utworzone przez Justyna Nater | mar 15, 2019 | Artykuły
Koleżanka optometrystka była niedawno na badaniach w pewnym miejscu, ponieważ jest w ciąży i zaproszono ją na „szybkie badanie wzroku”. Poszła z ciekawości. Chciała sprawdzić, jak to wszystko będzie wyglądało.
Za jej zgodą publikuję przesłaną przez nią wiadomość, zaraz po badaniu:
„Wiecie co? Zawiodłam się na Was. Wciskacie mi kit o jakiś terapiach widzenia, niedomogach konwergencji, zespole suchego oka…
a ja choruje na astygmatyzm! I wiecie co? To przez to zamykam to oko z rana i mam problemy z czytaniem. I jak dostanę ćwiartki więcej i skoryguje się ten astygamtyzm to będzie gitara. A to, że mam teraz czerwone oko, suche, podpuchnięte to wynik wysokiego ciśnienia oka bo w ciąży jestem i z tym się nic nie robi, tylko mam jakieś krople kupić w aptece. I co? 3 minuty badanie i mogę robić okulary. O proszę, wyślę Wam moją receptę.”
Naszej dalszej wymiany zdań nie mogłabym tu nawet zacytować. Odrobinę poniosły nas nerwy.
Jeśli jesteście zapraszani na darmowe (komputerowe) badanie wzroku, bo akurat do przychodni przyjeżdża „miły ktoś” z komputerem i od razu można zrobić okulary, to mówię Wam wprost – szkoda czasu i pieniędzy!
BOLI MNIE, że tak się oszukuje ludzi. Że się (przepraszam za kolokwialny język) wciska taką ciemnotę nieświadomym osobom. W kolejce na badanie po mojej koleżance było KILKADZIESIĄT osób.
Kilkadziesiąt osób, które po minucie badania na komputerze – autorefraktometrze, dostaną wydruk, pan / pani poopowiada jakieś bzdury, że niby zna się na oczach i wyjdą z informacją, że z tego paragonu można zrobić okulary. Proszę – oprawka za pół darmo, soczewki gratis (w porywach do stówki, no w wersji luksusowej dwóch).
Co poszło nie tak?
Wszystko.
Wynik badania komputerowego to NIE recepta na okulary.
Astygmatyzm to NIE choroba.
W ciąży nie dobieramy zwykle korekcji.
A fragment o ciśnieniu i suchym oku w ciąży w ogóle przemilczę, bo słów mi brak.
Objazdówki TEGO TYPU to dosłownie dno i kilometr mułu. Nigdy nie wiesz, kto robi to „badanie”. Może jeszcze wczoraj pani była hostessą na stoisku w markecie. (Żeby nie było, nie mam NIC do hostess, naprawdę, ale badać wzrok powinna tylko wykwalifikowana osoba.)
Dlatego bardzo Was proszę – omijajcie takie „usługi” szerokim łukiem.
Komputerowe badanie to WSTĘP do pełnego badania wzroku, które może trwać nawet godzinę.
I w przypadku badania wzroku szybciej wcale nie znaczy lepiej.
Oczywiście są sytuacje, kiedy wada wzroku jest malutka, prosta, można ją szybko określić, ale tak czy inaczej sprawdza się inne funkcje wzrokowe i stan widzenia obuocznego. Tego się nie da zrobić jednym przyciskiem joysticka.
Tak, zdaję sobie sprawę z kolejek do lekarzy – ale takie badanie, jak to opisane powyżej i tak nie zastąpi Wam badania lekarskiego – to po pierwsze, a po drugie – kupowanie okularów z takiego badania to nie oszczędność, to strata pieniędzy – bo źle dobrane okulary nie dość, że nie pomogą, to jeszcze mogą zaszkodzić.
utworzone przez Justyna Nater | mar 4, 2019 | Artykuły
Kilka dni temu byłam gościem Marty Hoppe-Pasternakiewicz w audycji Dajesz Radę. Rozmawiałyśmy o soczewkach kontaktowych. Audycji można posłuchać, klikając tutaj lub w zdjęcie poniżej.
”

utworzone przez Justyna Nater | lut 17, 2019 | Artykuły
utworzone przez Justyna Nater | lut 15, 2019 | Artykuły
Hulajnogi.
Któż z nas nie zna tego niesamowitego jednośladu!
Wiele lat temu ich obecność elektryzowała podwórkowe społeczności („ej, daj pojeździć!”), dziś z kolei to elektryczne hulajnogi elektryzują społeczność miejską. Na pierwszy rzut oka – fantastyczna sprawa. Podobnie jak rowery miejskie, sprawa opiera się na przedpłacie, korzystaniu z aplikacji, przyspieszamy tempa i to jeszcze w ekologicznym duchu! Prawdziwe szaleństwo! Cóż – prawda jest, niestety, bardziej złożona. Co do szybkości – znam osobiście osobę, która zaliczyła przysłowiową „glebę”, bez spektakularnego rozpędzania się. Ale w porządku – kwestia techniki. Natomiast to, co z jednej strony jest atutem, czyli brak wskazanych stacji parkingowych i możliwość odstawienia hulajnogi praktycznie w dowolnym miejscu, jest jednocześnie zagrożeniem. Dlaczego? Otóż pojawia się tu problem myślenia i empatii. A ściślej – braku tychże.
Wyobraźcie sobie sytuację: hulajnoga nagle gaśnie, sygnalizując użytkownikowi koniec przedpłaconego kredytu. Co robić? W teorii i wg wytycznych dostawcy sprzętu i usługi, hulajnoga winna być parkowana na chodniku od strony ulicy. Aby odkryć tę prawdę, trzeba nie tylko kliknąć znajomość regulaminu, ale jeszcze przeczytać go. Dlaczego akurat to miejsce? To dość proste, choć nie dla każdego. Ta strefa jest rzadziej oblegana przez spacerowiczów, rowerzystów i… właśnie! Osoby z niepełnosprawnościami!
Od początku roku wnikliwie śledzę temat, robiąc dokumentację, którą skwapliwie dzielę się na moim fanpage’u #ścieżkadostępu – podziel się przestrzenią!
No właśnie. Jak to jest z tym dzieleniem się? Wszakże przestrzeń publiczna powinna być absolutnie dostępna, przynajmniej na miarę możliwości. W takim razie ja podzielę się z Wami pewną prawdą objawioną: każdy z nas ma ogromny wpływ na kształt tej przestrzeni. Na to, czy będzie ona przyjazna. Każdy – poprzez codzienne, małe gesty. Jednak gdy widzę porzucone na środku chodnika hulajnogi, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten przywilej jest całkowicie ignorowany. Co jednak, kiedy życie, tak przewrotne, okaże się złośliwe dla nas? Kiedy to my lub osoba nam bliska będziemy musieli borykać się z przeszkodami, utrudnieniami? Wtedy nasza optyka nieco się zmienia. Pomstujemy, ganimy, ale nie pamiętamy, gdy widzieliśmy świat wyłącznie do odległości czubka własnego nosa.

Do rzeczy jednak – w samej Warszawie jest 1000 (szacunkowe dane) hulajnóg elektrycznych. To całkiem sporo nawet jak na dużą aglomerację. Te same hulajnogi znajdziemy jeszcze w kilku dużych miastach w Polsce. I w każdym z tych miast pojawia się ten sam kłopot. Brak umiejętności odstawiania jednośladów. Są one porzucane lub nawet porozrzucane, czyli zamiast trzymać dumnie pion, wolą zostać przeszkodą w poziomie. I teraz docieramy do sedna. O ile ja, osoba widząca, Ty, drogi czytelniku, cieszący się jakkolwiek dobrym wzrokiem, masz szansę ominąć ten całkiem duży sprzęt z niesmakiem lub ignorancją, o tyle moi niewidomi znajomi mogą mieć problem. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że idziesz dziarskim krokiem przez ruchliwą ulicę w towarzystwie białej laski. Obok przechodzą ludzie, pada śnieg, słychać klaksony aut, otwierane drzwi kawiarni, z której wydobywa się przyjemny dla nozdrzy aromat… Czujesz to? Miło… Idziesz akurat na spotkanie w sprawie pracy, wymarzonej, ciekawej, dobrze płatnej… Cudowny poranek, wszystko musi się udać… Aż tu nagle – bach! Huk, łomot, trzask. Może to złamana laska? A może potłuczone żebra? Co tu się właśnie wydarzyło?
Wyjaśniam, drogi czytelniku. Właśnie z impetem wpakowałeś się w stojącą dumnie, na środku ulicy hulajnogę elektryczną, którą kilka godzin temu ktoś beztrosko zostawił. Dlaczego? Bo przestała jeździć. Po prostu. Dlaczego nie przyszło do głowy przestawienie jej gdzieś w bok? Bo nie. Bo do tego trzeba używać i serca, i rozumu. Świat nie składa się tylko z ludzi, którzy dumnie korzystają z takich zasobów miejskich. Świat to też ludzie niewidomi, słabowidzący, starsi, na wózkach inwalidzkich. Mam rację?

Wróćmy jednak do naszego nieszczęśnika. Taki wypadek z hulajnogą może skończyć się na kilka sposobów – w najlepszym przypadku siniakami. Wersja nieco mniej entuzjastyczna to połamana laska. Nie tylko koszt – około 150 zł., ale gotowa recepta na brak możliwości swobodnej orientacji w przestrzeni. Wyobrażasz sobie osobę niewidomą poruszającą się „po omacku”? Oczywiście – prawdopodobnie da się. Wówczas trzeba niemalże żebrać o uwagę, o ogarniętego rozmówcę, przewodnika, który poświęci czas. Ogromny dyskomfort. Pamiętasz czytelniku, że nasz bohater zmierzał właśnie na rozmowę o pracę? No właśnie. Być może wcale nie uda się mu dotrzeć i oczywiście, powiadomi o nieobecności, ale umówmy się – to nie jest dobry start. Co jeszcze może być przykrą konsekwencją takiego bliskiego spotkania z hulajnogą? Obtłuczenia, połamane zęby, kończyny… Czy muszę dopowiadać, co za tym idzie? Nie sądzę. Sytuacja jednak może skończyć się naprawdę dramatycznie. Dlaczego? Bo ktoś po prostu był bezmyślny i skupiony wyłącznie na sobie.

Jak więc pogodzić potrzebę korzystania z hulajnóg, które – same w sobie są ciekawym rozwiązaniem i tak, jak napisałam, na pewno dobrze wpisują się w proekologiczny nurt, który z całą pewnością jest palącą potrzebą dużych miast z potrzebami mieszkańców lub turystów z dysfunkcją wzroku?
Oto proste rady:
– nie jesteś sam/a – zastanów się, czy Twoje działania nie wpłyną negatywnie na komfort korzystania ze wspólnej przestrzeni innych osób;
– korzystając z hulajnogi odstaw ją na chodnik w pobliżu ulicy, tak, aby dać dostęp do komfortowego korzystania z jego centralnej części. W ostateczności można postawić hulajnogę przy ścianie, choć opcja przeciwna, czyli przy ulicy jest bezpieczniejsza – niewidomi unikają hałasu, w związku z potrzebą orientacji. Niewiele osób będzie poruszało się przy ścianie, ale jednak bywają podobne przypadki.
– nie kładź hulajnogi. Pozostawiona w pionie jest bezpieczniejsza, mimo wszystko.
– jeśli widzisz porzuconą hulajnogę – odstaw ją. To zajmie chwilę, a może uratować czyjeś zdrowie.
– przekaż te informacje innym, zajrzyj na facebookową stronę #ścieżkadostępu – podziel się przestrzenią!

Całkiem logiczne, prawda? Wszystko zaczyna się i kończy na myśleniu. I ważna uwaga. Żadna ze znanych mi osób niewidomych nie próbuje walczyć z hulajnogami jako takimi, nie żąda, aby zniknęły z przestrzeni miejskiej. Jedyne, o co wnoszą, to potrzeba wyrobienia zdrowych społecznie nawyków. Na tym polega właśnie tworzenie obywatelskich postaw. To powinno być absolutnie naturalne. Skoro jednak nie jest, warto o tym pisać i mówić.
Podziel się przestrzenią.
Małgorzata Szumowska
Dyrektor Niewidzialnej Wystawy

________________
Kilka słów od autorki bloga:
Moi Drodzy, temat dostępności przestrzeni jest bardzo ważny. Małgosia powiedziała o hulajnogach już wszystko i właściwie nie miałabym nic do dodania, ale proszę Was tylko o to, abyście rozesłali ten wpis do znajomych. Niech zapadnie w pamięć, niech da do myślenia. Tylko współpracując razem możemy stworzyć przestrzeń dostępną dla wszystkich. Liczę na Waszą pomoc, na nasze wspólne działanie!
J.
_______________
zdjęcie wyróżniające: Markus Spiske
fotografia Warszawy: Alexey Topolyanskiy
/ Unsplash
utworzone przez Justyna Nater | lut 6, 2019 | Artykuły
W Orlando odbyła się (3-6.02.2019) Transitions Academy.
Być może niektórym z Was nazwa Transitions™ nie jest obca. Znać ją mogą głównie osoby, które noszą lub słyszały o takim rozwiązaniu, jakim są soczewki okularowe fotochromowe.
Soczewki okularowe fotochromowe to takie, które wyglądają jak standardowe soczewki korekcyjne przezroczyste w pomieszczeniu, natomiast kiedy wyjdziemy w nich na zewnątrz, np. z domu na ulicę, czy na ogród i na powierzchnię tych soczewek padną promienie światła, zawierające promieniowanie UV, to nasze okulary zaczną stopniowo z sekundy na sekundę stawać się okularami przeciwsłonecznymi – soczewki zmienią swoje zabarwienie.
Co ważne – kiedy w tych samych okularach wrócimy do pomieszczenia, kolor soczewek rozjaśni się i znowu będziemy mogli korzystać ze swoich okularów korekcyjnych.
Jest to duża wygoda i ułatwienie, zwłaszcza dla osób, które często zmieniają miejsce wchodząc i wychodząc z pomieszczenia na zewnątrz – posiadając takie okulary nie muszą martwić się o ciągłe zmienianie ich z korekcyjnych na przeciwsłoneczne i odwrotnie.
Podsumowując – okulary fotochromowe, chroniące przed promieniowaniem UV, zapewniają komfort użytkowania poprzez zmianę zabarwienia soczewek w różnych warunkach oświetleniowych i atmosferycznych.
Technologia Transitions™ to jedna z najpopularniejszych technologii dla soczewek fotochromowych.
Firma Transitions Optical była pierwszym producentem sprzedającym soczewki fotochromowe z tworzywa sztucznego (1990).
W ubiegłym roku ogłoszono, że stworzona została pierwsza soczewka KONTAKTOWA (Johnson & Johnson Vision Care) z technologią fotochromową Transitions™:
ACUVUE® OASYS with Transitions™ Light Intelligent Technology™
FDA (Agencja Żywności i Leków) zaakceptowała tę soczewkę w kwietniu 2018 roku.
Ponieważ często pytacie o możliwość spania w soczewkach lub mycia ich pod bieżącą wodą z kranu, od razu przy tej okazji skopiuję Wam fragment ze strony FDA :
„These contacts are intended for daily wear for up to 14 days. Patients should not sleep in these contact lenses, expose them to water or wear them longer than directed by an eye care professional. These contacts should not be used as substitutes for UV protective eyewear.”
(Reasumując – nie śpimy w soczewkach kontaktowych i nie używamy do nich wody, JEDYNIE przeznaczonych do soczewek kontaktowych płynów.)
Magazyn TIME nagrodził nowe soczewki kontaktowe fotochromowe w plebiscycie Best Inventions 2018.
zdjęcie: Andrew Myers for TIME
Krótko mówiąc na rynku pojawi się wkrótce soczewka kontaktowa, która tak jak dotychczasowe fotochromowe soczewki okularowe, będzie zmieniała kolor / przyciemniała się w zależności od występujących warunków oświetleniowych i oczywiście rozjaśniała się w pomieszczeniu. Jedyne o czym należy pamiętać to fakt, że soczewka kontaktowa, która chroni jedynie fragment oczu przed promieniowaniem UV, więc okulary przeciwsłoneczne wciąż warto mieć przy sobie.
Przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawa tych soczewek kontaktowych i niecierpliwie czekam na wszelkie informacje ze strony producenta. Myślę, że nie tylko ja nie mogę się doczekać!
utworzone przez Justyna Nater | gru 27, 2018 | Artykuły
Jakie jest pierwsze skojarzenie, kiedy myślimy o okularach ochronnych? Hala produkcyjna? Szlifiernia? A może tartak?
Przeważnie w pierwszej chwili, kiedy pojawia się hasło „okulary ochronne”, wyobrażamy sobie sytuacje, w których zagrożenie dla oczu jest oczywiste. Chociaż i mimo realnie występującego zagrożenia, wiele osób zapomina o ochronie narządu wzroku lub ignoruje jej potrzebę.
O tym, że są stanowiska pracy, na których BHP wymaga jednoznacznie ochrony oczu, wszyscy wiemy. Wiemy też niestety, jak w niektórych miejscach wyglądają realia.
O okularach ochronnych pisałam już dawno w specjalnie dedykowanym im tekście – TUTAJ.
Dodatkowo, świetny materiał Państwowej Inspekcji Pracy – „Środki ochrony narządu wzroku”, możecie pobrać w formie PDF – TUTAJ.

A dzisiaj porozmawiajmy krótko o innych sytuacjach, w których nawet nie zastanawiamy się nad tym, czy zagrożenie dla oczu występuje, czy nie…
Jest wiele zawodów, które zajmują się wykonywaniem usług i zabiegów, podczas których osoba wykonująca zabieg używa okularów ochronnych (nawet jeśli nie używa, ale powinna). Być może pacjent / klient podczas zabiegu również powinien zostać w takie okulary zaopatrzony…
Przykład?
Gabinet stomatologiczny. Słynna historia Jenn, która założyła fundację Jenn’s Vision – opisałam ją w oddzielnym tekście TUTAJ. Usta są przecież bardzo blisko oczu (no nie odkryłam Ameryki), a jak zapewne wiecie u dentysty często nawet przy podstawowej higienizacji, czy piaskowaniu, woda, piasek, wszelkie środki do czyszczenia zębów, mogą pryskać na boki. W naszych ustach znajduje się mnóstwo bakterii, więc dobrze by było, gdyby nic z jamy ustnej nie dostało się nam do oczu. I samo zamknięcie ich to jednak niestety często za mało. W dobrych gabinetach stomatologicznych ochrona oczu pacjenta to standard.
A salon stylizacji paznokci?
Myślę, że większość z nas wie, co znajduje się pod naszymi paznokciami zarówno u rąk, jak i u nóg. Jeśli kosmetyczka / stylistka paznokci zakłada okulary ochronne (powinna) do obcinania, piłowania, modelowania paznokci, dobrze by było, gdybyście i Wy takie okulary na nosie mieli. Chodzi głównie o możliwość wbicia się obcinanego paznokcia w powierzchnię oka oraz o pył, jaki leci w powietrze podczas frezowania. I pewnie teraz wiele osób pomyśli – „Ale bez przesady!”… Jednak będę się upierać przy swoim.
Mamy takie popularne powiedzenie „mądry Polak po szkodzie”. Często słyszę „dopiero kiedy …(tu opis sytuacji)… dotarło do mnie, że trzeba chronić oczy i od tamtej pory już zawsze mam okulary ochronne”. Okulary ochronne nie obciążają naszego budżetu domowego, czy firmowego, a mają „magiczną moc” – mogą nas uchronić nawet przed utratą widzenia.
Wystarczy wpisać w Google – okulary ochronne stylizacja paznokci. Są? Są. Jeśli chronimy swoje oczy (zwracam się do pań stylistek), to zadbajmy również o bezpieczeństwo oczu klientek.
BROKAT

Chyba najbardziej brokatowym okresem w ciągu roku jest zima, ze względu na Święta i Sylwester, a może dodatkowo analogię do skrzącego śniegu. Od dawna przekonuję Was, że o ile może niewykonalne jest ubieranie choinki w okularach ochronnych, o tyle zwykła przezorność i ostrożność w tej sytuacji naprawdę się przydają.
Bombki, ozdoby, wieńce, maski balowe, kartki z życzeniami itd itd
Oczywiście nie chodzi o to, żeby dekorować dom na święta w okularach ochronnych…
ALE
Po pierwsze – żeby zwracać uwagę na jakość produktów – z tych lepszej jakości, brokat nie powinien się sypać i nie powinien zostawać na skórze.
Po drugie – jeśli już mamy przedmiot, z którego obsypuje się brokat, postarajmy się pamiętać, żeby w danym momencie nie dotykać rękoma oczu ani ich okolic – najlepiej całej twarzy. Brokat najszybciej ściąga się np taśmą klejącą albo rolką do ubrań.
Jeśli chodzi o maski karnawałowe – jeśli sypie się z nich brokat, bardzo odradzam. W przypadku tej ozdoby twarzy, naprawdę warto postawić na jakość (jeśli już koniecznie musi się mienić).
PRACE PLASTYCZNE (Nie tylko w domu, ale i w szkołach.)

(Jeden tekst o pracach plastycznych dla przypomnienia TUTAJ – ale ostrzegam osoby wrażliwe – są tam „mocne” zdjęcia)
Znajoma ostatnio napisała do mnie, że jej syn wrócił z przedszkola z buzią całą w brokacie, łącznie z powiekami. A kiedy mama zwróciła opiekunce uwagę, ta odpowiedziała, że jest „sezon świąteczny i brokatu będzie teraz dużo”.
Drodzy opiekunowie dzieci… nie lada wyzwaniem jest przypilnowanie jednego bawiącego się dziecka… Może jednak warto zrezygnować z brokatu, kiedy mamy po opieką większą grupę, żeby nie było nieszczęścia?
W domu, kiedy np. ubieracie razem choinkę i wieszacie na niej bombki lub inne ozdoby z brokatem, stosunkowo łatwo jest przypilnować malucha, żeby po dotknięciu takich świecących elementów, starał się nie dotykać rękoma twarzy, nie pocierać oczu itp. (choć tak naprawdę i pilnując, wystarczy chwila nieuwagi).
Tu również zwracajmy uwagę na jakość produktów – warto o tym pomyśleć również kupując dziecku ciuchy, zwłaszcza te, które są najbliżej twarzy (czapka, szalik, rękawiczki) lub jak np. świąteczny sweterek, który trzeba przełożyć przez głowę.
Brokat to taki naprawdę specyficzny temat, bo z jednej strony zabawki dla dzieci nie mogą mieć drobnych elementów, oznacza się je specjalnie różnymi symbolami, muszą mieć atesty i certyfikaty… A z drugiej strony masa ozdób świątecznych obklejonych brokatem leży na półkach sklepowych i kupując je, w ogóle nie zastanawiamy się nad bezpieczeństwem. A dodatkowo niby tyle szumu jest wokół ochrony środowiska, krytykuje się używanie plastikowych słomek, a tony brokatu, który jest mikroplastikiem lądują rok rocznie w śmieciach i w odpływie…

Wracając do ochrony oczu- wtarcie brokatu w oko naprawdę jest w tym okresie jednym z najczęstszych problemów. Kiedyś jedna mama powiedziała mi – „oj tam brokat… na plaży też piasek może mi wlecieć do oka” – a owszem, może – ale na plaży okulary przeciwsłoneczne mogą pełnić funkcję ochronną, a dodatkowo też koniecznie trzeba pamiętać, że tarcie oka w takiej sytuacji może tylko pogorszyć sprawę.
Zawsze polecam mieć przy sobie w każdej torebce awaryjną jednorazową sól fizjologiczną. Naprawdę się przydaje. Chyba że nosicie ze sobą swoje krople nawilżające (ja noszę), nimi też można w razie potrzeby przepłukać oko – ale SWOJE. Nie pożyczamy innym swoich kropli. Wyjątkiem są minimsy, którymi można się dzielić ze wszystkimi.
Po prostu uważajcie na siebie. Przy choince, podczas nocy sylwestrowej i całego karnawału, ale i na co dzień.
_____
I gratis, krótki post z Instagrama @dbajowzrok
https://www.instagram.com/p/Bnn4s4bgsOR/