Siatkówczak i zbiórki pieniędzy na operacje w Stanach

Czy łatwo jest oszukać tysiące ludzi?
W internecie dzisiaj wszystko jest możliwe.
Manipulacja goni manipulację, a czytelnicy „kupują” wszystko, co podsunie im się pod nos.

Manipulacje związane z korzyściami kredytowymi, z wydarzeniami ze świata i kraju, z polityką. To wszystko się dzieje, tylko większość z odbiorców nie weryfikuje absolutnie żadnej podawanej dalej informacji.
Taka manipulacja, o niesamowitej skali i obrzydliwej perfidii, miała miejsce w ostatnich kilku miesiącach.

#BojęSięCiemności

Kojarzycie?

Nasuwa mi się tylko pytanie – Jakim trzeba być wypranym z uczuć i emocji człowiekiem, żeby zmanipulować wszystkich tematem dotyczącym cierpienia dziecka?

Wyjaśnijmy w skrócie o jaką sytuację chodzi – bez zbędnego rozpisywania się, bo większość z Was i tak zapewne już zna sprawę, a ci co nie znają mogą spokojnie zapytać Wujka Google i on chętnie odpowie przynajmniej kilkunastoma zasobnymi w informacje na ten temat linkami.

Na jednej ze stron, zajmujących się różnego rodzaju dobroczynnymi zbiórkami pieniędzy, została otwarta zbiórka pieniędzy dla Antosia, który tracił wzrok. Aby uratować jego oczy należało wpłacić kwotę, która miała umożliwić mu wyjazd do Stanów. Brzmi znajomo, prawda? O tym zaraz.
Zbiórka była co jakiś czas przedłużana, ponieważ nie udawało się zebrać potrzebnej kwoty pieniędzy – czyli bagatela pół miliona polskich złotych.
Założycielem zbiórki była osoba prywatna. Do akcji włączyli się również aktorzy, sportowcy i znane osoby ze świata „show biznesu”. Machina się rozpędziła, pieniądze (z nadwyżką) zebrano.
W tym samym czasie, pod koniec akcji, inny portal wydał oświadczenie oraz zgłosił możliwość popełnienia oszustwa.
Okazało się, że nie ma żadnego Antosia, nie ma chorych oczu, nie ma wyjazdu do Stanów, żadne takie dziecko nie leczy się w Polsce w podanym wcześniej szpitalu.
Oczywiście zbiórka została zamknięta, sprawa jest w toku, organizator tego przedsięwzięcia nie chce udzielać żadnych wywiadów, nie odbiera telefonów, zdawkowo pisze, że pieniądze zostaną zwrócone itd. Itd.
Nie ma sensu rzucać nazwami, ani nazwiskami, i tak możecie to sobie bez problemu sprawdzić we własnym zakresie. Poza tym sprawa jest wyjaśniana, a do czasu wyjaśnienia, choćbym miała nie wiem ile negatywnych myśli i choćbym była niesamowicie wściekła i myślała o tym panu, co sobie tak ze wszystkich zakpił, jak najgorsze rzeczy – do czasu wyjaśnienia sprawy nie czuję się upoważniona do publicznego wyrażania opinii na ten temat. Chociaż uwierzcie mi, BARDZO chętnie bym to tu teraz zrobiła. Może jak już będzie oficjalny wyrok, dodam tu krótki „edit” i wtedy polecą epitety.

Na razie chciałam tu o czymś innym…

Antoś, który nie istniał i nie istnieje miał mieć siatkówczaka. Miał mieć jedyną szansę na uratowanie widzenia, dzięki operacji wykonanej w Stanach.
Dlaczego pytałam, czy to brzmi znajomo?

Pamiętacie…
Oko w oko z rakiem – Aniołowie Marceliny?
Oko Poli – walka z siatkówczakiem?
Siatkówczak – pan życia i śmierci?

Na pewno pamiętacie. A jeśli nie to już Wam przypominam – to też były zbiórki dla dzieci chorych na siatkówczaka. Wszystkie trzy zakończone sukcesem. W dwóch pierwszych udało się w Stanach uratować oczy dziewczynek, w przypadku Tomusia niestety oczko zostało usunięte, ale chłopiec ma protezę, a najważniejsze jest to, że udało się uratować jego życie.
Te dzieci do tej pory jeżdżą na kontrole po operacjach, zabiegach i podanych lekach.
Zbiórek dla dzieci z siatkówczakiem jest naprawdę dużo. Aż łzy stają w oczach, kiedy się widzi JAK dużo…

Siatkówczak – (retinoblastoma) to nowotwór złośliwy, który nieleczony prowadzi do śmierci dziecka, a jest w tej chwili jednym z najczęstszych nowotworów wewnątrzgałkowych występujących u dzieci. Może być dziedziczony lub może wystąpić w wyniku mutacji. W przypadku postaci dziedziczonej występuje zwykle obustronnie, w tej drugiej zaś zwykle w jednym z oczu. Objawy tego nowotworu pojawiają się przeważnie w pierwszym roku życia.
(RODZICE ! BADANIA WZROKU WASZYCH DZIECI SĄ NAPRAWDĘ BARDZO WAŻNE!)
Najbardziej charakterystyczne dla siatkówczaka są przede wszystkim biała źrenica oraz zez. Przy czym zez świadczy o tym, że nowotwór zajął plamkę (miejsce widzenia centralnego na siatkówce), a biała źrenica, że zajął już znaczną część siatkówki.
Nieleczony lub oporny na leczenie siatkówczak może dać przerzuty do innych narządów.
rsz_1baby_front-1050x688[źródło zdjęcia: chect.org.uk ]

 
Niektóre dzieci z siatkówczakiem otrzymują w Polsce krótką informację : „Oko do usunięcia”.
Nic dziwnego zatem, że jeśli dostają zielone światło na leczenie u słynnego już dr Abramsona w Stanach Zjednoczonych, ich rodzice stają na głowie, żeby wyjechać i uratować życie i wzrok dziecka.

Już wiele razy słyszałam opinie w stylu „Nowotwór nowotworem, ale rodzice mają przynajmniej zafundowany wyjazd do Stanów” …
Naprawdę?
Naprawdę wydaje się Wam, że mając swoje ukochane dziecko, któremu grozi utrata widzenia, utrata oka, utrata życia, wycieczka do Stanów to najbardziej atrakcyjna perspektywa całej sytuacji?

Doktora Abramsona możecie „bliżej” poznać tutaj : https://www.mskcc.org/cancer-care/doctors/david-abramson

Powiem tak – jestem wściekła na całą sytuację. I na użycie chwytającego za serce hasła „Boję się ciemności”!
Wiecie dlaczego?
Bo pomimo tego, że udało się zebrać potrzebne kwoty dla wielu dzieci, wielu pozostałym się to nie udaje. I tak społeczeństwo ma problem z pomaganiem, i tak mamy do czynienia z ograniczonym zaufaniem, i tak sporo osób podchodzi do takich apeli o pomoc na zasadzie przewijania strony dalej i nie zatrzymywania się ani na sekundę. Ci którzy pomagają, jak to pięknie określili rodzice Marceliny, to naprawdę Anioły. I ja przepraszam jak tu kogoś uraziłam, bo teraz to różnie z tą wrażliwością na różne rzeczy bywa, ale Anioły to jest właśnie to właściwe określenie.
W każdym razie ja bym chciała do Was w tym miejscu tak naprawdę gorąco i serdecznie zaapelować.
Żebyście postarali się tę historię z nieistniejącym Antkiem puścić w niepamięć, w tym sensie żebyście nie oceniali innych zbiórek tego typu przez pryzmat tej jednej. Błagam.
Bo te dzieciaki naprawdę potrzebują pomocy, bo każde z tych dzieci równo zasługuje na ratunek wzroku i życia.
Nie zrażajcie się przez jednego człowieka, któremu mózg wyparował być może na jakichś ekskluzywnych wczasach pod palmami. Nie wiemy jeszcze co nim kierowało, być może nic dobrego, ale żadne z tych dzieci, które naprawdę cierpią i naprawdę potrzebują pomocy, nie są temu winne.

To tyle ode mnie dzisiaj.
 

 

P.S.
Tych, którzy wiedzą, jaki mam obecnie problem z dłonią – uspokajam – rękę oszczędzam, pisałam ten tekst trzy dni, ręką lewą.

2 komentarze do “Siatkówczak i zbiórki pieniędzy na operacje w Stanach”

  1. soko

    Jestem okulistą i chce zaznaczyć, że terapia melfalanem stosowana przez dr Abramsona jest identyczna jak ta, którą wykonuję się chociażby w Warszawie czy Krakowie.

    Z tą różnicą, że prywatna praktyka dr Abramsona dostaje za takie lecznie setki tysięcy złotych, więc będzie leczyła każdego pacjenta, który się do niego zgłosi. U nas terapii poddaje się dzieci z konkretnymi wskazaniami.

    Pozdrawiam!

  2. Justyna Nater

    Witam serdecznie i cieszę się, że skomentowała Pani doktor ten tekst! Widziałam ostatnio kilka informacji, że w Polsce też już można w ten sposób leczyć siatkówczaka i to są świetne wieści! Od kiedy ta metoda jest dostępna w Polsce? Trafiłam gdzieś na artykuł, w którym pisano, że od roku, ale nie weryfikowałam tej informacji… byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź :)
    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz