utworzone przez Justyna Nater | cze 18, 2015 | Artykuły
Oto historia o Angelice i pewnym alergiku bez happy endu. Tak naprawdę to happy end jednak był, z tego względu, że koniec końców problemowi udało się zaradzić przepisując odpowiednie i (co należy podkreślić) SILNE leki oraz podając pacjentowi kroplówkę.
Dlaczego historia o Angelice, o tym za chwilę.
Historia dotyczy bowiem również pewnego alergika i pewnego pajęczaka.
Z racji występującej ostatnio popularnie “arachnofobii” nie zamieszczę tutaj zdjęcia tego ostatniego (tego przedostatniego z resztą też nie, zachowajmy jego anonimowość). Chciałabym żeby każdy się z tą historią zapoznał i nie wyłączył tekstu przez strach przed “pajęczakiem”.
Pajęczak o którym mowa jest mikroskopijnej wielkości i należy do rodzaju roztoczy. Pewnie już kojarzycie, skąd w historii postać alergika.
Roztocze – alergik, jesteśmy w domu. Dosłownie.
A mowa o NUŻEŃCU – robaczkowaty kształt i malutkie odnóża.
Główne jego pożywienie to lipidy, więc chętnie pomieszkuje sobie w gruczołach, w których znajduje się cała lipidowa uczta, w gruczołach łojowych skóry.
A co nużeniec ma wspólnego z okiem? Ano właśnie jak już się do “ofiary” przyczepi to najchętniej przesiaduje w brwiach, mieszkach włosowych rzęs, a jego krótsza odmiana (są dwie : nużeniec ludzki oraz nużeniec krótki) w powiekowych gruczołach Meiboma.
O nużeńcu słychać coraz więcej, pojawiają się publikacje, trwają badania…
Okazuje się, że występuje nie tylko u osób cierpiących na łojotokowe zapalenie skóry, ale również może być przyczynkiem do przewlekłego zapalenia brzegów powiek i zespołu suchego oka.
A najgorsze jest to, że “złapać” nużeńca (bynajmniej za nogi) nie jest wcale trudno. Kurz jest wszędzie, a zarażenie od osoby, która już nużeńca przygarnęła, może nastąpić przez kontakt z jej ręcznikiem, poduszką, pościelą itp…
objawy?
– często niestety ich brak
ale jeśli są…
– przewlekłe zapalenie brzegów powiek
– świąd
– wypadanie rzęs
– dysfunkcja gruczołów Meiboma
– zespół suchego oka
– częste zakażenia skóry, gradówki i jęczmienie (ponieważ osłabia on bariery ochronne).
Teraz kilka słów o naszym alergiku. Alergiku z chronicznie czerwonymi oczami.
Oczywiście, że alergik, że czerwone oczy, no to oczywiste, że podrażnienie spowodowane alergią. Masło maślane.
Wizyty u alergologów i okulistów kończą się wypisaniem recepty jednej, drugiej, dziesiątej itd. Czyli tak zwane leczenie objawowe – łagodzenie świądu, zaczerwienienia, podrażnienia…
Przemysł farmakologiczny zaciera rączki, bo powstają kolejne leki i kosmetyki na każdą możliwą przypadłość.
Podrażnienie spowodowane nużeńcami bardzo często mylnie traktuje się jako reakcję alergiczną i nie rozpoznaje prawidłowo. A wystarczyłoby zalecić bardzo proste badanie laboratoryjne, którego materiałem jest kilka rzęs pobranych z powieki pacjenta i obejrzanych pod mikroskopem w poszukiwaniu osobników nużeńca.
Diagnostyka bardzo prosta, ale terapia im później rozpoczęta tym trudniejsza, tym bardziej, że preparaty na tego pasożyta dopiero zaczynają pojawiać się na rynku, a nużeniec jest ogólnie dość odporny na leczenie.
I tu zaczyna się tytułowa historia.
Alergik z czerwonymi oczami. Nie pomagają leki, nie pomagają sterydy, nic przepisanego przez dermatologa i okulistę “na alergię” nie pomaga.
Któregoś dnia alergik dostaje próbkę preparatu w postaci mokrej chusteczki, do stosowania w przypadku występowania nużeńców. Próbuje i okazuje się, że przynosi minimalną ulgę. Ale to jednak tylko próbka, więc trzeba się zaopatrzyć w kolejne.
Alergik zatem dowiaduje się o innym preparacie, również produkowanym pod kątem terapii nużeńca. Kupuje opakowanie, stosuje środek ten na noc i …
Budzi się w środku nocy z ustami wyglądającymi jak po nieudanym botoksie.
Wybaczcie obrazowość.
Ostatecznie ląduje w szpitalu pod kroplówką.
Historia o tyle niebezpieczna, że zwróćcie uwagę na to, o kogo chodzi.
Alergik czyli osoba, która jest podatna na występowanie nużeńca. Kupuje preparat na tego pasożyta i dostaje reakcji alergicznej. Tylko na co?
Jest na rynku w tej chwili pewien środek (nazwy wymeniać nie będę, zainteresowani na pewno szybciutko zapytają Wujka Googla), który pięknie opakowany ma pomagać osobom, które padły ofiarą nużeńców.
Problem polega tylko na tym, że spora część tych osób to przecież alergicy.
Skąd więc ta Angelika w tytule tekstu?
Czy mówi Wam coś nazwa Angelica Archangelika?
A może… Dzięgiel litwor? (taka wesoła polska nazwa tej samej… rośliny)
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że została ujęta w składzie tego preparatu na nużeńca o którym mowa powyżej – “Angelika Archangelika root extract”.
Nauczka na przyszłość – sumienne czytanie składu wszystkich preparatów, które mają nam w czymkolwiek pomóc, lub nas wyleczyć.
Na opakowaniu nie ma ani słowa o alergikach, nie ma nawet ulotki z opisanymi środkami ostrożności.
Tymczasem
Angelika Archangelika root extract to ekstrakt z korzenia rośliny z gatunku
SELEROWATYCH.
Alergia na seler jest niesamowicie popularna u osób dorosłych. Pech chciał, że ten alergik również na nią cierpiał.
Chorzy reagują na każdy rodzaj tego warzywa. Alergia może spowodować wystąpienie pokrzywki, zmiany skórne najczęściej w okolicy ust, a nawet wstrząs anafilaktyczny. Ani słowa w ulotce. Z resztą zero ulotki.
Na opakowaniu pięknie nazwany składnik, na który w pierwszej chwili nikt nie zwraca uwagi. Lekarz okulista przepisując preparat wziął pod uwagę wyłącznie nużeńca, a nie fakt, że może wystąpić reakcja alergiczna, jak na alergika przystało.
Uwierzcie mi, widok tej reakcji alergicznej nie jest przyjemny nie mówiąc już o tym, co dzieje się z biednym pacjentem.
Apeluję zatem do Was – czytajcie ulotki, czytajcie skład preparatów. Naaaawet jeśli zapisze je Wam lekarz, zwłaszcza jeśli nie przeprowadzi z Wami pełnego wywiadu.
Kto by pomyślał, że Angelika Archangelika – Dzięgiel litwor to po prostu… seler?
Wracając do nużeńca – nie lekceważcie dolegliwości. Zaniedbanie ich może prowadzić do nieodwracalnych zmian w oczach. Nie wystarczy usunąć nużeńca z brzegów powiek, należy wyleczyć również zmiany, które spowodował, a leczenie może trwać miesiącami, a nawet latami.
Dbajcie o wzrok, nie dajcie się nużeńcom!
Selerom również :)
Skoro już wszyscy przeczytali – oto nużeniec :) teraz możecie szybciutko wylączyć ten artykuł :)
utworzone przez Justyna Nater | cze 11, 2015 | Artykuły
Brzmi to chyba logicznie, że eyeliner nakładany na wewnętrzną część powieki zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze wzrokiem. Ale to, że brzmi logicznie nie znaczy, że zapada w pamięci, a szkoda…
Drogie Panie… Panowie? nie nie… może jednak nie wchodźmy w ten temat…
Drogie Panie :)
Otóż naukowcy ostatnimi czasy poświęcają coraz więcej czasu na badania wpływu stosowania kosmetyków do makijażu na stan zdrowia naszych oczu.
Przyznam szczerze, że sama od czytania wszystkich wyników i wniosków tych prac coraz rzadziej się maluję.
Ostatnie z wyników dowodzą, że używanie eyelinerów oraz kredek do oczu po wewnętrznej stronie powieki, na tak zwanej linii wodnej, zwiększa ryzyko wystąpienia infekcji oczu oraz zaburzeń widzenia.
Niby oczywiste, ale kto by o tym pamiętał, kiedy wymalowane oczy są takie piękne?
W jednych z badań obserwowano przemieszczanie się fragmentów eyelinera na pięć minut oraz dwie godziny po jego aplikacji i udowodniono, że nakładany na linię wodną powieki, dużo bardziej zanieczyszcza i zmienia skład łez w oku. A to może prowadzić do odczuwania dyskomfortu oraz chorób, szczególnie u użytkowników soczewek kontaktowych lub osób z chronicznie suchymi i wrażliwymi oczami.
Okazało się, co i bez badań można by było przewidzieć, że w ciągu pięciu minut od nałożenia, do filmu łzowego dostało się aż o jedną trzecią więcej cząsteczek eyelinera w przypadku, gdy był on nałożony na linię wodną powieki, niż w sytuacji malowania kreski od zewnętrznej strony.
Po dwóch godzinach stwierdzono, że cząsteczki zniknęły z filmu łzowego, co sugeruje, że mogły przemieścić się w inne miejsce do wewnątrz oka lub zostały z niego usunięte.
Zastanówmy się zatem – kosmetyki do makijażu składają się z cząsteczek różnych wosków, olejów, silikonów i gum, właśnie po to, aby nie „spłynęły” z oka w ciągu dnia.
Są więc, dla naturalnego procesu oczyszczania oczu przez łzy, bardzo trudne do usunięcia.
Przy czym pamiętajmy o sposobie usuwania łez przez oko!
Czyli?
Część zanieczyszczeń wpływa do kanalików łzowych. Wyobraźmy sobie ilość cząsteczek chemicznych, jakie trafiają tam wraz ze łzami.
Ta konkretna grupa naukowców nie zbadała przemieszczania się do oka bakterii występujących na eyelinerze – ale warto wspomnieć że, jest to istotna kwestia ponieważ wiadomo, że im starszy kosmetyk tym więcej bakterii może zawierać.
Bardzo często zapominamy, że kosmetyki też mają swoją datę przydatności. Należy zwracać szczególną uwagę na terminy umieszczone na opakowaniach, ponieważ po tym czasie kosmetyki mogą wywoływać reakcje uczuleniowe i zapalne.
Również bardzo istotne jest odłożenie kosmetyków na kilka dni, podczas trwania takich procesów zapalnych/ chorobowych, ponieważ już nawet po wyleczeniu oczu można ponownie wprowadzić zakażenie nawet szczoteczką od mascary do rzęs.
Nie ma co się oszukiwać – pomalowane oczy wyglądają naprawdę ładnie – warto się więc zmotywować do przestrzegania zasad prawidłowego użytkowania – np. w przypadku niektórych eyelinerów można przed ponownym użyciem pozbyć się zewnętrznej warstwy po jego poprzednim nakładaniu, co zmniejszy ryzyko wystąpienia infekcji. Ponadto ZAWSZE należy pamiętać, aby zmyć makijaż przed pójściem spać. Nie ma od tego wyjątków.
Nie tłumaczcie się proszę, że późny powrót do domu, że zmęczenie itd… Wasze oczy tak jak Wy zasługują na naturalny – niechemiczny odpoczynek. Nie fundujcie im nocnej tablicy mendelejewa.
A teraz 10/10/10 i mrugamy! :)
źródło informacji o przeprowadzonych badaniach:
http://www.sciencealert.com/eyeliner-in-your-inner-eyelid-increases-risk-of-contamination-and-vision-problems
utworzone przez Justyna Nater | maj 20, 2015 | Artykuły
Pisałam już na stronie o soczewkach kontaktowych. Prosiłam żeby traktować je jak bieliznę… Kontrowersyjne porównanie jednym się spodobało, a innym nie. Postanowiłam więc napisać raz jeszcze i na pewno będę kontynuować ten temat w przyszłości, ze względu na wciąż zbyt małą świadomość użytkowników soczewek kontaktowych odnośnie pielęgnacji i przestrzegania zaleceń specjalistów.
Tak czy inaczej wiecie, że nie umiem pisać bez obrazowych porównań. Jeśli nie bielizna to może spróbujmy inaczej…
Pytanie do Pań – co robicie w sytuacji, gdy zrobią Wam się odciski, czy pęcherze od szpilek?
A do Panów – co, jeśli zatniecie się przy codziennym goleniu swojego zarostu?
Nie będę zgadywać, założę, że Wasza odpowiedź jest oczywista
– dbacie o zranione miejsca, pielęgnujecie skórę, zakładacie opatrunki. Panie przez chwilę noszą wygodniejsze buty, Panowie szczególnie uważają, aby omijać wrażliwe skaleczone miejsce lub obchodzić się z nim delikatniej.
Pozostając w temacie szpilek (wybaczcie Panowie, ale ten temat znam z autopsji) – czy kupując buty przymierzacie je najpierw zanim za nie zapłacicie? Czy interesuje Was jaki macie rozmiar buta i taki też wybieracie, czy bierzecie w sklepie losową parę i pędzicie z nią do kasy bez względu na rozmiar jaki się Wam trafił?
A może jeszcze bardziej obrazowo, włączacie internet, wpisujecie słowa „buty damskie”, na oko wybieracie, które się Wam mniej więcej podobają kolorystycznie, zamawiacie, płacicie, odbieracie, wkładacie na nogę i…. stopa się zmieści, jeśli obetniecie palce.
Przyznaję, kilka razy udało mi się wybrać wygodne buty po kolorze i rozmiarze i o dziwo pasowały. Potraktujmy to jednak jako wyjątek od reguły, który oczywiście regułę tę potwierdza.
Dlaczego więc tak bardzo często zdarza się, że soczewki kontaktowe kupujecie na oko, przez internet,
z mocami takimi jakie macie w okularach, albo wybranymi przypadkowo w stylu „najbliższe mojej korekcji okularowej”?
O budowie: średnicy, krzywiźnie i cechach typowych dla danego materiału, z którego zbudowana jest soczewka, nie wspomnę. Kiedy pytam znajomych kupujących w ten sposób soczewki, wartości te to zwykle dla nich czarna magia.
Stąd pierwsze zalecenie*
– używajcie TYLKO tych soczewek, które przepisał Wam specjalista, po uprzednim dokładnym ich dobraniu i dopasowaniu. Nie ma mowy o żadnej samowolce. Nie każde soczewki pasują do Waszych oczu. Mogą być za małe, za duże, za ciasne, za luźne. I o ile w przypadku za dużych i za luźnych okaże się to już przy pierwszej aplikacji, bo soczewki po prostu wypadną z oka, o tyle w przypadku za małych i za ciasnych możecie sobie wyrządzić naprawdę sporą krzywdę.
*(chciałam napisać porada, ale to brzmi zbyt łagodnie, a porada ma to do siebie, że można ją sobie wziąć do serca lub nie, dlatego to nie jest porada, to zalecenie, czy może polecenie, chętnie wystosowałabym wręcz nakaz sądowy, ale… nie rozkręcajmy się)
No to dalej.
Czas noszenia

Zapamiętaj proszę raz na zawsze
– soczewka kontaktowa ma swój termin przydatności oraz określony ściśle czas noszenia. Gdyby bezpieczne było noszenie soczewek w dowolnym czasie i dowolną ilość dni, producenci oraz naukowcy opracowujący coraz to nowsze i lepsze technologie daliby sobie spokój.
Pojawił się jakiś czas temu ciekawy komentarz na facebook’u, właśnie pod opublikowanym postem „Traktuj soczewki kontaktowe jak bieliznę”. Kolegę serdecznie pozdrawiam i proszę nie szukać i nie czytać, tego co tam pisał : )
Chodziło o to, że rzekomo terminowość noszenia soczewek to wymysł producentów, którzy muszą zarabiać, a spokojnie soczewki można nosić jak nam się podoba, bo delikwentowi w ciągu ostatnich nastu lat nic się z oczami nie stało, a raczej nie przestrzega zasad prawidłowego użytkowania.
Porównanie może niezbyt trafne, bo dotyczy zupełnie czegoś innego, ale pokuszę się o takie – czy jeśli ktoś powie Wam, że od kilku lat kradnie i jeszcze nikt go na tym nie przyłapał, to znaczy, że dobrze robi i też możecie?
Wiem, że jedno dotyczy higieny, drugie zachowania, ale zróbmy z tego „higienę zachowania” i porównajmy infekcję oka do bliskiego spotkania z policją.
Być może aparat ochronny oka takiej osoby (która daje Wam „dobre rady”) jest znacznie lepszy i ogólna odporność organizmu jest większa, ale czy to znaczy, że tylko dlatego warto tak ryzykować?
Ja bym nie ryzykowała, mamy jedną parę oczu, co powtarzam jak mantrę i naprawdę nie warto eksperymentować z lenistwa, czy oszczędności.
Zatem zalecenie numer dwa – przestrzegaj terminów wymiany swoich soczewek kontaktowych. Jeśli specjalista dosadnie zaznaczył –
„Proszę nosić soczewki maksymalnie 8 godzin dziennie” – noś soczewki 8 godzin dziennie.
„Proszę absolutnie nie spać i nie drzemać w soczewkach” – nie śpij i nie ucinaj drzemek w soczewkach.
Kupuj soczewki według zaleceń specjalisty:
miesięczne – nosisz MIESIĄC, wyrzucasz, kupujesz nowe.
(mam ochotę napisać – „bez dyskusji”, ale podkreślę tylko ponownie – WYRZUCASZ).
Adekwatnie – tygodniowe – tydzień, jednodniowe – JEDEN DZIEŃ.
[Zakładam, że mogą posypać się komentarze,
że drogo, że płyny, że oszczędność, że soczewki nie wyglądają źle, że nie ma dyskomfortu
– powiem tak – jeśli Waszym oczom coś się stanie, nie ja będę cierpieć, a piszę to właśnie po to, abyście to Wy uniknęli takiej sytuacji. Naprawdę nie ma sensu wmawiać sobie i innym, że pielęgnacja, czy terminowa wymiana soczewek to chwyt marketingowy – za to warto dbać o wzrok.
I jeszcze jedno – jeśli myślisz „za drogo”, jeśli cena zdrowia Twoich oczu jest dla Ciebie za wysoka – kup okulary i odpuść soczewki kontaktowe. Poważnie.]
Przejdźmy dalej
specjalista
– przyjmujemy najwłaściwszy scenariusz – trafiłeś do kompetentnej osoby, zbadano Twój wzrok, sprawdzono stan oka, dobrano odpowiednie soczewki.
Nie znikaj.
Nie traktuj gabinetu jak zła koniecznego w stylu „powie mi jaką mam wadę i dalej już sobie poradzę, a nie zedrze ze mnie dodatkowych pieniędzy”.
NIE.
Nie tędy droga.
Soczewka kontaktowe to CIAŁO OBCE, które nakładasz na oko.
Po pierwsze specjalista powinien dobrać Ci soczewkę PRÓBNĄ i poprosić, abyś przyszedł w ciągu tygodnia na wizytę kontrolną. A to dlatego, że tak naprawdę prawidłowe jej dopasowanie można ocenić dopiero, kiedy trochę sobie na tym oku „poleży”.
Można wtedy zaobserwować, czy soczewka nie jest za mała, za ciasna, czy nie odznacza się na powierzchni oka i nie powoduje jego zaczerwienienia spowodowanego różnymi problemami z niewłaściwym dopasowaniem.
Nie wybieraj sam soczewek.
Jeśli zostały Ci dopasowane konkretne wartości o konkretnym kształcie i określonym trybie noszenia, nie zmieniaj dopasowania według własnego uznania.
Jeśli masz wątpliwości co do pielęgnacji, wiesz, ze nie będziesz miał czasu na czyszczenie soczewek lub masz problem z ceną – porozmawiaj o tym ze specjalistą – mów o wszystkim, nie wstydź się. Na pewno spróbujecie wtedy razem znaleźć „kontaktologiczny kompromis”.
Wiadomo – soczewki są dostępne w internecie, w drogeriach, w aptekach (i pewnie za chwilę pojawią się w jeszcze „w kiosku jako gratis do gazet”) i jeśli pierwszą parę dopasujesz prawidłowo, to oczywiście zakupy możesz robić w internecie, ale cały czas mówimy o soczewkach o tych samych parametrach.
Kupno soczewek poza gabinetem nie może jednak oznaczać zerwania kontaktu ze specjalistą.
Proszę, proszę, proszę – umawiaj się na wizyty kontrolne.
NIE BAGATELIZUJ występujących problemów i dolegliwości!
Nie rób sobie krzywdy.
MUSISZ zrozumieć, że to są oczy, a nie paznokcie, które odrosną.
Jeszcze jedno na dzisiaj– bardzo ważne
pielęgnacja
O tym na pewno napiszę cały dłuuuugi osobny wpis, bo o tym nie da się w kilku zdaniach i pewnie osoby przestrzegające zasad prawidłowej pielęgnacji wyśmieją mnie teraz za pisanie rzeczy oczywistych, ale i tak to zrobię.
WERSJA DLA LENIWYCH
– warto się w tym temacie przyznać przed samym sobą – nie masz czasu, nie masz ochoty, nie masz zdolności manualnych, nie masz motywacji, nie masz nie wiem czego jeszcze – wybierz soczewki jednodniowe i zapomnij o problemach z codziennym czyszczeniem, wymianą płynów, pojemników itd.
Jeśli jednak już trzeba dbać o soczewki i je pielęgnować, rób to z głową, nie „po łebkach”.
Używaj tylko płynów i środków zalecanych przez specjalistę.
WYMIENIAJ systematycznie płyny i POJEMNIKI.
Tak, pojemniki też trzeba wymieniać. Najlepiej za każdym razem, kiedy wymieniasz płyn. Są płyny do których pojemniki dołączone są w pakiecie – pojemniki też wymagają czyszczenia i wymiany i też mogą być źródłem występowania infekcji.
Ogólny wniosek na dzisiaj
– soczewki kontaktowe określonego terminu noszenia (dłuższego niż jeden dzień) są dla osób dobrze zorganizowanych, wytrwałych i systematycznych.
Jeśli te przymiotniki nie opisują Ciebie, wybierz soczewki jednodniowe.
Jeśli twierdzisz, że Cię na nie nie stać* kup proszę okulary. Jedna para i jeden wydatek.
*(polecam porównać cenowo koszt soczewek jednodniowych z ceną i środkami do pielęgnacji soczewek o innym trybie noszenia – możesz się zaskoczyć)
I po raz kolejny kończę znanym już Wam :
DBAJ O WZROK
Bo Twoje oczy są najważniejsze : )
utworzone przez Justyna Nater | kwi 23, 2015 | Artykuły
Zaproszono mnie niedawno do Radia Złote Przeboje,
na krótką pogawędkę o tym, jak my Polacy dbamy o wzrok…
I czy w ogóle…
Wybaczcie, że znowu na początku wspomniałam o „optometeorologii”, ale lubię to skojarzenie i serdecznie pozdrawiam moją koleżankę, która je wymyśliła : )
Nie ma co opisywać treści rozmowy, posłuchajcie sami.
Czasu nie było za wiele, jednak staraliśmy się poruszyć jak najwięcej tematów.
Zamieszczam dla Was wersję emisyjną, w której znalazły się również pojedyncze wiadomości z regionu, więc jeśli ktoś z Was włączy losową minutę, gdzieś pośrodku nagrania, może nie trafić na to, czego się spodziewa, ale są to jedynie króciutkie przerywniki : )
[soundcloud url=”https://api.soundcloud.com/tracks/202225623″ params=”auto_play=false&hide_related=false&show_comments=true&show_user=true&show_reposts=false&visual=true” width=”100%” height=”450″ iframe=”true” /]
utworzone przez Justyna Nater | lut 27, 2015 | Artykuły
BARDZO ogólnie mówiąc, gałka oczna wypełniona jest strukturami, które tworzą układ optyczny oka, a dzięki niemu na siatkówce powstaje obraz obserwowanych przedmiotów.
(Pamiętajcie tylko, że to mózg „widzi” te obrazy, a nie samo oko.)
Do komórek światłoczułych siatkówki dociera jedynie kilka procent energii świetlnej w porównaniu do ilości światła wpadającego do oka przez otwór źreniczny .
Siatkówka jest cieniutką przezroczystą tkanką nerwową, wyściełającą dno oka.
Plamka żółta znajduje się w centralnej części siatkówki i jest miejscem największej wrażliwości na barwy i światło ze względu na dużą gęstość znajdujących się w niej fotoreceptorów.
W plamce obecny jest żółty barwnik – ksantofil.
Centrum plamki żółtej to tak zwany dołek środkowy.
W obszarze dołeczkowym struktura siatkówki składa się z mniejszej ilości warstw – nie zawiera warstwy włókien nerwowych, umożliwiając dzięki temu padającemu światłu bezpośredni dostęp do fotoreceptorów – czopków. W dołku środkowym nie ma drugiego rodzaju fotoreceptorów – pręcików, stąd często jest również nazywany obszarem czopkowym lub bezpręcikowym.
Jak widzi pacjent z AMD
AMD – Age-Related Macular Degeneration
[szybki słowniczek:
cornea – rogówka,
pupil – źrenica,
lens – soczewka,
retina – siatkówka,
peripheral retina – część obwodowa siatkówki,
macula – plamka żółta]
Plamkowa ostrość wzroku
Mówiąc o ostrości wzroku zwykle chodzi o tak zwaną plamkową ostrość wzroku, która odnosi się do obrazu tworzonego na dołeczku. Warunkiem jest właściwa fiksacja – takie ustawienie oka, by obserwowany obraz powstawał na centralnej części siatkówki, właśnie na dołeczku.
Dlatego jeśli występuje obniżenie ostrości wzroku, zniekształcenia obrazu lub ubytki w centralnym polu widzenia (mroczki centralne – ciemne plamy), a nawet zaburzenia widzenia barw, mogą to być objawy występujących w tym rejonie schorzeń siatkówki. Między innymi AMD.
Są dwa rodzaje AMD: suche – zanikowe oraz postać wysiękowa „wilgotna”.
W przypadku postaci zanikowej nie dochodzi do zniszczenia części obwodowych siatkówki. Choroba postępuje latami w obrębie plamki. Pojawiają się luki w polu widzenia, które początkowo, zanim drugie oko zacznie być uszkadzane przez zwyrodnienie zanikowe, mogą być przez to oko uzupełniane.
Jeśli chodzi o postać wysiękową AMD, nie jest to już tak wydłużony proces. Zmiany następują dosyć gwałtownie, często bez niepokojących pacjenta objawów, do których należy między innymi falowanie prostych linii obrazu.
Pamiętacie test Amslera z tekstu o standardzie badania optometrycznego? W przypadku występowania AMD w oczach, podczas badania pacjent może zgłosić na przykład takie wrażenie z obserwacji tej siatki.

Po pewnym czasie w centrum pola widzenia pojawia się czarna plama, która z czasem rozlewa się i staje się coraz większa, utrudniając, a następnie całkowicie uniemożliwiając widzenie.


Genetyka i papierosy
AMD może dotknąć osoby obarczone tym zwyrodnieniem genetycznie. Jednak palenie tytoniu jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka powodujących rozwój tej choroby.
Ważne jest wczesne rozpoznanie – to od niego zależy powodzenie terapii.
Zwłaszcza w przypadku postaci wysiękowej AMD.
Jak zapobiegać AMD i utracie widzenia
- Częstsze wizyty kontrolne w przypadku starszych pacjentów u których ryzyko wystąpienia AMD jest większe, jak i u tych, którzy wiedzą, że wśród krewnych wystąpiły przypadki zwyrodnienia plamki.
- RZUCENIE PALENIA – to najlepiej zrobić od razu, nie tylko ze względu na AMD. Przyznajcie – lepiej zrezygnować z papierosów niż z widzenia świata, który nas otacza, prawda?
- Jeśli zaistnieje obawa możliwości pojawienia się AMD – kontrolnie warto samodzielnie wykonywać test Amslera i zgłaszać specjaliście każde zaobserwowane zmiany.
- ZDROWY STYL ŻYCIA, odpowiednia dieta (bogata w witaminy A i E, kwasy omega-3, selen, cynk) oraz preparaty z luteiną
Dbaj o wzrok – mrugaj – … a jeśli palisz papierosy – postaraj się jak najszybciej wygrać z nałogiem –
Twoje oczy są tego warte, prawda?