Krótkie porady – o makijażu słów kilka

Krótkie porady – o makijażu słów kilka

Brzmi to chyba logicznie, że eyeliner nakładany na wewnętrzną część powieki zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze wzrokiem. Ale to, że brzmi logicznie nie znaczy, że zapada w pamięci, a szkoda…
Drogie Panie… Panowie? nie nie… może jednak nie wchodźmy w ten temat…
Drogie Panie :)
Otóż naukowcy ostatnimi czasy poświęcają coraz więcej czasu na badania wpływu stosowania kosmetyków do makijażu na stan zdrowia naszych oczu.
Przyznam szczerze, że sama od czytania wszystkich wyników i wniosków tych prac coraz rzadziej się maluję.
Ostatnie z wyników dowodzą, że używanie eyelinerów oraz kredek do oczu po wewnętrznej stronie powieki, na tak zwanej linii wodnej, zwiększa ryzyko wystąpienia infekcji oczu oraz zaburzeń widzenia.

eyelinerNiby oczywiste, ale kto by o tym pamiętał, kiedy wymalowane oczy są takie piękne?

W jednych z badań obserwowano przemieszczanie się fragmentów eyelinera na pięć minut oraz dwie godziny po jego aplikacji i udowodniono, że nakładany na linię wodną powieki, dużo bardziej zanieczyszcza i zmienia skład łez w oku. A to może prowadzić do odczuwania dyskomfortu oraz chorób, szczególnie u użytkowników soczewek kontaktowych lub osób z chronicznie suchymi i wrażliwymi oczami.

Okazało się, co i bez badań można by było przewidzieć, że w ciągu pięciu minut od nałożenia, do filmu łzowego dostało się aż o jedną trzecią więcej cząsteczek eyelinera w przypadku, gdy był on nałożony na linię wodną powieki, niż w sytuacji malowania kreski od zewnętrznej strony.
Po dwóch godzinach stwierdzono, że cząsteczki zniknęły z filmu łzowego, co sugeruje, że mogły przemieścić się w inne miejsce do wewnątrz oka lub zostały z niego usunięte.

Zastanówmy się zatem – kosmetyki do makijażu składają się z cząsteczek różnych wosków, olejów, silikonów i gum, właśnie po to, aby nie „spłynęły” z oka w ciągu dnia.
Są więc, dla naturalnego procesu oczyszczania oczu przez łzy, bardzo trudne do usunięcia.

Przy czym pamiętajmy o sposobie usuwania łez przez oko!
Czyli?
Część zanieczyszczeń wpływa do kanalików łzowych. Wyobraźmy sobie ilość cząsteczek chemicznych, jakie trafiają tam wraz ze łzami.

Ta konkretna grupa naukowców nie zbadała przemieszczania się do oka bakterii występujących na eyelinerze – ale warto wspomnieć że, jest to istotna kwestia ponieważ wiadomo, że im starszy kosmetyk tym więcej bakterii może zawierać.
Bardzo często zapominamy, że kosmetyki też mają swoją datę przydatności. Należy zwracać szczególną uwagę na terminy umieszczone na opakowaniach, ponieważ po tym czasie kosmetyki mogą wywoływać reakcje uczuleniowe i zapalne.
Również bardzo istotne jest odłożenie kosmetyków na kilka dni, podczas trwania takich procesów zapalnych/ chorobowych, ponieważ już nawet po wyleczeniu oczu można ponownie wprowadzić zakażenie nawet szczoteczką od mascary do rzęs.

tumblr_lmrnf8quus1qa0davo1_500_largeNie ma co się oszukiwać – pomalowane oczy wyglądają naprawdę ładnie – warto się więc zmotywować do przestrzegania zasad prawidłowego użytkowania – np. w przypadku niektórych eyelinerów można przed ponownym użyciem pozbyć się zewnętrznej warstwy po jego poprzednim nakładaniu, co zmniejszy ryzyko wystąpienia infekcji. Ponadto ZAWSZE należy pamiętać, aby zmyć makijaż przed pójściem spać. Nie ma od tego wyjątków.

 

Nie tłumaczcie się proszę, że późny powrót do domu, że zmęczenie itd… Wasze oczy tak jak Wy zasługują na naturalny – niechemiczny odpoczynek. Nie fundujcie im nocnej tablicy mendelejewa.

A teraz 10/10/10 i mrugamy! :)

źródło informacji o przeprowadzonych badaniach:
http://www.sciencealert.com/eyeliner-in-your-inner-eyelid-increases-risk-of-contamination-and-vision-problems

Nosisz soczewki kontaktowe? Nie znęcaj się nad swoimi oczami!

Nosisz soczewki kontaktowe? Nie znęcaj się nad swoimi oczami!

Pisałam już na stronie o soczewkach kontaktowych. Prosiłam żeby traktować je jak bieliznę… Kontrowersyjne porównanie jednym się spodobało, a innym nie. Postanowiłam  więc napisać raz jeszcze i na pewno będę kontynuować ten temat w przyszłości, ze względu na wciąż zbyt małą świadomość użytkowników soczewek kontaktowych odnośnie pielęgnacji i przestrzegania zaleceń specjalistów.

Tak czy inaczej wiecie, że nie umiem pisać bez obrazowych porównań. Jeśli nie bielizna to może spróbujmy inaczej…

Pytanie do Pań – co robicie w sytuacji, gdy zrobią Wam się odciski, czy pęcherze od szpilek?
A do Panów – co, jeśli zatniecie się przy codziennym goleniu swojego zarostu?

Nie będę zgadywać, założę, że Wasza odpowiedź  jest oczywista
– dbacie o zranione miejsca, pielęgnujecie skórę, zakładacie opatrunki. Panie przez chwilę noszą wygodniejsze buty, Panowie szczególnie uważają, aby omijać wrażliwe skaleczone miejsce lub obchodzić się z nim delikatniej.

Pozostając w temacie szpilek (wybaczcie Panowie, ale ten temat znam z autopsji) – czy kupując buty przymierzacie je najpierw zanim za nie zapłacicie? Czy interesuje Was jaki macie rozmiar buta i taki też wybieracie, czy bierzecie w sklepie losową parę i pędzicie z nią do kasy bez względu na rozmiar jaki się Wam trafił?
A może jeszcze bardziej obrazowo, włączacie internet, wpisujecie słowa „buty damskie”, na oko wybieracie, które się Wam mniej więcej podobają kolorystycznie, zamawiacie, płacicie, odbieracie, wkładacie na nogę i…. stopa się zmieści, jeśli obetniecie palce.

Przyznaję, kilka razy udało mi się wybrać wygodne buty po kolorze i rozmiarze i o dziwo pasowały. Potraktujmy to jednak jako wyjątek od reguły, który oczywiście regułę tę potwierdza.

Dlaczego więc tak bardzo często zdarza się, że soczewki kontaktowe kupujecie na oko, przez internet,
z mocami takimi jakie macie w okularach, albo wybranymi przypadkowo w stylu „najbliższe mojej korekcji okularowej”?
O budowie: średnicy, krzywiźnie i cechach typowych dla danego materiału, z którego zbudowana jest soczewka, nie wspomnę. Kiedy pytam znajomych kupujących w ten sposób soczewki, wartości te to zwykle dla nich czarna magia.

Stąd pierwsze zalecenie*
– używajcie TYLKO tych soczewek, które przepisał Wam specjalista, po uprzednim dokładnym ich dobraniu i dopasowaniu. Nie ma mowy o żadnej samowolce. Nie każde soczewki pasują do Waszych oczu. Mogą być za małe, za duże, za ciasne, za luźne. I o ile w przypadku za dużych i za luźnych okaże się to już przy pierwszej aplikacji, bo soczewki po prostu wypadną z oka, o tyle w przypadku za małych i za ciasnych możecie sobie wyrządzić naprawdę sporą krzywdę.

*(chciałam napisać porada, ale to brzmi zbyt łagodnie, a porada ma to do siebie, że można ją sobie wziąć do serca lub nie, dlatego to nie jest porada, to zalecenie, czy może polecenie, chętnie wystosowałabym wręcz nakaz sądowy, ale… nie rozkręcajmy się)

No to dalej.

Czas noszenia

soczewka kontaktowa

Zapamiętaj proszę raz na zawsze

– soczewka kontaktowa ma swój termin przydatności oraz określony ściśle czas noszenia. Gdyby bezpieczne było noszenie soczewek w dowolnym czasie i dowolną ilość dni, producenci oraz naukowcy opracowujący coraz to nowsze i lepsze technologie daliby sobie spokój.

Pojawił się jakiś czas temu ciekawy komentarz na facebook’u, właśnie pod opublikowanym postem  „Traktuj soczewki kontaktowe jak bieliznę”. Kolegę serdecznie pozdrawiam i proszę nie szukać i nie czytać, tego co tam pisał : )
Chodziło o to, że rzekomo terminowość noszenia soczewek to wymysł producentów, którzy muszą zarabiać, a spokojnie soczewki można nosić jak nam się podoba, bo delikwentowi w ciągu ostatnich nastu lat nic się z oczami nie stało, a raczej nie przestrzega zasad prawidłowego użytkowania.

Porównanie może niezbyt trafne, bo dotyczy zupełnie czegoś innego, ale pokuszę się o takie – czy jeśli ktoś powie Wam, że od kilku lat kradnie i jeszcze nikt go na tym nie przyłapał, to znaczy, że dobrze robi i też możecie?
Wiem, że jedno dotyczy higieny, drugie zachowania, ale zróbmy z tego „higienę zachowania” i porównajmy infekcję oka do bliskiego spotkania z policją.
Być może aparat ochronny oka takiej osoby (która daje Wam „dobre rady”) jest znacznie lepszy i ogólna odporność organizmu jest większa, ale czy to znaczy, że tylko dlatego warto tak ryzykować?
Ja bym nie ryzykowała, mamy jedną parę oczu, co powtarzam jak mantrę i naprawdę nie warto eksperymentować z lenistwa, czy oszczędności.

Zatem zalecenie numer dwa – przestrzegaj terminów wymiany swoich soczewek kontaktowych. Jeśli specjalista dosadnie zaznaczył –
„Proszę nosić soczewki maksymalnie 8 godzin dziennie” – noś soczewki 8 godzin dziennie.
„Proszę absolutnie nie spać i nie drzemać w soczewkach” – nie śpij i nie ucinaj drzemek w soczewkach.

Kupuj soczewki według zaleceń specjalisty:
miesięczne – nosisz MIESIĄC, wyrzucasz, kupujesz nowe.
(mam ochotę napisać – „bez dyskusji”, ale podkreślę tylko ponownie – WYRZUCASZ).
Adekwatnie – tygodniowe – tydzień, jednodniowe – JEDEN DZIEŃ.

[Zakładam, że mogą posypać się komentarze,
że drogo, że płyny, że oszczędność, że soczewki nie wyglądają źle, że nie ma dyskomfortu
– powiem tak – jeśli Waszym oczom coś się stanie, nie ja będę cierpieć, a piszę to właśnie po to, abyście to Wy uniknęli takiej sytuacji. Naprawdę nie ma sensu wmawiać sobie i innym, że pielęgnacja, czy terminowa wymiana soczewek to chwyt marketingowy – za to warto dbać o wzrok.

I jeszcze jedno – jeśli myślisz „za drogo”, jeśli cena zdrowia Twoich oczu jest dla Ciebie za wysoka – kup okulary i odpuść soczewki kontaktowe. Poważnie.]

Przejdźmy dalej

specjalista

– przyjmujemy najwłaściwszy scenariusz – trafiłeś do kompetentnej osoby, zbadano Twój wzrok, sprawdzono stan oka, dobrano odpowiednie soczewki.
Nie znikaj.
Nie traktuj gabinetu jak zła koniecznego w stylu „powie mi jaką mam wadę i dalej już sobie poradzę, a nie zedrze ze mnie dodatkowych pieniędzy”.

NIE.

Nie tędy droga.

Soczewka kontaktowe to CIAŁO OBCE, które nakładasz na oko.

Po pierwsze specjalista powinien dobrać Ci soczewkę PRÓBNĄ i poprosić, abyś przyszedł w ciągu tygodnia na wizytę kontrolną. A to dlatego, że tak naprawdę prawidłowe jej dopasowanie można ocenić dopiero, kiedy trochę sobie na tym oku „poleży”.
Można wtedy zaobserwować, czy soczewka nie jest za mała, za ciasna, czy nie odznacza się na powierzchni oka i nie powoduje jego zaczerwienienia spowodowanego różnymi problemami z niewłaściwym dopasowaniem.

Nie wybieraj sam soczewek.

Jeśli zostały Ci dopasowane konkretne wartości o konkretnym kształcie i określonym trybie noszenia, nie zmieniaj dopasowania według własnego uznania.

Jeśli masz wątpliwości co do pielęgnacji, wiesz, ze nie będziesz miał czasu na czyszczenie soczewek lub masz problem z ceną – porozmawiaj o tym ze specjalistą – mów o wszystkim, nie wstydź się. Na pewno spróbujecie wtedy razem znaleźć „kontaktologiczny kompromis”.

Wiadomo – soczewki są dostępne w internecie, w drogeriach, w aptekach (i pewnie za chwilę pojawią się w jeszcze „w kiosku jako gratis do gazet”) i jeśli pierwszą parę dopasujesz prawidłowo, to oczywiście zakupy możesz robić w internecie, ale cały czas mówimy o soczewkach o tych samych parametrach.
Kupno soczewek poza gabinetem nie może jednak oznaczać zerwania kontaktu ze specjalistą.

Proszę, proszę, proszę – umawiaj się na wizyty kontrolne.

NIE BAGATELIZUJ występujących problemów i dolegliwości!
Nie rób sobie krzywdy.

MUSISZ zrozumieć, że to są oczy, a nie paznokcie, które odrosną.

Jeszcze jedno na dzisiaj– bardzo ważne

pielęgnacja

O tym na pewno napiszę cały dłuuuugi osobny wpis, bo o tym nie da się w kilku zdaniach i pewnie osoby przestrzegające zasad prawidłowej pielęgnacji wyśmieją mnie teraz za pisanie rzeczy oczywistych, ale i tak to zrobię.

WERSJA DLA LENIWYCH
– warto się w tym temacie przyznać przed samym sobą – nie masz czasu, nie masz ochoty, nie masz zdolności manualnych, nie masz motywacji, nie masz nie wiem czego jeszcze – wybierz soczewki jednodniowe i zapomnij o problemach z codziennym czyszczeniem, wymianą płynów, pojemników itd.

Jeśli jednak już trzeba dbać o soczewki i je pielęgnować, rób to z głową, nie „po łebkach”.

Używaj tylko płynów i środków zalecanych przez specjalistę.


pojemniczek na soczewki
WYMIENIAJ systematycznie płyny i POJEMNIKI.
Tak, pojemniki też trzeba wymieniać. Najlepiej za każdym razem, kiedy wymieniasz płyn. Są płyny do których pojemniki dołączone są w pakiecie – pojemniki też wymagają czyszczenia i wymiany i też mogą być źródłem występowania infekcji.

Ogólny wniosek na dzisiaj
– soczewki kontaktowe określonego terminu noszenia (dłuższego niż jeden dzień) są dla osób dobrze zorganizowanych, wytrwałych i systematycznych.
Jeśli te przymiotniki nie opisują Ciebie, wybierz soczewki jednodniowe.
Jeśli twierdzisz, że Cię na nie nie stać* kup proszę okulary. Jedna para i jeden wydatek.

*(polecam porównać cenowo koszt soczewek jednodniowych z ceną i środkami do pielęgnacji soczewek o innym trybie noszenia – możesz się zaskoczyć)

I po raz kolejny kończę znanym już Wam :

DBAJ O WZROK

Bo Twoje oczy są najważniejsze : )

Dbaj o wzrok – Radio Złote Przeboje

Dbaj o wzrok – Radio Złote Przeboje

Zaproszono mnie niedawno do Radia Złote Przeboje,
na krótką pogawędkę o tym, jak my Polacy dbamy o wzrok…
I czy w ogóle…
Wybaczcie, że znowu na początku wspomniałam o „optometeorologii”, ale lubię to skojarzenie i serdecznie pozdrawiam moją koleżankę, która je wymyśliła : )

Nie ma co opisywać treści rozmowy, posłuchajcie sami.
Czasu nie było za wiele, jednak staraliśmy się poruszyć jak najwięcej tematów.

Zamieszczam dla Was wersję emisyjną, w której znalazły się również pojedyncze wiadomości z regionu, więc jeśli ktoś z Was włączy losową minutę, gdzieś pośrodku nagrania, może nie trafić na to, czego się spodziewa, ale są to jedynie króciutkie przerywniki : )

[soundcloud url=”https://api.soundcloud.com/tracks/202225623″ params=”auto_play=false&hide_related=false&show_comments=true&show_user=true&show_reposts=false&visual=true” width=”100%” height=”450″ iframe=”true” /]

Optometrystą się jest, a nie bywa

Optometrystą się jest, a nie bywa

foropterTytuł tego wpisu zainspirowany jest tekstem z koszulki mojego przyjaciela, który dotyczył strażaków. Właściwie, to że „się jest, a nie bywa” powinno dotyczyć każdego zawodu. Zwłaszcza zawodów zajmujących się dbaniem o nasze zdrowie i życie.

Latem słyszałam opowieść o przesympatycznej pani doktor, która pojechała na wycieczkę grupową zorganizowaną przez miejskie biuro podróży. Pani doktor na co dzień jest lekarzem rodzinnym. Podczas wyjazdu jedna z uczestniczek straciła przytomność.
Nie wchodząc w szczegóły – pani doktor odmówiła udzielenia pomocy, podkreślając, że nie jest w pracy, a na urlopie i ma prawo do odpoczynku. Do dzisiaj uważam, że ktoś wtedy powinien był to zgłosić. Istnieje przecież przysięga Hipokratesa…

Tym wpisem zaczynam cykl tekstów, dotyczących prawidłowego badania wzroku. Prawidłowego podejścia specjalisty do pacjenta, prawidłowego schematu badania oraz doboru korekcji okularowej i soczewek kontaktowych.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele razy była potraktowana „hurtowo” i niedokładnie z tego względu, że nie wiedzą jak powinno wyglądać dobrze wykonane, pełne badanie.

Mam ogromną nadzieję, że informacje zawarte w kilku najbliższych wpisach pozwolą zastanowić się, których „specjalistów” omijać szerokim łukiem.

Jak zwykle zaczynam od opowieści. 

Mój Narzeczony, zanim się poznaliśmy, cztery lata badał wzrok i robił okulary w pewnej dość znanej firmie, której nazwy wymieniać tu nie będę, ze względu na to, że Jego przypadek nie musi świadczyć o tym, że firma ta w ogóle nie zatrudnia dobrych specjalistów. Mógł mieć po prostu sporego pecha.

Kiedy umówiliśmy się po raz pierwszy, moją uwagę zwróciły Jego przeraźliwie czerwone oczy. Wyglądały na bardzo zmęczone. Od słowa do słowa po jakimś czasie dowiedziałam się wreszcie, że obecna korekcja jest dużo silniejsza od poprzedniej.
Kazano Mu się „przyzwyczaić” i myślał, że tak po prostu musi być.
Gdybyście zobaczyli wszystkie Jego recepty okularowe… każda była inna.

Po tym, jak już zrobiliśmy Mu nowe okulary, w których teraz czuje się świetnie, postanowiłam nie odpuszczać i wybrać się do salonu, w którym do tej pory badano Mu oczy.
Kierowniczka powiedziała, że mają wykwalifikowanych specjalistów PO KURSACH. Z naciskiem na WYKWALIFIKOWANYCH.
Powiedziała jeszcze bajeczne :
„Widocznie pana wada wzroku bardzo często się zmienia i skacze”
(miała historię dotychczasowych korekcji… raz większa, raz mniejsza…, oś astygmatyzmu to już była totalna przypadkowość…).
Żeby nie robić większego zamieszania, nie poprawiałam pani kierownik, mówiąc, że po kursach to mogą mieć refrakcjonistów, a nie optometrystów.
Po długiej rozmowie i po jej telefonie do przełożonego powiedziała, że W DRODZE WYJĄTKU, pomimo, że okulary były wykonywane dawno, wstawią do tych samych opraw korekcję, którą przynieśliśmy na obecnej recepcie.
Sukces.
Ale na odchodne i tak podkreśliła, że po prostu jest to problem „skaczącej” wielkości wady. …

Ciekawe, kiedy teraz  ta Jego wada zacznie „podskakiwać” : )

Jeszcze lepiej wyglądała wizyta u okulisty kilka dni później. Trwała 12 minut, z zegarkiem w ręku. Siedziałam pod gabinetem i z ciekawości mierzyłam czas. Pani okulistka zdołała w tym czasie zebrać wywiad, zbadać ciśnienie, dobrać korekcję okularową (lepiej nie wspominać tu o jej wartości) i przepisać receptę na krople nawilżające (dostępne w aptece bez recepty). 12 minut.

To wszystko, co powyżej, to nie dlatego, żeby się nagadać i surowo ocenić „specjalistów”.
Chodzi o to, aby pacjentom uświadomić, że mają prawo wymagać czegoś więcej. Mają prawo zająć to minimum pół godziny w gabinecie.

Specjalistom przypomnieć, że to od nich zależy, czy pacjent będzie miał ochotę do nas wrócić, a przy tym systematycznie dbać o swój wzrok.
Jeśli raz zostanie potraktowany na zasadzie „im szybciej, tym lepiej” to nie tylko nie wróci do tego samego gabinetu, ale w ogóle nie będzie miał ochoty na kolejne wizyty u kogokolwiek.

To jak powinna wyglądać ta prawidłowa wizyta?

Specjalista powinien słuchać i obserwować pacjenta od momentu jego pojawienia się w drzwiach. Bardzo ważna jest rozmowa. Jeśli zobaczycie, że badający Was nie słucha lub nie przywiązuje specjalnej uwagi do tego, co mówicie, to już pierwszy sygnał, że coś jest nie tak.

Badanie wstępne

Na podstawie pierwszej rozmowy można już postawić wstępne rozpoznanie, dotyczące problemów pacjenta. Celem takiego wstępnego badania jest uzyskanie informacji na temat ewentualnie występujących nieprawidłowości wzroku. Specjalista może spostrzec występowanie wysokiej wady refrakcji, zaburzenia w ruchomości gałek ocznych, wady widzenia obuocznego, czy choroby oczu. Badanie wstępne to nie tyle konkretne pomiary, raczej jest to obserwacja pacjenta. Wielu specjalistów posiada również lampę szczelinową, która pozwala na ocenę stanu zdrowia poszczególnych struktur w oczach.

Badanie refrakcji

W tej części wizyty optometrysta mierzy, wykonuje już konkretne pomiary. Obejmują one zarówno ocenę kształtu rogówki, zmierzonego za pomocą keratometru jak i pomiar wielkości wady refrakcji. Wcześniejsza diagnoza postawiona podczas wywiadu i badania wstępnego jest zweryfikowana i uściślona właśnie podczas tego badania.
Specjalista może zbadać wstępnie pacjenta za pomocą autorefraktometru (o którym wspomniałam w jednym z poprzednich wpisów), ale dokładny pomiar wykonuje za pomocą foroptera i/lub kasety z zestawem szkieł próbnych, może również używać skiaskopu – najprościej mówiąc takiej latarki, którą badający świeci pacjentowi w oko, przesuwając ją od lewej do prawej i z powrotem, obserwując odblask światła w źrenicy pacjenta : ) (o skiaskopii napiszę cały osobny tekst, ponieważ jest to dość obszerny temat).

Badanie widzenia obuocznego

Po wykonanym badaniu wielkości wady refrakcji, wykonuje się badanie widzenia obuocznego. Jak napisałam powyżej, ewentualne problemy z tym widzeniem, można już podejrzewać podczas badania wstępnego. Żeby opisać dokładnie na czym polega to badanie, trzeba wyjaśnić wiele specjalistycznych słów takich jak forie, rezerwy fuzyjne, amplituda akomodacji … Chciałabym opowiedzieć o nich w jak najbardziej przystępny sposób, dlatego dokładnie wytłumaczę je przy, kolejnym z cyklu prawidłowego badania wzroku, wpisie o badaniu widzenia obuocznego.

DIAGNOZA

Optometrysta po wykonaniu wszystkich badań: po zebraniu wywiadu, po badaniu wstępnym oraz po sprawdzeniu stanu zdrowia oczu pacjenta wraz z badaniem refrakcji oraz tym ostatnim badaniem (o którym jeszcze dzisiaj za dużo nie napisałam, ale obiecuję to zrobić w najbliższym czasie), badaniem widzenia obuocznego, stawia diagnozę i decyduje się na odpowiednio dalsze postępowanie.
Nawiązując do tekstu „Optometrystą się jest, a nie bywa”…

Zdecydowana większość pacjentów trafiających do specjalistów od ochrony narządu wzroku potrzebuje badania optometrycznego. Problemy oczu na tle medycznym dotyczą zdecydowanej mniejszości. Dlatego tak ważny jest bardzo dokładny wywiad i badanie wstępne, podczas których optometrysta powinien sprawdzić z jakim problemem boryka się przychodząca do niego osoba.
Przede wszystkim ważne jest, żeby uświadomić sobie, że problemy wzrokowe mogą mieć naprawdę wiele różnych powodów i nie wolno lekceważyć niczego, co mówi pacjent.
Optometrysta jest specjalistą, którego można nazwać diagnostykiem. Dlatego jeśli traficie do dobrego optometrysty, będzie on w stanie nie tylko zmierzyć wadę refrakcji, ale i zdiagnozować zarówno choroby narządu wzroku, jak i na podstawie jego stanu, choroby ogólnoukładowe.

Dlaczego unikamy lekarzy i wizyt kontrolnych?

Wiadomo, że jeśli czujemy się ze specjalistą komfortowo i wiemy, że jest zaangażowany w wykonanie badania, to dużo chętniej wrócimy do niego na wizytę kontrolną.
Wiem jak można się czuć.
Ostatnio byłam na wizycie u pani neurolog, która stwierdziła, że nie interesują jej żadne inne „dziwne objawy” poza bólami głowy, bo ona jest neurologiem i nie zna się na niczym więcej (nie żartuję, naprawdę zrobiła sobie taką reklamę). Wypisała mi w końcu skierowanie na tomografię komputerową, żebym się „uspokoiła”, bo po „popukaniu” mnie młoteczkiem w kolana miała stu procentową pewność, że uraz głowy jakiego doznałam rok temu, kiedy miałam wielkiego guza na samym czubku głowy, nie spowodował żadnych obrażeń.
Nie docierały moje zapewnienia, że nie przyszłam do lekarza po diagnozę „umierasz”,  ale że owszem, chciałam usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Skierowanie na tomografię dostałam z tak zwanej „łaski” i w stylu „masz, wyjdź i uspokój się”.  Oczywiście z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nikt z nas na pewno nie nudzi się w życiu na tyle, żeby dla przyjemności i rozrywki biegać po lekarzach i wymyślać sobie ciężkie choroby.

Dlatego jeśli trafiłeś do okulisty (lub optometrysty) , który „potraktował cię” w 12 minut, zastanów się proszę nad powtórzeniem wizyty u innego specjalisty. Szukaj do skutku. Nie zrażaj się. Pamiętaj, że trzeba badać wzrok. Zdaję sobie sprawę, że taka jedna nieudana wizyta może być demotywująca, ale uwierz, że zdrowie Twoich oczu jest warte poświęcenia dodatkowego czasu na znalezienie „tego jedynego” najlepszego specjalisty.

W kolejnym wpisie postaram się Wam bardzo zrozumiale przedstawić schemat obowiązującego w Polsce standardu badania optometrycznego,  opracowanego przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki.

Wy do skutku szukajcie idealnego specjalisty, a ja do skutku (aż wejdzie wszystkim w nawyk) będę przypominać o regule 10/10/10 oraz o mruganiu – do dzieła : )

Traktuj swoje soczewki kontaktowe jak bieliznę!

Traktuj swoje soczewki kontaktowe jak bieliznę!

eyeballmanMoże porównanie wyda się Wam zbyt obrazowe, ale jest naprawdę bardzo trafne.

Jeśli zmieniasz i pierzesz bieliznę, żeby zachować higienę osobistą i nie prowokować powstawania różnorakich zapachów, to dlaczego nie jest dla Ciebie problemem, jeśli Twoja soczewka jednodniowa, zamiast jeden dzień na oku, leży sobie na nim dwa dni (łącznie z nocą pomiędzy)?

Albo – jeśli robisz pranie, to wrzucasz bieliznę do pralki (miski), a następnie dodajesz płynu do prania, to dlaczego soczewkę ściągasz dzień w dzień i wkładasz ją do pudełka z płynem, nie czyszcząc jej powierzchni?
Wyobrażasz sobie brudną bieliznę wrzuconą do wody i pozostawioną w niej na całą noc? Czy rano wyjmiesz ją, wysuszysz i będzie czysta na tyle, żeby ją na siebie założyć?

Skoro więc nie zachowujesz się w ten sposób (mam nadzieję! ), to dlaczego tak łatwo jest ignorować zalecenia dotyczące użytkowania soczewek kontaktowych?
Łatwo… bo nie śmierdzą?

Dobra, koniec z tymi cudownymi porównaniami.
Polecam je sobie jednak przemyśleć wieczorem, podczas ściągania soczewek z oczu.

Przypomniała mi się taka „radosna” historia, która miała miejsce w lipcu 2014, w jednym z banków w moim rodzinnym mieście. Przyszłam coś załatwić, nawet nie pamiętam w tej chwili co dokładnie, ale to nie ma tu żadnego znaczenia.
Zostałam poproszona do stanowiska, przy którym siedział młody pan. To, co jako pierwsze zwróciło moją uwagę, to były jego paskudnie czerwone oczy. Do tego stopnia, że nie potrafiłam się skupić na odpowiedziach na zadawane przez niego pytania.
[Jak bardzo chciałabym, żeby ten wpis do niego dotarł! Może przypomniałby sobie tę sytuację i wziął ciąg dalszy tekstu do serca.]

Nie wytrzymałam i zamieniłam się z nim rolami, teraz sama zaczęłam zadawać pytania.
Czy nosi pan soczewki? – Noszę. – Miesięczne?  – Tak. – Śpi pan w nich prawda? – Tak, skąd pani wie? – I pewnie ma je pan na oczach ponad miesiąc… – …. .
Tu nastąpiła cisza, a ja poczułam, że trochę się zagalopowałam, więc od razu zaczęłam przepraszać i tłumaczyć się solidnie z ostrzelania go pytaniami, na które wcale nie miał obowiązku odpowiadać.
Ale wytłumaczyłam mu również, że pytam, bo jest mi go bardzo szkoda!

(Szkoda mi nie było, myślałam sobie szczerze mówiąc, że właściwie sam jest sobie winny, chociaż koniec końców był naprawdę bardzo sympatyczny i miałam wrażenie, że wina leżała po stronie specjalisty, który nie skontrolował, czy pacjent prawidłowo użytkuje przepisane mu soczewki.)

Najgorsze było to, że soczewki były nie tylko przenoszone i zaniedbane. Wyglądały też dosłownie tak, jakby krawędź soczewki „wrzynała się” w oko tego biednego człowieka. Do tego wszystkiego, po moich argumentach i trafnych spostrzeżeniach, on bronił się, że mają po prostu klimatyzację w banku… a oczy wyglądały tak, jakby ktoś mu podał czerwoną farbę w kroplach. Nie żartuję.
Wychodząc powiedziałam tylko – Błagam pana… niech pan dla własnego dobra jak najszybciej zdejmie te soczewki i uda się do specjalisty, który je panu przepisał… – Pan się uśmiechnął i więcej go w tym banku nie widziałam, choć bywałam niejednokrotnie.

Mam nadzieję, że koniec końców nic złego się mu nie stało.

Drogi użytkowniku soczewek kontaktowych…
Kilka razy już w swoich postach pisałam : mamy jedną parę oczu. Warto o nie dbać.
A od niewłaściwego użytkowania soczewek kontaktowych naprawdę można się nabawić paskudnych powikłań, a nawet całkowicie stracić wzrok.

Warto wyrobić sobie pewne nawyki i traktować je jako obowiązkowe…
tak, jak na przykład codzienne mycie zębów, czy właśnie pranie i zmienianie bielizny!
Zdrowe nawyki to Twoje zdrowe oczy.

Dlatego pamiętaj:

Soczewki dobieraj u specjalisty. WYŁĄCZNIE.
Wykluczone jest samodzielne „szacowanie” wady (która jest inna dla soczewek i dla korekcji okularowej) i kupowanie sobie soczewek „na oko” (w tym przypadku biedne oko…) w sklepie, czy przez internet. Nie rób tego! Możesz sobie naprawdę zrobić krzywdę.
Soczewki są różnej wielkości, mają różne krzywizny… To, jaka soczewka pasuje do Twojego oka, może ocenić specjalista, który wie, na jakie aspekty powinien zwrócić uwagę.

Podstawowa sprawa – higiena. Nie wkładasz brudnych rąk do buzi, nie wkładaj też do oczu!
Zanim w ogóle dotkniesz swoich soczewek, dokładnie umyj, a poza tym WYSUSZ dłonie.
(Przy czym podkreślam, pisząc „wysusz” nie mam na myśli ręcznika wiszącego od tygodnia na wieszaku przy umywalce, w który ręce wyciera cała Twoja rodzina, albo współlokatorzy… coś, co masz pewność, że też jest CZYSTE.)

Soczewki naprawdę musisz czyścić dzień w dzień. Wspomniane skarpetki, bielizna, zapachy i nie będę się powtarzać. Nie chcesz wiedzieć, co pływa w Twoim pojemniczku z płynem i soczewkami ściągniętymi po całym dniu (z dodatkowo nieumytym od tygodnia pojemnikiem), chociaż myślę, że każdy powinien mieć okazję zobaczyć swój własny płyn w duuużym powiększeniu, po standardowych długoterminowych zaniedbaniach.

NIGDY nie czyść, ani nie przechowuj soczewek  w wodzie.
Służy do tego wyłącznie płyn zalecany przez specjalistę.
Twoja ślina też się do tego nie nadaje.

Pojemnik na soczewki, tak jak i same soczewki, czyść CODZIENNIE (to nie żart, ani przesada), PŁYNEM (nie wodą) do soczewek.
Nie używaj kilku pojemników na raz. Najlepiej jeden zmieniany minimum raz na trzy miesiące.

Pojemnik czyści się przez pocieranie i płukanie, a następnie dokładne osuszanie. Bezwzględnie jednak po wysuszeniu nie zostawiaj pojemnika otwartego, bo mycie nie będzie miało żadnego sensu.
Nie trzeba chyba podkreślać, że pojemnika z płynem i soczewkami w środku, również nie zostawia się, uprzednio go nie zamykając…
Jeszcze jedna uwaga dotycząca płynu. Kończy Ci się płyn, kupujesz nowy i co robisz?
Nigdy w życiu nie dolewaj nowego do starego i na odwrót. Taki zmieszany, niewstrząśnięty drink nadaje się tylko do wylania go do zlewu.
Nie śpij w soczewkach – chyba, że specjalista zalecił inaczej.
Ściągaj je tak często, jak zostało Ci to poradzone podczas wizyty.
Jeśli słyszysz, że możesz nosić soczewki kilka godzin dziennie, pamiętaj, że kilka to nie kilkanaście.

BARDZO WAŻNE – wspomnij pana z banku, o którym napisałam wyżej.
Dostałeś soczewki miesięczne? Nosisz je MIESIĄC. KONIEC. Po miesiącu wymieniasz na nowe. (Dotyczy każdego rodzaju – tygodniowych i innych również).
Pamiętaj, że soczewki możesz wymienić, z oczami może być problem.
Jeśli wiesz, że jesteś leniwy i nie masz ochoty bawić się w mycie, pocieranie, suszenie i inne „trudne czynności” wybierz soczewki jednodniowe – ubierasz rano,  wyrzucasz wieczorem – problem zabaw z pojemniczkami masz z głowy.

Basen, prysznic, sauna – to miejsca, które nie lubią się z Twoimi soczewkami kontaktowymi. Nie pływasz, ani nie bierzesz prysznica w bieliźnie i skarpetkach prawda? Ściągaj również soczewki.

Jeśli zdarzy się nieprzewidziana sytuacja:
– niespodziewany wyjazd na basen,
– bardzo długi wieczór z przyjaciółmi (a soczewki w oczach od wczesnego rana),
– soczewka wypadnie i poleci na podłogę,
zawsze lepiej mieć przy sobie awaryjną parę okularów, które możesz założyć „w razie W”.

Jeśli soczewka wypadnie/spadnie/upuścisz ją i NIE masz możliwości wypłukać jej w płynie dezynfekującym (mówiłam: woda i ślina odpadają), natychmiast ją wyrzuć.

Jeśli poczujesz ból lub pieczenie, zobaczysz, ze oczy są zaczerwienione, a widzenie będzie zamglone, ściągaj soczewki  i skontaktuj się ze swoim specjalistą.

No chyba, że jak w przypadku niektórych niesubordynowanych osób…
wiesz, że wczoraj poszedłeś popływać w soczewkach na basen, a po powrocie nie chciało ci się ich ściągnąć i położyłeś się spać…  rano wstałeś z czerwonymi oczami– powód znasz. A ja nawet nie chcę tego komentować.
Po prostu ściągasz soczewki, dajesz oczom odpocząć i zakładasz nowe. NOWE.

Pamiętaj, to tylko ogólne porady.
O soczewkach kontaktowych, użytkowaniu, doborze i innych tematach powiązanych, pojawi się tu jeszcze wiele tekstów.

Powtarzam, dbaj o wzrok. Masz tylko jedną parę oczu.

A teraz 10/10/10 i… MRUGAMY!