15 powodów, dla których warto związać się z optometrystą

15 powodów, dla których warto związać się z optometrystą

23 marca – Światowy Dzień Optometrii!
Z tej okazji post lekki i przyjemny… rzekłabym, że świąteczny.

Drodzy Pacjenci – rozglądajcie się za odpowiednim wybrankiem/wybranką serca.

Drodzy Specjaliści – przyjemności to nie rabaty, na pewno chętnie się połączą.
Jeśli warto związać się z optometrystą, to pomyślcie jak fantastyczny efekt mógłby dać związek dwóch takich specjalistów?

Optometryści to wspaniali ludzie! Zgadzacie się?
Dbają o Wasze oczy, o prawidłowe i komfortowe widzenie… Wiele z ich cudownych cech, które wykazują w gabinetach, przekłada się również na życie prywatne.
Potrzebujecie argumentów? A oto 15 przykładowych!

1. Jako Twój partner, optometrysta zawsze będzie patrzył Ci w oczy z największym uznaniem i zachwytem (to nas kręci).

2. Optometrysta doskonale zna wartość dobrego widzenia. Włączając w to wady wpływające na jego związek.

3. Optometria jest bardzo wymagającą dziedziną wiedzy. I będzie ona zawsze potrzebna społeczeństwu. Optometrysta nigdy nie będzie narzekał na brak pracy. Zawsze się jakaś dla niego znajdzie.

4. Twój „optometryczny partner” zawsze zrobi wrażenie na rodzicach, rodzeństwie i przyjaciołach. Każdy będzie chciał z nim porozmawiać, a jego porady i odpowiedzi zawsze zgarną pełną pulę punktów.

5. Możesz być pewny / pewna, że optometrysta jest człowiekiem wytrwałym i pracowitym. Inaczej nie udałoby mu się skończyć studiów z optometrii.. Wniosek? Partner idealny. Zwłaszcza ten pracowity.  Wiecie co mam na myśli…

6. Optometryści to osoby, które zajmują się przede wszystkim pomaganiem innym. Wpływają na jakość życia swoich pacjentów. Na Twoją też mogą wpłynąć. Wyobraź sobie optometrystę, który tak zadba o Ciebie, jak o wzrok swoich pacjentów. Bajka!

7. Optometryści wiedzą, jak sobie radzić ze stresem. W dzisiejszej rzeczywistości muszą ogarniać bardzo napięte grafiki, znać wiele skomplikowanych procedur, każdego pacjenta traktować indywidualnie i mieć dużo cierpliwości do tych, którzy lubią wyprowadzać z równowagi. Drogie Panie, czyż nie brzmi to zachęcająco?

8. Optometryści mają niesamowite zdolności socjalne – w kontaktach z ludźmi. Codziennie pomagają pacjentom, okazując troskę i współczucie.

9. (Mój ulubiony punkt programu) Optometryści mogą sporo podróżować. Konferencje, szkolenia, konsultacje, seminaria, warsztaty itd itd… Przyjemnie byłoby im towarzyszyć, prawda? (Zaraz się mój M. odezwie, że go nigdzie nie zabieram…)

10. Optometryści radzą sobie z osobami w każdym wieku, od młodzieniaszków po osoby starsze. Z ogromną cierpliwością. Co oznacza, że poradzą sobie zarówno z dziećmi, jak i naszymi dziadkami, potrzebującymi rodzinnego wsparcia.

11. Specjaliści ci są niezawodni. Wielu ich pacjentów wierzy i ufa im bezgranicznie oraz zgłasza się po bardzo szczegółowe porady.

12. Optometryści potrafią współpracować. Ich praca polega na ciągłej współpracy z innymi specjalistami: okulistami, optykami, innymi lekarzami, pielęgniarkami… Współpraca między partnerami to klucz do romantycznego związku!

13. (Uwaga drogie Panie!) Optometryści to wspaniali słuchacze. Codziennie przeprowadzają wywiady z pacjentami i słuchają opowieści (niczym z Narnii). To chyba najbardziej pożądana i poszukiwana w partnerach cecha – aby umieli nas słuchać!

14. Optometryści codziennie spotykają się z przeróżnymi charakterami swoich pacjentów, od osób spokojnych, po szalone, wesołe, nerwowe i spontaniczne. Dzięki temu można z nimi porozmawiać na dosłownie KAŻDY i dowolny temat.

15. Optometryści wiedzą, prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek inny, że oczy są zwierciadłem duszy… że z oczu można wyczytać prawdziwe uczucia! I dlatego po prostu… no nie można ich nie kochać!

Przekonałam?
To może jakieś inne pomysły?

black-and-white-1031639_1920

___
oryginał: http://www.eharmony.com/dating-advice/dating-tips-women/15-reasons-to-date-an-optometrist/#.WNLucWg19Pb

Optometrysta od kuchni – wpis urodzinowy

Optometrysta od kuchni – wpis urodzinowy

Przy okazji tego wpisu chciałabym Wam pokazać mój najcudowniejszy na świecie tort urodzinowy, wykonany przez Agnieszkę Duszyńską.
optometrist birthdayDuszka – niesamowite torty – strona www oraz fanpage :)
Tort był przepyszny, o smaku Red Velvet :)
___________

Co jakiś czas widzę wpisy urodzinowe na innych blogach, pomyślałam sobie – ja też taki napiszę, a co!
W końcu mam urodziny, to mogę, prawda?

A poza tym od jakiegoś czasu, poza pytaniami o wzrok, zadajecie również pytania o moje inne hobby, zwyczaje, ulubione książki itp.
Zatem proszę, 27 ciekawostek o mnie (niektórych nie znają nawet najbliższe mi osoby).

1. Kiedy byłam mała, kochałam się w Zorro. – Nie żartuję, naprawdę. Nawet pisałam do niego listy (i odpisywał!). Dopiero w późniejszych latach dotarło do mnie, że charakter jego pisma jest identyczny z charakterem pisma mojej Mamy, więc… no cóż. Skończyło się tak, jak ze świątecznym Mikołajem…
Zorro był jednak na naszym weselu, o czym możecie przeczytać u Niepoprawnej Panny Młodej, jeśli tylko macie ochotę!

2. Tańczę odkąd pamiętam. I odkąd nie pamiętam podobno też. – Mama nie mogła słuchać muzyki w ciąży, bo kopałam jak wariatka. Nie ma w domu takiego nagrania z dzieciństwa, na którym bym nie tańczyła i nie śpiewała, chociaż przez chwilę.

3. Nie zawsze miałam krzywy nos. – Pewnego dnia zaliczyłam po prostu bliskie spotkanie z kaloryferem, zresztą z powodu opisanego w punkcie powyżej. Tańczyłam, tańczyłam i zniknęłam z pola widzenia.

4. Nie zawsze też chciałam być optometrystą, na przykład jako mały karaluch chciałam pracować w sklepie rybnym i nakładać ręką śledzie przez woreczek. – Nie umiem tego skomentować.

5. Kiedy w Domowym Przedszkolu 6 grudnia Mikołaj rozdawał prezenty, stawałam przed telewizorem z zamkniętymi oczami i wyciągałam ręce. – Prezenty dostawały niby tylko grzeczne dzieci, więc do tej pory nie rozumiem dlaczego, ale zawsze coś mi się udało z tego telewizora wyciągnąć.

6. Nigdy nie wagarowałam w szkole (zaznaczam, że nie mam na myśli studiów). – Wiecie jak to jest w szkole, jak cała grupa idzie, a jedna menda się wyłamie. Wszyscy się na nią wściekają, że lizus i te sprawy. No nie szłam i koniec. W środku w Czesiu trochę mi było żal, że kosztem sympatii rówieśników, ale z drugiej strony asertywność warto ćwiczyć od małego, no nie? A prawda jest taka, że byłam po prostu grzecznym dzieckiem :D (Rodzice pewnie mają odmienne zdanie) i wiedziałam, że nie wolno mi wagarować i kropka. (Żebyście mi teraz nie wytknęli punktu 5 – czasy Mikołaja w Domowym Przedszkolu i czasy szkolne to kilka lat różnicy, żeby nie było, że zaprzeczam sama sobie). Byłam grzeczna! No nie mówcie, że nigdy niczego sobie nie wmawialiście.

7. Pisałam smsy w kieszeni. – Kiedy jeszcze telefony nie były dotykowe, kiedy trzeba było każdą literę wpisywać osobno i kilka razy klikać jeden przycisk, żeby wybrać odpowiednią. Pisałam w kieszeni. I jakimś cudem NIGDY się nie pomyliłam. Potrafiłam nawet wysłać smsa do odpowiedniej osoby, pamiętając kolejność wszystkich czynności i znając listę kontaktów na pamięć.

8. Maniakalnie grałam na maszynach z maskotkami. – Na promenadzie w Świnoujściu było ich mnóstwo, kiedy byłam dzieckiem. Potrafiłam przynosić do domu całe siaty maskotek, które do dzisiaj mam w kartonach i trzymam dla potomstwa. O ile nic ich jeszcze nie zjadło.

9. Zanim skończyłam 18 lat marzyłam o pójściu do kasyna, takiego z prawdziwego zdarzenia. – Obiecywałam sobie, że jak tylko będę pełnoletnia pójdę sobie pograć. Potem wyznaczyłam sobie 21. urodziny na kolejny deadline. Do dzisiaj nie byłam. Pomijając kasyno na Bahamach, w którym przegrałam całe 3 dolary.

9. Tu nie będzie zaskoczenia – uwielbiałam grać w Super Mario Bros. – No nic dziwnego. Ale… kiedy grałam z przyjaciółką, musiała biedna poczekać sporą ilość czasu, aż na jednym życiu skończę grę i uratuję księżniczkę. Trening czyni mistrza, cnie?

10. Każdy rok szkolny kończyłam świadectwem z paskiem, więc chyba miałam łatkę kujona. – Prawda jest niestety taka (i aż głupio to przyznać), że wcale nie wkuwałam jak wariatka, dla dobrych ocen. Wyglądało to raczej dokładnie odwrotnie – siedziałam w kącie pokoju z książką na kolanach, więc kiedy zaglądali do mnie Rodzice, bardzo pilnie się uczyłam, a przed książką trzymałam takie cudo szare, plastikowe, wiecie jakie… po prostu tłukłam w Tetrisa. No naprawdę.

11. Najgorzej było, kiedy… mówiłam, że nie umiem, a dostawałam dobrą ocenę. – Przypuszczam, że każdy kiedyś przeżył wściekłość na kogoś innego z tego powodu. Odczułam to nie raz na studiach, kiedy takie sytuacje przytrafiały się znajomym (mi już znacznie rzadziej). Był nawet w gimnazjum taki sprawdzian z fizyki… wróciłam do domu ZAPŁAKANA, że poszło mi tragicznie, że pozapominałam wzorów i jestem beznadziejna. Okazało się, że wzór, którego nie pamiętałam, to było coś w stylu X= AxB, a ja wyprowadziłam sobie inny (zajęło mi to dwie strony A5), taki do którego byłam w stanie podstawić dane… okazało się, że też zadziałało. I co? Wróciłam z oceną celującą. Ze sprawdzianu, który „skopałam”. I przysięgam Wam, że pamiętam to tak dobrze do dzisiaj, bo naprawdę nie wiem, jak to się wtedy stało.

12. Cztery lata temu rozchorowałam się dosłownie godzinę przed północą w Sylwestra. – Kiedy strzelały fajerwerki, siedziałam w taksówce i jechałam do domu z gorączką 39 stopni. Od tamtego felernego Sylwestra nie było miesiąca, w którym nie byłabym w podróży. Łącznie z trasą
Świnoujście-Wrocław-Debrzno-Świnoujście-Wrocław-Zamość-Wrocław-Stambuł-Wrocław, która była absolutnym szaleństwem i trwała ! 14 dni (bo w Zamościu było wesele, a w Turcji spędziłam trzy dni z nich).

13. W liceum pisałam smutne wiersze. – Pewnego dnia oddałam ich kilkanaście mojej nauczycielce, ponieważ chyba chciała wybrać coś na konkurs. Wiecie jak to się skończyło? Nie… konkursem nie. Chciała mnie zaprowadzić do szkolnego psychologa i zapewniała, że jak będę potrzebowała porozmawiać, to mam koniecznie dać znać. No cóż.

14. Teraz będzie pikantnie! Zdarzyło mi się popracować kilka, może kilkanaście dni w klubie gogo. Nie, nie, aż tak roztańczona nie byłam, roznosiłam drinki. Byłam kelnerką i jedyną ubraną dziewczyną w klubie. Szczerze mówiąc moja psychika tego nie udźwignęła. Odeszłam pod jakimś tam pretekstem, bo… no nawet nie ma sensu tłumaczyć.

15. Nie lubię czytać książek w telefonie, komputerze, czytniku, czymkolwiek. – Jestem dinozaurem z epoki kamienia łupanego (nie wiem, czy wtedy były dinozaury, chyba nie…) i jeśli mam czytać książkę, to tylko papierową. Na studiach potrafiłam drukować setki stron, kupować wszystkie możliwe pozycje potrzebne do nauki, byle tylko nie musieć uczyć się lub czytać z elektronicznego ekranu. Nieśmieszne. Taki tam poważny podpunkt.

16. Kolejny nieśmieszny podpunkt. Podczas studiów brałam suplementy diety na usuwanie wody z organizmu. – Od zawsze prawie nie piję wody. Nie piję, nie dlatego, że nie lubię, po prostu nie umiem wypić tyle płynu, ile trzeba. Więc nie dość, że nie piłam, to jeszcze specjalnie i celowo się odwadniałam. Brawo ja. Efekt? Odwarstwienie ciała szklistego w obu oczach. (Kiedyś Wam o tym opowiem.)

17. Nie cierpię piwa! – Powtarzano mi, że nauczę się je pić na studiach. Nic z tego. Fu i koniec. Za to wino w każdych ilościach. (Nic nie mówiłam.)

18. Kiedy byłam mała, lubiłam bawić się w kuchni. – W kucharza też, ale to nie o to chodzi. Lubiłam ludziom spuszczać różne rzeczy na głowę z okna. (Może nie powinnam tego głośno mówić?) Nikogo w każdym razie nie zabiłam. Zmarnowałam Mamie tylko trochę mleka, mąki… same lekkie rzeczy. Ot wielka afera.

19. Mąż mnie udusi, ale muszę. Zaręczyliśmy się po tygodniu związku i po miesiącu znajomości. – Poważnie. Pochodzimy z M. z jednego miasta, ale tylko On uważa, że się tam kiedyś poznaliśmy. Ja tego nie pamiętam. Poszliśmy razem na koncert 19 sierpnia, 5 września byliśmy razem, 13 miałam pierścionek na palcu. 1,5 roku później został moim mężem. I żyli długo i szczęśliwie. Taki przynajmniej mają zamiar. I proszę mi nie wytykać, że wyprowadziłam się po czterech miesiącach od ślubu do innego miasta! Za chlebem pojechałam. Jestem usprawiedliwiona.

20. Największa ortograficzna wpadka w szkole? Miałam uzasadnić, dlaczego piszemy
„w górze” … dlaczego? Przecież to oczywiste! „W górze, bo w dole!”
Chodziło o ‘rz’ ? A to sorry, myślałam, że o ‘ó’.

21. Mam wizje katastroficzne. – Na przykład, kiedy widzę, że kelnerka idzie z tacą, na której niesie kieliszki, wyobrażam sobie jakby to było, gdyby się przewróciła i co by się stało z jej twarzą. Psychiatra potrzebny od zaraz.

22. Boję się ciszy i ciemności. – Prawie dwa lata mieszkałam sama we Wrocławiu podczas studiów i autentycznie chodziłam wiecznie niewyspana. Potrafiłam dzwonić do ludzi po nocach i rozmawiać z nimi do 4 rano. Kiedy zaczęłam już rozmawiać z meblami, postanowiłam sprawić sobie kota.

23. Śpi ze mną kot. Ale nie ten z punktu 22. Pluszowy. W sumie to już chyba nawet nie pluszowy. – Chodziłam jako dziecko do szkoły muzycznej i przez jakiś miesiąc patrzyłam na niego, leżącego tak smutno w samotności za szybą sklepową. Zawsze obiecywałam mu, że zabiorę go w końcu do domu. Zabrałam. Wygrałam konkurs w tej szkole muzycznej, a nagrodą było chyba 40 niemieckich marek (taaak, to było tak dawno!). Zabrałam go do domu i śpi ze mną do dzisiaj. Pies przyjaciółki chciał mu wygryźć oko i przypaliłam mu głowę, bo zapomniałam, że leży pod włączoną lampką nocną. Uratowałam go, kiedy już leciał mu z tej główki dymek. Przeżył sporo, ale ma się dobrze. Chyba. I jest ze mną.

24. Zabiję każdego kwiatka. – Nawet sztucznego. Nigdy nie kupujcie mi kwiatków. Poza tym, że nie lubię ciętych (wyjątkiem są goździki), doniczkowe żyją przy mnie maksymalnie miesiąc. Choć zawsze staram się z nimi rozmawiać i przekonywać, że o nie bardzo dbam.

25. Przez dwa lata biegałam od czwartku do niedzieli z aparatem po wrocławskich klubach – Poznałam niesamowicie pozytywnych ludzi i pomimo ogromnego zmęczenia, nie żałuję ani minuty spędzonej w tamtej pracy. Pomijając jeden wieczór, kiedy jechałam samochodem podczas strasznej burzy / oberwania chmury, chyba przerysowałam zaparkowany samochód (nie wiem, bo nie było nic widać) i prawie urwałam drzwi na ostrym zakręcie (mój samochód był dowcipny, wsiadać musiałam zwykle przez bagażnik, bo drzwi nie chciały się otworzyć… ale otwierały się w trakcie jazdy. Tak. Wsiadałam przez bagażnik. Jeśli to można nazwać „wsiadaniem”.)

26. Dwa powyższe lata studiowałam również zaocznie realizację dźwięku. – Może dlatego, że nudziło mi się na Politechnice? Nie… Nie dlatego, chociaż faktycznie dołożyłam sobie trochę zajęć. Skończyło się to w ten sposób, że miałam studia stacjonarne, co dwa tygodnie studia zaoczne, pracę po nocach od czwartku do niedzieli i… miałam 10kg mniej. A poza tym byłam jedną z chyba czterech? dziewczyn na roku i rewelacyjnie się bawiłam. To były zdecydowanie najlepsze lata studiów. Pozdrawiam wszystkich kolegów realizatorów! Szkoda, że tych czasów nie da się tak po prostu powtórzyć.

27. Co by tu na koniec… Może jakoś tak na poważnie, żeby nie było. – Mam tatuaż. – Zrobiła mi go koleżanka, na Islandii. Taki tam napis „Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”, po angielsku. Pompatycznie, no nie? Ale to naprawdę działa. Polecam. Nie tatuaż. Motto.

———

28. Obiecuję nie robić takich wpisów co roku!

#oczy #blogera

#oczy #blogera

Wczoraj zakończyła się IV edycja festiwalu See Bloggers, który od czterech już lat odbywa się w Gdyni. See Bloggers to spotkanie blogerów, vlogerów i innych twórców internetowych.

Nigdy wcześniej nie byłam na tego typu wydarzeniu (oczywiście pomijając Blogowigilię, która jest świąteczną imprezą o zupełnie innym charakterze).

Tak naprawdę zakładając Dbaj o wzrok, nie planowałam tworzenia bloga. Tak wyszło w ciągu kilku pierwszych miesięcy. Wynikało to z chęci pisania lżejszych treści, niż ogrom specjalistycznych tekstów, które można znaleźć w internecie.

13833229_1221194077913560_1199727305_o

W gabinecie podczas badania, też zawsze staram się do pacjentów mówić jak najprostszym językiem, bo tłumaczenie czegokolwiek nie ma sensu, kiedy druga osoba nie rozumie o czym mówimy.
Chodziło zatem o to, aby stworzyć w sieci miejsce, które będzie źródłem wiedzy, dla osób szukających odpowiedzi na swoje pytania na forach internetowych, na których można znaleźć wiele ciekawych informacji, tylko nie te właściwe.

Wiele osób (przynajmniej wśród moich znajomych) wzdryga się, słysząc określenie „blog” lub „bloger”. Przyznaję się oficjalnie, że do niedawna sama do tych osób należałam.
Moje podejście uległo drobnym zmianom podczas Blogowigilii. Zaczęłam się przekonywać, że blogiem można dotrzeć do większej ilości odbiorców.
See Bloggers postawiło w mojej głowie „kropkę nad i”. Teraz wiem, że warto.
Blog to praca na pełny etat. Poza pracą zawodową.

Dzisiaj Blog Forum Gdańsk ogłosiło wyniki rejestracji i niestety Dbaj o wzrok nie zostało w tym roku zaproszone na wydarzenie. A szkoda. Może to dlatego, że zabrakło nam dosłownie 2-3 tygodni na zmianę wyglądu strony (bo uwierzcie, będzie piękna!), a może powody były inne. Tego nie wiem.

Choć wbrew pozorom blogerzy, to chyba najlepsza grupa odbiorców dla tematyki mojej strony.

Dlaczego tak myślę?
Motywem przewodnim każdego spotkania blogerów jest… #
Hashtagi są wszędzie i w każdych ilościach. Oznacza się imprezę, oznacza się stoiska sponsorów i wystawców, zdjęcia z warsztatów np. kulinarnych, z wykładów ze specjalistami.
Koniec końców wystarczy spojrzeć na zdjęcia słuchaczy, wykonane podczas jakiegokolwiek wystąpienia.
90% osób trzyma w ręku smartfona – czyta, robi zdjęcie, przegląda dodane już hashtagi, komentuje, udostępnia itd.

13621605_1207427782623523_1567763390_o
Oczy blogera w ogóle nie mają lekkiego życia. Przecież blogowanie polega właśnie na tym, żeby pisać teksty i żyć w kontakcie z ludźmi poprzez social media. To wszystko odbywa się za pośrednictwem urządzeń elektronicznych, emitujących szkodliwe dla oczu i całego organizmu światło niebieskie. Poza tym oczy są wiecznie w stanie napiętej akomodacji, do pracy wzrokowej w bliży. A dodatkowo – jak wiecie – podczas takiego skupienia na czytanym, czy pisanym tekście, przestajemy wystarczająco często mrugać i nasze oczy wysychają. W konsekwencji pojawia się uczucie zmęczenia, piasku pod powiekami, zaczerwienienie itp.

Wracając do See Bloggers. Początek był dla mnie trudny. Jestem osobą i gadatliwą i towarzyską, ale nie umiałam się odnaleźć wśród ludzi, którzy już się dobrze znają i przebywają w grupkach to tu, to tam. Przy samym wejściu, w kolejce do rejestracji poznałam Kasię Włusek (Mamy sprawy), więc 40 minut oczekiwania minęło bardzo sympatycznie.
Nieswojo czułam się do pierwszych warsztatów kulinarnych, które niestety były opóźnione i z tego powodu nie byłam w stanie pojawić się na kolejnych, na które również się zapisałam. Warsztaty kulinarne z Netto prowadził Tomek Jakubiak, człowiek któremu uśmiech nie schodzi z twarzy. Przygotowywaliśmy dania rybne, więc nie pojadłam sobie, ze względu na moją alergię pokarmową… Trzeba mieć pecha, żeby pochodzić z nad morza i mieszkać nad morzem, a nie móc jeść ryb. Takie życie.

IMG_20160723_152129

Moimi dwoma bohaterami tego weekendu zostali Wojtek Wawrzak (Prakreacja) i Artur Jabłoński.
Wojtek miał warsztat z prawa dla blogerów i wykład dotyczący siły blogów eksperckich, natomiast Artur mówił o narzędziach do blogowania. Oboje sprawili, że po ostatnim drobnym spadku motywacji, odzyskałam chęć do pisania i nabrałam więcej dystansu.

IMG_20160724_121424
IMG_20160724_161337
Nie mówiłam Wam, ale faktycznie miałam taki problem i to całkiem niedawno. Miałam wrażenie, że nie ma sensu pisać Dbaj o wzrok, że najlepiej w ogóle zmienić branżę, „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Miałam wrażenie też, że nikt nie interesuje się tym, co piszę, więc automatycznie nie miałam weny do pisania.

13820380_1221194101246891_1715515772_n
Po tym weekendzie doszłam do wniosku, że moje życiowe motto „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”, gdzieś mi się po drodze zgubiło i poszło na spacer beze mnie.
Miałam przyjemność porozmawiać chwilę z Kasią Ogórek (Twoje DIY), która przekonała mnie, że cierpliwość jest kluczem do sukcesu.

Dlatego od dzisiaj walczę dalej. O nasze oczy.
Cierpliwie i pracowicie do celu – żeby każdy Polak mógł kiedyś powiedzieć –
„Dbam o wzrok – Bo moje oczy są najważniejsze!”

 

 

 

 

 

Dbaj o wzrok – patrz sercem

Dbaj o wzrok – patrz sercem

Miałam na dzisiaj inny tekst do publikacji, ale od wczoraj wydarzyło się tyle, że nie mogę się powstrzymać, żeby dzisiaj się na ten temat nie wypowiedzieć.

Dbaj o wzrok jest blogiem ukierunkowanym ściśle na jedną tematykę – na zdrowie oczu.
Ale z drugiej strony jest też blogiem, na którym mogę przecież napisać cokolwiek innego.
Jeśli czuję taką potrzebę.
A czuję.
Dlatego postanowiłam w tytule nawiązać do tematyki strony, bo przecież „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, prawda?
IMG_20160629_094118
Wczoraj na lotnisku w Stambule miał miejsce zamach.
Turcja jest mi z pewnych powodów bardzo bliska, 3 lata temu często bywałam na lotnisku Ataturka w Stambule. Poznałam wielu ludzi, wielu wspaniałych, uczciwych ludzi, pełnych pozytywnej energii, pełnych ciepła i zrozumienia dla drugiego człowieka.
Nie ukrywałam swojej wiary, swojego pochodzenia.
Akceptowali i szanowali mnie taką, jaką jestem.

Dzisiaj na swoim prywatnym profilu umieściłam wypowiedź spowodowaną porannym przeglądaniem internetu i czytaniem artykułów wraz z komentarzami innych czytelników. Załamałam się.

Poniżej treść mojego wpisu:

Jestem zdruzgotana poziomem kultury osobistej ludzi wypowiadających się w internecie… 
Tyle jadu, tyle nienawiści…

Krytykując z jednej strony kogoś za bycie agresywnym, używają tak agresywnego słownictwa, że nic tylko robić screeny i gdzieś to zgłaszać.

Był kolejny zamach, ludzie zginęli. Inni cierpią.

Czytam komentarze… :
„turasów nie szkoda”
„I dobrze. Im jest ich mniej tym lepiej”

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby w ogóle takie słowa przyszły do głowy?!

Wymaga się od świata żeby nie było wojen, terroryzmu i nieporozumień.
Obrzuca się mięsem obcokrajowców, bo na pewno wszyscy są terrorystami ze względu na wyznanie i kolor skóry.

LUDZIE! Terroryzm zaczyna się w głowie!
Nie w religii, nie w pochodzeniu, W GŁOWIE.

Każdy kto w tej głowie ma tonę nienawiści do drugiego człowieka, człowieka o którym nic nie wie, nie zna go, nie widział nigdy na własne oczy, nie podał mu ręki… każdy kto życzy śmierci komukolwiek z powodu narodowości, wyznania, czy koloru skóry, może niech się najpierw zastanowi czym jego nienawiść różni się od nienawiści terrorysty.
Czym się różni…

Jestem maksymalnie rozżalona, smutna, zdenerwowana…
Turcjo… bądź silna.”

Little boy sad standing and hand hold cage
Świat jest pełen dobra, pełen pozytywnych, wspaniałych, uczciwych ludzi.
Zło jest jednak często głośniejsze od dobra.

Żaden człowiek sam, w pojedynkę nie naprawi świata.
To niemożliwe.
Ale może naprawić siebie, może ZACZĄĆ od siebie.
Może być dobry, może kochać, może szanować, może akceptować.

Wiele osób ma poczucie lepszości, wyższości, jakiegoś lepszego pochodzenia, lepszego wyznania, lepszego wyglądu, lepszego wykształcenia, zatrudnienia itd. itd.

Zwykle te osoby nie zdają sobie sprawy z tego, że i tak dla wszystkich ludzi na całym świecie, bez względu na wszystko, co wymienione powyżej, wspólnym mianownikiem jest MIŁOŚĆ.

Możecie mówić, że to brzmi patetycznie, ale ja naprawdę myślę w ten sposób.

Kiedyś, na samym początku, nie było granic. Ludzie sami te granice stworzyli. Pooddzielali się od siebie. „Wyprodukowali” w innych poczucie wyższości nad pozostałymi.
Czy miałeś wpływ na to, w którym regionie świata się urodziłeś?
Nie miałeś.
Mogłeś się urodzić tak w Polsce, jak i w Szwecji, Portugalii, w Indiach, Brazylii, Nigerii, czy na Alasce.
Mogłeś być wychowany w kraju chrześcijańskim, ale równie dobrze wśród wyznawców judaizmu, islamu, buddyzmu, czy w ogóle bez wiary.
NIE MIAŁEŚ NA TO WPŁYWU przy urodzeniu.

Equality
Z jakiego powodu więc ktokolwiek miałby być od Ciebie gorszy ze względu na pochodzenie, religię, czy kolor skóry?

To niedorzeczne.

Tak samo jak niedorzeczne jest krytykowanie ludzi niosących pomoc.

Są u nas w Polsce organizacje pomagające potrzebującym za granicą.

Również pomagające osobom, które mają problemy ze wzrokiem, na przykład w Afryce.

Ileż ja się naczytałam komentarzy typu, czy w Polsce nie ma dzieci, którym trzeba pomagać, czy do biednych trzeba jeździć do Afryki, czy na Syberię, jeśli w Polsce również mamy biedę…

NIC nie stoi na przeszkodzie, żebyś sam pomógł, zamiast krytykować.
Dlaczego tego nie robisz?

small African boy , outdoors, playing with a car made out of woo

Przepraszam, że pozwolę sobie na to porównanie, ale często nasza bieda jest „luksusowa” w porównaniu z biedą np. w Afryce.
Są miejsca, w których realia są zupełnie inne. W których do lekarza pierwszego kontaktu ludzie mają po 500km (i więcej), a o lekarzach specjalistach (np. okulistach między innymi) można w ogóle zapomnieć.
Ci ludzie całują po rękach, płaczą z wdzięczności, że ktoś o nich pomyślał, że przejechał tysiące kilometrów, żeby ułatwić im codzienne funkcjonowanie lub żeby przywrócić im (nawet w części) widzenie.

Black Baby and White woman holds hands with a little baby native African girl, in Bamako, Mali. Peace on earth symbol. A beautiful shot with lots of possible background symbols. No to Racism!
Zacznijmy się nawzajem szanować.

Jeśli potrafisz obrzucić człowieka najgorszymi wyzwiskami z powodu jego pochodzenia, religii itp. to wybacz, ale powinieneś przemyśleć to, kim sam jesteś.
Skoro krytykujesz ludzi za zło, to życząc im równocześnie wszystkiego najgorszego, krytykujesz również samego siebie.

Czysto biologicznie podsumowując…
Oczy tylko odbierają obraz, na który patrzysz. Za widzenie odpowiada Twój mózg.

Za widzenie świata odpowiada TWOJA GŁOWA.
A w Twojej głowie powinny być nie tylko zwoje mózgowe, ale też uczucia.

 

W wolnej chwili dwa filmy do przemyślenia:

https://www.youtube.com/watch?v=tyaEQEmt5ls – o naszym prawdziwym pochodzeniu

https://www.youtube.com/watch?v=MQcN5DtMT-0 – o postrzeganiu lepszych i gorszych.
NAWET w przypadku dzieci…