utworzone przez Justyna Nater | sie 14, 2018 | Artykuły
Moda na aktywny tryb życia, zdrowe odżywianie, uprawianie sportów, zatrudnianie trenerów personalnych, diety pudełkowe (…) trwa w najlepsze. Coraz więcej osób dostrzega konieczność wprowadzania w życie różnego rodzaju nawyków, pozwalających zachować zdrowie w dzisiejszych czasach. A czasy do łatwych nie należą, przynajmniej w temacie zdrowia. Siedzący tryb życia, wszechobecne urządzenia elektroniczne oraz ich ekrany, emitujące wysokoenergetyczne światło niebieskie, którym świecą również lampy oświetlające niejedno biuro, halę, kawiarnię, centrum handlowe. Na szczęście coraz więcej mówi się również o konieczności zachowania odpowiedniej aktywności fizycznej dzieci, które dzięki dostępności tabletów, smartfonów i komputerów, spędzają wiele godzin dziennie wpatrując się w ekran elektroniczny, zamiast na przykład na zabawie lub zajęciach na świeżym powietrzu.
W związku z powyższym, mamy na tapecie bardzo popularny temat – aktywność fizyczna – sport. Wszechobecne i dobrze znane hasło, które brzmi „sport to zdrowie!”.

Kto jednak nigdy nie nabił sobie guza, skacząc przez barierki na placu zabaw, nie potłukł kolan przewracając się na rowerze, nie oberwał na boisku w głowę piłką? Chyba tylko ten, kto nigdy nie miał do czynienia z żadną formą aktywności fizycznej.
Jako optometrysta miałam tę „nieprzyjemność” zobaczyć na własne oczy, jak wygląda oko uderzone przez piłkę tenisową, a drugi raz takie, które mocno oberwało podczas gry w paintball. Zdjęć niestety brak, bo były to jeszcze czasy, w których nie robiłam zdjęć na prawo i lewo (naprawdę tak było i to dosłownie kilka lat temu).

„I po co to wszystko?”
Sport nieuchronnie łączy się z kontuzjami. Jak to mawiają niektórzy „no pain, no fun”. Być może.
Ale w związku z tym, że wciąż niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji braku odpowiedniej ochrony oczu w sporcie, zgodziłam się na udział w bardzo wartościowej i ważnej kampanii firmy Hayne – „Widzę się w sporcie”.
Wiem, że wiele osób, na wszelkie tego typu teksty, a zwłaszcza na te, które dotyczą w choćby najmniejszym stopniu okularów ochronnych, reaguje słowami „Przecież gdybym miał się tak wszystkim przejmować, w ogóle nie wychodziłbym z domu.”
Ale jednocześnie, co bardzo cieszy, coraz częściej widzi się rodziców z dziećmi na rowerach, gdzie cała rodzina ma na głowie kaski. Za czasów mojego dzieciństwa kask na głowie był czymś tak rzadkim, że jeśli już ktoś cokolwiek na głowę wkładał, to rzeczywiście czuł się jak „odmieniec”. Przypominam sobie, że w późniejszych latach przewijały się i w naszym domu rozmowy na temat jazdy na rowerze w kasku i absolutnie nie chciałam takiej opcji brać pod uwagę. Na szczęście nigdy nie uległam żadnemu wypadkowi, ale na pewno dobrze wiecie, że wcale o niego nie trudno.

Oczy w sporcie
Czy wiecie, że w większości przypadków osoby uprawiające różnego rodzaju sporty nie mają pojęcia o tym, że prawidłowe widzenie mogłoby znacznie poprawić ich wyniki? Co jakiś czas w gabinecie zdarza mi się taki pacjent, który mówi, że gra w piłkę, w kosza, pływa, biega itp. Okulary ochronne to jakieś odległe pomysły, a raczej wymysły, bo „kto by się przejmował okularami ochronnymi”, ale już nawet pomijając temat ochrony oczu – większość osób w ogóle nie myśli o badaniu wzroku!
Już nie mówiąc o badaniu ich stanu zdrowia, bo jest wiele chorób narządu wzroku, dla których przeciwskazaniem jest wykonywanie np. sportów siłowych. Ale mam czasem wrażenie, że mało kto w ogóle bierze to pod uwagę.
Żeby osiągnąć dobre wyniki w sporcie trzeba ćwiczyć, zachowywać odpowiednią dietę itp. , dlaczego zatem tak niewiele osób pamięta o wzroku, który dostarcza nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie? To najwięcej ze wszystkich zmysłów! Od prawidłowego widzenia zależy nasz czas reakcji, koordynacja wzrokowo ruchowa, dokładność i wiele innych czynników… A my tak często zapominamy o tym, jak ważne są w sporcie nasze oczy! Każdy sportowiec powinien regularnie badać wzrok… i odpowiednio go chronić.

Okulary sportowe
Najbardziej oczywistym faktem jest ten, że okularów potrzebują na pewno sportowcy, posiadający jakąś wadę wzroku. Jednak w naprawdę wielu dyscyplinach sportowych powinno się używać okularów również w sytuacji, w której nie występuje żadna wada wzroku. Okulary sportowe mają (oprócz oczywiście w razie potrzeby korygowania wady wzroku) pełnić funkcję ochronną przed promieniowaniem UV, przed urazami, a nawet przed podrażnieniami, które mogą zostać wywołane np. przez wiatr, chronić mają także przed dostaniem się różnego rodzaju ciał obcych do oczu (np. muchy podczas jazdy na rowerze).
Okulary sportowe to nie to samo co okulary korekcyjne i warto zapamiętać, że noszenie zwykłych okularów korekcyjnych podczas aktywności fizycznej może skończyć się jeszcze większą katastrofą niż gdybyśmy ich wcale nie mieli na nosie. Jeśli załóżmy piłka tenisowa uderzy nas w oko, to w przypadku obecności na twarzy zwykłych okularów korekcyjnych ich elementy oraz fragmenty połamanej soczewki okularowej mogą wbić nam się zarówno w okolice oka, jak i w samo oko.

Okulary sportowe wyglądają nieco inaczej niż zwykłe okulary korekcyjne. Tworzone są z dużo bardziej wytrzymałych tworzyw. Są bardzo odporne na uderzenia i lepiej dopasowane do twarzy tak, aby nie spadły nam z nosa podczas aktywności fizycznej. Co jeszcze równie ważne – ponieważ znajdują się bliżej oczu niż zwykłe okulary, posiadają one często wentylację, aby użytkownik nie odczuwał problemu parowania powierzchni soczewek.
Profesjonalne okulary sportowe pozwalają na zamontowanie w nich soczewek z korekcją użytkownika. Dzięki temu zapewniają nie tylko bezpieczeństwo i wygodę, ale również znacznie lepszą jakość widzenia.
Mimo dostępnych rozwiązań technologicznych, nadal setki tysięcy osób każdego roku ulegają wypadkom i urazom oczu podczas uprawiania sportów. Często niestety są to tak poważne urazy, że specjalistom nie udaje się uratować oka. Tępy uraz gałki ocznej (na przykład po uderzeniu piłką lub w sporcie takim jak boks) może na przykład doprowadzić do odwarstwienia siatkówki, które wcale nie musi mieć miejsca od razu, w tym samym momencie. Może to nastąpić dopiero po wielu tygodniach, czy miesiącach od przebytego urazu.

„Ale czy to mnie w ogóle dotyczy?”
Być może myślicie sobie teraz „A… to na pewno ten problem nie dotyczy rodzaju sportu, który ja uprawiam”… Zastanówmy się zatem nad różnymi możliwościami.
Mamy sporty, w których z dużą prędkością latają piłki – squash, tenis, czy nawet paintball… Taka lecąca piłka / kulka może naprawdę narobić wielu szkód, jeśli trafi w oko lub w jego okolice. Sporty kontaktowe również podnoszą ryzyko urazu, choćby przez uderzenie łokciem, pięścią, czy kolanem. Do czego może doprowadzić każdy z takich urazów? Do obrzęków siatkówki, krwotoków, złamania oczodołu, zaćmy pourazowej, czy stanów zapalnych tęczówki itp.

„Widzę się w sporcie”
Firma Hayne, organizator kampanii „Widzę się w sporcie”, oferuje naprawdę bardzo ciekawe i stylowe rozwiązania dla sportowców.

SZIOLS INDOOR SPORTS
Sziols to niemiecka marka okularów sportowych, której historia sięga roku 1999.

Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć okulary sportowe Sziols INDOOR Sports w dwóch kolorach. Po pierwsze posiadają one taśmę regulacyjną, która zapewnia idealne dopasowanie okularów do wielkości i kształtu głowy. Sama oprawa wykonana jest z materiału odpornego na uderzenia i nie zawiera ostrych krawędzi ani metalowych elementów. Umieszczono w niej również dwa ochraniacze po bokach oraz trójpunktowy nosek. To wszystko, aby zamortyzować ewentualną siłę uderzenia. Co ważne, konstrukcja oprawy zapewnia cyrkulację powietrza pomiędzy powierzchnią soczewek, a naszymi oczami i skórą wokół nich, dzięki czemu soczewki okularowe nie parują. Są one również odpowiednio osadzone i zabezpieczone tak, aby nie wypadły z oprawy podczas uderzenia. Okulary Sziols INDOOR Sports dostępne są w naprawdę wielu różnych kolorach. Można by rzec – do wyboru do koloru.

________________________________________________________________________________________________________

PROGEAR
Kolejną propozycją HAYNE są inne okulary sportowe – PROGEAR, które widzicie na poniższych zdjęciach w trzech różnych kolorach (których jest oczywiście więcej). Producent tych okularów to amerykańska firma z ponad czterdziestoletnią tradycją, obecna w branży optycznej od 1976 roku. Marka Progear otrzymała wiele pozytywnych referencji oraz certyfikatów. Okulary sportowe tego producenta posiadają naprawdę wiele zalet – jedną z nich jest bardzo wysoka wytrzymałość oprawy, która wytworzona jest z poliwęglanu i posiada antyalergiczny nosek z termoplastycznej gumy oraz ochraniacze wewnętrzne. Końcówki zauszników są gumowe, aby lepiej trzymały się za uszami, a do tego wszystkiego mamy jeszcze neopranową taśmę na rzep, która utrzymuje okulary w odpowiednim miejscu na głowie.

Pytałam jakiś czas temu w mediach społecznościowych (konkretnie na Instagramie) o to, czy moi obserwatorzy noszą soczewki kontaktowe, czy okulary, czy uprawiają sport i czy wiedzą o dostępnych w optyce rozwiązaniach odnośnie okularów sportowych.
Jeśli chodzi o samo uprawianie sportów to na 168 osób głosujących było mniej więcej pół na pół z lekką przewagą na „tak”, że owszem – regularnie uprawiają sport.
Natomiast w pytaniu o dostępne rozwiązania musiałam zerknąć głębiej na odpowiedzi, ponieważ podejrzany dla mnie był tak dobry ich wynik – ponad połowa osób wiedziała o dostępnych rozwiązaniach i możliwościach użytkowania okularów sportowych. Nie zdziwiłam się specjalnie, kiedy zauważyłam, że takiej odpowiedzi udzieliły głównie osoby związane z branżą ? optycy i optometryści, natomiast dosłownie na palcach jednej ręki mogłam policzyć osoby z branżą niezwiązane, które przyznały, że takie rozwiązania nie są im obce. Pozostali zaznaczyli, że niestety nie wiedzą, że mają takie możliwości.
Chciałabym, żeby kampania „Widzę się w sporcie” firmy Hayne dotarła do jak największej ilości osób. Żeby przestało panować powszechne przekonanie, że okulary sportowe to jakaś przesada, że to zbędny wydatek lub w ogóle, że takie okulary nie wyglądają zbyt stylowo. Wyglądają! Macie tego najlepszy przykład na zamieszczonych zdjęciach. Obecne rozwiązania dostępne w okularach sportowych zapewniają bezpieczeństwo naszych oczu. Jeśli sport jest naszą pasją, to na pewno chcemy go wykonywać zarówno z dobrymi wynikami, jak i przez wiele lat. A do tego potrzebny jest nam przede wszystkim dobry, zdrowy wzrok, z odpowiednią korekcją, jeśli taka jest niezbędna.
Powtarzam to w naprawdę wielu tekstach, mam wrażenie, że ostatnio prawie w każdym – mamy TYLKO JEDNĄ parę oczu. Warto o nie dbać i nie mówić, że ich ochrona to przesada.
Obecne okulary sportowe są stylowe, komfortowe, niezwykle wytrzymałe i dzięki temu bardzo bezpieczne. Jako optometrysta naprawdę gorąco polecam zaopatrzyć się w nie, jeśli chcemy przez długie lata cieszyć się sukcesami i przyjemnością z uprawiania ulubionego sportu.
Więcej informacji o kampanii:
www.widzesiewsporcie.pl
www.hayne.pl

utworzone przez Justyna Nater | sie 1, 2018 | Artykuły
Większość osób, które do tej pory na co dzień nosiły wyłącznie okulary i nagle próbują swoich pierwszych soczewek kontaktowych (koniecznie dopasowanych indywidualnie po pełnym badaniu wzroku u kontaktologa), ekscytuje się ze szczęścia. I nic dziwnego. Soczewki są prawie niewidoczne na oku, można zdjąć z nosa okulary, wydawać by się mogło pełnia szczęścia, a zwłaszcza pełna swobody…
Ale właśnie o tej swobodzie dzisiaj chciałabym pomówić.

To nie do końca jest tak, że soczewki zwalniają nas z obowiązku przejmowania się naszymi oczami i dbania o nie. Jest wręcz odwrotnie.
Niedbalstwo, brak prawidłowej higieny, problemy z systematycznością działania… to wszystko może doprowadzić do różnego rodzaju problemów, podrażnień, zapaleń na powierzchni oka, a nawet! (mówię poważnie) do utraty widzenia.
Dlatego przygotowałam dla Was listę
12 czynności, których absolutnie NIGDY nie wolno robić,
będąc użytkownikiem soczewek kontaktowych.
- Zakładanie, zdejmowanie, dotykanie soczewek kontaktowych brudnymi rękoma
Nigdy przenigdy nie wolno tego robić. Ręce absolutnie ZAWSZE muszą być czyste. I dodatkowa uwaga – to, że dwie minuty temu je umyliśmy, ALE następnie, ZANIM założyliśmy na oczy soczewki, zdążyliśmy chwycić naszego smartfona, poprzeglądać zdjęcia na Instagramie i wymienić dwa zdania ze znajomym na Messengerze, nie oznacza, że ręce nadal są czyste po ich umyciu. NAWET, jeśli wciąż pachną naszym ulubionym mydełkiem. Należy umyć je ponownie i dokładnie osuszyć, a dopiero wtedy „majstrować” przy soczewkach. W przeciwnym razie wszystkie bakterie, jakie znajdują się na naszym smartfonie, a uwierzcie mi, jest ich MASA, trafią na nasze oczy.

- Używanie starego płynu do soczewek kontaktowych, brak jego regularnej wymiany, używanie płynu po terminie ważności
Wielofunkcyjny płyn do soczewek kontaktowych jest świetnym środkiem do czyszczenia, dezynfekcji i przechowywania soczewek, dopóki nie zaniedbamy jego regularnej wymiany w pojemniku, w którym te soczewki przechowujemy lub dopóki nie będziemy do niego podchodzili na zasadzie – używam dopóki się nie skończy / używam dopóki nie „zakwitnie”. (Z tym zakwitaniem przepraszam, ale taka wypowiedź autentycznie kiedyś padła, po moim pytaniu o to, jak długo pacjent używa płynu.) Jeśli nie stosujemy się do zaleceń producenta w kwestii jego regularnej wymiany i prawidłowego użytkowania, to po części można to porównać do sytuacji, w której nasze soczewki „pielęgnujemy” taką „zupką bakteryjną”. Niewłaściwe użytkowanie płynu do soczewek może nieść wiele poważnych konsekwencji dla zdrowia oczu. Absolutnie nie wolno tak postępować.

- Zapominanie o konieczności CODZIENNEGO oczyszczania pojemnika na soczewki kontaktowe
To bardzo częste zjawisko, że użytkownicy soczewek kontaktowych nie pamiętają / lub mówią, że nie wiedzieli, że sam pojemnik, w którym przechowuje się soczewki kontaktowe, też powinien być regularnie czyszczony i dezynfekowany. W przeciwnym razie nie pomoże nawet nalewanie do niego świeżego płynu, ponieważ będzie on od razu zanieczyszczony przez tak zwany biofilm, który wytwarza się na ściankach pojemnika. Pojemnik, w którym przechowujemy soczewki kontaktowe powinien być również regularnie wymieniany na nowy. Najczęściej pojemniczki dołączane są w salonach optycznych do zestawów z płynem, czy z soczewkami – to zawsze dobry moment na wymianę. Bardzo ważne jest również, aby nie używać X pojemników jednocześnie – np. jeden w domu u rodziców, jeden w domu u dziewczyny, jeden w łazience, jeden w pokoju itp. itd. – JEDEN pojemnik, codzienne oczyszczanie i regularna wymiana. (Jeśli nie chce nam się „bawić” w przechowywanie soczewek kontaktowych i czyszczenie pojemnika, rozwiązaniem są soczewki jednodniowe – zakładamy rano, ściągamy wieczorem, problem z głowy.)

- Zapominanie o tym, że umyty pojemnik na soczewki kontaktowe KONIECZNIE należy osuszyć
Po każdorazowym umyciu pojemnika, bezwzględnie należy go dobrze osuszyć. Bakterie lubią się namnażać w wilgoci, a więc istotne jest, aby nie miały takiej możliwości w pojemniku, który ma służyć bezpiecznemu przechowywaniu soczewek. Płyn w pojemniczku znajduje się w nim tylko wtedy, kiedy znajdują się w nim soczewki i zawsze musi być świeży.
- Zapominanie o codziennym mechanicznym oczyszczaniu soczewek kontaktowych
Z obowiązku codziennego mycia soczewek kontaktowych zwolnione są wyłącznie osoby używające soczewek jednodniowych, które zakładają je na oczy rano, a ściągają pod wieczór lub po kilku godzinach. W każdym innym przypadku konieczna jest prawidłowa pielęgnacja, dezynfekcja i przechowywanie soczewek. Od tego zależy zdrowie powierzchni oka oraz tolerancja na soczewki kontaktowe. Jeśli nie mamy pewności co do tego, jak w prawidłowy sposób pielęgnować soczewki kontaktowe, poprośmy naszego kontaktologa o zademonstrowanie całego procesu oraz odpowiednie instrukcje.
- Wkładanie soczewek kontaktowych do buzi / pod język
Z jakiegoś powodu są osoby, które myślą, że usta, ślina, miejsce pod językiem to rewelacyjna lokalizacja do przechowania soczewki, kiedy coś się z nią stanie, spadnie na ziemię, pobrudzi się lub zapomnimy pojemnika, a musimy soczewkę na chwilę wyjąć z oka. Zdecydowanie NIE. W ustach mamy całą masę niebezpiecznych dla oczu bakterii, więc wkładanie soczewek do buzi jest naprawdę bardzo złym pomysłem.

- Przenaszanie soczewek kontaktowych
Teorie spiskowe o tym, że producenci SK celowo skracają możliwy czas użytkowania soczewek kontaktowych, aby zarobić na klientach… (i tak naprawdę „soczewkę miesięczną można nosić na oku nawet trzy miesiące”) …to kompletna bzdura. Zawsze stresuje mnie bardzo, kiedy pacjent mówi, że owszem nosi soczewki miesięczne, ale nosi je tak długo, aż nie zacznie odczuwać dyskomfortu albo po soczewce nie będzie naprawdę widać, że już jest zużyta. To przerażające podejście do tematu. Producenci soczewek kontaktowych wyznaczają termin ich ważności oraz możliwy czas ich użytkowania, zgodnie z wynikami setek przeprowadzonych badań… Tak, aby zapewnić jak najbezpieczniejszy produkt i komfort noszenia.
Bardzo częsta opowieść pacjentów brzmi tak: „Nosiłem soczewki kontaktowe miesięczne. Miesiąc minął, pomyślałem że zanim kupię nowe, ponoszę jeszcze kilka dni, na pewno nic się nie stanie. Potem nie odczuwałem dyskomfortu, więc nosiłem kolejnych kilka dni. I tak dalej, aż do dwóch / trzech miesięcy.” Trochę rosyjska ruletka. Nie wyobrażam sobie tak ryzykować. Naprawdę nie warto!
Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli komuś udało się funkcjonować w ten sposób przez jakiś czas, to może być trudno wytłumaczyć mu, że nie jest to bezpieczne, bo przecież „on tak robi i nic się nie dzieje”. To może nie jest dobre porównanie, ale chociaż odrobinę analogii – bez pasów bezpieczeństwa w samochodzie też „da się” jeździć. Tyle tylko, że jak się w końcu zdarzy wypadek, to wiadomo jak to się może skończyć. W przypadku soczewek kontaktowych – nawet utratą wzroku.

- Spanie w soczewkach kontaktowych
Wymyśliłam kiedyś bardzo ambitne haiku o spaniu w soczewkach kontaktowych. Brzmiało tak:
„NIE, NIE, NIE, NIE, NIE, NIE, NIE.”
Nie drążmy tematu, czy to jest haiku, czy nie jest, ogólnie rzecz biorąc – krótko, zwięźle i na temat – NIE ŚPIMY w soczewkach kontaktowych, chyba że są to soczewki ortokeratologiczne, lub zastosowane jako opatrunek, lub specjalista wyraźnie zalecił, aby nie zdejmować ich do spania, lub pozwolił w nich spać okazjonalnie (– pod warunkiem częstszych kontroli u kontaktologa). W każdym innym wypadku ściągamy z oczu na noc NAWET soczewki, które w nazwie mają słowo „night”.

- Pozostawianie środków do makijażu na soczewkach kontaktowych
Drogie Panie, jeśli podczas wykonywania makijażu dotkniecie końcówką jakiegoś aplikatora – np. szczoteczką od tuszu do rzęs – powierzchni soczewki kontaktowej – taka soczewka wymaga oczyszczenia. Rogówka jest silnie unerwiona, więc takie, kolokwialnie mówiąc, pacnięcie w oko byłoby bardzo bolesne, gdyby dotyczyło typowo powierzchni oka. Kiedy jednak na rogówce znajduje się soczewka to uczucie nie jest tak nieprzyjemne i czasami wydawać by się mogło, że nic się nie stało, a kosmetyk spłynie / zejdzie z powierzchni soczewki, pod wpływem łez. Nie. Taka soczewka wymaga oczyszczenia i dezynfekcji, nie wymagajcie od swoich oczu zbyt wiele, one i tak na co dzień mają naprawdę masę roboty do wykonania. Takie atrakcje są im zupełnie niepotrzebne.

- Noszenie soczewek kontowych podczas występującego podrażnienia lub stanów zapalnych oka
To właśnie jeden z powodów, dla których absolutnie każdy użytkownik soczewek kontaktowych powinien mimo wszystko mieć chociaż jedną awaryjną parę okularów. Kiedy tylko czujemy, że oczy są podrażnione zdejmujemy soczewki / konsultujemy się z kontaktologiem / nie nosimy soczewek w trakcie występowania podrażnienia oraz ewentualnego leczenia.

- Pływanie, kąpanie się, narażanie soczewek kontaktowych na kontakt z wodą
Soczewki kontaktowe NIE LUBIĄ wody. Żadnej – ani na basenie, ani w jacuzzi, ani z kranu, ani pod prysznicem… W wodzie pływa sobie mnóstwo różnych mikroorganizmów, bakterii… które mogą dosłownie zdewastować powierzchnię naszych oczu, jeśli nie zadbamy o odpowiednią dezynfekcję soczewek kontaktowych.
Na basen w soczewkach? Ok, ale tylko w połączeniu z okularkami pływackimi. Jeśli kiedykolwiek woda dostanie się do Twoich oczu, a będą na nich obecne soczewki kontaktowe – ZAWSZE zdejmujesz soczewki, dezynfekujesz je i przepłukujesz. Na basen wyłącznie jednodniowe i nigdy bez dodatkowej ochrony w postaci okularków. Dla pełnego bezpieczeństwa polecam zapoznać się z ofertą korekcyjnych okularków pływackich (tak, można takie wykonać!) w salonach optycznych.

- Pocieranie oczu
Nawet jeśli nie jesteśmy użytkownikami soczewek kontaktowych, starajmy się NIGDY nie trzeć oczu! Pocieranie powierzchni oka (przez powiekę oczywiście), grozi odkształceniem rogówki i w konsekwencji nawet wystąpieniem stożka rogówki, który jest niezwykle trudny w korekcji, powoduje problemy z ostrym widzeniem, rogówka ulega wybrzuszeniu, a następnie scieńczeniu, co może prowadzić nawet do jej miejscowego przerwania. Bardzo często stożek rogówki wymaga przeszczepu całej rogówki.

utworzone przez Justyna Nater | lip 28, 2018 | Artykuły
Na początku mam niespodziankę – gościnnie we wpisie, ku mojej ogromnej radości – Amelia Łodygowska – farmaceutka, prowadząca bardzo wartościowy profil lodygovska na Instagramie. Znając takiego speca od ziół, nie mogłam przepuścić okazji do zaproszenia Amelii do współpracy i konsultacji.
Dzisiaj odpowiadamy na pytanie:
Czy palenie marihuany może wyleczyć jaskrę?

Zanim jednak padnie odpowiedź, trzeba rozwinąć odrobinę temat dwóch tytułowych tematów: marihuana i jaskra.
Zacznijmy od jaskry.
Jaskra jest chorobą, która może doprowadzić do uszkodzenia nerwu wzrokowego. Jak być może wiecie to mózg widzi, oczy tylko rejestrują. Jeśli nerw wzrokowy zostanie uszkodzony to uszkodzenie powoduje przerwanie połączenia pomiędzy okiem i mózgiem. Uszkodzone mogą zostać komórki siatkówki, dochodzi do ubytków w polu widzenia. Charakterystyczne dla zaawansowanej jaskry jest tak zwane widzenie lunetowe.
Kto jest w grupie ryzyka? Między innymi:
– osoby u których w rodzinie występowała jaskra,
– osoby z ogólnymi problemami krążenia i ciśnienia krwi,
– osoby z wysoką krótkowzrocznością,
– osoby po 60 roku życia.
Wyróżnić możemy dwa rodzaje jaskry:
– jaskrę pierwotną,
– jaskrę wtórną.
Najczęściej występującą jest jaskra pierwotna otwartego kąta, zwana również jaskrą prostą przewlekłą. W tej wersji może ona przebiegać zarówno z wysokim jak i normalnym ciśnieniem wewnątrzgałkowym.
Niestety występuje również jaskra ostra, która wynika z nagłego zawężenia się kąta przesączania, a której atak objawia się bólem głowy, oka, a nawet nudnościami i wymiotami.
Z jaskrą to jest tak, że albo produkcja cieczy wodnistej jest prawidłowa, ale kąt przesączania jest za wąski i dlatego wzrasta ciśnienie wewnątrzgałkowe, albo mamy nadprodukcję cieczy wodnistej i pomimo odpowiednich rozmiarów kątów przesączania nie dają one rady w takiej ilości tej cieczy wodnistej odprowadzać, aby ciśnienie nie wzrastało.
Im szybciej zdiagnozuje się jaskrę, tym lepsze rokowania. Niestety jaskra nie boli, przynajmniej w początkowym stadium. Dlatego tak ważne są regularne badania wzroku. W momencie, w którym pojawiają się ubytki w polu widzenia, jest już naprawdę bardzo późno, a ubytków nie da się niestety cofnąć. Leki nie cofną zaistniałych zniszczeń komórek siatkówki i nerwu wzrokowego.
Krople na jaskrę są jednym ze sposobów postępowania w początkowym stadium choroby. Służą do kontroli wartości ciśnienia wewnątrzgałkowego i dzięki temu zapobiegają zmianom, które mogą zostać wywołane przez zbyt wysokie ciśnienie w oku. Krople odpowiedzialne są głównie za ograniczenie produkcji cieczy wodnistej oraz ułatwienie jej odpływu.
Każda osoba stosująca krople przeciwjaskrowe, jednocześnie użytkująca soczewki kontaktowe, musi wiedzieć o konieczności ich zdjęcia przed podaniem leków i możliwości ponownego ich założenia po 15 minutach od aplikacji środków farmakologicznych.
Niestety w wielu przypadkach zastosowanie kropli nie wystarczy. Wtedy lekarz kieruje pacjenta na zabieg. Na przykład na tak zwaną irydotomię laserową, która polega na wykonaniu laserem małych dziurek w tęczówce. Dziurki te są dodatkową drogą odpływu cieczy wodnistej.
Wiele lat temu padł więc pomysł, że może marihuana. Może właśnie na jaskrę… I od wielu lat pacjenci zadają to pytanie w gabinecie…
„Czy palenie trawy może wyleczyć jaskrę?”
Zaraz na nie odpowiem.

Marihuana
Legalna, czy nielegalna?
Bardzo Was uczulam na materiały, które możecie znaleźć w internecie. Są bardzo zmiksowane pod względem jakości i rzetelności oraz prawdy. Nie polecam wierzyć ślepo wszystkim stronom, które piszą typowo o marihuanie / o konopiach, bo część ich przekonań poważnie mija się z faktami naukowymi. Jeśli chcecie zagłębić się w temat medycznej marihuany, to zdecydowanie polecam czytać głównie artykuły oparte na wynikach badań naukowych, choć zaraz zlecą się tu osoby, które zarzucą mi, jak ostatnio przy okazji tematu wody utlenionej i soczewek kontaktowych albo „zbawiennego / zdrowotnego” patrzenia na słońce (o zgrozo), że sześć lat studiów wyprało mi mózg i w ogóle badania naukowe są o kant d… rozbić, bo naukowcy mają „zamknięte umysły”, a „grawitacja nie istnieje”.
Korzystajcie z rzetelnych i wiarygodnych źródeł.
Na pewno osoby, które śledzą profil Dbaj o wzrok w mediach społecznościowych zauważyły, że często (głównie na Instagramie) pokazuję różnego rodzaju produkty z konopi. Mydła potasowe z ekstraktem z konopi, oleje konopne, herbatki z konopi itp. Czy są to nielegalne produkty?

Konopie
… to ogólna nazwa dla całego szeregu roślin, o znaczących różnicach użytkowych oraz hodowlanych. Dwie najpopularniejsze rośliny z rodziny konopi to:
– Cannabis Sativa
– Cannabis Indica.
Cannabis Sativa to tak zwane konopie siewne, natomiast Cannabis Indica – konopie indyjskie. Te drugie są roślinami niskimi, gęstymi o dużych liściach. Siewne są wysokie i smukłe rosną nawet do 7 metrów wysokości.
[Mniej popularną odmianą konopi jest Cannabis Rudelaris, która występuje tylko w chłodnych obszarach kontynentu azjatyckiego, ale stężenie środków psychotropowych jest wyższe niż w przypadku konopi indyjskich.]

Konopie wytwarzają związki zwane kannabinoidami.
Jeśli chodzi o same kannabinoidy, to według przeprowadzonych badań jest ich ponad 60. Najbardziej popularne z nich to THC oraz CBD. Przy czym THC ma działanie psychoaktywne i jest nielegalne w Polsce.
Najbardziej popularnym efektem palenia nielegalnej marihuany, jest stan zrelaksowania oraz po prostu „dobrego nastroju”. Będąc kilka lat temu (chyba około 9, o ile dobrze liczę) w Amsterdamie, miałam okazję zapalić skręta w kawiarni, w której można było zakupić go jako „dodatek” do kawy i ciasta. Szczerze – mój „relaks” wyglądał tak, że prawie momentalnie zachciało mi się spać. Super relaks, ale nie byłabym w stanie po nim normalnie funkcjonować, za to spałabym zapewne jak dziecko. Nie wystąpił u mnie także efekt zaczerwienienia oczu. Słowem, jak to mówią „bez szału”. Moi znajomi reagowali zgoła inaczej, ale o nich pisać tu nie zamierzam, dla mnie liczą się moje osobiste doświadczenia.
Marihuana na jaskrę?
Spójrzcie na przykład na te wyniki tego badania: (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16988594)
The purpose of this study was to assess the effect on intraocular pressure (IOP) and the safety and tolerability of oromucosal administration of a low dose of delta-9-tetrahydrocannabinol (Delta-9-THC) and cannabidiol (CBD).
Czyli sprawdzamy wpływ podania kannabinolu THC oraz kannabidiolu CBD na wartość ciśnienia wewnątrzgałkowego.
A randomized, double-masked, placebo-controlled, 4 way crossover study was conducted at a single center, using cannabis-based medicinal extract of Delta-9-THC and CBD. Six patients with ocular hypertension or early primary open angle glaucoma received a single sublingual dose at 8 AM of 5 mg Delta-9-THC, 20 mg CBD, 40 mg CBD, or placebo. Main outcome measure was IOP. Secondary outcomes included visual acuity, vital signs, and psychotropic effects.
Badanie było przeprowadzone na sześciu pacjentach (mało) z podwyższonym ciśnieniem wewnątrzgałkowym lub wczesnym stadium jaskry otwartego kąta. O godzinie 8:00 rano podawano im 5 mg ekstraktu THC, 20 mg CBD, 40 mg CBD oraz środka placebo. Przede wszystkim mierzono ciśnienie wewnątrzgałkowe, ale również ostrość wzroku oraz efekty psychotropowe i ogólne samopoczucie.
Two hours after sublingual administration of 5 mg Delta-9-THC, the IOP was significantly lower than after placebo (23.5 mm Hg vs. 27.3 mm Hg, P=0.026).
Dwie godziny po podaniu 5 mg THC, ciśnienie wewnątrzgałkowe było niższe niż po podaniu środka placebo – różnica 4 mm Hg.
The IOP returned to baseline level after the 4-hour IOP measurement.
Po 4 godzinach wartość ciśnienia wróciła do wartości początkowej.
CBD administration did not reduce the IOP at any time.
Podanie CBD nie zmniejszyło wartości ciśnienia wewnątrzgałkowego.
However, the higher dose of CBD (40 mg) produced a transient elevation of IOP at 4 hours after administration, from 23.2 to 25.9 mm Hg (P=0.028).
Dodatkowo podanie zwiększonej dawki CBD wręcz podniosło wartość ciśnienia o ponad 2 mm Hg.
Vital signs and visual acuity were not significantly changed. One patient experienced a transient and mild paniclike reaction after Delta-9-THC administration.
Jeden pacjent miał problemy psychoaktywne po przyjęciu THC.
A single 5 mg sublingual dose of Delta-9-THC reduced the IOP temporarily and was well tolerated by most patients. Sublingual administration of 20 mg CBD did not reduce IOP, whereas 40 mg CBD produced a transient increase IOP rise.
Krótko mówiąc – podanie 5 mg THC zmniejszyło ciśnienie wewnątrzgałkowe, ale zaledwie na kilka godzin, 20 mg CBD nie dawało żadnych efektów, natomiast zwiększona dawka CBD 40 mg podnosiła ciśnienie wewnątrzgałkowe.
Sześciu pacjentów poddanych badaniu to bardzo mała ilość. Badanie byłoby zdecydowanie bardziej wiarygodne, gdyby tych osób było kilkadziesiąt. Ale mimo wszystko wykazało pewne zależności – THC obniżało ciśnienie, CBD niekoniecznie, a wręcz odwrotnie.
Różnice pomiędzy THC i CBD
Zarówno THC jak i CBD to kannabinoidy, jednak THC działa na nasz organizm psychoaktywnie, a CBD nie.
THC występuje w wysokim stężeniu właśnie w konopiach indyjskich, które są nielegalne, ponieważ stężenie to przekracza 0,2%.
CBD ma za to szerokie spektrum różnego rodzaju właściwości, między innymi znalazło zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, ponieważ bardzo dobrze działa na wszelkiego rodzaju problemy atopowe, łuszczycę itp. Stosowanie CBD jest w Polsce całkowicie legalne, o ile dodatkowe stężenie THC w danym produkcie, czy substancji nie przekroczy 0,2%.
Oba kannabinoidy znajdują zastosowanie w medycynie.
„Zastosowanie lecznicze konopi wywodzi się z wielowiekowej tradycji. Dzisiaj znanych jest kilkanaście tysięcy publikacji naukowych na temat konopi. Przegląd piśmiennictwa wskazuje, że najbardziej obiecujące efekty terapeutyczne ze stosowania konopi uzyskuje się głównie w następujących wskazaniach medycznych: przewlekły ból neuropatyczny, stwardnienie rozsiane, choroba nowotworowa oraz zespół Touretta – choroba nerwowych tików.” Czytelniamedyczna.pl
Korzystny jest też skład oleju konopnego, zawierającego do 4% kwasu γ-linolenowego (GLA), cennego składnika nowoczesnych diet, oraz dużą ilość kwasu linolowego i α-linolenowego, a także optymalny stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 do omega-3 w proporcji 3:1. Wymienione właściwości oleju konopnego pozwalają na wielostronne jego zastosowanie jako środka spożywczego, farmaceutycznego i kosmetycznego.” Czytelniamedyczna.pl
Nasiona konopi siewnych to źródło:
– witaminy E,
– żelaza,
– wapnia,
– cynku,
– fosforu,
– magnezu.
Witamina E to silny przeciwutleniacz, dzięki temu zachowuje prozdrowotne właściwości kwasów tłuszczowych omega-3. Witamina ta również ma wpływ na elastyczność naczyń krwionośnych, a więc poprawia tym samym krążenie krwi, dzięki czemu obniża ryzyko wystąpienia choroby niedokrwiennej serca czy miażdżycy.
Cynk jest bardzo zdrowy dla skóry, paznokci i włosów. Zapewnia również prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego.
Owszem, kannabinoidy THC obniżają ciśnienie wewnątrzgałkowe, jeśli stosuje się je systematycznie, co potwierdzają badania.
THC działa poprzez agonistyczny wpływ na receptory kannabinoidowe CB1 i CB2, które znajdują się w błonach zewnętrznych komórek wielu tkanek.
Receptory CB1 występują głównie w ośrodkowym układzie nerwowym, natomiast CB2 w komórkach układu odpornościowego, astrocytach i innych komórkach mózgowych. Według wyników badań naukowych terapia kannabinoidami powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych spojówki oraz obniżenie ciśnienia śródgałkowego poprzez miejscowe działanie na receptory CB1 w oku. Wyniki badań naukowych wskazują również, że kannabinoidy mają także działanie neuroprotekcyjne.

Natomiast efekty uboczne takie jak:
– przekrwienie spojówek,
– zmiany wielkości źrenic,
– zaburzenia produkcji łez
– oraz wszelkie efekty psychotropowe,
– zaburzenia koordynacji ruchu,
– senność,
– euforia itp.
są wciąż zdecydowanie przeważającym czynnikiem, który wyklucza możliwość stosowania marihuany w leczeniu jaskry. Przede wszystkim THC nie leczy, a jedynie działa objawowo, na chwilowe obniżenie wartości ciśnienia wewnątrzgałkowego.
Poza tym, jeśli palenie THC obniża ciśnienie na około 4 godziny, to wyobraźcie sobie jakby to wyglądało, gdybyśmy mieli stosować takie leczenie codziennie, systematycznie.
To oznacza około 4 skrętów dziennie i właściwie stałe odczuwanie efektów ubocznych.
Czy to miałoby sens?
No nie. W takim wydaniu na pewno nie.
Przede wszystkim… w Polsce posiadanie marihuany, jej produkcja, czy sprzedaż jest nielegalna i jest to przestępstwo, zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii Dz. U. z 2005 r. Nr 179, poz. 1485.
[Jeśli mogę w tym miejscu pozwolić sobie na swoją drobną uwagę w kwestiach legalizacji palenia marihuany, to powiem tak – i mam nadzieję, że nie wsadzę tym kija w mrowisko – gdyby była pewność, że ludzie nie „zachłysną” się takimi możliwościami, nie miałabym nic przeciwko. Alkohol też powinien być nielegalny w nadmiernych ilościach, a nie jest, tak samo bardzo szkodliwe dla zdrowia papierosy. Brakuje nam konsekwencji w działaniu i podejściu. Ale to temat rzeka.
Myślę sobie jednak, że najgorsze co się może dziać w sytuacji, kiedy to wszystko działa „w podziemiach”, to niesprawdzone źródła. Gdyby tak, jak właśnie na przykład w Holandii dostęp do marihuany był sprawdzony i bezpieczny, gdyby sprzedaż odbywała się w kawiarniach, a rośliny byłyby całkowicie „czyste”, nie dochodziłoby do sytuacji, kiedy są one maczane w dodatkowych środkach chemicznych, które mogą prowadzić do opłakanych skutków po zapaleniu czegoś takiego.
Piszę to dlatego, że jest to mój prywatny blog, na którym mogę sobie pozwolić na prywatną opinię. Sama nie palę, nie odczuwam ani takiej potrzeby, ani nie widzę sensu. Nie wspomnę już o tym, że i tak ze względów zdrowotnych mogłabym spać zawsze i wszędzie, więc dodatkowe odczucie senności nie jest mi totalnie w życiu potrzebne, umiem się też zrelaksować bez dodatkowych wspomagaczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że jedni są bardzo za legalizacją, inni bardzo przeciw, a pozostali nie mają zdania na ten temat. Każdy ma prawo do własnej opinii.
Szczerze powiedziawszy sama nie jestem chyba ani za, ani przeciw, jest mi to trochę obojętne. Cieszę się, że dostępne są produkty z ekstraktem z konopi, których używam praktycznie codziennie, uwielbiam spożywczy olej z konopi, tak samo jak mydło potasowe Herbs&Hydro. Kiedy robię zamówienie to nigdy nie kupuję pojedynczych sztuk. Ale nie potrzebuję do szczęścia skrętów do kawy.]
Co się tyczy natomiast marihuany leczniczej, mam dla Was kilka słów od Amelii:
Pamiętacie, jakiś czas temu bardzo głośno było o wprowadzeniu leczniczej marihuany do polskich aptek?
1 listopada 2017 roku medyczna marihuana została zalegalizowana w Polsce . Teoretycznie każdy lekarz (z wyjątkiem lekarza weterynarii) może przepisać taki lek. W każdej aptece, prowadzącej obrót lekami psychotropowymi (czyli w zdecydowanej większości polskich aptek) można zrealizować taką receptę.
W praktyce, jednak jest to prawie niemożliwe, a większość farmaceutów marihuany w aptece nigdy nie widziała. Ja też nie widziałam ;) CHCECIE WIEDZIEĆ DLACZEGO?
W prawdzie każdy lekarz może wypisać receptę, lecz nie ma pewności, czy zrobi to zgodnie z ustawą, ponieważ nie ma w Polsce zatwierdzonej przez rząd listy chorób, które kwalifikują się do leczenia medyczną marihuaną, więc znalezienie lekarza przepisującego takie recepty na ten moment graniczy z cudem.
Mimo, że marihuana medyczna jest legalna, rząd zadecydował, że w Polsce nie będzie legalnych i kontrolowanych upraw leczniczej marihuany, a jedyną możliwością jej sprowadzenia będzie import np. z Holandii czy Kanady. Aby taki import przez jakąkolwiek firmę był możliwy, musi ona zdobyć nie tylko partnera za granicą, który surowiec sprzeda, ale też masę pozwoleń w kraju. Po spełnieniu wymagań i warunków potencjalny importer musi uzyskać pozwolenie Inspekcji Farmaceutycznej na obrót medyczną marihuaną na terytorium Polski. Po zdobyciu takiej zgody firma musi złożyć wniosek o dopuszczenie do obrotu medycznej marihuany do Urzędu Rejestracji Leków, który na rozpatrzenie ma 210 dni. Jak dotąd do urzędu nie wpłynął ani jeden wniosek. To dlatego w polskich aptekach nadal nie ma preparatów z medyczną marihuaną. I na ten moment nie orientuję się, by cokolwiek w tej kwestii się „ruszyło”.
Na obecną chwilę jedyną możliwością na zdobycie medycznej marihuany w polskiej aptece jest droga importu docelowego dla indywidualnego pacjenta. Czyli apteka zamawia konkretny lek dla konkretnego pacjenta zza granicy i czeka na jego import. Przy czym tutaj też nie każda apteka taki import prowadzi, a jeśli prowadzi, to bez wdawania się w szczegóły napiszę tylko, że jest to bardzo skomplikowany proces.
Jaką postać będzie miała medyczna marihuana? Tego również nie można stwierdzić, nie wiadomo. Za granicą medyczna marihuana występuje w postaci suszu o odpowiednim stężeniu, czopków, nalewek, olejków czy aerozoli. Być może podobnie będzie i u nas.
Ile taka medyczna marihuana może kosztować? Mam odpowiedzieć szczerze? NFZ nie refunduje medycznej marihuany, mimo pogłosek, które można przeczytać w internecie raczej nie będzie to 3,20zł/gram. Koszty prawdopodobnie będą bardzo wysokie i nie chcę szacować, bo nie lubię, ale wydaje mi się, że cena surowca będzie dochodziła do około 70zł/gram a do tego dojdą koszty importu, marże i podatki.
Wracając jeszcze do produktów z ekstraktami konopi siewnej…
Moje ulubione mydło potasowe – opis ze strony producenta:
„Produkty z ekstraktem z konopi posiadają właściwości anti-aging, zatrzymuje procesy starzenia.
Działają odżywczo, przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację skóry. Doskonale nawilżają i ujędrniają. Polecany są osobom z problemami skórnymi takimi jak: trądzik, atopowe zapalenie skóry, łuszczyca.
Mydło potasowe z ekstraktem z wiech konopnych przeznaczone jest do mycia i pielęgnacji całego ciała dla wszystkich rodzajów skóry. Szczególnie polecane dla skóry problematycznej.
Mydło potasowe z ekstraktem z wiech konopnych. Nie zawiera konserwantów, chemicznych wybielaczy, wypełniaczy, detergentów, syntetycznych emulgatorów, silikonów, parabenów, SLS i SLES”
Albo olej konopny produkowany przez mojego wujka w Debrznie, czy herbatka konopna kupiona na targu w Barcelonie…

Także CBD – stosujmy do woli. Konopie siewne są, kolokwialnie mówiąc, super. Mają świetne właściwości.
Natomiast jeśli chodzi o marihuanę i leczenie jaskry… w chwili obecnej stosowanie THC
w leczeniu jaskry po prostu nie ma sensu. Za krótkie działanie, za dużo efektów ubocznych.
_____________________________________
Konsultacja merytoryczna – Amelia Łodygowska

Amelia Łodygowska – szczęśliwa mama, żona i farmaceutka, która zamiast leków woli proponować
pacjentom zdrowy styl życia. Jej pasją jest ziołolecznictwo. Marzy, aby w Polsce zamiast suplementów
diety ludzie sięgali po sprawdzone, ziołowe receptury. Wierzy, że zdrowie jest w naturze, wystarczy
po nie sięgnąć. W czasie wolnym, którego ma niewiele, lubi podróżować, chodzić na koncerty,
oglądać dobre kino i tańczyć.
____________________________________
Źródła:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1772142/
https://www.aao.org/eye-health/tips-prevention/medical-marijuana-glaucoma-treament
https://www.glaucoma.org/treatment/should-you-be-smoking-marijuana-to-treat-your-glaucoma-1.php
http://www.czytelniamedyczna.pl/5989,konopie-siewne-cannabis-sativa-l-wartosciowa-roslina-uzytkowa-i-lecznicza.html
https://leki-i-fakty.pl/marihuana-alternatywa-terapii-jaskry/
http://lenikonopie.pl/produkty-z-konopi/yyfv/roznice-pomiedzy-konopiami-siewnymi-i-indyjskimi.html
utworzone przez Justyna Nater | lip 4, 2018 | Artykuły
Dzisiaj rozpoczyna się Open’er Festival.
Co najlepiej zabierać ze sobą na tego typu imprezy plenerowe, jeśli chcemy zadbać o nasze oczy?
Krótko zwięźle i na temat.
Jeśli wybierasz się na festiwal w plenerze, zabierz ze sobą:
– nakrycie głowy,
– okulary przeciwsłoneczne,
– krople nawilżające,
– kilka ampułek soli fizjologicznej,
– chusteczki do higieny powiek,
– soczewki jednodniowe,
– krem z wysokim filtrem,
– żel do dezynfekcji rąk,
– dobry humor! :)
Nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne oraz krem z wysokim filtrem to absolutny „must-have”, kiedy podczas festiwalu jest słoneczna pogoda.
Krople nawilżające i sól fizjologiczna przydadzą się do nawilżania i przepłukiwania oczu. Podczas takiej imprezy, zwłaszcza kiedy jest gorąco i sucho, w powietrzu unosi się dużo kurzu, który może podrażniać spojówki. Nie mówiąc już o tym, że może nam wpaść do oka ziarenko piasku (oby tylko), które bardzo łatwo wypłuczemy właśnie z pomocą soli fizjologicznej. Pamiętaj tylko, aby w miarę możliwości nie trzymać buteleczek i ampułek na słońcu i w wysokiej temperaturze.
Chusteczki do higieny powiek – dostępne w aptece bez recepty, pomogą oczyścić wieczorem powieki z makijażu, a także z pyłu i kurzu, a rano dadzą uczucie świeżości oczu po przebudzeniu. W drogeriach dostępne są również chusteczki do pielęgnacji dziecięcej skóry, które zawierają 99,9% wody – warto zaopatrzyć się w jedną paczkę i oczyszczać nimi nie tylko oczy, ale całą twarz.
Soczewki jednodniowe – Jeśli nosisz soczewki kontaktowe, na tego rodzaju imprezy wybieraj soczewki jednodniowe. Pamiętaj, aby przed każdym założeniem oraz zdjęciem soczewek dokładnie umyć dłonie. Soczewki jednodniowe są znacznie wygodniejsze, ponieważ zakładasz je rano, zdejmujesz po kilku godzinach i nie musisz się przejmować ich czyszczeniem, przechowywaniem, przepłukiwaniem itd..
Żel do dezynfekcji rąk przydaje się na każdej tego typu imprezie, na której nie ma możliwości częstego mycia rąk. Żele tego rodzaju dostępne są w malutkich buteleczkach, więc bez problemu zmieszczą się w damskiej torebce, czy w kieszeni męskich spodni, razem z buteleczką kropli i ampułką soli fizjologicznej.
DOBRY HUMOR jest oczywiście najważniejszy :)
Dbaj o wzrok i baw się dobrze! :)

utworzone przez Justyna Nater | cze 26, 2018 | Artykuły
Jeśli widzisz przed oczami „robaczki”, ciemne chmurki, malutkie pływające punkciki, które potrafią bardzo uprzykrzyć życie, jeśli znajdują się w polu widzenia i przeszkadzają w komfortowym widzeniu, na pewno chciałbyś wiedzieć, czy to groźny objaw, czy można coś zrobić, żeby te wszystkie „atrakcje” przestały Ci urozmaicać życie i przemykać przed oczami.
Opisany powyżej problem dotyczy obecności mętów w ciele szklistym. Mogą one u każdego wyglądać nieco inaczej. Część opisuje je jako „wyglądające jak bakterie pod mikroskopem”, „ciemne chmury pływające przed oczami”, „muszki, robaczki” itp…
Sama dostrzegam męty, więc starałam się na poniższym zdjęciu (wykonanym ostatnio w Świnoujściu) mniej więcej pokazać, jak ten problem może wyglądać. I to jest… dosyć jednak optymistyczna wersja poglądowa.

Może to tak wyglądać, ale nie musi. Mętów może być mniej, więcej, mogą mieć różne kształty…
Zanim jednak przejdziemy do tematu samych mętów i czym tak naprawdę one są, zajmijmy się tematem ciała szlistego.
Ciało szkliste – nazywane również szklistką – to po prostu galaretowata półpłynna przezroczysta substancja, która wypełnia nasze oczy. Oko człowieka dzieli się na dwie części – komorę przednią oraz komorę tylną. Przednia to ta, która znajduje się pomiędzy zewnętrzną warstwą oka – rogówką, a soczewką wewnątrzgałkową. Wypełnia ją ciecz wodnista, odpowiedzialna głównie za ciśnienie wewnątrzgałkowe. Komora tylna rozpoczyna się za soczewką i obejmuje obszar całego oka, aż do jego dna. Wypełniona jest właśnie szklistką, przylegającą do siatkówki.
Uproszczony schemat oka z komorą przednią i tylną oraz ciałem szklistym.
Ciało szkliste składa się niemal w stu procentach z wody, dosłownie kilka procent jego zawartości to kolagen i białka. Z wiekiem, a czasami w wyniku różnych chorób, urazów itp., ciało szkliste może mętnieć.
Większość naszego społeczeństwa obserwuje w swoim polu widzenia męty i o ile jest to możliwe i nie zagraża zdrowiu, stara się je ignorować i jakoś z nimi żyć. Niestety w większości przypadków jest to jedyne rozwiązanie problemu. A właściwie nie rozwiązanie, raczej jego akceptacja.
Czy męty są groźne?
Zmętnienia ciała szklistego rzucają cień na dno oka – na którym znajduje się siatkówka. Mogą, ale nie muszą świadczyć o występowaniu choroby.
Jeśli dostrzegasz w polu widzenia pojedyncze męty, chmurki, „robaczki”, nie powinno być to nic groźnego.
Jeśli natomiast pojawią się one nagle, będzie ich dużo, zauważysz zdecydowanie ciemniejsze plamy, to już wymaga koniecznie konsultacji z lekarzem okulistą. Jeżeli jednak ilość i rodzaj mętów wydaje Ci się być niepokojący, nawet jeśli jest ich niewiele i są prawie niezauważalne – zawsze dobrze jest kontrolnie skonsultować się ze specjalistą – dla własnego spokoju. Jeśli pomimo tego, że sam widzisz męty, lekarz nie dostrzeże ich podczas badania – nie martw się – najwidoczniej są zbyt malutkie i niegroźne dla Twojego zdrowia.
Zastanów się:
- kiedy po raz pierwszy dostrzegłeś męty,
- jaki jest ich kształt,
- czy są ciemne, czy jasne,
- w jakich okolicznościach widzisz ich najwięcej,
- czy przemieszczają się przy zmianie kierunku spojrzenia,
- po której stronie widzisz ich najwięcej…
Odpowiedzi na te pytania będą niezbędne podczas wizyty u lekarza.
Lekarz zbada Twoją ostrość wzroku, zmierzy ciśnienie wewnątrzgałkowe oraz na pewno poda krople rozszerzające źrenicę, aby obejrzeć siatkówkę na dnie Twojego oka. Bardzo możliwe, że podane Ci zostaną również krople, które mają na celu znieczulenie oka, a po których lekarz może do jego powierzchni przyłożyć bezboleśnie tak zwane „trójlustro Goldmanna”, dzięki któremu będzie w stanie ocenić obwodową część siatkówki, czy kąt przesączania, którym odbywa się odpływ cieczy wodnistej (tej, która wypełnia komorę przednią oka) odpowiedzialnej za poziom ciśnienia wewnątrzgałkowego.
W diagnostyce tego rodzaju problemów przydatne są często inne badania takie jak USG (tak, można zrobić USG oka, bo często pytacie o to w prywatnych wiadomościach) lub tomografię, która w przypadku oczu nazywa się Optyczną Koherentną Tomografią – OCT.
Czy mętów można się pozbyć?
Jeśli w Twoim przypadku będzie to możliwe, lekarz na pewno poinformuje Cię o takiej możliwości – dotyczy to oczywiście wyłącznie sytuacji, w której męty nie są związane z występowaniem poważniejszej choroby, problemów z siatkówką itd… Jeśli są one wynikiem choroby, powinno zostać podjęte odpowiednie leczenie.
W Polsce jest kilka ośrodków zajmujących się usuwaniem mętów. Oferują one różnorakie zabiegi, takie jak na przykład witreoliza, czy witrektomia i inne…
Witreoliza to bezbolesny zabieg, który polega na rozbijaniu mętów w ciele szklistym za pomogą lasera – rozszerza się w tym celu maksymalnie źrenicę, znieczula oko kroplami i przez specjalną soczewkę „strzela” w zlokalizowane męty światłem lasera.
(Nie bójcie się, to nie jest taki laser, jak ten czerwony, sprzedawany często na straganach podczas festynów – swoją drogą uważajcie bardzo na niego, bo świecenie takim laserem po oczach, może spowodować poważne uszkodzenia struktur oka, głównie siatkówki. Nie polecam tego jako zabawki dla dzieci, bo przez nieuwagę mogą sobie zrobić naprawdę dużą krzywdę.)
Opinie o witreolizie są różne. Niektórzy są bardzo zadowoleni, inni wspominają, że męty i tak ponownie się pojawiają, a w miejscu starych pozostają małe „blizny”. Najważniejsza jest prawidłowa kwalifikacja do zabiegu, więc zadbajcie o to, aby oddać swoje oczy w naprawdę wykwalifikowane ręce.
Witrektomia jest z kolei dużo bardziej inwazyjnym zabiegiem. Polega ona na usunięciu ciała szklistego z wnętrza oka, które wiąże się jednocześnie z usunięciem obecnych w nim mętów. Witrektomia to jednak zwykle ostateczność, bo niestety często niesie ryzyko wystąpienia powikłań.
Ponieważ jednak jestem optometrystą, a nie lekarzem, nie ma sensu pisać o rodzajach zabiegów i możliwych formach leczenia – z jednego prostego powodu – są pewne rozwiązania na usunięcie mętów, ale o możliwości ich zastosowania i tak MUSI zawsze zadecydować lekarz, po przeprowadzeniu wnikliwego badania.
Ja ze swojej strony powiem Wam jedno – męty w ciele szklistym ma w pewnym wieku prawie każdy. Nie każdy je zauważa, bo nie u każdego umiejscawiają się w polu widzenia. U niektórych jest ich więcej, u innych mniej… I wiem z opowiadań wielu osób, że potrafią mocno uprzykrzać życie. Uważam, że w takich sytuacjach, kiedy nie da się ich już ignorować, bo po prostu przeszkadzają w komfortowym widzeniu, powinno się skonsultować możliwości zabiegowe. Niestety okulary nie rozwiązują tego typu problemów.
Suplementy diety na męty? W konsultacji z lekarzem – ale one ich na pewno nie usuną. Może być ewentualnie tak, że po prostu zahamują tworzenie się nowych lub spowolnią ten proces, ale żaden suplement nie usunie istniejącego już w ciele szklistym zmętnienia.
Pijcie dużo wody, starajcie się nie doprowadzać do odwodnienia organizmu, odżywiajcie się zdrowo. (Cukrzyca może wywołać retinopatię cukrzycową siatkówki, a jej również często towarzyszą męty.)
Jeśli macie „usuwać wodę z organizmu” to tylko i wyłącznie w konsultacji z lekarzem, nie na własną rękę, żeby na przykład schudnąć.
No i niestety trzeba przyznać – w znacznej większości przypadków występowania mętów – trzeba się po prostu nauczyć z nimi żyć.
Sama je mam i pomimo tego, że widzę je głównie w słoneczne dni lub na jasnych powierzchniach, wiem, że mogą bardzo przeszkadzać.
Jeśli liczyliście na złotą poradę „jak usunąć męty”, to niestety nie mam takiej… Polecam za to gorąco nie kombinować, mówiąc kolokwialnie, na własną rękę, ale wyszukać dobrego specjalistę w kraju i udać się na konsultację.
utworzone przez Justyna Nater | maj 21, 2018 | Artykuły
Dbaj o wzrok, bo Twoje oczy są najważniejsze!
Ale dlaczego najważniejsze?
Ponieważ za pośrednictwem zmysłu wzroku otrzymujemy około 85% informacji o otaczającym nas świecie.
Czy pamiętacie niedawne teksty dotyczące jaskry – nazywanej bardzo często „cichą złodziejką wzroku”? Czy pamiętacie dlaczego jest nazywana w taki, a nie inny sposób?
Jaskra bardzo często nie daje żadnych objawów, a kiedy już dochodzi do stopniowej utraty pola widzenia, jest za późno żeby zmiany chorobowe cofnąć lub zatrzymać.
Problemy jaskrowe jak już pewnie wiecie, dotyczą nieprawidłowego ciśnienia wewnątrzgałkowego, które stopniowo uszkadza nerw wzrokowy i struktury oka. Często w kontekście jaskry pada pytanie o ciśnienie ogólnoustrojowe – czy to jest to samo ciśnienie?
Ciśnienie wewnątrzgałkowe (z którym problemy mogą być przyczyną jaskry właśnie), to nie to samo co ciśnienie tętnicze. To pierwsze zależy od ilości cieczy wodnistej w oczach, od jej produkcji oraz prawidłowego odpływu. To drugie jest ciśnieniem wywieranym przez krew przepływającą przez nasze tętnice, na ich ścianki.
Odpowiadając zatem jeszcze raz na poprzednio postawione pytanie – nie – to nie jest to samo ciśnienie.
Mówimy o „cichej złodziejce wzroku”, a czy wiecie jaka choroba nazywana jest „cichym zabójcą”?
NADCIŚNIENIE TĘTNICZE
Analogicznie do jaskry, również nadciśnienie tętnicze często przebiega bezobjawowo. Prowadzić może jednak do naprawdę poważnych schorzeń układu krążenia.
Na nic nam wzrok, jeśli stracimy swoje życie.
Szacuje się, że w 2015 roku około 1,2 mld osób na całym świecie, cierpiało na nadciśnienie tętnicze, a liczba tych osób stale rośnie.
17 maja obchodziliśmy Światowy Dzień Nadciśnienia Tętniczego.
Problem nadciśnienia dotyka ponad 40% osób dorosłych (już po 25 roku życia!), jednak jedynie 20% osób ma świadomość występowania tego problemu.
Międzynarodowe Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego (ISH) stworzyło inicjatywę pod hasłem Maj Miesiącem Mierzenia Ciśnienia Tętniczego. Jest to inicjatywa globalna, która służy uświadamianiu oraz podkreślaniu wagi regularnych badań.
W akcję zaangażowała się francuska firma farmaceutyczna Servier, która we współpracy z wyżej wymienionym ISH, rozpoczęła ogólnoświatową kampanię „BECAUSE I SAY SO” (Bo ja tak mówię), która ma na celu podniesienie społecznej świadomości na temat istoty wykonywania badania ciśnienia tętniczego, które jest jedynym sposobem na postawienie diagnozy oraz wprowadzenie ewentualnego niezbędnego leczenia dla zachowania zdrowia oraz życia.
BECAUSE I SAY SO
Pamiętacie, kiedy jako małe dzieci, musieliśmy słuchać się rodziców, kiedy prosili nas o zrobienie lub nierobienie czegoś, a na nasze pytanie „Dlaczego?” odpowiadali „Bo ja tak mówię?”. Teraz nasza kolej. Wszyscy powinniśmy dbać o swoje zdrowie i o swój wzrok, ale jak pewnie dobrze wiecie znaczna część rodziców o ile lubi nam przypominać o naszym zdrowiu i o nie właśnie się martwić, o tyle sami o siebie często nie martwią się wcale.
„Badanie? Ale jakie badanie! Dziecko, ja jestem zdrowy jak koń, mi się nic nie dzieje! Widzę dobrze, czuję się dobrze, ty lepiej zadbaj o siebie, a nie się rodzicami przejmujesz.”
Bardzo kocham moich rodziców i bardzo się o nich martwię. Zależy mi na tym, żeby byli zdrowi i żyli z nami długo i szczęśliwie. Żebyśmy przeżywali razem święta, żeby bawili się z wnukami, żebyśmy spędzali na pogaduchach długie zimowe wieczory, żebym mogła przez wiele kolejnych lat wybrać numer do Mamy czy Taty i żeby odebrali dzwoniący telefon. Z moimi Rodzicami mamy bardzo bliską i silną więź. Rozmawiam z Nimi naprawdę codziennie i nie wyobrażam sobie, żeby nam Ich zabrakło. A już na pewno nie wybaczyłabym sobie, gdyby tak było z powodu zaniedbań. Dlatego powtarzam moim Rodzicom jak mantrę, że mają się regularnie badać. Czasami się denerwują, mówią, że jestem monotematyczna, że mam zadbać sama o siebie, ale ja nie ustępuję.
„Dlaczego?” – pytają.
„Bo ja tak mówię”.
Jakie konsekwencje dla organizmu może mieć nadciśnienie tętnicze?
Do powikłań nadciśnienia tętniczego należą między innymi:
– niewydolność serca,
– choroba naczyń obwodowych,
– niewydolność nerek,
– nadciśnienie jest też wiodącą przyczyną śmiertelności.
Czy nadciśnienie tętnicze może mieć wpływ na wzrok?
Jak już z powyższej części tekstu wiecie, nadciśnienie tętnicze może długo przebiegać kompletnie bez objawów. Jednak mimo ich braku, ma niewątpliwie negatywny wpływ na większość naszych narządów w tym również na OCZY!
Retinopatia nadciśnieniowa
Typ nadciśnienia tętniczego można zdiagnozować właśnie obserwując dno oka – ponieważ w przebiegu choroby dochodzi tam do zmian w naczyniach siatkówki. Stają się one zdecydowanie bardziej widoczne i na tej podstawie możemy ocenić poziom zaawansowania choroby. Nadciśnienie tętnicze może prowadzić do całkowitej utraty wzroku. Zaburzenie ostrości i jakości widzenia pojawia się dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Pojawiają się zupełnie nowe naczynia siatkówki, a obecne mocno się rozrastają, co prowadzi do krwotoków i obrzęków, powoduje uszkodzenia siatkówki oraz nerwu wzrokowego i w konsekwencji do całkowitej utraty widzenia.
Dlatego właśnie podczas wywiadu z pacjentem okulista lub optometrysta zwykle pyta o problemy z ciśnieniem tętniczym. Jest to dla nas bardzo ważna informacja.
Jak zdiagnozować nadciśnienie tętnicze?
Nadciśnienie tętnicze diagnozuje się w bardzo prosty sposób – najlepiej w gabinecie swojego lekarza lub wybranej aptece na terenie całej Polski. Oczywiście dostępne są również aparaty do mierzenia ciśnienia w warunkach domowych, jednak warto pamiętać o tym, że nic nie zastąpi osobistej wizyty u lekarza specjalisty. Zazwyczaj lekarz korzysta z opaski uciskowej założonej na ramieniu, która odcina dopływ krwi, mierzy on wtedy puls stetoskopem, a następnie ściąga opaskę, aby ucisk ustał. Podczas badania należy siedzieć spokojnie i starać się nie spożywać jedzenia na godzinę przed badaniem. Regularna kontrola ciśnienia może nas uchronić przed ryzykiem wystąpienia udaru, czy zawału serca.
Sama również mierzę ciśnienie!
Kiedy byłam mała moje ciśnienie krwi było tak niskie, że większość lekarzy reagowała cichym westchnięciem podczas pomiaru. Miałam również pewne problemy kardiologiczne, więc wszystko się gdzieś tam ze sobą przeplatało. Teraz jednak często bywam u lekarza z innych powodów, dlatego badanie ciśnienia krwi mam wykonywane naprawdę regularnie. Dbam również o to, aby moi Rodzice o nim pamiętali, tym bardziej, że wszyscy jesteśmy stosunkowo wrażliwi, łatwo ulegamy emocjom. Kiedy dzieje się coś złego „podskakuje nam ciśnienie” i bardzo się stresujemy, a tego typu sytuacje w połączeniu z ewentualnie występującym nadciśnieniem mogłyby doprowadzić na przykład do zawału serca. Pamiętajcie o tym.
To tak jak z regularnym badaniem wzroku!
Zarówno w przypadku chorób oczu, jak i nadciśnienia tętniczego, mamy bezobjawowy przebieg schorzenia, które może być groźne w skutkach.
Badajcie się regularnie i dbajcie o swoich rodziców. To naprawdę nie boli!
Boleć będzie utrata członka rodziny, którego kochamy. Nie mówiąc oczywiście o utracie własnego życia, której w tym przypadku naprawdę można zapobiec.
Więcej informacji o kampanii „Because I Say So” :
➢ Bo ja tak mówię!
➢ International Society of Hypertension

MAMO, TATO, MÓWIĘ CI TO TYLKO DLATEGO, ŻE CIEBIE KOCHAM.
DAJ SOBIE ZMIERZYĆ CIŚNIENIE.
DLACZEGO? #BOJATAKMOWIE

Źródła informacji zawartych w tekście:
1. Chow CK, et al. Prevalence, awareness, treatment, and control of hypertension in rural and urban communities in high-, middle-, and low-income countries. JAMA 2013;310:959-68.
2. Poulter N et al. Lancet. 2015;386(9995): s. 801-812.
3. NCD Risk Factor Collaboration (NCD-RisC). Worldwide trends in blood pressure from 1975 to 2015: a pooled analysis of 1479 population-based measurement studies with 19·1 million participants. Lancet 2017;389: s. 37-55.
4. Servier. Patients are at the heart of our work. https://servier.com/en/our-commitments/patients-at-the-center-of-ourwork/. Data dostępu: listopad 2017 r.
5. ISH. May Measurement Month – get involved now!. http://ish-world.com/news/a/May-Measurement-Month-Get-Involved-Now/. Data dostępu: listopad 2017 r.