Czy okulary uzależniają?

Jeśli ten tekst będzie dla kogoś zbyt brutalny, to odsyłam na inne blogi, gdzie ptaszki ćwierkają, pieski uśmiechają się do zdjęć, a okulary na tych zdjęciach występują wyłącznie jako element ozdobny, żeby zdjęcie się lepiej „klikało” w souszjal midjach.
Jestem wkurzona i od dzisiaj nie będę kontrowersyjnych wpisów komentować w stylu „Ja bardzo przepraszam, ale chciałam powiedzieć, że bardzo przepraszam, no bo wiem, że możecie się mylić, choć bardzo przepraszam, bo przecież może się nie mylicie, za co też bardzo przepraszam, bo przepraszam, że przepraszam.” Nie. Od dzisiaj przy każdej okazji będę wklejać wszędzie do znudzenia link do tego tekstu i może wreszcie dotrze on do większej ilości osób i nasze społeczeństwo zrozumie, że wieczna wiara w farmaceutyczno-medyczno-lekarsko-jakąkolwiekinną-konspirację jest BEZ SENSU.

Ja wiem, że grawitacja nie istnieje, ziemia jest płaska, nikt nigdy nie był na księżycu i takie tam. Ale jednego jestem pewna – OPTOMETRIA istnieje, nasze oczy istnieją, choroby oczu niestety również, wady wzroku także, a jakby to powiedzieć – zmysł wzroku dostarcza nam ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. To kurde sporo, prawda? To może jednak warto raz odłożyć konspiracyjne halucynacje na bok i zastanowić się, jakby to było, gdybyśmy teraz musieli zamknąć oczy i już nigdy nie mogli ich otworzyć?
Bo tak to się może skończyć, kiedy zaczniemy ignorować nasz wzrok albo kiedy w ogóle nie zadamy sobie trudu, żeby o niego zadbać i będziemy ślepo (dosłownie ślepo) wierzyć szamanom-oszołomom.

Dlaczego jestem taka zdenerwowana?
Zawsze staram się pisać miło, spokojnie, czasem z lekkim żartem.
Ale dzisiaj wybaczcie – albo i nie wybaczcie, bo miałam już nie przepraszać – puściły mi nerwy i właśnie ten pierwszy raz napiszę oficjalnie, co tak naprawdę o tym wszystkim myślę.
Bo ileż można walić głową w ścianę?

Kilka tygodni temu walczyliśmy po raz drugi z autorem tekstu, który namawiał czytelników do używania wody utlenionej zamiennie z płynem do soczewek.
Czyli rozumiecie, woda utleniona do pojemniczka, soczewka ciach w tę utlenioną, a potem ciach do oka. Strasznie jestem ciekawa, czy znalazł się odważny śmiałek, który wypróbował metodę. Autor gdzieś coś usłyszał, jednym uchem wpadło, drugim wypadło. Coś tam sobie połączył i wyszło mu, że woda utleniona jest zamiennikiem płynu do pielęgnacji, przechowywania i czyszczenia soczewek. Brawo Ty! Geniuszu przezierności rogówki.

Kilka miesięcy temu było pierwsze podejście, a przynajmniej pierwsze, które wyłapaliśmy. Wtedy do akcji włączyły się duże profile takie jak Crazy Nauka, czy To Tylko Teoria. Połowa internetu została zbanowana przez właściciela strony, która te farmazony o wodzie utlenionej publikowała, druga połowa nie zdążyła się zorientować, co się dzieje.

Na drugą połowę przyszedł czas za drugim razem. Nic nie zdziałaliśmy, mimo że walczyło wiele osób. Komentarze skasowano, wszystkich nas zablokowano. Artykuł został, wisi sobie na tamtej stronie, a autor wdzięcznie na jego zakończenie zabezpieczył się dopiskiem, że on za nic nie odpowiada.

Moja koleżanka optometrystka Monika Niklas, napisała chwilę później świetny tekst o wodzie utlenionej, który został tu opublikowany, ale zakładam, że trafił do kilkudziesięciu osób, które go doczytały może do połowy. Jakby ktoś chciał nadrobić teraz, to jest TUTAJ. I pięknie wyjaśnia o co chodzi z tym płynem do soczewek i wodą utlenioną. W którymś kościele dzwoniło, tylko szamani nigdy nie wiedzą w którym.

I sytuacja sprzed kilku dni, która mnie sprowokowała do napisania tego tekstu, która tak mi podniosła ciśnienie, choć wiele osób mówi „Weź się nie przejmuj, to selekcja naturalna”.
Nie umiem się nie przejmować. Ktoś musi. Niby „szkoda nerwów”, ale jak nikt nie będzie reagował na takie rzeczy, to do takich sytuacji będzie dochodziło znacznie częściej!
Już mówię, co się wydarzyło, chociaż osoby, które śledzą relację @dbajowzrok na Instagramie, bardzo dobrze wiedzą, co się wydarzyło. I z tego miejsca bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyłączyli się do bojkotu materiału – transmisji live, opublikowanej przez oszołoma – bo przepraszam, nie jestem w stanie nazwać go inaczej.
Pan z zasięgiem x-dziesiąt tysięcy ludzi wielbiących jego „umiejętności” zrobił live, który zaczął od informacji, że budowy oka uczył się z google i po angielsku, no i w ogóle jakim prawem w polskich materiałach nie ma ani słowa o mięśniu rzęskowym! To najważniejszy mięsień w oku, ale jakoś się go pomija, no właśnie, specjalnie się go pomija! To jest ta konspiracja! Specjaliści nie chcą, żeby ktokolwiek wiedział o jego istnieniu!
Z perspektywy doświadczenia gabinetowego, kiedy czasem tłumaczę pacjentom, gdzie jest rogówka, siatkówka, która to tęczówka i że źrenica to tak naprawdę otwór, a nie czarna plama – i już to wywołuje zdziwienie, a otwór źreniczny często wręcz zaniepokojenie, mogę śmiało powiedzieć, że w podstawowym schemacie budowy oka nie ma potrzeby pisania o mięśniu rzęskowym, utrzymującym soczewkę wewnątrzgałkową. Chociaż sama ZAWSZE mówię o nim przy okazji tłumaczenia konieczności noszenia okularów do czytania po 40. roku życia lub osobom, które mają problemy z akomodacją, za którą te właśnie mięśnie są odpowiedzialne.
Wracając do pana szamana – mówi, że się uczy z internetu, a potem rzuca hasłem „okulary nie są korygujące, okulary są uzależniające”…

Pojawiają się komentarze pierwszych optometrystów i optyków, że opowiada bzdury, na co on mówi w formie 15x kopiuj wklej : „ja zdaję sobie sprawę, co szkoła potrafi zrobić z człowiekiem przez 6 lat studiów (…)” albo „Otwórz umysł”.

Wszystkie tego typu sytuacje mają jeden wspólny mianownik. Ich autorzy próbują przekonać publikę, że osoby komentujące nie mają dobrych intencji, że się boją utraty klientów, problemów zarobkowych, że tak naprawdę chcemy po prostu zarobić na cudzym nieszczęściu, że chcemy zdzierać pieniądze za coś, na co są darmowe / domowe sposoby.

Mam jedno pytanie …
– wiedząc, że tacy szamani mogą zaszkodzić społeczeństwu, że odstawiając okulary korekcyjne możemy doprowadzić do pogłębienia wady wzroku, że stosując ćwiczenia bez konsultacji ze specjalistą, możemy wywołać problemy z widzeniem obuocznym, że nie nosząc okularów przeciwsłonecznych i patrząc w słońce możemy delikatnie mówiąc przysmażyć sobie siatkówkę, że nie chodząc regularnie na badania wzroku, nasze widzenie może być zagrożone przez bezobjawową chorobę np. jaskrę…
Czy widząc to wszystko, nie powinniśmy raczej siedzieć cicho?
Przecież w końcu… im gorzej Wy widzicie, tym więcej my mamy pracy! Czy się mylę?

Wydaje mi się, że w celach zarobkowych to właśnie powinniśmy przyklaskiwać wariatom i zacierać rączki.
Ale nie – mamy wiedzę, OD PODSTAW, nie od Wujka Google tylko wystudiowaną przez wiele lat. Znamy wyniki badań naukowych, przeprowadzanych NA LUDZIACH – gdzie na przykład obserwuje się „zachowanie” wady wzroku w wybranej grupie pacjentów przy określonych czynnikach. I chcemy ją wykorzystać, żeby pomagać, bo LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ!
Oczywiście, że okulary kosztują i optyk zarabia na ich sprzedaży,  ale pogarszaniu wzroku naszego społeczeństwa winne jest środowisko, tryb życia, tryb pracy, nasze przylepienie do smartfonów, nasze zaniedbania itd.

Okulary nie są uzależniające.

Autor tej świetnej relacji live mówi, że „jak raz założysz okulary to już ich nie zdejmiesz”. No nie zdejmiesz, bo korygują one wadę wzroku i zapewniają komfortowe widzenie, to po co je ściągać?

Nie lubisz nosić okularów? Wybierz się do kontaktologa na dobór soczewek kontaktowych. Skonsultuj się w sprawie ortokorekcji, laserowej korekcji wzroku, czy chirurgicznej wymiany soczewki wewnątrzgałkowej. Ale nie odkładaj okularów na półkę, bo to Ci NIC NIE DA.
Mało tego – są wyniki WIARYGODNYCH badań naukowych, które potwierdzają, że niewłaściwa (za mocna lub za słaba) korekcja krótkowzroczności lub jej całkowity brak może prowadzić do jej progresji. Ale, co też ważne (bo już pojawiały się komentarze – „Mam od urodzenia -0.5, nie noszę okularów i wada nie postępuje”) – nie każda krótkowzroczność jest postępująca.

Chociaż to dosyć przerażające, kiedy do gabinetu trafia pacjent, mówi, że na badanie przyjechał samochodem, w badaniu wychodzi jakaś …. „ciekawa” powiedzmy delikatnie wada, a on na pytanie jak tu dojechał??? odpowiada „no wie pani… jeżdżę tak od wielu lat, już się przyzwyczaiłem”.

Czy naprawdę chcemy żeby ludzie odłożyli okulary i byli w takim stanie uczestnikami ruchu drogowego? No ja nie chcę. Przestanę wychodzić z domu.

Chcesz ćwiczyć wzrok? Świetnie! Ćwiczenia rozluźniające napięcie mięśni okoruchowych i mięśnia rzęskowego są DOBRE, ale naprawdę powinieneś je wykonywać pod okiem specjalisty, bo nieprawidłowe ich wykonywanie może zaszkodzić i wywołać problemy z widzeniem obuocznym, które później ciężko będzie wyprowadzić.
Nie żyj konspiracyjnym snem.

Wszyscy na nas zarabiają! Na mnie również!

Cokolwiek kupujesz, robisz, gdziekolwiek jedziesz, cokolwiek jesz – ktoś na Tobie zarabia. Specjaliści też. Czy to, że w restauracji ktoś podaje Ci danie za 39 zł, które wykonane jest z takich produktów, że sam zapłaciłbyś za nie kilkanaście zł i nakarmił całą rodzinę, oznacza, że przestaniesz chodzić do restauracji, bo ten okropny właściciel chce na Tobie zarobić?

Czy przestaniesz robić wszystkie rzeczy, dzięki którym ktoś na Tobie zarabia, żeby tylko wredny właściciel nie zarobił na Tobie złamanego grosza?
NIE.

Na mnie też zarabiają lekarze do których chodzę, a uwierz – chodzę do wielu!
Tak długo jak żyję, a oni czuwają nad moim zdrowiem – mogą na mnie zarabiać.


P.S. 1
Wada wzroku to nie choroba. Nie leczymy jej. Korygujemy ją okularami.

P.S. 2
Prezbiopia – potrzeba noszenia okularów do czytania po 40. roku życia – to (a to niespodzianka) też nie choroba!

P.S. 3
Astygmatyzm to wada wzroku, ani oczy, ani nic innego nie krwawi, kiedy występuje astygmatyzm.

P.S. 4
Antyrefleks nie powoduje zwiększenia podatności soczewek okularowych na zabrudzenia. Antyrefleks sprawia, że soczewka przed okiem staje się dla niego „niewidoczna”, bo nie odbija promieni światła. Dlatego może się wydawać, że widać więcej zabrudzeń, których nie zauważylibyśmy w soczewkach bez antyrefleksu.

P.S. 5
Zarysowanych soczewek okularowych nie da się wypolerować pastą do zębów! To znaczy… te powierzchniowe, być może… da się – ale razem ze wszystkimi powłokami, jakie się na nich znajdują. Jeśli nie szkoda nam wydanych pieniędzy, to w sumie śmiało.

P.S. 150
Proooooszę. Weryfikujcie wiedzę „zdobywaną w internecie” oraz wykształcenie osób, które ją przekazują.


Zdjęcie wyróżniające: Data Gogia / Unsplash

Dodaj komentarz