Optometrystą się jest, a nie bywa

Optometrystą się jest, a nie bywa

foropterTytuł tego wpisu zainspirowany jest tekstem z koszulki mojego przyjaciela, który dotyczył strażaków. Właściwie, to że „się jest, a nie bywa” powinno dotyczyć każdego zawodu. Zwłaszcza zawodów zajmujących się dbaniem o nasze zdrowie i życie.

Latem słyszałam opowieść o przesympatycznej pani doktor, która pojechała na wycieczkę grupową zorganizowaną przez miejskie biuro podróży. Pani doktor na co dzień jest lekarzem rodzinnym. Podczas wyjazdu jedna z uczestniczek straciła przytomność.
Nie wchodząc w szczegóły – pani doktor odmówiła udzielenia pomocy, podkreślając, że nie jest w pracy, a na urlopie i ma prawo do odpoczynku. Do dzisiaj uważam, że ktoś wtedy powinien był to zgłosić. Istnieje przecież przysięga Hipokratesa…

Tym wpisem zaczynam cykl tekstów, dotyczących prawidłowego badania wzroku. Prawidłowego podejścia specjalisty do pacjenta, prawidłowego schematu badania oraz doboru korekcji okularowej i soczewek kontaktowych.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele razy była potraktowana „hurtowo” i niedokładnie z tego względu, że nie wiedzą jak powinno wyglądać dobrze wykonane, pełne badanie.

Mam ogromną nadzieję, że informacje zawarte w kilku najbliższych wpisach pozwolą zastanowić się, których „specjalistów” omijać szerokim łukiem.

Jak zwykle zaczynam od opowieści. 

Mój Narzeczony, zanim się poznaliśmy, cztery lata badał wzrok i robił okulary w pewnej dość znanej firmie, której nazwy wymieniać tu nie będę, ze względu na to, że Jego przypadek nie musi świadczyć o tym, że firma ta w ogóle nie zatrudnia dobrych specjalistów. Mógł mieć po prostu sporego pecha.

Kiedy umówiliśmy się po raz pierwszy, moją uwagę zwróciły Jego przeraźliwie czerwone oczy. Wyglądały na bardzo zmęczone. Od słowa do słowa po jakimś czasie dowiedziałam się wreszcie, że obecna korekcja jest dużo silniejsza od poprzedniej.
Kazano Mu się „przyzwyczaić” i myślał, że tak po prostu musi być.
Gdybyście zobaczyli wszystkie Jego recepty okularowe… każda była inna.

Po tym, jak już zrobiliśmy Mu nowe okulary, w których teraz czuje się świetnie, postanowiłam nie odpuszczać i wybrać się do salonu, w którym do tej pory badano Mu oczy.
Kierowniczka powiedziała, że mają wykwalifikowanych specjalistów PO KURSACH. Z naciskiem na WYKWALIFIKOWANYCH.
Powiedziała jeszcze bajeczne :
„Widocznie pana wada wzroku bardzo często się zmienia i skacze”
(miała historię dotychczasowych korekcji… raz większa, raz mniejsza…, oś astygmatyzmu to już była totalna przypadkowość…).
Żeby nie robić większego zamieszania, nie poprawiałam pani kierownik, mówiąc, że po kursach to mogą mieć refrakcjonistów, a nie optometrystów.
Po długiej rozmowie i po jej telefonie do przełożonego powiedziała, że W DRODZE WYJĄTKU, pomimo, że okulary były wykonywane dawno, wstawią do tych samych opraw korekcję, którą przynieśliśmy na obecnej recepcie.
Sukces.
Ale na odchodne i tak podkreśliła, że po prostu jest to problem „skaczącej” wielkości wady. …

Ciekawe, kiedy teraz  ta Jego wada zacznie „podskakiwać” : )

Jeszcze lepiej wyglądała wizyta u okulisty kilka dni później. Trwała 12 minut, z zegarkiem w ręku. Siedziałam pod gabinetem i z ciekawości mierzyłam czas. Pani okulistka zdołała w tym czasie zebrać wywiad, zbadać ciśnienie, dobrać korekcję okularową (lepiej nie wspominać tu o jej wartości) i przepisać receptę na krople nawilżające (dostępne w aptece bez recepty). 12 minut.

To wszystko, co powyżej, to nie dlatego, żeby się nagadać i surowo ocenić „specjalistów”.
Chodzi o to, aby pacjentom uświadomić, że mają prawo wymagać czegoś więcej. Mają prawo zająć to minimum pół godziny w gabinecie.

Specjalistom przypomnieć, że to od nich zależy, czy pacjent będzie miał ochotę do nas wrócić, a przy tym systematycznie dbać o swój wzrok.
Jeśli raz zostanie potraktowany na zasadzie „im szybciej, tym lepiej” to nie tylko nie wróci do tego samego gabinetu, ale w ogóle nie będzie miał ochoty na kolejne wizyty u kogokolwiek.

To jak powinna wyglądać ta prawidłowa wizyta?

Specjalista powinien słuchać i obserwować pacjenta od momentu jego pojawienia się w drzwiach. Bardzo ważna jest rozmowa. Jeśli zobaczycie, że badający Was nie słucha lub nie przywiązuje specjalnej uwagi do tego, co mówicie, to już pierwszy sygnał, że coś jest nie tak.

Badanie wstępne

Na podstawie pierwszej rozmowy można już postawić wstępne rozpoznanie, dotyczące problemów pacjenta. Celem takiego wstępnego badania jest uzyskanie informacji na temat ewentualnie występujących nieprawidłowości wzroku. Specjalista może spostrzec występowanie wysokiej wady refrakcji, zaburzenia w ruchomości gałek ocznych, wady widzenia obuocznego, czy choroby oczu. Badanie wstępne to nie tyle konkretne pomiary, raczej jest to obserwacja pacjenta. Wielu specjalistów posiada również lampę szczelinową, która pozwala na ocenę stanu zdrowia poszczególnych struktur w oczach.

Badanie refrakcji

W tej części wizyty optometrysta mierzy, wykonuje już konkretne pomiary. Obejmują one zarówno ocenę kształtu rogówki, zmierzonego za pomocą keratometru jak i pomiar wielkości wady refrakcji. Wcześniejsza diagnoza postawiona podczas wywiadu i badania wstępnego jest zweryfikowana i uściślona właśnie podczas tego badania.
Specjalista może zbadać wstępnie pacjenta za pomocą autorefraktometru (o którym wspomniałam w jednym z poprzednich wpisów), ale dokładny pomiar wykonuje za pomocą foroptera i/lub kasety z zestawem szkieł próbnych, może również używać skiaskopu – najprościej mówiąc takiej latarki, którą badający świeci pacjentowi w oko, przesuwając ją od lewej do prawej i z powrotem, obserwując odblask światła w źrenicy pacjenta : ) (o skiaskopii napiszę cały osobny tekst, ponieważ jest to dość obszerny temat).

Badanie widzenia obuocznego

Po wykonanym badaniu wielkości wady refrakcji, wykonuje się badanie widzenia obuocznego. Jak napisałam powyżej, ewentualne problemy z tym widzeniem, można już podejrzewać podczas badania wstępnego. Żeby opisać dokładnie na czym polega to badanie, trzeba wyjaśnić wiele specjalistycznych słów takich jak forie, rezerwy fuzyjne, amplituda akomodacji … Chciałabym opowiedzieć o nich w jak najbardziej przystępny sposób, dlatego dokładnie wytłumaczę je przy, kolejnym z cyklu prawidłowego badania wzroku, wpisie o badaniu widzenia obuocznego.

DIAGNOZA

Optometrysta po wykonaniu wszystkich badań: po zebraniu wywiadu, po badaniu wstępnym oraz po sprawdzeniu stanu zdrowia oczu pacjenta wraz z badaniem refrakcji oraz tym ostatnim badaniem (o którym jeszcze dzisiaj za dużo nie napisałam, ale obiecuję to zrobić w najbliższym czasie), badaniem widzenia obuocznego, stawia diagnozę i decyduje się na odpowiednio dalsze postępowanie.
Nawiązując do tekstu „Optometrystą się jest, a nie bywa”…

Zdecydowana większość pacjentów trafiających do specjalistów od ochrony narządu wzroku potrzebuje badania optometrycznego. Problemy oczu na tle medycznym dotyczą zdecydowanej mniejszości. Dlatego tak ważny jest bardzo dokładny wywiad i badanie wstępne, podczas których optometrysta powinien sprawdzić z jakim problemem boryka się przychodząca do niego osoba.
Przede wszystkim ważne jest, żeby uświadomić sobie, że problemy wzrokowe mogą mieć naprawdę wiele różnych powodów i nie wolno lekceważyć niczego, co mówi pacjent.
Optometrysta jest specjalistą, którego można nazwać diagnostykiem. Dlatego jeśli traficie do dobrego optometrysty, będzie on w stanie nie tylko zmierzyć wadę refrakcji, ale i zdiagnozować zarówno choroby narządu wzroku, jak i na podstawie jego stanu, choroby ogólnoukładowe.

Dlaczego unikamy lekarzy i wizyt kontrolnych?

Wiadomo, że jeśli czujemy się ze specjalistą komfortowo i wiemy, że jest zaangażowany w wykonanie badania, to dużo chętniej wrócimy do niego na wizytę kontrolną.
Wiem jak można się czuć.
Ostatnio byłam na wizycie u pani neurolog, która stwierdziła, że nie interesują jej żadne inne „dziwne objawy” poza bólami głowy, bo ona jest neurologiem i nie zna się na niczym więcej (nie żartuję, naprawdę zrobiła sobie taką reklamę). Wypisała mi w końcu skierowanie na tomografię komputerową, żebym się „uspokoiła”, bo po „popukaniu” mnie młoteczkiem w kolana miała stu procentową pewność, że uraz głowy jakiego doznałam rok temu, kiedy miałam wielkiego guza na samym czubku głowy, nie spowodował żadnych obrażeń.
Nie docierały moje zapewnienia, że nie przyszłam do lekarza po diagnozę „umierasz”,  ale że owszem, chciałam usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Skierowanie na tomografię dostałam z tak zwanej „łaski” i w stylu „masz, wyjdź i uspokój się”.  Oczywiście z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nikt z nas na pewno nie nudzi się w życiu na tyle, żeby dla przyjemności i rozrywki biegać po lekarzach i wymyślać sobie ciężkie choroby.

Dlatego jeśli trafiłeś do okulisty (lub optometrysty) , który „potraktował cię” w 12 minut, zastanów się proszę nad powtórzeniem wizyty u innego specjalisty. Szukaj do skutku. Nie zrażaj się. Pamiętaj, że trzeba badać wzrok. Zdaję sobie sprawę, że taka jedna nieudana wizyta może być demotywująca, ale uwierz, że zdrowie Twoich oczu jest warte poświęcenia dodatkowego czasu na znalezienie „tego jedynego” najlepszego specjalisty.

W kolejnym wpisie postaram się Wam bardzo zrozumiale przedstawić schemat obowiązującego w Polsce standardu badania optometrycznego,  opracowanego przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki.

Wy do skutku szukajcie idealnego specjalisty, a ja do skutku (aż wejdzie wszystkim w nawyk) będę przypominać o regule 10/10/10 oraz o mruganiu – do dzieła : )

„Paragon” z wadą wzroku, czyli badanie oczu w biegu

„Paragon” z wadą wzroku, czyli badanie oczu w biegu

badanie wzrokuSprawdzając niedawno wiedzę Wujka Google na temat komputerowego badania wzroku, trafiłam na tekst pewnej specjalistki odpowiadający na pytanie, nadesłane przez czytelnika tamtejszej strony. Pytanie brzmiało mniej więcej tak: która z metod – badanie okulistyczne, czy badanie komputerowe, jest metodą bardziej wiarygodną i tą właściwą, dzięki której można sobie dobrać korekcję okularową lub soczewkową?
W odpowiedzi napisano, że żadna z wymienionych metod nie jest doskonała, jednak tak czy inaczej, okulary można przepisać jedynie po dobraniu szkieł przez okulistę.
W pierwszym zdaniu trochę strzelono sobie samobója, bo w końcu, skoro żadne badanie nie jest doskonałe, to dlaczego ufać bardziej okuliście niż wynikowi z komputera, ale…
Dalej opisano czym jest komputerowe badanie wzroku – że jest bardzo dokładne, a dzięki niemu można idealnie ocenić oś astygmatyzmu (dla jego korekcji za pomocą szkieł cylindrycznych). Następnie padło stwierdzenie, że to badanie można również  wykorzystać do określenia wady – krótkowzroczności, czy nadwzroczności, pod warunkiem, że będzie ono „prawidłowo wykorzystane”…
A potem wisienka na torcie – jeśli badanie komputerowe wykona się po zastosowaniu atropiny, to można uznać, że prawidłowo zdiagnozowano wadę i na tej podstawie dobrze dobrano okulary.
Osobiście uważam, że ten tekst zupełnie nie odpowiada na zadane pytanie.
Na początku mowa o tym, że żadna z metod nie jest doskonała. Potem, że to jednak okulista powinien dobrać szkła. Następnie, że w sumie komputerowe badanie jest bardzo dokładne i po podaniu przez lekarza atropiny do oczu, z jego wyniku można wykonać okulary, bo wynik ten na pewno jest poprawny.
Masło maślane i jednak kilka błędnych informacji. Ale autor zabezpieczył się na koniec odpowiedzi formułką o tym, że wszystko co napisał ma wyłącznie wartość informacyjną i nie zastąpi indywidualnej porady lekarskiej, więc zawsze można się ze wszystkiego co się napisało wykręcić.
Pojawił się tylko jeden komentarz pod tamtejszym wpisem. Adekwatnie do tego jak wpis został sformułowany, czytelnik, który nie zrozumiał absolutnie nic, zapytał ponownie – po co w takim razie po wykonaniu tego super dokładnego badania komputerowego po atropinie, okulista tak czy inaczej jeszcze męczy pacjenta i sprawdza różne soczewki, pytając w których pacjent widzi lepiej.
Padło nawet urocze zdanie – dlaczego okuliści IGNORUJĄ wręcz cudowny wynik z komputera i dobór okularów uzależniają od CHWILOWEGO wrażenia pacjenta…
Po przeczytaniu tego wszystkiego, czas na prawidłową odpowiedź na pierwsze pytanie.
Które badanie jest tym bardziej wiarygodnym?…
Oczywiście – badanie wzroku u optometrysty. :)
Wtrącę jeszcze tylko ważną informację. Pisząc tutaj o komputerowym badaniu wzroku, mam na myśli badanie wykonywane za pomocą autorefraktometru (o tym za chwilę).
Chciałabym zacząć od opisania konkretnej sytuacji.
Koleżanka optometrystka opowiadała ostatnio o pewnej mamie, która przyszła do salonu wykonać okulary 12-letniej córce. Jako „receptę okularową” podała wydruk z autorefraktometru i była bardzo zdziwiona, kiedy okazało się, że do przepisania okularów dziecku, potrzebne jest dodatkowe, dużo dokładniejsze badanie wzroku, na które w danym momencie panie nie miały czasu.

Teraz ja mam pytanie do Ciebie.
Ile razy, idąc przez centrum handlowe, widziałeś ustawione stanowisko z wielkim napisem darmowe/komputerowe badanie wzroku?
Domyślam się, że minimum kilka tych razów było.
Zwykle siedzi sobie na takim stanowisku pan lub pani, a inny pan lub pani chodzi dookoła i namawia na badanie wzroku.
Siadasz przy urządzeniu.
Proszą, żeby patrzeć na obrazek, który wyświetla się gdzieś w środku.
Jednym okiem, drugim okiem.
Koniec. Zbadałeś wzrok.
A teraz dostajesz karteczkę wyglądającą jak paragon i – jeśli masz trochę szczęścia (lub kolejka osób czekających na badanie po Tobie nie jest zbyt długa) – możliwe, że ktoś Ci powie, czy z Twoimi oczami „wszystko dobrze”, czy może „polecają wykonać sobie okulary”.
Sama kiedyś usiadłam do tego „komputerka”.
Nie mam wady. Na pewno.
Komputerek wydrukował na jednym oku małą wartość astygmatyzmu (prawdopodobnie był to astygmatyzm fizjologiczny lub zwykły błąd pomiarowy – o astygmatyzmie fizjologicznym zamieszczę osobny wpis.)
Udałam, że nie rozumiem, dlaczego wbrew temu, co mi się wydaje, na wydruku nie ma samych zer – przecież nie mam wady. Pani wzięła ode mnie karteczkę i powiedziała z powagą „Myślę, że powinna pani udać się do okulisty na badanie, bo nie robiąc tego, może sobie pani uszkodzić wzrok. Ja tu widzę astygmatyzm i lepiej żeby pani zaczęła nosić okulary.”
Osobiście uważam, że gdybym naprawdę nie miała bladego pojęcia, co dokładnie znajduje się na wydruku, chyba dostałabym zawału słysząc, że uszkadzam sobie wzrok… a przecież ja nigdy nie nosiłam okularów!
Ale koniec z tymi opowiastkami.
(Długi tekst, pamiętasz o mruganiu? Pomrugaj, nie męcz oczu. :) )

Przejdźmy do rzeczy.
AUTOREFRAKTOMETR – urządzenie, które może ułatwić i przyspieszyć specjaliście badanie wzroku pacjenta, jednak nie podaje ostatecznego, w 100% wiarygodnego wyniku. Błędy w badaniu autorefraktometrem wynikać mogą z naturalnej zdolności oka do akomodacji. Zmienia się ona z wiekiem i u starszych osób nie jest już tak dużym problemem, jak u dzieci i młodzieży. „Młode oczy” bardzo silnie akomodują, powodując błędne odczyty komputera – błędne wskazania wartości krótkowzroczności (która w rzeczywistości może być mniejsza) lub nadwzroczności (która w badaniu wychodzi zdecydowanie zaniżona w porównaniu do występującej).
U osób z astygmatyzmem, oś podana przez autorefraktometr może być oczywiście tą prawidłową, ale ZAWSZE trzeba ją sprawdzić w dokładnym badaniu na foropterze i powinna być dla specjalisty jedynie punktem odniesienia do wyznaczenia właściwej jej wartości.
Urządzenie może również wykonać pomiar krzywizny rogówki, czyli tak zwaną jej keratometrię, której wynik daje wstępne informacje o występowaniu ewentualnych schorzeń i zniekształceń rogówki (na przykład stożka rogówki). Keratometrię wykonuje się również podczas badań w celu doboru soczewek kontaktowych. Jest to jednak dłuższy temat, który opiszę Wam niedługo w osobnym tekście.

Podsumowując…
Komputerowe badanie wzroku, wykonywane gdzieś na korytarzu, na ulicy, w holu centrum handlowego, za pomocą autorefraktometru, jest badaniem dobrym, ALE NIE OSTATECZNYM. Powinno być traktowane jako badanie „poglądowe” i nie powinno NIGDY zastępować pełnego specjalistycznego badania wzroku. Rozumiem, że życie w biegu skutkuje i jedzeniem w biegu, i wszystkim w biegu, i badaniem oczu w biegu, i za chwilę nawet spaniem w biegu, ale naprawdę Twoje oczy NIE ZASŁUGUJĄ na traktowanie ich metodą „w biegu”.

Pamiętaj, nawet, jeśli świetnie widzisz, postaraj się przynajmniej raz w roku wybrać do specjalisty i wykonać kontrolne badanie swojego wzroku. Nie dobieraj sobie okularów na własną rękę, idąc do salonu optycznego z „paragonem” z badania wykonanego pomiędzy zakupami spożywczymi i obuwniczymi. To są Twoje oczy. Ale same o siebie nie zadbają,

dlatego DBAJ O WZROK
i… mrugaj :)

Masz prawo wiedzieć

Ten wpis miał się pojawić dopiero za jakiś czas, ale ze względu na pytania, jakie posypały się po tekście opisującym w skrócie zawód optometrysty (o to jak nas odróżnić, skąd wiedzieć do kogo się zapisać), myślę, że teraz jest dobry czas na wyjaśnienie tych wątpliwości.

W Polsce „badanie wzroku” kojarzy się zwykle od razu z lekarzem okulistą. Skoro ktoś ma nas „zbadać”, to przecież musi to być lekarz. Raczej nie używa się określenia „idę sobie zmierzyć wzrok”. Jak już pisałam ostatnio, optometrysta musi uzyskać tytuł magistra lub ukończyć studia podyplomowe z zakresu optometrii. Są jednak jeszcze osoby, nazywające się optometrystami, które ukończyły tak zwane „kursy refrakcji”, czyli krótkie kilkutygodniowe szkolenia, podczas których zainteresowani uczą się, jak badać wzrok. Nie są one jednak w stanie zapewnić kompletnej wiedzy, jaką dają studia z optometrii, które trwają kilka lat. Niestety zawód optometrysty w Polsce nie jest zawodem regulowanym, co wprowadza dość spore zamieszanie i skutkuje namnażaniem się „specjalistów” bez odpowiednich kwalifikacji.

W takim razie kim jest osoba badająca Twoje oczy? Naprawdę masz prawo to wiedzieć. Mało tego, nie tylko masz prawo, a wręcz powinieneś. Jest kilka sposobów, aby to sprawdzić.

Oczywiście pierwsza z opcji to pytanie wprost, podczas umawiania się na wizytę. Zapytaj śmiało, czy badanie w danym gabinecie przeprowadza optometrysta, czy okulista, a jeśli optometrysta, to czy ukończył on studia, czy jedynie kursy.
Innym sposobem jest uzyskanie informacji o długości wykonywanego badania, jeśli usłyszysz, że trwa ono „szybko sprawnie” i mniej niż przynajmniej pół godziny, to od razu wiadomo, że nie będzie przeprowadzone dokładnie. 
Ostatnio rozmawiałam z pewną osobą, która opowiadała o doborze soczewek kontaktowych w salonie. Usłyszałam zdanie

„Ale wiesz, ten człowiek był jakiś niewykształcony, chyba nie do końca wiedział co robi, bo badanie trwało i trwało i ciągle coś zmieniał i poprawiał.”

Ja spytałam tylko, czy ogólna satysfakcja z dobranych soczewek jest wystarczająca i w odpowiedzi usłyszałam, że soczewki leżą jak ulał, że są idealne. 
Oto cała tajemnica- zwykle chcemy być obsłużeni szybko i dokładnie, ale w tym przypadku IM DŁUŻEJ, tym LEPIEJ. Nie warto się irytować i spieszyć, idąc na badanie wzroku, czy po soczewki kontaktowe. Naprawdę. Nie warto „wpadać” na badanie w biegu pomiędzy zajęciami, spotkaniami, czy zakupami. 
Im więcej czasu poświęcisz swoim oczom, tym lepiej.

Wracając do tematu. Ustaliliśmy już: możemy zapytać wprost o kompetencje osoby badającej, a możemy również kierować się informacją na temat czasu wykonywanego badania. 
Ostatnio pojawiła się kolejna możliwość:
 Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki wprowadziło numerację optometrystów. Taki numer może otrzymać WYŁĄCZNIE dyplomowany optometrysta, po kilkuletnich studiach. To pozwoli odróżnić go od pozostałych „specjalistów” po kursach refrakcji. 
Jeśli badający Cię optometrysta posiada taki numer, jest on widoczny na pieczątce, wizytówce, czy wypisywanych skierowaniach, możesz być pewien, że trafiłeś w ręce fachowca. 
Niedługo na oficjalnej stronie PTOO będzie również możliwość sprawdzenia, czy dany optometrysta znajduje się na liście specjalistów posiadających odpowiedni numer, oznaczający ukończenie odpowiednich studiów kierunkowych.

Warto wiedzieć komu powierzasz swoje oczy i swój wzrok. Warto wybierać odpowiedzialnie.

Już wkrótce wpis dotyczący procedury badania wzroku oraz słów kilka o „darmowych badaniach wzroku”.

Dbaj o wzrok

i pamiętaj o mruganiu.

Od czegoś trzeba zacząć…

Od czegoś trzeba zacząć…

Optometrist officeNajlepiej od tej właśnie nazwy:

OPTOMETRYSTA… – jak już wcześniej napisałam, dla wielu osób jest to słowo nie do zapamiętania. Okazuje się jednak, że nie tylko społeczeństwo go nie zna.  Kto ma możliwość, niech proszę włączy teraz choćby dokument tekstowy na swoim komputerze i spróbuje to właśnie słowo tam napisać…
i jak? prawdopodobnie większości z Was „optometrysta” podkreśli się na czerwono, jako błąd. Polecam teraz kliknąć prawym przyciskiem i dodać nowe słowo do swojego słownika. Od dziś komputer już wie, ze na świecie istnieją optometryści. :)
Po co całe to zamieszanie? Bardzo zależy mi na tym, żeby wytłumaczyć, jak najprościej to możliwe, dlaczego tak ważne jest,  aby wiedzieć czym zajmuje się optometrysta. Niedawno trafiłam na bardzo ciekawy wpis na jednym z portali społecznościowych. Zaczynał się on mniej więcej tak:  „Badać wzrok to może wyłącznie lekarz okulista!” A dalej było jakoś tak… -badanie wzroku wykonywane przez „TECHNIKA optometrystę” to „totalna bzdura”. :)
To takim długim tytułem wstępu, ale przejdźmy wreszcie do rzeczy…
Optometrysta jest specjalistą, nie jest lekarzem. Jest to jednak zawód medyczny , który podlega pod system ochrony zdrowia. Poza tym jest on sklasyfikowany i dokładnie opisany jako „specjalista do spraw zdrowia” * . Mało tego, aby otrzymać tytuł optometrysty należy uzyskać tytuł magistra w zakresie optometrii  lub ukończyć studia podyplomowe z tej dziedziny.

Różnica pomiędzy zawodem lekarza okulisty, a optometrystą jest oczywista.
Okulista leczy, optometrysta mierzy.
Co mierzy? Wadę refrakcji. Czy występuje, czy też nie i jak jest ona duża. Wada refrakcji brzmi bardzo poważnie, ale oczywiście mam tu na myśli po prostu krótkowzroczność, dalekowzroczność i astygmatyzm.
Trzeba tu jednak podkreślić, że cokolwiek mierzy powinien przestrzegać standardu badania optometrycznego, który został opracowany przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki (o którym też Wam w przyszłości trochę opowiem).
Optometrysta posiada kompetencje do pomiaru ostrości wzroku oraz (jak już wcześniej wspomniałam) wady refrakcji i ustalenia jej korekcji, wraz z doborem potrzebnych pomocy wzrokowych, czyli na przykład przepisaniem odpowiedniej recepty okularowej. Oczywiście nie muszą to być okulary, może także dobrać właściwe dla pacjenta soczewki kontaktowe. Poza korekcją wady i poprawieniem ostrości wzroku optometrysta może również sprawdzić zakres pola widzenia oczu pacjenta  i ciśnienie wewnątrzgałkowe.
Ma także uprawnienia do wykonania badania oczu za pomocą lampy szczelinowej, dzięki której oceni stan zdrowia poszczególnych struktur oka, a wykrywając nieprawidłowości udzieli odpowiedniej porady bądź skieruje do lekarza okulisty. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z badaniem nieinwazyjnym, czyli bez dotykania powierzchni gałki ocznej.
Poza wszystkimi wymienionymi powyżej czynnościami optometrysta potrafi także wykryć wady widzenia obuocznego i zaproponować odpowiednią terapię wzrokową.

Co ważne! To, że nie mamy „dr” przed nazwiskiem,  nie oznacza, że nie możemy wykonywać powyższych czynności. Podkreślam to, ponieważ często ludzie uważają, że wolno nam wyłącznie zbadać wielkość wady refrakcji, a potem widuje się w komentarzach takie „kwiatki” jak ten opisany we wstępie, że nam nic nie wolno, bo my nie lekarze, tylko „technicy”. :)

Chodzi głównie o to, aby w Polsce udało się zmienić sposób myślenia. Oczywiście nie w tym rzecz, aby nagle zapomnieć o okulistach i szturmem uderzyć do optometrystów. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że zawód optometrysty nie jest w Polsce wystarczająco dobrze rozpowszechniony. Często słychać wytłumaczenie, dość z resztą oczywiste, że przecież zawsze chodziło się do okulisty, nikt nic nie mówił o żadnych optometrystach i ludzie noszą okulary i wszystko jest jak być powinno i to już trwa tak długo,  że nie ma sensu tego zmieniać.
Sens jednak jest. Jeśli uda się wprowadzić schemat „po receptę okularową idź do optometrysty, po okulary do optyka, a z zapaleniem spojówki do okulisty” to usprawni to bardzo działanie systemu opieki specjalistów zajmujących się narządem wzroku. W osobnym wpisie już wkrótce napiszę także dokładniej o pozostałych specjalizacjach,  o których warto wiedzieć, a o których istnieniu często też pacjenci nie mają pojęcia.
Ważne jest prawidłowe podejście – w różnych dziedzinach życia korzystamy z coraz lepszych innowacji. Rynek wręcz zasypuje nas nowinkami technologicznymi. Chętnie z nich korzystamy prawda? Bo nawet jeśli stare dobrze funkcjonowało, to nowe funkcjonuje lepiej i chcielibyśmy (w miarę możliwości) wybrać tę lepszą opcję. Tak samo jest w tym przypadku – więc przejdź się na badanie do optometrysty, sprawdź, czy mam rację. Myślę, że warto :)

O tym jak powinno wyglądać prawidłowe badanie optometryczne i w jaki sposób specjalista dobiera odpowiednią korekcję, już wkrótce na stronie.

Na koniec oczywiście najważniejsze:
dbaj o wzrok !  :)


 

*Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 27.04.2010r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy oraz zakresu jej stosowania. Dziennik Ustaw Nr 82 poz. 537.

**Źródło zdjęcia – http://www.woodbridgeoptometry.com