utworzone przez Justyna Nater | kwi 4, 2019 | Artykuły
Rodzice bardzo często zastanawiają się, czy mogą dawać swojemu dziecku do zabawy urządzenia elektroniczne i jeśli tak, to na jak długo. Przez zabawę mam na myśli oczywiście chociażby oglądanie bajek, czy w przypadku nieco starszych dzieci, granie w różnorakie gry. Zdania na ten temat są mocno podzielone i to nie tylko wśród rodziców, ale i wśród specjalistów.
Niedawno zwróciłam uwagę na słowa, jakie padły w jednej z audycji radiowych (nie chcę mówić jakiego radia, ale kto widział relację na Instagramie ten i tak wie, o które chodzi), które brzmiały mniej więcej tak – „W dzisiejszych czasach to tak naprawdę można znaleźć wyniki badań, które będą zawsze pasowały do tego, co chcemy akurat udowodnić i o czym powiedzieć.” Mogło być to powiedziane nieco inaczej, ale sens był dokładnie taki. W audycji mówiono właśnie o dzieciach korzystających z urządzeń elektronicznych. Do radia dzwonili rodzice, którzy przedstawiali swoje doświadczenia w tym temacie. I zupełnie szczerze muszę przyznać, że postawa rodziców podobała mi się dużo bardziej, niż postawa samych redaktorów, którzy reagowali żartobliwie na informacje o tym, że np. dane dziecko w ogóle nie korzysta z urządzeń elektronicznych. Ale temat nie dotyczy audycji radiowej, tylko ogólnego problemu.
A w czym jest ten problem?
Zauważyliście może, że kiedy rozmawia się na temat dostępu dzieci do urządzeń elektronicznych, porusza się głównie aspekty psychologiczne, rozwojowe, umysłowe itp.?
Z jednej strony dostajemy informację:
ogranicz dziecku czas z telefonem / tabletem, ponieważ:
– uzależni się,
– będzie miało problem z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem,
– będzie nerwowe,
– nie rozwinie w odpowiednim czasie umiejętności mówienia,
– będzie wolniej się rozwijać,
– będzie miało problemy ze snem,
– jest obawa, że trafi na niewłaściwe dla niego informacje, zdjęcia, aplikacje, gry
itp.
a jednocześnie:
pozwalaj dziecku na zabawy z urządzeniami elektronicznymi, ponieważ:
– rozwijają jego wyobraźnię,
– rozwijają umiejętności analityczne,
– budują pewność siebie, (…)
oglądałam też materiał BBC – „What are the Effects of Tablets and Smartphones on Babies’ Brains?„, który ma chyba za zadanie przekonać rodzica, że jednak dzieci korzystające z tabletów i smartfonów są bystrzejsze / mądrzejsze / inteligentniejsze ?
Nie podważając wniosków autorów, w filmie występuje jedynie sześcioro dzieci, o których my jako widzowie, nie wiemy nic więcej, jak wygląda ich życie codzienne, inne zajęcia, stan zdrowia itd. (Zanim obejrzycie powyższy film, przeczytajcie proszę tekst do końca.)
Chodzi mi jednak o to, że rodzice z każdej strony bombardowani są sprzecznymi informacjami na temat zalet i wad korzystania z urządzeń elektronicznych przez ich dzieci. A dodatkowo, jest w tym temacie coś, co działa na niektórych rodziców jak płachta na byka, bo bardzo często pod artykułami, infografikami, filmami i wszelkimi innymi materiałami z tym związanymi, pojawiają się komentarze
„Nie udawaj, że jesteś takim idealnym rodzicem.”
„A ja daję mojemu dziecku telefon i jakoś nie widzę po nim, żeby nieprawidłowo się rozwijało.”
„Nie oszukujmy się, nikt z nas nie ma siły, żeby zajmować się dzieckiem 24h/dobę. Jak chcę umyć talerze w spokoju, bajka w telefonie to jedyne rozwiązanie.”
Zwrócę Wam zaraz uwagę na jedno niezwykle ważne, a brakujące ogniwo w powyższym temacie zalet i wad urządzeń elektronicznych, ale najpierw kilka innych informacji…
Jak dziecko może nie wyciągać ręki po telefon, skoro rodzic trzyma w ręku coś świecącego, często kolorowego?
Jak dziecko ma nie być uzależnione od telefonu, skoro rodzic jest?
Nie chodzi o to, żebyście traktowali to personalnie, ja sama mam świadomość, że za często w ciągu dnia sięgam po telefon, już z samego powodu blogowania i robienia wielu rzeczy online. Nie jestem z tego dumna. Ale podczas ostatniego urlopu, kiedy na ponad tydzień schowałam telefon do kieszeni, poczułam taką ulgę i swobodę, że wiele bym dała, gdyby ta część pracy, którą w ten sposób wykonuję, mogła być wykonywana jakoś „analogowo”.
W czym jest problem jeśli chodzi o dorosłych?
Dzieci uczą się, naśladując, próbując, smakując, obserwując, dotykając itd. Dla dziecka rodzic, czy opiekun jest bezwzględnym autorytetem w zachowaniu (przynajmniej dopóki autorytetem nie stanie się kolega ze szkoły). Niektórzy rodzice mówią w gabinecie – „Daliśmy dziecku telefon tylko dlatego, że poszło do szkoły i wszystkie inne dzieci miały, a on nie. Czuł się gorszy!”
Wszystkie inne dzieci mają telefony w szkole, być może z tego samego powodu. Ewentualnie po to, aby móc kontaktować się z rodzicami, ale do tego przecież nie jest potrzeby smartfon ani tablet. Wystarczy urządzenie, które umożliwia wykonanie połączenia lub napisanie smsa – komórka.
Czym jest FOMO?
FOMO to skór od angielskiego Fear of Missing Out – czyli tak zwany lęk przed odłączeniem. Od świata zewnętrznego, od informacji, wydarzeń, od „życia”.
Pamiętam czasy, kiedy jeszcze w domu rodzinnym, żeby mieć Internet musiałam podłączyć długi biały kabel do naszego stacjonarnego telefonu. Kilkanaście sekund dziwnych kosmicznych dźwięków i pyk, połączenie z siecią. A po niecałej godzinie przychodziła mama, że odłącza kabel, bo musi zadzwonić do babci. Tak było. Nie mówiąc o tym, co było wcześniej, kiedy w domu nie było komputera, ani telefonu stacjonarnego. Wysyłało się kartki.
Dzisiaj? Jesteśmy online 24h. Dzisiaj słowa „weekend, wolne, urlop” nie mają racji bytu. Wystarczy pobrać pocztę, wystarczy wejść na Messengera, jeśli mamy tam znajomych z pracy. Nieważne, czy jest czwartek, godzina 22:00 – sms. Niedziela 15:00 – telefon. Wtorek 3:00 – mail. Jesteśmy bez przerwy online. I to nie jest zdrowe.
FOMO to nie pracoholizm, nie jest to również uzależnienie od samego Internetu. Chodzi o typowy lęk. FOMO ma konkretne objawy, które dotyczą kwestii zawodowych oraz prywatnych. Te objawy to bardzo często podenerwowanie oraz irytacja, problemy z koncentracją, czy poczucie zwiększonego poziomu stresu. Bardzo charakterystyczne jest też odczucie przytłoczenia ilością informacji, ale jednocześnie obawa przed odcięciem od nich. Żeby tego było mało, mamy do czynienia już nie tylko z FOMO, ale również HPVS – syndromem fantomowych wibracji. Okazuje się, że wiele osób doświadcza złudzenia wibrującego telefonu. Przyznajcie się sami przed sobą – czy to brzmi znajomo? Jest również takie określenie jak nomofobia (no mobile phone phobia) – lęk przed odłączeniem od telefonu i kontaktu z otoczeniem.
Kto jest ciekawy szczegółów dotyczących FOMO, polecam lekturę raportu „Polacy a lęk przed odłączeniem” z 2018 roku.
Kilka zdań wstępu z tego raportu: „Żyjemy w hiperinformacyjnym, sieciowym społeczeństwie. Współtworzymy je i rozwijamy, korzystając z coraz wydajniejszych i zaawansowanych urządzeń mobilnych, szerokopasmowych łączy internetowych oraz niezliczonych platform komunikacyjnych. Bez większych ograniczeń – ale i głębszej refleksji – uczestniczymy w cyfrowej (nie)rzeczywistości, poświęcając na nią coraz więcej czasu. Ciągle zalogowani, poszukujemy informacji, opinii, porad, rozrywki, chwili zapomnienia, przyjaźni i akceptacji. Pragniemy się dzielić, dyskutować, kupować, uczestniczyć, bywać, bawić się i relaksować, wyrażać siebie i swoje zdanie, obserwować innych, zachęcać i zniechęcać, chwalić i krytykować. Chcemy być zauważeni, chcemy nadążać, chcemy wyznaczać trendy, chcemy być JACYŚ.(…)
Jesteśmy przebodźcowani, przeinformowani, z jednoczesnym poczuciem „niebycia na bieżąco”, „niedoinformowania”, „niebywania”. Odnosimy wrażenie, że omija nas wszystko to, co dobre, ciekawe, wartościowe i ważne. Wypolerowane życie innych, pokazywane na mediach społecznościowych, staje się więc naszym niedościgłym i niespełnionym marzeniem.”
W tym raporcie jest genialna i trochę przerażająca grafika, która pokazuje procentowo, jak wygląda korzystanie z mediów społecznościowych – zaraz po przebudzeniu, w trakcie posiłku, w trakcie podróży, podczas spotkania ze znajomymi, czy nawet prowadzenia samochodu i przechodzenia przez jezdnię, kończąc oczywiście na korzystaniu z urządzeń elektronicznych dla sprawdzania mediów społecznościowych tuż przed zaśnięciem. Skala problemu jest ogromna.
Nie będę tutaj streszczać całego tego raportu, ale naprawdę warto się zapoznać z jego treścią.
Ja natomiast mam kolejny, chyba jeszcze bardziej „obrazowy” raport do wspomnienia przy okazji tego tekstu.
Kojarzycie zapewne firmę Symantec, głównie dzięki Norton by Symantec. Przedstawili oni raport „Moje pierwsze urządzenie” (cały raport, dostępny w języku angielskim), obejmujący badania przeprowadzone na grupie 7000 rodziców (dzieci w wieku od 5 do 16 lat) z krajów Bliskiego Wschodu w tym z Polski. Co ważne, ten raport zawiera nie tylko wyniki badań, dotyczących korzystania z urządzeń elektronicznych przez dzieci, ale również przez rodziców i mnóstwo wniosków, jakie mają rodzice, którzy sami właśnie z tych urządzeń korzystają, mając świadomość, że może to nie być najlepszy przykład do naśladowania dla ich dzieci.
Najbardziej zaskakującym wynikiem tego badania było to, że dzieci bardziej ceniły sobie otrzymanie do ręki urządzenia elektronicznego, niż słodyczy.
Przy okazji wspomnę tu jeszcze raport przeprowadzony z kolei przez Motorolę, z którego wynika, że dla wielu osób posiadanie takiego urządzenia elektronicznego i spędzanie czasu na jego użytkowaniu jest niemal równie ważne, jak posiadanie przyjaciela, czy spędzanie czasu z rodziną… Nie żartuję – TU możecie to zweryfikować.
W badaniach firmy Symantec, rodzice w większości przyznali, że zauważyli spadek jakości snu u dzieci i problemy z zasypianiem. (Powodem może być nie tylko pobudzenie grą, nerwowość i inne emocje, ale i światło niebieskie, o którym wiele razy już na blogu i w mediach społecznościowych wspominałam).
Trzy czwarte respondentów zdaje sobie również sprawę, że zarówno pozwala dzieciom na zbyt częste i zbyt długie korzystanie z urządzeń elektronicznych, ale jednocześnie nie daje im wcale lepszego przykładu, korzystając z tych urządzeń samodzielnie na oczach dzieci. Mało tego, rodzice zgłaszali w tych badaniach, że dzieci również potrafią im zwracać uwagę na ich czas spędzany np. ze smartfonem.
Wielu rodziców przyznało w tych badaniach, że owszem, chcieliby ograniczyć dzieciom czas spędzany z urządzeniami elektronicznymi, ale nie mają pojęcia jak to zrobić.
Powiecie może, że (załóżmy) 25 lat temu były już telewizory i dzieci też oglądały bajki. Fakt, sama oglądałam. Ale pomiędzy moją twarzą a ekranem telewizora zwykle były przynajmniej dwa metry, na pewno nie 15-30 centymetrów. Myślę, że u Was było podobnie.
No właśnie… uśredniając… 20 centymetrów. Kluczowa dla tego tekstu wartość, wreszcie dobijamy do brzegu.
Spójrzcie jak wiele analiz wspomnianych powyżej, zaleceń, porad, opisanych wad i zalet, dotyczy zachowania, charakteru, rozwoju psychicznego itp. Większość badań skupia się właśnie na tym, na pogorszeniu jakości snu, nerwowości, rozwoju emocjonalnym… Jeśli nie wyszukamy badań dotyczących TYPOWO wzroku dzieci, to trudno nam będzie znaleźć w ogólnych raportach choćby wzmiankę o nim.
Wzrok, który przekazuje nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. Najwięcej ze wszystkich zmysłów. Dziecięce oczka rozwijają się bardzo intensywnie i szybko przez pierwsze lata życia. Od ich rozwoju, od jakości i komfortu widzenia, od zdrowia dziecięcych oczu zależy NAPRAWDĘ bardzo WIELE. Mało tego, to w jaki sposób będzie się rozwijał wzrok, będzie miało wpływ na rozwój ogólny.
I teraz skupiamy się na psychice, na postawie ciała, na emocjach, na rozwoju mózgu, na bezsenności… A w jaki sposób rozwija się mózg? Oczy patrzą, a mózg widzi. Mózg potrzebuje oczu. Dziecko uczy się też rączkami, ale jeśli nie będzie miało wykształconej koordynacji oko-ręka, też pojawi nam się duży problem rozwojowy.
Dziecko trzyma smartphone, czy tablet w odległości 20-30 centymetrów od twarzy, a jeśli się dobrze przyjrzycie to często nawet bliżej. Wyobrażacie sobie jak ogromne jest to obciążenie dla układu wzrokowego?
Mówiliśmy niejednokrotnie o tym, czym jest akomodacja – zdolność naszych oczu do widzenia przedmiotów w różnych odległościach. Oko „akomoduje”, żeby zobaczyć wyraźnie tekst na smartfonie, który znajduje się blisko twarzy. Akomodacja jest rozluźniona, kiedy oczy patrzą w dal (dla oka już 6 metrów to „luźna dal”).
Nie raz nawet dorosłym opowiadam o tym, że jeśli pracują całymi dniami przy komputerze i chcą sobie zrobić przerwę od pracy, to warto robić realną PRZERWĘ, która nie polega na tym, że od komputera przejdziemy do smartfona. Może głowa i psychika będzie odpoczywać od pracy umysłowej, ale oczy będą pracować dalej, wysiłek może się nawet zwiększyć, jeśli ekran telefonu będzie bliżej niż ekran komputera – a zapewne tak właśnie będzie.
W październiku 2016 roku Amerykańska Akademia Pediatrii opracowała nowe wytyczne, dotyczące czasu, jakie dziecko mogłoby spędzać z urządzeniem elektronicznym w stosunku do wieku. Przedstawiają się następująco:
– do 18 miesiąca życia – nie powinno się umożliwiać dziecku dostępu do elektroniki,
– w okresie od 18 do 24 miesiąca życia, jeśli uważamy, że jest taka absolutna konieczność, tylko i wyłącznie programy o wysokiej jakości zarówno treści merytorycznych jak i jakości obrazu i najlepiej oglądamy z dziećmi, tłumacząc ewentualnie dany materiał,
– od 2 do 5 roku życia – godzina dziennie (z kontrolą treści i tłumaczeniem ich dziecku, nawiązując do życia codziennego),
– dawniej AAP zalecała, aby od 6 do 18 roku życia zezwalać na maksymalnie dwie godziny dziennie, obecnie mówi się po prostu o tym, aby ten czas mocno kontrolować, wiedzieć z czego dziecko korzysta, co ogląda, odciąć wiele czynności życia codziennego od świata elektroniki – np. wspólne jedzenie posiłków oraz wyodrębnić w domu strefy wolne od elektroniki, między innymi sypialnię. Ważna jest też odpowiednia ilość aktywności fizycznej.
I teraz kilka słów odnośnie wzroku – jeśli pozwalamy dziecku, a później nastolatkowi na korzystanie z urządzeń elektronicznych, to przestrzegajmy chociaż regularnych przerw od pracy wzrokowej. Najpopularniejszą metodą jest 20/20/20 – czyli co 20 minut, patrzymy na 20 sekund, na odległość minimum 20 stóp (około 6 metrów), jednak nie chodzi tu o to, aby stać ze stoperem w ręku nad dzieckiem i co dwadzieścia minut odrywać go, prowadzić na dwór, czy do okna i kazać patrzeć daleko. Takie przerwy można robić sprytnie. Zaciekawić czymś dziecko. Zaproponować wspólne wypicie herbaty, wykonanie jakiejś dowolnej czynności domowej, nawet krótki spacer, zabawę, która nie dotyczy urządzenia elektronicznego, cokolwiek. Przerwy wzrokowe są BARDZO ważne.
Dodatkowo – koniecznie powinno się zwracać uwagę na to, czy dziecko MRUGA, korzystając ze smartfona czy tabletu. Jeśli widzimy, że wpatruje się w ekran bardzo intensywnie to przypominajmy o mruganiu, dosłownie lub odwracajmy na chwilę jego uwagę. Dziecko musi mrugać, aby powieki mogły po powierzchni oczu rozprowadzać łzy i odpowiednio je nawilżać. Coraz więcej dzieci ma nie tylko problem z napięciem akomodacji, ale również właśnie z suchym okiem, które kiedyś występowały dopiero z wiekiem. Suche oko wpływa nie tylko na sam dyskomfort, ale również na jakość widzenia.
Pamiętajmy o emitowanym przez urządzenia świetle niebieskim. W tej postaci jest go zdecydowanie za dużo – skorzystajmy z aplikacji ograniczających to światło na urządzeniach – ale nie chodzi o zmniejszanie jasności ekranu tylko o typowe użycie aplikacji odcinającej światło niebieskie. Oprócz tego, że światło niebieskie negatywnie wpływa na rytm dobowy, na hamowanie produkcji melatoniny – stąd bierze się bezsenność lub sen słabej jakości – może ono również przyczyniać się do rozwoju chorób siatkówki na dnie naszych oczu (a siatkówka przecież, jak matryca w aparacie, odpowiedzialna jest za nasze widzenie) i innych struktur oka.
Naukowcy z Brien Holden Vision Institute opublikowali w 2015 roku z okazji Światowego Dnia Wzroku artykuł, z którego wprost wynika, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna, a jedna piąta całkowicie utraci wzrok właśnie z powodu krótkowzroczności. Ten wpis na stronie Instytutu Briena Holdena możecie przeczytać TUTAJ. Może ktoś zapyta – „Ale jak to? Stracić wzrok przez krótkowzroczność? Przecież to wada wzroku, nie choroba.” A to zależy. Bo jeśli krótkowzroczność rośnie i nie da się tego przyrostu zahamować, to w pewnym momencie staje się ona zagrożeniem dla widzenia i mówi się o tak zwanej krótkowzroczności degeneracyjnej. Stąd tak ważne jest, aby dzieci spędzały więcej czasu na świeżym powietrzu, a nie wpatrzone w ekrany urządzeń elektronicznych, bo to właśnie jeden z powodów narastania krótkowzroczności – długotrwała i częsta praca wzrokowa w bliskich odległościach. We wspomnianym artykule specjaliści zalecają dzieciom spędzanie MINIMUM dwóch godzin dziennie na świeżym powietrzu.
Jeśli natomiast jesteście zainteresowani raportem WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) na temat krótkowzroczności, to jest dostępny TUTAJ.
I co z tego wszystkiego wynika?
Raporty brzmią groźnie, ale czy jesteśmy w stanie realnie poradzić sobie z tym problemem w dzisiejszym świecie pełnym elektroniki?
Drogi Rodzicu, przede wszystkim pamiętaj o tym, że nikt nie chce oceniać Ciebie i Twojego wychowywania dziecka. Koniec końców to Ty zrobisz, jak uważasz. Nikt nie jest „w Twoich butach”, nikt nie wie, czy jest Ci łatwo, czy ciężko i jeśli tak, to jak bardzo.
Ten tekst ma tylko wskazać na realny problem. Zwrócić uwagę na bagatelizowanie spraw związanych z rozwojem wzroku dziecka. W związku z powyższym mam kilka porad, które być może przydadzą się w zmianie domowych nawyków, związanych z obecną w domu elektroniką.
Zacznijmy od wzroku…
– najważniejsze są regularne badania wzroku – Twojego dziecka i Twoje również,
– pierwsze badanie wzroku powinno się odbyć w wieku 4-6 miesięcy, kolejne za rok lub w terminie, jaki zaleci specjalista,
– dziecko do 18 miesiąca życia nie powinno mieć styczności z urządzeniami elektronicznymi,
– jeśli decydujesz się na to, że dziecko otrzyma do rąk jakiekolwiek elektroniczne gadżety, pamiętaj, aby – miało zapewnione regularne i konkretne (wartościowe) przerwy od tej pracy wzrokowej oraz żeby regularnie mrugało, a także o wszelkich filtrach światła niebieskiego na urządzeniu – zwróć również uwagę na to, w jakiej odległości dziecko trzyma urządzenie, jeśli za blisko, pokazuj mu w jakiej odległości powinno je trzymać – im dalej tym lepiej.
Poza tym…
– staraj się nie pokazywać przy maluszku z telefonem w ręku, korzystaj z urządzeń tak, żeby dziecko nie przyglądało się Tobie, kiedy to robisz, dzięki temu zmniejszysz jego zainteresowanie urządzeniem,
– kontroluj treści, z których dziecko korzysta,
– rozmawiaj o korzystaniu z elektroniki, tłumacz dlaczego nie zawsze może korzystać z telefonu,
– postaraj się nie pozwalać dziecku korzystać z telefonu w sypialni, po obudzeniu i przed zaśnięciem – będzie miało dużo lepszy i głębszy sen,
– warto pomyśleć nad wydzieleniem w domu przestrzeni wolnych od elektroniki, takich jak sypialnia właśnie,
– używaj programów zabezpieczających, tłumacz dziecku konsekwencje publikowanych przez nie treści (to oczywiście, kiedy dziecko jest już trochę starsze),
– postaraj się nie łączyć posiłków dziecka z korzystaniem z elektroniki – aby posiłek nie stał się czynnością wykonywaną „przy okazji”, a był czasem wspólnym dla rodziny.
Takich porad byłoby o wiele więcej w kwestiach psychologicznych i emocjonalnych. Usłyszałam kiedyś bardzo wartościowe słowa koleżanki, która ma kilkoro dzieci, do kolegi, który spotkał się z nami, kiedy na świecie pojawiło się jego pierwsze :
– „Buduj relację dziecka z tobą, nie z telefonem.”
Pomyślałam, że w dobie wszechobecnych hashtagów, dobrym hashtagiem mógłby być w tym temacie
#podajrękęnietelefon
Podaj rękę, nie telefon.
Przytul.
Żadne urządzenie elektroniczne nie zastąpi dziecku miłości.
_____
- http://www.techomag.com/positive-negative-impacts-digital-devices/
- https://www.brienholdenvision.org/news/item/57-1-billion-people-at-risk-of-blindness-by-2050.html
- https://www.aap.org/en-us/about-the-aap/aap-press-room/Pages/American-Academy-of-Pediatrics-Announces-New-Recommendations-for-Childrens-Media-Use.aspx
- https://www.omicsonline.org/open-access/the-impact-of-using-gadgets-on-children-2167-1044-1000296.pdf
- https://uk.norton.com/internetsecurity-kids-safety-what-age-should-children-own-their-own-mobile-device.html
utworzone przez Justyna Nater | mar 16, 2019 | Artykuły
Zapraszamy do Gdyni w dniach 19-20 października!
Wykłady w sobotę przeznaczone są dla specjalistów – okulistów, optometrystów, optyków, ortoptystek, tyflopedagogów…
Niedziela dla wszystkich zainteresowanych!
Tematyka konferencji – oczywiście wzrok, ale w wielu aspektach:
– optometria,
– okulistyka,
– neurologia,
– farmakologia,
– słabowidzenie i tyflopedagogika,
– wzrok dzieci,
– wzrok kierowców,
– suche oko,
– dietetyka,
– higiena brzegów powiek,
– facefitness !
– oprawy okularowe,
– soczewki okularowe,
– soczewki kontaktowe,
i to nie wszystko. Przecież muszą być jakieś niespodzianki !
Do zobaczenia w Gdyni już w październiku!
Bilety dostępne na stronie
www.eyecareconference.com

utworzone przez Justyna Nater | lis 2, 2018 | Artykuły
Pierwsza w Polsce konferencja dedykowana zarówno specjalistom ochrony wzroku, jak i pacjentom, już za nami!
Pozostały rewelacyjne wspomnienia!
Wydarzenie, nad którym pracowaliśmy ponad 1,5 roku okazało się naprawdę dużym sukcesem, frekwencja i zainteresowanie przerosły nasze oczekiwania.
Jestem bardzo wdzięczna wszystkim osobom i firmom, które pomogły nam w realizacji tego wspaniałego wydarzenia
Dziękuję wszystkim, którzy z nami byli i tym, którzy być nie mogli, ale wspierali, dzwonili, pisali, trzymali kciuki!
Arturowi
Grzegorzowi
oraz mojemu cudownemu Mężowi, który jest autorem zdjęć i który odpowiadał za wszystkie kwestie techniczne – organizacyjne :)
To był fantastyczny weekend!
Zapraszamy już dzisiaj na Eye Care Conference 2019 – 19-20 października 2019!
Szczegóły zdradzimy na początku kolejnego roku :)
utworzone przez Justyna Nater | sie 1, 2018 | Artykuły
Większość osób, które do tej pory na co dzień nosiły wyłącznie okulary i nagle próbują swoich pierwszych soczewek kontaktowych (koniecznie dopasowanych indywidualnie po pełnym badaniu wzroku u kontaktologa), ekscytuje się ze szczęścia. I nic dziwnego. Soczewki są prawie niewidoczne na oku, można zdjąć z nosa okulary, wydawać by się mogło pełnia szczęścia, a zwłaszcza pełna swobody…
Ale właśnie o tej swobodzie dzisiaj chciałabym pomówić.

To nie do końca jest tak, że soczewki zwalniają nas z obowiązku przejmowania się naszymi oczami i dbania o nie. Jest wręcz odwrotnie.
Niedbalstwo, brak prawidłowej higieny, problemy z systematycznością działania… to wszystko może doprowadzić do różnego rodzaju problemów, podrażnień, zapaleń na powierzchni oka, a nawet! (mówię poważnie) do utraty widzenia.
Dlatego przygotowałam dla Was listę
12 czynności, których absolutnie NIGDY nie wolno robić,
będąc użytkownikiem soczewek kontaktowych.
- Zakładanie, zdejmowanie, dotykanie soczewek kontaktowych brudnymi rękoma
Nigdy przenigdy nie wolno tego robić. Ręce absolutnie ZAWSZE muszą być czyste. I dodatkowa uwaga – to, że dwie minuty temu je umyliśmy, ALE następnie, ZANIM założyliśmy na oczy soczewki, zdążyliśmy chwycić naszego smartfona, poprzeglądać zdjęcia na Instagramie i wymienić dwa zdania ze znajomym na Messengerze, nie oznacza, że ręce nadal są czyste po ich umyciu. NAWET, jeśli wciąż pachną naszym ulubionym mydełkiem. Należy umyć je ponownie i dokładnie osuszyć, a dopiero wtedy „majstrować” przy soczewkach. W przeciwnym razie wszystkie bakterie, jakie znajdują się na naszym smartfonie, a uwierzcie mi, jest ich MASA, trafią na nasze oczy.

- Używanie starego płynu do soczewek kontaktowych, brak jego regularnej wymiany, używanie płynu po terminie ważności
Wielofunkcyjny płyn do soczewek kontaktowych jest świetnym środkiem do czyszczenia, dezynfekcji i przechowywania soczewek, dopóki nie zaniedbamy jego regularnej wymiany w pojemniku, w którym te soczewki przechowujemy lub dopóki nie będziemy do niego podchodzili na zasadzie – używam dopóki się nie skończy / używam dopóki nie „zakwitnie”. (Z tym zakwitaniem przepraszam, ale taka wypowiedź autentycznie kiedyś padła, po moim pytaniu o to, jak długo pacjent używa płynu.) Jeśli nie stosujemy się do zaleceń producenta w kwestii jego regularnej wymiany i prawidłowego użytkowania, to po części można to porównać do sytuacji, w której nasze soczewki „pielęgnujemy” taką „zupką bakteryjną”. Niewłaściwe użytkowanie płynu do soczewek może nieść wiele poważnych konsekwencji dla zdrowia oczu. Absolutnie nie wolno tak postępować.

- Zapominanie o konieczności CODZIENNEGO oczyszczania pojemnika na soczewki kontaktowe
To bardzo częste zjawisko, że użytkownicy soczewek kontaktowych nie pamiętają / lub mówią, że nie wiedzieli, że sam pojemnik, w którym przechowuje się soczewki kontaktowe, też powinien być regularnie czyszczony i dezynfekowany. W przeciwnym razie nie pomoże nawet nalewanie do niego świeżego płynu, ponieważ będzie on od razu zanieczyszczony przez tak zwany biofilm, który wytwarza się na ściankach pojemnika. Pojemnik, w którym przechowujemy soczewki kontaktowe powinien być również regularnie wymieniany na nowy. Najczęściej pojemniczki dołączane są w salonach optycznych do zestawów z płynem, czy z soczewkami – to zawsze dobry moment na wymianę. Bardzo ważne jest również, aby nie używać X pojemników jednocześnie – np. jeden w domu u rodziców, jeden w domu u dziewczyny, jeden w łazience, jeden w pokoju itp. itd. – JEDEN pojemnik, codzienne oczyszczanie i regularna wymiana. (Jeśli nie chce nam się „bawić” w przechowywanie soczewek kontaktowych i czyszczenie pojemnika, rozwiązaniem są soczewki jednodniowe – zakładamy rano, ściągamy wieczorem, problem z głowy.)

- Zapominanie o tym, że umyty pojemnik na soczewki kontaktowe KONIECZNIE należy osuszyć
Po każdorazowym umyciu pojemnika, bezwzględnie należy go dobrze osuszyć. Bakterie lubią się namnażać w wilgoci, a więc istotne jest, aby nie miały takiej możliwości w pojemniku, który ma służyć bezpiecznemu przechowywaniu soczewek. Płyn w pojemniczku znajduje się w nim tylko wtedy, kiedy znajdują się w nim soczewki i zawsze musi być świeży.
- Zapominanie o codziennym mechanicznym oczyszczaniu soczewek kontaktowych
Z obowiązku codziennego mycia soczewek kontaktowych zwolnione są wyłącznie osoby używające soczewek jednodniowych, które zakładają je na oczy rano, a ściągają pod wieczór lub po kilku godzinach. W każdym innym przypadku konieczna jest prawidłowa pielęgnacja, dezynfekcja i przechowywanie soczewek. Od tego zależy zdrowie powierzchni oka oraz tolerancja na soczewki kontaktowe. Jeśli nie mamy pewności co do tego, jak w prawidłowy sposób pielęgnować soczewki kontaktowe, poprośmy naszego kontaktologa o zademonstrowanie całego procesu oraz odpowiednie instrukcje.
- Wkładanie soczewek kontaktowych do buzi / pod język
Z jakiegoś powodu są osoby, które myślą, że usta, ślina, miejsce pod językiem to rewelacyjna lokalizacja do przechowania soczewki, kiedy coś się z nią stanie, spadnie na ziemię, pobrudzi się lub zapomnimy pojemnika, a musimy soczewkę na chwilę wyjąć z oka. Zdecydowanie NIE. W ustach mamy całą masę niebezpiecznych dla oczu bakterii, więc wkładanie soczewek do buzi jest naprawdę bardzo złym pomysłem.

- Przenaszanie soczewek kontaktowych
Teorie spiskowe o tym, że producenci SK celowo skracają możliwy czas użytkowania soczewek kontaktowych, aby zarobić na klientach… (i tak naprawdę „soczewkę miesięczną można nosić na oku nawet trzy miesiące”) …to kompletna bzdura. Zawsze stresuje mnie bardzo, kiedy pacjent mówi, że owszem nosi soczewki miesięczne, ale nosi je tak długo, aż nie zacznie odczuwać dyskomfortu albo po soczewce nie będzie naprawdę widać, że już jest zużyta. To przerażające podejście do tematu. Producenci soczewek kontaktowych wyznaczają termin ich ważności oraz możliwy czas ich użytkowania, zgodnie z wynikami setek przeprowadzonych badań… Tak, aby zapewnić jak najbezpieczniejszy produkt i komfort noszenia.
Bardzo częsta opowieść pacjentów brzmi tak: „Nosiłem soczewki kontaktowe miesięczne. Miesiąc minął, pomyślałem że zanim kupię nowe, ponoszę jeszcze kilka dni, na pewno nic się nie stanie. Potem nie odczuwałem dyskomfortu, więc nosiłem kolejnych kilka dni. I tak dalej, aż do dwóch / trzech miesięcy.” Trochę rosyjska ruletka. Nie wyobrażam sobie tak ryzykować. Naprawdę nie warto!
Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli komuś udało się funkcjonować w ten sposób przez jakiś czas, to może być trudno wytłumaczyć mu, że nie jest to bezpieczne, bo przecież „on tak robi i nic się nie dzieje”. To może nie jest dobre porównanie, ale chociaż odrobinę analogii – bez pasów bezpieczeństwa w samochodzie też „da się” jeździć. Tyle tylko, że jak się w końcu zdarzy wypadek, to wiadomo jak to się może skończyć. W przypadku soczewek kontaktowych – nawet utratą wzroku.

- Spanie w soczewkach kontaktowych
Wymyśliłam kiedyś bardzo ambitne haiku o spaniu w soczewkach kontaktowych. Brzmiało tak:
„NIE, NIE, NIE, NIE, NIE, NIE, NIE.”
Nie drążmy tematu, czy to jest haiku, czy nie jest, ogólnie rzecz biorąc – krótko, zwięźle i na temat – NIE ŚPIMY w soczewkach kontaktowych, chyba że są to soczewki ortokeratologiczne, lub zastosowane jako opatrunek, lub specjalista wyraźnie zalecił, aby nie zdejmować ich do spania, lub pozwolił w nich spać okazjonalnie (– pod warunkiem częstszych kontroli u kontaktologa). W każdym innym wypadku ściągamy z oczu na noc NAWET soczewki, które w nazwie mają słowo „night”.

- Pozostawianie środków do makijażu na soczewkach kontaktowych
Drogie Panie, jeśli podczas wykonywania makijażu dotkniecie końcówką jakiegoś aplikatora – np. szczoteczką od tuszu do rzęs – powierzchni soczewki kontaktowej – taka soczewka wymaga oczyszczenia. Rogówka jest silnie unerwiona, więc takie, kolokwialnie mówiąc, pacnięcie w oko byłoby bardzo bolesne, gdyby dotyczyło typowo powierzchni oka. Kiedy jednak na rogówce znajduje się soczewka to uczucie nie jest tak nieprzyjemne i czasami wydawać by się mogło, że nic się nie stało, a kosmetyk spłynie / zejdzie z powierzchni soczewki, pod wpływem łez. Nie. Taka soczewka wymaga oczyszczenia i dezynfekcji, nie wymagajcie od swoich oczu zbyt wiele, one i tak na co dzień mają naprawdę masę roboty do wykonania. Takie atrakcje są im zupełnie niepotrzebne.

- Noszenie soczewek kontowych podczas występującego podrażnienia lub stanów zapalnych oka
To właśnie jeden z powodów, dla których absolutnie każdy użytkownik soczewek kontaktowych powinien mimo wszystko mieć chociaż jedną awaryjną parę okularów. Kiedy tylko czujemy, że oczy są podrażnione zdejmujemy soczewki / konsultujemy się z kontaktologiem / nie nosimy soczewek w trakcie występowania podrażnienia oraz ewentualnego leczenia.

- Pływanie, kąpanie się, narażanie soczewek kontaktowych na kontakt z wodą
Soczewki kontaktowe NIE LUBIĄ wody. Żadnej – ani na basenie, ani w jacuzzi, ani z kranu, ani pod prysznicem… W wodzie pływa sobie mnóstwo różnych mikroorganizmów, bakterii… które mogą dosłownie zdewastować powierzchnię naszych oczu, jeśli nie zadbamy o odpowiednią dezynfekcję soczewek kontaktowych.
Na basen w soczewkach? Ok, ale tylko w połączeniu z okularkami pływackimi. Jeśli kiedykolwiek woda dostanie się do Twoich oczu, a będą na nich obecne soczewki kontaktowe – ZAWSZE zdejmujesz soczewki, dezynfekujesz je i przepłukujesz. Na basen wyłącznie jednodniowe i nigdy bez dodatkowej ochrony w postaci okularków. Dla pełnego bezpieczeństwa polecam zapoznać się z ofertą korekcyjnych okularków pływackich (tak, można takie wykonać!) w salonach optycznych.

- Pocieranie oczu
Nawet jeśli nie jesteśmy użytkownikami soczewek kontaktowych, starajmy się NIGDY nie trzeć oczu! Pocieranie powierzchni oka (przez powiekę oczywiście), grozi odkształceniem rogówki i w konsekwencji nawet wystąpieniem stożka rogówki, który jest niezwykle trudny w korekcji, powoduje problemy z ostrym widzeniem, rogówka ulega wybrzuszeniu, a następnie scieńczeniu, co może prowadzić nawet do jej miejscowego przerwania. Bardzo często stożek rogówki wymaga przeszczepu całej rogówki.

utworzone przez Justyna Nater | maj 9, 2018 | Artykuły
Przeważnie, kiedy porusza się temat ochrony oczu przed szkodliwym promieniowaniem UV, mówi się głównie o tym, żeby nie kupować okularów przeciwsłonecznych na bazarze, ale u optyka. I na tym często temat się kończy. Tutaj też już wcześniej mogliście przeczytać tego typu wpisy, które dotyczyły wyłącznie szkodliwości bazarowych okularów przeciwsłonecznych.
Niedawno trafiłam na pewnym profilu na Instagramie, na zdjęcie kierowcy samochodu w dwóch parach okularów – jednej korekcyjnej, a drugiej przeciwsłonecznej – z podpisem „odwieczny problem okularników”, a kiedy skomentowałam to zdjęcie, okazało się, że autor nie miał pojęcia o istnieniu wygodnych dla siebie rozwiązań dotyczących ochrony oczu przed słońcem. Dlatego właśnie postanowiłam zebrać wszystkie możliwości w jeden tekst. Żeby po jego przeczytaniu było już wiadomo, że ochrona oczu przed promieniowaniem UV, to nie tylko te gotowe okulary przeciwsłoneczne, które są dostępne w salonach optycznych.
Rozwiązań jest wiele i właśnie tych rozwiązań będzie dotyczył poniższy wpis.
Zacznijmy jednak od podstaw, bo mogą tu trafić osoby, które nie czytały nigdy żadnych innych wpisów na tym blogu, a wiedza powinna być zawsze w jednym miejscu.
Dlatego krótko – czym jest właściwie promieniowanie UV i dlaczego jest szkodliwe dla naszych oczu?
Promieniowanie ultrafioletowe obecne jest przez cały rok, nie tylko latem i nie tylko na plaży. Promienie słońca, zawierające to promieniowanie, odbijają się od różnych powierzchni w różnym stopniu.
Promieniowanie ultrafioletowe (UV) dzielimy na trzy zakresy:
UV-A od 380 nm do 320 nm,
UV-B od 320 nm do 290 nm,
UV-C od 290 nm do 200 nm.
I być może nic Wam to nie mówi, dlatego jeszcze taka grafika poglądowa:

Zewnętrzne czynniki ryzyka
Prawdę powiedziawszy, każdy kto spędza dużo czasu na świeżym powietrzu, jest narażony na działanie promieniowania UV i niestety nawet chmury nie chronią nas przed jego działaniem. Na pewno niejednokrotnie mieliście okazję zdziwić się, że opaliła Wam się skóra pomimo tego, że dzień był pochmurny. Ano właśnie.
Problem z promieniowaniem ultrafioletowym jest taki, że go nie widać. Stąd też bierze się mylne przeświadczenie, że osłonięcie oka ciemnym barwionym plastikiem wystarczy, żeby to promieniowanie odciąć. Niestety bez odpowiedniego filtra nie ma o tym mowy.
Ryzyko uszkodzeń oczu promieniowaniem ultrafioletowym jest zmienne, zależy od kilku czynników zewnętrznych:
– od położenia geograficznego w jakim się znajdujemy, im dalej od równika, tym ryzyko mniejsze;
– od wysokości na jakiej się znajdujemy – im wyżej tym więcej UV (dlatego w górach tak ważne są bardzo ciemne okulary z wysokiej jakości filtrem);
– oczywiście od pory dnia – najmocniejsze promieniowanie UV jest wtedy, kiedy słońce znajduje się najwyżej na nieboskłonie;
– od otoczenia – kiedy znajdujemy się na otwartej przestrzeni, na śniegu, na piasku, nad wodą – promienie słońca odbijają się od tych powierzchni (śnieg odbija nawet około 85% UV), co skutkuje tym, że często jeszcze dodatkowo podwajają ilość szkodliwego promieniowania UV;
– od aktualnie przyjmowanych leków – niektóre leki powodują zwiększoną wrażliwość organizmu na promieniowanie UV – warto rozmawiać o tym z lekarzami, farmaceutami i czytać ulotki, które najczęściej ostrzegają przed ekspozycją na słońce, jeśli mogą wywołać dodatkowe podrażnienie.
Film łzowy, rogówka i ciecz wodnista pochłaniają promieniowanie poniżej 290 nm i częściowo z zakresu 290-315 nm, co oznacza, że część UV-B i cały UV-A dociera do soczewki.
(Ważna uwaga – żadne promieniowanie nie działa na tkanki oka, jeśli nie jest przez nie pochłaniane. To promieniowanie, które jest przepuszczane przez ośrodki optyczne oka jest dla tych struktur nieszkodliwe.)
Promieniowanie ultrafioletowe może uszkodzić powieki, rogówkę, soczewkę wewnątrzgałkową, a także może prowadzić do trwałych uszkodzeń siatkówki, które znacznie pogarszają widzenie, a w najmniej optymistycznych przypadkach powodują utratę wzroku.
To, co się dzieje z oczami po ekspozycji na słońce może, ale nie musi dawać żadnych objawów przez naprawdę długie lata. Uszkodzenia oczu, wynikające z działania szkodliwego promieniowania UV, są w większości przypadków nieodwracalne.
Zmiany chorobowe spowodowane promieniowaniem UV to: słoneczne zapalenia spojówki i rogówki, skrzydlik, tłuszczyk, zaćma, zwyrodnienie plamki żółtej (AMD) oraz nowotwory skóry i powiek.
Tych, którzy nie dbają o prawidłową ochronę oczu przed słońcem, mogą dotyczyć takie objawy jak: łzawienie, swędzenie i podrażnienie powiek, zwężenie źrenic, bóle migrenowe głowy, dyskomfort i światłowstręt, uczucie piasku pod powiekami, czy silny ból.
Widziałam kiedyś komentarze jednego „mądrego” człowieka w internecie, że optycy chcą na nas zarobić, dlatego reklamują okulary przeciwsłoneczne, a przecież ludzie w Afryce takich nie noszą i są szczęśliwi i „nic im nie dolega”… Nic im nie dolega… To ciekawe, biorąc pod uwagę, jak wiele misji w Afryce dotyczy właśnie ratowania wzroku tych ludzi, między innymi głównie właśnie usuwania zaćmy w ich oczach, która jest niesamowicie częstą przypadłością. Jak myślicie, dlaczego?…
Jedna z takich akcji: https://www.iapb.org/sib-news/africa-eye-foundation-cameroon/
Dzieci również potrzebują ochrony UV!
Jest wiele opinii dotyczących tego, czy dzieci powinny, czy nie powinny nosić okularów przeciwsłonecznych. Wyjaśnijmy sobie zatem dwie kwestie…
Po pierwsze:
Siatkówka w oku dziecięcym pochłania dużą ilość promieniowania UV, głównie UV-A. Struktury dziecięcych oczek są znacznie bardziej przezierne od struktur w oczach dorosłego człowieka, a ich zdolność filtracyjna jest z tego powodu bardzo mała.
(Na szybko jeszcze przy okazji dopowiem, że u osoby starszej działanie filtracyjne struktur oka w dużym stopniu chroni siatkówkę przed promieniowaniem UV. Jeśli jednak usuniemy soczewkę z powodu zaćmy, siatkówka przestanie być chroniona, ryzyko jej uszkodzenia przez promieniowanie ultrafioletowe wzrośnie.)
Ale po drugie:
Oczy dzieciaczków muszą się rozwijać. Jeśli całkowicie odetniemy tym oczom dopływ światła za pomocą ciemnych barwionych soczewek, zaburzymy ten proces i siatkówki nie będą się prawidłowo rozwijać, w tym widzenie barw, poczucie kontrastu itp.
Trzeba zatem znaleźć pewien „złoty środek”. Oczy dzieci na pewno potrzebują ochrony przed promieniowaniem UV, to nie ulega wątpliwości, a najgorsze co rodzice mogą im zrobić to właśnie te tanie, kolorowe okularki przeciwsłoneczne od pana Mietka, handlującego kremami przy plaży. Kremik można kupić, okulary zostawcie na przetopienie.
Gdzie jest zatem ten „złoty środek”?
Wszelkiego rodzaju czapeczki, które osłaniają buźkę, zadaszenia wózków, osłonki do przyczepienia do wózka, żeby słońce nie świeciło bezpośrednio na twarz dziecka. Jeśli wiemy, że dziecko będzie się bawiło na plaży podczas naszego urlopu w pełnym słońcu – na pewno okulary przeciwsłoneczne z dobrym filtrem. To samo nad wodą, czy na śniegu, kiedy mamy silne nasłonecznienie. W tropikalnych klimatach, kiedy podróżujemy z dzieckiem do krajów, gdzie tego słońca jest więcej i jest silniejsze oraz zawsze wtedy, kiedy dziecko przebywa na powietrzu w bardzo słoneczny dzień, a dodatkowo słońce może odbijać się od powierzchni, które to dziecko otaczają (właśnie np. piasek, czy woda).
Natomiast na pewno takie okulary nie mogą się znajdować na nosie młodego człowieka przez cały czas, bo całkowitym odcięciem światła możemy spowodować więcej złego niż dobrego. Najlepiej udać się do salonu optycznego, który ma asortyment dla dzieci i zapytać optyka, optometrysty, czy okulisty o zdanie. No i przede wszystkim regularnie badać dzieciom wzrok!
Przejdźmy zatem do wszystkich możliwych opcji, dzięki którym możemy chronić nasze oczy przed szkodliwym promieniowaniem UV.
– Nakrycie głowy – powiecie – Banał! – A wiele osób o nim zapomina… Kapelusz lub czapka z daszkiem, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nasze okulary przeciwsłoneczne nie są pełne i nie zakrywają całych oczu. Ostatnio bardzo modne są kocie i bardzo wąskie okulary przeciwsłoneczne, takie jak na przykład te:

foto: Fashionista.com
Ale szczerze? Takie okulary nadają się chyba wyłącznie do pięknych sesji zdjęciowych, bo niezupełnie spełniają swoją podstawową rolę – ochrony oczu przed UV.
– Okulary przeciwsłoneczne – takie z prawdziwym filtrem UV – dostępne są w kilku kategoriach. Warto jednak pamiętać nie tylko o tym, że soczewki w tych okularach mają posiadać filtr. One mają również dobrze leżeć na twarzy, mają osłaniać oczy nie tylko od promieni padających na wprost. Powinny mieć odpowiednią krzywiznę i dobrze, żeby były jak najbardziej zabudowane (mogą mieć osłonki boczne) lub przylegające do twarzy (z odpowiednio wyregulowanymi zausznikami) w taki sposób, żeby promieniowanie UV nie dostawało się do naszych oczu z żadnej strony. Warto zwrócić również uwagę na wykończenie nanośników.
Od wcześniej wspomnianej kategorii filtra zastosowanego w soczewkach okularowych zależy stopień przepuszczania światła i ochrony przed promieniowaniem.
Są cztery kategorie zabarwienia, podaje się również kategorię 0, jako soczewki bezbarwne lub o zabarwieniu bardzo delikatnym.
Jedna mała dygresja. Do jazdy samochodem w ciągu dnia nie są dozwolone soczewki z filtrem kategorii 4. Nocą zaś filtrem dozwolonym do jazdy jest jedynie ten o kategorii 0, czyli po prostu soczewki bezbarwne lub delikatnie barwione.
Jak to wygląda przy pozostałych czterech kategoriach?

(Jeśli myślicie, że znam te zakresy na pamięć to muszę Was rozczarować, mam po prostu pod ręką katalog produktów firmy HOYA. Jednego z moich dwóch ulubionych producentów soczewek okularowych.)
I jeszcze jedna sprawa – pewność, że model okularów spełnia europejskie wymogi! Między innymi:
– Norma PN-EN 166:2005 – Ochrona indywidualna oczu — Wymagania,
– Dyrektywa 89/686/EWG – Dyrektywa Środków Ochrony Indywidualnej PPE (uaktualniana),
– Norma PN-EN ISO 12312-1:2014-02 – Ochrona oczu i twarzy – Okulary przeciwsłoneczne i odpowiadające im ochrony oczu,
(w Internecie możecie znaleźć informację o Normie EN 1836+A1:2009, ale została ona wycofana i zastąpiona powyższą.),
– Międzynarodowa Norma ISO 9001:2000 – dotycząca standardów jakości,
i wreszcie znany nam wszystkim znak
– CE – Conformité Européenne – zgodny z dyrektywami Unii Europejskiej
ALE ten prawdziwy znak CE. Nie ten, który oznacza „China Export”. Daliście się kiedyś na to nabrać?

Bo niespodzianka! Te takie kolorowe plastikowe okulary, które wiszą na stojaczkach przy plaży przecież mają „CE”, prawda? One wszystkie zawsze mają CE… No to teraz spójrzcie na to…
Pamiętajcie, że jak soczewka jest tylko barwiona, przyciemniona, a nie ma filtra, który blokowałby promieniowanie UV, to ona spowoduje rozszerzenie źrenicy, bo oko będzie dostawało sygnał, że światła jest mało i źrenica nie musi być wąska, żeby to światło ograniczyć. Promieniowania UV nie widzimy, ale ono tam jest! I przez rozszerzoną źrenicę, mimo że może nie będzie Was razić, dostanie się więcej szkodliwego promieniowania UV, niż gdybyście tych okularów w ogóle na nosie nie mieli. Takie czary mary.
Poza tym bazarowe okulary przeciwsłoneczne są marnej jakości – gdyby były lepszej, nie kosztowałyby 20zł. Kiepska jakość wykonania tego plastiku imitującego soczewkę okularową może prowadzić do wystąpienia dystorsji, czyli po prostu zniekształceń obrazu. I nie będą to zniekształcenia widoczne na pierwszy rzut oka, ale przy dłuższym użytkowaniu może się okazać, że wywołają jakieś problemy z widzeniem obuocznym, które potem zaburzą komfort widzenia.
I jeszcze jedna drobna dygresja. Jeśli cierpicie na nadwrażliwość na światło, jeśli jest to wynik choroby oczu, to specjalista może zalecić Wam inne, dedykowane barwienie medyczne soczewek okularowych, bezpieczne dla Waszych oczu. Konsultujcie proszę takie rzeczy z lekarzami, specjalistami i wykwalifikowanymi optykami. Dla dobra własnego i dla zdrowia Waszych oczu.
Przejdźmy dalej…
+ Polaryzacja – (celowo + a nie myślnik, bo sama polaryzacja nie jest filtrem UV!) soczewki w okularach przeciwsłonecznych mogą mieć tak zwaną polaryzację. Nie będę teraz wchodzić w fizykę i pisać o falowej naturze światła oraz o tym, że soczewka z polaryzacją ma za zadanie spolaryzować światło, czyli przepuścić tylko jego uporządkowaną wiązkę. To, czy soczewki mają polaryzację, czy nie, można bardzo łatwo sprawdzić przy użyciu ekranu telefonu lub komputera – wystarczy popatrzeć przez okulary na ekran, a potem przekręcić okulary o 90 stopni i zobaczyć co się stanie. Jeśli nic się nie dzieje to znaczy, że polaryzacji brak. W pionie powinniśmy widzieć jasny ekran, a w standardowym poziomym położeniu okularów, mocno przyciemniony. (Jeśli macie konto na Instagramie, zerknijcie na chwilę tutaj). Polaryzacja nie chroni przed UV, ale stosuje się ją często w okularach przeciwsłonecznych ze względu na to, że może poprawić komfort widzenia w barwionych soczewkach. Niweluje ona rażące odbicia od różnych powierzchni. Polecana jest zwłaszcza nad wodę albo na plażę. Jeśli chodzi o sporty zimowe to najlepiej zapytać swojego optyka o zdanie, ponieważ są osoby, które zgłaszają, że w polaryzacji łatwo nie zauważyć uskoków i muld, co może grozić wypadkiem przy szybkiej jeździe, na przykład na nartach. Są także osoby, które stanowczo twierdzą, że bez polaryzacji nie są w stanie uprawiać sportów zimowych. Najlepiej takie wątpliwości wyjaśniać indywidualnie w salonie optycznym.
– Powłoka lustrzana (mirror) – tak zwane „lustra” lub „lustrzanki” – soczewki okularowe w powłoką, w której może się przejrzeć nasz rozmówca, natomiast nie zobaczy on naszych oczu. Jak sama nazwa wskazuje jest to powłoka. Łączy się ją z barwieniem i dzięki temu uzyskuje końcowy odcień lustra. Mamy dzięki temu rozwiązanie przeciwsłoneczne, które powoduje, że światło odbija się od przedniej powierzchni soczewek – dlatego ten, kto na nas patrzy, widzi swoje odbicie. Takie okulary stały się bardzo modne w ostatnim czasie i występują w coraz szerszej gamie kolorystycznej, ale UWAGA – również kupujemy je wyłącznie z autoryzowanych źródeł, najlepiej w salonie optycznym lub bezpośrednio u producenta, który zagwarantuje nam, że spełniają wszelkie normy.
– Barwione korekcyjne soczewki okularowe – czyli tak naprawdę okulary przeciwsłoneczne, ale takie, które jednocześnie skorygują Twoją wadę wzroku. Tak, możesz mieć jedną parę okularów przeciwsłonecznych i nie zastanawiać się, jak to rozwiązać. Masz wadę wzroku, ściągasz swoje okulary korekcyjne i zakładasz okulary przeciwsłoneczne, które oprócz tego, że chronią Twoje oczy przed promieniowaniem UV, również zapewniają Ci wyraźne i komfortowe widzenie. Oczywiście takie okulary nie są dostępne od ręki, nie da rady wejść do salonu optycznego i zdjąć ich z półki. Natomiast przeważnie nie czeka się długo na ich wykonanie. W zależności od tego, jakiej firmy soczewki okularowe zamówisz, możesz wybrać sobie dowolny kolor barwienia soczewek. Obecnie producenci soczewek okularowych mają tak szeroki wybór kolorów, że aż trudno się zdecydować na ten najlepszy i wymarzony. Z drugiej strony, jeżeli możemy sobie na to pozwolić finansowo, nie trzeba się przecież ograniczać do jednej pary okularów. W salonie optycznym poproś o pomoc przy doborze odpowiedniej dla Ciebie oprawy okularowej, tak żeby zarówno bardzo Ci się podobała, jak i żeby można było wstawić w nią Twoją korekcję z wybranym barwieniem. Soczewki mogą być też barwione gradalnie, czyli np. bardziej przyciemnione u góry, a mniej na dole. Pamiętaj jednak, że jeśli mają spełniać funkcję przeciwsłoneczną to warto, żeby jednak dół również miał pewien stopień barwienia. Oczywiście filtr UV jest na całej powierzchni soczewki, ale chodzi również o to, żeby nie raziło Cię światło.
– Soczewki fotochromowe – soczewki, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać zwyczajnie, ponieważ okulary z takimi soczewkami wyglądają w pomieszczeniu jak zwykłe okulary korekcyjne z przezroczystymi soczewkami (chyba że wybrana zostanie opcja z barwieniem wstępnym, bo tak też można). Popularnie zwane „fotochromy” są „światłoczułe” – zabarwią się, kiedy wyjdziemy w nich na powietrze. Intensywność zabarwienia będzie zależała od natężenia światła danego dnia. Przy słabym nasłonecznieniu okulary nie będą tak ciemne, jak przy silnym słońcu w samo południe. Takie okulary – fotochromy – również można zrobić z korekcją wady wzroku. Oczywiście w zależności od wielkości wady, ponieważ są pewne zakresy produkcyjne, które czasami nas ograniczają, jednak obecne technologie są coraz bardziej zaawansowane i pozwalają na uzyskanie coraz lepszego produktu końcowego. Nie wiem dlaczego, ale wciąż wiele osób nie lubi tego rozwiązania. Ja go nie używam, bo nie noszę (jeszcze) na co dzień okularów, ale gdybym nosiła albo kiedy już zacznę, na pewno sprawię sobie jedną taką parę, żeby nie musieć wiecznie zmieniać okularów z korekcyjnych na przeciwsłoneczne. Myślę, że moja Mama nie będzie miała nic przeciwko, jeśli przytoczę tu Jej przykład – nosi obecnie soczewki fotochromowe z korekcją, które pięknie barwią się w słońcu na ciemny szary kolor i jest zachwycona. Zdecydowanie rzadziej występują u Niej migreny i nie musi się martwić zmianą okularów, kiedy w ciągu dnia wychodzi na miasto załatwiać różne sprawy. Dodatkowo jej oprawy są bardzo duże, więc światło nie jest w stanie z żadnej strony dostać się do Jej oczu, co daje ogromny komfort, ponieważ Mama generalnie cierpi na silny światłowstręt właśnie między innymi ze względu na migreny.
– Soczewki okularowe o indeksie ponad 1.5 – generalnie rzecz biorąc soczewki okularowe o wyższym indeksie z reguły posiadają filtr UV. Nie mają jednak oczywiście barwienia, stąd nie są zbyt komfortowe w słoneczne dni, kiedy świeci słońce, które razi nas w oczy. Są także takie możliwości na rynku, że dodatkowo zamawiamy powłokę, która występuje od wewnętrznej strony soczewki, bo filtr UV z założenia blokuje tylko promienie padające na jej przednią powierzchnię. Taka dodatkowa powłoka blokuje również to, co odbije się od wewnątrz. Choć może się to wydawać niemożliwe, warto pamiętać, że promienie UV są niezauważalne dla ludzkiego oka.
– Soczewki kontaktowe z ochroną UV– jest to pewne rozwiązanie, kiedy soczewka kontaktowa zawiera filtr UV, bo oczywiście blokuje ona szkodliwe promieniowanie i nie pozwala na to, aby dostało się ono do rogówki i wewnętrznych struktur oka. Pamiętajmy jednak o tym, że soczewka nie ochroni całego oka. Pozostaje jeszcze nieosłonięta część spojówki oraz powieki, na których nasza skóra jest znacznie delikatniejsza niż na pozostałej części ciała – dlatego tak czy inaczej – do soczewek kontaktowych z filtrem UV, warto stosować okulary przeciwsłoneczne. Oczywiście, kiedy masz założone soczewki kontaktowe korygujące Twoją wadę wzroku, możesz nosić okulary przeciwsłoneczne bez korekcji. Wszystko zależy od tego, które rozwiązanie będzie dla Ciebie wygodniejsze.
Kiedy wybierzesz soczewki kontaktowe + okulary – po zdjęciu okularów w pomieszczeniu od razu widzisz wyraźnie. Jeśli wybierzesz korekcyjne okulary przeciwsłoneczne, po ich zdjęciu musisz mieć przy sobie okulary korekcyjne. To jasne.
– Soczewki kontaktowe fotochromowe – nowość na rynku – o tym na razie za dużo nie napiszę, ale to spora ciekawostka. Niedawno firma Johnson&Johnson Vision Care opublikowała oświadczenie, że FDA zaaprobowało nową generację soczewek kontaktowych z technologią Transitions®, która do tej pory dostępna była jedynie w soczewkach okularowych. Przyznam szczerze, że nie wiem na razie jak to będzie miało wyglądać i funkcjonować, bo oznaczałoby to, że soczewka kontaktowa przyciemni się po wyjściu na słońce. Ale jak to będzie z jej odbarwianiem w pomieszczeniach, czy po wejściu do naprawdę ciemnego miejsca będzie w stanie odbarwić się na tyle szybko, żeby użytkownik cokolwiek widział i czy nie będzie to wyglądało lekko „creepy”, jeśli soczewka będzie w pełni przyciemniona (bo w końcu zasłoni nam również kolor naszych oczu)? No nie wiem, okaże się w przyszłości. Czy jak to mówią „wyjdzie w praniu”.
Gdzieś tam jeszcze są krople nawilżające z filtrem UV, ale cóż ja mogę powiedzieć na ten temat. Raczej mało praktyczne rozwiązanie, biorąc pod uwagę jak długo takie krople utrzymują się na powierzchni oka…
Mam jeszcze małą, malutką prośbę. NIGDY NIE patrzcie prosto w słońce. Nawet w okularach przeciwsłonecznych. Do patrzenia na słońce, czy np. zaćmienie słońca niezbędne są znacznie ciemniejsze soczewki z wieloma atestami, które dadzą pewność, że nasza siatkówka na dnie oka nie zostanie uszkodzona. Nie wiem, czy próbowaliście jako dzieci, mi rodzice pokazywali takie magiczne sztuczki – żeby rozpalić kartkę za pomocą soczewki skupiającej i słońca. No to właśnie my w naszych oczach też mamy soczewki skupiające – nasze soczewki wewnątrzgałkowe. Możecie sobie dopowiedzieć, co się stanie w połączeniu promieni słonecznych i soczewki wewnątrzgałkowej – przy patrzeniu bezpośrednio na słońce. Dymek może nie poleci, ale poparzenie centralnej części siatkówki MUROWANE. A za co odpowiedzialna jest centralna część siatkówki? Tak jest. Za widzenie centralne.
Podsumowując – rozwiązań jest wiele – każdy znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze – żeby jednak znaleźć to najwygodniejsze rozwiązanie, żeby dbać o nasze oczy, które, jak już wiele razy mówiłam – są tak naprawdę jednorazowe…
Zdjęcie wyróżniające: Jad Limcaco / Unsplash