Kierowco! Badaj wzrok regularnie!

Kierowco! Badaj wzrok regularnie!

Miałam niedawno pacjenta, który – jak się okazało po pełnym badaniu – powinien nosić korekcję

OP +3,00 / -4,50 x (nie pamiętam w jakiej osi)
OL  +3,50 / -5,00 x (jak wyżej)

Ostrość wzroku przerażająca. Pan chodzi bez okularów i okularów nosić nie chce.
„Ewentualnie jakieś takie może do czytania, może na takie bym się zgodził”.
Pytam nieśmiało – czy jeździ pan samochodem?
[Choć właściwie odpowiedź powinna być oczywista – nie jeżdżę.]
-Oczywiście pani doktor!
-I jeździ pan bez okularów?
-No jakoś sobie radzę…

driving-933281_1920

Kierowcy badają wzrok zwykle jedynie podczas kursu na prawo jazdy.
Zresztą określenie „badają wzrok” jest takie, że tak powiem… nie bardzo trafne… Jeśli wiecie, co mam na myśli.

Sama pamiętam jak to badanie wyglądało u mnie.
Pełna ostrość wzroku? dziękuję, następny do gabinetu!

652b5916508be34a21827c9f0c423af7
Co ja mówię „do gabinetu”… do klasy! tam, gdzie odbywały się zajęcia…
Na ścianie wisiała tablica optotypów, jak czytałeś to zaliczałeś.
Następny!

Prawidłowe badanie wzroku do uzyskania prawa jazdy powinno obejmować:

-pełny wywiad okulistyczny, przebyte choroby, operacje oczu, historię okularową lub soczewkową,
-zmierzenie ostrości wzroku z korekcją i bez korekcji,
-pomiar ostrości wzroku w ewentualnie dobranej korekcji,
-badanie pola widzenia,
-badanie widzenia barw (wymagane przy pewnych kategoriach),
-badanie widzenia zmierzchowego,
-badanie wrażliwości na olśnienie.

Poniżej kody ograniczeń, które umieszczane są na dokumencie prawa jazdy:

01 – wymagana korekta i/lub ochrona wzroku,

01.01 – okulary,

01.02 – soczewki kontaktowe,

01.03 – szkła ochronne,

01.04 – szkło matowe,

01.05 – przepaska na oko,

01.06 – okulary lub soczewki kontaktowe.
Jeśli macie wadę wzroku, najkorzystniejszym zapisem będzie kod 1.06, ponieważ pozwala on zamiennie na stosowanie zarówno soczewek kontaktowych jak i okularów.

tea-1929135_1920
Osoby zmotoryzowane, z nieskorygowaną lub nieprawidłowo skorygowaną wadą wzroku, jadąc bez okularów lub też soczewek kontaktowych są poważnym zagrożeniem dla pozostałych uczestników ruchu drogowego. Zbyt późno dostrzegają znaki, nie rozpoznają ich, nie widzą również np. pieszych, nie zwracają uwagi na drobne, a jakże istotne szczegóły na drodze.
Opóźniona z tego powodu reakcja może wywołać gwałtowne manewry i niebezpieczne sytuacje.

Obecnie nie zawsze badania wzroku przeprowadzane u kandydatów na kierowców są rzetelne (mimo formalnego wymogu). Teoretycznie kierowcy wymagający korekcji wzroku powinni systematycznie odbywać kontrolne badania.

W rzeczywistości jednak regularnym badaniom wzroku poddaje się mały procent kierowców, zupełnie nie zdając sobie sprawy do jak poważnych konsekwencji może prowadzić taka ignorancja.

Kierowco! Dbaj o wzrok!
Szerokiej drogi!

Drugiej szansy nie będzie

Drugiej szansy nie będzie

Czy wiecie, że kilka dni temu z „optometeorologa” awansowałam na „ornitologa”?
Robi się coraz ciekawiej, będę Was informować na bieżąco!
Uśmiecham się w takich sytuacjach, bo wciąż zawód optometrysty jest z nazwy trudny do zapamiętania, a jednocześnie jakże bogaty w skojarzenia.

Teraz będzie mniej wesoło… Mam kilka pytań, ponieważ naszła mnie dzisiaj pewna refleksja.
Ilu z Was odbyło badanie wzroku w ciągu ostatniego roku?
A ilu z Was nie pamięta, kiedy ostatni raz było u specjalisty?

Zastanawiałam się ostatnio jak dotrzeć do pacjentów. Jak tłumaczyć i jakimi argumentami przekonywać, żeby temat zdrowia oczu nie był tak bagatelizowany jak jest obecnie. Czasem wydaje mi się, że nie zawsze termin „utrata wzroku” odbierany jest na poważnie. Zwykle raczej w stylu „to mnie nie dotyczy”.
Pytanie brzmi, czy chodzi o to, że ogólnie o siebie nie dbamy i ignorujemy swoje zdrowie, czy raczej dokładnie odwrotnie – dbamy o nie, zapominając o oczach (a raczej lekceważąc je).
Systematycznie pojawiają się pacjenci przyznający się:

„Ach proszę pani… ja to nie pamiętam, kiedy byłem ostatni raz na badaniu… może w 2012? Tak chyba tak… A nie! To był 2009! Jak ten czas leci!”

[Jeśli ten tekst przeczytają moi znajomi, to powiedzą „I kto to mówi…”. To fakt, był taki (dość długi) czas w moim życiu, kiedy omijałam wszystkich lekarzy i specjalistów szerokim łukiem. Wynikało to być może z sytuacji w jakiej się znalazłam jako małe dziecko. Systematyczne wizyty u kardiologów i wieczne problemy ze zdrowiem, niezliczona ilość angin oraz ostrych przeziębień. To wszystko spowodowało swego rodzaju „bunt”, który koniec końców nie wyszedł mi na dobre.]

Wracając do tematu…
ver%20la%20televisi_nTakie krótkie porównanie.
Kampanie nowotworowe są głośne, dużo się o nich mówi, są w mediach, na bilboardach, w prasie, w internecie…
Powtarza się bez przerwy, że najważniejsza jest profilaktyka, najważniejsze żeby się badać, ponieważ… na raka przecież można umrzeć.
A co z ryzykiem utraty wzroku?

Owszem reklam promujących krople do oczu, a także suplementy diety, znajdzie się dosyć dużo w telewizji. Pytanie brzmi – czy to wystarczy i co właściwie mają na celu?
Sprzedaż. 

Oczywiście to „fajnie”, że się człowiek z reklamy dowie, że ma plamkę żółtą w oku, lub że praca przy komputerze wysusza oczy… Ale reklama krzyczy głównie:

„Idź! Kup! Potrzebujesz!”.

A ja się pytam, gdzie się podziało: „Jak często badasz wzrok?”.

Kampanie dotyczące ochrony narządu wzroku obecne są w większości w salonach optycznych lub gabinetach lekarskich – ale jak ma się z nimi zapoznać  osoba, która się tam nie pojawia?

Popularna ostatnio w telewizji reklama ubezpieczeń na życie, przedstawia nam wizję przyszłości, jakiej możemy doświadczyć, jeśli zadbamy o swoje zdrowie oraz zabezpieczymy swoich bliskich na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia.

Dlaczego nie ma tego typu reklam dotyczących zdrowia naszego wzroku?
Przecież wiele chorób oczu, takich jak na przykład jaskra, potrafi przez bardzo długi okres czasu nie dawać żadnych objawów, a po cichu prowadzić do ślepoty.

JEDYNYM sposobem na zdiagnozowanie każdej choroby jest po prostu profilaktyka.
Ale według mnie zdecydowanie brakuje kampanii społecznych mówiących o ochronie narządu wzroku. Przypominających o systematyczności w wykonywaniu badań.

Tu również ogromna rola specjalistów, którzy powinni motywować swoich pacjentów do systematycznego wykonywania badań.

Zapewne w tym momencie sama nie brzmię wystarczająco przekonująco. Spróbujmy w inny sposób.

Zamknijcie oczy.
Wyobraźcie sobie, że obraz jaki widzicie już się nie zmieni.
Zostanie taki do końca życia.

Przygnębiające prawda?

Tak naprawdę trudno to sobie w ogóle wyobrazić.
Oczywiście nie zawsze jest tak, że osoba tracąca wzrok widzi w taki sposób jak zaprezentowany powyżej. Ale jeśli stopniowo zaczniemy tracić centralne lub obwodowe pole widzenia, to prędzej czy później obraz będzie wyglądał właśnie tak, jak ten.

Pamiętajcie – ogromna część chorób oczu nie boli. Kontrolne wizyty u specjalisty w celu pomiaru ostrości widzenia oraz zbadania dna oka po rozszerzeniu źrenic (a także sprawdzeniu stanu zdrowia poszczególnych struktur oka takich jak rogówka, tęczówka, czy soczewka) powinno się wykonywać RAZ W ROKU. Dla własnego dobra.

Być może ktoś napisze pod tym tekstem komentarz, że młodym ludziom wystarczy zalecać badania kontrolne raz na dwa lata, ale ja się jednak uprę, że lepiej wykonywać badania częściej.
Widziałam niedawno tęczówkę, na której PO SZEŚCIU MIESIĄCACH pojawiła się bardzo groźnie wyglądająca zmiana – pacjent został skierowany na dalszą diagnostykę. Wiek? 31 lat.

TotalEye-bodyBadanie zaszkodzić nam przecież nie może, więc wybranie się do specjalisty raz w roku nie powinno sprawiać dużych trudności.

Nie wspominam już nawet o użytkownikach soczewek kontaktowych.
Drodzy Pacjenci – (choć to wiecie  – mam nadzieję) dla Waszego dobra lepiej zaprzyjaźnić się z kontaktologiem i kontrolować stan zdrowia oczu tak często, jak to zalecone.
Omijając specjalistyczny gabinet można stracić szansę na wczesne wykrycie, zdiagnozowanie i być może wyleczenie choroby oczu.

Drugiej szansy nie będzie.
Dbajcie o wzrok!

 


Źródła zdjęć:

http://bit.ly/1X7QC88

http://nationwide.rocks/wp-content/uploads/2014/02/TotalEye-body.jpg

Optometrystą się jest, a nie bywa

Optometrystą się jest, a nie bywa

foropterTytuł tego wpisu zainspirowany jest tekstem z koszulki mojego przyjaciela, który dotyczył strażaków. Właściwie, to że „się jest, a nie bywa” powinno dotyczyć każdego zawodu. Zwłaszcza zawodów zajmujących się dbaniem o nasze zdrowie i życie.

Latem słyszałam opowieść o przesympatycznej pani doktor, która pojechała na wycieczkę grupową zorganizowaną przez miejskie biuro podróży. Pani doktor na co dzień jest lekarzem rodzinnym. Podczas wyjazdu jedna z uczestniczek straciła przytomność.
Nie wchodząc w szczegóły – pani doktor odmówiła udzielenia pomocy, podkreślając, że nie jest w pracy, a na urlopie i ma prawo do odpoczynku. Do dzisiaj uważam, że ktoś wtedy powinien był to zgłosić. Istnieje przecież przysięga Hipokratesa…

Tym wpisem zaczynam cykl tekstów, dotyczących prawidłowego badania wzroku. Prawidłowego podejścia specjalisty do pacjenta, prawidłowego schematu badania oraz doboru korekcji okularowej i soczewek kontaktowych.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele razy była potraktowana „hurtowo” i niedokładnie z tego względu, że nie wiedzą jak powinno wyglądać dobrze wykonane, pełne badanie.

Mam ogromną nadzieję, że informacje zawarte w kilku najbliższych wpisach pozwolą zastanowić się, których „specjalistów” omijać szerokim łukiem.

Jak zwykle zaczynam od opowieści. 

Mój Narzeczony, zanim się poznaliśmy, cztery lata badał wzrok i robił okulary w pewnej dość znanej firmie, której nazwy wymieniać tu nie będę, ze względu na to, że Jego przypadek nie musi świadczyć o tym, że firma ta w ogóle nie zatrudnia dobrych specjalistów. Mógł mieć po prostu sporego pecha.

Kiedy umówiliśmy się po raz pierwszy, moją uwagę zwróciły Jego przeraźliwie czerwone oczy. Wyglądały na bardzo zmęczone. Od słowa do słowa po jakimś czasie dowiedziałam się wreszcie, że obecna korekcja jest dużo silniejsza od poprzedniej.
Kazano Mu się „przyzwyczaić” i myślał, że tak po prostu musi być.
Gdybyście zobaczyli wszystkie Jego recepty okularowe… każda była inna.

Po tym, jak już zrobiliśmy Mu nowe okulary, w których teraz czuje się świetnie, postanowiłam nie odpuszczać i wybrać się do salonu, w którym do tej pory badano Mu oczy.
Kierowniczka powiedziała, że mają wykwalifikowanych specjalistów PO KURSACH. Z naciskiem na WYKWALIFIKOWANYCH.
Powiedziała jeszcze bajeczne :
„Widocznie pana wada wzroku bardzo często się zmienia i skacze”
(miała historię dotychczasowych korekcji… raz większa, raz mniejsza…, oś astygmatyzmu to już była totalna przypadkowość…).
Żeby nie robić większego zamieszania, nie poprawiałam pani kierownik, mówiąc, że po kursach to mogą mieć refrakcjonistów, a nie optometrystów.
Po długiej rozmowie i po jej telefonie do przełożonego powiedziała, że W DRODZE WYJĄTKU, pomimo, że okulary były wykonywane dawno, wstawią do tych samych opraw korekcję, którą przynieśliśmy na obecnej recepcie.
Sukces.
Ale na odchodne i tak podkreśliła, że po prostu jest to problem „skaczącej” wielkości wady. …

Ciekawe, kiedy teraz  ta Jego wada zacznie „podskakiwać” : )

Jeszcze lepiej wyglądała wizyta u okulisty kilka dni później. Trwała 12 minut, z zegarkiem w ręku. Siedziałam pod gabinetem i z ciekawości mierzyłam czas. Pani okulistka zdołała w tym czasie zebrać wywiad, zbadać ciśnienie, dobrać korekcję okularową (lepiej nie wspominać tu o jej wartości) i przepisać receptę na krople nawilżające (dostępne w aptece bez recepty). 12 minut.

To wszystko, co powyżej, to nie dlatego, żeby się nagadać i surowo ocenić „specjalistów”.
Chodzi o to, aby pacjentom uświadomić, że mają prawo wymagać czegoś więcej. Mają prawo zająć to minimum pół godziny w gabinecie.

Specjalistom przypomnieć, że to od nich zależy, czy pacjent będzie miał ochotę do nas wrócić, a przy tym systematycznie dbać o swój wzrok.
Jeśli raz zostanie potraktowany na zasadzie „im szybciej, tym lepiej” to nie tylko nie wróci do tego samego gabinetu, ale w ogóle nie będzie miał ochoty na kolejne wizyty u kogokolwiek.

To jak powinna wyglądać ta prawidłowa wizyta?

Specjalista powinien słuchać i obserwować pacjenta od momentu jego pojawienia się w drzwiach. Bardzo ważna jest rozmowa. Jeśli zobaczycie, że badający Was nie słucha lub nie przywiązuje specjalnej uwagi do tego, co mówicie, to już pierwszy sygnał, że coś jest nie tak.

Badanie wstępne

Na podstawie pierwszej rozmowy można już postawić wstępne rozpoznanie, dotyczące problemów pacjenta. Celem takiego wstępnego badania jest uzyskanie informacji na temat ewentualnie występujących nieprawidłowości wzroku. Specjalista może spostrzec występowanie wysokiej wady refrakcji, zaburzenia w ruchomości gałek ocznych, wady widzenia obuocznego, czy choroby oczu. Badanie wstępne to nie tyle konkretne pomiary, raczej jest to obserwacja pacjenta. Wielu specjalistów posiada również lampę szczelinową, która pozwala na ocenę stanu zdrowia poszczególnych struktur w oczach.

Badanie refrakcji

W tej części wizyty optometrysta mierzy, wykonuje już konkretne pomiary. Obejmują one zarówno ocenę kształtu rogówki, zmierzonego za pomocą keratometru jak i pomiar wielkości wady refrakcji. Wcześniejsza diagnoza postawiona podczas wywiadu i badania wstępnego jest zweryfikowana i uściślona właśnie podczas tego badania.
Specjalista może zbadać wstępnie pacjenta za pomocą autorefraktometru (o którym wspomniałam w jednym z poprzednich wpisów), ale dokładny pomiar wykonuje za pomocą foroptera i/lub kasety z zestawem szkieł próbnych, może również używać skiaskopu – najprościej mówiąc takiej latarki, którą badający świeci pacjentowi w oko, przesuwając ją od lewej do prawej i z powrotem, obserwując odblask światła w źrenicy pacjenta : ) (o skiaskopii napiszę cały osobny tekst, ponieważ jest to dość obszerny temat).

Badanie widzenia obuocznego

Po wykonanym badaniu wielkości wady refrakcji, wykonuje się badanie widzenia obuocznego. Jak napisałam powyżej, ewentualne problemy z tym widzeniem, można już podejrzewać podczas badania wstępnego. Żeby opisać dokładnie na czym polega to badanie, trzeba wyjaśnić wiele specjalistycznych słów takich jak forie, rezerwy fuzyjne, amplituda akomodacji … Chciałabym opowiedzieć o nich w jak najbardziej przystępny sposób, dlatego dokładnie wytłumaczę je przy, kolejnym z cyklu prawidłowego badania wzroku, wpisie o badaniu widzenia obuocznego.

DIAGNOZA

Optometrysta po wykonaniu wszystkich badań: po zebraniu wywiadu, po badaniu wstępnym oraz po sprawdzeniu stanu zdrowia oczu pacjenta wraz z badaniem refrakcji oraz tym ostatnim badaniem (o którym jeszcze dzisiaj za dużo nie napisałam, ale obiecuję to zrobić w najbliższym czasie), badaniem widzenia obuocznego, stawia diagnozę i decyduje się na odpowiednio dalsze postępowanie.
Nawiązując do tekstu „Optometrystą się jest, a nie bywa”…

Zdecydowana większość pacjentów trafiających do specjalistów od ochrony narządu wzroku potrzebuje badania optometrycznego. Problemy oczu na tle medycznym dotyczą zdecydowanej mniejszości. Dlatego tak ważny jest bardzo dokładny wywiad i badanie wstępne, podczas których optometrysta powinien sprawdzić z jakim problemem boryka się przychodząca do niego osoba.
Przede wszystkim ważne jest, żeby uświadomić sobie, że problemy wzrokowe mogą mieć naprawdę wiele różnych powodów i nie wolno lekceważyć niczego, co mówi pacjent.
Optometrysta jest specjalistą, którego można nazwać diagnostykiem. Dlatego jeśli traficie do dobrego optometrysty, będzie on w stanie nie tylko zmierzyć wadę refrakcji, ale i zdiagnozować zarówno choroby narządu wzroku, jak i na podstawie jego stanu, choroby ogólnoukładowe.

Dlaczego unikamy lekarzy i wizyt kontrolnych?

Wiadomo, że jeśli czujemy się ze specjalistą komfortowo i wiemy, że jest zaangażowany w wykonanie badania, to dużo chętniej wrócimy do niego na wizytę kontrolną.
Wiem jak można się czuć.
Ostatnio byłam na wizycie u pani neurolog, która stwierdziła, że nie interesują jej żadne inne „dziwne objawy” poza bólami głowy, bo ona jest neurologiem i nie zna się na niczym więcej (nie żartuję, naprawdę zrobiła sobie taką reklamę). Wypisała mi w końcu skierowanie na tomografię komputerową, żebym się „uspokoiła”, bo po „popukaniu” mnie młoteczkiem w kolana miała stu procentową pewność, że uraz głowy jakiego doznałam rok temu, kiedy miałam wielkiego guza na samym czubku głowy, nie spowodował żadnych obrażeń.
Nie docierały moje zapewnienia, że nie przyszłam do lekarza po diagnozę „umierasz”,  ale że owszem, chciałam usłyszeć, że wszystko jest w porządku. Skierowanie na tomografię dostałam z tak zwanej „łaski” i w stylu „masz, wyjdź i uspokój się”.  Oczywiście z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nikt z nas na pewno nie nudzi się w życiu na tyle, żeby dla przyjemności i rozrywki biegać po lekarzach i wymyślać sobie ciężkie choroby.

Dlatego jeśli trafiłeś do okulisty (lub optometrysty) , który „potraktował cię” w 12 minut, zastanów się proszę nad powtórzeniem wizyty u innego specjalisty. Szukaj do skutku. Nie zrażaj się. Pamiętaj, że trzeba badać wzrok. Zdaję sobie sprawę, że taka jedna nieudana wizyta może być demotywująca, ale uwierz, że zdrowie Twoich oczu jest warte poświęcenia dodatkowego czasu na znalezienie „tego jedynego” najlepszego specjalisty.

W kolejnym wpisie postaram się Wam bardzo zrozumiale przedstawić schemat obowiązującego w Polsce standardu badania optometrycznego,  opracowanego przez Polskie Towarzystwo Optometrii i Optyki.

Wy do skutku szukajcie idealnego specjalisty, a ja do skutku (aż wejdzie wszystkim w nawyk) będę przypominać o regule 10/10/10 oraz o mruganiu – do dzieła : )

Skierowanie do okulisty

Skierowanie do okulisty

Skierowanie do okulistyNowy Rok już za dwa dni, dlatego tym, którzy jeszcze nie słyszeli, przekazuję (dość popularną w mediach) informację dotyczącą wizyt u lekarza okulisty, do którego przez ostatnich 15 lat mogliśmy dostać się bez skierowania. W styczniu wchodzi w życie pakiet ustaw onkologiczno-kolejkowych. W związku z tym od Nowego Roku 2015, aby dostać się do okulisty (a także dermatologa) będzie potrzebne skierowanie od lekarza POZ.