utworzone przez Justyna Nater | lut 9, 2018 | Artykuły
Muszę przyznać na początku, zanim napiszę o co chodzi, że ten tekst zaczęłam pisać ze zdenerwowania i taki też miał być jego przekaz – nerwowy i krytyczny. Byłam zdenerwowana na marketing firmy, na wykorzystywanie niewiedzy konsumenta. Powinnam teraz uderzyć się w pierś i przyznać, że temat nie jest jednak tak oczywisty, jak się wydawał. Im bardziej zaczęłam się zagłębiać, tym więcej się dowiedziałam i w tej chwili tak naprawdę cieszę się, że się tym tematem zainteresowałam.
Jako pierwszy o reklamie napisał mi kolega z poprzedniej pracy. Byłam bardzo ciekawa o co chodzi, czym wspomniana przez niego firma tak się w tej reklamie chwali. No i w końcu udało się ją zobaczyć w telewizji.
Kiedy usłyszałam „troszczymy się o oczy”, od razu chwyciłam za pilota, żeby usłyszeć w jaki sposób i kto się o te oczy troszczy. Biorąc pod uwagę statystyki i wyniki badań, które świadczą o tym, że Polacy o swój wzrok dbać nie chcą, albo chcą, ale o nim zapominają, pomyślałam „fajnie, że jest reklama, która w ogóle wspomina o oczach”. Co ciekawsze, nie jest to producent ani kropli nawilżających, ani soczewek okularowych, ani opraw i nie jest to firma medyczna. Tym lepiej.
ALE…
W reklamie słyszymy kilka rzeczy:
– wszyscy dbamy o oczy,
– prawidłowo się odżywiamy,
– dajemy im odpocząć,
– chronimy je przed słońcem.
Super! Do tego momentu byłam zachwycona spotem reklamowym, a później zaczęły się schody.
Po tym wszystkim, co powyżej, nagle usłyszałam – „Na szczęście jest łatwiejszy sposób by dbać o oczy.”
Chwila moment, to odkładanie telefonu przed snem nie jest łatwe? Bo w sumie… nie rozumiem.
Ten łatwiejszy sposób to, według producenta, komfortowe oświetlenie.
Żarówki testowane laboratoryjnie, ZGODNE Z NORMĄ BEZPIECZEŃSTWA FOTOBIOLOGICZNEGO.
Wyciągam wnioski z tego, co usłyszałam – nie muszę się dobrze odżywiać, nie muszę dawać odpocząć oczom, nie muszę ich chronić przed słońcem, bo mam łatwiejszy sposób, żeby o nie dbać – wkręcić sobie w domu żarówkę LED, która spełnia normę bezpieczeństwa fotobiologicznego. Tak? No chyba tak. Albo druga wersja – wszystko to, co robię żeby dbać o oczy, jest tak niesamowicie trudne, a przecież wystarczy ta świetna żarówka testowana w laboratorium.
Chwyt, który uwielbiam – trudne słowa w reklamie… Im trudniejsze, tym brzmią poważniej – konsument nie do końca będzie wiedział o czym mowa, ale poczuje, że produkt ma prawie zdolności magiczne.

fot: Rhett Wesley
Wspomniana magia, czyli zgodność z NORMĄ BEZPIECZEŃSTWA FOTOBIOLOGICZNEGO.
Ale o czym mówi ta norma i co to właściwie jest to bezpieczeństwo fotobiologiczne?
Norma PN-EN 62471:2010 – wersja polska
Podane są w niej „wytyczne do oceny bezpieczeństwa fotobiologicznego lamp i systemów lampowych wraz z oprawami oświetleniowymi. Określono wartości graniczne ekspozycji, technikę pomiarów kontrolnych i schemat klasyfikacji do oceny i kontroli zagrożeń fotobiologicznych od wszystkich szerokopasmowych źródeł niekoherentnego promieniowania optycznego zasilanych elektrycznie z włączeniem diod emitujących światło (LED), ale z wyłączeniem laserów. Zakres widmowy obejmuje promieniowania o długościach fali od 200 nm do 3000 nm.” (1)
Wartości graniczne ekspozycji, pomiary kontrolne, zagrożenia fotobiologiczne, szerekopasmowe, niekoherentne… Załóżmy, że komuś przyjdzie do głowy po takiej reklamie wrzucić Wujkowi Google misję „norma bezpieczeństwa fotobiologicznego”. O ile nie wykupi dostępu do pełnej treści normy, przeczyta dokładnie to, co skopiowałam ze strony. Czyli dalej masa trudnych słów, skomplikowanych określeń… Wyłączamy więc wyszukiwarkę i myślimy – „No dobrze, norma istnieje, mówi o ważnych sprawach, żarówki są zgodne z normą. W takim razie muszą być naprawdę super!”.
Troszkę ironizuję, bo jest wiele osób, które dokładnie zrozumieją ten opis, ale nie każdy musi mieć wiedzę z zakresu przedmiotów ścisłych.
Możemy także spróbować wyszukać więcej informacji na stronie samego producenta.
„…światowy lider oświetlenia ogłosił dziś wyniki badań, z których wynika, że osoby dorosłe na całym świecie przywiązują niewielką wagę do dbania o wzrok. Rezultaty badania docierają do nas w czasie, gdy świat boryka się z rekordowo wysoką częstotliwością krótkowzroczności. Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje, że do 2051* (*na stronie jest 20501 :) ) roku co druga osoba na świecie będzie krótkowzroczna, a obciążenie naszych oczu jest coraz większe, bo spędzamy więcej czasu w pomieszczeniach przed monitorami komputerów i innych inteligentnych urządzeń. W chwili obecnej bardziej dbamy o sprawność fizyczną i utratę wagi niż o zdrowie oczu, zapominając, jak bardzo polegamy na naszym wzroku w codziennym życiu.”
(Ogłosił DZIŚ wyniki badań… Zakładam, że to ta sama data, kiedy opublikowana została cała treść strony, czyli 11.10.2017r.)
Po przejrzeniu całej strony sens tej reklamy zaczął mi się podobać. To naprawdę ważne, żeby mówić głośno o tych statystykach i wynikach badań. Dlaczego jednak byłam taka zła i sądziłam, że reklama jest zwykłą manipulacją?
Dlatego, że wspomniana wcześniej norma PN-EN 62471 to jeden z najważniejszych dokumentów omawiających temat bezpieczeństwa fotobiologicznego, który określa sposób w jaki oceniane jest zagrożenie i bezpieczeństwo fotobiologiczne zarówno sztucznych, jak i naturalnych źródeł światła. Dotyczy szerokiego zakresu od nadfioletu, zakresu światła widzialnego, po daleką podczerwień.
Wiemy przecież, że na przykład skutkiem ekspozycji na promieniowanie nadfioletowe mogą być zapalenia rogówki, spojówki, rumień skóry, a w przypadku długotrwałego lub systematycznego przebywania w takim promieniowaniu wystąpić może zaćma, a nawet rak skóry.
O promieniowaniu ultrafioletowym wiele się mówi, choć i tak wciąż wiele osób bagatelizuje niebezpieczeństwa z nim związane, jednak nie tylko ultrafiolet może być szkodliwy. Promieniowanie widzialne, poprzez swoje działanie termiczne lub fotochemiczne może powodować uszkodzenie siatkówki oka. Z kolei jeśli chodzi o podczerwień – krótkotrwałe napromieniowanie o wysokim natężeniu, również może uszkodzić struktury oka.
Właśnie dlatego powyższa norma obejmuje promieniowanie o tak szerokim zakresie (200 – 3000 nm). (2)

fot: Unsplash
Popularne w ostatnich latach oświetlenie LED, emituje jak wiemy światło niebieskie.
Przeczesałam więc Internet wzdłuż i wszerz i znalazłam wiele informacji tego typu:
„Lampy LED nie zagrażają naszym oczom, jeśli są wykonane zgodnie z normami technicznymi, w tym dotyczącymi bezpieczeństwa fotobiologicznego (PN-EN 62471:2010). Zgodność lamp z tymi wymaganiami chroni nasz wzrok przed wysoką jaskrawością (luminancją) i nadmierną ekspozycją na światło niebieskie. Prawo nakłada na producenta obowiązek spełnienia norm. Przed wprowadzeniem lamp do obrotu, wytwórca wykonuje badania laboratoryjne, żeby potwierdzić, że lampy są bezpieczne dla użytkownika. Fakt ten odnotowuje w deklaracji zgodności (deklaracja producenta). Sprzedawcy hurtowi i detaliczni powinni żądać okazania deklaracji zgodności oraz wyników badań laboratoryjnych. Wszystko po to, aby upewnić się co do bezpieczeństwa i deklarowanej jakości lamp.” (3)
„Europejska dyrektywa w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów 2001/95/WE oraz europejska dyrektywa niskonapięciowa 2006/95/WE stawiają wymóg, by promieniowanie nie stwarzało zagrożenia dla użytkownika, i tyczy się to oczywiście również promieniowania emitowanego przez źródła światła LED oraz oprawy LED. Ogólnie rzecz biorąc wymóg ten ma zastosowanie do wszelkiego sprzętu elektrycznego, który podlega dyrektywie niskonapięciowej (wyjątki obejmują sprzęt stosowany w atmosferze wybuchowej, inżynierii medycznej, na jednostkach pływających, statkach powietrznych lub w pociągach) i wobec tego jest podstawą dla europejskich zaleceń w sprawie bezpieczeństwa. Ponadto Unia Europejska stworzyła inną podstawę prawną do przyjęcia dyrektywy 2006/25/EC (promieniowanie optyczne), ustanawiającą „minimalne wymogi zdrowia i bezpieczeństwa dla celów ochrony pracowników przed zagrożeniami wynikającymi z ekspozycji na sztuczne promieniowanie optyczne”. Państwa członkowskie muszą dokonać implementacji tej dyrektywy do 27. kwietnia 2010.” (4)
Pomyślałam zatem, że w związku z tym, co mówi reklama żarówek, którą widziałam w telewizji, można odnieść wrażenie, że producent chwali się spełnieniem normy, którą i tak w świetle prawa spełnić musi! Zwłaszcza, że jest to duży i znany producent, a nie pierwsza lepsza firma, o której nikt nic nie wie. Odebrałam to zatem tak, jakby na przykład producent samochodu chwalił się tym, że samochód jest bezpieczny, bo ma cztery koła, albo no nie wiem… hamulce!
Ale potem, im więcej artykułów na ten temat przeczytałam, tym szerzej otwierałam oczy ze zdziwienia. Okazało się bowiem, że wbrew wymaganiom prawnym i obowiązującym normom, bardzo duża ilość lamp LED nie spełnia wymagań!
8 grudnia 2016 r. miało miejsce spotkanie dziennikarzy ze Związkiem Producentów Sprzętu Oświetleniowego Pol-lighting. Na spotkaniu tym omawiano właśnie jakość dostępnych na rynku lamp LED.
„Wśród przekazanych informacji istotne były raporty z badań. Wyniki, jakie uzyskały organa nadzoru rynkowego (UOKIK, UKE) dotyczące jakości źródeł światła LED, pokazały, że ok. 40% lamp LED nie spełnia wymagań. W latach 2012–2015 nastąpił 100-procentowy wzrost lamp LED na rynku, które nie spełniają wymagań. Nieprawidłowości dotyczą przede wszystkim błędnie deklarowanej wartości strumienia świetlnego na opakowaniu, która odbiega o ok. 20–30% od rzeczywistej. Ponadto wyniki badań organu nadzoru wskazały na niezgodność informacji podanych w dokumentach produktu, np. w deklaracji zgodności.
Pol-lighting zaprezentował badania EMC lamp LED z grudnia 2016 r. wykonane prze Polskie Centrum Badań i Certyfikacji. Wynika z nich, że 63% wyrobów poddanych badaniom nie spełnia wymagań (…)” (5)
Pod TYM linkiem znajdziecie całą, bardzo ciekawą prezentację z konferencji…
I po tym wszystkim, czego się dowiedziałam, szukając z początku tylko informacji o normie bezpieczeństwa fotobiologicznego, zaczęłam się zastanawiać skąd się bierze taki chaos. Jak to możliwe, że wiodący producent oświetlenia reklamuje swoje produkty za pomocą tego, co powinno być oczywiste i nie powinno budzić żadnych wątpliwości… A jednak.
Dlatego dzisiaj i ja przyłączam się do apelu z reklamy. Nie podając producenta, choć pewnie część z Was wie już o którego chodzi. Nie miał być to tekst reklamujący konkretne produkty, więc nie chcę używać konkretnych nazw, ale popieram ich akcję. Popieram ich pomysł. Dbajcie o swoje oczy. Wybierajcie bezpieczne oświetlenie!
Być może nieco niefortunne jest w tej reklamie podsumowywanie działań korzystnych dla zdrowia oczu, takich jak zdrowe odżywianie, czy odkładanie telefonu przed snem, słowami „jest łatwiejszy sposób, aby dbać o wzrok”, bo mam wrażenie, że to jednak delikatnie sugeruje, że bezpieczne oświetlenie wystarczy i nic więcej nie jest nam potrzebne, ale mimo wszystko – liczą się chęci. Przekaz ma być taki, żeby dbać o wzrok. A jak ktoś namawia, żeby dbać o wzrok to ja go popieram w 100%. Wybierajcie zatem produkty zaufanych producentów, takie z odpowiednimi oznaczeniami.
Podrzucam Wam również bardzo przydatną grafikę opracowaną przez UOKiK (6)

Gdyby ktoś z Was miał ochotę przeczytać pracę J. Pietrzykowskiego – Aspekty metrologiczne stosowania normy PN-EN 62471 „Bezpieczeństwo fotobiologiczne lamp i systemów lampowych”, wystarczy kliknąć w aktywne hiperłącze, które przeniesie Was na stronę, na której dostępna jest praca w formie PDF.
Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny. Ja niespodziewanie dowiedziałam się podczas pracy nad nim wielu interesujących rzeczy. Na pewno kupując kolejną żarówkę dwa razy się zastanowię i sprawdzę wszystkie parametry i oznaczenia.

fot: Unsplash
Źródła:
1. http://sklep.pkn.pl/pn-en-62471-2010p.html
2. http://www.swiatlo.tak.pl/1/wp-content/uploads/2016/09/Nowe-zalecenia-dotyczace-oceny-zagrozenia-swiatlem-niebieskim-emitowanym-przez-LED.pdf
3. https://biznes.newseria.pl/komunikaty/energetyka/swiatlo-led-bezpieczne,b1964593830
4. http://pollighting.pl/celma-przewodnik-bezp-fotobiolog-lamp-led
5. http://www.rynekelektryczny.pl/2016/12/12/63-proc-lamp-led-nie-spelnia-wymagan/
6. https://uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=12242
utworzone przez Justyna Nater | sty 31, 2018 | Artykuły
Czy ślepota śnieżna oznacza utratę wzroku? W jakich warunkach może się pojawić? Których struktur oka dotyczy? Czy wywołuje nieodwracalne zmiany?
Ponieważ dostałam kilkanaście pytań tego typu poprzez media społecznościowe, postanowiłam krótko napisać o co tak naprawdę chodzi. Temat pojawił się, jak się domyślacie, ze względu na historię Tomka Mackiewicza na Nanga Parbat. Jednak proszę Was bardzo gorąco, nie poruszajmy tutaj tego tematu. Nie chcę doprowadzić do komentowania tej sytuacji. Tomek żył swoją pasją i marzeniami, został na górze, która była jego marzeniem. Zostawmy oceny, opinie i refleksje ludziom, którzy znają się na wspinaczce wysokogórskiej i wiedzą o czym mówią…
Tutaj piszemy i rozmawiamy o oczach. Zaznaczam również, że osoby zainteresowane i pasjonujące się wspinaczką wysokogórską, które nie mają w tym temacie doświadczenia, powinny skonsultować się z lekarzami, przejść odpowiednie badania i zaopatrzyć się w niezbędne przedmioty, które będą chronić ich życie i zdrowie. Ja nie poruszam w tym tekście tematów innych niż ten, dotyczący wzroku, ponieważ kompletnie nie znam się na wspinaczce – ani w górach niskich, ani w wysokich. W poniższym tekście znajdziecie jednak kilka, myślę, że przydatnych, informacji nie tylko o samej ślepocie śnieżnej, ale również o promieniowaniu ultrafioletowym, kategoriach soczewek przeciwsłonecznych oraz oznakowaniach, które świadczą o jakości okularów. Podkreślam bardzo mocno, że żadna opinia, żaden tekst, żadna sucha teoria nie jest w stanie zastąpić wizyty u lekarza i badania wzroku, o którego regularne wykonywanie proszę Was za każdym razem. Tym razem również.
Przejdźmy więc do rzeczy…
ŚLEPOTA ŚNIEŻNA
(photokeratitis, ultraviolet keratitis, snow blindness, świetlne zapalenie spojówek)
Stan nazywany ślepotą śnieżną to tak naprawdę dwa schorzenia:
– zapalenie rogówki i spojówki wywołane nadmierną ekspozycją na promieniowanie UV,
– problem z percepcją – ze względu na całkowity brak konturów w środowisku wzrokowym ( na co dzień widzimy granice przedmiotów, mamy różnice kontrastu między obszarami o różnych barwach i o różnej jasności).
To, że nie możemy dostrzec zmian w ukształtowaniu terenu powoduje wrażenie ślepoty, a dodatkowo dochodzi do tego światłowstręt, ból i swędzenie oczu, które jest wywołane zapaleniem spojówki i rogówki…

Przyczyny
Oczywiście promieniowanie ultrafioletowe, które obecne jest przez cały rok, nie tylko latem i nie tylko na plaży. Odbija się ono od różnych powierzchni w różnym stopniu. Śnieg odbija około 85% promieniowania UV, dlatego na przykład na naśnieżonym stoku do naszej twarzy, do naszych oczu, docierają nie tylko bezpośrednie promienie słońca, ale prawie drugie tyle ultrafioletu, odbitego od białej powierzchni śniegu. Dodatkowo im wyżej w górach się znajdujemy, tym więcej promieniowania ultrafioletowego.
Promieniowanie ultrafioletowe (UV) dzielimy na trzy zakresy:
UV-A od 380 nm do 320 nm,
UV-B od 320 nm do 290 nm,
UV-C od 290 nm do 200 nm.
Film łzowy, rogówka i ciecz wodnista pochłaniają promieniowanie poniżej 290 nm i częściowo z zakresu 290-315 nm, co oznacza, że część UV-B i cały UV-A dociera do soczewki.
(Ważna uwaga – żadne promieniowanie nie działa na tkanki oka, jeśli nie jest przez nie pochłaniane. To promieniowanie, które jest przepuszczane przez ośrodki optyczne oka jest dla tych struktur nieszkodliwe.)
Siatkówka w oku dziecięcym pochłania dużą ilość promieniowania UV, głównie UV-A, u osoby starszej działanie filtracyjne struktur oka w dużym stopniu chroni siatkówkę przed promieniowaniem UV. Jeśli jednak usuniemy soczewkę z powodu zaćmy, siatkówka przestanie być chroniona, ryzyko jej uszkodzenia przez promieniowanie ultrafioletowe wzrośnie.
Im wyżej nad poziomem morza się znajdujemy, tym bardziej wzrasta promieniowanie UV, a co za tym idzie nasza skóra, nasze oczy są narażone na silniejsze podrażnienia. Biorąc pod uwagę odbijający dodatkowo promieniowanie UV w takim stopniu śnieg, nie trudno wywnioskować, że w górach bardzo łatwo o oparzenia nie tylko skóry twarzy, ale również właśnie spojówki, rogówki, a nawet siatkówki oka.
Polecam przy okazji zapoznać się z doświadczeniem przeprowadzonym przez Dr Melanie Windridge. Mierzyła ona poziom promieniowania UV w zależności od wysokości. Jej wykres wygląda w ten sposób:

Na zielono zaznaczone jest promieniowanie UV-A w słońcu, na niebiesko w cieniu. Na osi pionowej jest jego intensywność, a na poziomej wysokość na jakiej wykonywany był pomiar… Dodatkowo opis, który dotyczy widocznych zmian – mogą one zależeć od tego, co aktualnie działo się na niebie – niektóre dni były bardziej pochmurne niż inne i pomiary nie były wykonywane dokładnie o tej samej godzinie, ale zwykle pomiędzy godziną 12:00 – 15:00. Tak czy inaczej myślę, że widzicie po zielonym wykresie wyraźnie, jak to wygląda.
Przyjmuje się, że na dużych wysokościach promieniowanie UV wzrasta o około 8% co około 100 metrów.

Objawy i rozpoznanie
Objawy ślepoty śnieżnej pojawiają się zwykle po kilku godzinach od nadmiernej ekspozycji lub długotrwałej ekspozycji. To trochę tak, jak ze skórą, na pewno nie raz doświadczyliście oparzenia słonecznego różnych części ciała – najgorzej jest po kilku godzinach.
Co się dzieje, kiedy oparzymy sobie powierzchnię oka? Spojówkę, rogówkę?
– pojawi się światłowstręt,
– zaczerwienienie oczu,
– uczucie piasku pod powiekami,
– łzawienie,
– zamglone widzenie,
– do tego również ból głowy,
– a poza tym opuchnięte powieki,
– zaciśnięcie powiek jest w takiej sytuacji bolesne,
– ogólnie odczuwa się „ból oczu”,
– czasami w tych ostrych przypadkach może dojść do chwilowej utraty zdolności widzenia barw – zmian kolorów lub do czasowej całkowitej utraty widzenia.
Dlaczego tak ważny jest wywiad z pacjentem przy każdym badaniu wzroku? (W ogóle przy każdym badaniu, dlatego tak bardzo nie lubię, kiedy wizyty u lekarza trwają mniej niż 10 minut. W tym czasie to można wypełnić pół karty pacjenta danymi osobowymi, a nie przeprowadzić wywiad i badanie.) Wywiad jest ważny dlatego, że przy takich objawach, lekarz okulista, który dowie się, że byliśmy w górach, na śniegu od razu będzie miał wskazówkę, co się mogło wydarzyć. Zbada oczy w lampie szczelinowej (biomikroskopie), może także użyć barwnika – fluoresceiny, aby ocenić stan powierzchni oka. Fluoresceinę podaje się do oczu (do worka spojówkowego). Świeci ona w świetle kobaltowoniebieskim, które można ustawić w lampie szczelinowej i w zależności od tego, jak rozprowadza się po powierzchni oka, okulista ocenia co się z tą powierzchnią dzieje. Tak w wielkim skrócie.
Leczenie
Pytaliście, czy ślepota śnieżna oznacza utratę wzroku. Nie. O ile oczywiście przy okazji nie została uszkodzona plamka żółta na siatkówce, odpowiedzialna za widzenie centralne i o ile uszkodzenia rogówki nie są na tyle poważne, że wywołają dalsze powikłania.
Przy samej ślepocie śnieżnej chodzi głównie o to, co oczywiste, czyli zapewnienie oczom ciemności i wielu godzin odpoczynku. Lekarz może zastosować osłonki, opatrunki i zalecić zimne okłady. Może również przepisać środki przeciwbólowe oraz krople z antybiotykami i sztuczne łzy (krople nawilżające). Podkreślam jeszcze raz – KONIECZNA jest wizyta u okulisty. Nie może być tak, że są objawy, a delikwent mówi, a… zejdę ze słońca, poboli dwa dni, zakropię sobie krople od żony i nic mi nie będzie. ABSOLUTNIE NIE. Nie wiemy do jakich zmian na powierzchni oka doszło, nie wiemy czy chodzi tylko i wyłącznie o powierzchnię oka, stosowanie cudzych kropli jest niehigieniczne i nie wolno tego robić. Nie leczcie się proszę na własną rękę. NIGDY.
Powinno się również unikać pocierania oczu, nawet jeśli swędzą. Poza tym tak na co dzień też powinno się tego unikać. Ale o tym innym razem.

Zapobieganie
Odpowiednia ochrona oczu! Okulary, okulary, okulary. Jak mantra – bez odpowiedniej ochrony oczu – bez okularów z filtrem UV sami siebie skazujemy na bardzo poważne konsekwencje.
Okulary z filtrem UV dostępne są w kilku kategoriach. O tym zaraz. Warto jednak pamiętać nie tylko o tym, że soczewki w tych okularach mają posiadać filtr. One mają również dobrze leżeć na twarzy, mają osłaniać oczy nie tylko od promieni padających na wprost. Powinny mieć odpowiednią krzywiznę i dobrze żeby były jak najbardziej zabudowane (mogą mieć osłonki boczne) lub przylegające do twarzy (z odpowiednio wyregulowanymi zausznikami) w taki sposób, żeby promieniowanie UV nie dostawało się do naszych oczu z żadnej strony. Warto zwrócić również uwagę na wykończenie nanośników. Trzeba mieć również na uwadze (jak na załączonym wcześniej wykresie), że w pochmurne dni promieniowanie UV również przenika przez chmury.

Od wcześniej wspomnianej kategorii filtra zastosowanego w soczewkach okularowych zależy stopień przepuszczania światła i ochrony przed promieniowaniem.
Są cztery kategorie zabarwienia, podaje się również kategorię 0, jako soczewki bezbarwne lub o zabarwieniu bardzo delikatnym.
Jedna mała dygresja. Do jazdy samochodem w ciągu dnia nie są dozwolone soczewki z filtrem kategorii 4. Nocą zaś filtrem dozwolonym do jazdy jest jedynie ten o kategorii 0, czyli po prostu soczewki bezbarwne lub delikatnie barwione.
Jak to wygląda przy pozostałych czterech kategoriach?

(Jeśli myślicie, że znam te zakresy na pamięć to muszę Was rozczarować, mam po prostu pod ręką katalog produktów firmy HOYA. Jednego z moich dwóch ulubionych producentów soczewek okularowych.) Ale na poważnie – z ręką na sercu!
I jeszcze jedna sprawa – pewność, że model okularów spełnia europejskie wymogi! Między innymi:
– Norma PN-EN 166:2005 – Ochrona indywidualna oczu — Wymagania,
– Dyrektywa 89/686/EWG – Dyrektywa Środków Ochrony Indywidualnej PPE (uaktualniana),
– Norma PN-EN ISO 12312-1:2014-02 – Ochrona oczu i twarzy – Okulary przeciwsłoneczne i odpowiadające im ochrony oczu,
(w Internecie możecie znaleźć informację o Normie EN 1836+A1:2009, ale została ona wycofana i zastąpiona powyższą.),
– Międzynarodowa Norma ISO 9001:2000 – dotycząca standardów jakości,
i wreszcie znany nam wszystkim znak
– CE – Conformité Européenne – zgodny z dyrektywami Unii Europejskiej
ALE ten prawdziwy znak CE. Nie ten, który oznacza „China Export”. Daliście się kiedyś na to nabrać?
Bo niespodzianka! Te takie kolorowe plastikowe okulary, które wiszą na stojaczkach przy plaży przecież mają „CE”, prawda? One wszystkie zawsze mają CE… No to teraz spójrzcie na to…

Pamiętajcie, że jak soczewka jest tylko barwiona, przyciemniona, a nie ma filtra, który blokowałby promieniowanie UV, to ona spowoduje rozszerzenie źrenicy, bo oko będzie dostawało sygnał, że światła jest mało i źrenica nie musi być wąska, żeby to światło ograniczyć. Promieniowania UV nie widzimy, ale ono tam jest! I przez rozszerzoną źrenicę, mimo że może nie będzie Was razić, dostanie się więcej szkodliwego promieniowania UV, niż gdybyście tych okularów w ogóle na nosie nie mieli. Takie czary mary.
A na koniec jeszcze jedna drobna dygresja. Jeśli cierpicie na nadwrażliwość na światło, jeśli jest to wynik choroby oczu, to specjalista może zalecić Wam inne, dedykowane barwienie medyczne soczewek okularowych, bezpieczne dla Waszych oczu. Konsultujcie proszę takie rzeczy z lekarzami, specjalistami i optykami. Dla dobra własnego i dla zdrowia Waszych oczu.

P.S.
Jestem przekonana o tym, że znajdą się osoby, które powiedzą, że w tekście brakuje wzmianki o polaryzacji w okularach. Powiem wymijająco – konsultujcie zakup okularów z polaryzacją ze swoimi optykami. Polaryzacja w soczewkach okularowych jest po to, aby niwelować odbicia, refleksy, odblaski, które niewątpliwie są uciążliwe i znacznie przyjemniej jest mieć filtr polaryzacyjny niż go nie mieć. Zdania co do polaryzacji są jednak czasem podzielone. Niektóre firmy nie rekomendują polaryzacji w okularach, w których uprawiamy sporty zimowe, w których niezbędna jest szybka reakcja – ponieważ filtr polaryzacyjny może spowodować, że nie zobaczymy uskoku na stoku lub jego oblodzonej części, a o wypadek przy takiej prędkości nietrudno. Sama nie uprawiam sportów zimowych i nie potrafię z własnego doświadczenia powiedzieć Wam, czy byłoby mi wygodniej w okularach z polaryzacją, czy bez niej. Koleżanka optometrystka napisała do mnie kiedyś w tej sprawie mówiąc, że nie wyobraża sobie jazdy na desce bez polaryzacji w okularach. Dlatego nie chcę w tej sprawie zajmować stanowiska. Najlepiej zawsze skonsultować wybór gogli, czy okularów ze swoim optykiem. Powiedzieć mu dokładnie jakie przeznaczenie będzie miał wybrany przez Was produkt. Optyk na pewno fachowo doradzi Wam odpowiednie dla Was rozwiązanie. Na miejscu, w salonie. I rozwieje wszelkie wątpliwości.
_______________
https://www.aao.org/eye-health/diseases/photokeratitis-snow-blindness
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC512546/?page=1
https://pamir.pl/informacje-medyczne/gory-wysokie.html
https://www.slideshare.net/julbo-eyewear/highmountain-sun-protection