utworzone przez Justyna Nater | gru 30, 2015 | Artykuły
Zapewne większość z Was słyszała, co się stało dzień po Świętach Bożego Narodzenia w Świnoujściu…
Jeśli nie słyszeliście… mała podpowiedź…
[wpdevart_youtube]o9IhfjsZxrY[/wpdevart_youtube]
I nareszcie mogę rozlegle rozpisać się na temat, który irytuje mnie od kilkunastu lat.
FAJERWERKI.
Jako mała dziewczynka chodziłam z mamą i koleżankami na pokazy sztucznych ogni z okazji Dni Morza w rodzinnym Świnoujściu. Efekt wizualny był wspaniały, choć zawsze bałam się tego huku i niespodziewanych wybuchów.
Mając jakieś 12 lat, uparłyśmy się z przyjaciółką, że w Sylwestra chcemy koniecznie wyjść na główny plac pod Urząd Miasta. Przeszłyśmy z rodzicami może połowę drogi – najpierw nad głowami przeleciała nam szklana butelka, a następnie pod nogi wrzucono nam petardę. Na szczęście udało się przed nią odskoczyć i nikomu nic się nie stało, ale wieczór sylwestrowy w tamtym miejscu i w tamtej chwili został zakończony – wróciliśmy do domu, a ja obiecałam sobie – NIGDY WIĘCEJ.
Rok później na podwórku pod domem, sąsiad puszczał fajerwerki z butelki umieszczonej na środku podwórka. Za którymś razem owa butelka przewróciła się, a petarda poleciała wprost pod ścianę bloku w stojących pod nią ludzi.
W ubiegłym roku lub dwa lata temu, na moim prywatnym profilu w sieci, umieściłam dość ostry tekst o tym, co myślę na temat strzelania w Sylwestra. Kończył się on życzeniem wsadzenia tej petardy osobie strzelającej w cztery litery. Zostałam nawet zapytana przez koleżankę, czy aby na pewno sama nigdy nie strzelałam… odpowiadam ponownie oficjalnie – NIE, nigdy.
Zimne ognie jako dziecko owszem, petard nigdy.
I mam wrażenie, że z roku na rok boję się ich coraz bardziej.
Zwłaszcza, kiedy widzę, że odpalane są przez osoby ledwo stojące na własnych nogach.

Fajerwerki to w ogóle fenomen. Nie sądzicie?
Tyle pieniędzy leci w powietrze, tyle zanieczyszczeń…
Czy nie lepiej by było (jeśli to już konieczne) puścić jedną, maksymalnie kilka petard, a resztę pieniędzy przeznaczyć na coś bardziej wartościowego?
Już nawet nie wspominam o tym, o czym wszyscy wiedzą – że zwierzęta podczas nocy sylwestrowej przeżywają bardzo ciężkie chwile. Im nie da się wytłumaczyć dlaczego dookoła słyszą wybuchy.
Najgorsze są te paskudne “straszaki”, którymi ludzie rzucają na kilka dni przed i po sylwestrze.
Tego kompletnie nie rozumiem.
Skoro już poruszam ten temat na stronie, którą poświęciłam oczom, zastanówmy się nad bezpieczeństwem podczas (nie tylko) sylwestrowej nocy.
Zacznijmy od takiego przyjemnego przykładu (przepraszam osoby wrażliwe na takie zdjęcia – wyobraźcie sobie jednak, że to oko wasze lub bliskiej wam osoby…)
Bliskie spotkanie oka z petardą…
A teraz ręka w górę, kto z was kiedykolwiek używał okularów ochronnych podczas pokazów sztucznych ogni? (czyżby uśmiech z nutką ironii?) No dobrze, a chociaż w sytuacji, w której to Wy odpalaliście takie fajerwerki?
Osobiście nigdy takiej osoby nie widziałam, ale może mało widziałam w życiu…
Ile razy tak jest, że petarda nie wybuchnie o czasie, a wybucha dopiero wtedy, kiedy ktoś się nad nią nachyli, próbując ponownie ją odpalić lub po prostu wymienić na inną…?
A ile razy butelka z petardą przewróci się i poleci w czyimś kierunku…?
Takich pytań łatwiej jest sobie nie zadawać, w końcu te wszystkie sytuacje zdarzają się innym, nie nam.
Kto by zakładał okulary ochronne podczas świetnej i dobrze zakrapianej imprezy sylwestrowej..?
A jak często zdarza się, że w takich miejscach znajdują się poza nami również dzieci?
[wpdevart_youtube]WF1vw8q98g0[/wpdevart_youtube]
Poniżej zdjęcie przedstawiające procentowo, które części ciała najczęściej ulegają okaleczeniom pod czas wypadków związanych z fajerwerkami. 36% dłonie i palce. Z wiadomych powodów. Jak się wypuszcza petardę z ręki, to trudno liczyć na to, żeby zostać z kompletem palców u dłoni…
19% dotyczy oczu… Wydaje mi się jednak, że mało kto ma wyobrażenie o skali problemu w praktyce. O tym jak łatwo o tragedię podczas świetnej zabawy.

Fragmenty petardy uderzając w oko, mogą wbić się w powieki, w samą gałkę oczną, mogą przebić rogówkę, mogą doprowadzić do utraty wzroku.
Wielu z nas (również wielu rodziców) myśli, że fajerwerki są bezpieczne. Prawda jest taka, że cała ta “zabawa” to proszenie się o wypadek.
Przyjemność oglądania kolorowych rozbłysków trwa kilka sekund, kilka sekund również może trwać okaleczenie, ale całe życie może zająć zastanawianie się nad ignorancją, która spowodowała ślepotę, czy nawet całkowitą utratę gałki ocznej.
Nie ma znaczenia jak małe, czy duże są fajerwerki, powinniśmy stosować okulary ochronne.
I nie wierzę szczerze mówiąc, że ktoś z Was po przeczytaniu tekstu się do tego zastosuje…
Może do momentu, aż sam nie będzie świadkiem takiej katastrofy, bo jak będzie poszkodowanym, to już nie będzie czego ochraniać.
Najgorsze jest to, że fajerwerki to nie tylko ryzyko bezpośredniego uderzenia w konkretne miejsca na ciele i powbijania się ich fragmentów w skórę, czy w oczy. Fajerwerki zawierają masę palną (przede wszystkim utleniacze, saletry, chlorany, chlorki metali – które nadają intensywniejsze kolory itd.) Mogą one zatem powodować również różnego stopnia poparzenia.
Postarajcie się zatem:
-przedyskutować ze swoimi dziećmi kwestie ryzyka, jakie niesie za sobą odpalanie sztucznych ogni;
-nie pozwalać dzieciom zbliżać się do petard, zwłaszcza tych już odpalonych, tym bardziej jeśli nie wybuchły;
-nigdy nie kierować fajerwerków w stronę innych osób (takie oczywiste, a tak częste do zaobserwowania);
-podczas odpalania petardy NIGDY nie nachylać się bezpośrednio nad nią!;
-zakładać okulary ochronne;
-a najlepiej udać się na pokaz wykonany przez specjalistów, nacieszyć wzrok i wrócić w bezpieczne miejsce.
[wpdevart_youtube]s-w2rV-pom8[/wpdevart_youtube]
Jeśli ulegniecie takiemu wypadkowi, jeśli cokolwiek stanie się Waszym oczom, przede wszystkim:
-nie wolno trzeć oczu dłońmi! – w sytuacji, w której gałka oczna będzie naruszona potarcie jej ręką może spowodować dalsze uszkadzanie;
-nie wolno płukać oka wodą, ani próbować przepłukać płynem do oczu;
-nie wolno samodzielnie usuwać niczego, co wbiło się w oko;
-nie wolno również, bez wiedzy lekarza, zażywać żadnych leków;
-natychmiast należy zgłosić się na pogotowie!
Uważajcie proszę na siebie podczas nocy sylwestrowej!
Życzę Wam szampańskiej zabawy
(w okularach ochronnych) :)
Źródła:
http://www.geteyesmart.org/eyesmart/living/eye-injuries/fireworks-eye-safety.cfm#
http://www.webmd.com/eye-health/news/20120703/how-fireworks-may-actually-hurt-eyes
http://www.allaboutvision.com/safety/eye-injury-prevent.htm
http://www.sctimes.com/story/news/local/2015/07/02/fireworks-eye-injuries-can-cause-vision-loss-
infection/29649175/
http://www.usatoday.com/story/news/nation-now/2015/07/02/fourth–july-independence-day-
firework-injuries-eye-emergency-room/29612657/
http://www.eyerounds.org/cases/202-fireworks.htm
utworzone przez Justyna Nater | gru 23, 2015 | Artykuły
Nie wiem, czy też tak macie, ale drugiego dnia Świąt czuję się zawsze cięższa o co najmniej kilka kilogramów.
Co roku powtarzam sobie „Tym razem z umiarem… Tym razem z rozsądkiem…”
Nic z tego. Święta w domu to czas, w którym niestety nie potrafię sobie odmawiać pysznego jedzenia.
Od kilku dni szukałam sposobu na tegoroczne usprawiedliwienie swojego zachowania i znalazłam – przedstawię Wam zalety świątecznych potraw.
A poza tym – przecież trzeba spróbować ich dwunastu – może sumienie będzie mniej krzyczało, kiedy zobaczy ilość witamin znajdujących się na wigilijnym stole.
Mam taką nadzieję!
Na początku warto podkreślić, że w przypadku naszych oczu, najważniejsze jest spożywanie produktów, które zawierają substancje hamujące powstawanie wolnych rodników (głównie zielone warzywa- czyli brokuły, brukselka, kapusta, szpinak…).
Na proces neutralizowania wolnych rodników wpływają witaminy A, E oraz C.
Na pewno słyszeliście o „kurzej ślepocie”- spowodowana jest ona właśnie niedoborem witaminy A, której utlenianiu zapobiega witamina E, hamująca również tworzenie toksycznych substancji uszkadzających naczynia krwionośne.
Witamina C działa międzykomórkowo i również unieszkodliwia powstające w reakcji z witaminą E wolne rodniki.
Dlatego właśnie najkorzystniej dla organizmu działa dostarczanie odpowiedniej dawki wszystkich trzech powyżej wymienionych witamin, które nawzajem się doskonale uzupełniają.
Dla wzroku, dla zdrowia siatkówki i plamki żółtej, której z wiekiem może grozić degeneracja, (czyli AMD) niezwykle ważne jest dostarczanie pokarmu obfitego w luteinę, zeaksantynę oraz kwasy omega-3 – a ponieważ na stołach świątecznych królują ryby – pokuszę się o stwierdzenie, że nasze oczy uwielbiają Święta.
(I to nie tylko dlatego, że to nasz wzrok w pierwszej kolejności pożera wszystko co stoi na stole podczas Wigilii.)
Przeanalizujmy zatem kilka świątecznych pozycji.
1.BARSZCZ
W moim rodzinnym domu pierwszym daniem stawianym na stole jest czerwony barszcz z uszkami.
Jego kaloryczność zależy głównie właśnie od ilości pływających w nim uszek. Talerz czystego barszczu (ok 200ml) to zaledwie 30kcal. Z uszkami (już ich niewielką ilością) kaloryczność tej potrawy znacznie wzrasta – a to ze względu na wykonanie ich z mało wartościowo odżywczej białej mąki.
Sam barszcz jednak, dzięki burakom jest bardzo zdrowy. Barwę nadaje mu betanina, która jest silnym przeciwutleniaczem, a zatem działa antybakteryjnie. Buraki zawierają bardzo dużo kwasu foliowego (drogocennego dla układu nerwowego) oraz witaminy C, która jak wspomniałam wyżej bardzo korzystnie wpływa na wzrok. (Z resztą witamina C wpływa pozytywnie na wszystko.)
2.ZUPA GRZYBOWA
U nas nie ma tradycji jedzenia zupy grzybowej i szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić zamiany barszczu właśnie na nią, ale zapewne wielu z Was to właśnie tę zupę podaje w pierwszej kolejności, dlatego przeanalizujmy jej wartości odżywcze.
Tu podobnie jak w przypadku barszczu – niezabielana zupa grzybowa (talerz ok 200ml) to również około 30kcal. Jeśli jednak dodacie do niej makaron i śmietankę to ilość kalorii wzrośnie i to zdecydowanie.
A co z samymi grzybami?
Właściwie często powtarza się, że grzyby spożywa się dla walorów smakowo-zapachowych, a ich wartość odżywcza jest niewielka. Niewielka ilość witamin i minerałów, trochę błonnika pokarmowego, trochę białka.
Ostatnio jednak coraz więcej badań potwierdza przeciwnowotworowe oraz przeciwmiażdżycowe właściwości grzybów. Obniżają one poziom cukru we krwi, wyrównują poziom lipidów. Są jednak bardzo ciężkostrawne – zwłaszcza pieczarki i borowiki. Dlatego nie powinny ich spożywać dzieci oraz osoby w starszym wieku.
3.PIEROGI
Pierogi z białej mąki – wiadomo. Ta sama sytuacja, co w przypadku uszek w barszczu. Kalorii co nie miara, wartość odżywcza żadna. Ale pytanie, czym pierogi są nadziane? Jeśli grzybami – to jak wyżej. Jeśli kapustą – to zaraz opowiem.
Dwa lata temu moja Mama po raz pierwszy podała nam do spróbowania pierogi z kaszą gryczaną – polecam gorąco – są przepyszne! A kasza gryczana? Nie dość, że naprawdę rewelacyjnie smakuje, to jest wzorcowym źródłem rutyny, która uszczelnia i wzmacnia naczynia krwionośne. Jest bogata w witaminy B1, B2, P i PP (rewelacyjne dla układu nerwowego), zawiera również wapń, magnez, fosfor, żelazo, nikiel, kobalt, miedź, cynk bor oraz jod. Lista jest imponująca, prawda?
4.KAPUSTA
Kapusta z grochem jest bardziej kaloryczna od kapusty z grzybami i to (jak podaje literatura) praktycznie dwukrotnie bardziej.
Ale kapusta jest idealna na odporność, zawiera bowiem spore ilości witaminy C. Jest również źródłem kwasu foliowego, witaminy E, magnezu, żelaza oraz beta karotenu.
W kiszonej kapuście znajdują się bakterie, ułatwiające trawienie (idealne bakterie na świąteczny czas).
Bakterie kwasu mlekowego to naturalne probiotyki, wspomagające odporność, obniżające poziom cukru we krwi. Mają również działanie przeciwmiażdżycowe.
Prawda jest jednak taka, że kaloryczność zasmażanej kapusty wigilijnej, czyli tej z grzybami, czy grochem zależy od sposobu ich przyrządzania. Tak czy inaczej jest to ciężkostrawne danie, ale zupełnie inaczej zostanie przyjęte przez żołądek, jeśli zostanie przygotowane z mniejszą ilością tłuszczu, a większą ilością przypraw wspomagających trawienie (majeranek, koperek, kminek).
Porcja bigosu (100 gram) to niecałe 120 kcal.
5.SAŁATKA JARZYNOWA
Oczywiście moja Mama robi najsmaczniejszą i proszę ze mną w tym temacie nie dyskutować! :-) (Powiedziało 70% Polaków)
Skład: jajka, ogórki kiszone, groszek/kukurydza/jedno i drugie, gotowana marchewka, ziemniaki, pietruszka, por, majonez, musztarda, osobisty dodatek smakowy.
Warzywa – wiadomo – zdrowie, witaminy, wartości odżywcze – słowem MNIAM.
Schody zaczynają się przy majonezie.
Majonez jest bardzo kaloryczny. Pytanie, czy robimy go w domu, czy kupujemy w sklepie.
Ten domowy pomimo kaloryczności, jeśli powstanie z oleju dobrej jakości, będzie źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki zaś obecności tłuszczów roślinnych majonez jest źródłem witamin A,E i K oraz w niewielkich ilościach również witaminy D.
6.RYBY
Na wigilijnym stole w przypadku ryb każdy znajdzie coś dla siebie.
I serdecznie Wam tego zazdroszczę.
Takie ze mnie dziecko szczęścia, że urodzona i wychowana w Świnoujściu, a mieszkająca w Trójmieście – jestem uczulona na ryby. I mogę je jeść tylko wtedy, kiedy naprawdę czuję, że mam ochotę, że organizm sam się upomina, ale tylko w niesamowicie ograniczonych ilościach i wyłącznie niektóre ich rodzaje.
Jest to swojego rodzaju żywieniowa katastrofa, ponieważ ryby są źródłem dobrze przyswajalnego białka o bardzo wysokiej wartości odżywczej. Są źródłem jodu oraz witamin z grupy B (ryby tłuste także witamin D i A).
6.1.KARP
W kolejności kalorycznej na 100 gram produktu:
karp w galarecie 55kcal, karp gotowany 130kcal, karp smażony 180 kcal.
Dlatego karpia lepiej piec niż smażyć w panierce.
Karp nie jest tak zdrową rybą jak ryby tłuste typu łosoś, makrela, czy śledź. Jest jednak źródłem białka i dostarcza do organizmu witaminę D. Jest oczywiście źródłem kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych (w mniejszym stopniu niż wyżej wymienione tłuste ryby, ale jednak). Poza tym mięso karpia zawiera witaminy z grupy B, magnez, cynk, selen oraz potas.
6.2.ŚLEDZIE
Najczęstszy sposób podawania śledzia podczas Świąt – śledź w śmietanie lub śledź w oleju.
Same śledzie kaloryczne nie są, ale dodatek w postaci oleju robi z nich kaloryczną bombę.
Śledź to bardzo zdrowa ryba, zdrowsza nawet od sztandarowego karpia. Jako morska ryba tłusta zawiera bardzo dużo kwasów omega 3. Zawiera również więcej witamin i minerałów niż karp. Dostarcza witaminy E, D, potas, wapń, żelazo i selen.
Pod kątem kalorii i diety, lepiej wybrać śledzia w jogurcie lub w occie niż tego w oleju.
6.3.RYBA PO GRECKU
Nie dość, że ryba, to jeszcze dużo warzyw!
Zacznijmy jednak od jej kaloryczności… podwyższa ją na pewno olej, na którym smaży się rybę, no i panierka z mąki… Sama ryba i warzywa to oczywiście składniki bardzo niskokaloryczne.
Rybka rybką, wiadomo jak dobrym i wartościowym odżywczo składnikiem jest. W rybie po grecku (która z Grekami za wiele wspólnego nie ma) znajdziemy spore ilości marchewki, która zawiera beta karoten oraz witaminę A, niezbędną (jak wspomniałam we wstępie) w profilaktyce zwyrodnienia plamki żółtej i zaćmy.
Marchew zawiera również barwnik o nazwie rodopsyna. Niedobór tego składnika powoduje, że źle widzimy w słabym oświetleniu.
7. KOMPOT Z SUSZONYCH OWOCÓW
Szklanka takiego kompotu to około 200kcal.
Osobiście BARDZO nie lubię ani jego smaku, ani zapachu. Co roku Rodzice próbują mnie do niego przekonać, ale nawet na wdechu nie jestem w stanie zaakceptować tego charakterystycznego posmaku.
Jest to napój dosyć kaloryczny, choć zależy to głównie od dodanej substancji słodzącej – czy jest to cukier, miód, czy może stewia.
Z kompotu najzdrowsze są owoce, zawierają błonnik pokarmowy, przeciwutleniacze chroniące przed powstawaniem wolnych rodników i ułatwiają trawienie. Jest to skoncentrowana zawartość witamin (między innymi tiaminy, witaminy C i beta karotenu).
Poza tym kwasy owocowe utrzymują prawidłową mikroflorę w jelitach.
8. KUTIA
To jedna z najbardziej kalorycznych wigilijnych potraw, na którą przepisów można znaleźć bardzo dużo, ale ta najpopularniejsza wersja to kutia z pszenicą, makiem, miodem, mlekiem, orzechami i bakaliami.
Mieszanka kaloryczna pierwsza klasa. 100 gram kutii to nawet 300kcal.
O orzechach i maku poniżej.
9.ORZECHY
Najbardziej wartościowe odżywczo ze wszystkich dostępnych bakalii. To fakt, że zawierają dużo kalorii i tłuszczu, ale to jest ten dobry tłuszcz- nienasycone kwasy tłuszczowe, które zmniejszają ryzyko chorób serca. Orzechy zawierają bardzo dużo witamin z grupy B i oraz witaminę E, dzięki temu wpływają dobrze na zdrowie skóry i prawidłową pracę mózgu.
10.MAKOWIEC
Makowiec to bardzo kaloryczne ciasto. Kawałek 100 gram to około 350kcal. Ale wbrew pozorom to nie ciasto drożdżowe, czy biszkoptowe zawiera tyle kalorii, a właśnie główny składnik, czyli masa makowa z bakaliami.
Ale mak to kolejna historia o nienasyconych kwasach tłuszczonych, o których już tu w tekście mowa była i nie będę powtarzać jak dobre są one dla naszego zdrowia.
Mak wpływa również na prawidłowy poziom cholesterolu właśnie ze względu na występowanie w nim powyższych kwasów. Zawiera także witaminy A, D, E, witaminy z grupy B oraz wapń.
11*.CZERWONE WINO
Czasami na stole świątecznym pojawiają się wina.
*Pewnie są osoby, które powiedzą, że podczas Świąt Bożego Narodzenia nie stawia się na stole alkoholu.
Zgadzam się z tym. Ale lampkę czerwonego wina można według mojej osobistej opinii wypić.
Poza tym, że wino o tym kolorze chroni przed chorobami serca, poprawia pamięć (oczywiście nie po spożyciu jednorazowo całej butelki – wtedy z pamięcią mogą być pewne problemy), obniża cholesterol i wpływa korzystnie na układ odpornościowy to dodatkowo islandzcy uczeni dowiedli, że picie systematyczne umiarkowanej ilości czerwonego wina ze względu na zawarte w nim antyoksydanty, wpływa na zmniejszenie ryzyka wystąpienia zaćmy.
Kieliszek czerwonego wina (100ml) to około 70kcal.
Podsumowując
Potrawy świąteczne można przygotować na sposób lżejszy i zdrowszy. Zmniejszyć ilość panierek do mięs i ryb, zmodyfikować farsz w pierogach na taki z bogatszymi odżywczo składnikami, a może zmienić rodzaj mąki, z której przyrządzone zostanie ciasto.
Tak czy inaczej – w Święta nie martwcie się o dietę. Nie przejadajcie się (sama się postaram, obiecuję), ale też nie odmawiajcie sobie przyjemności w gronie rodzinnym.
Cieszcie się, uśmiechajcie, odpoczywajcie, wyłączcie komputery i telefony – zadbajcie tym samym o odpoczynek dla Waszych oczu.
Życzę Wam wszystkim cudownych, magicznych i bardzo rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia!

Źródła informacji oraz zdjęć:
Instytut Żywności i Żywienia
http://www.mojdietetyk.pl/artykuly/kalorycznosc-wigilijnych-potraw.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/dania-wigilijne/ile-kalorii-maja-potrawy-wigilijne_42167.html
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/56,101460,13066696,Potrawy_wigilijne___ile_w_nich_kalorii__ile_zdrowia_.html
www.jadlospisy.pl
http://gwiazdka.fooder.pl/clipper/stash?url=http%3A%2F%2Fgwiazdka.fooder.pl%2Fprzepisy%2F140936-zupa-grzybowa-z-makaronem&scripts=1
https://pl.pinterest.com/pin/541417186432945384/
https://pl.pinterest.com/pin/433612270352540371/
utworzone przez Justyna Nater | gru 6, 2015 | Artykuły
Jakiś czas temu zapanowała „moda” na brwi wyskubane do zera, a następnie narysowane kredką… Zjawisko przyznam dość fascynujące, na szczęście szybko zaczęto bojkotować pomysł i promować naturalny wygląd brwi. Niestety nie każda kobieta do niego wróciła.
Bez względu jednak na to, jaki kształt i forma brwi jest w danym sezonie „modna”, warto zwrócić uwagę na ich prawdziwą funkcję, poza tą oczywistą, która wpływa na nasz wygląd. (Spróbujcie z resztą z któregoś swojego zdjęcia usunąć całkowicie własne brwi – możecie nie poznać człowieka, którego zobaczycie.)
Dlaczego więc natura zaopatrzyła człowieka w brwi?

Brwi są nam bardzo potrzebne!
Dlaczego?
Pełnią (mam na myśli te naturalne) funkcję ochronną naszych oczu. I to jest ich najważniejsze zadanie. Kształt czoła i brwi oraz powieki i rzęsy są niezwykle istotne dla prawidłowego funkcjonowania wzroku.
Te krótkie włoski, które rosną na łuku brwiowym (z resztą jako pierwsze włoski wyrastające na naszym ciele – już w 3 miesiącu ciąży) mają za zadanie chronić oczy przed kurzem lub potem spływającym z czoła.
Brwi definiują nasz wygląd, ale drogie Panie… czy wyrwane do zera, a następnie namalowane kredką, eyelinerem… mazakiem! czy farbą… naprawdę wyglądają dobrze?
Sama nie okazuję wiele uwagi swoim brwiom, szczerze mówiąc naprawdę nie znoszę ich regulować, ale nastały takie czasy, że „nie wypada” tego nie robić.
Dodatkowo nieumiejętne wyrywanie włosków z brwi może skutkować zapaleniem mieszków włosowych, co prowadzi często do poważnych stanów zapalnych skóry, które nigdy nie są bezpieczne dla oczu.
Brwi brwiami… a co z rzęsami?
Przedłużamy!

Drogie Panie…
Mamy dzisiaj dostęp do takich metod przedłużania i zagęszczania rzęs, że różnica pomiędzy naszymi, a sztucznymi rzęsami jest praktycznie niezauważalna. Stąd zapewne taka popularność zabiegu przedłużania i zagęszczania rzęs. Niestety coraz częściej popularność ta skutkuje pojawianiem się w gabinetach okulistycznych pacjentek ze stanem zapalnym w okolicach oczu.
Dlaczego?
Rzęsy przykleja się za pomocą specjalistycznego kleju kosmetycznego.
Zwykle jego bazą jest formaldehyd lub inny klej biologiczny.
Wszystko kończy się zwykle dobrze, w gabinecie w którym pracuje kosmetolog stosujący produkty wysokiej jakości, który wie jak prawidłowo zabezpieczyć oczy oraz powieki, aby pacjentce nie stało się nic złego. Sytuacja robi się niebezpieczna, kiedy mamy do czynienia z nieprofesjonalnym wykonaniem tego zabiegu, poza salonem, przez „specjalistę” po kursie, który nie przestrzega zasad dezynfekcji i higieny oraz używa tańszych produktów, dzięki czemu cena zabiegu jest również bardziej atrakcyjna. Ale czy warto?

Niestety nawet najlepsze kleje wywołać mogą silne reakcje alergiczne, tak samo jak wywołać je mogą środki, jakimi sztuczne rzęsy są usuwane. O tych gorszej jakości nie wspominam….
Wyżej wymienione substancje mogą powodować podrażnienie spojówki, czy rogówki, infekcje, zapalenia, a nawet utratę naturalnych rzęs.
Może również dojść do infekcji grzybiczej lub bakteryjnej. Jeśli zabieg wykonywany jest w niewłaściwy sposób, a osoba go wykonująca nie przestrzega zasad higieny oraz dezynfekcji.
Same rzęsy nieprawidłowo przechowywane przed zastosowaniem, również mogą być źródłem niewidocznych gołym okiem bakterii, które w późniejszym czasie mogą spowodować podrażnienie, a następnie infekcję.
Kolejny nowoczesny trend – przyklejanie ozdób na rzęsy lub na brzegi powiek. Koraliki, cekinki, brokat… (Tym bardziej, że zbliża się noc Sylwestrowa oraz karnawał!)


Nie trzeba być okulistą, ani innym specjalistą, żeby przewidzieć jakie konsekwencje mogą mieć nieprawidłowo zaaplikowane ozdoby tego typu.
Pamiętajcie proszę, że skóra wokół oczu jest bardzo wrażliwa, brzegi powiek są bardzo delikatne. Niewłaściwa higiena oka, mechaniczne uszkodzenia, to wszystko może nieść za sobą bardzo poważne dla Was konsekwencje.
Wracając do przyklejanych rzęs.
Jeśli nie cierpicie na chorobę skutkującą brakiem rzęs lub ich wypadaniem, wydaje mi się, że swobodnie tusz do rzęs powinien wystarczyć w podkreślaniu Waszej urody.
O makijażu kiedyś już pisałam, jednak jeszcze w tym tekście wspomnę o paru rzeczach.

Używając ulubionej maskary do rzęs, pamiętajcie aby:
– myć ręce przed jej nakładaniem,
– systematycznie, najlepiej raz na 3 miesiące wymieniać tusz na nowy,
– nie pożyczać maskary koleżankom (nawet jeśli bardzo proszą, bo przed wyjściem na imprezę okazuje się, że zgubiły swoją),
– jeśli tusz wyschnie w pojemniczku absolutnie nie dodawajcie do niego wody! Taki tusz wyrzućcie, ponieważ rozcieńczanie go wodą z kranu nie przedłuży terminu jego ważności, może tylko niekorzystnie „wzbogacić” jego skład,
– wiem, że to będzie bardzo kontrowersyjny podpunkt, ale… korzystanie z tuszy do rzęs na stoiskach, na których wiele osób może pomalować się tym samym produktem, również jest niebezpieczne dla oczu. Jeśli chcecie wykonać sobie makijaż profesjonalny to warto w tym celu użyć własnej maskary, a nie takiej, która „wymalowała” już wiele pań przed nami.
Podsumowując…
Jeśli już nie możecie żyć bez przedłużonych, czy pogrubionych sztucznie rzęs, koniecznie przed skorzystaniem z usług danej kosmetyczki upewnijcie się, że posiada ona odpowiednie kwalifikacje w zakresie wykonywania tego zabiegu. Zwracajcie uwagę na poziom higieny i czystości gabinetu, na sposób przechowywania rzęs, na atesty używanych produktów.
Dbajcie o wzrok, dbajcie o oczy i bądźcie NATURALNE :)

Źródła:
http://uroda.wieszjak.polki.pl/piekna-twarz/318740,Wszystko-o-regulacji-brwi–metody-najczestsze-bledy-i-trendy.html
http://sunflower.com.pl/project/sunflower/upload/download/BEFORE_AFTER_MAXI_LASHES.jpg
http://www.beautybroadcast.net/2009/01/caring-for-your-false-eyelashes.html
https://pl.pinterest.com/pin/493918284111024860/
http://optykpolski.feniksmedia.pl/przedluzanie-rzes-niebezpieczna-moda/
utworzone przez Justyna Nater | lis 18, 2015 | Artykuły
Czy wiecie, że kilka dni temu z „optometeorologa” awansowałam na „ornitologa”?
Robi się coraz ciekawiej, będę Was informować na bieżąco!
Uśmiecham się w takich sytuacjach, bo wciąż zawód optometrysty jest z nazwy trudny do zapamiętania, a jednocześnie jakże bogaty w skojarzenia.
Teraz będzie mniej wesoło… Mam kilka pytań, ponieważ naszła mnie dzisiaj pewna refleksja.
Ilu z Was odbyło badanie wzroku w ciągu ostatniego roku?
A ilu z Was nie pamięta, kiedy ostatni raz było u specjalisty?
Zastanawiałam się ostatnio jak dotrzeć do pacjentów. Jak tłumaczyć i jakimi argumentami przekonywać, żeby temat zdrowia oczu nie był tak bagatelizowany jak jest obecnie. Czasem wydaje mi się, że nie zawsze termin „utrata wzroku” odbierany jest na poważnie. Zwykle raczej w stylu „to mnie nie dotyczy”.
Pytanie brzmi, czy chodzi o to, że ogólnie o siebie nie dbamy i ignorujemy swoje zdrowie, czy raczej dokładnie odwrotnie – dbamy o nie, zapominając o oczach (a raczej lekceważąc je).
Systematycznie pojawiają się pacjenci przyznający się:
„Ach proszę pani… ja to nie pamiętam, kiedy byłem ostatni raz na badaniu… może w 2012? Tak chyba tak… A nie! To był 2009! Jak ten czas leci!”
[Jeśli ten tekst przeczytają moi znajomi, to powiedzą „I kto to mówi…”. To fakt, był taki (dość długi) czas w moim życiu, kiedy omijałam wszystkich lekarzy i specjalistów szerokim łukiem. Wynikało to być może z sytuacji w jakiej się znalazłam jako małe dziecko. Systematyczne wizyty u kardiologów i wieczne problemy ze zdrowiem, niezliczona ilość angin oraz ostrych przeziębień. To wszystko spowodowało swego rodzaju „bunt”, który koniec końców nie wyszedł mi na dobre.]
Wracając do tematu…
Takie krótkie porównanie.
Kampanie nowotworowe są głośne, dużo się o nich mówi, są w mediach, na bilboardach, w prasie, w internecie…
Powtarza się bez przerwy, że najważniejsza jest profilaktyka, najważniejsze żeby się badać, ponieważ… na raka przecież można umrzeć.
A co z ryzykiem utraty wzroku?
Owszem reklam promujących krople do oczu, a także suplementy diety, znajdzie się dosyć dużo w telewizji. Pytanie brzmi – czy to wystarczy i co właściwie mają na celu?
Sprzedaż.
Oczywiście to „fajnie”, że się człowiek z reklamy dowie, że ma plamkę żółtą w oku, lub że praca przy komputerze wysusza oczy… Ale reklama krzyczy głównie:
„Idź! Kup! Potrzebujesz!”.
A ja się pytam, gdzie się podziało: „Jak często badasz wzrok?”.
Kampanie dotyczące ochrony narządu wzroku obecne są w większości w salonach optycznych lub gabinetach lekarskich – ale jak ma się z nimi zapoznać osoba, która się tam nie pojawia?
Popularna ostatnio w telewizji reklama ubezpieczeń na życie, przedstawia nam wizję przyszłości, jakiej możemy doświadczyć, jeśli zadbamy o swoje zdrowie oraz zabezpieczymy swoich bliskich na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia.
Dlaczego nie ma tego typu reklam dotyczących zdrowia naszego wzroku?
Przecież wiele chorób oczu, takich jak na przykład jaskra, potrafi przez bardzo długi okres czasu nie dawać żadnych objawów, a po cichu prowadzić do ślepoty.
JEDYNYM sposobem na zdiagnozowanie każdej choroby jest po prostu profilaktyka.
Ale według mnie zdecydowanie brakuje kampanii społecznych mówiących o ochronie narządu wzroku. Przypominających o systematyczności w wykonywaniu badań.
Tu również ogromna rola specjalistów, którzy powinni motywować swoich pacjentów do systematycznego wykonywania badań.
Zapewne w tym momencie sama nie brzmię wystarczająco przekonująco. Spróbujmy w inny sposób.
Zamknijcie oczy.
Wyobraźcie sobie, że obraz jaki widzicie już się nie zmieni.
Zostanie taki do końca życia.
Przygnębiające prawda?
Tak naprawdę trudno to sobie w ogóle wyobrazić.
Oczywiście nie zawsze jest tak, że osoba tracąca wzrok widzi w taki sposób jak zaprezentowany powyżej. Ale jeśli stopniowo zaczniemy tracić centralne lub obwodowe pole widzenia, to prędzej czy później obraz będzie wyglądał właśnie tak, jak ten.
Pamiętajcie – ogromna część chorób oczu nie boli. Kontrolne wizyty u specjalisty w celu pomiaru ostrości widzenia oraz zbadania dna oka po rozszerzeniu źrenic (a także sprawdzeniu stanu zdrowia poszczególnych struktur oka takich jak rogówka, tęczówka, czy soczewka) powinno się wykonywać RAZ W ROKU. Dla własnego dobra.
Być może ktoś napisze pod tym tekstem komentarz, że młodym ludziom wystarczy zalecać badania kontrolne raz na dwa lata, ale ja się jednak uprę, że lepiej wykonywać badania częściej.
Widziałam niedawno tęczówkę, na której PO SZEŚCIU MIESIĄCACH pojawiła się bardzo groźnie wyglądająca zmiana – pacjent został skierowany na dalszą diagnostykę. Wiek? 31 lat.
Badanie zaszkodzić nam przecież nie może, więc wybranie się do specjalisty raz w roku nie powinno sprawiać dużych trudności.
Nie wspominam już nawet o użytkownikach soczewek kontaktowych.
Drodzy Pacjenci – (choć to wiecie – mam nadzieję) dla Waszego dobra lepiej zaprzyjaźnić się z kontaktologiem i kontrolować stan zdrowia oczu tak często, jak to zalecone.
Omijając specjalistyczny gabinet można stracić szansę na wczesne wykrycie, zdiagnozowanie i być może wyleczenie choroby oczu.
Drugiej szansy nie będzie.
Dbajcie o wzrok!
Źródła zdjęć:
http://bit.ly/1X7QC88
http://nationwide.rocks/wp-content/uploads/2014/02/TotalEye-body.jpg
utworzone przez Justyna Nater | paź 20, 2015 | Artykuły
Najgorsze jest to, że sama jutro tego kaca będę miała.
Nie, nie piję.
Nie, ani kropelki.
Nawet syropku na gardło.
Tak się to właśnie kończy, kiedy człowiek pomimo zmęczenia, chciałby coś jeszcze napisać, a oczy już odmawiają posłuszeństwa.
Kac oczny. Tak moi Drodzy. W dzisiejszej rozwiniętej elektronicznie cywilizacji, nasze oczy częściej miewają kaca niż miewa go pozostała część organizmu.
Pieczenie, swędzenie, ból, zaczerwienienie, piasek pod powiekami, to wszystko świadczy o zmęczeniu oczu. Ale to nie jedyne objawy.
Z czym się kojarzy kac?
Oczywiście z bólem głowy.
Ból głowy może mieć całe mnóstwo przyczyn.
Na co powinniśmy zwracać uwagę, kiedy boli głowa?
Przede wszystkim jakiego rodzaju jest to ból, o jakim natężeniu, jak często występuje oraz jak długo trwa. Istotne jest jego zlokalizowanie, gdzie dokładnie boli i czy zawsze jest to dokładnie to samo miejsce. Ważna jest również informacja o tym, w jakich sytuacjach się pojawia. Poza tym warto spróbować sobie przypomnieć, kiedy pojawił się po raz pierwszy (ten konkretny rodzaj bólu, w tym konkretnym miejscu, jeśli za każdym razem jest taki sam lub bardzo podobny).
Ból głowy związany z przemęczeniem oczu może się pojawić od razu. W trakcie pracy wzrokowej, w trakcie czytania książki, w trakcie przesiadywania przed komputerem, telewizorem etc. Może się jednak pojawić również dnia następnego (stąd porównanie do kaca). Zwykle zlokalizowany jest w okolicy brwi lub sprawia wrażenie występowania dookoła oczu bądź gdzieś za nimi.
Czasem rozwiązaniem problemu jest po prostu zmiana nawyków w życiu codziennym i zadbanie o higienę pracy wzrokowej w domu, w pracy, czy na uczelni.
Żeby dowiedzieć się, czy ból głowy spowodowany jest przemęczeniem oczu, wystarczy zaobserwować sytuacje, w jakich się pojawia i spróbować znaleźć pomiędzy nimi zależność, a następnie podjąć próbę zmiany niewłaściwych przyzwyczajeń.
Jeśli wiadomo, że boli nas głowa po tym, jak dzień wcześniej x godzin spędziliśmy wyłącznie przed komputerem, bez przerw na zrelaksowanie wzroku i całego ciała, należy w pierwszej kolejności sprawdzić, czy te dwie sytuacje mają ze sobą coś wspólnego. Może warto, zamiast łykać kolejne przeciwbólowe medykamenty, spróbować wprowadzić do pracy ćwiczenia relaksacyjne lub chociaż ustalić sobie stały czas pracy wzrokowej, po której następuje zasłużona dla oczu przerwa (na kawę, na spacer, na cokolwiek).
Jeśli ból przestanie się pojawiać lub będzie znacznie mniej uciążliwy – może to być odpowiedź na zadane pytanie.
Bardzo często w gabinetach optometrycznych pojawiają się pacjenci skarżący się na ból głowy. Czasem zdają sobie sprawę z tego, że powodem występowania bólu może być problem ze wzrokiem, a czasami są tą informacją zaskoczeni.
W wielu przypadkach problem rozwiązuje się, kiedy okazuje się, że pacjent nie miał pojęcia o występującej w jego oczach wadzie wzroku. Nawet małej, która wydawałoby się na co dzień nie przeszkadza w funkcjonowaniu, bo przecież wszystko widzi ostro i wyraźnie. Tylko ta głowa tak bardzo boli!
W gabinecie przyczynę bólu głowy można ustalić już podczas wywiadu z pacjentem (każde prawidłowo przeprowadzane badanie powinno zaczynać się od wywiadu z pacjentem – rzetelnego wywiadu, nie takiego, który trwa minutę).
Ból głowy, który spowodowany jest nieskorygowaną wadą wzroku lub jej błędną korekcją charakteryzuje się uczuciem ciężkości w głowie i występuje regularnie razem ze zmęczeniem oczu i typowymi dla niego objawami.
Jeśli pacjent do tej pory nie nosił korekcji okularowej, a w badaniu optometrycznym pojawia się informacja o występującej małej wadzie wzroku, warto spróbować tej nawet najmniejszej korekcji i sprawdzić, czy bóle głowy ustaną. Bez względu na to, czy pacjent bez okularów nie ma większych problemów z ostrością wzroku. Jeśli okulary w dłuższym użytkowaniu niczego nie zmieniają, a bóle głowy nie ustają lub nie słabną, należy znaleźć inne rozwiązanie problemu, a być może nawet pokierować pacjenta na dalsze badania, nie tylko okulistyczne, ale również neurologiczne i inne…
Należy jednak pamiętać, że oczy męczą się tak, jak całe nasze ciało.
Jeśli nawet jesteś sportowcem, który trenuje kilka razy tygodniowo, po kilka godzin dziennie – to i tak w trakcie ćwiczeń robisz przerwy między powtórzeniami. Oczy też ich potrzebują.
Nie zapominajmy więc, że jeśli na przykład wracamy z pracy o 19, a do północy siedzimy wpatrzeni w ekran komputera, zapominając nawet o korzystaniu z toalety, a potem zasypiając z komputerem w łóżku – oczy prędzej, czy później upomną się o swoje.
Do poważnych problemów powodujących ból głowy oraz oczu należy zapalenie błony naczyniowej. Objawia się ona nie tylko wspomnianym bólem, ale także złym widzeniem, a nawet wzrostem ciśnienia wewnątrzgałkowego.
Często zapalenie błony naczyniowej dotyka pacjentów z problemami stomatologicznymi – na przykład ze zmianami chorobowymi przy korzeniach zębów. Jest to również schorzenie typowe dla osób chorych na reumatyzm i inne problemy stawowe. Błona naczyniowa w oku zostaje zaatakowana przez bakterie, które w związku z obniżoną odpornością organizmu przenikają do krwi.
Ból oka połączony z bólem w okolicy czoła lub skroni, występujący wraz z łzawieniem i pogorszeniem ostrości wzroku może być objawem zapalenia tęczówki, która z tego powodu może nawet zmienić kolor i spowodować zmianę kształtu źrenicy.
Wyżej wymienione dolegliwości, mogą świadczyć również o podwyższonym ciśnieniu wewnątrzgałkowym i o występowaniu jaskry. Napadowy, ostry i świdrujący ból oka, który obejmuje oczodół, a nawet głowę, może oznaczać jej ostry atak. Towarzyszy mu znaczne pogorszenie widzenia, poszerzona źrenica, ostry światłowstręt wraz ze łzawieniem oraz przekrwieniem oka.
Tak czy inaczej, po pierwsze – ból głowy (każdego pochodzenia) powinien być zdiagnozowany lub przynajmniej kontrolowany. Po drugie warto pamiętać, że czasem sami się prosimy o tego niskopromilowego kaca, więc warto przemyśleć swoje zachowanie i zadbać o swoje oczy, a co za tym idzie o dobre samopoczucie. Po trzecie – lepiej nie lekceważyć bólu głowy, zwłaszcza tego, który wiąże się z bólem oczu. Być może rozwiązaniem problemu jest po prostu zmiana trybu życia, może poprawnie dobrana korekcja okularowa (nawet ta najdrobniejsza), a może problem jest poważniejszy i konieczne jest podjęcie konkretniejszych kroków w celu ustalenia, co tak naprawdę się dzieje z naszym organizmem, czy narządem wzroku.
Dlatego dbaj o siebie. Dbaj o wzrok.
A kaca nie polecam.

Źródła zdjęć:
https://g1teenficdisorder.wordpress.com/2012/11/22/is-too-much-reading-bad-for-you/
https://ashkristen.files.wordpress.com/2013/01/7_readingsick_187eks8-187elid.jpg?w=450&h=340&crop=1
http://bonavita.pl/zespol-dnia-nastepnego-czyli-jak-uniknac-kaca