Podziel się przestrzenią, czyli rzecz o hulajnogach

Podziel się przestrzenią, czyli rzecz o hulajnogach

Hulajnogi.

Któż z nas nie zna tego niesamowitego jednośladu!

Wiele lat temu ich obecność elektryzowała podwórkowe społeczności („ej, daj pojeździć!”), dziś z kolei to elektryczne hulajnogi elektryzują społeczność miejską. Na pierwszy rzut oka – fantastyczna sprawa. Podobnie jak rowery miejskie, sprawa opiera się na przedpłacie, korzystaniu z aplikacji, przyspieszamy tempa i to jeszcze w ekologicznym duchu! Prawdziwe szaleństwo! Cóż – prawda jest, niestety, bardziej złożona. Co do szybkości – znam osobiście osobę, która zaliczyła przysłowiową „glebę”, bez spektakularnego rozpędzania się. Ale w porządku – kwestia techniki. Natomiast to, co z jednej strony jest atutem, czyli brak wskazanych stacji parkingowych i możliwość odstawienia hulajnogi praktycznie w dowolnym miejscu, jest jednocześnie zagrożeniem. Dlaczego? Otóż pojawia się tu problem myślenia i empatii. A ściślej – braku tychże.

Wyobraźcie sobie sytuację: hulajnoga nagle gaśnie, sygnalizując użytkownikowi koniec przedpłaconego kredytu. Co robić? W teorii i wg wytycznych dostawcy sprzętu i usługi, hulajnoga winna być parkowana na chodniku od strony ulicy. Aby odkryć tę prawdę, trzeba nie tylko kliknąć znajomość regulaminu, ale jeszcze przeczytać go. Dlaczego akurat to miejsce? To dość proste, choć nie dla każdego. Ta strefa jest rzadziej oblegana przez spacerowiczów, rowerzystów i… właśnie! Osoby z niepełnosprawnościami!

Od początku roku wnikliwie śledzę temat, robiąc dokumentację, którą skwapliwie dzielę się na moim fanpage’u #ścieżkadostępu – podziel się przestrzenią!

No właśnie. Jak to jest z tym dzieleniem się? Wszakże przestrzeń publiczna powinna być absolutnie dostępna, przynajmniej na miarę możliwości. W takim razie ja podzielę się z Wami pewną prawdą objawioną: każdy z nas ma ogromny wpływ na kształt tej przestrzeni. Na to, czy będzie ona przyjazna. Każdy – poprzez codzienne, małe gesty. Jednak gdy widzę porzucone na środku chodnika hulajnogi, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten przywilej jest całkowicie ignorowany. Co jednak, kiedy życie, tak przewrotne, okaże się złośliwe dla nas? Kiedy to my lub osoba nam bliska będziemy musieli borykać się z przeszkodami, utrudnieniami? Wtedy nasza optyka nieco się zmienia. Pomstujemy, ganimy, ale nie pamiętamy, gdy widzieliśmy świat wyłącznie do odległości czubka własnego nosa.

fotografia: Alexey Topolyanskiy

Do rzeczy jednak – w samej Warszawie jest 1000 (szacunkowe dane) hulajnóg elektrycznych. To całkiem sporo nawet jak na dużą aglomerację. Te same hulajnogi znajdziemy jeszcze w kilku dużych miastach w Polsce. I w każdym z tych miast pojawia się ten sam kłopot. Brak umiejętności odstawiania jednośladów. Są one porzucane lub nawet porozrzucane, czyli zamiast trzymać dumnie pion, wolą zostać przeszkodą w poziomie. I teraz docieramy do sedna. O ile ja, osoba widząca, Ty, drogi czytelniku, cieszący się jakkolwiek dobrym wzrokiem, masz szansę ominąć ten całkiem duży sprzęt z niesmakiem lub ignorancją, o tyle moi niewidomi znajomi mogą mieć problem. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że idziesz dziarskim krokiem przez ruchliwą ulicę w towarzystwie białej laski. Obok przechodzą ludzie, pada śnieg, słychać klaksony aut, otwierane drzwi kawiarni, z której wydobywa się przyjemny dla nozdrzy aromat… Czujesz to? Miło… Idziesz akurat na spotkanie w sprawie pracy, wymarzonej, ciekawej, dobrze płatnej… Cudowny poranek, wszystko musi się udać… Aż tu nagle – bach! Huk, łomot, trzask. Może to złamana laska? A może potłuczone żebra? Co tu się właśnie wydarzyło?

Wyjaśniam, drogi czytelniku. Właśnie z impetem wpakowałeś się w stojącą dumnie, na środku ulicy hulajnogę elektryczną, którą kilka godzin temu ktoś beztrosko zostawił. Dlaczego? Bo przestała jeździć. Po prostu. Dlaczego nie przyszło do głowy przestawienie jej gdzieś w bok? Bo nie. Bo do tego trzeba używać i serca, i rozumu. Świat nie składa się tylko z ludzi, którzy dumnie korzystają z takich zasobów miejskich. Świat to też ludzie niewidomi, słabowidzący, starsi, na wózkach inwalidzkich. Mam rację?

51944602_549196832246486_8203060138592960512_n

Wróćmy jednak do naszego nieszczęśnika. Taki wypadek z hulajnogą może skończyć się na kilka sposobów – w najlepszym przypadku siniakami. Wersja nieco mniej entuzjastyczna to połamana laska. Nie tylko koszt – około 150 zł., ale gotowa recepta na brak możliwości swobodnej orientacji w przestrzeni. Wyobrażasz sobie osobę niewidomą poruszającą się „po omacku”? Oczywiście – prawdopodobnie da się. Wówczas trzeba niemalże żebrać o uwagę, o ogarniętego rozmówcę, przewodnika, który poświęci czas. Ogromny dyskomfort. Pamiętasz czytelniku, że nasz bohater zmierzał właśnie na rozmowę o pracę? No właśnie. Być może wcale nie uda się mu dotrzeć i oczywiście, powiadomi o nieobecności, ale umówmy się – to nie jest dobry start. Co jeszcze może być przykrą konsekwencją takiego bliskiego spotkania z hulajnogą? Obtłuczenia, połamane zęby, kończyny… Czy muszę dopowiadać, co za tym idzie? Nie sądzę. Sytuacja jednak może skończyć się naprawdę dramatycznie. Dlaczego? Bo ktoś po prostu był bezmyślny i skupiony wyłącznie na sobie.

52426912_371848850315132_3330178179435331584_n

Jak więc pogodzić potrzebę korzystania z hulajnóg, które – same w sobie są ciekawym rozwiązaniem i tak, jak napisałam, na pewno dobrze wpisują się w proekologiczny nurt, który z całą pewnością jest palącą potrzebą dużych miast z potrzebami mieszkańców lub turystów z dysfunkcją wzroku?

Oto proste rady:

– nie jesteś sam/a – zastanów się, czy Twoje działania nie wpłyną negatywnie na komfort korzystania ze wspólnej przestrzeni innych osób;

– korzystając z hulajnogi odstaw ją na chodnik w pobliżu ulicy, tak, aby dać dostęp do komfortowego korzystania z jego centralnej części. W ostateczności można postawić hulajnogę przy ścianie, choć opcja przeciwna, czyli przy ulicy jest bezpieczniejsza – niewidomi unikają hałasu, w związku z potrzebą orientacji. Niewiele osób będzie poruszało się przy ścianie, ale jednak bywają podobne przypadki.

– nie kładź hulajnogi. Pozostawiona w pionie jest bezpieczniejsza, mimo wszystko.

– jeśli widzisz porzuconą hulajnogę – odstaw ją. To zajmie chwilę, a może uratować czyjeś zdrowie.

– przekaż te informacje innym, zajrzyj na facebookową stronę #ścieżkadostępu – podziel się przestrzenią!

52528694_2295997410637163_8011657068530368512_n

Całkiem logiczne, prawda? Wszystko zaczyna się i kończy na myśleniu. I ważna uwaga. Żadna ze znanych mi osób niewidomych nie próbuje walczyć z hulajnogami jako takimi, nie żąda, aby zniknęły z przestrzeni miejskiej. Jedyne, o co wnoszą, to potrzeba wyrobienia zdrowych społecznie nawyków. Na tym polega właśnie tworzenie obywatelskich postaw. To powinno być absolutnie naturalne. Skoro jednak nie jest, warto o tym pisać i mówić.

Podziel się przestrzenią.

Małgorzata Szumowska
Dyrektor Niewidzialnej Wystawy

IMG_0332

 

 

 

 

 

 

 

 

________________

Kilka słów  od autorki bloga:
Moi Drodzy, temat dostępności przestrzeni jest bardzo ważny. Małgosia powiedziała o hulajnogach już wszystko i właściwie nie miałabym nic do dodania, ale proszę Was tylko o to, abyście rozesłali ten wpis do znajomych. Niech zapadnie w pamięć, niech da do myślenia. Tylko współpracując razem możemy stworzyć przestrzeń dostępną dla wszystkich. Liczę na Waszą pomoc, na nasze wspólne działanie!
J.

_______________

zdjęcie wyróżniające: Markus Spiske
fotografia Warszawy: Alexey Topolyanskiy

/ Unsplash

Eye Care Conference – październik 2018

Eye Care Conference – październik 2018

Czy wiecie, że 11 października 2018 roku po raz kolejny obchodzić będziemy na całym świecie największe święto wszystkich specjalistów ochrony widzenia – Światowy Dzień Wzroku, natomiast kilka dni później 15 października – Międzynarodowy Dzień Białej Laski?
Z tej właśnie okazji postanowiłam podjąć się zorganizowania zupełnie nowej konferencji, dotyczącej wzroku, naszego widzenia, a także optometrii i optyki w Polsce.

Zapraszam Was serdecznie do udziału w konferencji Eye Care Conference – Dbaj o wzrok, która odbędzie się w dniach 20-21 października 2018 roku w Warszawie!

ECC2018
Konferencja podzielona została na dwa dni.
> Pierwszy dzień przeznaczony jest dla specjalistów – okulistów, optometrystów, optyków, ortoptystek oraz studentów tych kierunków.
> Drugi dzień zaś dla wszystkich Was, którzy chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat zdrowia oczu, wad wzroku, laserowej korekcji tych wad, soczewek okularowych, soczewek kontaktowych itd. – słowem najważniejsze i najcenniejsze informacje dotyczące wzroku i możliwości jego korekcji oraz najnowszych rozwiązań technologicznych.
Powolutku i stopniowo będziemy przedstawiać Wam naszych prelegentów, gości, patronów edukacyjnych wydarzenia (którzy są naprawdę WYJĄTKOWI) oraz szczegółowy plan konferencji.
Oczywiście o wszystkim będziemy informować tutaj na stronie, na Facebooku oraz na Instagramie.

Patronem medialnym konferencji jest jedyny i niezastąpiony Branżowy Dwumiesięcznik OPTYKA.

Przed nami wiele kolejnych tygodni ciężkiej pracy, ale wiem, że warto, bo robimy to wszystko DLA WAS.
Szczegółowy program konferencji dostępny będzie już wkrótce na stronie
26982406_1783894774967965_1966520867_o
Niewidzialna Wystawa w Warszawie

Niewidzialna Wystawa w Warszawie

Kiedy napiszę „zamknij oczy”, nie będziesz mógł przeczytać dalszej części tekstu, dlatego najpierw przeczytaj co chciałabym żebyś zrobił, a dopiero później… rzeczywiście zamknij oczy.
Kiedy je zamkniesz, zastanów się co widzisz… Poczekaj kilka sekund, przeanalizuj ten obraz…
Następnie spróbuj wyobrazić sobie, że to, co widzisz to jedyny obraz, jaki będziesz w stanie oglądać do końca życia… Tak, jakbyś nie mógł już otworzyć oczu… Możesz dodatkowo zgasić światło w pomieszczeniu, w którym się znajdujesz i zrobić dokładnie to samo.
Zastanów się, jak się czujesz… Wyobraź sobie, że musisz wyjść z domu, zejść po schodach, wyjść na ulicę, zadzwonić do mamy, wsiąść do autobusu, spotkać się ze znajomymi, zrobić sobie kawę…

To jest ten moment – zamknij oczy. Na kilka minut. Zastanów się nad tym, co właśnie przeczytałeś, wyobraź sobie to wszystko… Wróć za chwilę do tego tekstu…

czarne pole

 

Jak było?
Jak się czujesz?
Udało Ci się wczuć w sytuację?
Domyślam się, że nie do końca.
Wiesz dlaczego? Dlatego, że masz świadomość, że możesz otworzyć oczy. Masz pewność, czujesz się bezpiecznie. Przecież zamykasz oczy każdego dnia wieczorem, kiedy kładziesz się spać.

Być może pamiętacie moją relację z wystawy Lazy Eye (części pracy magisterskiej Aleksandry Stodulskiej). Jeśli nie, zapraszam do przeczytania (TUTAJ). Miałam to niesamowite szczęście, które faktycznie czasem mi towarzyszy w życiu, że wybrałam się na tę wystawę dokładnie tego dnia i o tej godzinie, o której powinnam. Dzięki temu tam na miejscu poznałam Łukasza.

Łukasz Słowik – niedowidzący, przewodnik na Niewidzialnej wystawie, autor inicjatywy Opisujemy na rzecz dostępności grafik w sieci (więcej o tej inicjatywie na blogu już za kilka dni) oraz opiekun największej społeczności w Polsce Niewidomi i Niedowidzący: Bądźmy razem! Oprócz tego działa w ramach lub kieruje innymi pomniejszymi akcjami. Żywo zainteresowany dostępnością przestrzeni publicznej, urodzony optymista i aktywista. W wolnym czasie kolejowy podróżnik.

Niewidzialna Wystawa, znajdująca się w Warszawie, obok Placu Zawiszy, to miejsce szczególne… bardzo wyjątkowe. To interaktywna podróż po niewidzialnym świecie. Świecie, który dla części naszego społeczeństwa jest codziennością.
Nie musisz zamykać oczu, wszystko co musisz zrobić to… zaufać Twojemu przewodnikowi. Przewodnicy po Niewidzialnej Wystawie to osoby niedowidzące lub niewidome. Oprowadzając Cię po wystawie, przedstawiają Ci swój własny świat.
Możesz mi wierzyć – ta wystawa zmieni Twoje podejście do życia.
Być może wiesz o tym, że 80% informacji o otaczającym nas świecie uzyskujemy za pomocą zmysłu wzroku. Oczywiście w przypadku prawidłowego widzenia, kiedy mózg potrafi widzieć oczami i kiedy z tymi oczami wszystko jest w porządku.
Gdybyś jednak był osobą niewidomą, te 80% informacji musiałoby zostać wypełnione przez inne zmysły. Słuch, dotyk, czy węch…

Na Niewidzialnej Wystawie przez godzinę będziesz osobą niewidomą, osobą, która do odbioru otaczających ją warunków używa wszystkich innych zmysłów, poza zmysłem wzroku.
Byłam tam… prowadził mnie ciepły, kojący i bardzo uspokajający głos Łukasza… Na co dzień niesamowicie boję się ciemności. Jest to tak paraliżujący strach, że kiedy jestem sama w mieszkaniu w nocy, muszę mieć włączony telewizor w salonie, zamknięte drzwi do sypialni i jakieś choćby najmniejsze światełko w pokoju…
Ja, osoba, która reaguje paraliżem całego ciała na bezwzględną ciemność, poszłam zwiedzić Niewidzialną Wystawę.
Emocje jakie mi towarzyszyły bardzo trudno opisać… Nie mogę Wam zdradzić, czego możecie się tam spodziewać. Dlatego, że wystawa i Wasze jej przeżywanie, straciłyby wtedy sens. Oczywiście nie jest to żaden dom strachu – nikt Was nie będzie łapał niespodziewanie za szyję, nikt nie będzie wyskakiwał zza rogu z wyszczerzonymi zębami.
Dla mnie wystawa była tak emocjonalna, że mogę się teraz przyznać do tego, czego tam na miejscu nikt nie widział… Były momenty, kiedy łzy leciały mi ciurkiem.
Najważniejsze jest to, aby możliwie jak najbardziej wczuć się w sytuację. Zastanowić się nad swoim zachowaniem, nad wrażeniami, nad pewnością siebie, nad otoczeniem…
Wystawa ma pokazać codzienne życie osób niewidomych, ma nam uświadomić jak „patrzą” na świat, ma nas nauczyć jak postępować, kiedy jesteśmy im potrzebni, kiedy naprawdę możemy pomóc, a kiedy w rzeczywistości tej pomocy od nas nie oczekują.

Na Niewidzialną Wystawę można udać się z dziećmi. Przeznaczona jest ona dla maluchów powyżej 8 roku życia. Uważam, że w życiu dziecka tego typu doświadczenie przydaje się bardzo. Uwrażliwia, ale również przestrzega. Uczy pewnych zachowań. Uczy emocji i empatii.

Jeśli mieszkacie w Warszawie, a jeszcze tam nie byliście – koniecznie, naprawdę koniecznie się tam udajcie. Niech to będzie plan na najbliższy weekend.
Jeśli nie mieszkacie w stolicy to postarajcie się zaplanować wizytę w tym miejscu przy najbliższej okazji. Naprawdę.
Tym bardziej, że w życiu dzieją się różne sytuacje. Być może kiedyś ktoś z Waszej rodziny, czy najbliższego otoczenia stanie się osobą niedowidzącą lub niewidomą. Czasami nie mamy wpływu na rozwój choroby lub nieszczęśliwe losowe wydarzenia.
W tym momencie również przypomnę Wam, że wiele zależy również od Was. Są choroby wzroku, które nie bolą, a które, jeśli nie zostaną wykryte w odpowiednim momencie, mogą spowodować pełną lub częściową utratę wzroku. Dlatego właśnie warto regularnie go badać. Warto o niego dbać.
Warto wybrać się na Niewidzialną Wystawę…

Ja z pewnością powtórzę to doświadczenie. Jestem pewna, że za drugim razem będę zwracać uwagę na kolejne, inne aspekty, na które nie potrafiłam jej zwrócić ze względu na ilość towarzyszących mi za pierwszym razem emocji…

„Oczy jedzą” – Restaurant Week Polska, Warszawa 2017

„Oczy jedzą” – Restaurant Week Polska, Warszawa 2017

Bardzo często mówimy „oczy by jadły, ale…” dokończcie wedle uznania.

„Je się również oczami. W obecnych czasach przywiązuje się dużą wagę do wyglądu posiłków. Na podstawową estetykę stołu składają się dwa czynniki: przyjemny wygląd samej potrawy oraz dekoracja stołu. Eleganckie nakrycie zachęca nie tylko do jedzenia, ale i do rozmowy m.in. o staraniach gospodarza, by posiłek prezentował się wspaniale. Współcześnie producenci wychodzą naprzeciw potrzebie estetycznej żywności. W krajach zachodnich coraz częściej projektuje się jedzenie. Oznacza to, że przed walorem smakowym danego produktu stawia się jego wygląd. Na podstawie badań marketingowych, firmy spożywcze kreują swoje produkty, począwszy od koloru, smaku, kształtu i dźwięku, a skończywszy na opakowaniu. Te zmienne są podstawowymi wyznacznikami estetyczności jedzenia.”  Magazyn Pepper, marzec 2014

Od 21 do 30 kwietnia w Polsce odbywał się Restaurant Week, który właśnie dzisiaj się zakończył.

Restaurant Week to Festiwal Najlepszych Restauracji, trwający przez cały tydzień. W centrum zainteresowania są oczywiście restauracje biorące w nim udział, ale dodatkowo towarzyszą mu również warsztaty kulinarne, pokazy, spotkania, rozmowy i spektakle – słowem jest to wydarzenie kulinarne, bardzo wartościowe również pod względem kulturowym.

Podczas Restaurant Week możemy zarezerwować stolik dla wybranej ilości osób w jednej z restauracji biorących udział w wydarzeniu i zamówić menu festiwalowe w równie festiwalowej cenie. Za tegoroczne menu składające się z 3 dań: przystawki, dania głównego oraz deseru zapłaciliśmy 39zł!
W wybranym przez nas miejscu możemy przebywać 90 minut. Jest kilka wariantów czasowych na zarezerwowanie stolika tak, aby jak najwięcej gości mogło spróbować smaków kuchni danej restauracji. Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie – dzięki temu nie ma sytuacji, w których wszystkie stoliki są zajęte, a goście po skończonej kolacji przesiadują w restauracji przez cały wieczór z kieliszkiem wina lub kawą. 90 minut to idealny czas na przyjemny relaks i zaspokojenie kubków smakowych.

Udział w tym Festiwalu po raz pierwszy zaproponował mi mój M. rok temu, kiedy mieszkałam jeszcze w Trójmieście. Zabrał mnie wtedy do bardzo klimatycznej restauracji Panorama w Gdyni. Przysięgam, że nigdy nie zapomnę smaku kremu kukurydzianego, który wtedy podano nam na przystawkę oraz pięknego widoku na morze w Gdyni, rozciągającego się z okien. Wszystkim odwiedzającym Trójmiasto serdecznie polecam to miejsce.
Przechodząc do tegorocznego Festiwalu – ponownie przypomniał mi o nim mój M. i zabrał na pierwszą romantyczną kolację w Warszawie. Skoro już wiedziałam, że wydarzenie trwa przez cały tydzień, postanowiłam wykorzystać go możliwie maksymalnie. Odwiedziłam cztery restauracje. Ostatnią kolację zjadłam… dzisiaj.

 

FOCACCIA RISTORANTE

Restauracją, od której rozpoczęliśmy Restaurant Week była Focaccia Ristorante przy ulicy Senatorskiej 13/15.
Jak zapewne się domyślacie jest to restauracja włoska. Szefem kuchni jest w niej Michał Rajewski.

Ponieważ pojawiliśmy się pół godziny za wcześnie, obawiałam się, że będziemy skazani na spacer, a pogoda naprawdę temu nie sprzyjała – było bardzo deszczowo. Ku naszemu zaskoczeniu, przemiły Pan Kelner poprosił o chwilę cierpliwości i przygotował nam stolik przed czasem, a kiedy restaurację opuścili pierwsi goście, pozwolił nam zmienić miejsce na bliższe kuchni, w której kucharze przygotowywali potrawy.

Wybraliśmy Menu numer 2

Przystawka
Crema di pomidori rosa – Krem z pomidorów malinowych, bazylią fioletową, dymką i ogórecznikiem

Danie główne
Spaghetti all’aglio orsino – Spaghetti z Pesto z czosnkiem niedźwiedzim i parmezanem

Deser
Gelato di yogusrt al. Raparbaro – Rabarbarowe marshmallow z lodami jogurtowo – rabarbarowymi i różą damasceńską

Krem z pomidorów był ogromnym zaskoczeniem. Kelner poinformował nas, że ze względu na dodanie truskawki i wykorzystanie wielu rodzajów pomidorów, temperatura zupy jest nieco niższa niż zazwyczaj w przypadku kremów. Oczy jadły – jak widzicie po zdjęciach, a jej smak? Coś nieprawdopodobnego. Miałam wrażenie, że każdy składnik był wyczuwany osobno, temperatura dania dla mnie była wprost idealna. A podanie bardzo eleganckie.

20170422_191810

Wykonanie prawdziwego włoskiego makaronu to nie lada wyzwanie. I tu niskie ukłony dla kucharzy restauracji – spaghetti było idealne. Przez chwilę przed podaniem zastanawiałam się, czy wybór menu był dobry, ze względu na potrawę mięsną w pierwszej opcji, ale jak tylko zobaczyłam danie, nie mówiąc już o chwili, kiedy go spróbowałam, wszelkie wątpliwości minęły. Pesto z czosnkiem niedźwiedzim było pyszne, delikatne, zbalansowane, ale nie nudne. Czasami w różnych miejscach porcje makaronu są tak duże, a dodatki tak nijakie, że kończąc jedzenie nie delektujemy się już smakiem i czujemy się przejedzeni. Tu było dokładnie odwrotnie, smak był wyśmienity do samego końca, porcja była idealna, a podanie… Sami oceńcie.

20170422_193100
Największym zaskoczeniem był deser. Obawiałam się o marshmallow w jego składzie, ponieważ nie umiałam sobie wyobrazić tego połączenia i bałam się również zbyt intensywnej słodyczy.
Jeśli mówimy, że „oczy jedzą” to zdecydowanie w tej sytuacji najadły się do syta. Lody jogurtowe z kruszonką pod pyszną pianką, ozdobioną jadalną różą damasceńską oraz otoczoną syropem rabarbarowym – oczy w niebie, kubki smakowe w niebie, wszystko w niebie. Słodkie, kruche, ciepłe, zimne, kwaśne – efekt wspólny – niesamowity.

20170422_194858

Kolację w Focaccia Ristorante można opisać krótko w ten sposób – Uczta dla oczu, uczta dla ciała, uczta dla ducha. Przepyszne dania, bardzo ciepła i przyjemna atmosfera, bardzo życzliwa obsługa oraz, co najważniejsze, włoskie smaki podane w eleganckim nowoczesnym stylu.

 

Wtrącenie

Jeszcze tego nie napisałam, ale… na cztery miejsca, które odwiedziłam, trzy z nich były restauracjami włoskimi. Musicie mi to wybaczyć. Może powiecie, że od tego jest Restaurant Week, aby poznawać inne smaki i kuchnię innych kultur, ALE… jestem absolutnie zakochana we Włoszech i Włoskim jedzeniu.

906730_658637154169258_714032740_oWe Włoszech byłam już wiele razy, a do kolejnego wyjazdu został już niespełna miesiąc!
3 lata temu zrobiłam sobie prezent na urodziny i wyjechałam całkiem sama na ponad tydzień do Toskanii.
Mieszkałam w pokoju typu B&B u przesympatycznego Włocha, zjeździłam pociągiem najbardziej popularne toskańskie miasteczka, spacerowałam słuchając włoskiej muzyki i… jadłam.
Dlatego proszę o wyrozumiałość, mój Restaurant Week był po prostu Italian Restaurant Week’iem.

 

TRATTORIA MURANO

Na kolejną włoską kolację wybrałam się z przyjaciółką. Szefem kuchni w restauracji Trattoria Murano jest Jakub Bondziul, a lokal znajduje się w bardzo nowoczesnej i biznesowej lokalizacji, przy ulicy Pokornej 2.
Przy dokonywaniu rezerwacji poprosiłam o stolik przy oknie i taki też otrzymałyśmy.
Wystrój restauracji jest dosyć nietypowy, jak na restaurację włoską – dość minimalistyczny. Duże wrażenie robi oświetlenie lokalu. To, co od razu zwróciło naszą uwagę to cudowna włoska muzyka, która wprawiała w naprawdę włoski nastrój.
Wybrałyśmy z przyjaciółką menu drugie

Przystawka
Świeże pomidory, soja, mozzarella di bufala, ciabatta, dressing bazyliowy

Danie główne
Chrupiące udko z kurczaka, batat, rozmaryn, jarmuż, białe wino

Deser
Pudding ryżowy, lody o smaku solonego karmelu, kruszonka, orzechy

Przystawka na pierwszy rzut oka? Pomidory, mozzarella… Wyobrażałam sobie, że zaserwowana zostanie Caprese. A tymczasem? Bardzo pozytywne zaskoczenie, choć w składzie podanym w menu nie było groszku cukrowego oraz oliwek, a obu składników było w tej przystawce całkiem sporo. Muszę jednak przyznać, że to było naprawdę, naprawdę bardzo smaczne danie. Choć wydaje mi się, że jednak zostało odrobinę zmodyfikowane w porównaniu do tego, które było podane na stronie przy rezerwacji stolika.

20170427_194111

20170427_194115

Danie główne było, powiedziałabym szczerze, dosyć „skromne” jeśli chodzi o jego ilość. Gdybym była bardzo głodna prawdopodobnie bym się nie najadła, co nie jest raczej cechą charakterystyczną dla klimatów włoskich. Sałatka z jarmużu była całkiem smaczna, ale kwaśna i moje kubki smakowe miały spory problem, żeby jej smak połączyć z delikatnym kurczakiem i kremem z batata. Skórka kurczaka była cudownie chrupiąca i gdyby nie to, że porcja była mała to naprawdę kurczak był wyśmienity, poza tym, że jego smak został przyćmiony przez rozmaryn, którego w jego połowie było bardzo dużo.
Czyli podsumowując ten pyszny i idealnie przygotowany kurczak byłby naprawdę świetny, gdyby nie mała porcja dodatkowo podzielona na pół ze względu na zabijający smak rozmaryn w jednej jego części. Co nie znaczy, że całość mnie zawiodła. Nie. Danie było przyjemne, ale następnym razem zamówię raczej podobną przystawkę niż danie główne.

20170427_195703

20170427_195724
Za to deser! O tak. Kubki smakowe były w niebie. Pudding ryżowy z kruszonką i orzechami, a do tego lody o smaku solonego karmelu! Ten deser naprawdę bardzo chętnie zjadłabym jeszcze niejeden raz!

20170427_202411

Dodatkowo ogromny plus za lemoniadę – prawdziwa kwaśna, powiedziałabym wręcz, że… maksymalnie kwaśna, z dużą ilością cytryny – ale to jest właśnie taka lemoniada, jaką ja naprawdę uwielbiam.
Trochę mi było przykro, że kelner nie opowiadał o daniach tak, jak w poprzednim miejscu. Wyglądał na bardzo zmęczonego i mało optymistycznego, ale był kulturalny i obsługa była naprawdę bardzo płynna i na wysokim poziomie.
Podsumowując – kolacja bardzo smaczna, chętnie w przyszłości odwiedzę jeszcze raz to miejsce i Was również zachęcam.

 

SZKLARNIA

Na dzień przed zakończeniem Festiwalu, wybrałam restaurację znajdującą się w Soho Factory przy ulicy Mińskiej 25. Szefem kuchni jest tam Natalia Huzarewicz. Tym razem zarezerwowałam stolik dla siebie i Męża i wybrałam obie wersje menu – dla spróbowania, ponieważ obie były interesujące, a wiecie jak to jest – z Mężem zawsze można się powymieniać…
Na kilka godzin przed wyjściem do restauracji, zadzwoniliśmy z pytaniem, czy możemy przyprowadzić ze sobą dodatkową osobę, która zamawiać będzie po prostu dania z karty, a nie dania festiwalowe. Uzyskaliśmy informację, że możemy przyjść we troje i tak też zrobiliśmy.

Opis obu menu:

Menu 1
Przystawka
Pasztet z zająca na grzance z oliwą rozmarynową, korzenny mus wiśniowy z chilli

Danie główne
Pierś z kurczaka kukurydzianego z pomidorowym tagliatelle, sosem serowym i salsą z pomidorów malinowych

Deser
Beza z kremem waniliowym i truskawkami

Menu 2
Przystawka
Krem z brukwi z oliwą chili, mascarpone i chipsami jabłkowymi

Danie główne
Gnocchi z czosnkiem niedźwiedzim z pieczoną brukselką, orzechami i konfitowanym żółtkiem

Deser
Sernik nowojorski z polewą mango

W tym przypadku zacznę trochę od tyłu. Od dwóch deserów. Sernik nowojorski z polewą mango był absolutnie pyszny. Nie wiem, czy jest pieczony na miejscu, czy dostarczany przez cukiernika, ale naprawdę – smak perfekcyjny, a polewa mango idealna.

20170429_202023

Jeśli chodzi o bezę – bardzo klasyczny deser i równie klasycznie można go popsuć. Nie był popsuty w tym przypadku, ale nie był również idealny, beza była odrobinę gumowa, ale naprawdę odrobinę. Biorąc pod uwagę odległość w jakiej w stosunku do Szklarni znajduje się restauracja, w której podają bezy wprost idealne, warto postarać się o perfekcyjne wykonanie deseru albo go po prostu nie podawać. A ponieważ chciałabym, żeby opinia była szczera, to szczerze przyznaję, że beza mimo dobrego smaku, idealna nie była.

20170429_202035

Nasze dwie przystawki to krem z brukwi oraz pasztet z zająca. Pasztetu było bardzo mało, ale był smaczny, choć na co dzień nie jem takich wynalazków – smak był niezły, natomiast grzanka była bardzo tłusta. Krem dla mnie był za ostry, więc oddałam go mojemu M., ale smak był ciekawy i naprawdę dobry.

20170429_194356

20170429_194400
I w tym momencie niestety kończą się już pozytywne słowa na temat wieczoru spędzonego w Szklarni.
Przyznaję – jestem zawiedziona. Ponieważ często bywam na terenie Soho Factory w innej restauracji, jakiej – pewnie się domyślacie, ale jeszcze tu o niej wspomnę – przechodziłam wielokrotnie obok Szklarni i bardzo często zwracałam uwagę na ich czarujący, urokliwy ogródek i zachęcający neon wiszący nad wejściem. Restauracja została wyróżniona w Żółtym Przewodniku Gault&Millau2016, tym większe było moje zaskoczenie.
Pierwsza sprawa – przyjaciółka, która z nami poszła, chciała zamówić z karty lokalu pomidorowe tagliatelle z kurczakiem. Kelner przekazał informację, że ze względu na Restaurant Week makaron się skończył i może podać jej to danie, ale ze zwykłym spaghetti – zgodziła się.
Dopiero teraz rozmawiamy z M. na temat naszego dania w menu festiwalowym. U nas też miało być pomidorowe tagliatelle, a było pomidorowe ravioli i tego nikt nam nie powiedział – ani, że makaronu nie ma również dla osób biorących udział w festiwalu, ani o tym, czym zostanie on zastąpiony. Było to dosyć dziwne, ponieważ każda restauracja zna ilość rezerwacji, a nasza była zapisana na godzinę 19:30, więc ktoś po prostu nie sprawdził tego dnia, czy wystarczy makaronu do podania. Trudno.

Problem polegał na tym, że pomidorowe ravioli, które było w sumie całkiem niezłe, podano z kurczakiem i tu po prostu katastrofa – kurczak był niesamowicie wysuszony – nie tylko było to czuć, ale także widać. Dziwna była również różnica w wielkości dania głównego – ravioli z kurczakiem było porcją małą, a danie główne z drugiego menu – gnocchi z brukselką –  porcją bardzo dużą. Gdybyśmy zamówili dwa zestawy tego samego menu, nikt by tej różnicy nie zauważył, ale dania zostały podane w tym samym momencie i ta różnica była znacząca i dla nas niezrozumiała. Zgłosiłam kelnerowi, że kurczak był suchy, na co usłyszałam, że zostanie to przekazane do kucharza, jednak żadnej odpowiedzi się nie doczekałam.

20170429_195932

20170429_195936
Powinnam oceniać menu festiwalowe, które poza kurczakiem było smaczne, ale nie wyjątkowe. Pozwolę sobie jednak opowiedzieć Wam, co przytrafiło się równolegle naszej koleżance, która ostatecznie zamówiła danie, które chciała, jednak na zwykłym spaghetti. W opisie dania nie było ani słowa o cebuli, której w daniu było bardzo, ale naprawdę bardzo dużo. Niestety K. nie lubi cebuli. Zjadła więc danie tak, jak mogła, oddzielając jej możliwie dużo i było wtedy widać, jak wiele jej było. Sprawdziła ponownie skład dania w karcie, faktycznie nie było słowa o cebuli, dlatego zgłosiła to kelnerowi i zapytała dlaczego nie podano prawidłowego składu dania. Kelner nie umiał sam udzielić odpowiedzi – poszedł zapytać kucharzy i… nie wrócił przez ponad 10 minut mimo, że lokal nie jest lokalem dużym i nie było w nim tłoczno.
Kiedy kelner wrócił powiedział, że cebula jest bazą do sosów (w takiej ilości i tak dużych kawałkach to raczej nieprawdziwe wytłumaczenie), powiedział jednak coś gorszego – że w karcie jest informacja o tym, że powinno się zgłaszać kelnerowi ewentualne alergie. Jak się zapewne domyślacie – sam nie znalazł tej informacji w karcie, którą przeglądał przy nas. Bez pytania przyniósł darmowy deser – ogromny kawał ciasta czekoladowego. Niestety sytuacja wyglądała trochę na zasadzie – daj pani darmowy deser i nie będzie miała pretensji. Trafiło jednak na osobę, która łatwo nie odpuszcza, a czytanie wszystkich informacji pisanych drobnym druczkiem to jej specjalność i zawodowe zboczenie.
Ostatecznie nie zapłaciła za danie, ale atmosfera nie była przyjemna.
Kelner zachowywał się bardzo nieprofesjonalnie, często kiedy odchodził od nas i przechodził do baru, opierał się o niego z telefonem i nie przejmował się tym, co dzieje się na sali. Zachowanie było tym bardziej zaskakujące, że kiedy już wiedział, że wydarzyło się coś, co pozostawić może nam kiepskie wspomnienia z pobytu, nie zrobił nic, aby chociaż trochę poprawić ogólne wrażenie.

Mam mieszane uczucia… Staram się nigdy niczego, ani nikogo nie skreślać po pierwszym negatywnym wrażeniu, ale nie wiem, kiedy zdecyduję się na ponowne odwiedziny w tym miejscu. A szkoda, ogródek był naprawdę zachęcający… Być może latem, kawa z sernikiem nowojorskim w tym ogródku będzie przyjemnym doświadczeniem, ale biorąc pod uwagę fakt, że obok znajduje się wspaniała restauracja Mateusza Gesslera – Warszawa Wschodnia, raczej wybiorę ten drugi ogródek.

20170429_213551
Również wczoraj po kolacji w Szklarni szybko przeszliśmy zatrzeć negatywne emocje do lokalu obok, gdzie zjadłam absolutnie przepyszne szparagi po polsku i gdzie po prostu zawsze czuję się wspaniale.

20170429_210746

Słowem – jeśli Soho Factory to zdecydowanie Warszawa Wschodnia Mateusza Gesslera.
Jeśli Szklarnia to latem, w ogrodzie. Dań z menu festiwalowego nie zauważyłam w codziennym menu lokalu, więc trudno mi powiedzieć, czy mieliśmy pecha, czy jakość jedzenia i obsługi za każdym razem jest na takim poziomie. Może kiedyś wybiorę się tam ponownie, aby zweryfikować te informacje.

20170429_213745

 

CHIANTI
Na zakończenie Festiwalowych WŁOSKICH rozkoszy podniebienia, ostatni WŁOSKI akcent. Adres? Foksal 17. Szef kuchni – Marzena Gromelska. Restauratorzy – Agnieszka i Marcin Kręgliccy.
Byliśmy tam dzisiaj.
Kochani – to było NAJLEPSZE zakończenie Restaurant Week, jakie mogliśmy sobie wyobrazić.
Chianti – to jest PRAWDZIWIE włoska restauracja.
Tam WSZYSTKO się zgadza.
Cudowna włoska muzyka, urokliwy i przytulny wystrój, wspaniała obsługa. Żywe kwiaty, ściana z cegieł, drewno… to wszystko sprawia, że przenosimy się z Warszawy do Włoch. Na ścianie wisi obraz przedstawiający panoramę Florencji – mojego ukochanego miasta w Toskanii. Wygodna kanapa pozwala na siedzenie z Mężem blisko siebie… Sielanka.

20170430_174212

Tym razem ponownie wybraliśmy obie wersje menu, w tym jednak wypadku różniły się one tylko daniem głównym.

Przystawka
Krem z zielonego groszku z jadalnymi bratkami

Deser
Karmelowa panna cotta na musie z czerwonej porzeczki

Danie główne 1
Domowe, wyrabiane na miejscu ravioli z salsiccią na pomidorowo – paprykowej salsie

Danie główne 2
Domowe, wyrabiane na miejscu gnocchi z fioletowych ziemniaków w sosie z czterech serów

Krem z zielonego groszku – wyobraźcie sobie, że smakował osobie, która naprawdę nie przepada za samym groszkiem. Mój M. za to może jeść groszek łyżkami – był zachwycony i… ja również! Smak delikatny, ale wyraźny, idealna temperatura, piękne podanie.

20170430_173206

20170430_173201
Ravioli i gnocchi w Chianti to dania, które sprawiają, że człowiekowi wydaje się, że kiedy wyjdzie z lokalu znajdzie się na ulicy toskańskiego miasteczka, a nie Warszawy. Smak tych dwóch dań (spróbowaliśmy po połowie) – obłędny. Paprykowa salsa pod ravioli przepyszna, sos z czterech serów pod gnocchi z fioletowych ziemniaków wyśmienity. I co ważne – wielkość porcji – to były dania, którymi można się najeść. Nie za mało, nie za dużo, ale DUŻO. W sam raz. Wracając do jedzenia oczami – one najchętniej zjadłyby jeszcze trzy dodatkowe porcje.

20170430_180544

20170430_180548

20170430_180552

Ale największy problem z jedzeniem oczami był przy deserze. Panna cotta na musie z czerwonej porzeczki – chyba brakuje mi słownictwa, które mogłoby opisać, jakie to było pyszne. Idealne. Włoskie. Wspaniałe. Nie do podrobienia.

20170430_182836
Pani Kelnerka była po prostu przemiła. W restauracji przebywali goście, a wśród nich mała dziewczynka, którą obsługa wspaniale i troskliwie się zajęła – to było naprawdę urocze!

To była jedyna restauracja, z której szczerze nie chciałam wychodzić. Chciałam tylko przytulić się do M. i tak zostać i kontemplować i przeżywać i słuchać tej cudownej włoskiej muzyki.
20170430_174304
Być może pamiętacie, że mam problem z wrażliwością oczu na ostre światło – stąd również przebywanie w restauracji Chianti było dla mnie bardzo przyjemne, ponieważ światło jest tam bardzo ciepłe i przygaszone.
Cóż mogę powiedzieć o tej kolacji… Najchętniej wróciłabym tam jutro, pojutrze i codziennie, gdyby tylko było to możliwe… Z pewnością będę częstym gościem. Zachęcam Was bardzo, bardzo, bardzo, abyście przekonali się na własne oczy i języki, że to naprawdę Włochy w sercu Warszawy.

Pomyślałam, że zrobię taki swój prywatny ranking miejsc, w których byłam.
Przedstawia się następująco – przy czym pomiędzy pierwszym i drugim miejscem jest mniejsza różnica, niż pomiędzy dwoma kolejnymi. A o to i podium:

podiuRestaurant Week dobiegł końca, ale wspomnienia, zarówno te smakowe, jak i te wzrokowe pozostaną w pamięci na dłużej.
Jeśli dotrwaliście do tego momentu chylę czoła, tekst wyszedł bardzo długi, ale nie chciałam go dzielić na części.
Każda z włoskich restauracji, w których byliśmy warta jest odwiedzenia – i mówię to zupełnie szczerze, nie tylko po to, aby napisać wyłącznie pozytywną opinię. Każde z tych miejsc jest inne. Każda z trzech włoskich restauracji ma swój własny, a wciąż włoski styl. Bardzo żałuję, że Festiwal nie odbywa się częściej. Już czekam na jego kolejną edycję!

20170430_200450

Czy smog szkodzi naszym oczom?

Czy smog szkodzi naszym oczom?

Od kilku dni wszystkie portale, strony internetowe, kanały telewizyjne oraz media społecznościowe huczą od informacji na temat zanieczyszczonego powietrza w Polsce. Mieszkańcy Krakowa i Warszawy prześcigają się w ilości wymienionych między sobą zdjęć, opinii i komentarzy… Nic dziwnego, że większość z nas jest, delikatnie mówiąc, przerażona sytuacją.

Smog = smoke + fog.
Czyli dym i mgła.

Smog to nic innego jak nisko zawieszona mgła pełna szkodliwych pyłów.
Stąd ich nazwa – PYŁY ZAWIESZONE.
Ich wysokie stężenie w powietrzu atmosferycznym jest jednym z głównych czynników środowiskowych mających szkodliwy wpływ na nasze zdrowie.

Cząsteczki pyłu zawierają między innymi związki organiczne, siarkę, metale ciężkie i dioksyny, a także alergeny.

Mamy dwa rodzaje pyłu:
– pył PM10, którego cząsteczki mają średnicę mniejszą niż 10 µm,
– pył PM2,5 , zawierający cząsteczki o średnicy do 2,5 µm2-5.

Ten drugi jest pyłem szczególnie niebezpiecznym, ponieważ jest drobniejszy i dociera znacznie głębiej, do pęcherzyków płucnych, a nawet naczyń krwionośnych i dalej do krwioobiegu. Dlatego może wywoływać choroby nie tylko układu oddechowego, ale również krążeniowego.

Pierwszy pył, którego cząsteczki są większe, może podrażniać błony śluzowe nosa i gardła i to właśnie on również wywołać może ZAPALENIE SPOJÓWEK.
I o tym jeszcze za chwilę.

morning-mist-427796_1920
Teraz chwila największych emocji…
NORMY STĘŻEŃ PYŁU ZAWIESZONEGO według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) :

Dla PM10
średnie stężenie dobowe (24h) : 50 µg/m3
średnie stężenie roczne : 20 µg/m3

Dla PM2,5
średnie stężenie dobowe (24h) : 25 µg/m3
średnie stężenie roczne : 10 µg/m3
W tej chwili : godzina 21:15 w Warszawie…

PM10 68.68  µg/m3

PM2,5 59.57 µg/m3

Sami widzicie, że sytuacja jest delikatnie mówiąc… nieciekawa.

Wiele się mówi o tym, że mieszkanie w mieście o tak zanieczyszczonym powietrzu może mieć rezultat podobny do tego, który ma miejsce w przypadku osób palących papierosy.
Czy kiedykolwiek do Waszych oczu dostał się dym papierosowy?
Nie było to przyjemne uczucie, prawda?

Czy zatem smog może mieć wpływ na nasz wzrok?
W tym momencie, kiedy piszę ten tekst (10.10.2017), na stronie WHO na interaktywnej mapie, tak wygląda stan zanieczyszczenia powietrza w Polsce.

mapka
Kiedy klikniecie w mapę przejdziecie do strony, na której zobaczycie stan aktualny dla Was – w momencie czytania tego wpisu.
Wspomniałam już kilka linijek wcześniej, że pył tworzący smog może powodować zapalenie spojówek.
SMOG JEST SZKODLIWY nie tylko dla płuc, czy krwioobiegu.
Nasze oczy są bezpośrednio narażone na działanie zanieczyszczonego powietrza, które bardzo wysusza oczy.

W 2003 roku w Paryżu przeprowadzono badania, które miały na celu określić, czy w trakcie pojawienia się najwyższego poziomu zanieczyszczenia powietrza, do okulistów zgłasza się większa ilość pacjentów. Analizowano czego dotyczyły rejestrowane przypadki i wykazano pewną zależność pomiędzy ilością pacjentów w gabinetach okulistycznych, a występowaniem smogu w paryskim powietrzu.

Także w innych miastach borykających się z problemami zanieczyszczeń i smogu takich jak np. słynący już z tego niestety Pekin, prowadzono podobne badania, a ich raporty wskazują na wysoką zależność problemów związanych ze zdrowiem oczu z występowaniem smogu w powietrzu.

WODY, WODY, WODY!
Zanieczyszczone powietrze w znacznym stopniu wysusza oczy!
Nasze oczy potrzebują nawilżenia, tak jak całe nasze ciało.

Odpowiednia ilość spożywanej w ciągu dnia wody ma wpływ na prawidłową produkcję łez, a tym samym właściwe nawilżenie oczu.
Często pacjenci są zdziwieni, kiedy mówi im się, że łzy nie są zwykłą lekko słoną cieczą.

Składają się one z trzech warstw : wodnej, lipidowej i mucynowej, a każda pełni swoją własną funkcję.

Mucyny (śluz) zapewniają rozprowadzenie łez po powierzchni gałki ocznej,
woda (warstwa wewnętrzna) opowiada za nawilżenie oczu,
natomiast warstwa lipidowa (tłuszczowa) za to, aby woda nie odparowywała zbyt szybko.

Zaburzenie którejkolwiek z tych trzech warstw może prowadzić do wystąpienia suchości oczu.

Poważnym stanem wysychania powierzchni oka jest tak zwany
ZESPÓŁ SUCHEGO OKA, który spowodowany może być przez takie czynniki jak:
zaburzenie produkcji łez lub nadmierne ich parowanie / wysychanie.

Objawy suchego oka to między innymi:
– oczywiście samo uczucie suchości oczu,
– zaczerwienienie oczu,
– wrażliwość na wiatr (nadprodukcja łez),
– opuchlizna powiek,
– czasowo zamglone widzenie (często wieczorami),
– wrażliwość na światło (światłowstręt),
– pieczenie lub ból oczu.

Zaniedbany / nieleczony Zespół Suchego Oka może prowadzić do poważnych problemów takich jak silny światłowstręt, ból, problemy z rogówką, nawracające infekcje, a nawet utrata widzenia w konsekwencji występujących zapaleń przedniej powierzchni oczu.

Pamiętajcie, że nie wystarczą krople do oczu.
To pomoc tylko czasowa.
W sytuacji problemów z suchością oczu, także tych, a może dzisiaj powinnam napisać – zwłaszcza tych, spowodowanych występującym w Polsce obecnie silnym zanieczyszczeniem powietrza, przekraczającym dozwolone normy – krople nawilżające nie wystarczą.
Postarajcie się możliwie regularnie nawadniać organizm, pić więcej wody.
Można również robić sobie ciepłe kompresy na powieki. Na brzegach powiek znajdują się bowiem gruczoły Meiboma, których prawidłowe funkcjonowanie warunkuje odpowiednie nawilżenie oczu, ponieważ są to gruczoły łojowe. Ogrzewanie ich ułatwia ich oczyszczanie i umożliwia bezproblemowe funkcjonowanie, niezbędne dla właściwej produkcji oraz składu łez.

JAK CHRONIĆ OCZY PRZED SMOGIEM?

Nie powiem przecież – „Najlepiej nie wychodzić z domu.”
Chociaż to faktycznie byłoby w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie. Niestety nie jest ono możliwe.
Dla oczu najważniejsze jest – prawidłowe nawodnienie organizmu – pijcie dużo wody oraz postarajcie się zakraplać oczy nawilżającymi kroplami – w ten sposób działamy i od wewnątrz, i od zewnątrz.
Przy okazji krople pomogą też szybciej usunąć zanieczyszczenia z powierzchni oczu.
Warto pomyśleć również o okularach, jeśli nie nosicie korekcyjnych.
Przeciwsłoneczne okulary nie służą wyłącznie do ochrony przed szkodliwym promieniowaniem UV. Mogą również zabezpieczyć wzrok przed kurzem i pyłem – oczywiście nie w 100%, ale ograniczą w jakiś sposób dostęp zanieczyszczeń do oczu.

Inna sprawa – skoro niektórzy zaczynają już i w Polsce nosić maseczki na nos i buzię, niczym mieszkańcy Pekinu, jeśli stężenie pyłów w powietrzu przekroczone jest wielokrotnie – warto pomyśleć o okularach ochronnych – zwłaszcza, jeśli musimy wiele godzin przebywać na „świeżym” powietrzu.

Pamiętajcie także o zachowaniu prawidłowej wilgotności powietrza w mieszkaniu. Warto również zainwestować w jego oczyszczacz. Jeśli nie chcecie wydawać zawrotnych sum na nawilżacze, polecam wlać odfiltrowaną wodę do jakiegoś szerokiego naczynia i postawić je przy kaloryferze, woda zniknie w ciągu kilku dni.

Na koniec polecam jeszcze jedno (jako lokalna patriotka urodzona nad morzem) – przeprowadzka na północ może być czasowo najlepszym rozwiązaniem.