z ciekawości mierzyłam czas. Pani okulistka zdołała w tym czasie zebrać wywiad, zbadać ciśnienie, dobrać korekcję okularową (lepiej nie wspominać tu o jej wartości) i przepisać receptę na krople nawilżające (dostępne w aptece bez recepty). 12 minut.

To wszystko, co powyżej, to nie dlatego, żeby się nagadać i surowo ocenić „specjalistów”.
Chodzi o to, aby pacjentom uświadomić, że mają prawo wymagać czegoś więcej. Mają prawo zająć to minimum pół godziny w gabinecie.

Specjalistom przypomnieć, że to od nich zależy, czy pacjent będzie miał ochotę do nas wrócić, a przy tym systematycznie dbać o swój wzrok.
Jeśli raz zostanie potraktowany na zasadzie „im szybciej, tym lepiej” to nie tylko nie wróci do tego samego gabinetu, ale w ogóle nie będzie miał ochoty na kolejne wizyty u kogokolwiek.

To jak powinna wyglądać ta prawidłowa wizyta?

Specjalista powinien słuchać i obserwować pacjenta od momentu jego pojawienia się w drzwiach. Bardzo ważna jest rozmowa. Jeśli zobaczycie, że badający Was nie słucha lub nie przywiązuje specjalnej uwagi do tego, co mówicie, to już pierwszy sygnał, że coś jest nie tak.

Badanie wstępne

Na podstawie pierwszej rozmowy można już postawić wstępne rozpoznanie, dotyczące problemów pacjenta. Celem takiego wstępnego badania jest uzyskanie informacji na temat ewentualnie występujących nieprawidłowości wzroku. Specjalista może spostrzec występowanie wysokiej wady refrakcji, zaburzenia w ruchomości gałek ocznych, wady widzenia obuocznego, czy choroby oczu. Badanie wstępne to nie tyle konkretne pomiary, raczej jest to obserwacja pacjenta. Wielu specjalistów posiada również lampę szczelinową, która pozwala na ocenę stanu zdrowia poszczególnych struktur w oczach.

Badanie refrakcji

W tej części wizyty optometrysta mierzy, wykonuje już konkretne pomiary. Obejmują one zarówno ocenę kształtu rogówki, zmierzonego za pomocą keratometru jak i pomiar wielkości wady refrakcji. Wcześniejsza diagnoza postawiona podczas wywiadu i badania wstępnego jest zweryfikowana i uściślona właśnie podczas tego badania.
Specjalista może zbadać wstępnie pacjenta za pomocą autorefraktometru (o którym wspomniałam w jednym z poprzednich wpisów), ale dokładny pomiar wykonuje za pomocą foroptera i/lub kasety z zestawem szkieł próbnych, może również używać skiaskopu – najprościej mówiąc takiej latarki, którą badający świeci pacjentowi w oko, przesuwając ją od lewej do prawej i z powrotem, obserwując odblask światła w źrenicy pacjenta : ) (o skiaskopii napiszę cały osobny tekst, ponieważ jest to dość obszerny temat).

Badanie widzenia obuocznego

Po wykonanym badaniu wielkości wady refrakcji, wykonuje się badanie widzenia obuocznego. Jak napisałam powyżej, ewentualne problemy z tym widzeniem, można już podejrzewać podczas badania wstępnego. Żeby opisać dokładnie na czym polega to badanie, trzeba wyjaśnić wiele specjalistycznych słów takich jak forie, rezerwy fuzyjne, amplituda akomodacji … Chciałabym opowiedzieć o nich w jak najbardziej przystępny sposób, dlatego dokładnie wytłumaczę je przy, kolejnym z cyklu prawidłowego badania wzroku, wpisie o badaniu widzenia obuocznego.

DIAGNOZA

Optometrysta po wykonaniu wszystkich badań: po zebraniu wywiadu, po badaniu wstępnym oraz po sprawdzeniu stanu zdrowia oczu pacjenta wraz z badaniem refrakcji oraz tym ostatnim badaniem (o którym jeszcze dzisiaj za dużo nie napisałam, ale obiecuję to zrobić w najbliższym czasie), badaniem widzenia obuocznego, stawia diagnozę i decyduje się na odpowiednio dalsze postępowanie.
Nawiązując do tekstu „Optometrystą się jest, a nie bywa”…

Zdecydowana większość pacjentów trafiających do specjalistów od ochrony narządu wzroku potrzebuje badania optometrycznego. Problemy oczu na tle medycznym dotyczą zdecydowanej mniejszości. Dlatego tak ważny jest bardzo dokładny wywiad i badanie wstępne, podczas których optometrysta powinien sprawdzić z jakim problemem boryka się przychodząca do niego osoba.
Przede wszystkim ważne jest, żeby uświadomić sobie, że problemy wzrokowe mogą mieć naprawdę wiele różnych powodów i nie wolno lekceważyć niczego, co mówi pacjent.
Optometrysta jest specjalistą, którego można nazwać diagnostykiem. Dlatego jeśli traficie do dobrego optometrysty, będzie on w stanie nie tylko zmierzyć wadę refrakcji, ale i zdiagnozować zarówno choroby narządu wzroku, jak i na podstawie jego stanu, choroby ogólnoukładowe.

Dlaczego unikamy lekarzy i wizyt kontrolnych?

Wiadomo, że jeśli czujemy się ze specjalistą komfortowo i wiemy, że jest zaangażowany w wykonanie badania, to dużo chętniej wrócimy do niego na wizytę kontrolną.
Wiem jak można się czuć.
Ostatnio byłam na wizycie u pani neurolog, która stwierdziła, że nie interesują jej żadne inne „dziwne objawy” poza bólami głowy, bo ona jest neurologiem i nie zna się na niczym więcej (nie żartuję, naprawdę zrobiła sobie taką reklamę). Wypisała mi w końcu skierowanie na tomografię komputerową, żebym się „uspokoiła”, bo po „popukaniu” mnie młoteczkiem w kolana miała stu procentową pewność, że uraz głowy jakiego doznałam rok temu, kiedy miałam wielkiego guza na samym czubku głowy, nie spowodował żadnych obrażeń.
Nie docierały moje zapewnienia, że nie przyszłam do lekarza po diagnozę „umierasz”,  ale że owszem, chciałam usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Skierowanie na tomografię dostałam z tak zwanej „łaski” i w stylu „masz, wyjdź i uspokój się”.  Oczywiście z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nikt z nas na pewno nie nudzi się w życiu na tyle, żeby dla przyjemności i rozrywki biegać po lekarzach i wymyślać sobie ciężkie choroby.

Dlatego jeśli trafiłeś do okulisty (lub optometrysty) , który „potraktował cię” w 12 minut, zastanów się proszę nad powtórzeniem wizyty u innego specjalisty. Szukaj do skutku. Nie zrażaj się. Pamiętaj, że trzeba badać wzrok. Zdaję sobie sprawę, że taka jedna nieudana wizyta może być demotywująca, ale uwierz, że zdrowie Twoich oczu jest warte poświęcenia dodatkowego czasu na znalezienie „tego jedynego” najlepszego specjalisty.

W kolejnym wpisie postaram się Wam bardzo zrozumiale przedstawić schemat obowiązującego w Polsce standardu badania optometrycznego,  opracowanego przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki.

Wy do skutku szukajcie idealnego specjalisty, a ja do skutku (aż wejdzie wszystkim w nawyk) będę przypominać o regule 10/10/10 oraz o mruganiu – do dzieła : )

Traktuj swoje soczewki kontaktowe jak bieliznę!

Traktuj swoje soczewki kontaktowe jak bieliznę!

eyeballmanMoże porównanie wyda się Wam zbyt obrazowe, ale jest naprawdę bardzo trafne.

Jeśli zmieniasz i pierzesz bieliznę, żeby zachować higienę osobistą i nie prowokować powstawania różnorakich zapachów, to dlaczego nie jest dla Ciebie problemem, jeśli Twoja soczewka jednodniowa, zamiast jeden dzień na oku, leży sobie na nim dwa dni (łącznie z nocą pomiędzy)?

Albo – jeśli robisz pranie, to wrzucasz bieliznę do pralki (miski), a następnie dodajesz płynu do prania, to dlaczego soczewkę ściągasz dzień w dzień i wkładasz ją do pudełka z płynem, nie czyszcząc jej powierzchni?
Wyobrażasz sobie brudną bieliznę wrzuconą do wody i pozostawioną w niej na całą noc? Czy rano wyjmiesz ją, wysuszysz i będzie czysta na tyle, żeby ją na siebie założyć?

Skoro więc nie zachowujesz się w ten sposób (mam nadzieję! ), to dlaczego tak łatwo jest ignorować zalecenia dotyczące użytkowania soczewek kontaktowych?
Łatwo… bo nie śmierdzą?

Dobra, koniec z tymi cudownymi porównaniami.
Polecam je sobie jednak przemyśleć wieczorem, podczas ściągania soczewek z oczu.

Przypomniała mi się taka „radosna” historia, która miała miejsce w lipcu 2014, w jednym z banków w moim rodzinnym mieście. Przyszłam coś załatwić, nawet nie pamiętam w tej chwili co dokładnie, ale to nie ma tu żadnego znaczenia.
Zostałam poproszona do stanowiska, przy którym siedział młody pan. To, co jako pierwsze zwróciło moją uwagę, to były jego paskudnie czerwone oczy. Do tego stopnia, że nie potrafiłam się skupić na odpowiedziach na zadawane przez niego pytania.
[Jak bardzo chciałabym, żeby ten wpis do niego dotarł! Może przypomniałby sobie tę sytuację i wziął ciąg dalszy tekstu do serca.]

Nie wytrzymałam i zamieniłam się z nim rolami, teraz sama zaczęłam zadawać pytania.
Czy nosi pan soczewki? – Noszę. – Miesięczne?  – Tak. – Śpi pan w nich prawda? – Tak, skąd pani wie? – I pewnie ma je pan na oczach ponad miesiąc… – …. .
Tu nastąpiła cisza, a ja poczułam, że trochę się zagalopowałam, więc od razu zaczęłam przepraszać i tłumaczyć się solidnie z ostrzelania go pytaniami, na które wcale nie miał obowiązku odpowiadać.
Ale wytłumaczyłam mu również, że pytam, bo jest mi go bardzo szkoda!

(Szkoda mi nie było, myślałam sobie szczerze mówiąc, że właściwie sam jest sobie winny, chociaż koniec końców był naprawdę bardzo sympatyczny i miałam wrażenie, że wina leżała po stronie specjalisty, który nie skontrolował, czy pacjent prawidłowo użytkuje przepisane mu soczewki.)

Najgorsze było to, że soczewki były nie tylko przenoszone i zaniedbane. Wyglądały też dosłownie tak, jakby krawędź soczewki „wrzynała się” w oko tego biednego człowieka. Do tego wszystkiego, po moich argumentach i trafnych spostrzeżeniach, on bronił się, że mają po prostu klimatyzację w banku… a oczy wyglądały tak, jakby ktoś mu podał czerwoną farbę w kroplach. Nie żartuję.
Wychodząc powiedziałam tylko – Błagam pana… niech pan dla własnego dobra jak najszybciej zdejmie te soczewki i uda się do specjalisty, który je panu przepisał… – Pan się uśmiechnął i więcej go w tym banku nie widziałam, choć bywałam niejednokrotnie.

Mam nadzieję, że koniec końców nic złego się mu nie stało.

Drogi użytkowniku soczewek kontaktowych…
Kilka razy już w swoich postach pisałam : mamy jedną parę oczu. Warto o nie dbać.
A od niewłaściwego użytkowania soczewek kontaktowych naprawdę można się nabawić paskudnych powikłań, a nawet całkowicie stracić wzrok.

Warto wyrobić sobie pewne nawyki i traktować je jako obowiązkowe…
tak, jak na przykład codzienne mycie zębów, czy właśnie pranie i zmienianie bielizny!
Zdrowe nawyki to Twoje zdrowe oczy.

Dlatego pamiętaj:

Soczewki dobieraj u specjalisty. WYŁĄCZNIE.
Wykluczone jest samodzielne „szacowanie” wady (która jest inna dla soczewek i dla korekcji okularowej) i kupowanie sobie soczewek „na oko” (w tym przypadku biedne oko…) w sklepie, czy przez internet. Nie rób tego! Możesz sobie naprawdę zrobić krzywdę.
Soczewki są różnej wielkości, mają różne krzywizny… To, jaka soczewka pasuje do Twojego oka, może ocenić specjalista, który wie, na jakie aspekty powinien zwrócić uwagę.

Podstawowa sprawa – higiena. Nie wkładasz brudnych rąk do buzi, nie wkładaj też do oczu!
Zanim w ogóle dotkniesz swoich soczewek, dokładnie umyj, a poza tym WYSUSZ dłonie.
(Przy czym podkreślam, pisząc „wysusz” nie mam na myśli ręcznika wiszącego od tygodnia na wieszaku przy umywalce, w który ręce wyciera cała Twoja rodzina, albo współlokatorzy… coś, co masz pewność, że też jest CZYSTE.)

Soczewki naprawdę musisz czyścić dzień w dzień. Wspomniane skarpetki, bielizna, zapachy i nie będę się powtarzać. Nie chcesz wiedzieć, co pływa w Twoim pojemniczku z płynem i soczewkami ściągniętymi po całym dniu (z dodatkowo nieumytym od tygodnia pojemnikiem), chociaż myślę, że każdy powinien mieć okazję zobaczyć swój własny płyn w duuużym powiększeniu, po standardowych długoterminowych zaniedbaniach.

NIGDY nie czyść, ani nie przechowuj soczewek  w wodzie.
Służy do tego wyłącznie płyn zalecany przez specjalistę.
Twoja ślina też się do tego nie nadaje.

Pojemnik na soczewki, tak jak i same soczewki, czyść CODZIENNIE (to nie żart, ani przesada), PŁYNEM (nie wodą) do soczewek.
Nie używaj kilku pojemników na raz. Najlepiej jeden zmieniany minimum raz na trzy miesiące.

Pojemnik czyści się przez pocieranie i płukanie, a następnie dokładne osuszanie. Bezwzględnie jednak po wysuszeniu nie zostawiaj pojemnika otwartego, bo mycie nie będzie miało żadnego sensu.
Nie trzeba chyba podkreślać, że pojemnika z płynem i soczewkami w środku, również nie zostawia się, uprzednio go nie zamykając…
Jeszcze jedna uwaga dotycząca płynu. Kończy Ci się płyn, kupujesz nowy i co robisz?
Nigdy w życiu nie dolewaj nowego do starego i na odwrót. Taki zmieszany, niewstrząśnięty drink nadaje się tylko do wylania go do zlewu.
Nie śpij w soczewkach – chyba, że specjalista zalecił inaczej.
Ściągaj je tak często, jak zostało Ci to poradzone podczas wizyty.
Jeśli słyszysz, że możesz nosić soczewki kilka godzin dziennie, pamiętaj, że kilka to nie kilkanaście.

BARDZO WAŻNE – wspomnij pana z banku, o którym napisałam wyżej.
Dostałeś soczewki miesięczne? Nosisz je MIESIĄC. KONIEC. Po miesiącu wymieniasz na nowe. (Dotyczy każdego rodzaju – tygodniowych i innych również).
Pamiętaj, że soczewki możesz wymienić, z oczami może być problem.
Jeśli wiesz, że jesteś leniwy i nie masz ochoty bawić się w mycie, pocieranie, suszenie i inne „trudne czynności” wybierz soczewki jednodniowe – ubierasz rano,  wyrzucasz wieczorem – problem zabaw z pojemniczkami masz z głowy.

Basen, prysznic, sauna – to miejsca, które nie lubią się z Twoimi soczewkami kontaktowymi. Nie pływasz, ani nie bierzesz prysznica w bieliźnie i skarpetkach prawda? Ściągaj również soczewki.

Jeśli zdarzy się nieprzewidziana sytuacja:
– niespodziewany wyjazd na basen,
– bardzo długi wieczór z przyjaciółmi (a soczewki w oczach od wczesnego rana),
– soczewka wypadnie i poleci na podłogę,
zawsze lepiej mieć przy sobie awaryjną parę okularów, które możesz założyć „w razie W”.

Jeśli soczewka wypadnie/spadnie/upuścisz ją i NIE masz możliwości wypłukać jej w płynie dezynfekującym (mówiłam: woda i ślina odpadają), natychmiast ją wyrzuć.

Jeśli poczujesz ból lub pieczenie, zobaczysz, ze oczy są zaczerwienione, a widzenie będzie zamglone, ściągaj soczewki  i skontaktuj się ze swoim specjalistą.

No chyba, że jak w przypadku niektórych niesubordynowanych osób…
wiesz, że wczoraj poszedłeś popływać w soczewkach na basen, a po powrocie nie chciało ci się ich ściągnąć i położyłeś się spać…  rano wstałeś z czerwonymi oczami– powód znasz. A ja nawet nie chcę tego komentować.
Po prostu ściągasz soczewki, dajesz oczom odpocząć i zakładasz nowe. NOWE.

Pamiętaj, to tylko ogólne porady.
O soczewkach kontaktowych, użytkowaniu, doborze i innych tematach powiązanych, pojawi się tu jeszcze wiele tekstów.

Powtarzam, dbaj o wzrok. Masz tylko jedną parę oczu.

A teraz 10/10/10 i… MRUGAMY!

Problemy wzrokowe dzieci – ciekawe doświadczenie

Problemy wzrokowe dzieci – ciekawe doświadczenie

Obiecałam Wam niedawno, że w sobotę pokażę Wam film o problemach wzrokowych dzieci. Bardzo Was przepraszam za to opóźnienie. Chciałabym żebyście włączyli sobie film:

W trakcie badań przesiewowych oczu u dzieci, nie da się wykryć wszystkich możliwych dolegliwości
wzrokowych.
Popatrzcie zatem co się stanie, jeśli zaniedbamy oczka naszych pociech.
W Kanadzie przeprowadzono eksperyment wzrokowy, w którym wzięły udział cztery nauczycielki. Po całym doświadczeniu odbyła się rozmowa na temat ich odczuć i wniosków. Panie podjęły  się wyzwania i zgodziły się aby zaprezentowano „na nich” niektóre problemy wzrokowe dzieci.

Pierwsza z nauczycielek była krótkowidzem – po prostu zabrano jej okulary i poproszono o to, aby spróbowała poradzić sobie bez nich. Drugiej za pomocą pryzmatu rozdzielono wrażenia wzrokowe. Po prostu widziała ona podwójnie (nie będę jeszcze przy tej okazji pisać czym jest konwergencja bo zapewne widzicie podpis „convergence insufficiency patient”, ale to jest dłuższy temat, o którym wkrótce Wam opowiem, a na razie skupmy się na tym, że nauczycielka widziała po prostu podwójnie). Jej oczy nie były w stanie współpracować i łączyć obrazów w jeden.
Trzeciej z kobiet, Michelle założono soczewkę kontaktową na prawe oko, aby odgrywało ono rolę tak zwanego „leniwego oka”. Bardzo szybka definicja leniwego oka? Po prostu obniżona ostrość wzrokowa. Leniwe oko niedowidzi, a takie dziecko nie posiada widzenia trójwymiarowego.
Ostatnia nauczycielka otrzymała soczewki kontaktowe z astygmatyzmem. To sprawiło, że nie widziała wyraźnie ani z bliska ani z daleka.
Efekty?
Badanie ostrości widzenia do dali – wszystkie panie odczytały małe litery na tablicy poza nauczycielką, która odgrywała dziecko krótkowzroczne (nie musiała udawać bo sama jest krótkowidzem).
Badanie ostrości wzroku do bliży – nauczycielki odczytywały podany tekst, ale z wielkim trudem. Ale odczytywały – to ważne.
Ostatnia pani, która nosiła soczewki z astygmatyzmem, zaczęła się skarżyć, że nie jest w stanie się na niczym skupić. Ani na ćwiczeniach, ani na tym, co mówił wykładowca. Ale zdała testy na ostrość wzroku.
O tym też jest tytuł całego ćwiczenia – 20/20 isnt’ everything, co znaczy ni mniej ni więcej co – Twoje dziecko może podczas badania wzorku skupić się i odczytać prawidłowo litery na pokazywanej mu tablicy, ale NIESTETY TO NIE DAJE GWARANCJI, że dziecko nie ma problemów ze wzrokiem.
Podkreślam raz jeszcze, dzieci nie wiedzą jak powinny widzieć prawidłowo. Jeśli są w stanie przy większym skupieniu coś odczytać to myślą, że robią to tak jak inni rówieśnicy, ale widocznie nie są tak utalentowane, czy mądre, aby robić to sprawniej. Zwróćcie uwagę na zachowanie nauczycielek. Bardzo szybko były zmęczone i rozdrażnione tłumacząc, że czują się tragicznie i nie są w stanie się skupić. Pomyślcie teraz – one przeżywały to przez chwilę. Dzieci nie mają wyboru. Nie zdejmą sobie z oka przeszkadzającej soczewki kontaktowej. Nie skazujcie swojego dziecka na takie CIERPIENIE. Bo tymi słowami trzeba nazwać sytuację, w której dziecko musi dzień w dzień funkcjonować z różnymi dysfunkcjami wzroku.
WNIOSEK? Zanim zaprowadzisz dziecko do szkoły – zaprowadź je na PORZĄDNE badanie wzroku do specjalisty, a przede wszystkim ROZMAWIAJ z dzieckiem i dopytuj o jego wrażenia wzrokowe podczas codziennego życia. I REAGUJ, kiedy zobaczysz nieprawidłowości w jego zachowaniu.