Elektroniczne dzieci

Elektroniczne dzieci

Rodzice bardzo często zastanawiają się, czy mogą dawać swojemu dziecku do zabawy urządzenia elektroniczne i jeśli tak, to na jak długo. Przez zabawę mam na myśli oczywiście chociażby oglądanie bajek, czy w przypadku nieco starszych dzieci, granie w różnorakie gry. Zdania na ten temat są mocno podzielone i to nie tylko wśród rodziców, ale i wśród specjalistów.

Niedawno zwróciłam uwagę na słowa, jakie padły w jednej z audycji radiowych (nie chcę mówić jakiego radia, ale kto widział relację na Instagramie ten i tak wie, o które chodzi), które brzmiały mniej więcej tak – „W dzisiejszych czasach to tak naprawdę można znaleźć wyniki badań, które będą zawsze pasowały do tego, co chcemy akurat udowodnić i o czym powiedzieć.” Mogło być to powiedziane nieco inaczej, ale sens był dokładnie taki. W audycji mówiono właśnie o dzieciach korzystających z urządzeń elektronicznych. Do radia dzwonili rodzice, którzy przedstawiali swoje doświadczenia w tym temacie. I zupełnie szczerze muszę przyznać, że postawa rodziców podobała mi się dużo bardziej, niż postawa samych redaktorów, którzy reagowali żartobliwie na informacje o tym, że np. dane dziecko w ogóle nie korzysta z urządzeń elektronicznych. Ale temat nie dotyczy audycji radiowej, tylko ogólnego problemu.

A w czym jest ten problem?

Zauważyliście może, że kiedy rozmawia się na temat dostępu dzieci do urządzeń elektronicznych, porusza się głównie aspekty psychologiczne, rozwojowe, umysłowe itp.?
Z jednej strony dostajemy informację:

ogranicz dziecku czas z telefonem / tabletem, ponieważ:
– uzależni się,
– będzie miało problem z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem,
– będzie nerwowe,
– nie rozwinie w odpowiednim czasie umiejętności mówienia,
– będzie wolniej się rozwijać,
– będzie miało problemy ze snem,
– jest obawa, że trafi na niewłaściwe dla niego informacje, zdjęcia, aplikacje, gry
itp.

a jednocześnie:

pozwalaj dziecku na zabawy z urządzeniami elektronicznymi, ponieważ:
– rozwijają jego wyobraźnię,
– rozwijają umiejętności analityczne,
– budują pewność siebie, (…)

oglądałam też materiał BBC – „What are the Effects of Tablets and Smartphones on Babies’ Brains?„, który ma chyba za zadanie przekonać rodzica, że jednak dzieci korzystające z tabletów i smartfonów są bystrzejsze / mądrzejsze / inteligentniejsze ?
Nie podważając wniosków autorów, w filmie występuje jedynie sześcioro dzieci, o których my jako widzowie, nie wiemy nic więcej, jak wygląda ich życie codzienne, inne zajęcia, stan zdrowia itd. (Zanim obejrzycie powyższy film, przeczytajcie proszę tekst do końca.)

Chodzi mi jednak o to, że rodzice z każdej strony bombardowani są sprzecznymi informacjami na temat zalet i wad korzystania z urządzeń elektronicznych przez ich dzieci. A dodatkowo, jest w tym temacie coś, co działa na niektórych rodziców jak płachta na byka, bo bardzo często pod artykułami, infografikami, filmami i wszelkimi innymi materiałami z tym związanymi, pojawiają się komentarze
„Nie udawaj, że jesteś takim idealnym rodzicem.”
„A ja daję mojemu dziecku telefon i jakoś nie widzę po nim, żeby nieprawidłowo się rozwijało.”
„Nie oszukujmy się, nikt z nas nie ma siły, żeby zajmować się dzieckiem 24h/dobę. Jak chcę umyć talerze w spokoju, bajka w telefonie to jedyne rozwiązanie.”

Zwrócę Wam zaraz uwagę na jedno niezwykle ważne, a brakujące ogniwo w powyższym temacie zalet i wad urządzeń elektronicznych, ale najpierw kilka innych informacji…

Jak dziecko może nie wyciągać ręki po telefon, skoro rodzic trzyma w ręku coś świecącego, często kolorowego?
Jak dziecko ma nie być uzależnione od telefonu, skoro rodzic jest?

Nie chodzi o to, żebyście traktowali to personalnie, ja sama mam świadomość, że za często w ciągu dnia sięgam po telefon, już z samego powodu blogowania i robienia wielu rzeczy online. Nie jestem z tego dumna. Ale podczas ostatniego urlopu, kiedy na ponad tydzień schowałam telefon do kieszeni, poczułam taką ulgę i swobodę, że wiele bym dała, gdyby ta część pracy, którą w ten sposób wykonuję, mogła być wykonywana jakoś „analogowo”.

W czym jest problem jeśli chodzi o dorosłych?

Dzieci uczą się, naśladując, próbując, smakując, obserwując, dotykając itd. Dla dziecka rodzic, czy opiekun jest bezwzględnym autorytetem w zachowaniu (przynajmniej dopóki autorytetem nie stanie się kolega ze szkoły). Niektórzy rodzice mówią w gabinecie – „Daliśmy dziecku telefon tylko dlatego, że poszło do szkoły i wszystkie inne dzieci miały, a on nie. Czuł się gorszy!”

Wszystkie inne dzieci mają telefony w szkole, być może z tego samego powodu. Ewentualnie po to, aby móc kontaktować się z rodzicami, ale do tego przecież nie jest potrzeby smartfon ani tablet. Wystarczy urządzenie, które umożliwia wykonanie połączenia lub napisanie smsa – komórka.

Czym jest FOMO?

FOMO to skór od angielskiego Fear of Missing Out – czyli tak zwany lęk przed odłączeniem. Od świata zewnętrznego, od informacji, wydarzeń, od „życia”.
Pamiętam czasy, kiedy jeszcze w domu rodzinnym, żeby mieć Internet musiałam podłączyć długi biały kabel do naszego stacjonarnego telefonu. Kilkanaście sekund dziwnych kosmicznych dźwięków i pyk, połączenie z siecią. A po niecałej godzinie przychodziła mama, że odłącza kabel, bo musi zadzwonić do babci. Tak było. Nie mówiąc o tym, co było wcześniej, kiedy w domu nie było komputera, ani telefonu stacjonarnego. Wysyłało się kartki.
Dzisiaj? Jesteśmy online 24h. Dzisiaj słowa „weekend, wolne, urlop” nie mają racji bytu. Wystarczy pobrać pocztę, wystarczy wejść na Messengera, jeśli mamy tam znajomych z pracy. Nieważne, czy jest czwartek, godzina 22:00 – sms. Niedziela 15:00 – telefon. Wtorek 3:00 – mail. Jesteśmy bez przerwy online. I to nie jest zdrowe.

FOMO to nie pracoholizm, nie jest to również uzależnienie od samego Internetu. Chodzi o typowy lęk. FOMO ma konkretne objawy, które dotyczą kwestii zawodowych oraz prywatnych. Te objawy to bardzo często podenerwowanie oraz irytacja, problemy z koncentracją, czy poczucie zwiększonego poziomu stresu. Bardzo charakterystyczne jest też odczucie przytłoczenia ilością informacji, ale jednocześnie obawa przed odcięciem od nich. Żeby tego było mało, mamy do czynienia już nie tylko z FOMO, ale również HPVS – syndromem fantomowych wibracji. Okazuje się, że wiele osób doświadcza złudzenia wibrującego telefonu. Przyznajcie się sami przed sobą – czy to brzmi znajomo? Jest również takie określenie jak nomofobia (no mobile phone phobia) – lęk przed odłączeniem od telefonu i kontaktu z otoczeniem.

Kto jest ciekawy szczegółów dotyczących FOMO, polecam lekturę raportu „Polacy a lęk przed odłączeniem” z 2018 roku.

Kilka zdań wstępu z tego raportu: „Żyjemy w hiperinformacyjnym, sieciowym społeczeństwie. Współtworzymy je i rozwijamy, korzystając z coraz wydajniejszych i zaawansowanych urządzeń mobilnych, szerokopasmowych łączy internetowych oraz niezliczonych platform komunikacyjnych. Bez większych ograniczeń – ale i głębszej refleksji – uczestniczymy w cyfrowej (nie)rzeczywistości, poświęcając na nią coraz więcej czasu. Ciągle zalogowani, poszukujemy informacji, opinii, porad, rozrywki, chwili zapomnienia, przyjaźni i akceptacji. Pragniemy się dzielić, dyskutować, kupować, uczestniczyć, bywać, bawić się i relaksować, wyrażać siebie i swoje zdanie, obserwować innych, zachęcać i zniechęcać, chwalić i krytykować. Chcemy być zauważeni, chcemy nadążać, chcemy wyznaczać trendy, chcemy być JACYŚ.(…)
Jesteśmy przebodźcowani, przeinformowani, z jednoczesnym poczuciem „niebycia na bieżąco”, „niedoinformowania”, „niebywania”. Odnosimy wrażenie, że omija nas wszystko to, co dobre, ciekawe, wartościowe i ważne. Wypolerowane życie innych, pokazywane na mediach społecznościowych, staje się więc naszym niedościgłym i niespełnionym marzeniem.”

W tym raporcie jest genialna i trochę przerażająca grafika, która pokazuje procentowo, jak wygląda korzystanie z mediów społecznościowych – zaraz po przebudzeniu, w trakcie posiłku, w trakcie podróży, podczas spotkania ze znajomymi, czy nawet prowadzenia samochodu i przechodzenia przez jezdnię, kończąc oczywiście na korzystaniu z urządzeń elektronicznych dla sprawdzania mediów społecznościowych tuż przed zaśnięciem. Skala problemu jest ogromna.

Nie będę tutaj streszczać całego tego raportu, ale naprawdę warto się zapoznać z jego treścią.
Ja natomiast mam kolejny, chyba jeszcze bardziej „obrazowy” raport do wspomnienia przy okazji tego tekstu.

Kojarzycie zapewne firmę Symantec, głównie dzięki Norton by Symantec. Przedstawili oni raport „Moje pierwsze urządzenie” (cały raport, dostępny w języku angielskim), obejmujący badania przeprowadzone na grupie 7000 rodziców (dzieci w wieku od 5 do 16 lat) z krajów Bliskiego Wschodu w tym z Polski. Co ważne, ten raport zawiera nie tylko wyniki badań, dotyczących korzystania z urządzeń elektronicznych przez dzieci, ale również przez rodziców i mnóstwo wniosków, jakie mają rodzice, którzy sami właśnie z tych urządzeń korzystają, mając świadomość, że może to nie być najlepszy przykład do naśladowania dla ich dzieci.

Najbardziej zaskakującym wynikiem tego badania było to, że dzieci bardziej ceniły sobie otrzymanie do ręki urządzenia elektronicznego, niż słodyczy.

Przy okazji wspomnę tu jeszcze raport przeprowadzony z kolei przez Motorolę, z którego wynika, że dla wielu osób posiadanie takiego urządzenia elektronicznego i spędzanie czasu na jego użytkowaniu jest niemal równie ważne, jak posiadanie przyjaciela, czy spędzanie czasu z rodziną… Nie żartuję – TU możecie to zweryfikować.

W badaniach firmy Symantec, rodzice w większości przyznali, że zauważyli spadek jakości snu u dzieci i problemy z zasypianiem. (Powodem może być nie tylko pobudzenie grą, nerwowość i inne emocje, ale i światło niebieskie, o którym wiele razy już na blogu i w mediach społecznościowych wspominałam).
Trzy czwarte respondentów zdaje sobie również sprawę, że zarówno pozwala dzieciom na zbyt częste i zbyt długie korzystanie z urządzeń elektronicznych, ale jednocześnie nie daje im wcale lepszego przykładu, korzystając z tych urządzeń samodzielnie na oczach dzieci. Mało tego, rodzice zgłaszali w tych badaniach, że dzieci również potrafią im zwracać uwagę na ich czas spędzany np. ze smartfonem.

Wielu rodziców przyznało w tych badaniach, że owszem, chcieliby ograniczyć dzieciom czas spędzany z urządzeniami elektronicznymi, ale nie mają pojęcia jak to zrobić.

Powiecie może, że (załóżmy) 25 lat temu były już telewizory i dzieci też oglądały bajki. Fakt, sama oglądałam. Ale pomiędzy moją twarzą a ekranem telewizora zwykle były przynajmniej dwa metry, na pewno nie 15-30 centymetrów. Myślę, że u Was było podobnie.

No właśnie… uśredniając… 20 centymetrów. Kluczowa dla tego tekstu wartość, wreszcie dobijamy do brzegu.

Spójrzcie jak wiele analiz wspomnianych powyżej, zaleceń, porad, opisanych wad i zalet, dotyczy zachowania, charakteru, rozwoju psychicznego itp. Większość badań skupia się właśnie na tym, na pogorszeniu jakości snu, nerwowości, rozwoju emocjonalnym… Jeśli nie wyszukamy badań dotyczących TYPOWO wzroku dzieci, to trudno nam będzie znaleźć w ogólnych raportach choćby wzmiankę o  nim.

Wzrok, który przekazuje nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. Najwięcej ze wszystkich zmysłów. Dziecięce oczka rozwijają się bardzo intensywnie i szybko przez pierwsze lata życia. Od ich rozwoju, od jakości i komfortu widzenia, od zdrowia dziecięcych oczu zależy NAPRAWDĘ bardzo WIELE. Mało tego, to w jaki sposób będzie się rozwijał wzrok, będzie miało wpływ na rozwój ogólny.
I teraz skupiamy się na psychice, na postawie ciała, na emocjach, na rozwoju mózgu, na bezsenności… A w jaki sposób rozwija się mózg? Oczy patrzą, a mózg widzi. Mózg potrzebuje oczu. Dziecko uczy się też rączkami, ale jeśli nie będzie miało wykształconej koordynacji oko-ręka, też pojawi nam się duży problem rozwojowy.

Dziecko trzyma smartphone, czy tablet w odległości 20-30 centymetrów od twarzy, a jeśli się dobrze przyjrzycie to często nawet bliżej. Wyobrażacie sobie jak ogromne jest to obciążenie dla układu wzrokowego?
Mówiliśmy niejednokrotnie o tym, czym jest akomodacja – zdolność naszych oczu do widzenia przedmiotów w różnych odległościach. Oko „akomoduje”, żeby zobaczyć wyraźnie tekst na smartfonie, który znajduje się blisko twarzy. Akomodacja jest rozluźniona, kiedy oczy patrzą w dal (dla oka już 6 metrów to „luźna dal”).

Nie raz nawet dorosłym opowiadam o tym, że jeśli pracują całymi dniami przy komputerze i chcą sobie zrobić przerwę od pracy, to warto robić realną PRZERWĘ, która nie polega na tym, że od komputera przejdziemy do smartfona. Może głowa i psychika będzie odpoczywać od pracy umysłowej, ale oczy będą pracować dalej, wysiłek może się nawet zwiększyć, jeśli ekran telefonu będzie bliżej niż ekran komputera – a zapewne tak właśnie będzie.

W październiku 2016 roku Amerykańska Akademia Pediatrii opracowała nowe wytyczne, dotyczące czasu, jakie dziecko mogłoby spędzać z urządzeniem elektronicznym w stosunku do wieku. Przedstawiają się następująco:
– do 18 miesiąca życia – nie powinno się umożliwiać dziecku dostępu do elektroniki,
– w okresie od 18 do 24 miesiąca życia, jeśli uważamy, że jest taka absolutna konieczność, tylko i wyłącznie programy o wysokiej jakości zarówno treści merytorycznych jak i jakości obrazu i najlepiej oglądamy z dziećmi, tłumacząc ewentualnie dany materiał,
– od 2 do 5 roku życia – godzina dziennie (z kontrolą treści i tłumaczeniem ich dziecku, nawiązując do życia codziennego),
– dawniej AAP zalecała, aby od 6 do 18 roku życia zezwalać na maksymalnie dwie godziny dziennie, obecnie mówi się po prostu o tym, aby ten czas mocno kontrolować, wiedzieć z czego dziecko korzysta, co ogląda, odciąć wiele czynności życia codziennego od świata elektroniki – np. wspólne jedzenie posiłków oraz wyodrębnić w domu strefy wolne od elektroniki, między innymi sypialnię. Ważna jest też odpowiednia ilość aktywności fizycznej.

I teraz kilka słów odnośnie wzroku – jeśli pozwalamy dziecku, a później nastolatkowi na korzystanie z urządzeń elektronicznych, to przestrzegajmy chociaż regularnych przerw od pracy wzrokowej. Najpopularniejszą metodą jest 20/20/20 – czyli co 20 minut, patrzymy na 20 sekund, na odległość minimum 20 stóp (około 6 metrów), jednak nie chodzi tu o to, aby stać ze stoperem w ręku nad dzieckiem i co dwadzieścia minut odrywać go, prowadzić na dwór, czy do okna i kazać patrzeć daleko. Takie przerwy można robić sprytnie. Zaciekawić czymś dziecko. Zaproponować wspólne wypicie herbaty, wykonanie jakiejś dowolnej czynności domowej, nawet krótki spacer, zabawę, która nie dotyczy urządzenia elektronicznego, cokolwiek. Przerwy wzrokowe są BARDZO ważne.

Dodatkowo – koniecznie powinno się zwracać uwagę na to, czy dziecko MRUGA, korzystając ze smartfona czy tabletu. Jeśli widzimy, że wpatruje się w ekran bardzo intensywnie to przypominajmy o mruganiu, dosłownie lub odwracajmy na chwilę jego uwagę. Dziecko musi mrugać, aby powieki mogły po powierzchni oczu rozprowadzać łzy i odpowiednio je nawilżać. Coraz więcej dzieci ma nie tylko problem z napięciem akomodacji, ale również właśnie z suchym okiem, które kiedyś występowały dopiero z wiekiem. Suche oko wpływa nie tylko na sam dyskomfort, ale również na jakość widzenia.
Pamiętajmy o emitowanym przez urządzenia świetle niebieskim. W tej postaci jest go zdecydowanie za dużo – skorzystajmy z aplikacji ograniczających to światło na urządzeniach – ale nie chodzi o zmniejszanie jasności ekranu tylko o typowe użycie aplikacji odcinającej światło niebieskie. Oprócz tego, że światło niebieskie negatywnie wpływa na rytm dobowy, na hamowanie produkcji melatoniny – stąd bierze się bezsenność lub sen słabej jakości – może ono również przyczyniać się do rozwoju chorób siatkówki na dnie naszych oczu (a siatkówka przecież, jak matryca w aparacie, odpowiedzialna jest za nasze widzenie) i innych struktur oka.

Naukowcy z Brien Holden Vision Institute opublikowali w 2015 roku z okazji Światowego Dnia Wzroku artykuł, z którego wprost wynika, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna, a jedna piąta całkowicie utraci wzrok właśnie z powodu krótkowzroczności. Ten wpis na stronie Instytutu Briena Holdena możecie przeczytać TUTAJ. Może ktoś zapyta – „Ale jak to? Stracić wzrok przez krótkowzroczność? Przecież to wada wzroku, nie choroba.” A to zależy. Bo jeśli krótkowzroczność rośnie i nie da się tego przyrostu zahamować, to w pewnym momencie staje się ona zagrożeniem dla widzenia i mówi się o tak zwanej krótkowzroczności degeneracyjnej. Stąd tak ważne jest, aby dzieci spędzały więcej czasu na świeżym powietrzu, a nie wpatrzone w ekrany urządzeń elektronicznych, bo to właśnie jeden z powodów narastania krótkowzroczności – długotrwała i częsta praca wzrokowa w bliskich odległościach. We wspomnianym artykule specjaliści zalecają dzieciom spędzanie MINIMUM dwóch godzin dziennie na świeżym powietrzu.

Jeśli natomiast jesteście zainteresowani raportem WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) na temat krótkowzroczności, to jest dostępny TUTAJ.

I co z tego wszystkiego wynika?
Raporty brzmią groźnie, ale czy jesteśmy w stanie realnie poradzić sobie z tym problemem w dzisiejszym świecie pełnym elektroniki?

Drogi Rodzicu, przede wszystkim pamiętaj o tym, że nikt nie chce oceniać Ciebie i Twojego wychowywania dziecka. Koniec końców to Ty zrobisz, jak uważasz. Nikt nie jest „w Twoich butach”, nikt nie wie, czy jest Ci łatwo, czy ciężko i jeśli tak, to jak bardzo.

Ten tekst ma tylko wskazać na realny problem. Zwrócić uwagę na bagatelizowanie spraw związanych z rozwojem wzroku dziecka. W związku z powyższym mam kilka porad, które być może przydadzą się w zmianie domowych nawyków, związanych z obecną w domu elektroniką.

Zacznijmy od wzroku…
– najważniejsze są regularne badania wzroku – Twojego dziecka i Twoje również,
– pierwsze badanie wzroku powinno się odbyć w wieku 4-6 miesięcy, kolejne za rok lub w terminie, jaki zaleci specjalista,
– dziecko do 18 miesiąca życia nie powinno mieć styczności z urządzeniami elektronicznymi,
– jeśli decydujesz się na to, że dziecko otrzyma do rąk jakiekolwiek elektroniczne gadżety, pamiętaj, aby – miało zapewnione regularne i konkretne (wartościowe) przerwy od tej pracy wzrokowej oraz żeby regularnie mrugało, a także o wszelkich filtrach światła niebieskiego na urządzeniu – zwróć również uwagę na to, w jakiej odległości dziecko trzyma urządzenie, jeśli za blisko, pokazuj mu w jakiej odległości powinno je trzymać – im dalej tym lepiej.
Poza tym…
– staraj się nie pokazywać przy maluszku z telefonem w ręku, korzystaj z urządzeń tak, żeby dziecko nie przyglądało się Tobie, kiedy to robisz, dzięki temu zmniejszysz jego zainteresowanie urządzeniem,
– kontroluj treści, z których dziecko korzysta,
– rozmawiaj o korzystaniu z elektroniki, tłumacz dlaczego nie zawsze może korzystać z telefonu,
– postaraj się nie pozwalać dziecku korzystać z telefonu w sypialni, po obudzeniu i przed zaśnięciem – będzie miało dużo lepszy i głębszy sen,
– warto pomyśleć nad wydzieleniem w domu przestrzeni wolnych od elektroniki, takich jak sypialnia właśnie,
– używaj programów zabezpieczających, tłumacz dziecku konsekwencje publikowanych przez nie treści (to oczywiście, kiedy dziecko jest już trochę starsze),
– postaraj się nie łączyć posiłków dziecka z korzystaniem z elektroniki – aby posiłek nie stał się czynnością wykonywaną „przy okazji”, a był czasem wspólnym dla rodziny.

Takich porad byłoby o wiele więcej w kwestiach psychologicznych i emocjonalnych. Usłyszałam kiedyś bardzo wartościowe słowa koleżanki, która ma kilkoro dzieci, do kolegi, który spotkał się z nami, kiedy na świecie pojawiło się jego pierwsze :
– „Buduj relację dziecka z tobą, nie z telefonem.”

Pomyślałam, że w dobie wszechobecnych hashtagów, dobrym hashtagiem mógłby być w tym temacie
#podajrękęnietelefon

Podaj rękę, nie telefon.
Przytul.

Żadne urządzenie elektroniczne nie zastąpi dziecku miłości.

 

_____

 

  1. http://www.techomag.com/positive-negative-impacts-digital-devices/
  2. https://www.brienholdenvision.org/news/item/57-1-billion-people-at-risk-of-blindness-by-2050.html
  3. https://www.aap.org/en-us/about-the-aap/aap-press-room/Pages/American-Academy-of-Pediatrics-Announces-New-Recommendations-for-Childrens-Media-Use.aspx
  4. https://www.omicsonline.org/open-access/the-impact-of-using-gadgets-on-children-2167-1044-1000296.pdf
  5. https://uk.norton.com/internetsecurity-kids-safety-what-age-should-children-own-their-own-mobile-device.html

Nowy rok szkolny – co jest najważniejsze w wyprawce dla dziecka?

Nowy rok szkolny – co jest najważniejsze w wyprawce dla dziecka?

Wrzesień zbliża się wielkimi krokami, a z nim pierwszy dzień szkoły. Nowe książki, artykuły papiernicze, piórniki, plecaki i wymieniać można bez końca.

1

Przeglądam wpisy o wyprawce szkolnej, na różnych stronach. Wymieniane są głównie:

– strój gimnastyczny,

– zeszyty w trzy linie,

– farbki, kredki,

– przybory do pisania…

Sklepy papiernicze przeżywają oblężenie, dzieci wybierają kolory piórników z postaciami z ulubionych bajek, temperówka świeci w trakcie temperowania kredki…

Pamiętam jeszcze, jak ekscytowały mnie te zakupy. Jak wiele znaczyły dla mnie obrazki na okładkach zeszytów. Jeszcze nawet teraz, niedawno, z ogromną radością kupiłam sobie zestaw kolorowych długopisów (były nawet z brokatem) z kucykami w motywie przewodnim.

Kolorowo, wesoło, bajkowo, rozrywkowo, uśmiechy, radość, ekscytacja…

2

A teraz kilka pytań ode mnie…

Co oprócz stroju gimnastycznego jest dziecku potrzebne na zajęciach sportowych?
Co będzie potrzebne dziecku, kiedy już będzie miało zeszyty, długopisy i kredki?
Co pozwoli dziecku dotrzeć na zajęcia z nowym plecakiem na plecach?
Co umożliwi dziecku naukę i czytanie książek, odrabianie lekcji?

rodolfo-sanches-carvalho-439134-unsplash

Odpowiedź na WSZYSTKIE powyższe pytania i wiele takich, których tu nie wymieniłam, brzmi…

WZROK

DOBRE, ZDROWE I KOMFORTOWE WIDZENIE

Powtarzam do znudzenia – dziecko nie powie nam, że widzi źle, jeśli nie ma porównania. Jeśli nigdy nie miało okazji zobaczyć wyraźnie i dobrze, to trudno, żeby zdawało sobie sprawę, że to, co widzi to nie jest prawidłowy obraz – jeśli ma jakieś problemy wzrokowe.
Nie możemy oceniać tego „na oko”. Nie możemy bez badania wzroku, bez upewnienia się, że dziecko na pewno widzi świetnie, mówić „mój syn / moja córka ma sokoli wzrok”.

3

Zmysł wzroku jest odpowiedzialny za około 85% informacji o otaczającym nas świecie. To dużo, prawda? Dziecko w szkole wykonuje ogromną ilość pracy umysłowej, wszystkiego się uczy, nawiązuje relacje z rówieśnikami, buduje swoją pewność siebie, wyrabia nawyki, wyobraża sobie swoją przyszłość. Każdy rodzic, a przynajmniej ten kochający, zaangażowany w wychowanie swojego dziecka, chce, aby było ono szczęśliwe i rozwijało się w prawidłowy sposób. To nie będzie możliwe, jeśli dziecko nie będzie widziało wyraźnie i komfortowo.

Dlatego w całym tym „szaleństwie wyprawkowym”, długopisowym, plecakowym, kredkowym itd. nie zapominajmy, że nawet najbardziej kolorowe, czy super nowoczesne gadżety nie poprawią nastroju i samopoczucia naszego dziecka, jeśli nie będzie na tyle dobrze widziało, żeby z tego wszystkiego swobodnie korzystać.

Prawidłowe funkcjonowanie oczu dziecka jest mu absolutnie niezbędne

do właściwego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie.

4

robert-collins-333411-unsplash


 

Zdjęcia: Unsplash

Kreatywna zabawa kształtuje przyszłą tożsamość dziecka

Kreatywna zabawa kształtuje przyszłą tożsamość dziecka

Od kilku wpisów na blogu same przyjemności i rozrywka. Może to tak wyglądać… Najpierw Festiwal Kolorów, potem Fidget Spinner, a dzisiaj będzie o… lalkach.
Nie martwcie się, profil strony się nie zmienia. To tylko kilka moich refleksji…
Umieszczam je w zakładce Lifestyle, więc w przyszłości nie znajdziecie ich w zakładce Dbaj o wzrok.
(Gdybyście jeszcze kiedykolwiek szukali.)

Już tłumaczę, skąd taka, a nie inna tematyka tego wpisu.

Firma Mattel, którą zapewne znacie z brandu Barbie, rozpoczęła jakiś czas temu piękną i moim zdaniem również wzruszającą kampanię reklamową, która nie opiera się jedynie na promocji firmy, ale także na czymś znacznie bardziej wartościowym. Kampania ma na celu poruszyć wyobraźnię dziewczynek, dotyczącą ich zawodowej przyszłości.
Do tej pory lalka Barbie kojarzyła się z idealną, pięknie ubraną kobietą w perfekcyjnym makijażu.
Teraz mamy serię Barbie You can be anything – Możesz być kim chcesz.
Screenshot_20170610-082254 Screenshot_20170610-082311 Screenshot_20170610-082334

[Źródła zdjęć: Instagram Barbie]
Dziewczynki bawiące się lalkami, mogą wcielać się w różne życiowe, zawodowe role.
Jedną z lalek w tej serii jest Barbie Eye Doctor.

W zestawie znajdziemy tablicę do badania wzroku, stojak z okularami, a co najważniejsze foropter! Interpretacja dowolna – Barbie okulista, optometrysta – w sumie w tym momencie wszystko jedno – najważniejsze, że dziecko już od małego może pobawić się w lekarza, czy specjalistę wykonującego zawód medyczny.

Barbie 1 Barbie 2

Może Was to nie ekscytować tak jak mnie. Mnie ta lalka bardzo chwyta za serce.
Uważam, że może ona pomóc w prowadzeniu rozmowy z dzieckiem na temat badań wzroku, może to dziecko przekonać, że wizyty u okulisty, czy optometrysty wcale nie trzeba się bać.
W gabinecie można dziecku pokazać foropter i powiedzieć –
„Pamiętasz? Twoja Barbie też ma takie kosmiczne okulary!”

Oprócz tego lalka trzyma w ręku oftalmoskop / skiaskop. Często dzieci boją się tego, co trzeba zbliżyć im do twarzy i oczu – można już w domu pokazać, jak takie badanie wygląda, a potem zmienić prawdziwe badanie w fascynującą zabawę.
Nie wspominając już o tym, że jeśli sami wykonujecie zawód optometrysty lub okulisty, możecie dziecku pokazać
„Zobacz, tak właśnie pracuje twoja mama! Pomaga pacjentom widzieć wyraźnie świat!”
A może zupełnie nie jesteście związani z zawodami medycznymi, a to Wasza córka zostanie w przyszłości lekarzem?

I teraz dalsza część kampanii…
Piękne jest to, że Mattel odeszło od stereotypu na temat tego, które z rodziców głównie bawi się z dziewczynkami lalkami Barbie.
„Dads who play Barbie”

W ramach tej kampanii nagrano kilka krótkich i jeden dłuższy spot. Filmy pokazują autentycznych, typowych mężczyzn i ich córki.
Jeśli chcecie go zobaczyć, kliknijcie TUTAJ

Screenshot_20170610-082341 Screenshot_20170610-082404 Screenshot_20170610-082416

[Źródło zdjęć: Instagram Barbie]

Celem tej kampanii według wiceprezesa globalnej komunikacji marketingowej marki Barbie – Kristina Duncan’a ma być nowe pozycjonowanie marki. W 2015 roku została wprowadzona kampania, o której pisałam przed chwilą „You can be anything”. Nagrania córek bawiących się lalkami z ojcami to jej kontynuacja.
Oczywiście firma przeprowadziła odpowiednie badania, a analiza wyników tych badań pokazała, że dziewczynki, które już od małego mają dobre relacje z rodzicami, a zwłaszcza z ojcami, są bardziej samodzielne w dorosłym życiu i bardziej pewne siebie już w dzieciństwie. Kampania powstała, aby uświadomić, że zaangażowanie w zabawę z dziećmi przyczynia się do ich emocjonalnego oraz intelektualnego i społecznego rozwoju.

Najpiękniejsze jest hasło, które pojawia się na zakończenie nagranych spotów:

 „Czas spędzony w świecie jej wyobraźni to inwestycja w jej realny świat.” [polska wersja filmu]

W zeszłym roku firma wypuściła spot „Imagine The Possibilities”- „Wyobraź sobie możliwości”. I to właśnie ten spot pokazywał, że kreatywna zabawa, w której dzieci przyjmują różne role społeczne, jest ważnym elementem kształtującym przyszłą tożsamość dzieci.

Happy girl

WARTO

Nie piszę tego, żeby Wam zareklamować lalki. Chciałabym podkreślić, że warto poświęcać dzieciom więcej czasu. Warto bawić się z nimi, interesować się nimi, warto poruszać ich wyobraźnię. Zamiast wkładać im w rękę tablet, czy smartfon, zaangażować w swoje codzienne zajęcia. Być może te zajęcia zajmą nam wtedy dwa razy więcej czasu, ale każda minuta spędzona z dzieckiem jest ważna.
A odnosząc się jeszcze do zestawu Barbie, który Wam pokazałam – warto od małego tłumaczyć dzieciom, jak ważny jest wzrok. Powtarzam w wielu tekstach – dzieci nie wiedzą, że widzą źle, bo nie mają pojęcia, jak to jest widzieć prawidłowo. Regularne badania ich wzroku leżą w obowiązku rodziców. Dziecko nauczone systematyczności, dziecko, które wie, jak ważne są badania wzroku, na pewno w przyszłości samo będzie prawidłowo dbało o swoje oczy.

Pomyślcie o tym.

 

KONKURS

Mam dla Was zestaw Barbie Eye Doctor. Jeśli chcecie go wygrać, w komentarzu do tego wpisu opiszcie swoją ulubioną zabawkę z dzieciństwa. Wygrywa najciekawszy komentarz. Konkurs trwa do środy, 14 czerwca – do końca dnia.
Wyniki w piątek 16 czerwca na fanpage’u Dbaj o wzrok. Powodzenia!
barbie optometrysta

 

 

Minionkowe spojrzenie

Minionkowe spojrzenie

Rączka w górę kto już oglądał Minionki?

Poszliśmy sobie weekendowo do kina. Po raz chyba pierwszy w życiu (może przeżyłam już coś podobnego w dzieciństwie, ale nawet nie pamiętam) odstaliśmy 35 minut w kolejce do baru, spóźniliśmy się jak spora część widzów na seans, a kiedy już rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach na sali  (takiej ilości osób w kinie już bardzo dawno nie widziałam – wszystkie miejsca były zajęte !) okazało się, że nie dość, że wszystkie Minionki noszą okulary to w dodatku jeden z nich ma dwukolorowe oczka : )
Szanowni Państwo – oto Bob!

Źródło zdjęcia: http://despicableme.wikia.com/wiki/File:Bob2.png

Źródło zdjęcia: http://despicableme.wikia.com/wiki/File:Bob2.png

Jego tęczówki są różnokolorowe. Dlaczego?
Bardzo się cieszę, że ktoś wpadł na pomysł umieszczenia tej cechy oczu w bajce dla dzieci.

Mowa o HETEROCHROMII.

Nie jest to przypadłość groźna, sama w sobie nie powoduje wad wzroku ani innych patologii (chyba, że w wyniku patologii lub stanów zapalnych się pojawia).

Jej problematyczność może polegać wyłącznie na uczuciu „odmienności”, zwłaszcza u dzieci, które dopiero wyrabiają sobie pewność siebie i zdobywają wiedzę o otaczającym je świecie. Dlatego główny bohater w bajce, tak naprawdę według mnie najbardziej urocza postać całej historii, może być świetnym wsparciem dla Malucha, który nie rozumie dlaczego wszystkie dzieci mają jednakowe tęczówki, a on się na ich tle wyróżnia swoją odmiennością.

Popularnie występująca heterochromia widoczna jest na przykład u psów rasy Husky.

800px-Siberian_Husky_bi-eyed_Flickr

Źródło zdjęcia: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Siberian_Husky_bi-eyed_Flickr.jpg

Heterochromia występuje w dwóch odmianach: pierwsza – heterochromia iridium, to ta w której tęczówki każdego z oczu mają inny kolor – tak jak właśnie u Boba, druga – heterochromia iridis – kiedy tęczówki wyglądają podobnie, ale są wielokolorowe.

O kolorze oczu decydują trzy elementy- zawartość melaniny w nabłonku tęczówki, w zrębie tęczówki oraz zagęszczenie komórek zrębu. Heterochromia występuje ze względu  na róznice w rozmieszczeniu tego pigmentu, jego braku lub nadwyżki. Melanina odpowiada również za kolor naszych włosów oraz skóry. Nie istnieje sztuczna metoda wytwarzania melaniny. Czynnikami wpływającymi na jej produkcję w organizmie są głównie geny oraz zasób witaminy D w organizmie, a także stopień oddziaływania na skórę promieni UV (to dlatego skóra się „opala”).
Heterochromia może wystąpić jako cecha dziedziczna, ale może być również spowodowana lekami przeciwjaskrowymi, stanami zapalnymi rogówki, siatkówki, guzem, tętniakiem lub urazem oka.

Jakiś czas temu powstał projekt fotograficzny Marii Cavali – Heterochromia – Children of Hags
Maria zaczęła wykonywać zdjęcia rok temu. Sfotografowała już 200 osób z występującą heterochromia tęczówek. Z wieloma osobami nadal utrzymuje stały kontakt. Jej celem jest opublikowanie albumu zdjęć przedstawiających heterochromię i pokazanie jak piękna tak naprawdę jest to przypadłość.

“This has come to show me that it is a project that means as much to them as it does to me. There is much mythology surrounding Heterochromia and very little fact. It is obviously a condition that captured people’s imaginations and even fears. Although much of my research on the subject often delivers both inconclusive and vague results, I have continued documenting heterochromia around the globe and collecting stories.”

Cześć z tych zdjęć możecie zobaczyć pod tym linkiem: https://youtu.be/95eGBL8AzII

Jeśli Wy również macie kolorowe tęczówki, podzielcie się z nami swoimi zdjęciami : )

http://milkymoopawz.deviantart.com/art/Bob-The-Minion-507272332

http://milkymoopawz.deviantart.com/art/Bob-The-Minion-507272332