utworzone przez Justyna Nater | lut 21, 2016 | Artykuły
Kilka dni temu PAP umieściła na swojej stronie tekst pod tytułem „Grozi nam epidemia krótkowzroczności”. Czytamy w nim, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna, a nawet jednej piątej z nich będzie dotyczyć podwyższone ryzyko utraty wzroku.
Tekst opiera się na wynikach badań umieszczonych w czasopiśmie Ophtalmology.
Naukowcy z Brien Holden Vision Institute apelują, że krótkowzroczność będzie główną przyczyną trwałej utraty wzroku u ludzi.
A to wszystko właściwie na nasze własne życzenie.
Bo człowiek się cieszy, że rozwój cywilizacyjny, że nowe technologie, że smartfony, że aplikacje, że kina domowe…
Człowiek się cieszy. Bo technologia ułatwia życie.
A najzabawniejsze jest to, że właściwie na codzień to my nie mamy specjalnie wyboru – pracujemy przy komputerach i nie ma możliwości powiedzieć szefowi –
„wybacz, od dzisiaj spędzam przed komputerem w pracy maksymalnie godzinę – w porywach do dwóch”.
Więc czy w ogóle jest dla nas ratunek?
Otóż jest.
Chodzi o to, że za dużo czasu spędzamy w pomieszczeniach, w pracy, w domu, a za mało na świeżym powietrzu.
Rozwiązanie zatem nasuwa się samo – więcej spacerów, mniej telewizji, komputera i smartfona do poduszki.
Według autorów badań z magazynu Ophtalmology w połowie XXI wieku, w porównaniu do roku 2000, pięciokrotnie wzrośnie liczba osób z krótkowzrocznością wysoką ( kilkanaście – kilkadziesiąt dioptrii ! ).
Same spacery zatem nie pomogą.
Poza zmianą trybu życia, trzeba sobie uświadomić, że regularne badania wzroku u optometrysty i okulisty – raz do roku – to absolutna konieczność. Zwłaszcza w przypadku dzieci, u których pewne zmiany w niektórych przypadkach można zahamować lub skutecznie wyeliminować.
Dzieci spędzają coraz więcej czasu z urządzeniami elektronicznymi.
Niedawno ruszyła akcja Mama, tata, tablet – Nie bądź tabletowym rodzicem.
Każdego dnia widuję rodziców, którzy nie potrafią zabawić, czy uspokoić swojego dziecka inaczej niż tylko grą, czy bajeczką w telefonie lub tablecie. Za każdym razem właściwie, kiedy w poczekalni z jednym z rodziców czeka dziecko, jest ono zajęte czymś, co wyświetla się na ekranie urządzenia.
Zawsze jestem pod wrażeniem jak szybko dzieci opanowują sposób korzystania z tych wszystkich „dobrodziejstw” technologii. Daj dziecku iPhone, a szybciej go rozpracuje niż Ty się dowiesz co potrafi Twój nowy telefon.
Rano zanim zrobisz sobie kawę, dziecko już siedzi z Twoim telefonem w ręku i ogląda ulubioną bajkę na YouTubie.
Telefony, tablety, laptopy, komputery – to dzisiejsze ulubione zabawki maluchów.
I to jest… równia pochyła. Naprawdę.

Zdecydowana większość dzieci w szkole ma swoje telefony, z których korzysta podczas przerw.
Kiedyś dzieci grały w sznura, choćby na korytarzu pod klasą, w klasy na podwórku, w berka na szkolnym boisku… a teraz…?
Rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, ile czasu ich pociechy spędzają z elektroniką.
My dorośli nie jesteśmy lepsi. Wystarczy wsiąść do pociągu, czy tramwaju, stanąć na przystanku, na dworcu, w centrum handlowym. Ile osób stoi ze smartfonem w ręku?
Tyle tylko, że w przypadku dzieci układ wzrokowy dopiero się rozwija i ilość czasu spędzanego przez nich z ekranami urządzeń elektronicznych ma bardzo istotny wpływ na rozwój widzenia.
Maluchy mogą odczuwać syndrom cyfrowego zmęczenia wzroku. Mogą się skarżyć na bóle głowy, mogą mieć problemy z koncentracją, nieostre widzenie, a oczy mogą być podrażnione, opuchnięte, zmęczone i obolałe.
Taki sam syndrom pojawia się u nas dorosłych, z tą różnicą, że kiedy dorosły odczuwa tego typu zmęczenie oczu, boli go głowa i czuje, że przesadził z przesiadywaniem przed komputerem, po prostu robi sobie przerwę albo kładzie się spać.
Dzieci nie są jednak tak świadome i odpowiedzialne za siebie. Nie mają takiej samokontroli. Będą siedzieć przy telewizorze, czy ze smartfonem w ręku tak długo, jak długo będą się „dobrze bawić” i jak długo gra lub bajka będzie im sprawiała przyjemność.
Można nauczyć dziecko zasady 10/10/10 (co 10 minut, 10 sekund przerwy, patrzymy w dal na odległość 10 metrów).
Można zminimalizować jasność ekranu (powinna być ustawiona równomiernie do oświetlenia w pomieszczeniu) i odpowiednio usytuować komputer czy telewizor, tak aby od ekranu nie odbijało się okno, czy światło z lamp w mieszkaniu.
Można również, a nawet trzeba, nauczyć dziecko, aby podczas pracy z komputerem, czy telefonem starało się nie zapominać o mruganiu. Aby oczy miały odpowiednie nawilżenie.
Nie zapominajmy o regularnych wizytach u specjalisty!
A także o zdrowym odżywianiu.
Amerykańska Akademia Pediatrii (The American Academy of Pediatrics) określiła ile czasu, w jakim wieku, dziecko MOGŁOBY spędzać z urządzeniami elektronicznymi…

UWAGA RODZICE, przedstawia się w to w następujący sposób:
Do 2 roku życia – maluszek W OGÓLE nie powinien mieć do czynienia z elektroniką.
Od 3 do 5 roku życia – no dobrze, godzinka dziennie może być.
Od 6 do 18 roku życia – maksymalnie DWIE godziny dziennie.
Ile osób pomyślało teraz – „Niewykonalne!” ??
Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach dziecko około 11-12 roku życia zaczyna już żyć swoim życiem nawet w social mediach.
I uwierzcie mi na słowo – jest coraz więcej 12-letnich „blogerek”, które jeszcze nie do końca potrafią się wysławiać, a słownik ortograficzny leży zakurzony pod łóżkiem, ale już piszą „poważnego bloga” o swoim życiu.
Ale z tym ograniczaniem dostępu do urządzeń elektronicznych to nie tylko o ochronę wzroku chodzi.
– Dzieci powinny odkrywać świat nie tylko przez elektronikę, powinny spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu, stymulować rozwijający się mózg do prawidłowego rozwoju.
– Wielogodzinne przesiadywanie przed komputerem powoduje także, że maluch mniej się rusza, co również jest niezdrowe dla jego rosnącego i kształtującego się ciała.
– Jeśli dziecko często gra w różne gry, nad którymi rodzic nie ma kontroli, może nauczyć się z nich nienawiści i mieć skłonności do agresji.
– Oczywista sprawa – uzależnienie od komputera, Facebooka, gier itp.
– Badania wskazują również, że dzieci, które nadużywają nowoczesnych technologii, często mają problemy z pamięcią, odczuwają samotność, a nawet depresję i mają problemy z koncentracją w życiu codziennym.
Jakby to wszystko, co powyżej dobrze przemyśleć, dorosłych też to często dotyczy.
Nasze życie nie powinno wyglądać tak schematycznie:
-pobudka,śniadanie (albo i nie), praca, komputer, sen, wszystko od nowa.
Często tak to właśnie wygląda. W pogoni za pieniądzem, czy byciem idealnym pracownikiem, zapominamy, że nasze prywatne życie też ma znaczenie. A ono nie rozwija się, kiedy spędzamy je wyłącznie wpatrzeni w ekrany naszych urządzeń najnowszych technologii.
Powtarzam prawie w każdym tekście – mamy jedną parę oczu.
Nasze dzieci również. A my jesteśmy za nie odpowiedzialni. One na nas liczą. One może nie zrozumieją na początku, że to, co im się wydaje rewelacyjną zabawą, jest dla nich niezdrowe, ale kiedy dorosną, na pewno będą nam wdzięczne.
Jeśli dotrwałeś do końca tekstu to najwyższa pora na 10/10/10.
Dbaj o wzrok!
Źródła:
http://www.theatlantic.com/health/archive/2016/02/in-2050-half-the-world-will-be-nearsighted/468606/
http://www.pap.pl/aktualnosci/news,471787,grozi-nam-epidemia-krotkowzrocznosci.html
http://www.rebuildyourvision.com/blog/childrens-eye-health/kids-spend-much-time-vision-damaging-electronic-devices/
http://www.huffingtonpost.com/cris-rowan/10-reasons-why-handheld-devices-should-be-banned_b_4899218.html
http://pin.it/0HEQ6u6
http://pin.it/Pf0fbdW
http://pin.it/d5xZXSZ
http://pin.it/jGLObqQ
utworzone przez Justyna Nater | lut 1, 2016 | Artykuły
Bardzo często w internecie można spotkać się z opiniami, że soczewki po to właśnie są, żeby móc swobodnie pływać bez okularów.
Nie do końca jest to prawda.
Jeśli zdarzy się Wam pływać w soczewkach, koniecznie pamiętajcie, że zaraz po wyjściu z basenu musicie je zdjąć i wyrzucić lub bardzo dokładnie zdezynfekować.
Soczewki kontakowe nie lubią wody… Najzdrowiej jest unikać pływania w nich, aby nie narażać oczu na bakteryjne zapalenia. Pływanie w soczewkach może bowiem powodować infekcje oraz wiele poważnych problemów z rogówką.
Agencja żywności i leków (ang. Food and Drug Administration, FDA) zaleca, aby soczewki kontaktowe nie miały w ogóle kontaktu z ŻADNĄ wodą, ani tą bieżącą – z kranu, ani wodą w basenach, oceanach, rzekach, prysznicach itp…
Dlaczego?
Woda może być źródłem wielu wirusów i niebezpiecznych mikroorganizmów.
Jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest pasożyt zwany Acanthamoeba, który może pozostać na soczewkach kontaktowych i spowodować stan zapalny i zakażenie rogówki.
ACANTHAMOEBA (Akantoameba)
Zapalenie rogówki spowodowane Acanthamoebą może prowadzić do konieczności przeszczepu rogówki, a nawet do utraty widzenia.
Do objawów takiego zakażenia należą:
- zaczerwienienie i podrażnienie oczu, które utrzymuje się nawet, jeśli soczewki zostaną już zdjęte;
- zamglone widzenie wraz z odczuciem obecności ciała obcego w oku;
- obfite łzawienie i nadwrażliwość na światło.
Osoby, które mają wadę wzroku i noszą codziennie soczewki kontaktowe, zapytają może, jak w takim razie funkcjonować na basenie…
Najlepsze rozwiązanie – założenie soczewek kontaktowych z odpowiednią korekcją, a do tego używanie gogli do pływania. Jest to dużo bezpieczniejsza opcja dla oczu.
Należy jednak pamiętać, że jeśli woda mimo wszystko dostanie się pod gogle, trzeba koniecznie zdjąć soczewki, a następnie wyrzucić je lub dokładnie zdezynfekować.
Do tego poleca się profilaktycznie przepłukać oczy kroplami nawilżającymi lub ampułką soli fizjologicznej.
O wymianie pojemnika do soczewek już nie raz pisałam – zaleca się wymianę raz na 3 miesiące, a najlepiej częściej.
Innym rozwiązaniem jest wykonanie sobie odpowiednich gogli do pływania z korekcją wady refrakcji.
I kto teraz myśli sobie “E tam! Zawsze pływam w soczewkach i do tej pory nic mi się nie stało!”
Skoro tak…. Mam dla Ciebie historię…
(link do historii w języku angielskim znajdziesz pod tym wpisem)
W 2012 roku Jennie Hurst (28-letnia wtedy dziewczyna z Southampton) straciła wzrok w lewym oku, ponieważ pływała w soczewkach kontaktowych. Najbardziej ironiczne w tej historii jest fakt, że Jennie zawsze bardzo dbała o higienę swoich soczewek i wymieniała je zgodnie z zaleceniami.
Nosiła miesięczne soczewki kontaktowe, zdejmowała je codziennie wieczorem na noc i pomimo, że były miesięcznymi soczewkami, tak bardzo bała się o infekcje, że wymieniała je co dwa tygodnie. Zawsze czyściła je odpowiednimi płynami i krytykowała znajomych, którzy potrafili płukać soczewki pod wodą z kranu.
Dziewczyna nie zdawała sobie jednak sprawy z zagrożeń, jakie niesie za sobą pływanie w soczewkach i nabawiła się pełzakowatego zapalenia rogówki spowodowanego właśnie Acanthmoebą.. Sama pacjentka mówiła, że nawet nie specjalnie lubi pływać, po prostu weszła na chwilę do hotelowego basenu, nie zdejmując uprzednio soczewek z oczu.
Trzy dni później lewe oko stało się bardzo podrażnione, zaczerwienione i wrażliwe na światło.
Później zaczął się tak okropny ból, że dziewczyna pojechała do szpitala.
Lekarz zapisał krople. Jennie spędziła 6 miesięcy na zwolnieniu lekarskim, przeżyła zabieg na oku, cierpiała na bezsenność z powodu ostrego bólu i dalszy światłowstręt.
Akantoameba po prostu “zjadała” jej oko.
Spędziła w sumie w szpitalu dwa tygodnie (trafiła tam trzy razy). Kiedy wychodziła z domu, trzeba było ją prowadzić, ponieważ miała ogromne problemy z widzeniem. Nawet w zdrowym oku odczuwała światłowstręt.
Krótko podsumowując
Każdy użytkownik soczewek kontaktowych powinien pamiętać o:
- dokładnym umyciu i wysuszeniu (czystym ręcznikiem) rąk, przy każdym zakładaniu lub zdejmowaniu soczewek,
- w przypadku czyszczenia soczewek NIGDY nie wolno płukać ich pod wodą z kranu, nadają się do tego wyłącznie specjalistyczne płyny – nie warto również oszczędzać i do starego płynu dolewać nowego,
- regularnej wymianie pojemniczka na soczewki – minimum raz na trzy miesiące – dbaniu o czystość takiego pojemnika;
- regularnej wymianie soczewek,
- regularnych wizytach kontrolnych u specjalisty !
A co do pływania w soczewkach kontaktowych – jeśli naprawdę nie masz innego wyjścia – używaj w tym celu soczewek jednodniowych, wyrzucaj je zaraz powyjściu z basenu i postaraj się od razu przepłukać solidnie oczy.
Źródła:
http://www.dailymail.co.uk/health/article-2191190/I-swam-contact-lenses–Im-blind-eye.html
http://www.allaboutvision.com/contacts/faq/swim-in-cls.htm
http://www.reviewofophthalmology.com/content/d/therapeutic_topics/i/1223/c/23018/
utworzone przez Justyna Nater | gru 30, 2015 | Artykuły
Zapewne większość z Was słyszała, co się stało dzień po Świętach Bożego Narodzenia w Świnoujściu…
Jeśli nie słyszeliście… mała podpowiedź…
[wpdevart_youtube]o9IhfjsZxrY[/wpdevart_youtube]
I nareszcie mogę rozlegle rozpisać się na temat, który irytuje mnie od kilkunastu lat.
FAJERWERKI.
Jako mała dziewczynka chodziłam z mamą i koleżankami na pokazy sztucznych ogni z okazji Dni Morza w rodzinnym Świnoujściu. Efekt wizualny był wspaniały, choć zawsze bałam się tego huku i niespodziewanych wybuchów.
Mając jakieś 12 lat, uparłyśmy się z przyjaciółką, że w Sylwestra chcemy koniecznie wyjść na główny plac pod Urząd Miasta. Przeszłyśmy z rodzicami może połowę drogi – najpierw nad głowami przeleciała nam szklana butelka, a następnie pod nogi wrzucono nam petardę. Na szczęście udało się przed nią odskoczyć i nikomu nic się nie stało, ale wieczór sylwestrowy w tamtym miejscu i w tamtej chwili został zakończony – wróciliśmy do domu, a ja obiecałam sobie – NIGDY WIĘCEJ.
Rok później na podwórku pod domem, sąsiad puszczał fajerwerki z butelki umieszczonej na środku podwórka. Za którymś razem owa butelka przewróciła się, a petarda poleciała wprost pod ścianę bloku w stojących pod nią ludzi.
W ubiegłym roku lub dwa lata temu, na moim prywatnym profilu w sieci, umieściłam dość ostry tekst o tym, co myślę na temat strzelania w Sylwestra. Kończył się on życzeniem wsadzenia tej petardy osobie strzelającej w cztery litery. Zostałam nawet zapytana przez koleżankę, czy aby na pewno sama nigdy nie strzelałam… odpowiadam ponownie oficjalnie – NIE, nigdy.
Zimne ognie jako dziecko owszem, petard nigdy.
I mam wrażenie, że z roku na rok boję się ich coraz bardziej.
Zwłaszcza, kiedy widzę, że odpalane są przez osoby ledwo stojące na własnych nogach.

Fajerwerki to w ogóle fenomen. Nie sądzicie?
Tyle pieniędzy leci w powietrze, tyle zanieczyszczeń…
Czy nie lepiej by było (jeśli to już konieczne) puścić jedną, maksymalnie kilka petard, a resztę pieniędzy przeznaczyć na coś bardziej wartościowego?
Już nawet nie wspominam o tym, o czym wszyscy wiedzą – że zwierzęta podczas nocy sylwestrowej przeżywają bardzo ciężkie chwile. Im nie da się wytłumaczyć dlaczego dookoła słyszą wybuchy.
Najgorsze są te paskudne “straszaki”, którymi ludzie rzucają na kilka dni przed i po sylwestrze.
Tego kompletnie nie rozumiem.
Skoro już poruszam ten temat na stronie, którą poświęciłam oczom, zastanówmy się nad bezpieczeństwem podczas (nie tylko) sylwestrowej nocy.
Zacznijmy od takiego przyjemnego przykładu (przepraszam osoby wrażliwe na takie zdjęcia – wyobraźcie sobie jednak, że to oko wasze lub bliskiej wam osoby…)
Bliskie spotkanie oka z petardą…
A teraz ręka w górę, kto z was kiedykolwiek używał okularów ochronnych podczas pokazów sztucznych ogni? (czyżby uśmiech z nutką ironii?) No dobrze, a chociaż w sytuacji, w której to Wy odpalaliście takie fajerwerki?
Osobiście nigdy takiej osoby nie widziałam, ale może mało widziałam w życiu…
Ile razy tak jest, że petarda nie wybuchnie o czasie, a wybucha dopiero wtedy, kiedy ktoś się nad nią nachyli, próbując ponownie ją odpalić lub po prostu wymienić na inną…?
A ile razy butelka z petardą przewróci się i poleci w czyimś kierunku…?
Takich pytań łatwiej jest sobie nie zadawać, w końcu te wszystkie sytuacje zdarzają się innym, nie nam.
Kto by zakładał okulary ochronne podczas świetnej i dobrze zakrapianej imprezy sylwestrowej..?
A jak często zdarza się, że w takich miejscach znajdują się poza nami również dzieci?
[wpdevart_youtube]WF1vw8q98g0[/wpdevart_youtube]
Poniżej zdjęcie przedstawiające procentowo, które części ciała najczęściej ulegają okaleczeniom pod czas wypadków związanych z fajerwerkami. 36% dłonie i palce. Z wiadomych powodów. Jak się wypuszcza petardę z ręki, to trudno liczyć na to, żeby zostać z kompletem palców u dłoni…
19% dotyczy oczu… Wydaje mi się jednak, że mało kto ma wyobrażenie o skali problemu w praktyce. O tym jak łatwo o tragedię podczas świetnej zabawy.

Fragmenty petardy uderzając w oko, mogą wbić się w powieki, w samą gałkę oczną, mogą przebić rogówkę, mogą doprowadzić do utraty wzroku.
Wielu z nas (również wielu rodziców) myśli, że fajerwerki są bezpieczne. Prawda jest taka, że cała ta “zabawa” to proszenie się o wypadek.
Przyjemność oglądania kolorowych rozbłysków trwa kilka sekund, kilka sekund również może trwać okaleczenie, ale całe życie może zająć zastanawianie się nad ignorancją, która spowodowała ślepotę, czy nawet całkowitą utratę gałki ocznej.
Nie ma znaczenia jak małe, czy duże są fajerwerki, powinniśmy stosować okulary ochronne.
I nie wierzę szczerze mówiąc, że ktoś z Was po przeczytaniu tekstu się do tego zastosuje…
Może do momentu, aż sam nie będzie świadkiem takiej katastrofy, bo jak będzie poszkodowanym, to już nie będzie czego ochraniać.
Najgorsze jest to, że fajerwerki to nie tylko ryzyko bezpośredniego uderzenia w konkretne miejsca na ciele i powbijania się ich fragmentów w skórę, czy w oczy. Fajerwerki zawierają masę palną (przede wszystkim utleniacze, saletry, chlorany, chlorki metali – które nadają intensywniejsze kolory itd.) Mogą one zatem powodować również różnego stopnia poparzenia.
Postarajcie się zatem:
-przedyskutować ze swoimi dziećmi kwestie ryzyka, jakie niesie za sobą odpalanie sztucznych ogni;
-nie pozwalać dzieciom zbliżać się do petard, zwłaszcza tych już odpalonych, tym bardziej jeśli nie wybuchły;
-nigdy nie kierować fajerwerków w stronę innych osób (takie oczywiste, a tak częste do zaobserwowania);
-podczas odpalania petardy NIGDY nie nachylać się bezpośrednio nad nią!;
-zakładać okulary ochronne;
-a najlepiej udać się na pokaz wykonany przez specjalistów, nacieszyć wzrok i wrócić w bezpieczne miejsce.
[wpdevart_youtube]s-w2rV-pom8[/wpdevart_youtube]
Jeśli ulegniecie takiemu wypadkowi, jeśli cokolwiek stanie się Waszym oczom, przede wszystkim:
-nie wolno trzeć oczu dłońmi! – w sytuacji, w której gałka oczna będzie naruszona potarcie jej ręką może spowodować dalsze uszkadzanie;
-nie wolno płukać oka wodą, ani próbować przepłukać płynem do oczu;
-nie wolno samodzielnie usuwać niczego, co wbiło się w oko;
-nie wolno również, bez wiedzy lekarza, zażywać żadnych leków;
-natychmiast należy zgłosić się na pogotowie!
Uważajcie proszę na siebie podczas nocy sylwestrowej!
Życzę Wam szampańskiej zabawy
(w okularach ochronnych) :)
Źródła:
http://www.geteyesmart.org/eyesmart/living/eye-injuries/fireworks-eye-safety.cfm#
http://www.webmd.com/eye-health/news/20120703/how-fireworks-may-actually-hurt-eyes
http://www.allaboutvision.com/safety/eye-injury-prevent.htm
http://www.sctimes.com/story/news/local/2015/07/02/fireworks-eye-injuries-can-cause-vision-loss-
infection/29649175/
http://www.usatoday.com/story/news/nation-now/2015/07/02/fourth–july-independence-day-
firework-injuries-eye-emergency-room/29612657/
http://www.eyerounds.org/cases/202-fireworks.htm
utworzone przez Justyna Nater | lip 14, 2015 | Artykuły
Wróciłam z pracy i ponownie wylądowałam na balkonie…
Ten balkon ma swój urok, pomimo że budynek naprzeciwko jest tak blisko, że mogę sąsiadom zaglądać do talerza (staram się nie rzucać okiem – szkoda oczu). Niedługo balkon będzie głównym bohaterem tekstów, bo tu zawsze dzieje się coś ciekawego. Nie rzucam okiem naprawdę, ale u sąsiada piętro wyżej pan skrobie sufit… tak mi się wydaje… nie wygląda w każdym razie jakby sprzątał pajęczyny. bo wyraźnie się przy tym sypie. Fenomenem jest, że moi sąsiedzi ostatnio tak idealnie wpasowują się w tematykę postów. No może prawie idealnie…
Bo u mnie dzisiaj o zagrożeniach dla wzroku w pracy…

http://ekoclean.com.pl
Każdego dnia ludzie trafiają na oddziały szpitalne lub do placówek pomocy medycznej z urazami oczu odniesionymi w pracy. Praca jest bowiem często powodem utraty wzroku i niepełnosprawności. Oczywiście dotyczy to tych miejsc, w których zarówno pracownicy jak i pracodawcy ignorują zasady BHP i zagrożenia, a powinni przecież mieć świadomość niebiezpieczeństwa jakie niosą ze sobą poszczególne zawody, zwłaszcza te wysokiego ryzyka, które obejmują na przykład budowę, górnictwo, stolarstwo, prace elektryczne, spawalnicze i konserwacyjne…
Należałoby zminimalizować ilość zagrożeń dla bezpieczeństwa oczu, a dodatkowo zapewnić zarówno pracownikowi jak i sobie właściwą ochronę przed uszkodzeniem wzroku.
Nie bagatelizujcie zagrożeń jakie występują w waszej pracy.
Nie ignorujcie bezpieczeństwa oczu swoich pracowników.
Okulary ochronne (również takie z bocznymi osłonami), czy pełne osłony twarzy CHRONIĄ przed urazami i uszkodzeniami w wielu przypadkach: kiedy coś pyli, odpryskuje, kiedy sypią się iskry, kiedy mamy do czynienia z promieniowaniem optycznym, odblaskami itp.
Ryzyko uszkodzenia oczu i potrzeba stosowania środków zapobiegających tym uszkodzeniom zależy od miejsca i warunków pracy. Pracodawca ma obowiązek zapewnienia takich środków ostrożności, aby środowisko pracy było jak najbardziej bezpieczne.

http://www.midwestunlimited.com
Ja naprawdę rozumiem, że nie każdy lubi nosić okulary, które wydają mu się całkowicie niepotrzebne. Ciężko wytłumaczyć pracownikom, że mają używać okularów ochronnych w wielkim magazynie… Ale wyobraźcie sobie, że i tam z półki magazynowej może spaść np.pojemnik z metalowymi elementami (typu gwoździe i śrubki)…
Jeszcze trudniej jest przekonać wszystkich o zasadności używania okularów ochronnych na stanowiskach pracy, na których zagrożenie może wystąpić sporadycznie.
Trzeba mieć jednak świadomość, że nawet mało prawdopodobne niebezpieczne zdarzenie, nie zwalnia nikogo od stosowania środków zabezpieczających przed jego skutkami.
W przypadku stosowania pasów bezpieczeństwa w samochodzie, WSZYSCY mamy świadomość, że mogą nam uratować życie i nie zapinamy ich tylko w obawie przed mandatem.
W związku z tym – uświadamiajmy – siebie nawzajem:
bo świadomość zagrożeń i uszkodzeń wzroku spowoduje, że okulary ochronne będą zakładane z ochotą i bez problemu. Dodatkowo pamiętajmy, że okulary ochronne MUSZĄ być wygodne i komfortowe.
Podsumowując:
Warto ocenić i zminimalizować zagrożenia dla narządu wzroku, w każdej sytuacji.
Wymagać od wszystkich pracowników noszenia odpowiedniej ochrony oczu w sytuacjach niebezpiecznych,
Okulary ochronne dla pracowników przechowywać w dobrym stanie, a przede wszystkim zadbać o to, aby były one dla nich możliwie najlepiej dopasowane.
[Osoby postronne, nie pracujące w danym miejscu, powinny przebywać w miejscach bezpiecznych, w których oczy nie są narażone na zagrożenia, w przeciwnym razie również powinny zostać zaopatrzone w okulary ochronne.]
Stosować oznakowania ostrzegawcze w celu identyfikacji potencjalnych zagrożeń, takich jak na przykład wiszące lub wystające przedmioty,Zapewnić pracownikom miejsce dla sterylnego mycia, przepłukania oczu, w przypadkach „awaryjnych”.Udostępnić pracownikom instrukcje pierwszej pomocy oraz informacje o tym, jak uzyskać pomoc w nagłych przypadkach.Pomijam fakt, że pracownicy powinni regularnie przechodzić pełne badania wzroku, najlepiej minimum raz na dwa lata, aby zapewnić im dobry stan zdrowia. Utrzymanie zdrowego i dobrego widzenia jest ważne, aby uniknąć problemów pracowniczych oraz przykrych skutków zaniedbań.Na koniec 5 minut wiedzy w pigułce. Polecam gorąco poniższy film:
https://www.youtube.com/watch?v=FBeXamSIgvc
Dbajcie o wzrok! Chrońcie swoje oczy!
utworzone przez Justyna Nater | lut 27, 2015 | Artykuły
BARDZO ogólnie mówiąc, gałka oczna wypełniona jest strukturami, które tworzą układ optyczny oka, a dzięki niemu na siatkówce powstaje obraz obserwowanych przedmiotów.
(Pamiętajcie tylko, że to mózg „widzi” te obrazy, a nie samo oko.)
Do komórek światłoczułych siatkówki dociera jedynie kilka procent energii świetlnej w porównaniu do ilości światła wpadającego do oka przez otwór źreniczny .
Siatkówka jest cieniutką przezroczystą tkanką nerwową, wyściełającą dno oka.
Plamka żółta znajduje się w centralnej części siatkówki i jest miejscem największej wrażliwości na barwy i światło ze względu na dużą gęstość znajdujących się w niej fotoreceptorów.
W plamce obecny jest żółty barwnik – ksantofil.
Centrum plamki żółtej to tak zwany dołek środkowy.
W obszarze dołeczkowym struktura siatkówki składa się z mniejszej ilości warstw – nie zawiera warstwy włókien nerwowych, umożliwiając dzięki temu padającemu światłu bezpośredni dostęp do fotoreceptorów – czopków. W dołku środkowym nie ma drugiego rodzaju fotoreceptorów – pręcików, stąd często jest również nazywany obszarem czopkowym lub bezpręcikowym.
Jak widzi pacjent z AMD
AMD – Age-Related Macular Degeneration
[szybki słowniczek:
cornea – rogówka,
pupil – źrenica,
lens – soczewka,
retina – siatkówka,
peripheral retina – część obwodowa siatkówki,
macula – plamka żółta]
Plamkowa ostrość wzroku
Mówiąc o ostrości wzroku zwykle chodzi o tak zwaną plamkową ostrość wzroku, która odnosi się do obrazu tworzonego na dołeczku. Warunkiem jest właściwa fiksacja – takie ustawienie oka, by obserwowany obraz powstawał na centralnej części siatkówki, właśnie na dołeczku.
Dlatego jeśli występuje obniżenie ostrości wzroku, zniekształcenia obrazu lub ubytki w centralnym polu widzenia (mroczki centralne – ciemne plamy), a nawet zaburzenia widzenia barw, mogą to być objawy występujących w tym rejonie schorzeń siatkówki. Między innymi AMD.
Są dwa rodzaje AMD: suche – zanikowe oraz postać wysiękowa „wilgotna”.
W przypadku postaci zanikowej nie dochodzi do zniszczenia części obwodowych siatkówki. Choroba postępuje latami w obrębie plamki. Pojawiają się luki w polu widzenia, które początkowo, zanim drugie oko zacznie być uszkadzane przez zwyrodnienie zanikowe, mogą być przez to oko uzupełniane.
Jeśli chodzi o postać wysiękową AMD, nie jest to już tak wydłużony proces. Zmiany następują dosyć gwałtownie, często bez niepokojących pacjenta objawów, do których należy między innymi falowanie prostych linii obrazu.
Pamiętacie test Amslera z tekstu o standardzie badania optometrycznego? W przypadku występowania AMD w oczach, podczas badania pacjent może zgłosić na przykład takie wrażenie z obserwacji tej siatki.

Po pewnym czasie w centrum pola widzenia pojawia się czarna plama, która z czasem rozlewa się i staje się coraz większa, utrudniając, a następnie całkowicie uniemożliwiając widzenie.


Genetyka i papierosy
AMD może dotknąć osoby obarczone tym zwyrodnieniem genetycznie. Jednak palenie tytoniu jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka powodujących rozwój tej choroby.
Ważne jest wczesne rozpoznanie – to od niego zależy powodzenie terapii.
Zwłaszcza w przypadku postaci wysiękowej AMD.
Jak zapobiegać AMD i utracie widzenia
- Częstsze wizyty kontrolne w przypadku starszych pacjentów u których ryzyko wystąpienia AMD jest większe, jak i u tych, którzy wiedzą, że wśród krewnych wystąpiły przypadki zwyrodnienia plamki.
- RZUCENIE PALENIA – to najlepiej zrobić od razu, nie tylko ze względu na AMD. Przyznajcie – lepiej zrezygnować z papierosów niż z widzenia świata, który nas otacza, prawda?
- Jeśli zaistnieje obawa możliwości pojawienia się AMD – kontrolnie warto samodzielnie wykonywać test Amslera i zgłaszać specjaliście każde zaobserwowane zmiany.
- ZDROWY STYL ŻYCIA, odpowiednia dieta (bogata w witaminy A i E, kwasy omega-3, selen, cynk) oraz preparaty z luteiną
Dbaj o wzrok – mrugaj – … a jeśli palisz papierosy – postaraj się jak najszybciej wygrać z nałogiem –
Twoje oczy są tego warte, prawda?