utworzone przez Justyna Nater | kwi 29, 2020 | Artykuły
O świetle niebieskim dużo mówi się w kontekście jego emitowania przez ekrany urządzeń elektronicznych – dzisiaj większość z nas ma chociaż jedno takie urządzenie, smartfon, laptop, telewizor, tablet… Światło niebieskie jest również emitowane przez sztuczne oświetlenie, lampy LED, w domach, w biurach, w miejscach publicznych.
Nie wiem, czy ta informacja Was zaskoczy, ale… światło niebieskie było z człowiekiem od zawsze, zanim włączył swój pierwszy telewizor, czy wziął do ręki smartfona. Światło niebieskie to część spektrum światła słonecznego. Spektrum promieniowania słonecznego to czysta fizyka, różne długości fali świetlnej. W końcu częścią światła słonecznego jest również promieniowanie UV, o którym tyle się mówi przy okazji okularów przeciwsłonecznych i kremów z filtrem. A odnośnie światła niebieskiego – to ono odpowiada za kolor nieba, dlatego mamy taki ładny błękit, a wschody i zachody są pomarańczowo czerwone – to wszystko to właśnie fizyka, optyka i światło.
Światło niebieskie ma swoje wady i zalety. Wpływa na przykład na poziom wydzielania melatoniny, dzięki czemu reguluje nasz rytm dobowy i aktywność organizmu w ciągu dnia. Może niestety prowadzić również do wielu chorób, w tym między innymi do zwyrodnienia plamki na siatkówce. Jednak całkowity brak tego światła może znacząco wpłynąć na nasze samopoczucie, nastrój i funkcjonowanie.
(Ale teorie spiskowe, dotyczące powłok antyrefleksyjnych, odcinających jedynie część / nadmiar światła niebieskiego, które mówią o tym, że od takich okularów można wpaść w depresję, są przesadzone. Za to miałyby dużo większy sens właśnie przy okularach odcinających 100% tego światła – jak okulary ze zdjęcia, gdyby nosić je na stałe w ciągu dnia.)
Do brzegu – dostałam (już dawno temu) do przetestowania okulary z filtrem, z pomarańczowymi soczewkami, których założeniem jest całkowite odcięcie światła niebieskiego i ochrona oczu (oraz organizmu) przed tym światłem na dwie/ trzy godziny przed snem (i jak ostatnio widzę u producenta, również rano).
Wiem, że moje zdanie jest tu bardzo ważne, bo co innego kiedy takie okulary reklamuje dietetyk, a co innego, kiedy pisze o nich optyk, optometrysta.
W teorii użytkowanie tych okularów nawet miałoby sens, ALE mam kilka „ale”.
⁃ Zakup okularów przez internet.
„Pół biedy”, kiedy są to okulary bez korekcji „zerówki”, ale jak już robimy zdalnie korekcję, to ja mówię głośno – NIE, zwłaszcza, że docelowo mają to być okulary do pracy głównie (choć oczywiście nie tylko) z bliska, bo z ekranami elektronicznymi.
⁃ Jakość.
Niestety to nie jest jeszcze produkt odpowiedni jakościowo, bardzo męczy brak antyrefleksu, przez co wszystko odbija się od powierzchni soczewek. Ja w tych okularach widzę swoje własne oczy i policzki, a niestety brak antyrefleksu męczy nasze oczy – zrobiłam Wam zdjęcie dla porównania – z moimi okularami korekcyjnymi i z profesjonalnymi soczewkami producenta soczewek okularowych, które mają 70% odcięcia światła niebieskiego. Myślę, że dostrzeżecie różnicę bez problemu.

⁃ Aplikacje i programy.
W komputerach i smartfonach są już uwzględnione przez ich producentów filtry światła niebieskiego – wystarczy je włączyć, pracując z takimi ekranami i też odetną nam to światło.
⁃ AKOMODACJA i konwergencja.
Światło niebieskie to nie jedyny problem wieczornego korzystania z urządzeń elektronicznych – tu chodzi również o napięcie mięśni okoruchowych oraz o napięcie akomodacji. Nie możemy się skupiać wyłącznie na emitowanym świetle, bo to że je odetniemy, nie znaczy, że oczy nie będą się męczyć. Moim zdaniem użytkowanie takich okularów może usypiać czujność i zapalać zielone światło „mam takie okulary, mogę przed snem patrzeć w telefon do woli”. Niestety te okulary nie uchronią oczu przed problemami z napięciem mięśni zewnątrz i wewnątrz gałkowych. Po prostu odłóżmy telefony i komputery na minimum godzinę, a najlepiej dwie przed snem. Wtedy nasze oczy i cały nasz organizm będzie realnie odpoczywał, a i melatonina będzie się prawidłowo wydzielać.
⁃ I TAK, takie soczewki okularowe już dawno istnieją na rynku optycznym! Mają filtry, mają ochronę, są dobre jakościowo, a robiąc je sobie z własną korekcją, optyk mierzy parametry indywidualne i mamy pewność, że okulary te wszystkie nasze parametry zachowują. Dotychczas filtry odcinające w pełni światło niebieskie były traktowane często jako filtry medyczne. Stosowano je np. przy zwyrodnieniach siatkówki, bo światło niebieskie może właśnie prowadzić np. do AMD, może takie choroby pogłębiać.
⁃ W końcu moja największa obawa – epilepsja.
Kolor tych soczewek. W ciągu dnia widzimy przez nie na ostro pomarańczowo, ale wieczorem to już bardziej czerwień. U epileptyka ten kolor może wywołać atak. Są nawet specjalne niebieskie soczewki dla epileptyków, redukujące właśnie czerwony kolor.
Jestem na tak, jeśli chodzi o redukcję światła niebieskiego.
Jestem na tak dla powłok antyrefleksyjnych odcinających nadmiar tego światła przy pracy z komputerem w ciągu dnia.
Jestem na tak jeśli chodzi o odcinanie światła niebieskiego filtrami wbudowanymi w urządzenia elektroniczne oraz jeśli chodzi o stosowanie oświetlenia z redukcją tego światła, wieczorami.
Jednak filtr odcinający całkowicie konkretne długości fal powinien być stosowany po konsultacji ze specjalistą.
Może być to filtr medyczny, ochronny.
Nadal uważam, że okulary jako wyrób medyczny (zwłaszcza z tego rodzaju filtrem) nie powinny być wykonywane z pominięciem badania wzroku, konsultacji ze specjalistą.
A niestety kupowanie takich filtrów online (już nie mówiąc o robieniu w takich okularach korekcji…) usypia naszą czujność i buduje poczucie zachowania bezpieczeństwa oczu, której w rzeczywistości jednak przy tej jakości produktu jeszcze nie mamy.
________________
https://www.aoa.org/Documents/Paras/Thaddeus-W-Bartles-OD-and-Sherry-Van-Liere-Whats-so-bad-about-blue-light.pdf
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/1592030/
utworzone przez Justyna Nater | mar 26, 2020 | Artykuły
Wszyscy wpatrujemy się teraz częściej w telefony i ekrany elektroniczne, żeby być na bieżąco z informacjami dotyczącymi koronawirusa. Pracujemy przy komputerze, a w przerwach chwytamy za smartfona. Przeglądamy, scrollujemy, czytamy.
Pamiętajcie proszę o kilku zasadach dla komfortu i bezpieczeństwa oczu:
– regularne przerwy w pracy wzrokowej w bliskich odległościach – zasada 20/20/20 – co 20 minut, przez 20 sekund, patrzymy w dal na minimum 20 stóp (6 metrów) – „zaokrąglając” – chociaż pół minuty przerwy od ekranu elektronicznego, co pół godziny!;
– nie zapominamy o mruganiu, ponieważ kiedy wpatrujemy się w ekran / czytamy tekst, mrugamy dużo rzadziej niż standardowo, warto też pilnować, żeby to były pełne mrugnięcia;
– włączcie sobie filtry światła niebieskiego w telefonach i komputerach; światło niebieskie wpływa na rytm dobowy, ale również na rozwój chorób, takich jak np. AMD, czyli zwyrodnienie plamki (centralnej części siatkówki, znajdującej się na dnie oka);
– nawilżamy od wewnątrz i od zewnątrz, czyli – pijemy wodę i w razie potrzeby, stosujemy krople nawilżające bez konserwantów;
– ponieważ wirus może dawać objawy oczne w postaci zapalenia spojówek, zwracajcie na to szczególną uwagę i co najważniejsze – myjcie ręce zawsze przed dotykaniem dłońmi twarzy, czy okolic oczu (zwłaszcza stosując soczewki kontaktowe).
Dbajcie o wzrok, korzystając z urządzeń elektronicznych, zwłaszcza teraz, podczas kwarantanny, kiedy telefon i komputer to kontakt ze światem i spędzamy z tymi urządzeniami ZNACZNIE więcej czasu niż standardowo.
Pamiętajcie również o czyszczeniu telefonu, myszki, klawiatury.
Zwłaszcza smartfona! Tylko raczej mokrym materiałem z mydłem, a nie żelem do dezynfekcji, żeby go nie uszkodzić.
I myjcie okulary ???? ciepła woda z płynem do naczyń jest ok. Żele do dezynfekcji się nie nadają, bo zawierają alkohol!
_____
Zdjęcie wyróżniające: Bruno Cervera / Unsplash
utworzone przez Justyna Nater | sie 31, 2016 | Artykuły
POKEMON GO był niewątpliwym hitem tego lata.
Gra wciągnęła nie tylko dzieci i młodzież, ale także (a według mnie głównie) dorosłych.

To ciekawe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że kiedy w gabinecie prosi się pacjentów, aby więcej czasu spędzali na świeżym powietrzu, zamiast w domu z ekranem komputera, wszyscy mówią o chronicznym braku wolnego czasu. Nikt nie może zrobić sobie kilku minut przerwy, choćby po to, żeby wyjść i zrobić rundkę wokół bloku. Tymczasem, kiedy trzeba złapać Pokemona, siedzącego kilkaset metrów od domu, nagle okazuje się, że nie tylko jest czas na wyjście z domu, ale także na dłuższy spacer w poszukiwaniu kolejnych wirtualnych stworzeń! Wystarczy dobra motywacja, prawda?
I teraz to najciekawsze zjawisko – złapanie Pokemona jest wystarczającą motywacją do wyjścia z domu, a zdrowie oczu i ich odpoczynek to już bardzo lichy powód…
Są dwie grupy ludzi: jedni kochają Pokemony i nie pozwalają na nie złego słowa powiedzieć, inni nie grali, grać nie będą, albo spróbowali i doszli do wniosku, że to nie dla nich. Jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie – Pokemony kręciły mnie lata temu (nawet miałam swojego ulubionego… jak mu tam było… Vulpix, chyba…), a teraz nie dostrzegam w tym żadnej frajdy. O wolnym czasie nie wspomnę, bo go po prostu nie ma.

Żebyśmy się źle nie zrozumieli, bo mnie zaraz zaleje fala krytyki fanów gry – wszystko jest dla ludzi w odpowiednich ilościach. Nie mogę jednak przemilczeć problemu związanego z zagrożeniem dla oczu u osób, które świata poza Pokemonami nie widzą od kilku dobrych tygodni.
W dzisiejszych czasach to jasne, że właściwie bez przerwy korzystamy z telefonów, komputerów i innych wyświetlaczy. Powiecie: „Czepiła się tego Pokemon Go”. Nie czepiam się, ALE…
Uwierzcie mi, że dla naszych oczu ogromnym wyzwaniem jest już wytrwanie kilku – czasem kilkunastu – godzin pracy wzrokowej przy komputerze. Ogólnie rzecz biorąc każda gra w telefonie, która powoduje, że spędzamy kolejne godziny wpatrując się w ekran po pracy, zamiast od niego odpoczywać, jest „niezdrowa”. Tyle tylko, że do tej pory żadna gra nie zrobiła takiego zamieszania i nie osiągnęła takiej niesamowitej popularności, wśród WSZYSTKICH. Gracze mają od kilku do kilkudziesięciu lat.
Gra wymaga ogromnego zaangażowania, wielu godzin „pracy”, niektórzy grają dniami i nocami.

Najgorsze co można zrobić oczom – wyjść z pracy na świeże powietrze, wyjść na spacer i … skupić oczy na ekranie telefonu.
Po pierwsze – światło niebieskie, jakie emitują ekrany. Wpływa ono na rytm dobowy całego naszego ciała, wytwarzanie melatoniny jest zaburzone i nasz organizm mówiąc krótko „głupieje”. Może to powodować bezsenność, chroniczne zmęczenie, problemy z koncentracją, czasem nawet problemy psychologiczne. Długotrwałe działanie światła niebieskiego może także uszkadzać fotoreceptory siatkówki… A konsekwencje tego mogą być już znacznie poważniejsze, niż chroniczne zmęczenie.
Z tym sobie jednak można poradzić. Wystarczy ograniczyć emitowane światło niebieskie, za pomocą ustawień ekranu lub specjalnych aplikacji, zaprojektowanych właśnie w tym celu. Innym sposobem jest wykonanie okularów z powłoką odcinającą światło niebieskie – sama korzystam i gorąco polecam – to naprawdę działa i naprawdę pomaga.
Światło niebieskie to niestety jednak nie jedyne zagrożenie, związane z ekranami urządzeń elektronicznych.
– Zamglone widzenie,
– suche, podrażnione oczy,
– zwiększona wrażliwość na światło / światłowstręt,
– bóle głowy / karku / kręgosłupa,
– problemy z czytaniem / rozmazywanie się tekstu / podwójne widzenie.
Brzmi znajomo?

SYNDROM WIDZENIA KOMPUTEROWEGO (lub cyfrowe zmęczenie wzroku)
– tak to się pięknie nazywa. Nie brzmi groźnie, ale może być, jeśli w odpowiednim momencie nie weźmiecie go pod uwagę.
Czy wiecie, że wpatrując się w ekran urządzenia mrugamy znacznie rzadziej, niż podczas innych czynności takich jak choćby rozmowa ze znajomym?
Spróbujcie kiedyś zrobić test.
Jeśli siedzicie z kimś w pracy, nie mówiąc mu o tym, zwróćcie uwagę jak często mruga, kiedy z Wami rozmawia, a następnie ile razy mrugnie wpatrując się w ekran komputera. Powinniście zauważyć różnicę.
Człowiek mruga po to, aby powieki rozprowadzały łzy po powierzchni oczu. Kiedy tego nie robią, oko wysycha. Jeśli taka sytuacja ma miejsce każdego dnia po kilka godzin w pracy, to pomyślcie sobie, jak bardzo Wasze oczy nie chcą być traktowane w ten sam sposób jeszcze po jej zakończeniu.
Wyobraźcie sobie siebie w jakiś upalny dzień, najlepiej na trasie w górach. Możecie się napić wody w ilości jeden łyk na godzinę. Dacie radę? I tak codziennie. A swoim oczom serwujecie taką przyjemność na co dzień. Dla nich te warunki, które podałam jako przykład, tworzą pomieszczenia klimatyzowane, czy ogrzewane, suche powietrze i praca wzrokowa do bliży.
Oczy są tak samo zmęczone, a Wy im dokładacie. Bo złapanie kilku Pokemonów po pracy jest ważniejsze niż te oczy, które pracują dla Was każdego dnia.
RÓBCIE PRZERWY w pracy wzrokowej.
Wiem, że tego nie czuć, ale oczy naprawdę muszą odpoczywać. Za kilka lat na ten odpoczynek może być za późno. Podwójne widzenie może być wywołane zmęczeniem mięśni poruszających gałkami ocznymi. Tak, okiem poruszają mięśnie. W oczodole poza okiem, mamy mięśnie. Doświadczyliście kiedyś trzęsących nóg lub rąk po dużym wysiłku fizycznym? A co mają powiedzieć mięśnie oczu?
MRUGAJCIE. Nie zapominajcie o tym. Pamiętajcie o tym upalnym dniu w górach i nie znęcajcie się w ten sposób nad swoimi oczami.
W przeciwnym razie godziny spędzone z Pokemonami, zaprowadzą Was prędzej czy później do lekarza.
Wakacje powinny być dla dzieci czasem odpoczynku. Nie tylko ciała i umysłu. Również oczu. A tymczasem wakacje dobiegły końca, a spora część rodziców pozwoliła na to, aby oczy dzieci zupełnie tych wakacji nie odczuły.
Najłatwiej jest w dzisiejszych czasach dać dziecku do ręki telefon, tablet, włączyć grę, czy filmik. Nie przesadzajmy z wyręczaniem się urządzeniami elektronicznymi. Niech nie zastępują dzieciom kontaktu z rówieśnikami i rodziną. Niech się bawią zabawkami, grają w piłkę na świeżym powietrzu, spacerują z rodzicami. Z rodzicami, nie z Pokemonami.
5 prostych sposobów na odciążenie oczu podczas intensywnej pracy wzrokowej:
1. Przerwy – zasada 10/10/10 – co 10 minut, na 10 sekund, patrzymy w dal na przynajmniej 10 metrów. Ale jeśli nie jesteście w stanie robić sobie przerwy co 10 minut, to spróbujcie je po prostu robić, chociaż co pół godziny… To naprawdę nie jest problematyczne, a oczy będą Wam wdzięczne. Dajcie im szansę na krótki relaks, na przykład TERAZ, zanim wrócicie do czytania dalszych podpunktów podsumowania tego tekstu.
2. Dostosowanie wyświetlacza urządzenia – aplikacje, ustawienia ekranu. Warto pomyśleć również o okularach z odpowiednią powłoką do pracy z ekranami emitującymi światło niebieskie. Gwarantuję, że zauważycie różnicę.
3. Mruganie – nie będę się powtarzać – lato, wspinaczka, góry, woda, te sprawy… pamiętajcie – powieki rozprowadzają łzy po powierzchni oczu – trzeba mrugać! Brzmi trywialnie, ale nie jest to wcale takie oczywiste.
4. Odpowiednie oświetlenie – jasność ekranu powinna być dopasowana do oświetlenia w pomieszczeniu, oświetlenie nie powinno być skierowane wprost w stronę oczu. Należy też unikać odbić światła od ekranu, z którym pracujemy.
5. Regularne badanie wzroku – warto powiedzieć specjaliście o swoich nawykach wzrokowych, o rodzaju wykonywanej pracy, warto zapytać o poradę i zbadać oczy. Warto poprosić o pomoc, jeśli czujemy, że nasze oczy są zmęczone. Najważniejsza jest szczerość podczas badania!
Jak widzicie to wszystko, co powyżej, nie jest bardzo skomplikowane, ale dla niektórych bardzo nieoczywiste.
Skoro nastały czasy, kiedy pracy z ekranami uniknąć się po prostu nie da, to chociaż dbajmy o oczy i nie dokładajmy im dodatkowych wrażeń.
(A jeśli już musisz grać w te Pokemony, to… jeden dziennie chyba wystarczy? I co Ci po nim? Za jakiś czas gra Ci się znudzi, odinstalujesz i zapomnisz. No to może dasz radę odpuścić oczom już dzisiaj? Trzymam kciuki!)