utworzone przez Justyna Nater | lip 15, 2019 | Artykuły
Podejmujemy decyzję – wyrobimy prawo jazdy. Upragnione i wyczekiwane, czasami zdane za pierwszym, czasami za kolejnym podejściem. I w końcu je mamy! Egzamin zdajemy w różnym wieku, różna jest również nasza wada wzroku, która może być zmienna w czasie. Być może wada wzroku została wykryta już dawno temu. Czasem jednak okazuje się, że ją mamy, dopiero w momencie wykonywania niezbędnych podczas procedury uzyskiwania prawa jazdy, badań lekarskich. Może się ona również pojawić, kiedy już będziemy wprawnymi kierowcami.
Wielu przyszłych kierowców, którzy posiadają wadę wzroku nie wie, że po zdanym egzaminie, w dokumencie jaki otrzymają, pojawi się pewien zapis w kolumnie nr 12 – czyli „ograniczenia”. Zapis ten wynika z posiadanej wady wzroku oraz konieczności jej skorygowania. Osoby z wadą wzroku przeważnie otrzymują prawo jazdy wydane terminowo (rzadko zdarza się bezterminowo).
Przepisy Kodeksu Drogowego są „bezwzględne” – w zależności od wpisanego kodu, należy korzystać z danego sposobu korekcji wady wzroku podczas prowadzenia pojazdu. Przed uzyskaniem prawa jazdy, udajemy się na badania wzroku do lekarza okulisty, którego poświadczenie musimy przedłożyć w ośrodku szkoleniowym. A ten ma obowiązek przekazać dokumentację do WORD (Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego).
Pamiętajcie, że nie każdy lekarz okulista wydaje odpowiednie zaświadczenie. Dlatego też udając się na badanie, należy zapytać czy posiada uprawnienia do wydania zaświadczenia do prowadzenia pojazdów.
Sytuacji może być kilka:
- Podczas takiego badania dowiadujemy się, że z naszym wzrokiem jednak coś się dzieje i „nie mieścimy się” w normie – choć wydaje się nam, że wszystko widzimy prawidłowo.
- Posiadamy już wadę wzroku i korygujemy ją okularami i/lub soczewkami kontaktowymi
- Posiadamy prawo jazdy i wada wzroku pojawiła się w późniejszym okresie czasu.
W zależności od sytuacji w jakiej się znajdujemy, każdy kandydat na kierowcę musi przejść badania lekarskie. Jednym z badań jest badanie wzroku.
Aktualnie obowiązującym dokumentem w kwestii m.in. badań wzroku na kierowców jest Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 16 maja 2018 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców (Dz. U. 2018. poz. 970). Precyzyjnie reguluje ono kryteria lekarskie wymagane od kierowców i kandydatów na kierowców.
Badania jakie są ujęte w Rozporządzeniu to:
- ostrość wzroku,
- korekcja,
- widzenie obuoczne,
- pole widzenia
- rozpoznawanie barw
- widzenie zmierzchowe i wrażliwość na olśnienie.
Dla kategorii AM, A1, A2, A, B1, B, B+E lub T nie są wymagane badania: zmierzchowe, wrażliwość na kontrast. Zgodnie wytycznymi Rozporządzenia czytamy:
„Brak odchyleń w zakresie badania zmierzchowego jest równoznaczny z prawidłowym wynikiem badania wrażliwości na kontrast.
Wymagane badanie pola widzenia – orientacyjne; w przypadku stwierdzenia jaskry lub zmian zwyrodnieniowych siatkówki jest wskazane wykonanie badania pola widzenia perymetrycznie.
Badanie widzenia zmierzchowego i wrażliwości na olśnienie należy wykonać, jeżeli osoba badana ma wszczepione soczewki wewnątrzgałkowe lub jest po laserowej korekcji wad wzroku lub z innych powodów wynikających z badania lekarskiego; w przypadku zaburzeń widzenia zmierzchowego i wrażliwości na olśnienie możliwe jest określenie ograniczeń w korzystaniu z uprawnień do kierowania pojazdami, wynikające ze stanu zdrowia, o których mowa w art. 79 ust. 3 ustawy.”
Wszystkie wytycznymi odnośnie wzroku znajdziecie u źródła: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180000970/O/D20180970.pdf w którym załącznik 1 stanowi o „Szczegółowych warunkach badania lekarskiego w zakresie narządu wzroku.” Przedstawia sposób oceny stanu narządu wzroku w celu stwierdzenia istnienia lub braku przeciwwskazań zdrowotnych do kierowania pojazdami.
Niektórzy z was mogą pamiętać szkolne czasy, kiedy higienistka wykonywała w szkole lub na okresowych badaniach pracowniczych, również w Medycynie Pracy, określenie ostrości wzroku. Takie podstawowe, wstępne, pozwalające na – oczywiście niedokładną – ocenę ostrości wzroku każdego z oczu osobno oraz obuocznie. W przypadku stwierdzenia odstępstw od wymaganej normy, podejmowano odpowiednie działania (skierowanie na pełne badanie ostrości wzroku i w razie konieczności wykonanie korekcji okularowej). Podobnie odbywa się to właśnie przed uzyskaniem prawa jazdy. (Choć często badania te są niestety zdecydowanie za mało dokładne i wnikliwe.)
Odnośnie sposobów korekcji wady wzroku, często stosuje się okulary korekcyjne. Na rynku dostępne są również coraz bardziej popularne i wykorzystywane zwłaszcza u osób młodych, czy aktywnych (nie chodzi tu na przykład o osoby uprawiające wszelkiego rodzaju sport) – soczewki kontaktowe. Korekcja soczewkami kontaktowymi coraz bardziej wkracza praktycznie do każdej grupy wiekowej. Niektóre zawody (wysokościowe) narzucają wręcz zakaz używania okularów korekcyjnych. Ale wróćmy do tematu prawa jazdy.
Udając się na wymagane badania lekarskie dotyczące wzroku i wiedząc, że posiadamy wadę wzroku (korzystamy tylko z okularów) lub jeśli taka wada wzroku zostanie podczas tego badania wykryta – warto zawsze zwrócić uwagę osobie wystawiającej zaświadczenie – że korzystamy wyłącznie z okularów / wyłącznie z soczewek / a najlepiej z obu rozwiązań. Dzięki temu specjalista wpisze na zaświadczeniu odpowiedni sposób korekcji, jaki zostanie umieszczony na blankiecie prawa jazdy. Najwygodniejszym rozwiązaniem będzie zapis o możliwości prowadzenia pojazdu w obu rodzajach korekcji – zarówno okularami, jak i soczewkami kontaktowymi.
Gdy posiadacie już wydane prawo jazdy, a zbliża się jego koniec ważności – wtedy podczas wizyty okulistycznej również warto tego dopilnować.
A czy można to zmienić?
Tak! W przypadku, gdy posiadacie prawo jazdy z ograniczeniem, zapis dotyczy wyłącznie możliwości prowadzenia w okularach, a Wy dopiero teraz zaczynacie korzystać z soczewek kontaktowych, powinniście ten fakt odpowiednio zgłosić. Zatem posiadając wpis 01.01 – korekcja okularowa, aby dokonać zmiany powinniśmy udać się do specjalisty, celem wydania nowego zaświadczenia z kodem 01.06 (okulary lub soczewki) i wydanie nowego prawa jazdy z nowym kodem ograniczenia.
Wiąże się to oczywiście z poniesieniem dodatkowych kosztów (badanie u specjalisty, zdjęcia, wydaniem nowego prawa jazdy).
Dlaczego to takie ważne?
W prawo jazdy mogą znaleźć się różne ograniczenia związane z wadą wzroku. Okulary i soczewki kontaktowe nie są tam ujęte jako jeden sposób korekcji. Ograniczenie związane z przypisaniem kodu do jednej korekcji wzroku, może przysporzyć nam wielu problemów. W tym przypadku przepisy – tak samo jak i każdy z nas – rozróżniają sposób korekcji.
No dobrze, ale po co mi to?
Sprawa jest prosta. Do polskiego prawa wprowadziła to unijna Dyrektywa Rady z 29 lipca 1991 r. w sprawie praw jazdy (91/439/EWG). Kod 01.01 oznacza, że kierowca musi jeździć w okularach, kod 01.02 to zalecenie noszenia soczewek kontaktowych. Jest też kod 01.06 – okulary lub soczewki kontaktowe. Ten kod jest „najwygodniejszy”, bo z nim kierowca może stosować zamiennie okulary lub soczewki. Problem w tym, że wielu kierowców ma wpisany kod 01.01, czyli mogą jeździć tylko i wyłącznie w okularach, a za jazdę w soczewkach grozi im mandat. Nie ma tutaj sensu tłumaczenie, że korzystacie aktualnie z soczewek.
Kody ograniczeń, związane ze wzrokiem z grupy 01 to:
– 01 – wymagana korekta i/lub ochrona wzroku,
– 01.01 – okulary,
– 01.02 – soczewki kontaktowe,
– 01.03 – szkła ochronne,
– 01.04 – szkło matowe,
– 01.05 – przepaska na oko,
– 01.06 – okulary lub szkła kontaktowe

Foto: https://d-mf.ppstatic.pl/art/57/d7/pzkh3b400o08gg8ss0c0o/prawko_0.1200.jpg
Mając wadę wzroku i ograniczenie z kodem np. 01.01 – czyli prowadzenie tylko w okularach, pojawienie się na egzaminie bez okularów, a np. w soczewkach kontaktowych, może skończyć się zanim rozpoczniecie egzamin – i nie zostaniecie do niego dopuszczeni.
Niestosowanie się do zapisów podczas ewentualnej kontroli policji, podczas poruszania się pojazdem, jest łamaniem prawa. Grozi to otrzymaniem mandatu nawet do 500 zł za „Używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim” (art. 97) oraz art. 87. 1. „Kierującym może być osoba, która osiągnęła wymagany wiek i jest sprawna pod względem fizycznym i psychicznym…”
Punkty karne nie są przypisywane. Tłumaczenie się, że macie założone soczewki kontaktowe nie jest wytłumaczeniem. Znaczny problem pojawi się w przypadku spowodowania wypadku lub kolizji drogowej, gdy spowodowany on będzie w „nieodpowiedniej” korekcji do zapisów w dokumencie. Może to być również zakwestionowane przez ubezpieczyciela, który odmówi wypłaty odszkodowania.
Ograniczenia wpisane w prawo jazdy dotyczą nie tylko poruszania się po Polsce. Należy pamiętać, że w każdym z krajów sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Odnośnie ograniczeń i kodu dotyczącego wzroku kwestię tą reguluje Dyrektywa Komisji (UE) 2015/653 z dnia 24 kwietnia 2015 r.zmieniająca dyrektywę 2006/126/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw jazdy. Zatem w każdym kraju UE obowiązują te same ograniczenia i związane z nim wymagania. Wyjeżdżając za granicę warto dowiedzieć się czy nie należy posiadać np. zapasowej pary okularów i/lub soczewek kontaktowych w schowku podczas ewentualnej kontroli. Zapasowa para okularów wymagana jest w Hiszpanii, Niemczech, Austrii czy Słowacji. Dla własnego bezpieczeństwa każdy „okularnik” czy użytkownik soczewek kontaktowych bez względu na przepisy powinien posiadać zapasową parę.
W nas w kraju większość osób posiada prawo jazdy „bez ograniczeń”, jeśli przed zdawaniem egzaminu nie stwierdzono u nich wady wzroku. Dawniej wydawano je bezterminowo. Aktualnie wydawane jest na 15 lat. Choć mamy obowiązek wymienić dokument na nowy, nie trzeba przechodzić kolejnych badań lekarskich. To duże zaniedbanie, ale wcale nie musi tak być. Urzędnicy UE mają zamiar wprowadzić obowiązkowe i regularne badania dla kierowców powyżej 60 roku życia we wszystkich krajach należących do Unii. Zmiany miałyby wejść w życie w ciągu najbliższych lat. Według danych Komendy Głównej Policji w 2016 r. kierowcy po 60 roku życia spowodowali 3,8 tys. wypadków, w których śmierć poniosły 353 osoby.
Co najważniejsze. Tego typu „ograniczeń” nie należy traktować jako utrudnień dla nas. Dobre widzenie podczas prowadzenia samochodu w bardzo dynamicznych warunkach, to podstawa dla bezpieczeństwa naszego i pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Sami pamiętajmy o regularnych badaniach. Koniecznie umawiajmy się na regularnie kontrolne badania wzroku, przynajmniej raz w roku. Jeżeli zachodzi potrzeba, nawet częściej. Nie tylko w kwestii opisywanego tutaj prawa jazdy, ale i naszego komfortu funkcjonowania w życiu codziennym. Badania kontrolne wzroku wykonujemy u optometrysty i/lub lekarza okulisty.
Podstawa prawna:
- Ustawa z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2005 r. Nr 108, poz. 908 ze zm.)
- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 21 stycznia 2004 r. w sprawie wydawania uprawnień do kierowania pojazdami (Dz. U. z 2004 r. Nr 24, poz. 215 ze zm.)
- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 21 kwietnia 2004 r. w sprawie wzorów dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami (Dz. U. z 2004 r. Nr 89, poz. 855 ze zm.)
- Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 16 maja 2018 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców (Dz. U. 2018. poz. 970)
_________________________
autor tekstu: Leszek Śmiałek – optometrysta.pl
utworzone przez Justyna Nater | maj 17, 2019 | Artykuły
Nairobi. Stolica Kenii.
Jedno z największych miast Afryki Wschodniej, w którym znajduje się wiele siedzib ważnych firm, luksusowe hotele i ambasady. Równocześnie na jego terenie znajduje się największa stolica biedy w tym rejonie Afryki – Kibera, stanowiąca drugie pod względem co do wielkości slumsy na kontynencie. Jednak nie jest to jedyne miejsce tego typu w Nairobi. Bliżej centrum miasta znajdują się trochę mniejsze slumsy – Korogocho, które stanowią dom dla około 175 tysięcy ludzi, mieszkających na powierzchni półtora kilometra kwadratowego.

Korogocho graniczy z jednym z głównych wysypisk śmieci w Nairobi – Dandorą. Miasto radzi sobie ze śmieciami w nietypowy sposób – paląc je. Jak można się domyślić, powstający przy tym dym jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia i znacznie obniża jakość codziennego funkcjonowania mieszkających tam ludzi. Poza tym, na wysypiskach obserwuje się też przestępczość – wiele osób przeszukuje wysypiska, szukając przedmiotów, które mogłyby zapewnić im nawet najmniejszy zarobek.
Na terenie graniczącym bezpośrednio z płonącymi wysypiskami śmieci znajduje się szkoła, w której działa amatorska orkiestra symfoniczna. Tworzą ją miejscowe dzieci i nastolatki, bowiem organizacja The Art Of Music oferuje im darmową naukę gry na instrumentach. Całość powstała dzięki staraniom Elizabeth Njoroge, działaczki społecznej i miłośniczki muzyki klasycznej, która w 2008 roku założyła projekt edukacyjny – Ghetto Classics. Możliwe, że kojarzycie go ze współpracy z projektem Radzimira Dębskiego (JIMEK). Codzienność w Korogocho nie należy do łatwych, a muzyka staje się możliwością zmiany i daje szanse na dostanie się na studia muzyczne. Inicjatywa pomaga dzieciom choć na chwilę zapomnieć o trudach codziennego dnia i odciąga myśli od prób popełniania drobnych przestępstw.

Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że niektóre dzieci w Ghetto Classics narzekają na problemy ze wzrokiem. Nie mogą odczytać nut, co utrudnia im naukę. Ekipa Refraction, która jest częścią stowarzyszenia Leczymy z Misją, postanowiła coś na to zaradzić.
We wrześniu 2018 roku wybraliśmy się do Korogocho, aby zadbać o wzrok zarówno dzieci należących do Ghetto Classics, jak i ich rodzin. Badaliśmy wzrok, dobieraliśmy odpowiednie okulary, a nasza okulistka wprowadzała podstawowe leczenie. Nasza działalność cieszyła się ogromym zainteresowaniem, a pod drzwiami stały w oczekiwaniu długie kolejki chętnych.

Wielu z Was zadała sobie pewnie pytanie – no ale jak to, w stolicy kraju ludzie nie mają dostępu do okularów czy specjalistów?
Oczywiście, w Nairobi bez problemu można iść do optyka i kupić sobie okulary. Jednak dla mieszkańców slumsów, którzy najczęściej mają do dyspozycji kilkanaście czy kilkadziesiąt szylingów kenijskich dziennie, by utrzymać za to całą rodzinę – jest to po prostu nieosiągalne.
Pomoc naszego projektu była na tyle nieodzowna, iż zostaliśmy poproszeni, aby odwiedzić jeszcze raz Ghetto Classics. Wrócimy do tej samej szkoły co rok temu, ale będziemy zajmować się również innymi szkołami będącymi pod opieką fundacji.

Z tego miejsca chcę się zwrócić do Was z ogromną prośbą.
Nasz wyjazd odbędzie się w lipcu, a zapasy okularów, które posiadamy, mogą nie wystarczyć do przebadania i zaopatrzenia oczekiwanej przez nas liczby pacjentów – dlatego postanowiliśmy zorganizować ZBIÓRKĘ OKULARÓW.
[rl_gallery id=”2677″]
Masz w domu okulary, które już Ci się znudziły i zamieniłeś je na lepszy model? A może Twoja mama czy babcia nie korzystają już ze swoich okularów do czytania, gdyż te z biegiem czasu okazały się być dla nich za słabe?
Pomóż nam i wesprzyj naszą zbiórkę!
Dzięki Twoim starym, kurzącym się okularom, które od dawna wpisały się w wystrój Twojej szuflady, my będziemy mogli kolejny raz zmieniać czyjeś spojrzenie na świat!
To jak, pomożecie?
Masz w szufladzie dawno nienoszone okulary, które są w dobrym stanie i mogłyby posłużyć komuś innemu?
Albo wiesz, że Twoja mama, babcia, tata już dawno wymienili stary model na inny, bo wyszedł z mody?
Prześlij je do nas!
Na okulary – zadbane, czyste, bez śladów zużycia – czekamy do połowy czerwca. Dzięki temu ekipa RefrACTION będzie mogła je posortować, przebrać i zabrać ze sobą do Kenii już w lipcu. i, co najważniejsze – wielu Kenijczyków, w tym głównie dzieci ze szkoły w slumsach Korogocho, będzie mogło cieszyć się lepszym wzrokiem już niedługo!
Do 16.06.2019 roku czekamy na paczki przesłane pod adres:
Stowarzyszenie Leczymy z Misją
ul. Rokietnicka 5E
60-806 Poznań
— Natalia Kosmowska
utworzone przez Justyna Nater | kwi 4, 2019 | Artykuły
Rodzice bardzo często zastanawiają się, czy mogą dawać swojemu dziecku do zabawy urządzenia elektroniczne i jeśli tak, to na jak długo. Przez zabawę mam na myśli oczywiście chociażby oglądanie bajek, czy w przypadku nieco starszych dzieci, granie w różnorakie gry. Zdania na ten temat są mocno podzielone i to nie tylko wśród rodziców, ale i wśród specjalistów.
Niedawno zwróciłam uwagę na słowa, jakie padły w jednej z audycji radiowych (nie chcę mówić jakiego radia, ale kto widział relację na Instagramie ten i tak wie, o które chodzi), które brzmiały mniej więcej tak – „W dzisiejszych czasach to tak naprawdę można znaleźć wyniki badań, które będą zawsze pasowały do tego, co chcemy akurat udowodnić i o czym powiedzieć.” Mogło być to powiedziane nieco inaczej, ale sens był dokładnie taki. W audycji mówiono właśnie o dzieciach korzystających z urządzeń elektronicznych. Do radia dzwonili rodzice, którzy przedstawiali swoje doświadczenia w tym temacie. I zupełnie szczerze muszę przyznać, że postawa rodziców podobała mi się dużo bardziej, niż postawa samych redaktorów, którzy reagowali żartobliwie na informacje o tym, że np. dane dziecko w ogóle nie korzysta z urządzeń elektronicznych. Ale temat nie dotyczy audycji radiowej, tylko ogólnego problemu.
A w czym jest ten problem?
Zauważyliście może, że kiedy rozmawia się na temat dostępu dzieci do urządzeń elektronicznych, porusza się głównie aspekty psychologiczne, rozwojowe, umysłowe itp.?
Z jednej strony dostajemy informację:
ogranicz dziecku czas z telefonem / tabletem, ponieważ:
– uzależni się,
– będzie miało problem z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem,
– będzie nerwowe,
– nie rozwinie w odpowiednim czasie umiejętności mówienia,
– będzie wolniej się rozwijać,
– będzie miało problemy ze snem,
– jest obawa, że trafi na niewłaściwe dla niego informacje, zdjęcia, aplikacje, gry
itp.
a jednocześnie:
pozwalaj dziecku na zabawy z urządzeniami elektronicznymi, ponieważ:
– rozwijają jego wyobraźnię,
– rozwijają umiejętności analityczne,
– budują pewność siebie, (…)
oglądałam też materiał BBC – „What are the Effects of Tablets and Smartphones on Babies’ Brains?„, który ma chyba za zadanie przekonać rodzica, że jednak dzieci korzystające z tabletów i smartfonów są bystrzejsze / mądrzejsze / inteligentniejsze ?
Nie podważając wniosków autorów, w filmie występuje jedynie sześcioro dzieci, o których my jako widzowie, nie wiemy nic więcej, jak wygląda ich życie codzienne, inne zajęcia, stan zdrowia itd. (Zanim obejrzycie powyższy film, przeczytajcie proszę tekst do końca.)
Chodzi mi jednak o to, że rodzice z każdej strony bombardowani są sprzecznymi informacjami na temat zalet i wad korzystania z urządzeń elektronicznych przez ich dzieci. A dodatkowo, jest w tym temacie coś, co działa na niektórych rodziców jak płachta na byka, bo bardzo często pod artykułami, infografikami, filmami i wszelkimi innymi materiałami z tym związanymi, pojawiają się komentarze
„Nie udawaj, że jesteś takim idealnym rodzicem.”
„A ja daję mojemu dziecku telefon i jakoś nie widzę po nim, żeby nieprawidłowo się rozwijało.”
„Nie oszukujmy się, nikt z nas nie ma siły, żeby zajmować się dzieckiem 24h/dobę. Jak chcę umyć talerze w spokoju, bajka w telefonie to jedyne rozwiązanie.”
Zwrócę Wam zaraz uwagę na jedno niezwykle ważne, a brakujące ogniwo w powyższym temacie zalet i wad urządzeń elektronicznych, ale najpierw kilka innych informacji…
Jak dziecko może nie wyciągać ręki po telefon, skoro rodzic trzyma w ręku coś świecącego, często kolorowego?
Jak dziecko ma nie być uzależnione od telefonu, skoro rodzic jest?
Nie chodzi o to, żebyście traktowali to personalnie, ja sama mam świadomość, że za często w ciągu dnia sięgam po telefon, już z samego powodu blogowania i robienia wielu rzeczy online. Nie jestem z tego dumna. Ale podczas ostatniego urlopu, kiedy na ponad tydzień schowałam telefon do kieszeni, poczułam taką ulgę i swobodę, że wiele bym dała, gdyby ta część pracy, którą w ten sposób wykonuję, mogła być wykonywana jakoś „analogowo”.
W czym jest problem jeśli chodzi o dorosłych?
Dzieci uczą się, naśladując, próbując, smakując, obserwując, dotykając itd. Dla dziecka rodzic, czy opiekun jest bezwzględnym autorytetem w zachowaniu (przynajmniej dopóki autorytetem nie stanie się kolega ze szkoły). Niektórzy rodzice mówią w gabinecie – „Daliśmy dziecku telefon tylko dlatego, że poszło do szkoły i wszystkie inne dzieci miały, a on nie. Czuł się gorszy!”
Wszystkie inne dzieci mają telefony w szkole, być może z tego samego powodu. Ewentualnie po to, aby móc kontaktować się z rodzicami, ale do tego przecież nie jest potrzeby smartfon ani tablet. Wystarczy urządzenie, które umożliwia wykonanie połączenia lub napisanie smsa – komórka.
Czym jest FOMO?
FOMO to skór od angielskiego Fear of Missing Out – czyli tak zwany lęk przed odłączeniem. Od świata zewnętrznego, od informacji, wydarzeń, od „życia”.
Pamiętam czasy, kiedy jeszcze w domu rodzinnym, żeby mieć Internet musiałam podłączyć długi biały kabel do naszego stacjonarnego telefonu. Kilkanaście sekund dziwnych kosmicznych dźwięków i pyk, połączenie z siecią. A po niecałej godzinie przychodziła mama, że odłącza kabel, bo musi zadzwonić do babci. Tak było. Nie mówiąc o tym, co było wcześniej, kiedy w domu nie było komputera, ani telefonu stacjonarnego. Wysyłało się kartki.
Dzisiaj? Jesteśmy online 24h. Dzisiaj słowa „weekend, wolne, urlop” nie mają racji bytu. Wystarczy pobrać pocztę, wystarczy wejść na Messengera, jeśli mamy tam znajomych z pracy. Nieważne, czy jest czwartek, godzina 22:00 – sms. Niedziela 15:00 – telefon. Wtorek 3:00 – mail. Jesteśmy bez przerwy online. I to nie jest zdrowe.
FOMO to nie pracoholizm, nie jest to również uzależnienie od samego Internetu. Chodzi o typowy lęk. FOMO ma konkretne objawy, które dotyczą kwestii zawodowych oraz prywatnych. Te objawy to bardzo często podenerwowanie oraz irytacja, problemy z koncentracją, czy poczucie zwiększonego poziomu stresu. Bardzo charakterystyczne jest też odczucie przytłoczenia ilością informacji, ale jednocześnie obawa przed odcięciem od nich. Żeby tego było mało, mamy do czynienia już nie tylko z FOMO, ale również HPVS – syndromem fantomowych wibracji. Okazuje się, że wiele osób doświadcza złudzenia wibrującego telefonu. Przyznajcie się sami przed sobą – czy to brzmi znajomo? Jest również takie określenie jak nomofobia (no mobile phone phobia) – lęk przed odłączeniem od telefonu i kontaktu z otoczeniem.
Kto jest ciekawy szczegółów dotyczących FOMO, polecam lekturę raportu „Polacy a lęk przed odłączeniem” z 2018 roku.
Kilka zdań wstępu z tego raportu: „Żyjemy w hiperinformacyjnym, sieciowym społeczeństwie. Współtworzymy je i rozwijamy, korzystając z coraz wydajniejszych i zaawansowanych urządzeń mobilnych, szerokopasmowych łączy internetowych oraz niezliczonych platform komunikacyjnych. Bez większych ograniczeń – ale i głębszej refleksji – uczestniczymy w cyfrowej (nie)rzeczywistości, poświęcając na nią coraz więcej czasu. Ciągle zalogowani, poszukujemy informacji, opinii, porad, rozrywki, chwili zapomnienia, przyjaźni i akceptacji. Pragniemy się dzielić, dyskutować, kupować, uczestniczyć, bywać, bawić się i relaksować, wyrażać siebie i swoje zdanie, obserwować innych, zachęcać i zniechęcać, chwalić i krytykować. Chcemy być zauważeni, chcemy nadążać, chcemy wyznaczać trendy, chcemy być JACYŚ.(…)
Jesteśmy przebodźcowani, przeinformowani, z jednoczesnym poczuciem „niebycia na bieżąco”, „niedoinformowania”, „niebywania”. Odnosimy wrażenie, że omija nas wszystko to, co dobre, ciekawe, wartościowe i ważne. Wypolerowane życie innych, pokazywane na mediach społecznościowych, staje się więc naszym niedościgłym i niespełnionym marzeniem.”
W tym raporcie jest genialna i trochę przerażająca grafika, która pokazuje procentowo, jak wygląda korzystanie z mediów społecznościowych – zaraz po przebudzeniu, w trakcie posiłku, w trakcie podróży, podczas spotkania ze znajomymi, czy nawet prowadzenia samochodu i przechodzenia przez jezdnię, kończąc oczywiście na korzystaniu z urządzeń elektronicznych dla sprawdzania mediów społecznościowych tuż przed zaśnięciem. Skala problemu jest ogromna.
Nie będę tutaj streszczać całego tego raportu, ale naprawdę warto się zapoznać z jego treścią.
Ja natomiast mam kolejny, chyba jeszcze bardziej „obrazowy” raport do wspomnienia przy okazji tego tekstu.
Kojarzycie zapewne firmę Symantec, głównie dzięki Norton by Symantec. Przedstawili oni raport „Moje pierwsze urządzenie” (cały raport, dostępny w języku angielskim), obejmujący badania przeprowadzone na grupie 7000 rodziców (dzieci w wieku od 5 do 16 lat) z krajów Bliskiego Wschodu w tym z Polski. Co ważne, ten raport zawiera nie tylko wyniki badań, dotyczących korzystania z urządzeń elektronicznych przez dzieci, ale również przez rodziców i mnóstwo wniosków, jakie mają rodzice, którzy sami właśnie z tych urządzeń korzystają, mając świadomość, że może to nie być najlepszy przykład do naśladowania dla ich dzieci.
Najbardziej zaskakującym wynikiem tego badania było to, że dzieci bardziej ceniły sobie otrzymanie do ręki urządzenia elektronicznego, niż słodyczy.
Przy okazji wspomnę tu jeszcze raport przeprowadzony z kolei przez Motorolę, z którego wynika, że dla wielu osób posiadanie takiego urządzenia elektronicznego i spędzanie czasu na jego użytkowaniu jest niemal równie ważne, jak posiadanie przyjaciela, czy spędzanie czasu z rodziną… Nie żartuję – TU możecie to zweryfikować.
W badaniach firmy Symantec, rodzice w większości przyznali, że zauważyli spadek jakości snu u dzieci i problemy z zasypianiem. (Powodem może być nie tylko pobudzenie grą, nerwowość i inne emocje, ale i światło niebieskie, o którym wiele razy już na blogu i w mediach społecznościowych wspominałam).
Trzy czwarte respondentów zdaje sobie również sprawę, że zarówno pozwala dzieciom na zbyt częste i zbyt długie korzystanie z urządzeń elektronicznych, ale jednocześnie nie daje im wcale lepszego przykładu, korzystając z tych urządzeń samodzielnie na oczach dzieci. Mało tego, rodzice zgłaszali w tych badaniach, że dzieci również potrafią im zwracać uwagę na ich czas spędzany np. ze smartfonem.
Wielu rodziców przyznało w tych badaniach, że owszem, chcieliby ograniczyć dzieciom czas spędzany z urządzeniami elektronicznymi, ale nie mają pojęcia jak to zrobić.
Powiecie może, że (załóżmy) 25 lat temu były już telewizory i dzieci też oglądały bajki. Fakt, sama oglądałam. Ale pomiędzy moją twarzą a ekranem telewizora zwykle były przynajmniej dwa metry, na pewno nie 15-30 centymetrów. Myślę, że u Was było podobnie.
No właśnie… uśredniając… 20 centymetrów. Kluczowa dla tego tekstu wartość, wreszcie dobijamy do brzegu.
Spójrzcie jak wiele analiz wspomnianych powyżej, zaleceń, porad, opisanych wad i zalet, dotyczy zachowania, charakteru, rozwoju psychicznego itp. Większość badań skupia się właśnie na tym, na pogorszeniu jakości snu, nerwowości, rozwoju emocjonalnym… Jeśli nie wyszukamy badań dotyczących TYPOWO wzroku dzieci, to trudno nam będzie znaleźć w ogólnych raportach choćby wzmiankę o nim.
Wzrok, który przekazuje nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. Najwięcej ze wszystkich zmysłów. Dziecięce oczka rozwijają się bardzo intensywnie i szybko przez pierwsze lata życia. Od ich rozwoju, od jakości i komfortu widzenia, od zdrowia dziecięcych oczu zależy NAPRAWDĘ bardzo WIELE. Mało tego, to w jaki sposób będzie się rozwijał wzrok, będzie miało wpływ na rozwój ogólny.
I teraz skupiamy się na psychice, na postawie ciała, na emocjach, na rozwoju mózgu, na bezsenności… A w jaki sposób rozwija się mózg? Oczy patrzą, a mózg widzi. Mózg potrzebuje oczu. Dziecko uczy się też rączkami, ale jeśli nie będzie miało wykształconej koordynacji oko-ręka, też pojawi nam się duży problem rozwojowy.
Dziecko trzyma smartphone, czy tablet w odległości 20-30 centymetrów od twarzy, a jeśli się dobrze przyjrzycie to często nawet bliżej. Wyobrażacie sobie jak ogromne jest to obciążenie dla układu wzrokowego?
Mówiliśmy niejednokrotnie o tym, czym jest akomodacja – zdolność naszych oczu do widzenia przedmiotów w różnych odległościach. Oko „akomoduje”, żeby zobaczyć wyraźnie tekst na smartfonie, który znajduje się blisko twarzy. Akomodacja jest rozluźniona, kiedy oczy patrzą w dal (dla oka już 6 metrów to „luźna dal”).
Nie raz nawet dorosłym opowiadam o tym, że jeśli pracują całymi dniami przy komputerze i chcą sobie zrobić przerwę od pracy, to warto robić realną PRZERWĘ, która nie polega na tym, że od komputera przejdziemy do smartfona. Może głowa i psychika będzie odpoczywać od pracy umysłowej, ale oczy będą pracować dalej, wysiłek może się nawet zwiększyć, jeśli ekran telefonu będzie bliżej niż ekran komputera – a zapewne tak właśnie będzie.
W październiku 2016 roku Amerykańska Akademia Pediatrii opracowała nowe wytyczne, dotyczące czasu, jakie dziecko mogłoby spędzać z urządzeniem elektronicznym w stosunku do wieku. Przedstawiają się następująco:
– do 18 miesiąca życia – nie powinno się umożliwiać dziecku dostępu do elektroniki,
– w okresie od 18 do 24 miesiąca życia, jeśli uważamy, że jest taka absolutna konieczność, tylko i wyłącznie programy o wysokiej jakości zarówno treści merytorycznych jak i jakości obrazu i najlepiej oglądamy z dziećmi, tłumacząc ewentualnie dany materiał,
– od 2 do 5 roku życia – godzina dziennie (z kontrolą treści i tłumaczeniem ich dziecku, nawiązując do życia codziennego),
– dawniej AAP zalecała, aby od 6 do 18 roku życia zezwalać na maksymalnie dwie godziny dziennie, obecnie mówi się po prostu o tym, aby ten czas mocno kontrolować, wiedzieć z czego dziecko korzysta, co ogląda, odciąć wiele czynności życia codziennego od świata elektroniki – np. wspólne jedzenie posiłków oraz wyodrębnić w domu strefy wolne od elektroniki, między innymi sypialnię. Ważna jest też odpowiednia ilość aktywności fizycznej.
I teraz kilka słów odnośnie wzroku – jeśli pozwalamy dziecku, a później nastolatkowi na korzystanie z urządzeń elektronicznych, to przestrzegajmy chociaż regularnych przerw od pracy wzrokowej. Najpopularniejszą metodą jest 20/20/20 – czyli co 20 minut, patrzymy na 20 sekund, na odległość minimum 20 stóp (około 6 metrów), jednak nie chodzi tu o to, aby stać ze stoperem w ręku nad dzieckiem i co dwadzieścia minut odrywać go, prowadzić na dwór, czy do okna i kazać patrzeć daleko. Takie przerwy można robić sprytnie. Zaciekawić czymś dziecko. Zaproponować wspólne wypicie herbaty, wykonanie jakiejś dowolnej czynności domowej, nawet krótki spacer, zabawę, która nie dotyczy urządzenia elektronicznego, cokolwiek. Przerwy wzrokowe są BARDZO ważne.
Dodatkowo – koniecznie powinno się zwracać uwagę na to, czy dziecko MRUGA, korzystając ze smartfona czy tabletu. Jeśli widzimy, że wpatruje się w ekran bardzo intensywnie to przypominajmy o mruganiu, dosłownie lub odwracajmy na chwilę jego uwagę. Dziecko musi mrugać, aby powieki mogły po powierzchni oczu rozprowadzać łzy i odpowiednio je nawilżać. Coraz więcej dzieci ma nie tylko problem z napięciem akomodacji, ale również właśnie z suchym okiem, które kiedyś występowały dopiero z wiekiem. Suche oko wpływa nie tylko na sam dyskomfort, ale również na jakość widzenia.
Pamiętajmy o emitowanym przez urządzenia świetle niebieskim. W tej postaci jest go zdecydowanie za dużo – skorzystajmy z aplikacji ograniczających to światło na urządzeniach – ale nie chodzi o zmniejszanie jasności ekranu tylko o typowe użycie aplikacji odcinającej światło niebieskie. Oprócz tego, że światło niebieskie negatywnie wpływa na rytm dobowy, na hamowanie produkcji melatoniny – stąd bierze się bezsenność lub sen słabej jakości – może ono również przyczyniać się do rozwoju chorób siatkówki na dnie naszych oczu (a siatkówka przecież, jak matryca w aparacie, odpowiedzialna jest za nasze widzenie) i innych struktur oka.
Naukowcy z Brien Holden Vision Institute opublikowali w 2015 roku z okazji Światowego Dnia Wzroku artykuł, z którego wprost wynika, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna, a jedna piąta całkowicie utraci wzrok właśnie z powodu krótkowzroczności. Ten wpis na stronie Instytutu Briena Holdena możecie przeczytać TUTAJ. Może ktoś zapyta – „Ale jak to? Stracić wzrok przez krótkowzroczność? Przecież to wada wzroku, nie choroba.” A to zależy. Bo jeśli krótkowzroczność rośnie i nie da się tego przyrostu zahamować, to w pewnym momencie staje się ona zagrożeniem dla widzenia i mówi się o tak zwanej krótkowzroczności degeneracyjnej. Stąd tak ważne jest, aby dzieci spędzały więcej czasu na świeżym powietrzu, a nie wpatrzone w ekrany urządzeń elektronicznych, bo to właśnie jeden z powodów narastania krótkowzroczności – długotrwała i częsta praca wzrokowa w bliskich odległościach. We wspomnianym artykule specjaliści zalecają dzieciom spędzanie MINIMUM dwóch godzin dziennie na świeżym powietrzu.
Jeśli natomiast jesteście zainteresowani raportem WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) na temat krótkowzroczności, to jest dostępny TUTAJ.
I co z tego wszystkiego wynika?
Raporty brzmią groźnie, ale czy jesteśmy w stanie realnie poradzić sobie z tym problemem w dzisiejszym świecie pełnym elektroniki?
Drogi Rodzicu, przede wszystkim pamiętaj o tym, że nikt nie chce oceniać Ciebie i Twojego wychowywania dziecka. Koniec końców to Ty zrobisz, jak uważasz. Nikt nie jest „w Twoich butach”, nikt nie wie, czy jest Ci łatwo, czy ciężko i jeśli tak, to jak bardzo.
Ten tekst ma tylko wskazać na realny problem. Zwrócić uwagę na bagatelizowanie spraw związanych z rozwojem wzroku dziecka. W związku z powyższym mam kilka porad, które być może przydadzą się w zmianie domowych nawyków, związanych z obecną w domu elektroniką.
Zacznijmy od wzroku…
– najważniejsze są regularne badania wzroku – Twojego dziecka i Twoje również,
– pierwsze badanie wzroku powinno się odbyć w wieku 4-6 miesięcy, kolejne za rok lub w terminie, jaki zaleci specjalista,
– dziecko do 18 miesiąca życia nie powinno mieć styczności z urządzeniami elektronicznymi,
– jeśli decydujesz się na to, że dziecko otrzyma do rąk jakiekolwiek elektroniczne gadżety, pamiętaj, aby – miało zapewnione regularne i konkretne (wartościowe) przerwy od tej pracy wzrokowej oraz żeby regularnie mrugało, a także o wszelkich filtrach światła niebieskiego na urządzeniu – zwróć również uwagę na to, w jakiej odległości dziecko trzyma urządzenie, jeśli za blisko, pokazuj mu w jakiej odległości powinno je trzymać – im dalej tym lepiej.
Poza tym…
– staraj się nie pokazywać przy maluszku z telefonem w ręku, korzystaj z urządzeń tak, żeby dziecko nie przyglądało się Tobie, kiedy to robisz, dzięki temu zmniejszysz jego zainteresowanie urządzeniem,
– kontroluj treści, z których dziecko korzysta,
– rozmawiaj o korzystaniu z elektroniki, tłumacz dlaczego nie zawsze może korzystać z telefonu,
– postaraj się nie pozwalać dziecku korzystać z telefonu w sypialni, po obudzeniu i przed zaśnięciem – będzie miało dużo lepszy i głębszy sen,
– warto pomyśleć nad wydzieleniem w domu przestrzeni wolnych od elektroniki, takich jak sypialnia właśnie,
– używaj programów zabezpieczających, tłumacz dziecku konsekwencje publikowanych przez nie treści (to oczywiście, kiedy dziecko jest już trochę starsze),
– postaraj się nie łączyć posiłków dziecka z korzystaniem z elektroniki – aby posiłek nie stał się czynnością wykonywaną „przy okazji”, a był czasem wspólnym dla rodziny.
Takich porad byłoby o wiele więcej w kwestiach psychologicznych i emocjonalnych. Usłyszałam kiedyś bardzo wartościowe słowa koleżanki, która ma kilkoro dzieci, do kolegi, który spotkał się z nami, kiedy na świecie pojawiło się jego pierwsze :
– „Buduj relację dziecka z tobą, nie z telefonem.”
Pomyślałam, że w dobie wszechobecnych hashtagów, dobrym hashtagiem mógłby być w tym temacie
#podajrękęnietelefon
Podaj rękę, nie telefon.
Przytul.
Żadne urządzenie elektroniczne nie zastąpi dziecku miłości.
_____
- http://www.techomag.com/positive-negative-impacts-digital-devices/
- https://www.brienholdenvision.org/news/item/57-1-billion-people-at-risk-of-blindness-by-2050.html
- https://www.aap.org/en-us/about-the-aap/aap-press-room/Pages/American-Academy-of-Pediatrics-Announces-New-Recommendations-for-Childrens-Media-Use.aspx
- https://www.omicsonline.org/open-access/the-impact-of-using-gadgets-on-children-2167-1044-1000296.pdf
- https://uk.norton.com/internetsecurity-kids-safety-what-age-should-children-own-their-own-mobile-device.html