utworzone przez Justyna Nater | lip 30, 2017 | Artykuły
Przykazanie 1. – Badaj wzrok!
Możemy zacząć od siebie. Ilekroć pytam pacjentów „kiedy ostatni raz była pani / był pan na badaniu okulistycznym z badaniem dna oka?” większość odpowiedzi brzmi „nigdy” lub „dawno”. Jeden na kilkunastu pacjentów mówi „w zeszłym roku”.
TRZEBA sobie zdawać sprawę, że są takie choroby, które w początkowych stadiach nie dają objawów. Nie czujemy bólu, nic nam nie przeszkadza. A kiedy już zaczną dawać o sobie znać na tyle, że zwrócimy na nie uwagę – są na trudnym do wyleczenia (lub niewyleczalnym) etapie.
Zaplanowałeś swoją wizytę u okulisty? Data badania wpisana do kalendarza? Świetnie! To może rodzice? Siostra? Dziadek? Inny członek rodziny?
A może wszyscy? Może każdemu po kolei przypomnijmy i zmobilizujmy, zmotywujmy do wykonania takich badań?
Przykazanie 2. – Noś okulary przeciwsłoneczne!
Temat tak oczywisty, a wciąż tak mocno ignorowany przez sporą grupę osób.
TRZEBA nosić okulary przeciwsłoneczne. Te PRAWDZIWE, nie te z bazarku.
Te z bazarku nie mają filtrów przeciw szkodliwemu promieniowaniu, a przez to, że ich „szkła” mają przyciemniony kolor, powodują rozszerzenie źrenicy. Faktycznie samego światła dociera do oczu mniej, ale przez szeroką źrenicę do oka może dotrzeć znacznie większa ilość promieni UV.
O okularach nie wolno zapominać zimą, kiedy słońce jest ostre, kiedy znajduje się niżej i kąt padania promieni świetlnych jest inny w stosunku do tego letniego. Poza tym na pewno nie raz widzieliście opalonych turystów wracających z zimowych urlopów spędzonych na nartach. Co innego ich opala, jak nie właśnie słońce?
I znowu – kupiliśmy okulary przeciwsłoneczne? Zaprowadźmy do optyka mamę – zróbmy jej prezent na Dzień Kobiet, Dzień Matki lub urodziny. Warto pokazać jej, że pamiętamy nie tylko o jej dobrym samopoczuciu, spowodowanym skonsumowaniem urodzinowej bombonierki, ale również o jej zdrowiu, zdrowiu jej oczu.

Przykazanie 3. – Daj oczom odpocząć!
Mam ogromną nadzieję, że pamiętacie o zasadzie 10/10/10… Jeśli nie to przypominam: co 10 minut, na 10 sekund odrywamy wzrok od telefonu, tabletu, czy komputera i patrzymy za okno. Co 10 minut… Powiecie, że to bardzo często… Ale 10 sekund to z drugiej strony nie jest bardzo długo. Jeśli nie jesteście w stanie zrobić takiej „skromnej” 10-sekundowej przerwy co 10 minut (na pewno jesteście, ale niech będzie, że nie) to róbcie przerwy chociaż co pół godziny, ale wtedy na przykład na minutę. Oczy potrzebują odpoczynku. Jak każda część ciała. Nie znęcajmy się nad nimi, choć i tak postęp cywilizacyjny nas do tego zmusza. Nie zapominajcie również o MRUGANIU. Oczy rzadziej mrugają, kiedy skupiamy wzrok na wykonywanej pracy.

Przykazanie 4. – Rzuć palenie!
Jeśli palisz, rzuć, natychmiast. Może nie będzie to łatwe do wykonania, ale całe Twoje ciało, A TAKŻE Twoje oczy, będą Ci dozgonnie wdzięczne. Palenie papierosów, poza szkodliwym wpływem na płuca i układ oddechowy, wpływa negatywnie na procesy starzenia się organizmu człowieka – w tym także oczu. Zwiększa ryzyko wystąpienia zaćmy oraz innych chorób, takich jak na przykład zwyrodnienie plamki żółtej.

Przykazanie 5. – Żyj aktywnie!
Przykazanie oczywiste, a najtrudniejsze do realizacji. Bo nie ma czasu, bo tyle pracy, bo zmęczenie, bo trzeba mieć czas na odpoczynek, bo sto tysięcy innych powodów.
Aktywność fizyczna to dla Twojego ciała dużo lepszy odpoczynek niż bierne leżenie na kanapie, wcinanie chipsów i oglądanie kolejnego odcinka ulubionego serialu.
Bądź aktywny! Regularne ćwiczenia mogą spowolnić proces starzenia się komórek całego ciała oraz oddalić w czasie lub całkowicie wyeliminować ryzyko wystąpienia wielu chorób mogących spowodować nawet całkowitą utratę wzroku.

Przykazanie 6. – Pamiętaj o okularach ochronnych!
Ogólnie rzecz biorąc, noszenie okularów ochronnych jest niesamowicie bagatelizowane przez większość osób. Jest to ogromny problem, ponieważ większość z nas nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ignorowania zasad bezpieczeństwa w pracy i poza nią. Zagrożeniem dla naszych oczu mogą być także fajerwerki.
Uważaj na swoje oczy. Noś okulary ochronne wtedy, kiedy to konieczne. Pamiętaj, że masz jedną parę oczu. Kolejnej szansy na ich szanowanie możesz już nie dostać.

Przykazanie 7. – Odżywiaj się zdrowo!
Dużo warzyw, dużo owoców, dużo produktów o wysokiej zawartości omega 3. Dzięki prawidłowej diecie, możesz uniknąć problemów z suchością oczu, a także wystąpienia zaćmy, AMD, retinopatii cukrzycowej oraz innych chorób. A może dołączysz do projektu #oczyjedzą?

Przykazanie 8. – Pij wodę!
Pij dużo wody! Szklanka wody z cytryną po przebudzeniu oraz 1,5-2 litry wody dziennie to klucz do sukcesu. Myślę, że tego podpunktu nie trzeba rozwijać. Woda jest dobra na wszystko.

utworzone przez Justyna Nater | lip 28, 2017 | Lifestyle
Właśnie mija tydzień od rozpoczęcia Festiwalu See Bloggers, który odbywa się w Gdyni już od 5 lat…
Jak to jest, kiedy optometrysta trafia na imprezę dla blogerów?

Rok temu nie potrafiłam się na niej tak do końca odnaleźć. W tym roku było zupełnie inaczej.
W branży optycznej i w okulistyce szalenie dużo mamy konferencji, sympozjów i szkoleń. Od 6 lat staram się uczestniczyć możliwie we wszystkich tych ogólnopolskich wydarzeniach. Tak naprawdę jednak, uczestnicząc w nich, człowiek nie jest w stanie ani na moment się zrelaksować, ze względu oczywiście na ich specjalistyczną tematykę.
Kiedy rok temu trafiłam na SeeBloggers, atmosfera festiwalu była dla mnie tak „egzotyczna”, że kompletnie nie wiedziałam jak sobie z nią poradzić.
W tym roku było ZUPEŁNIE inaczej.
W tym roku nie mogłam się doczekać, w tym roku było mi przykro, że to już koniec.
Organizatorami SeeBloggers są Ania i Jakub Zając, prowadzący bloga Fashionable.com
Dwoje ludzi, których pozytywną energię uwielbiam i podziwiam za to, że udźwignęli organizację tak dużej imprezy.
Do Gdyni specjalnie z tej okazji przyjechało ponad 1000 osób! Wyobrażacie to sobie?

Ten festiwal ma fantastyczną zaletę – można go spędzić na kilka różnych sposobów.
Odbywa się w Pomorskim Parku Naukowo Technologicznym, a więc organizatorzy mają pełne pole do popisu, jeśli chodzi o wykorzystanie dostępnej w nim przestrzeni… Dzięki temu, w tym roku można było na przykład poleżeć ze znajomymi na leżakach w słońcu, posiedzieć w wygodnych ogrodowych fotelach przegryzając owoce, gotować z najlepszymi w strefie cooking, spędzać czas na stoiskach sponsorów i wystawców, brać udział w wielu naprawdę wartościowych i ciekawych warsztatach oraz oczywiście wysłuchiwać prelekcji na salach bocznych i sali głównej.
Niejeden organizator konferencji powinien uczyć się od organizatorów SeeBlogers –
Kochani! Chylę czoła, wspaniała robota!
Ale co ten optometrysta tam wśród tych blogerów?

Jest mnóstwo osób, które wykorzystując okazję, śmieją się pod nosem „bo ty teraz jesteś blogerką…”.
Zaskoczę Was, wśród blogerów całe mnóstwo jest wykształconych specjalistów, którzy prowadzą blogi z miłości do swojego zawodu. Farmaceuci, dietetycy, informatycy, doktoranci uniwersyteccy, specjaliści od marketingu, literaturoznawcy itd. Poważnie.
Wartościowych blogów jest w Polsce naprawdę TAK WIELE, że aż miło!
Podczas tegorocznego SeeBloggers wzięłam udział w trzech warsztatach, w tym dwóch organizowanych przez marki wspierające wydarzenie.
Po pierwsze, sobotni poranek spędziłam w małej grupie osób, wpatrzona w autora kultowej powieści „Samotność w sieci”. Poznałam Janusza Leona Wiśniewskiego. Warsztat organizowany był przez sieć Accor Hotels i miał dotyczyć wskazówek „Jak pisać wartościowe teksty”.
Jak jednak przystało na pisarza, zabrakło mu kolejnych 90 minut na opowiedzenie wszystkiego, o czym chciałby powiedzieć. Wątki poboczne wygrały. Nie wiem jak inny uczestnicy warsztatów, ale zupełnie nie miałam z tym problemu. Wręcz przeciwnie, uwielbiam słuchać ludzi, którzy mają dar do opowiadania. Mój ulubiony fragment tych opowieści dotyczył wykształcenia Pana Wiśniewskiego. Okazuje się bowiem, że on również jest fizykiem, głowa pełna nauk ścisłych. Fantastycznie!
I powiedział coś pięknego:
– Nam, umysłom ścisłym, pisze się znacznie łatwiej niż takim polonistom. Bo ten polonista to się zastanawia nad poprawnością językową i słownictwem, a my nie wiemy, jak to powinno być poprawnie i po prostu piszemy.
Jakże moje serce się radowało po tych słowach!
Janusz Leon Wiśniewski też jest fizykiem!
Po zakończonych, a właściwie przerwanych brutalnie warsztatach (bo prowadzący to chciał tylko krótką przerwę zrobić po 90 minutach) udało mi się z Panem J.L.Wiśniewskim zamienić dwa słowa o tej fizyce i o pisaniu. Accor Hotels przekazało nam też torby, w których była między innymi (to najważniejsze) książka Grand, w której w tej chwili oczywiście widnieje autograf jej autora.
Nie wiem co mówią inni uczestnicy tego warsztatu, ale ja jestem absolutnie zakochana platonicznie w Panu Januszu i mogłabym tam siedzieć i wysłuchiwać jego opowieści przez cały dzień.


Drugi warsztat organizowany przez markę Pharmaceris „O dzieleniu włosa na czworo” kompletnie mnie nie ujął. Wręcz, szczerze mówiąc, odrobinę znużył. Konkurs przeprowadzony w trakcie warsztatu był chaotyczny i pani prowadząca nie mogła sobie z nim poradzić. Niespodzianką jednak było to, że w warsztacie wzięło udział około 100 osób i wszystkie te osoby wrzuciły do misy zgłoszenia na indywidualne badanie trychologiczne skóry głowy, które odbywało się na stoisku Pharmaceris. Na tych około 100 osób było 16 miejsc i co? I wylosowano między innymi mnie.
Ucieszyłam się, bo te moje włosy nigdy nie były zachwycające, a specjalnie na badanie skóry głowy pewnie nigdy bym się nie umówiła. Wbrew temu co myślałam, okazało się, że z moją głową wszystko dobrze – szkoda, że to urządzenie nie mierzy ilości szarych komórek, bo chętnie bym się dowiedziała, czy to tylko skóra w dobrym stanie, czy tam głębiej też jeszcze nie jest tak najgorzej.
Mam tylko takie małe zboczenie zawodowe na punkcie dezynfekcji wszystkiego, co dotyka potencjalnych „pacjentów”, więc owszem, płyn do dezynfekcji na stoisku był, ale psikanie nim po głowie wszystkich delikwentów jakoś nie bardzo mnie przekonywało. Starałabym się raczej czyścić nim również tę głowicę, która miała wbudowaną kamerę, ale może nie będę się tak bardzo czepiać.
Trzecim warsztatem był warsztat z fotografii mobilnej z Natalią Sławek z bloga Jest Rudo.
Minimalny zawód, że nie były to zajęcia praktyczne, na których moglibyśmy faktycznie porobić zdjęcia produktowe pod bacznym okiem Natalii… Ale wykład był bardzo przyjemny.
W każdym razie trudno jest przedstawić taką obszerną tematykę w zaledwie 30 minut, a Natalia świetnie sobie poradziła. W ogóle Natalia jest dla mnie uosobieniem takiej słodyczy, skromności, wielkiego serca… To jest taki typ człowieka, o którym ze spokojnym sumieniem powiedziałabym „muchy by nie skrzywdziła”. Poza tym, że jest śliczna, jest niezwykle pogodna i prowadzi przepięknego bloga, którego warto obserwować, jeśli staramy się robić zdjęcia, ale nie do końca nam to wychodzi.
Jest Rudo to naprawdę baza wartościowej fotograficznej wiedzy (i nie tylko).
W ciągu dnia przeprowadziłam też bardzo sympatyczną rozmowę z przedstawicielką marki Oillan. A ponieważ kosmetyki tej marki są jednymi z moich naprawdę ulubionych kosmetyków i wyglądało na to, że znalazłyśmy nić porozumienia, być może kiedyś będę mogła Wam powiedzieć więcej na temat tej rozmowy. Jak sytuacja się potoczy, zobaczymy.
Nadeszła pora na… uczestników festiwalu.
Najlepsze, co mi się mogło przytrafić w blogowaniu to poznanie tych wszystkich fantastycznych ludzi, a zwłaszcza…
Anki Szatan. Tak, Ona naprawdę ma tak na nazwisko i wiecie co. Charakter chyba się jej dopasował. Nie miał po prostu wyjścia. Dziewczyna wulkan, a jednocześnie bardzo wrażliwe stworzenie. Kiedy wpadła zdyszana na warsztaty Wiśniewskiego, myślałam, że wyzionie ducha. Ale kiedy człowiek ze zmywarką wydzwaniał do niej przez połowę wykładu pomyślałam z kolei, że jej życie jest takie jak ona. Szalone. Kiedy zaczyna z Wami rozmawiać i wymieniać wszystkie nazwiska, autorów i tytuły można wpaść pod ziemię ze wstydu, a jednocześnie chylić czoła, że ma taką wiedzę. KIEDY ONA TO WSZYSTKO PRZECZYTAŁA I OBEJRZAŁA? Czy moja doba jest krótsza od Jej doby o 65 godzin?
Piekielna Strona Popkultury – to blog Anki. Jeśli kochacie czytać książki, oglądać seriale i chodzić do kina – strona obowiązkowa. Na przykład Ania była już 5 razy na Baby Driver i co? Przebijecie to? Bo ja to mogę tylko przybić gwoździa, głową w ścianę.
Szatanku mój kochany – dziękuję, że jesteś i cieszę się, że Cię poznałam (dla niepoinformowanych – nie teraz, już rok temu).
Nie wiem, czy kiedyś Wam o tym mówiłam, ale od dłuższego czasu wszyscy nowi znajomi, chwilę po poznaniu się ze mną, mówią „Ale ty jesteś podobna do Kasi Pakosińskiej!”. Tak bardzo często mi to wmawiają, że powoli zaczynam w to wierzyć, chociaż Kasia jest taką piękną kobietą, że aż mi głupio próbować porównywać się właśnie do niej. Ale ponieważ ją uwielbiam to każde takie porównanie sprawia mi ogromną przyjemność.
Więc uśmiechnęłam się bardzo szeroko, kiedy Kasia Ogórek powiedziała dokładnie to samo.
Kasia Ogórek to jest taka osoba, która potrafi zrobić wszystko z absolutnie niczego. Zamienia beton w kwiatki i drewno w bawełnę. Prowadzi bloga Twoje DIY i niewykluczone, że kojarzycie ją z programów telewizyjnych. Kasia być może nawet nie pamięta, ale w zeszłym roku, kiedy taka zagubiona trafiłam na imprezę wieczorną i udało mi się zamienić z Nią kilka słów, pięknie mnie zmotywowała do pracy i powiedziała, że absolutnie w blogowaniu nie można się nigdy poddawać. A wierzę Jej w tej kwestii bezgranicznie, bo ma znacznie większe doświadczenie od niejednego blogera.
Selfie „Kasi Pakosińskiej”, Szatana i Kasi Ogórek :)

Najbardziej to cieszę się, że udało mi się w tym całym zamieszaniu porozmawiać chociaż chwilę z Jackiem. Jacek Em. – Dizajnuch. Tego człowieka po prostu nie da się nie lubić, a blogerzy lgną do niego jak owocówki do owocków. Ma fantastyczne poczucie humoru, a kim jest z zawodu? Myślę, że możecie się domyślić z nazwy bloga. Zobaczycie, że o jego blogu będzie jeszcze kiedyś naprawdę bardzo głośno.
Jeśli jeszcze nie wiecie, kto ma najszczerszy i najbardziej radosny uśmiech w blogosferze to ja Wam powiem – Karolina Urbaniak. Realizuj.eu to miejsce pełne pozytywnych wibracji, optymizmu i motywacji. Karolinę poznałam podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu i to dzięki Niej nie zginęłam podczas wieczornej imprezy. No i studiuje w moim ukochanym Wrocławiu. Tak bardzo Jej tego zazdroszczę!
Niesamowicie miło mi było, kiedy się okazało, że po uczestnictwie w warsztatach kulinarnych w zeszłym roku pamięta mnie fantastyczny kucharz – Joseph Seeletso. Porozmawialiśmy sobie dłuższą chwilę „o życiu” i gotowaniu :) – bardzo spodobał mu się pomysł na projekt #oczyjedzą. Kto wie? Może kiedyś uda mi się go namówić na wspólne gotowanie!
Udało mi się również, w kolejce po lody, zamienić słówko z Natalią Knopek z Simplife.pl – musicie zobaczyć Jej zdjęcia na Instagramie!
Niesamowicie się cieszę, że miałam okazję poznać Natalię na żywo i bardzo serdecznie polecam Wam tego bloga – jeśli to w ogóle możliwe, że jeszcze go nie znacie.
Nie wymieniłam tu jeszcze wielu osób, takich jak Magda Far – Produktywna.pl, Julita Olszowska – Blondeworld.pl, czy Justyna Marek – Pinkglasses.pl (jak ktoś ma w nazwie okulary to wiadomo, że już z założenia będzie moim ulubieńcem), bo nie jestem w stanie napisać o wszystkich, ale każda z tych osób jest wyjątkowa, każda tworzy coś ciekawego i każda ma pomysł na siebie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku jakimś cudem znajdziemy więcej czasu na dłuższe rozmowy.
Organizatorzy SeeBloggers przygotowali dla uczestników aplikację, w której była agenda i wiele naprawdę przydatnych funkcji. Na początku był też tak zwany „wall” i to dzięki niemu poznałam większą ilość osób.
Biorąc pod uwagę ilość prelekcji, wykładów i aktywności oraz ponad 1000 uczestników po prostu nie sposób było spotkać się z każdym, z którym planowałam. I tak na przykład bardzo żałuję, że nie udało mi się na żywo porozmawiać z :
Olą Rybacką – Hack Your Life – ale Ola dołączy do nas w projekcie #oczyjedzą, więc na pewno będzie jeszcze nie jedna okazja do spotkania, a poza tym na pewno opowiemy Wam wspólnie historię jej oczu, bądźcie czujni!
Justyną Jakubik – Zdrowonajedzeni – mieszka w Warszawie, a ja cierpię na chroniczny brak czasu, ale mam ogromną nadzieję, że po pierwsze uda nam się wyskoczyć na zdrowy koktajl, a po drugie Justynka również dołącza do akcji #oczyjedzą z czego niesamowicie się cieszę!
Kasią Włusek – Mamy sprawy – poznałam Ją w zeszłym roku i niezmiennie podziwiam. Prowadzi bloga parentingowego, więc oprócz tego, że jak każda mama jest urobiona po łokcie to znajduje jeszcze czas na pisanie i wymyślanie nowych tematów i w dodatku jest wiecznie uśmiechnięta. Koniecznie zerknijcie na jej bloga!
Anią Makowską – Doktor Ania – z Anią spotkamy się na pewno wkrótce w Warszawie, a w ogóle to Ania jest z kolei organizatorką konferencji Food&Health Conference, która odbywa się w Trójmieście, a w tym roku w październiku odbędzie się również w Warszawie i już w tym momencie zachęcam Was serdecznie do wzięcia w niej udziału.
OPTOMETRYŚCI, jesteście tutaj? Dobrnęliście do tego momentu? Po pierwsze szacun, bo jak ja się rozpiszę to koniec świata, a po drugie naprawdę – powinniście przyjechać na Food&Health Conference. I do Warszawy, i w przyszłym roku do Trójmiasta.
Podsumowując moje, jak zwykle długie, wywody.
Optometrysta wśród blogerów – czuje się coraz lepiej.
SeeBloggers to naprawdę świetna impreza i mam nadzieję, że za rok też wezmę w niej udział.
Mojego bloga czyta nadal znacznie więcej osób z branży niż z zewnątrz, co bardzo chciałabym zmienić, bo wszystko to, o czym piszę, osoby z branży przecież wiedzą, a to właśnie do pozostałych osób ta wiedza ma trafić. Stąd między innymi pomysł na projekt #oczyjedzą.
Będzie mi bardzo miło, jeśli inni blogerzy się do niego przyłączą.
Dziękuję wszystkim za wspaniały weekend i za solidną dawkę motywacji i pozytywnej energii!
SeeBloggers! Do zobaczenia za rok!



utworzone przez Justyna Nater | lip 26, 2017 | Lifestyle

Idzie nowe!
Będziemy jeść!
Parę miesięcy temu, dokładnie we wpisie wigilijnym, wspominałam, że pojawił się pewien pomysł.
I właśnie nadszedł ten moment!
Działamy!
[Spokojnie, www.dbajowzrok.pl nie zmienia się w blog kulinarny.]
#oczyjedzą to projekt, który ma na celu pokazać, że nie tylko marchewka jest dla naszych oczu zdrowa.
Jeśli lubicie gotować i macie ochotę wziąć w tym projekcie udział, napiszcie do mnie za pomocą formularza lub mailowo na justyna.nater@dbajowzrok.pl
Najbliższe gotowanie już w tę sobotę!
A efekty – wkrótce na blogu.
Przez żołądek do… oczu!
SMACZNEGO!
utworzone przez Justyna Nater | lip 21, 2017 | Lifestyle
Co prawda tytuł tekstu może sprawiać wrażenie takiego o negatywnym wydźwięku, ale nic bardziej mylnego. Nie zamierzam mówić tu o tym, że Woodstock jest zły, niedobry, że powinni zakazać organizacji tej imprezy.
Wręcz przeciwnie.
Wyznaję też zasadę, że w tego typu sytuacjach oceniać, czy krytykować można dopiero wtedy, kiedy się coś widziało, przeżyło, słyszało na własne uszy, oczy i inne…
Wprowadzając Was zatem w temat (o którym dzisiaj chciałabym tylko krótko, żeby rzucić hasło i żebyście mieli to na uwadze) uprzedzam pytania – TAK, byłam na Woodstocku.
I jeszcze raz – Tak, byłam w Kostrzynie nad Odrą, tak bawiłam się na Woodstocku.

[źródło zdjęcia: garnek.pl]
Co prawda było to już dobrych kilka lat temu – był rok 2010 i możliwe, że wiele się od tamtej pory zmieniło, ale… o tamtej edycji festiwalu mogę powiedzieć jedno – było fantastycznie.
Oczywiście pewne rzeczy nie były zgodne z moimi oczekiwaniami i oczywiście bywało tak, że pewne zachowania, pewnych osób, pewnych grup nie za bardzo mi odpowiadały, ale nie sposób jest przy takiej ilości uczestników trafić wyłącznie na osoby zachowujące się tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
Tak naprawdę pojechałam na festiwal dla Leszka Możdżera, pojechałam też dla (wtedy jeszcze „małego” zespołu) Tabu, grającego reggae – Tabu w tej chwili grywa już na dużej scenie Woodstocku, wtedy grali jeszcze na małej.
Nigdy nie zapomnę tego oberwania chmury podczas najważniejszego dla mnie koncertu, koncertu Leszka…
Moi znajomi byli wściekli, bo nie chcieli mnie po nocy zostawić samej pod sceną. Przy czym mi deszcz zupełnie nie przeszkadzał, bo byłam zachwycona muzyką, a oni jednak trochę przeze mnie przemokli, za co ich serdecznie przepraszam.
Przejdźmy do rzeczy
KĄPIELE BŁOTNE
Widziałam. Nie uskuteczniałam. Co o tym sądzę? Wszystko jest dla ludzi, chociaż bywają opinie, że niby kąpiele błotne kojarzą się ze zwierzętami… Ale czy ja wiem? Jak ktoś lubi… nikomu tym nie robi krzywdy, ewentualnie samemu sobie. Właśnie o tym chciałam Wam dzisiaj napisać w kontekście oczu.
Drodzy Woodstockowicze, kąpcie się ile się Wam podoba. Ja mam do Was tylko jedną gorącą prośbę.
Róbcie to na tyle odpowiedzialnie, żeby nic wam nie zjadło oka.
Mówię poważnie.
Jeśli napiszę teraz, że przydałyby się okulary ochronne (albo jak chcecie „pływać”, czy „nurkować” to może takie do pływania), to i tak mnie zapewne wyśmiejecie i powiecie
„Chyba oszalałaś, że ja będę jakieś specjalne okulary zakładał”.
No i dobra, odpuśćmy ten temat, bo i tak Was nie przekonam.
Możecie jednak trochę inaczej podejść do sprawy.
W glebie i wodzie występują powszechnie wolno żyjące gatunki pełzaków pierwotnych z rodziny Acanthamoebidae.
Pewnie nic Wam to jeszcze nie mówi. Poza tym co ma wspólnego pełzak z Woodstockiem.
No pełzak to ewentualnie tylko po zbyt dużej ilości złotego napoju z bąbelkami podczas festiwalu.
Ale teraz tak… z czego składa się błoto? Z gleby i wody, tak?
Jeśli chodzi o samą wodę – z tego właśnie powodu nie można pływać w soczewkach kontaktowych, nie wolno płukać soczewek kontaktowych wodą z kranu.
Połączenie wody i gleby – środowisko idealne dla pełzaczków.
DLATEGO najlepiej by było, gdyby takie błoto nie dostało się Wam do oczu.
Acanthamoeba – (pol. Akantoabema / Akantameba) to rodzaj ameb (gromada Discosea, supergrupa Amoebozoa).
Te małe „stworzonka” mogą powodować chorobę pasożytniczą zwaną akantamebozą.
Może ona wywołać ziarniakowe zapalenie mózgu, ale my tu o oczach, więc jeśli chodzi o oczy to dzięki niej może się pojawić pełzakowate zapalenie rogówki.
Nie wiem, czy wiecie, jak takie zapalenie wygląda (za kilka linijek będzie zdjęcie – jak ktoś jest wrażliwy to uprzedzam, że może mieć odruch… no różnoraki), ale ta urocza ameba po prostu wcina sobie rogówkę oka.
Skutki złapania Akantoameby mogą być bardzo poważne, może to być trwała ślepota lub nawet utrata oka.
Zakażenie może nastąpić w sytuacji, kiedy jesteśmy skaleczeni lub mamy uszkodzoną powierzchnię oka.
Jakie są objawy?
– uczucie ciała obcego w oku,
– pogorszenie widzenia,
– zaczerwienienie oczu,
– ból,
– światłowstręt,
– łzawienie,
– w dalszym etapie zmiany wyglądu rogówki, charakterystyczne białe pierścienie.
![[źródło zdjęcia: http://mddk.com/acanthamoeba-keratitis.html]](https://www.dbajowzrok.pl/wp-content/uploads/2017/07/acanthamoeba-keratitis-pictures-640x443.jpg)
[źródło zdjęcia: http://mddk.com/acanthamoeba-keratitis.html]
Moi Drodzy, to też nie jest tak, że w tym błocie możecie „spotkać” tylko Akantoamebę, a żeby ją złapać trzeba mieć trochę szczęścia, bo na wędkę się nie da, niezależnie od przynęty.
Mimo wszystko tam, w tych błotnych kąpielach, będzie trochę więcej drobnoustrojów i o zapalenie spojówek, czy rogówek naprawdę nietrudno.
DLATEGO
NIE MÓWIĘ WAM – „Dajcie spokój”. NIE.
Kąpcie się do woli.
Ale chciałabym, żebyście pamiętali:
– nie wolno w tym błocie kąpać się w soczewkach! POD ŻADNYM POZOREM;
– jeśli się zdarzy, że wpadniecie w błoto „przypadkiem” i akurat będziecie mieli założone soczewki, a choćby kropla tego błota, czy wody dostanie się do oczu – proszę – ściągnijcie te soczewki od razu i najlepiej załóżcie nowe, bo warunki Woodstockowe raczej nie sprzyjają czyszczeniu soczewek płynem i prawidłowej higienie itp.;
– pamiętajcie, żeby na Woodstock zabrać ze sobą raczej soczewki jednodniowe, z tego samego powodu, jaki wymieniłam powyżej – nie wierzę, że będziecie w stanie w tej festiwalowej atmosferze i warunkach codziennie zdejmować, czyścić i zachowywać higienę użytkowania soczewek o przedłużonym trybie noszenia, i to nie dlatego, że w Was wątpię, ale po prostu…no nie;
– w razie czego zabierzcie ze sobą krople nawilżające i sól fizjologiczną żeby móc sobie oczy po prostu przepłukać – podkreślam tylko, że jeśli Wasza ręka będzie zbyt chwiejna to lepiej dać buteleczkę znajomemu (który wcześniej umyje ręce) niż wydłubać sobie oko.
I ogólnie po prostu BAWCIE SIĘ ŚWIETNIE, a jednocześnie uważajcie na siebie.
Na pewno za rok też będziecie chcieli się wybrać na festiwal i nie tylko słuchać, ale także oglądać wykonawców i patrzeć bez problemu na swoich znajomych.
„Dwoma okami”, a nie jednym.
Umowa stoi?
Siema!
P.S.
I jeszcze jeden tekst, który może się przydać podczas festiwalu. Zupełnie niechcący.
Kliknijcie TUTAJ.
utworzone przez Justyna Nater | lip 12, 2017 | Lifestyle
Czy łatwo jest oszukać tysiące ludzi?
W internecie dzisiaj wszystko jest możliwe.
Manipulacja goni manipulację, a czytelnicy „kupują” wszystko, co podsunie im się pod nos.
Manipulacje związane z korzyściami kredytowymi, z wydarzeniami ze świata i kraju, z polityką. To wszystko się dzieje, tylko większość z odbiorców nie weryfikuje absolutnie żadnej podawanej dalej informacji.
Taka manipulacja, o niesamowitej skali i obrzydliwej perfidii, miała miejsce w ostatnich kilku miesiącach.
#BojęSięCiemności
Kojarzycie?
Nasuwa mi się tylko pytanie – Jakim trzeba być wypranym z uczuć i emocji człowiekiem, żeby zmanipulować wszystkich tematem dotyczącym cierpienia dziecka?
Wyjaśnijmy w skrócie o jaką sytuację chodzi – bez zbędnego rozpisywania się, bo większość z Was i tak zapewne już zna sprawę, a ci co nie znają mogą spokojnie zapytać Wujka Google i on chętnie odpowie przynajmniej kilkunastoma zasobnymi w informacje na ten temat linkami.
Na jednej ze stron, zajmujących się różnego rodzaju dobroczynnymi zbiórkami pieniędzy, została otwarta zbiórka pieniędzy dla Antosia, który tracił wzrok. Aby uratować jego oczy należało wpłacić kwotę, która miała umożliwić mu wyjazd do Stanów. Brzmi znajomo, prawda? O tym zaraz.
Zbiórka była co jakiś czas przedłużana, ponieważ nie udawało się zebrać potrzebnej kwoty pieniędzy – czyli bagatela pół miliona polskich złotych.
Założycielem zbiórki była osoba prywatna. Do akcji włączyli się również aktorzy, sportowcy i znane osoby ze świata „show biznesu”. Machina się rozpędziła, pieniądze (z nadwyżką) zebrano.
W tym samym czasie, pod koniec akcji, inny portal wydał oświadczenie oraz zgłosił możliwość popełnienia oszustwa.
Okazało się, że nie ma żadnego Antosia, nie ma chorych oczu, nie ma wyjazdu do Stanów, żadne takie dziecko nie leczy się w Polsce w podanym wcześniej szpitalu.
Oczywiście zbiórka została zamknięta, sprawa jest w toku, organizator tego przedsięwzięcia nie chce udzielać żadnych wywiadów, nie odbiera telefonów, zdawkowo pisze, że pieniądze zostaną zwrócone itd. Itd.
Nie ma sensu rzucać nazwami, ani nazwiskami, i tak możecie to sobie bez problemu sprawdzić we własnym zakresie. Poza tym sprawa jest wyjaśniana, a do czasu wyjaśnienia, choćbym miała nie wiem ile negatywnych myśli i choćbym była niesamowicie wściekła i myślała o tym panu, co sobie tak ze wszystkich zakpił, jak najgorsze rzeczy – do czasu wyjaśnienia sprawy nie czuję się upoważniona do publicznego wyrażania opinii na ten temat. Chociaż uwierzcie mi, BARDZO chętnie bym to tu teraz zrobiła. Może jak już będzie oficjalny wyrok, dodam tu krótki „edit” i wtedy polecą epitety.
Na razie chciałam tu o czymś innym…
Antoś, który nie istniał i nie istnieje miał mieć siatkówczaka. Miał mieć jedyną szansę na uratowanie widzenia, dzięki operacji wykonanej w Stanach.
Dlaczego pytałam, czy to brzmi znajomo?
Pamiętacie…
Oko w oko z rakiem – Aniołowie Marceliny?
Oko Poli – walka z siatkówczakiem?
Siatkówczak – pan życia i śmierci?
Na pewno pamiętacie. A jeśli nie to już Wam przypominam – to też były zbiórki dla dzieci chorych na siatkówczaka. Wszystkie trzy zakończone sukcesem. W dwóch pierwszych udało się w Stanach uratować oczy dziewczynek, w przypadku Tomusia niestety oczko zostało usunięte, ale chłopiec ma protezę, a najważniejsze jest to, że udało się uratować jego życie.
Te dzieci do tej pory jeżdżą na kontrole po operacjach, zabiegach i podanych lekach.
Zbiórek dla dzieci z siatkówczakiem jest naprawdę dużo. Aż łzy stają w oczach, kiedy się widzi JAK dużo…
Siatkówczak – (retinoblastoma) to nowotwór złośliwy, który nieleczony prowadzi do śmierci dziecka, a jest w tej chwili jednym z najczęstszych nowotworów wewnątrzgałkowych występujących u dzieci. Może być dziedziczony lub może wystąpić w wyniku mutacji. W przypadku postaci dziedziczonej występuje zwykle obustronnie, w tej drugiej zaś zwykle w jednym z oczu. Objawy tego nowotworu pojawiają się przeważnie w pierwszym roku życia.
(RODZICE ! BADANIA WZROKU WASZYCH DZIECI SĄ NAPRAWDĘ BARDZO WAŻNE!)
Najbardziej charakterystyczne dla siatkówczaka są przede wszystkim biała źrenica oraz zez. Przy czym zez świadczy o tym, że nowotwór zajął plamkę (miejsce widzenia centralnego na siatkówce), a biała źrenica, że zajął już znaczną część siatkówki.
Nieleczony lub oporny na leczenie siatkówczak może dać przerzuty do innych narządów.
[źródło zdjęcia: chect.org.uk ]
Niektóre dzieci z siatkówczakiem otrzymują w Polsce krótką informację : „Oko do usunięcia”.
Nic dziwnego zatem, że jeśli dostają zielone światło na leczenie u słynnego już dr Abramsona w Stanach Zjednoczonych, ich rodzice stają na głowie, żeby wyjechać i uratować życie i wzrok dziecka.
Już wiele razy słyszałam opinie w stylu „Nowotwór nowotworem, ale rodzice mają przynajmniej zafundowany wyjazd do Stanów” …
Naprawdę?
Naprawdę wydaje się Wam, że mając swoje ukochane dziecko, któremu grozi utrata widzenia, utrata oka, utrata życia, wycieczka do Stanów to najbardziej atrakcyjna perspektywa całej sytuacji?
Doktora Abramsona możecie „bliżej” poznać tutaj : https://www.mskcc.org/cancer-care/doctors/david-abramson
Powiem tak – jestem wściekła na całą sytuację. I na użycie chwytającego za serce hasła „Boję się ciemności”!
Wiecie dlaczego?
Bo pomimo tego, że udało się zebrać potrzebne kwoty dla wielu dzieci, wielu pozostałym się to nie udaje. I tak społeczeństwo ma problem z pomaganiem, i tak mamy do czynienia z ograniczonym zaufaniem, i tak sporo osób podchodzi do takich apeli o pomoc na zasadzie przewijania strony dalej i nie zatrzymywania się ani na sekundę. Ci którzy pomagają, jak to pięknie określili rodzice Marceliny, to naprawdę Anioły. I ja przepraszam jak tu kogoś uraziłam, bo teraz to różnie z tą wrażliwością na różne rzeczy bywa, ale Anioły to jest właśnie to właściwe określenie.
W każdym razie ja bym chciała do Was w tym miejscu tak naprawdę gorąco i serdecznie zaapelować.
Żebyście postarali się tę historię z nieistniejącym Antkiem puścić w niepamięć, w tym sensie żebyście nie oceniali innych zbiórek tego typu przez pryzmat tej jednej. Błagam.
Bo te dzieciaki naprawdę potrzebują pomocy, bo każde z tych dzieci równo zasługuje na ratunek wzroku i życia.
Nie zrażajcie się przez jednego człowieka, któremu mózg wyparował być może na jakichś ekskluzywnych wczasach pod palmami. Nie wiemy jeszcze co nim kierowało, być może nic dobrego, ale żadne z tych dzieci, które naprawdę cierpią i naprawdę potrzebują pomocy, nie są temu winne.
To tyle ode mnie dzisiaj.
P.S.
Tych, którzy wiedzą, jaki mam obecnie problem z dłonią – uspokajam – rękę oszczędzam, pisałam ten tekst trzy dni, ręką lewą.